Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

Wystawy w Koszalinie:

5 Września 2013 godz. 6:21
Alina Konieczna / fot. Artur Rutkowski
 

Dwa zwykle słowa: OD i DO

Wczorajszy wernisaż w Galerii na Piętrze wpisał się w program III Festiwalu Sztuki w Przestrzeni Publicznej Koszart. Prezentowana w galerii wystawa Stanisława Dróżdża „Czasoprzestrzennie /OD DO” intryguje i skłania do refleksji. 82 plansze, każda o wymiarach 30 x 30. Na białym tle każdej z plansz widać wszelkie możliwe układy dwóch słów OD i DO. Autor tej monumentalnej pracy Stanisław Dróżdż to najwybitniejszy polski przedstawiciel nurtu zwanego poezją konkretną, wywodzącego się z futuryzmu, dadaizmu i konstruktywizmu.     Gdy ogląda się prace Drożdża z bliska, widać drobne, tańczące przed oczami układy liter. Kiedy spojrzy się na nie z pewnego oddalenia i gdy w tle słychać muzykę,  widać o wiele więcej.     - W pierwotnej wersji praca ta została zrealizowana w 1994 roku we wrocławskim BWA – mówił podczas wernisażu Ryszard  Ziarkiewicz, komisarz wystawy. – Od początku artysta podkreślał, że brakuje dopełnienia muzycznego.  Dopiero pod koniec 2008 roku udało się znaleźć autora muzyki. Kompozycji podjął się Tadeusz Sudnik, realizator dźwięku i kompozytor muzyki eksperymentalnej. Praca trwała wiele miesięcy, dziś OD DO  stało się rodzajem współczesnej opery na dwa głosy.   Stanisław Dróżdż, poeta, polonista, w swoich pracach „pisał  obrazem”.  Autor, podobnie jak inni twórcy poezji konkretnej, odbierał słowom logikę. Uwielbiał przecinki, kropki. Tworzył język od nowa, z najdrobniejszych elementów.     Jadwiga Kabacińska –Słowik  otwierając wystawę podkreślała, że prezentowanie prac  tak wybitnego artysty, zmarłego w 2009 roku, to dla jej galerii wielki zaszczyt. W 2003 roku Stanisław Drożdż reprezentował Polskę na Biennale Sztuki w Wenecji.   Prace Stanisława Dróżdża znajdują się w licznych kolekcjach muzealnych i prywatnych w kraju (między innymi w Muzeum Narodowym we Wrocławiu, Muzeum Sztuki w Łodzi, czy Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie) oraz za granicą (w Museum of Contemporary Art w Los Angeles, Schwarz Galeria d’Arte w Mediolanie, Museum of Modern Art w Hunfeld).   Ostatnia wersja dzieła Dróżdża „Czasoprzestrzennie/ OD DO”, stworzona przez artystę rok przed śmiercią, wzbogacona oprawą muzyczną, na stałe znajduje się w zbiorach Regionalnego Stowarzyszenia Sztuki Zachęta w Szczecinie. Jest przechowywana w Muzeum Narodowym w Szczecinie. Teraz można ją obejrzeć w Koszalinie, w Galerii Na Piętrze. Naprawdę warto.  
12 Sierpnia 2013 godz. 18:32
Alina Konieczna
 

