Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.
3 Czerwca 2022 godz. 3:18
eWok, fot. archiwum
 

Koszalin: Korki na ulicach, a system ułatwiający jazdę w sądzie. W tle miliony złotych

Jazda ulicami Koszalina to dziś niestety stanie w korkach i przeklinanie. A miało być płynnie, łatwo i przyjemnie. Koszalin jako jedno z pierwszych miast w kraju postanowił sprawić sobie Inteligentny System Transportowy. Był rok 2014… To wówczas rewolucja cyfrowa naszych ulic miała stać się rzeczywistością. A to dzięki  nowoczesnemu, Inteligentnemu Systemowi Transportowemu (Intelligent Transportation Systems – ITS). Jego „praca” opierając się na przygotowanych wcześniej algorytmach oraz dostarczanych na bieżąco danych ruchowych miała wspomagać sterowaniem ruchem ulicznym, nadzorować sytuację na drogach oraz oceniać poziom bezpieczeństwa w miejscach wzmożonego ruchu drogowego oraz informować o liczbie wolnych miejsc na parkingach. Dodatkowym efektem wdrożenia systemu miała być także znaczna poprawa jakości życia koszalinian przez lepszą jakość powietrza, redukcję hałasu i usprawnienie przejazdów przez miasto pojazdów transportu zbiorowego. System powstał. I owszem, nawet został wykorzystany do promowania otwarcia w 2015 roku aqaparku. Kierowcom w Koszalinie nie dane było jednak poznać jego ani jednej zalety. Kluczem do skutecznego działania systemu ITS jest przede wszystkim przygotowanie i wdrożenie odpowiedniego systemu. Mówiąc obrazowo nie wystarczy dokonać zakupu komputera by z niego korzystać. Komputer musi posiadać system operacyjny. A koszaliński ITS się go nie doczekał… Miasto co prawda zorganizowało przetarg, który wygrała PKP Informatyka Sp. z o.o. (jedynym udziałowcem spółki PKP Informatyka spółka z o.o. są Polskie Koleje Państwowe S.A., które posiadają 100 % udziałów). I tak za 13,5 mln złotych – w 85 procentach finansowanych przez Unię Europejską - miała w mieście do końca maja 2015 roku dokonać się drogowa transformacja cyfrowa. Zamiast jej sprawa ITS trafiła do Sądu Okręgowego Szczecinie, a kierowcy nadal grzęzną w korkach.  PKP Informatyka zamontowała ekrany, czujniki, monitoring, wyświetlacze oraz okablowanie. Widzimy je na co dzień poruszając się po mieście. Na dodatek można by na nich wyświetlać nie tylko informacje usprawniające ruch w mieście ale i np. dane o jakości powietrza. Nie trzeba by montować ekranu na ratuszu… Jednak nic z tego. System nie działa, bo nie ma odpowiedniego programu. – W trosce o finanse miasta, nie mogliśmy zapłacić za coś, co nie działa – wyjaśnia Robert Grabowski, rzecznik prasowy prezydenta Koszalina. – Miasto nie odebrało wykonanej instalacji, a sprawa trafiła do sądu – dodaje rzecznik.  Spór jest obustronny. PKP Informatyka zabiega o zwrot poniesionych kosztów, tj. o 9 mln złotych. Miasto z kolei, z powodu tego, że miało otrzymać dofinansowanie z UE żąda ok. 4 mln zł z tytułu utraconych korzyści. Termin kolejnej rozprawy już za miesiąc. W szczecińskim sądzie mają być słuchani świadkowie. Nam pozostaje nadal jazda w korkach…            
28 Kwietnia 2022 godz. 10:30
Ala z mat.inf.
 

Ubezpieczenie turystyczne – dlaczego warto kupić je przez internet?

Rynek e-commerce od kilku lat ma najlepszy okres rozkwitu w swojej historii. Tyczy się to wielu różnych branż, nie tylko odzieżowej czy elektronicznej. Dziś na przykład bez problemu kupimy w sieci polisę turystyczną. Zalety ubezpieczeń internetowych Chyba wszyscy dobrze zdajemy sobie sprawę z tego, że dobrze jest mieć wybór. Im więcej towar lub usług ma nam do zaoferowania rynek, z tym większym prawdopodobieństwem uda nam się znaleźć interesującą nas rzecz w atrakcyjnej cenie.  Jeśli mieszkamy na wsi lub w małej miejscowości, to dawniej nasz wybór był ograniczony. Albo zadowalaliśmy się tym, co mamy w pobliżu, albo musieliśmy szykować się do dłuższego wyjazdu, aby załatwić swoją sprawę w punkcie stacjonarnym. Internet sprawił, że nasze możliwości są znacznie większe, a w zasadzie wręcz nieograniczone. Produkty kupuje się szybko i sprawnie, w dodatku nie musimy nawet wychodzić z domu, co jest ogromną oszczędnością czasu. Przykładowo ubezpieczenie na czas podróży kupisz na https://www.ubezpieczeniaonline.pl/. Internet daje nam możliwości, z których naprawdę warto skorzystać. Tym bardziej, że znajdziemy w nim również porównywarki, które dadzą nam dobry wgląd w najlepsze oferty dostępne na rynku. Dlaczego używać porównywarek ubezpieczeń Jak już wspomnieliśmy, internet oferuje nam wiele możliwości. Duży wybór może oznaczać jednak potrzebę spędzenia wielu godzin na znalezieniu najlepszych możliwych propozycji. Tak by faktycznie było, gdyby nie porównywarki ubezpieczeń. Dzięki nim jesteśmy w stanie szybko i sprawnie sprawdzić, jakie ubezpieczenie będzie dla nas tym najlepszym. Wystarczy, że podamy parę podstawowych informacji o sobie, a system momentalnie sprawdzi i wyszuka najlepsze propozycje dla nas. Przy czym pamiętajmy, że nie zawsze to najtańsze ubezpieczenie będzie dla nas tym najlepszym. Atrakcyjna cena kusi, jednak czasem warto przyjrzeć się poszczególnym rzeczom, jakie oferuje dana polisa. Być może nieco droższy wariant będzie miał nam do zaoferowania znacznie więcej.  Co da nam polisa turystyczna Warto być świadomym tego, jak cenna potrafi być polisa turystyczna. Niektórzy wyjeżdżają na wakacje jedynie z Europejską Kartą Ubezpieczenia Zdrowotnego, która nie jest tym samym, co ubezpieczenie turystyczne.  Jeżeli wyjeżdżasz na wakacyjny wyjazd, to zadbaj o to, aby twoje ubezpieczenie zawierało następujące elementy: ·       Refundowanie wszystkich kosztów leczenia, ·       Pokrycie kosztów leczenia prywatnego, ·       Organizację i pokrycie kosztów dodatkowego czasu w hotelu, ·       Przebukowanie biletów, ·       Opłacenie pobytu w szpitalu, Gołym okiem widać, jak wiele może nam zaoferować ubezpieczenie turystyczne. Gdy szykujemy się do upragnionego wyjazdu, często nie myślimy o tym, co może nam się przytrafić. Tymczasem zawsze warto być ubezpieczonym, ponieważ nieszczęśliwy wypadek może nam przydarzyć się zawsze, nawet podczas, zdawałoby się, spokojnych wczasów na plaży. Więcej informacji dotyczących ubezpieczenia, na przykład bagażu, znajdziecie tutaj: https://www.ubezpieczeniaonline.pl/turystyczne/faq/na-czym-polega-ubezpieczenie-bagazu-podroznego-na-co-zwracac-uwage/80.html
1 Maj 2022 godz. 11:09
Ala z mat.inf.
 

