Koszalin, Poland
wydarzenia

Nie żyje prof. Leon Kukiełka. Politechnika Koszalińska żegna wybitnego naukowca

Art za FB/ Wydział Inżynierii Mechanicznej i Energetyki Politechniki Koszalińskiej - 3 godziny temu
Społeczność akademicka Politechniki Koszalińskiej przyjęła z głębokim żalem wiadomość o śmierci prof. Leona Kukiełki, cenionego naukowca, nauczyciela akademickiego oraz człowieka, który zapisał się w pamięci współpracowników i studentów jako osoba niezwykle życzliwa, o wielkim sercu i umyśle.

Mistrzostwa Polski Juniorów i Juniorek w judo: Gwardia Koszalin z mocnym akcentem w Poznaniu

Art za KS Judo Gwardia Koszalin - 11 godzin temu
W Poznaniu rozegrano Mistrzostwa Polski Juniorów i Juniorek w judo, najważniejszą krajową imprezę w tej kategorii wiekowej. Dwudniowe zawody były pokazem determinacji, charakteru i efektów wielomiesięcznej pracy zawodników oraz trenerów. Młode pokolenie po raz kolejny udowodniło, że przyszłość polskiego judo rysuje się w jasnych barwach. W rywalizacji wzięło udział łącznie 299 judoków i judoczek z 98 klubów z całej Polski. Wśród nich znalazła się także reprezentacja Klubu Judo Gwardia Koszalin, którą tworzyło siedmioro zawodników. Maksymilan Tymiński tuż za podium Najlepiej spośród koszalinian zaprezentował się Maksymilan Tymiński, startujący w kategorii do 60 kg. Po bardzo dobrych walkach zakończył mistrzostwa na V miejscu. W pojedynku o brązowy medal przegrał z Maksymem Zinczukiem (Ikazima Piaseczno), ale wcześniej zanotował aż trzy zwycięstwa. Maksymilan pokonał kolejno: Macieja Szadorskiego (Sparta Skoczów), Filipa Skrajnego (Piaseczno) i Kamila Kazanę (Gwardia Koszalin). VII miejsce Kamila Kazany W tej samej kategorii wagowej (60 kg) solidny wynik osiągnął również Kamil Kazana, który wywalczył VII miejsce. Wygrał dwie walki, pokonując Oskara Pedrycza (Guruma Gliwice) oraz Franka Noszczaka (Hato Warszawa). Kamil odpadł po porażce z późniejszym wicemistrzem Polski Pawłem Świtałą (Czarni Bytom), a w turniejowej drabince uległ również Maksymilanowi Tymińskiemu z Gwardii. Pozostali zawodnicy Gwardii: cenne doświadczenie i perspektywa W zawodach startowali także Jagoda Grońska i Igor Talkowski, którzy odnieśli po jednym zwycięstwie. Natomiast Jakub Polak, Robert Habza i Jakub Kamiński zakończyli swoje starty po porażkach z rywalami, którzy dotarli do strefy medalowej lub zdobyli medale co pokazuje, jak wymagające były tegoroczne mistrzostwa. Jak podkreśla trener Cezary Wojniusz, część zawodników jest jeszcze młoda i ma przed sobą kolejne sezony w tej kategorii wiekowej: „Niektórzy są jeszcze młodzi – mają jeszcze trzy lata w tej grupie wiekowej”. Podziękowania za wsparcie i powrót po kontuzji Klub Judo Gwardia Koszalin przekazał również szczególne podziękowania dla Pawła Kaniewskiego byłego kolegi z maty, judoki i rehabilitanta za pomoc w powrocie do formy Maksa Tymińskiego po kontuzji: „Dziękuję bardzo Paweł ‘Sanchez’ – zrobiłeś dobrą robotę”. Występ w Poznaniu to ważny sprawdzian dla młodych judoków z Koszalina. Z jednej strony bliskość podium, z drugiej solidne doświadczenie zebrane w starciach z krajową czołówką. To dobry sygnał przed kolejnymi startami i potwierdzenie, że w Gwardii jest potencjał na kolejne mocne wyniki.