Dokąd idzie Zygmunt Wujek

Takich tłumów na wernisażu nie było już dawno. Otwarcie wystawy prac koszalińskiego rzeźbiarza Zygmunta Wujka zgromadziło w Muzeum liczne grono przyjaciół i wielbicieli talentu artysty. Wystawa nosi tytuł „Dokąd idziesz”. To prezentacja jubileuszowa, związana z 75. urodzinami, które Zygmunt Wujek będzie obchodził 22 września. Motywem przewodnim tej niezwykle interesującej ekspozycji są czterej jeźdźcy Apokalipsy – Zwycięzca, Wojna, Głód i Śmierć.   Tą wystawą artysta dzieli się z widzami (jak mówi, z Pomorzanami) swoimi refleksjami o życiu, o upływającym czasie. - Z jednej strony mamy przemijanie, cierpienie,  z drugiej radość z wolności, w jakiej dziś żyjemy – mówił Zygmunt Wujek podczas wernisażu.   Zygmunt Wujek jest związany z Koszalinem od 1965 roku. Mieszkańcy  znają go jako autora wielu pomników, czy nagrobków na cmentarzu. Artysta jest nie tylko rzeźbiarzem, ale także medalierem, rysownikiem, malarzem oraz wykładowcą w Instytucie Wzornictwa Politechniki Koszalińskiej.   Na wernisaż wystawy Zygmunta Wujka przybyli nie tylko przyjaciele artysty, ale również przedstawiciele władz. Najlepsze życzenia jubilatowi złożyli: senator RP Piotr Zientarski, radni, przedstawiciele koszalińskiego ratusza z wiceprezydentem Leopoldem Ostrowskim.   Podczas wernisażu Zygmunt Wujek otrzymał Honorowy Złoty Krzyż Piłsudczykowski. Popiersie marszałka Piłsudskiego jest wyeksponowane tuż przy wejściu na wystawę. Artysta podkreślał, jak ważna jest dla niego postać Marszałka. Wskazał również na drugi istotny  akcent wystawy – medal z okazji pobytu Jana Pawła II w Koszalinie.     Na otwarciu wystawy prac Zygmunta Wujka nie zabrakło koszalińskich artystów, zjawili się także goście z dalekiego świata, wśród nich  Krzysztof Majka, ambasador RP w Seulu, w Korei Południowej, który na trzy dni przyleciał do Polski i znalazł czas, aby osobiście pogratulować koszalińskiemu artyście.   Na wystawie jest wiele eksponatów. Warto ją obejrzeć, aby poznać dorobek jednego z najbardziej znanych i twórczych koszalińskich artystów. - Najbardziej zawsze podobały mi się kamienne rzeźby Zygmunta Wujka – powiedział nam Paweł Michalak. – Mam nawet kilka tych prac w ogrodzie.     Zapytaliśmy artystę, czy kiedyś policzył, ile jego prac znajduje się w Koszalinie. - Dawno przestałem liczyć,  przy trzystu płaskorzeźbach dałem sobie spokój  z liczeniem – przyznał Zygmunt Wujek. A o czym marzy artysta? - O tym, żebym nie musiał martwić się o codzienny byt (utrzymanie pracowni jest bardzo drogie)  i mógł rzeźbić… I tego jubilatowi życzymy z całego serca.   Warto wybrać się do Muzeum, aby obejrzeć tę wystawę. Szczególnie polecamy ją koszalinianom, aby – jak mówiono podczas wernisażu-  mieszkańcy doceniali talent i dorobek swojego artysty. Czasu jest sporo, bo wystawa będzie prezentowana do 17 września.  
10 Lipca 2013 godz. 14:22
Alina Konieczna
 

Osieki – miejsce dla sztuki

Zakończył się XVI Międzynarodowy Plener Malarski Osieki 2013 „Czas i miejsce dla sztuki”. Tym razem do Osiek przyjechało 21 twórców z różnych krajów. Tegoroczne spotkanie plastyków w Dworku Osieckim rozpoczęło się 1 lipca, zakończyło w piątek, 12 lipca. Do udziału w plenerze zostali zaproszeni artyści z miast partnerskich Koszalina. Do Osiek przyjechali plastycy z Gladsaxe w Danii oraz z Neumunster i Neubrandenburga w Niemczech.   - Jestem tu po raz pierwszy, mam nadzieję, że nie ostatni – powiedziała nam Pia Buxbom z duńskiego Gladsaxe, którą spotkaliśmy przy sztalugach, w ogrodzie. – Przyjechałam tu wraz z mężem, który nie jest malarzem, lecz wspiera mnie w mojej pracy.   Pia Buxbom z duńskiego Gladsaxe Organizatorem pleneru tradycyjnie jest Związek Polskich Artystów Plastyków, Okręg Koszalin – Słupsk. - Cieszymy się, ze możemy gościć artystów z różnych krajów, także z wielu miast Polski – podkreśla Ewa Miśkiewicz-Żebrowska, komisarz pleneru, jednocześnie prezes Okręgu. – W naszym plenerze uczestniczą artyści z Niemiec, Danii, Rosji, Białorusi, Słowacji,  ale także z Gdańska, Nowego Targu, Lublina, czy Kołobrzegu.   Uczestnicy pleneru tworzą dzieła w urokliwym otoczeniu Dworku Osieckiego, ale także słuchają wykładów, poznają najbliższą okolicę i wymieniają doświadczenia. Lis Severin z Gdalsaxe - Takie spotkania są ogromnie ważne – podkreśla Bożena Giedych, komisarz pleneru. – Każdy z nas ma inny warsztat twórczy, inne podejście do koloru, kompozycji, faktury. Podczas pleneru możemy obserwować sposób pracy innych twórców, dowiedzieć się czegoś nowego. Bardzo ważne jest również to, że w czasie naszych plenerów nawiązują się przyjaźnie, które trwają przez długie lata.   Lilia Bogatko z Saint Petersburga uczestniczy w plenerze Osieckim po raz drugi. Była tu 11 lat temu, a dziś mówi, że jest szczęśliwa, że mogła przyjechać ponownie. - Maluję kwiaty, ptaki, otaczającą nas przyrodę – opowiada Lilia. – Tu, w Osiekach, mamy wspaniałe plenery i świetną atmosferę do pracy twórczej.     Tegoroczny plener zakończył się 12 lipca, wspólnym spotkaniem oraz wystawą poplenerową. Tradycyjnie artyści zostawią swoje prace, jakie stworzyli w czasie pleneru. Koszalińsko-Słupski Okręg ZPAP ma w swoich zbiorach ponad 460 prac różnych artystów biorących udział w plenerach. Jak co roku, także i tym razem wystawa poplenerowa będzie prezentowana m.in. w Galerii Ratusz Urzędu Miejskiego w Koszalinie.
5 Lipca 2013 godz. 7:01
Kuba Grabski fot.ArtRut
 