Co zrobić, gdy w lokalnych aptekach zabraknie leku? Apteka w Pasewalku zaprasza

Czy znaleźliście się kiedyś w sytuacji, gdy dany lek był niedostępny w polskiej aptece, a Wy potrzebowaliście go do leczenia? A może martwicie się, że zabraknie medykamentu dla kogoś Wam bliskiego? W takiej sytuacji dobrze jest skorzystać z usług Apteki w Pasewalku. Jesteśmy niemiecką apteką z wieloletnim doświadczeniem i większym niż w Polsce asortymentem leków na receptę. Na miejscu pracują u nas również polscy farmaceuci, dlatego nie musisz martwić się o trudności w komunikacji. W wykazie leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych, zagrożonych brakiem dostępności w Polsce znajduje się aż 219 pozycji. Wywołuje to niepokoje zwłaszcza u osób, które leczą się na choroby przewlekłe. Jeśli poszukujesz medykamentów niezbędnych do kontynuacji leczenia, których brakuje w lokalnych aptekach, możesz skorzystać z usług oferowanych przez naszą Aptekę w Pasewalku.  Jakie lekarstwa możesz u nas zamówić?  W Aptece w Pasewalku oferujemy sprzedaż leków na receptę, leków niedostępnych i trudno dostępnych w Polsce, leków rzadkich z internacjonalnej apteki, jak i niemieckie odpowiedniki polskich leków oraz leków homeopatycznych. Jak wygląda proces zamówienia leku na receptę, który jest niedostępny w Polsce?  Zamówienie możesz złożyć przez formularz kontaktowy, umieszczony na stronie https://aptekapasewalk.pl/. Wypełniając go masz także możliwość sprawdzenia dostępności interesujących nas produktów. Aby kupić lek na receptę, wystarczy, że wyślesz nam jej skan. Po zaakceptowaniu oferty otrzymasz fakturę z danymi do zapłaty. Przelew międzynarodowy jest darmowy. Co jeśli lek jest trudno dostępny? W przypadku braku dostępności leku także na rynku niemieckim, Apteka w Pasewalk może go sprowadzić z apteki internacjonalnej. Gdzie możesz odebrać lekarstwa? Zarówno stacjonarnie, jak i z dostawą do paczkomatu, w cenie 8 euro. Jeśli mieszkasz w Szczecinie lub okolicy, masz również możliwość odbioru zamówienia na granicy, na stacji Orlen. Taka usługa jest bezpłatna Serdecznie zapraszamy do kontaktu.  +49 176 70586042 Pasewalk; Torgelower Str. 14 https://aptekapasewalk.pl/  
28 Kwietnia 2022 godz. 14:04
Ala za WZP
 

Wsparcie dla szczecińskiej i koszalińskich instytucji kultury

Teatr Bałtycki i Filharmonia w Koszalinie oraz Teatr Lalek „Pleciuga” w Szczecinie to zachodniopomorskie instytucje kultury, które otrzymają marszałkowskie wsparcie o łącznej wysokości ponad 1,2 mln zł. Będą one realizować koncerty, spektakle i działania kulturalne w różnych częściach Pomorza Zachodniego. Pomoc finansową, na wniosek Zarządu Województwa, zaakceptował Sejmik podczas dzisiejszego posiedzenia. Koszalińskie instytucje ze wsparciem Do Bałtyckiego Teatru Dramatycznego trafi 500 tys. zł. Pomoc finansowa zostanie przeznaczona przede wszystkim na produkcję, promocję i eksploatację spektakli na terenie województwa. W ramach przyznanej dotacji teatr planuje 5 premier przeznaczonych dla różnych grup wiekowych, a także organizację 13. Koszalińskich Konfrontacji Młodych „m-teatr”.    Ponadto Bałtycki Teatr Dramatyczny przewiduje prezentacje 25 spektakli na terenie województwa w takich miejscowościach jak: Białogard, Choszczno, Darłowo, Drawsko Pomorskie, Goleniów, Gryfice, Kołobrzeg, Łazy, Nowogard, Połczyn Zdrój, Świdwin czy Sławno.    Województwo Zachodniopomorskie dofinansowuje Bałtycki Teatr Dramatyczny w Koszalinie od 2009 roku. Wraz z tegoroczną dotacją to łącznie 6,7 mln zł.    Filharmonia Koszalińska otrzyma 350 tys. zł pomocy finansowej. Instytucja współpracuje z wybitnymi artystami z kraju oraz z zagranicy, a obok koncertów symfonicznych realizuje również opery. W ramach dotacji planuje 13 koncertów, m.in. Kołobrzegu, Łobzie, Tucznie, Białogardzie, Szczecinku, Darłowie, Boblicach, Ustroniu Morskim oraz Sarbinowie. Sześć z nich wykonanych zostanie w ramach 56. Międzynarodowego Festiwalu Organowego.    Filharmonia Koszalińska otrzymuje wsparcie województwa od 2010 roku. Łącznie to już ponad 3,7 mln zł.      - To bardzo ważne, aby dostęp do kultury był jak najbardziej powszechny, także w mniejszych miejscowościach. Zarówno Teatry jak i Filharmonia od lat robią w tej kwestii bardzo wiele. Co roku przyznajemy środki finansowe, aby mogły docierać do jak najszerszego grona widzów na Pomorzu Zachodnim - mówił marszałek Olgierd Geblewicz.   „Pleciuga” jest jedynym profesjonalnym teatrem formy na Pomorzu Zachodnim. Dotacja na wsparcie jej działalności to 400 tys. zł. Finansową pomoc z budżetu województwa otrzymuje od 2019 roku i wyniosła ona łącznie do tej pory 1,5 mln zł.  Środki te zostaną przeznaczone przede wszystkim na pokrycie kosztów przygotowania, eksploatacji i promocji spektakli premierowych (m.in. „Motyla noga” A. Kochanowskiej, „Dzikie łabędzie” wg H.Ch. Andersena, „My i krasnoludki” J. Wilkowskiego czy „Niezłe ziółka” M. Mrozińskiej) oraz projektów artystycznych. Ponadto teatr będzie kontynuować prowadzone od wielu lat letnie warsztaty teatralne. Dwutygodniowe działania dla dzieci powyżej 10 lat odbędą się w Międzyzdrojach i Szczecinie. W ramach projektu „Pleciuga u Ciebie”, od wiosny do jesieni, w różnych miejscowościach Pomorza Zachodniego prezentowane będą spektakle połączone z warsztatowymi zabawami. W tym roku po raz pierwszy teatr planuje zorganizować :Święto Pleciugi”. Będzie to barwny, rozśpiewany korowód, skierowany do wszystkich mieszkańców województwa, połączony z premierą koncertu „Orkiestra świata”. Kontynuowany będzie również projekt „Teatr Polska”, który polega na prezentacji wybranego spektaklu w domach kultury.     
29 Marca 2022 godz. 6:55
Ala za UM Koszalin, fot. archiwum
 