Sukces Blanki Tumanowicz na Festiwalu Nad Słupią. I miejsce w ogólnopolskim konkursie

Ala, fot. FB/CK 105 Koszalin - 12 godzin temu
To świetna wiadomość dla koszalińskiego środowiska artystycznego i kolejny dowód na to, że talent rozwijany konsekwentnie przynosi efekty. Blanka Tumanowicz, wokalistka Studium Wokalnego CK 105 prowadzonego przez Dorotę Helbik-Słobodzian, odniosła ważny ogólnopolski sukces podczas wydarzenia w Słupsku. W miniony piątek, 27 lutego, Blanka zdobyła I miejsce w Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Musicalowej organizowanym w ramach Festiwalu Nad Słupią. To wyróżnienie jest nie tylko nagrodą za udany występ, ale także potwierdzeniem wysokiego poziomu pracy artystycznej oraz rozwijanych umiejętności scenicznych. Triumf w konkursie musicalowym ma szczególną wagę – ten repertuar wymaga bowiem nie tylko świetnego głosu, ale również interpretacji, wyczucia emocji i scenicznej swobody. Tym bardziej cieszy fakt, że reprezentantka CK105 sięgnęła po najwyższe miejsce. Serdecznie gratulujemy Blance Tumanowicz wspaniałego sukcesu i życzymy kolejnych muzycznych triumfów oraz wielu okazji do prezentowania talentu na scenach w całej Polsce.

atom WEBSKA BASKET LIGA – i już wszystko jasne!