Jamneńskie historie

Mieszkańcy Koszalina wiedzą, że Jamno leży w granicach miasta, ale na pewno nie wszyscy, że na terenie tej miejscowości od kilku lat działa Izba Muzealna, która gromadzi różne jamneńskie skarby. Kultura tego obszaru jest o tyle specyficzna, że powstawała w izolacji. Teren Jamna i Łabusza z jednej strony otaczały bagna, z drugiej jezioro, a droga do Koszalina, także prowadząca przez bagna, wiele lat była nieprzejezdna.  Zbieranie zabytkowych przedmiotów rozpoczęła szkoła i kiedy było już ich dość dużo, zaczęto się rozglądać za pomieszczeniem, w którym można byłoby je wyeksponować.   Jamneńskie Stowarzyszenie  Społeczno – Kulturalne, które zawiaduje izbą, dostało od Gminy Będzino mały budynek, w którym kiedyś mieściła się centrala telefoniczna. Własnym sumptem zostało one wymalowane i przygotowane do umieszczenia zbiorów, które wówczas były zbierane po domach. Część mieszkańców ofiarowała swoje przedmioty, a część tylko je wypożyczyła. Osobą, która odpowiada za to mini muzeum, jest pani Hanna Piech, szczecinianka, która wiele lat temu zamieszkała w Jamnie.   Najczęściej otwiera swoje królestwo dzieciom, dla których większość przedmiotów jest zupełnie egzotyczna. Na przykład koń do szycia uprzęży, czy też półszorków, czyli swoiste imadło do zszywania grubej skóry. W izbie można zobaczyć tradycyjne jamneńskie ubrania, odtworzone współcześnie i widać, że różnią się od innych. Z uwagi na wielkość pomieszczenia, można zobaczyć tylko jeden mebel, to krzesło z wyraźnymi wpływami kaszubskimi. Oprócz tego są tu jamneńskie żelazka, jedno z nich z kogutkiem, duża maselnica, która zaświadcza o bogactwie tego rejonu – żeby przerobić śmietanę na tyle masła, trzeba było mieć dużo zwierząt. Inne historyczne przedmioty to sieczkarnia do słomy i trzciny, którą pokrywano dachy i cierlica do zgniatania i łamania łodyg lnu lub konopii.   Jamno się zmienia, to stare powoli przestaje istnieć, dobrze że są osoby, które dbają o zachowanie tradycji. Wszystkich zainteresowanych odwiedzeniem Izby Muzealnej w Jamnie prosimy o kontakt z panią Hanną, nr telefonu 660 438 016.
19 Maj 2013 godz. 8:05
Alina Konieczna fot. Patrycja Koźlarek
 