Koszalin: Miasto wyprzedaje nieruchomości

W kwietniu br. Koszalin zamierza sprzedać trzy niezabudowane nieruchomości. Ich łączna cena wywoławcza to 7 604 000 złotych. Najdroższą jest działka u zbiegu ulic Połczyńskiej i Słowiańskie. Wyceniono ją na. 6 590 000 zł. Jednak najwięcej emocji wzbudza sprzedaż działki położonej przy ul. Michała Drzymały. Cena wywoławcza za Manhattan to 1 mln zł. W tym roku miasto w przetargach na nieruchomościach niezabudowanych wzbogaciło się już o kwotę 1 342 280 zł.  Kwietniowe przetargi rozpocznie działka zlokalizowana przy ul. Michała Drzymały: Przetarg na sprzedaż prawa własności nieruchomości stanowiącej własność Gminy Miasto Koszalin (działka nr 390/4, w obrębie nr 0021, położona w Koszalinie przy ul. Michała Drzymały) Typ przetargu przetarg ustny nieograniczony Rodzaj nieruchomości nieruchomość niezabudowana Cena wywoławcza 1 000 000,00 Data przetargu 04.04.2022 godz. 10:00   Następnie pod młotek pójdzie nieruchomość położona u zbiegu ulic Połczyńskiej i Słowiańskiej: przedaż prawa własności nieruchomości niezabudowanej, stanowiącej własność Gminy Miasto Koszalin (działka nr 58/6 w obrębie nr 0023 i działka nr 249/5 w obrębie nr 0022, położone w Koszalinie u zbiegu ulic Połczyńskiej i Słowiańskiej) Typ przetargu przetarg ustny nieograniczony Rodzaj nieruchomości nieruchomość niezabudowana Cena wywoławcza 6 590 000,00 zł Data przetargu 25.04.2022 godz. 10:00   A dzień później odbędzie się przetarg na działkę położoną w pobliżu ul. Śliwkowej:  Typ przetargu przetarg ustny nieograniczony Rodzaj nieruchomości nieruchomość niezabudowana Cena wywoławcza 14 000,00 zł Data przetargu 26.04.2022 godz. 10:00   Luty i styczeń:  (działka nr 25/63, w obrębie nr 0007, położona w Koszalinie przy ul. Hipolita Cegielskiego 767 600,00 zł. działka nr 170/7, w obrębie nr 0042, położona w Koszalinie w pobliżu ul. Lubiatowskiej) 565 600,00 zł. (działka nr 65/11 w obrębie nr 0024, położona w Koszalinie przy ul. Inwestorskiej) 8 080,00 zł;
2 Kwietnia 2022 godz. 3:59
Ala, fot. Piotr Walendziak
 

Koszalin: Pomnik „Byliśmy, Jesteśmy, Będziemy” zdewastowany

Koszalińskie pomniki ostatnio nie mają szczęścia... Dopiero co został zniszczony Pomnik Zwycięskiej Armii Radzieckiej na Cmentarzu Komunalnym, a teraz zdewastowano stojący w Parku Książąt Pomorskich Pomnik Byliśmy, Jesteśmy, Będziemy. Ten monument został spryskany farbą w sprayu. Zresztą nie po raz pierwszy... Wulgarne napisy "Sowiecki..." oraz 'Czerwone..." pojawiły się na stojącym w Parku Książąt Pomorskich pomniku „Byliśmy, jesteśmy, będziemy”. Sprawca (sprawcy?)  umieszczając te wulgarne napisy najpewniej chciał zamanifestować swoją dezaprobatę do trwającej obecnie agresji Rosji na Ukrainie. Pomnikowi "oberwało się" nie po raz pierwszy. W 2014 roku , zaledwie 10 dni po przeniesieniu pomnika z Rynku Staromiejskiego do parku wandale wymalowali na postumencie symbole "Polski Walczącej"... "Byliśmy – Jesteśmy – Będziemy”  – to cytat z powieści Stefana Żeromskiego „Wiatr od morza”. Obelisk, jeden z symboli miasta, odsłonięty został 4 marca 1965 roku, w 20. rocznicę wyzwolenia Koszalina.  Poświęcony został polskim zmaganiom o Pomorze oraz żołnierzom poległym w walkach o Pomorze w 1945 roku. W krypcie, u podnóża pomnika, złożono ziemię z miejsc pobojowisk 1945 roku na ziemi koszalińskiej - między innymi z Wałcza, Podgajów, Mirosławca, Kołobrzegu. Został wybudowany ze ze składek społeczeństwa miasta Koszalina i ówczesnego powiatu [spis fundatorów pomnika]. Historia powstania oraz opis ceremonii odsłonięcia pomnika znajduje się na stronie Pomniki Koszalina.   Przed niespełna miesiącem Klub Pionierów Koszalina świętował przed pomnikiem swoją 52. rocznicę powołania. Pod pomnikiem kwiaty złożył zastępca prezydenta ds. polityki społecznej Przemysław Krzyżanowski. Pamiętajmy o tych, którzy tworzyli zręby polskiego Koszalina. Ich praca i poświecenie pozostanie z nami, a pamięć o Nich pozwoli nam lepiej zrozumieć słowo ojczyzna. Pamięć to dbałość, a nie niszczenie i zamazywanie historii.     
1 Sierpnia 2021 godz. 13:04
eWok, fot. PKOL, FB/Małgorzata Hołub-Kowalik
 

Igrzyska Olimpijskie: 45 lat koszalinianie czekali na olimpijski medal

Koszalinianie doczekali się drugiego medalu olimpijskiego. Złoty krążek i to w imponującym stylu wywalczyła w Tokio polska sztafeta mieszana 4 x 400 metrów. W składzie eliminacyjnej sztafety wystąpiła koszalinianka Małgorzat Hołub-Kowalik. Dzięki temu otrzymała także zloty medal! 45 lat wcześniej, podczas igrzysk w Montrealu po brązowy medal sięgnął judoka Gwardii Koszalin, Marian Tałaj. Dziś mało kto pamięta, że dla Mariana Tałaja , koszalińskiego judoki był to już drugi występ olimpijski. Wcześniej, w Monachium (1972) ze względu na jego rywalizację z Anotnim Zajkowskim musiał zmienić kategorię wagową. To spowodowała, że Tałaj w Monachium medalu nie zdołał zdobyć. Znacznie lepiej zaprezentował się cztery lata później w Montréalu. Gwardzistą w pierwszej rundzie przegrał w 1.55 min. z nie byle kim, bo aktualnym wówczas mistrzem świata Władimirem Niewzorowem (ZSRR). Niewzorow  wygrywał kolejne walki i to dało Tałajowi prawo walki w repasażu. W pierwszym repasażowym starciu pokonał na pkt. kolejno T. Hagmanna (Szwajcaria), w drugim wyeliminował J. van Hoeka (Australia) i w końcu pokonał Chang Su Lee (Korea Płd.). Ostatecznie zajął trzecie miejsce. Mistrzem został oczywiście  Niewzorow. Później mieliśmy sporą liczbę olimpijczyków. Żadnemu jednak nie udało się stanąć na podium. Blisko byli judocy Ewa Larysa Krause (Atlantą), Marian Standowicz (Montreal) i zapaśnik Andrzej Radomski (Barcelona), którzy zajęli 5. miejsca. Siódmą lokatę podczas igrzysk w Moskwie zajęli nasi koszykarze z Leszkiem Dolińskim i Dariuszem Zeligiem w składzie. na wyróżnienie zasługuje także Paweł Spisak, który w olimpijskim konkursie WKKW wziął udział czterokrotnie. do Tokio także pojechał, ale jego koń nabawił się kontuzji i nasz jeździec nie został dopuszczony do zawodów.  Pamiętamy także o naszym medalistach paraolimpijskich . Tu absolutnym rekordzistą jest Ryszard Fornalczyk, który uczestniczył w sześciu paraolimpiadach, w których zdobył cztery złote medale. Pozostali medaliści paraolimpijscy to: Aleksander Popławski, Tomasz Rębisz, Maciej Sochal, Robert Jachimowicz. Zatem do soboty jedynym mieszkańcem naszego miasta, który mógł chwalić się z posiadania medalu olimpijskiego igrzysk olimpijskich organizowanych przez MKOl był Marian Tałaj. W sobotę wszystko się zmieniło! A to za sprawą polskiego miksta sztafety 4x400 m. W eliminacjach tej sztafety mieszanej 4 x 400 metrów polski zespół ustanowił czasem 3:10.44 rekord Europy. Polacy pobiegli w składzie Dariusz Kowaluk, Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik (wychowanka Kl Bałtyk Koszalin, obecnie reprezentuje klub AZS UMCS Lublin, ale nadal jest mieszkanką Koszalina), Kajetan Duszyński. Świetnie zmieniły panie. Baumgart przekazała pałeczkę Hołub-Kowalik, która wyraźnie wysunęła nasz zespół na prowadzenie, którego nie oddał do mety. Na niej biało-czerwonym zmierzono czas 3:10.44. To nie tylko rekord Europy, ale także drugi najlepszy wynik w historii światowej lekkoatletyki. Szybciej od Polaków w historii pobiegli tylko Amerykanie (3:09.34 w 2019 roku). Przed finałem Aleksander Matusiński mocno zamieszał w składzie. W finale nie zobaczyliśmy Dariusza Kowaluka, Igi Baumgart-Witan oraz Małgorzaty Hołub-Kowalik, którzy pobiegli w piątkowych kwalifikacjach. W finale Polacy mocno otworzyli i od początku trzymali się w czołówce razem z ekipami Holandii, USA oraz Dominikany. Zespół z tego ostatniego kraju długo utrzymywał się na czele, momentami z dość wyraźną przewagą nad rywalami. Na dystansie nie brakowało jednak zwrotów akcji, wyprzedzania i emocji. Świetnie pobiegli jednak wszyscy nasi zawodnicy, a na koniec zaimponował Kajetan Duszyński. Sprinter AZS-u Łódź zaatakował przeciwników na ostatnim wirażu, a na finiszowej prostej wyprowadził polską sztafetę na pozycję lidera. Zbudowanej przewagi nie oddał do końca i na mecie to biało-czerwoni mogli cieszyć się z historycznego sukcesu! Polska zdobyła pierwszy w historii złoty medal olimpijski w sztafecie mieszanej 4 x 400 metrów, poprawiła własny rekord Europy i czasem 3:09.87 wyśrubowała rekord olimpijski! To także pierwszy lekkoatletyczny medal w konkurencjach biegowych dla Polski od igrzysk w Moskwie przed 41 laty! Zgodnie z regulaminem, mimo że na podium mogła stanąć tylko finałowa czwórka Polaków to złote medale trzymała cała siódemka. PKOL wycenił ten sukces - zatwierdzając przed igrzyskami regulamin premiowania - na 90 tysięcy złotych...   
9 Lipca 2021 godz. 12:10
Ala za RRK S.A.
 