Art za KALK, fot. FB/Politechnika Koszalińska - 11 godzin temu
Koniec sezonu zasadniczego i wiemy wszystko o rozstawieniach. Ostatnia kolejka przyniosła ciekawe pojedynki, które decydowały o rozstawieniach. W Ekstralidze Re-Dream Team CES pokonał 78-75 Żulicki Centrum Ogrodnicze po meczu obfitującym w wiele ciekawych zagrań i sporo męskiej walki. Wynik do końca był sprawa otwartą, ale ostatecznie odrobinę lepsi okazali się gracze Jacka Czubaka. Boratyński Nieruchomości od początku meczu narzucił Zetbudowi swoje warunki gry i kontrolując pojedynek wygrał cały mecz 89-54, kolejny raz dobra obrona i zespołowość, to było lekarstwo na zwycięstwo. W I Dywizji Fasolki dzielnie stawiały czoła MaxBau Okna DAKO PSP, ale jeszcze tym razem nie udało się wydrzeć wygranej. W końcowym rozrachunku ich rywale okazali się lepsi i wygrali mecz wynikiem 62-43. Alfa Trans grając o rozstawienie pokonała Domar Tatów 74 -70. Mecz przebiegał praktycznie cały czas „na styku” i dopiera trochę lepsza czwarta kwarta dała zwycięstwo Alfa Trans. Ta wygrana dała im 3 miejsce po rundzie zasadniczej. W II Dywizji Politechnika Koszalińska (na zdjęciu) dzięki błyskowi talentu Damiana Zeliga (49 pkt) pokonała 110-76 Glazurix –Salon Łazienek i teraz czeka w play-off na Brd Crew. Natomiast w meczu GMVT Team – 100SIO.pl większa zespołowość 100SIO.pl pozwoliła im na zejście z parkietu z wygraną 69-48 i kolejny raz zameldowaniu się w play-off dywizji. Teraz czas na play-off oraz play out. Zaczynamy od 8 marca i im dalej w czas tym będzie goręcej. Zapraszamy wszystkich na hale ZOS przy ul. Głowackiego! EKSTRALIGA BORATYŃSKI NIERUCHOMOŚCI – ZETBUD 89:54 (18:13; 25:9; 34:17; 12:15;) BORATYŃSKI Nieruchomości : W. Mataczyński 30 (2), K. Izraelski 17 (3), D. Gawroński 14, D. Kropisz 9, P. Jakóbczyk 7 (1), A. Żmudziński 5, P. Pilarski 5, M. Malatyński 2, ZETBUD: P. Jasiński 22 (2), M. Bejner 14 (3), A. Caban 11 (2), P. Wasilewski 5 (1), P. Radomski 2, M. Djuric 0, Re-DREAM TEAM CES – ŻULICKI CEN. OGR. 78:75 (21:22; 21:19; 15:13; 21:21;) Re-DREAM TEAM CES: D. Grynkiewicz 18, S. Osipik 16, M. Pabiszczak 15 (5), A. Kamieniarz 12, P. Czubak 8 (2), F. Paprocki 4, P. Szamrej 3 (1), J. Kalisz 2, Z. Semenowicz 0, ŻULICKI CENTRUM OGRODNICZE: P. Bogdan 17 (3), Ł. Wichniarz 16 (4), P. Sumiński 15 (3), G. Arabas 10 (1), K. Satro 7, D. Kmita 6, M. Korgiel 4, M. Hamera 0, PLAY-OFF 1 – 4 Re-DREAM TEAM CES – ŻULICKI CENTRUM OGRODNICZE BORATYŃSKI NIERUCHOMOŚCI – B-eLka.pl Drużyna zwycięska zostaje Mistrzem KALK w sezonie 