Noc pełna muzealnych atrakcji

Zamiast spędzić sobotni wieczór w domowym zaciszu przed telewizorem, koszalinianie skorzystali z zaproszenia na Noc Muzeów. To jedyna taka noc w roku – podkreślali amatorzy zwiedzania wieczorową porą. Koszalińskie Muzeum tętniło życiem do północy. Na muzealnym dziedzińcu można było podziwiać występy zespołów, delektować się pierogami, czy domowym ciastem, jednak największą atrakcją były muzealne zbiory udostępnione zwiedzającym.   Na wejście do Muzeum trzeba było czekać w długiej kolejce. - Jak za dawnym czasów, kiedy stało się po papier toaletowy – śmiała się Krystyna Jaworowska. – Za komuny kolejki były przykrą koniecznością, tu stoimy z własnej woli, żeby obejrzeć pamiątki z dawnych czasów.   Andrzej Szczeblewski przyszedł do muzeum wraz z żoną i synem.- Nigdy wcześniej nie uczestniczyłem w Nocy Muzeów – powiedział  nam. – Nie żałuję, że spędzamy ten wieczór w ten sposób. To pouczające. Synowi najbardziej spodobał się kostium … kata.   Państwo Gołasiowie także odwiedzili koszalińskiej Muzeum całą rodziną. Mówią, że choć znają muzealne zbiory, to Noc Muzeów jest znakomitą okazją, aby przybliżyć dzieciom historię Koszalina. - Bardzo ciekawa jest makieta   przedstawiająca średniowieczny Koszalin – zauważył dziewięcioletni Piotr Gołaś. – Wtedy nasze miasto wyglądało zupełnie inaczej, niż teraz.   Amatorzy motoryzacji wybrali się do Muzeum Zabytkowych Samochodów w podkoszalińskim hotelu Verde. Stylowe stare auta, pieczołowicie odrestaurowane, błyszczące i piękne, cieszyły oczy zwiedzających. - Najbardziej spodobał mi się ten uroczy kremowy kabriolet – oceniła Agnieszka Schmidt, która zwiedzała muzeum wraz z synem. – Wsiąść do takiego auta, ruszyć przed siebie tak, by wiatr rozwiał włosy…   Mercedes, Jaguar, Alfa Romeo – luksusowe modele aut prezentowane w tym muzeum można nie tylko podziwiać, ale nawet kupić. - Tylko te ceny – wzdychał Piotr Krawiecki. – Na pewno nie dla przeciętniaka. Zawsze jednak można popatrzeć.   Fani „militariów” także nie mogą być zawiedzeni, swoje podwoje dla zwiedzających otworzyło Muzeum 8 Dywizji Obrony Wybrzeża i Muzeum Obrony Przeciwlotniczej. Pod fachowym okiem można było zapoznać się ze sprzętem wykorzystywanym w wojsku kiedyś jak i współcześnie.   Natomiast miłośnicy wojennych pamiątek mogli podziwiać przygotowany przez Bałtyckie Stowarzyszenie Miłośników Historii "Perun" – specjalny pociąg szpitalny do złudzenia przypominający te z okresu ostatniej wojny. W pełnej rekonstrukcji pomógł fakt,  że wszystko działo się w starej parowozowni  koszalińskiej wąskotorówki.     To tylko niektóre z atrakcji, jakich można było doświadczyć minionej nocy w Koszalinie. Sprzyjająca pogoda sprawiła że ulice miasta do późnych godzin nocnych tętniły życiem. Na bardziej leniwych zwiedzających czekał specjalnie przygotowany przez MZK „nocny”  autobus, którym bez problemów można było dostać się do wszystkich, nawet najdalej położonych muzeów, jak choćby tego w Fabryce Zabawek Pluszowych przy ul. Krawieckiej.   Całości dopełnił odziany w średniowieczne stroje korowód Koszalińskiej Kompanii Rycerskiej, który przed północą wyruszył ulicami przysypiającego już miasta z Archiwum Państwowego do Muzeum przy Młyńskiej.
18 Maj 2013 godz. 5:59
Kuba Grabski
 