Piłka Ręczna Koszalin S.A.: Promocja Miasta na 4 miliony!

Rekordową wartością ekwiwalentu reklamowego na rzecz Miasta Koszalina może pochwalić się klub Piłka Ręczna Koszalin SA. Z otrzymanych właśnie badań (przeprowadzonych przez Pentagon Research) wynika, że w sezonie sportowym 2020/2021 PGNiG Superligi Piłki Ręcznej Kobiet, Piłka Ręczna Koszalin SA poprzez występy w najwyższej klasie rozgrywkowej swojej drużyny - Młyny Stoisław Koszalin - zapewniła Miastu Koszalin promocję wartą ponad 4 mln złotych!    Z RAPORTU BADANIA EFEKTYWNOŚCI EKSPOZYCJI MARKI KOSZALIN: Wartość ekspozycji (wartość reklamowa miejsca i czasu poświęconego marce): 4 007 706 PLN Liczba ekspozycji (liczba zanotowanych w trakcie monitoringu efektywnych - wyraźnych, dobrze widocznych - wystąpień logotypu/nazwy marki: 22 998 Jest to efekt stałej obecności drużyny Młyny Stoisław Koszalin w prasie, radiu, telewizji i internecie, aktywności zawodniczek w mediach społecznościowych oraz ich udziału w licznych akcjach społecznych czy charytatywnych. Dodać należy, że wraz z minionym sezonem sportowym Telewizja Polska SA i Superliga Sp. z o.o. rozszerzyły zakres dotychczasowej współpracy. Na mocy nowej umowy kibice mogli oglądać hit każdej z 28 serii. Kobiece zmagania transmitowane były w TVP Sport, na stronie TVPSPORT.pl oraz w aplikacji mobilnej TVP Sport. Mecze nietelewizyjne transmitowane byly on-line przez zobacz.tv (poszczególne spotkania zaplanowano tak, żeby mecze nie nakładały się na siebie, żeby na żywo każdy mógł obejrzeć każdy mecz). Z pewnością również te działania przyczyniły się do tak atrakcyjnych wyników marketingowych Piłki Ręcznej Koszalin. -   Bardzo cieszy nas tak duży ekwiwalent reklamowy na rzecz Miasta Koszalina. Wynik ten stanowi o wartości promocyjnej i marketingowej naszej drużyny, co mamy nadzieję zostanie docenione przez włodarzy naszego Miasta - powiedział Roman Granosik, Prezes Piłka Ręczna Koszalin SA. -   Podobne badania prowadzimy również dla innych marek. Myślę, że jest to istotna informacja dla tych, którzy zastanawiają się nad podjęciem współpracy w zakresie sponsoringu drużyny Młyny Stoisław Koszalin. Naprawdę już w ramach niewielkich środków możemy zagwarantować bardzo atrakcyjną kampanię promocyjną na rzecz danej marki. Oczywiście zapraszamy wszystkich zainteresowanych do kontaktu z nami - dodał Roman Granosik. Logo Koszalina możemy oglądać na koszulkach meczowych zespołu, w formie naklejki na macie meczowej, czy na ściance telewizyjnej/prasowej podczas wywiadów z zawodniczkami i trenerami. Logotyp pojawia się też na wszystkich materiałach graficznych. Materiały promocyjne Miasta wyświetlane są podczas meczów na ekranie i bandach led wokół boiska. Miasto Koszalin obecne jest w licznych foto i wideo-relacjach z superligowych czy pucharowych rozgrywek, publikowanych w mediach społecznościowych, stronie www i biurze prasowym Superligi.
16 Kwietnia 2021 godz. 5:37
Art mat.inf.
 

Świat sponsoringu sportowego – legendarne współprace i miliardowe wydatki na promocje