2025/2026 PLAY OUT 5 – 8 i4 DEVELOPMENT – ZETBUD POWIAT BIAŁOGARDSZKI – MAGiJA SMAKU Drużyn, która zajmie 8 miejsce automatycznie opuszcza Ekstraligę. I DYWIZJA MAXBAU OKNA DAKO PSP – FASOLKI 62:43 (16:20; 19:6; 13:2; 14:15;) MAXBAU OKNA DAKO PSP: J. Nagórski 20, R. Dolik 14 (2), A. Nowak 13 (1), M. Kasprzak 9, J. Twardoń 6, A. Binaś 0, FASOLKI: R. Cegliński 8, D. Filipowicz 7, A. Lisiecki 6, M. Petrykowski 5 (1), R. Cyberny 5 (1), T. Bartlomiejczyk 4, P. Podwalski 4, M. Czaplejewski 2, G. Sobieraj 2, J. Walesiewicz 0, A. Harmuszkiewicz 0, M. Knieć 0, ALFA TRANS – DOMAR TATÓW 74:70 (20:20; 17:19; 18:18; 19:13;) ALFA TRANS: K. Batrachenko 32 (4), I. Janiszek 14 (2), P. Pawlak 11, W. Orlyk 6, M. Strach 5 (1), R. Grontkowski 2, J. Grabias 2, R. Lipiński 2, D. Sobolewski 0, M. Tereszczyn 0, DOMAR TATÓW: B. Kowalewski 19 (1), D. Joskowski 14, M. Myśliński 11 (1), M. Makijewski 10, P. Kucal 7, P. Bocian 6, S. Drążkiewicz 3, Ł. Bielski 0, P. Sulicki 0, PLAY-OFF 1 – 8 SKAKUN PARK TRAMPOLIN SS KG – DOMAR TATÓW TARTAK SEKWOJA – LKS BONIN BIO-ENERGETYKA ALFA TRANS – WSTRZĄŚNIĘCI NIE ZMIESZANI DRUŻYNA A – KONTRABANDA Drużyna zwycięska w dywizji uzyskuje bezpośredni awans do Ekstraligi. PLAY OUT 9 – 12 Mecz i rewanż każdy z każdym z uwzględnieniem meczów z rundy zasadniczej, który ustali kolejność miejsc drużyn w I Dywizji. Drużyny, które zajmą 11 i 12 miejsce automatycznie opuszczają I Dywizję. II DYWIZJA GLAZURIX-SALON ŁAZIENEK – POLITECHNIKA KOSZ. 76:110 (22:21; 9:35; 28:23; 17:31;) GLAZURIX-Salon Łazienek: A. Kipisz 26, D. Jabłoński 15 (1), A. Steckiewicz 13, R. Wojciechowski 12 (1), P. Łastowski 8, T. Adamczyk 2, POLITECHNIKA KOSZALIŃSKA: D. Zelig 49 (7), T. Stolarczyk 23 (4), K. Maksymowicz 14, K. Tarkowski 9 (3), W. Socha 4, F. Dudek 4, M. Łukojko 4, O. Fijałkowski 3 (1), N. Dziadul 0, M. Zawadzki 0, O. Gołuchowski 0, GMVT TEAM – 100SIO.PL 48:69 (14:20; 10:15; 13:15; 11:19;) GMVT TEAM: A. Zając 20 (1), M. Warzecha 12 (2), M. Mora 8, W. Domżałowicz 6, E. Pajączkowski 2, J. Strycharczyk 0, 100SIO.PL: K. Stosio 24 (4), P. Słapczyński 16 (2), W. Banach 11, J. Cichosz 5 (1), P. Janiak 4, B. Janiak 4, D. Meyer 3, P. Zięba 2, PLAY-OFF 1 – 8 PIWIARNIA BUMERANG – GLAZURIX-SALON ŁAZIENEK PANTERY – 100SIO.PL MŁODE WILKI – GRUBIK TEAM POLITECHNIKA KOSZALIŃSKA – BrdCrew Drużyny z miejsc 1-2 w dywizji uzyskuje bezpośredni awans do I Dywizji. PLAY OUT 9 – 12 Mecz i rewanż każdy z każdym z uwzględnieniem meczów z rundy zasadniczej, który ustali kolejność miejsc drużyn w II Dywizji.