Słowik jubileuszowy

Koszalin bez Andrzeja Słowika na pewno byłby innym miastem. Zapewne mniej kolorowym. To niewątpliwie jeden z najbardziej charyzmatycznych artystów tworzących tu po wojnie.  Z Koszalinem jest związany od ponad 40 lat. I właśnie tu raduje się ukończeniem 70 lat niezwykle barwnego życia. Na jubileuszową wystawę słowikowego malarstwa do Galerii na Piętrze przyszło wielu jego przyjaciół i miłośników.   Wszystko zaczęło się dawno temu, ale ponieważ jubilat jest ciągle aktywny, przez najbliższe kilka tygodni przy ulicy Dworcowej będzie można oglądać obrazy, które artysta popełnił w ciągu ostatniego roku.   Zgromadzeni mieli okazję wysłuchać laudacji na temat szanownego jubilata w wykonaniu Wisi Kabacińskiej – Słowik, szefowej Galerii i zarazem małżonki jubilata. Cóż można w kilku minutach powiedzieć o 50 latach bycia artystą ? I to do tego artystą nietuzinkowym, w sposób nad wyraz niepoważny kochający ludzi i życie. I jeszcze złoto, który to kolor nad wyraz często pojawia się w pracach Słowika. On zresztą sam na swą uroczystość założył złote buty. Bez wątpienia dużą satysfakcję mieli wszyscy krewni i znajomi malarza, którzy słuchali o tym jaki jest Słowik. A jaki jest każdy przecież widzi. Nieco bardziej stateczny, bardziej męczący się przy pracy, głównie z powodu wielości atakujących go zewsząd bodźców. Ale ciągle wielbiący ludzi, którzy dają mu napęd do życia i malowania.   Andrzej Słowik mimo że urodził się w Ejszyszkach koło Wilna, to związany jest i był z trzema miejscami – z Gdańskiem, gdzie ukończył Państwową Wyższą Szkolę Sztuk Plastycznych i miał nawet okazję zetknąć się ze Zbigniewem Cybulskim podczas prób szkolnego teatru. Dwa pozostałe to Słupsk, gdzie dorastał i Koszalin, gdzie przywiodło go uczucie.   Słowik to człek poszukujący. Ma na swoim koncie wiele własnych pomysłów na zamienianie życia w sztukę. Jednym z nich jest cykl czarnych skrzynek, w których za pomocą osobistych przedmiotów utrwala swoje wspomnienia. Kolejne autorskie gesty to  kaszty, będące odpowiedzią na cenzurę zaostrzoną w okresie stanu wojennego, oraz okna, pełne metaforycznych kompozycji oraz pejzaży z pogranicza figuracji i abstrakcji. Ma na swoim koncie także  performance czy instalacje. Zajmował się także projektowaniem i wykonywaniem sgrafitti na ścianach koszalińskich i słupskich budynków. Prawdopodobnie żadna z tych realizacji nie przetrwała do dziś. Przez wiele lat związany był ze słynnymi plenerami malarskimi w Osiekach, które zmieniły jego sposób patrzenia na sztukę.   Dzisiaj trudno sobie wyobrazić artystę, który obdarowuje bliskich i znajomych swoimi pracami. W swoim czasie Słowik był z tego bardzo znany. Stąd w wielu koszalińskich domach można znaleźć jego wytwory. Nigdy ich wszystkich nie policzył, ale jest ich pewnie około tysiąca. Jak mówił w wywiadzie który przeprowadził z nim Piotr Pawłowski: „Do kilku prac i pamiątek rodzinnych, jestem bardzo przywiązany; zmieniam domy, ale nie rozstaję się z nimi. Jednak za żadną z prac nie dałbym się poćwiartować”. Słowik to niespokojny duch, który ciągle szuka, niedawno zajął się ceramiką, ale stara się nadążać za zmianami, choć w tempie jakie przystoi szacownemu jubilatowi.   W rozmowie z Ryszardem Ulickim powiedział: „Trzeba namalować jeszcze kilka dobrych obrazków, choć przychodzi to coraz trudniej. Kiedyś miałem wielką łatwość tworzenia. Teraz dłużej się namyślam, zastanawiam, ale jeszcze was wszystkich zaskoczę”.   Drogi Jubilacie, oby tak dalej! Bądź z nami i dawaj nam radość swoim talentem i niech Ci zdrowie dopisuje :) Bo przecież: „Chcesz już iść ? Jeszcze ranek nie tak blisko, Słowik to a nie skowronek się zrywa...” ( W. Shakespeare „Romeo i Julia”).
10 Maj 2013 godz. 13:00
Kuba Grabski, fot. ArtRut
 