Kiedy w 1928 roku Coca-Cola dostarczając napoje dla amerykańskiej reprezentacji na Igrzyska Olimpijskie w Amsterdamie zamieściła przy tym swoje reklamy, być może jeszcze nieświadomie rozpoczęła erę sponsoringu w sporcie. Pół wieku później ten sposób reklamowania wkroczył na stadiony w USA i Europie Zachodniej, a potem dotarł również do środowisk klubowych w Polsce.[1] Według najnowszego raportu Sports Sponsorship Investment[2] wydatki firm na reklamę i marketing sportowy na 2020 rok były szacowane na 48 miliardów dolarów. A w ciągu pięciu ostatnich lat wzrosły o około 20 proc. Liczby te zweryfikowała pandemia i mocno ograniczyła dotychczasowe działania globalnych marek, ale czy całkowicie? Jakie branże wydają najwięcej na sponsoring sportowy i z którymi legendarnymi klubami współpracują? Jakie trendy zdominują ten sektor w kolejnym pandemicznym roku? Sponsoring sportowy przez ostatnie kilkadziesiąt lat przeszedł ewolucję od prezentacji logotypów na szyldach reklamowych do realizacji złożonych kampanii promocyjnych, w których zaangażowane są nie tylko marki, ale i znane osobistości świata sportu. Firmy, które inwestują w tę dziedzinę, jako najważniejsze wymieniają budowę świadomości marki i jej wizerunku, prestiż, zawiązywanie emocjonalnych relacji z odbiorcami i wzrost lojalności wobec marki, ze sprzedażą swoich produktów na czele. Badania zachowań konsumentów wielokrotnie potwierdzały, że ludzie chętniej nabywają artykuły sponsorów, a nawet czasem są skłonni zapłacić więcej, jeśli wspiera bliskie im drużyny, reprezentacje czy zawodników. Sponsoring sportowy – kto wydaje najwięcej? Według raportu Sports Sponsorship Investment najwięcej na sponsoring sportu wydają branże: finansowa (5,3 mld dolarów w 2019 roku), motoryzacyjna (2,4 mld), sprzedaż detaliczna (1,3 mld), telekomunikacyjna (1 mld) i alkoholowa (0,85 mld). Ta ostatnia budzi najwięcej emocji, bo pojawiają się głosy sprzeciwu, że tzw. „procentów” nie powinno się mieszać z rywalizacją sportową. Te głosy są jednak w mniejszości, a pokazują to roczne wydatki na sponsoring właśnie w tej branży. Jeszcze kilka lat temu zbadał je portal Sportcal.com [3]i oszacował, że to około 765 mln dolarów i prognozuje się, że będą rosły. Z raportu wynikało, że w czołowej dziesiątce firm osiem to kompanie piwowarskie. To głównie efekt tego, że w wielu krajach na świecie reklama piwa, pod pewnymi warunkami, jest dozwolona. Dalej w kolejności byli producenci szampana, wina i cydru. Branża piwna w świecie sponsoringu sportowego Marki browarnicze liczą na dotarcie do masowego odbiorcy, a do tego piwo jest zwykle najtańszym dostępnym alkoholem i kojarzonym ze sportem oglądanym przez kibica. Z tego powodu tak często możemy oglądać piwne brandy w sportowych realiach. - Po pierwsze jest tu wysoka zbieżność grup docelowych. Kibice znacząco pokrywają się z konsumentami piwa. Co więcej, obydwie grupy są populacyjnie bardzo duże i regularnie spożywają ten rodzaj alkoholu, więc tym bardziej są atrakcyjne dla koncernów – uważa Grzegorz Kita, prezes Sport Management Polska. Potentatem jest amerykański Anheuser-Busch InBev, który wydaje około 250 mln dolarów rocznie (jako marka Bud Light) na partnerstwo z ligą amerykańskiego footballu NFL, a do tego jest także oficjalnym sponsorem reprezentacji Anglii w piłce nożnej. Kolejna marka z tej kompanii – Budweiser od 1994 roku jest sponsorem mundialu w piłce nożnej, czyli jednej z największych imprez sportowych na świecie. Wydaje rocznie około 85 mln dolarów. - Marki alkoholi, w tym głównie piwa, zwróciły się w stronę sportu w nadziei, że dotrą do podstawowej grupy docelowej, czyli mężczyzn w średnim wieku. Liczą, że współpraca z zespołami i zawodnikami, udział w zwycięstwach i porażkach sprawi, że zbudują też lojalność wśród kibiców – podsumował Conrad Wiacek ze Sportcal. Prysznic po bawarsku Kompanie piwowarskie działają nie tylko przy największych wydarzeniach sportowych, ale są też sponsorami klubów. Często dotyczy to lokalnych browarów. Jednym z przykładów jest długoletnia współpraca Bayernu Monachium i Paulanera. Każde mistrzostwo Niemiec w XXI wieku, a Bayern zdobył ich aż 14, jest świętowane podobnie. Jeszcze na murawie piłkarze dostają kilkulitrowe pokale wypełnione piwem, biegają po boisku i próbują oblać kolegę z drużyny, trenerów lub działaczy. Relacje ze świętowania zwykle obiegają cały świat. Producent piwa wykorzystuje też bardzo popularne w Niemczech święto Oktoberfest. Piłkarze z partnerkami zakładają bawarskie stroje i biorą udział w piwnej biesiadzie. Do tego za każdego gola w lidze Paulaner przekazuje 100 litrów piwa dla kibiców. W tym sezonie sam Robert Lewandowski, zapewnił fanom Bayernu już 3500 litrów. Choć najczęściej sport sponsorują koncerny piwowarskie, to na taki krok decydują się także producenci win i szampanów, a nawet mocniejszych trunków. W tym przypadku częściej dotyczy to dyscyplin „elitarnych”, kojarzących się zamożnością i prestiżem, ale także współpracujących z legendarnymi klubami sportowymi. Kiedy jeden diabeł szuka drugiego – sponsoring sportowy w świecie win Jednym z ciekawych przykładów z branży winiarskiej jest współpraca Manchesteru United i Casillero del Diablo. W tym przypadku można mówić o naturalnym partnerstwie. Angielski klub nosi bowiem przydomek „Czerwone Diabły”, a cała legenda wokół chilijskiego wina jest osnuta na diable, który pilnuje szlachetnego trunku. Inicjatywa współpracy wyszła z Manchesteru, który w 2010 roku miał wysłać list, że „szuka jeszcze jednego diabła” do zespołu. Efektem partnerstwa są reklamy wina na bandach podczas meczów Premier League, ale także filmy reklamowe z udziałem największych gwiazd drużyny m.in. Zlatana Ibrahimovicia, Waynea Rooneya, Juana Maty czy Davida De Gei. We wspólnie zorganizowanym konkursie „Spotkanie Legend" do wygrania jest wyjazd dla 26 osób z całego świata, w tym z Polski, na stadion Manchesteru United i rozegranie meczu o Puchar Diabła na murawie Old Trafford. - Te dwie wielkie firmy łączy nie tylko diabeł, ale też to, że należą do marek premium. Manchester to jeden z najbardziej znanych klubów sportowych na całym świecie. W 2020 roku był warty ponad 3,8 mld dolarów, co dało mu dziesiąte miejsce w rankingu i trzecie wśród klubów piłkarskich - podkreśla Dawid Piotrowski, specjalista ds. marketingu marki Casillero del Diablo. - Z kolei Casillero del Diablo to ikona win z Nowego Świata i najbardziej znane wino z Ameryki Południowej. To najlepszy ambasador Chile na całym świecie. Jest obecne w większej liczbie krajów na świecie niż działa chilijskich ambasad. A więc zarówno w piłce nożnej, jak i w produkcji wina łączy nas nasz legendarny duch, determinacja i pasja do doskonałości. Świeżym przykładem, że koronawirus nie stanął na drodze branży alkoholowej w inwestowaniu w sport, jest podpisana pod koniec marca czteroletnia umowa między Hiszpańskim Związkiem Piłki Nożnej, a winnicą Familia Torres. Marka wina Sangre de Toro (Krew byka) została sponsorem reprezentacji kobiet, mężczyzn i zespołów młodzieżowych U-21 Hiszpanii. Będzie widoczna podczas najważniejszych imprez - mistrzostw Europy, mistrzostw świata czy Igrzysk Olimpijskich. Producent wina zaznacza, że piłka nożna to największe źródło rozrywki na świecie. 2 miliardy ludzi oglądało Euro w 2016 roku, a prawie 3,6 mld mundial dwa lata późnej i podkreśla, że wpływ na sprzedaż produktów jest ogromny. - Dzielimy się naszą miłością do piłki nożnej z kibicami i wspieramy reprezentacje. Chcemy wspólnie świętować życie i wznosić toasty za zwycięstwa z przyjaciółmi i rodziną. Piłka nożna i wino łączą ludzi, a także budują przyjaźnie - mówi Sanda Sanabria, dyrektor marketingu marki. Szampan i truskawki ze śmietaną Jedną z tradycji tenisowego turnieju na Wimbledonie są szampan i truskawki ze śmietaną. Co roku na kortach All England Lawn Tennis and Croquet Club sprzedaje się około 28 ton owoców i 25 tys. butelek „wina z bąbelkami”. Francuski szampan Lanson jest oficjalnym partnerem wielkoszlemowego turnieju od 2001 roku, a współpracuje od 1977 roku. Przygotowuje specjalne edycje butelek, których grafika nawiązuje do tenisowej rakiety czy zielonej murawy, na której grają tenisiści. Na partnerstwo z najbardziej prestiżowym turniejem tenisowym wydaje około 4 mln dolarów rocznie. Jeśli chodzi o naprawdę mocne alkohole, to od ubiegłego roku nowym partnerem najlepszej ligi koszykarskiej na świecie NBA – został koniak Hennessy. Kolejny przykład to whisky Canadian Club, które jest partnerem tenisowego turnieju Australian Open. W tym roku kanadyjska marka przedłużyła umowę o kolejne siedem lat. - Prestiżowe „produkty” sportowe są wręcz idealne do prezentowania towarów luksusowych, a zwłaszcza do budowy wizerunku tych produktów i docierania do odpowiedniej grupy docelowej. W marketingu sportowym występuje tzw. efekt aureoli, który pozwala na przenoszenie cech i atrybutów sponsorowanego wydarzenia czy klubu sportowego na reklamowany produkt – podkreśla Grzegorz Kita. Prognozy na 2021 rok – esport rośnie najmocniej Sponsoring nadal będzie mocno obecny w tradycyjnym sporcie – choćby z tego powodu, że odbędą się kluczowe imprezy przeniesione z ubiegłego roku – Igrzyska Olimpijskie w Tokio czy mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Coraz bardziej będzie rosła jego rola w e-sporcie. W 2020 roku wydatki firm sięgnęły 800 mln dolarów. To wzrost o 20 proc. w porównaniu do 2019 roku. E-sport daje możliwość kontaktu z młodszą publicznością, do której dostęp był do tej pory utrudniony. To też nowa droga dla firm, dla których promocja marek w tradycyjnym sporcie skomplikowała się z powodu pandemii. Według analizy Nielsen Sports „The changing value of sponsorship” wydatki z ery przedcovidowej na e-sport wzrosną z 347 mln dolarów do 842 mln dolarów w 2025 roku.   [1] Jarosław Kończak, Ewolucja i trendy w sponsoringu sportowym, UW [2] https://www.warc.com/newsandopinion/news/global-ad-trends-tokyo-olympics-drives-sports-sponsorship-new-record/43161 [3] „Sponsorship Sector Report: Alcoholic Beverages”; https://www.sportcal.com/News/Search/121339
8 Marca 2021 godz. 1:46
Art za UM Koszalin
 

Sportowcy otrzymali miejskie nagrody

Prezydent Piotr Jedliński zaakceptował protokół Komisji ds. nagród sportowych za osiągnięte wyniki sportowe oraz za osiągnięcia w działalności sportowej w 2020 roku. Komisja rozpatrzyła 68 wniosków, a pula nagród wynosiła 60 000 złotych. Wnioski były oceniane w pięciu kategoriach: zawodnik, zawodnik niepełnosprawny, trener i działacz sportu. Z tytułu osiągniętych wyników sportowych w krajowym i międzynarodowym współzawodnictwie sportowym nagrody finansowe w kategorii „Zawodnik" przyznano 45 osobom, w tym 11 zawodnikom niepełnosprawnym. Nagrody finansowe w kategorii „Trener" przyznano 11 osobom. Nagrody finansowe w kategorii „Działacz Sportu" za działalność społecznikowską i organizatorską, przyznano 1 osobie. Komisja rozpatrywała również kandydatury osób do wyróżnień specjalnych za wyniki sportowe oraz za osiągnięcia w działalności sportowej za 2020 rok, jakimi są statuetki „NIKE", a które dotychczas były wręczane podczas „Koszalińskiej Gali Laurów Sportu". Większość członków Komisji uznała jednak, że tego typu wyróżnienia za 2020 rok nie należy przyznawać, bo wyniki i osiągnięcia sportowe w 2020 roku nie były na tyle wysokie, aby przyznać wyróżnienia specjalne w postaci statuetki „NIKE". Ponieważ nie przyznano najważniejszych wyróżnień za 2020 rok dla Sportowca Roku i Trenera Roku, Komisja postanowiła nie przyznawać także statuetki „NIKE" w kategorii Działacz Sportu.   Ze względu na obostrzenia spowodowane pandemią COVID-19, Prezydent Miasta odstąpił od organizacji „Koszalińskiej Gali Laurów Sportu" oraz ze wspólnego spotkania ze sportowcami, trenerami i działaczami, które od kilku lat odbywało się w Filharmonii Koszalińskiej.Decyzją Prezydenta Miasta listy gratulacyjne zostaną przesłane laureatom pocztą, a nagrody finansowe zostaną przelane na konta bankowe.
19 Listopada 2020 godz. 5:54
Art za Arskom Group
 