Co nieco o wnętrzach Koszalina+projekty

Czy Koszalin ma wnętrza? Takie, nieco prowokacyjne pytanie towarzyszyło wystawie, którą można było oglądać w Galerii Scena. Ekspozycja zawierała prace dyplomowe obecnych i byłych studentów Instytutu Wzornictwa Przemysłowego Politechniki Koszalińskiej. Prace te pokazują możliwą alternatywę wobec tego co możemy znaleźć w naszym mieście jeśli chodzi o architekturę i wnętrza obiektów publicznych. Pozostawiają one często wiele do życzenia i nie zawsze problemy finansowe o tym przesądzają. Propozycje, jakie wynikają z projektów właśnie się broniących studentów, lub już absolwentów Politechniki wynika, że organizacja przestrzeni miejskiej, i tej zewnętrznej i wewnętrznej, pozostawia wiele do życzenia, a przynajmniej zachęca do alternatywnego ich zagospodarowania. Z drugiej zaś strony, choć propozycje młodych wizjonerów są bardzo atrakcyjne, to koszty które generują powodują, że szansa na ich realizację jest bardzo mała.   Niezależnie jednak od tego, co stanie się z tymi pomysłami, bardzo ważne jest, że ujawnione zostały światu i miejmy nadzieje, że spowodują dyskusję nad tym, jak nasze miasto może wyglądać w przyszłości. Może także dzięki obecności przedstawicieli Wydziału Architektury Urzędu Miejskiego na wczorajszym wernisażu. Taka rozmowa może spowodować, że nie powstaną już nigdy takie obiekty jak budynek Hosso stojący naprzeciwko „Saturna” czy powstająca właśnie „Panorama” przy budowanym zalewie Dzierżęcinki. Oba obiekty raczej nie spowodują zwiększenia się zainteresowania miastem, chyba że z powodu tego, że są kuriozalnie nieatrakcyjne.    Warto pochwalić pasję i pomysłowość młodych projektantów, którzy na przedstawionych pracach mierzą się z trudnymi zadaniami upiększenia Rynku Staromiejskiego, Galerii Scena, budynku Archiwum czy obiektów kotłowni MEC, gdzie mogłoby pojawić się alternatywne Centrum Kultury. Część z tych propozycji jest już przedmiotem analizy, i być może niektóre rozwiązania da się zastosować. Na razie wszystkich, którym nieobojętne jest piękno Koszalina, zapraszamy do Galerii Scena przy Placu Polonii, ekspozycja będzie dostępna do 5 maja. Za kilka dni zapraszamy też na nasze łamy, gdzie będzie można obejrzeć wizualizacje prac studentów Politechniki. Wszystkie, prezentowane podczas wystawy projekty dyplomowe powstały w Instytucie Wzornictwa Politechniki Koszalińskiej pod opieką dr hab. Katarzyny Radeckiej (obecnie profesor Akademii Sztuki w Szczecinie).      Przypomnijmy raz jeszcze nazwiska autorów i tematy ich prac:     Jolanta Kwarciak – Projekt adaptacji kotłowni Koszalińskiej Biblioteki Publicznej na galerię sztuki współczesnej Scena ( dyplom 2012)   Marcin Pączkowski – Koncepcja zagospodarowania przestrzeni Rynku/placu przed Urzędem Miejskim w Koszalinie (dyplom 2011)   Patrycja Wyszyńska – Koncepcja adaptacji kotłowni miejskiej w Koszalinie na Centrum Kultury (dyplom 2013)   Joanna Miszczak -Adaptacja zabudowy z przełomu XIX i XX wieku przy ulicy Zwycięstwa 194 i 196 na potrzeby lokalnej społeczności (dyplom 2011)   Daria Chlistowska –  Park rekreacyjny przy centrum kulturalnym na terenie dawnej kotłowni miejskiej energetyki w Koszalinie. (dyplom 2013)   Agata Rogowska – Aranżacja przestrzeni użytkowej obiektów Politechniki Koszalińskiej przy ul. Racławickiej dla Instytutu Wzornictwa z uwzględnieniem jego aktualnych i planowanych potrzeb (dyplom 2011)   Anna Węgrzynek - Pawilon magazynowo - wystawienniczy dla Archiwum Państwowego w Koszalinie.   Andrzej Golc – Projekt przebudowy kotłowni Koszalińskiej Biblioteki Publicznej na galerię sztuki współczesnej  (dyplom 2008, promotor:  prof. Zdzisław Łosiński, as. mgr Katarzyna Radecka).