Wieczna młodość i kij w mrowisku. Zlatan szokuje nie tylko na boisku

Kiedy debiutował w seniorskim futbolu, Leo Messi był dzieckiem cierpiącym na niedobór hormonu wzrostu, a 14-letni Cristiano Ronaldo przekonywał mamę, żeby odpuścić szkołę na rzecz futbolu, słusznie wierząc, że czeka go świetlana przyszłość. Dzisiaj, mając 39 lat na karku, Zlatan Ibrahimović wciąż jest czołowym napastnikiem świata, liderem klasyfikacji strzelców Serie A, który ma w tym sezonie na koncie tyle goli, co CR7 i Messi razem wzięci. Gra na tyle dobrze, że zasugerował nawet możliwość powrotu do reprezentacji Szwecji. Jaki jest sekret jego długowieczności? Pomimo szalejącej w całej Europie pandemii koronawirusa, prace nad filmem biograficznym o Zlatanie Ibrahimoviciu, opartym na jego głośnej książce „Ja, Zlatan”, idą pełną parą. Twórcy produkcji, która ma trafić do kin jesienią przyszłego roku, zacierają ręce patrząc na obecną formę gwiazdora AC Milan, który łamie wszelkie prawidła dotyczące najlepszego wieku dla piłkarza, będąc znów jednym z czołowych napastników świata. Dzięki jego grze Rossoneri po raz pierwszy od lat poważnie liczą się w walce o mistrzostwo Serie A, a sam Szwed puścił oko do swoich rodaków, sugerując na Instagramie możliwość powrotu do reprezentacji Szwecji, z którą Polska zmierzy się nadchodzących mistrzostwach Europy. Filmowa opowieść będzie skoncentrowana na drodze młodego syna imigrantów z Bałkanów do międzynarodowej kariery, ale historia jego sukcesu wciąż pisze się na naszych oczach. – Zlatan to nie tylko fantastyczny piłkarz, ale też historia nieporównywalna z innymi. Jego podróż z przedmieść Malmö na światowe areny to klasyczna opowieść z gatunku „od pucybuta do milionera”. Chcieliśmy uchwycić całą złożoność jego drogi i podkreślić kluczowe punkty zwrotne, a także kryzysowe momenty – podkreśla współscenarzysta filmu i autor biografii Zlatana, David Lagercrantz. Producenci mają szczęście, że scenariusz prowadzi nas przez życie piłkarza tylko do 23 roku życia, bo w przeciwnym razie musieliby przygotować nie film, tylko wieloodcinkowy serial. I pewnie nie skończyłoby się na jednym sezonie. Rozstania i powroty Sam romans Zlatana z drużyną narodową to materiał na wielogodzinną hollywoodzką opowieść. Odcinek pierwszy: w poszukiwaniu tożsamości. Ibrahimović miał do wyboru aż trzy reprezentacje. Urodził się w Szwecji, jego tata jest Bośniakiem, a mama Chorwatką. Ostatecznie postawił na zespół Trzech Koron, odwdzięczając się w ten sposób krajowi, który go wychował.  Odcinek drugi: zespół jednej gwiazdy. Na przestrzeni piętnastu lat rozegrał w żółto-niebieskich barwach 116 spotkań, zdobył 62 bramki i… niczego szczególnego nie osiągnął. Szwedzi ze Zlatanem w składzie przeważnie albo nie kwalifikowali się do wielkich turniejów, albo odpadali w fazie grupowej. Największy sukces ostatnich lat – ćwierćfinał Mistrzostw Świata 2018 – osiągnęli, kiedy Ibry w kadrze zabrakło. – Mundial beze mnie nie ma sensu, nie ma po co tego oglądać. Ale Szwecji będzie łatwiej, przynajmniej zagra bez presji. Ze mną musiałaby walczyć o zwycięstwo, taki mam charakter – mówił przed turniejem, który śledził z loży VIP, jako przedstawiciel jednego ze sponsorów. Okazało się, że faktycznie Szwedom poszło najlepiej od lat, a z turniejem pożegnali się dopiero po porażce w ¼ finału z późniejszymi wicemistrzami, Anglią. Odcinek trzeci: rozstania i powroty. O tym, że Zlatan nie ma łatwego charakteru, nie trzeba nikogo przekonywać. Najlepiej zdają sobie z tego sprawę kolejni selekcjonerzy kadry. Jako pierwszy skonfliktował się z nim Lars Lagerbäck. W 2006 roku przed meczem eliminacji do Euro Ibra wybrał się do klubu nocnego wspólnie z Olofem Mellbergiem i Christianem Wilhelmssonem. Selekcjoner odesłał całe trio do domów za złamanie zasad obowiązujących na zgrupowaniu. I o ile dwaj koledzy posypali głowy popiołem i na kolejnym zgrupowaniu wrócili do łask, o tyle Zlatan uznał, że kara była niesłuszna i rozpoczął kilkumiesięczny bojkot drużyny narodowej. Powrót nie trwał długo. Dwa lata później, po tym jak zespół narodowy nie zakwalifikował się na mundial w RPA, Ibrahimoviciowi odechciało się grać w kadrze. Po kilku miesiącach dał się przekonać do powrotu nowemu selekcjonerowi, Erikowi Hamrenowi, który powierzył mu opaskę kapitańską.  Odcinek czwarty: kij w mrowisku. Ostatecznie (?) Zlatan rozstał się z drużyną narodową po Euro 2016, na którym Szwedzi, jako jedna z nielicznych drużyn w nowej formule, nie wyszli nawet z grupy. Od tego czasu Trzy Korony grają lepiej, przestały być uzależnione od jednego zawodnika. Nawet kibicom jego ewentualny powrót nie jest w smak – dziennik Aftonbladet przed mundialem 2018 zrobił ankietę, w której 63% badanych stwierdziło, że jest przeciwne ewentualnemu powrotowi napastnika do kadry. Nie przeszkadza to Zlatanowi w regularnym wkładaniu kija w mrowisko. Po raz ostatni zrobił to niedawno, wrzucając na Instagrama swoje zdjęcie w żółto-niebieskiej koszulce, z podpisem „dawno się nie widzieliśmy”. Medialna burza znowu odżyła, dopiero słowa selekcjonera Janne Anderssona, który przypomniał, że Ibra 4,5 roku temu ogłosił koniec gry w kadrze i nic w tej sprawie się nie zmieniło, uspokoiły sytuację. Na razie, bo Zlatan w takiej formie byłby łakomym kąskiem dla każdej drużyny na świecie. Co ciekawe, w ciągu kilku tygodni, kiedy jego comeback wydawał się realny, kursy u bukmacherów na to, że Szwecja zdobędzie mistrzostwo Szwecji spadły. Obecnie na przykład w firmie Totolotek, u legalnego bukmachera, za jedną złotówkę postawioną na to zdarzenie można zarobić aż sto złotych (minus podatek). To dokładnie taka sama stawka, jak za historyczny triumf biało-czerwonych, którzy zmierzą się ze Szwedami w fazie grupowej. W oczach ekspertów z branży bukmacherskiej, powrót snajpera Milanu byłby tym czynnikiem, który sprawiłby, że Szwedzi byliby nieznacznie lepsi od Polaków. Dogania własną reputację W ostatnich latach eksperci i kibice z całego świata często podnosili głosy, że klasa sportowa Ibrahimovicia nie nadąża za jego wybujałym ego i rozbuchanym gwiazdorskim wizerunkiem. Teksty piłkarza w stylu „To nie Zlatan ma koronawirusa, tylko koronawirus Zlatana” przestały bawić, a zaczęły żenować przez swoje natężenie. Tak jak dawniej żarty o Chucku Norrisie. O ile jednak odtwórca roli „Strażnika Teksasu”, wbrew pogłoskom, pewnie jednak nie byłby w stanie trzasnąć drzwiami obrotowymi czy kozłować piłką lekarską na plaży, o tyle Ibrahimović swoją dyspozycją w wieku 39 lat udowadnia, że jednak ma w sobie coś nadludzkiego. Przede wszystkim jest to nadludzka pasja do pracy. – Cierpię, kiedy trenuję, ale kocham to cierpienie. Od najmłodszych lat musiałem robić więcej niż inni. Bez tego nie byłbym Zlatanem – podkreśla „Ibrakadabra”. Wszystkim wydawało się, że kiedy w wieku blisko 37 lat wyjeżdżał za ocean, żeby grać w MLS, rozpoczął właśnie epilog pięknej piłkarskiej historii. Kiedy jednak kibice powoli dojadali popcorn i szykowali się na napisy końcowe, okazało się, że bohater dopiero się rozkręca. Oby ostatnie fragmenty tej epickiej historii nie koncentrowały się na ucieraniu nosa Polakom. Jednego, Krzysztofa Piątka, już pozbawił nadziei na zrobienie kariery na San Siro. Oby Jens Andersson dalej uparcie trwał w postanowieniu o nieprzywracaniu Ibrahimovicia do drużyny narodowej, bo „skrzywdzeni” na Euro mogą zostać nasi kolejni rodacy.
10 Września 2020 godz. 12:01
Art za Arskom Group
 

Od bombardowań Belgradu po dyskwalifikację z US Open. Novak Djoković – dziecko wiecznej wojny

Tenisowy mistrz. Rozkapryszony dzieciak. Człowiek z obsesją zwycięstwa. Antyszczepionkowiec. Filantrop. Furiat. Dziecko wojny. To nie skład dziwacznej drużyny, tylko niezwykle skondensowany opis jednego sportowca – Novaka Djokovicia. Serba, który niedawno za pozornie błahe przewinienie został zdyskwalifikowany z wielkoszlemowego US Open. I który przez ostatnie lata uczciwie na to wykluczenie zapracował, zniechęcając do siebie znaczną większość tenisowego świata. Tego, który zawsze będzie „tym trzecim”, nawet jeśli zostanie sam na szczycie. Pojawił się na wielkiej tenisowej scenie, kiedy klucze do serc kibiców były już rozdane. Większa część była w rękach szwajcarskiego gentlemana Rogera Federera, nieco mniejsza jego największego rywala, prostolinijnego Hiszpana Rafaela Nadala. Novak Djoković ze swoją wielką sportową klasą pojawił się w niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie. Z wielkim prawdopodobieństwem zakończy karierę jako najwybitniejszy zawodnik w historii. Już dziś pod względem liczby wielkoszlemowych triumfów depcze po piętach dwóm wielkim rywalom, a jest od obu młodszy i mniej wyeksploatowany. Jednak najważniejszą dla siebie walkę od lat przegrywał. – Ma bolesną zadrę w sercu, bo chce by cały świat go kochał, a tak się nie dzieje – analizował John McEnroe, legendarny tenisista. Amerykański dziennikarz Ben Rothenberg szedł jeszcze dalej, twierdząc, że najmocniej wspierana przez kibiców trójka tenisistów na świecie to Federer, Nadal, i ten, który akurat gra przeciwko Djokoviciowi. Przez ostatnie miesiące „Nole” zajmował się głównie wbijaniem kolejnych gwoździ do swojej wizerunkowej trumny, zaczynając od organizowania pokazowych turniejów tenisowych na Bałkanach, w trakcie których ignorował wszelkie reguły bezpieczeństwa epidemicznego, a kończąc na kompletnie przypadkowym i ekstremalnie głupim uderzeniu sędziny liniowej piłką, co kosztowało go przeszło ćwierć miliona dolarów w nagrodach i – prawdopodobnie – wielkoszlemowy tytuł.  Lokalny bohater, globalny wróg publiczny Analizując dane z Google, Djoković jest najpopularniejszym tenisistą w siedmiu krajach: Serbii, Czarnogórze, Bośni i Hercegowinie, Chorwacji, Słowenii, Kosowie i Macedonii Pólnocnej. Na Bałkanach to lokalny bohater, filantrop wspierający lokalne społeczności, którego fundacja zbudowała 43 przedszkola i wyszkoliła ponad 1500 nauczycieli. Serb miał 12 lat, kiedy przeżył naloty sił NATO, bombardujących jego rodzinny Belgrad. Trenował gdzie tylko mógł, odbijając tysiące razy piłkę o ściany zrujnowanego basenu. Nigdy nie porzucił marzenia o wielkoszlemowym tytule. O byciu największym. O pójściu w ślady Pete’a Samprasa, zwycięzcy Wimbledonu w 1993 roku – pierwszego wielkiego turnieju oglądanego przez małego „Nole”. Jego drogę do wielkości znakomicie pokazała Polka Zuzanna Szyszak w nagrodzonym m.in. na festiwalu w Palermo krótkometrażowym filmie animowanym „Ajde!”.  – Brakuje mi słów po obejrzeniu „Ajde The Movie”. Ten film przywołał tyle wspomnień, że popłakałem się ze wzruszenia. Jestem zaszczycony tym dziełem sztuki. Zuzanno, zrobisz jeszcze wiele niesamowitych rzeczy w swoim życiu. Kawał dobrej roboty! – napisał po jego obejrzeniu sam Djoković. To był 2015 rok. W oczach kibiców był „tym trzecim”, ale miał spore grono niezwykle zaangażowanych i wiernych fanów, takich jak polska animatorka. Przez te pięć lat tak bardzo zależało mu na uwielbieniu tłumów, że większość całkowicie do siebie zniechęcił. Jak postawiony na głowie Faust: jest częścią tej siły, która wiecznie dobra pragnąc, wiecznie czyni zło. A wszystko zaczęło się od niezwykłego pokazu siły mentalnej, czyli finału US Open w 2015 roku. Tam Djoković zmierzył się z 23 tysiącami rywali. Jednym z nich był Roger Federer, resztę stanowili zachowujący się skandalicznie amerykańscy kibice. Serb zagrał genialnie. Wygrał. Dał pokaz absolutnie kosmicznego tenisa. – Kiedy krzyczeli „Roger, Roger!” wmawiałem sobie, że krzyczą „Novak, Novak!”. Czasami coś takiego daje mi dodatkowego kopa, ale szczerze mówiąc wolałbym mieć trybuny po swojej stronie – przyznawał tenisista.  Pokonany przez koronawirusa Po Serbie było doskonale widać, że brak wsparcia trybun nie jest mu w smak. Gorąca, bałkańska krew buzowała w nim, kiedy słyszał gwizdy pod swoim adresem, spowodowane tylko tym, że nie jest Federerem czy Nadalem. Przez lata to w sobie gromadził, aż wreszcie przestał sobie radzić z rolą wroga publicznego, którym stał się zanim tak naprawdę zrobił cokolwiek złego. Więc zaczął coraz bardziej wczuwać się w narzuconą rolę czarnego charakteru. W 2016 roku podczas ATP Finals w przypływie frustracji uderzył piłką w trybuny. Szczęśliwie trafił w puste krzesełko. Zapytany przez dziennikarza, czy nie boi się dyskwalifikacji, wyśmiał go, twierdząc, że równie dobrze mogą rozmawiać o tym, co by było gdyby w hali spadł śnieg.  W tym samym czasie coraz głośniej zrobiło się o wyznawanych przez niego pseudonaukowych teoriach. Współpracował z „duchowym guru” Pepe Imazem, urazy leczył końskim łożyskiem u kontrowersyjnej znachorki Marijany Novaković, dzielił się ze światem „mądrościami” dotyczącymi uzdrawiającej mocy bośniackich piramid słońca, czy o cząsteczkach wody reagujących na emocje. O ile zamieniając treningi na medytację zaszkodził wyłącznie swojej formie sportowej, o tyle jego działania od wybuchu pandemii koronawirusa były niebezpieczne dla szerokiego grona odbiorców. Nie przestrzegając zaleceń dotyczących izolacji społecznej zorganizował na Bałkanach pokazowe tenisowe turnieje Adria Cup. Kiedy pół świata siedziało zamknięte w domach, „Nole” i spółka nie tylko grali w tenisa, ale też balowali do białego rana. Efekt? Djoković, jego żona, Viktor Troicki, Borna Corić i Grigor Dimitrow złapali koronawirusa. – Nie pytajcie mnie już o moje głupie zachowania. On przebił wszystko – skomentował znany jako największy tenisowy badboy Nick Kyrgios.  Można zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie wieloletnia walka z całym światem – i zdrowym rozsądkiem – tenisowe władze może spojrzałyby przez palce na kompletnie przypadkowe uderzenie piłką sędzi liniowej w meczu US Open. Po ostatnich koronawirusowych ekscesach Djokovicia ten wybryk był dla nich jak gwiazdka z nieba. Regulamin w jasny sposób pozwalał go zdyskwalifikować, co bez większego zastanowienia szefowie rozgrywek zrobili, korzystając z wymarzonej okazji do utarcia nosa krnąbrnemu zawodnikowi. A że przy okazji turniej medialnie stracił? Że o tryumf bije się tylko grono młodych, wygłodniałych wilczków, bez wielkich gwiazd? Parafrazując Lorda Farquaada, głównego antagonistę z filmu „Shrek”, zdyskwalifikowanie Novaka było dla tenisowych decydentów „poświęceniem, na które są gotowi”.   Przyszłość pod znakiem zapytania US Open wchodzi w decydującą fazę, już bez swojej największej gwiazdy. Na placu boju pozostali zawodnicy drugiego szeregu, będący melodią przyszłości. Legalny bukmacher, firma Totolotek, widzi u mężczyzn faworytów w Daniilu Miedwiediewie (za złotówkę postawioną na jego końcowe zwycięstwo można zarobić 2,25 minus podatek) oraz Dominiku Thiemie, na którego triumf kurs w Totolotku wynosi 2.5. Niżej oceniane są szanse Saszy Zwieriewa (kurs 4.0), a kompletnie bez szans jest wg bukmacherów Pablo Carreno-Busta (do wygrania aż 15 złotych za jedną złotówkę postawioną na jego zwycięstwo, minus podatek). Do momentu niefortunnego incydentu murowanym faworytem był oczywiście Djoković. Sam przez swoją głupotę stracił co najmniej ćwierć miliona dolarów, a gracze, którzy na niego stawiali też mocno dostali po kieszeni. Dla Serba to jednak najmniejszy z problemów. Straty wizerunkowe są nieporównanie większe. Uderzając piłką Bogu ducha winną kobietę ostatecznie dokonał swojej transformacji z postaci na siłę wtłoczonej w rolę wroga publicznego, do pełnokrwistego czarnego charakteru, którym stał się na własne życzenie. Misja wyprowadzenia jego wizerunku na prostą jest na tyle straceńcza, że tym razem naprawdę przydałby mu się szaman, znachor, guru, albo piramidy słońca.