Trzy dni kyokushin w Szczecinku. 128 uczestników na zgrupowaniu kadry województwa

Art, fot. FB/Szczecinecki Klub Karate Kyokushin - 13 godzin temu
W Szczecinku odbyło się trzydniowe zgrupowanie kadry wojewódzkiej Karate Kyokushin. W wydarzeniu wzięło udział 128 sensei i senpai z klubów z całego województwa zachodniopomorskiego, a program wypełniły intensywne treningi oraz sparingi kumite. Celem zgrupowania było przygotowanie zawodników do startów w Mistrzostwach Makroregionu oraz Mistrzostwach Europy. Trenerem koordynatorem był Shihan Andrzej Kłujszo (5 dan), a organizatorem Szczecinecki Klub Karate Kyokushin kierowany przez Shihan Wojciecha Hurkę (5 dan). Kolejne spotkanie już wkrótce – za dwa tygodnie w Koszalinie. Osu!

ZUS wypłaca zwaloryzowane świadczenia. Część seniorów dostała pieniądze wcześniej

Art za ZUS - 17 godzin temu
Jak co roku w marcu Zakład Ubezpieczeń Społecznych przeprowadza waloryzację emerytur i rent. W 2026 roku 1 marca wypada w niedzielę, dlatego ZUS – zgodnie z zasadą przyspieszania wypłat, gdy termin przypada w dzień wolny z wyprzedzeniem przekazał ponad milion zwaloryzowanych świadczeń. Waloryzacja 2026: o ile wzrosną świadczenia? Tegoroczna waloryzacja ma charakter procentowy. Emerytury i renty wzrosną o 5,3 proc. Podwyżka jest przyznawana z urzędu, co oznacza, że nie trzeba składać żadnych wniosków. ZUS wypłaci zwaloryzowane świadczenia w standardowych terminach, czyli: 1., 6., 10., 15., 20. i 25. dnia miesiąca. Co, jeśli termin wypłaty wypada w weekend? Jeżeli termin płatności przypada w sobotę, niedzielę lub inny dzień wolny od pracy, świadczenie jest przekazywane w ostatnim dniu roboczym przed tym terminem. Właśnie dlatego część osób otrzymała pieniądze wcześniej. Ile wypłat i kiedy? Terminy marcowe krok po kroku Pierwszy termin (1 marca) objął w całym kraju ponad 1 mln 55 tys. świadczeń. środki na pocztę: 24 lutego środki do banków: 26 lutego Kolejny termin (6 marca) obejmie ponad 1,8 mln świadczeń. środki na pocztę: 3 marca środki do banków: 5 marca 10 marca świadczenia otrzyma blisko 1,5 mln osób. środki na pocztę: 5 marca środki do banków: 9 marca Ważna informacja dotyczy także połowy miesiąca: ponieważ 15 marca wypada w niedzielę, świadczenia zostaną wysłane wcześniej, tak aby uprawnieni otrzymali je najpóźniej do 13 marca. Terminy 20 i 25 marca pozostają bez zmian. dla 20 marca: poczta 17 marca, banki 19 marca dla 25 marca: poczta 20 marca, banki 24 marca Zasiłki i świadczenia przedemerytalne Zwaloryzowane świadczenia dla osób pobierających zasiłki i świadczenia przedemerytalne trafią: na pocztę 27 marca, do banków 31 marca, tak aby uprawnieni mogli je odebrać 1 kwietnia. Waloryzacja wchodzi więc w życie automatycznie, a ewentualne „wcześniejsze” wypłaty wynikają wyłącznie z kalendarza i zasad przekazywania świadczeń w przypadku dni wolnych od pracy.

Królewski sezon Karola Jabłońskiego. Gdy lód pęka pod nogami, legenda nie pęka wcale

Art za : Gwidon Libera - 16 godzin temu
W żeglarstwie lodowym jest coś bezlitosnego. Nie ma tu ciepłych trybun, nie ma „komfortu warunków”. Jest wiatr, jest lód – albo go nie ma. Jest prędkość, która nie wybacza błędów. I jest ten szczególny rodzaj prawdy, którą sport pokazuje bez filtra: kto ma nerwy, kto ma głowę, kto ma klasę. Sezon 2026 Karola Jabłońskiego to opowieść właśnie o tej prawdzie. O mistrzu, który nie potrzebuje już niczego udowadniać, a mimo to wciąż wychodzi na lód, jakby miał w kieszeni pierwszą licencję i ambitne marzenie. Efekt? Komplet medali z najważniejszych imprez sezonu: złoto mistrzostw Ameryki Północnej, srebro mistrzostw świata, brąz mistrzostw Europy. Brzmi jak résumé kogoś, kto dopiero „wchodzi w prime”. Tymczasem mówimy o człowieku, który ma 63 lata i rywalizuje z zawodnikami młodszymi o niemal cztery dekady. Najpierw Szwecja, potem Polska. A na końcu: Bukowo i wyścig z czasem Ten sezon zaczął się jak typowa historia o sportach zależnych od natury: dużo planów, dużo logistyki, a potem jeden komunikat, który wszystko przewraca. W Szwecji – gdzie miały odbyć się regaty – zabrakło lodu. Flota bojerowa wróciła do Polski w trybie „awaryjnym”, a rzeczywistość dopisała do scenariusza coś, co w innych dyscyplinach byłoby nie do pomyślenia: dwie najważniejsze imprezy sezonu rozegrane w dwa dni. W Dąbkach, na jeziorze Bukowo, tempo było mordercze – nie tylko na trasie. Zawodnicy dostali sport w wersji skondensowanej: mniej odpoczynku, mniej regeneracji, więcej decyzji podejmowanych „na już”. Dla młodych test formy. Dla weteranów – test charakteru. I właśnie tu Karol Jabłoński pokazał, dlaczego jest legendą. Prawie trzynaste złoto świata. „Gdyby nie kolizja…” W mistrzostwach świata rywalizacja miała twarz konkretnego przeciwnika: Rasmusa Maalinna, 26-letniego Estończyka – utalentowanego zawodnika, którego Jabłoński od lat wspiera sprzętowo. Ten szczegół jest jak mały paradoks sportu najwyższej próby: mistrz nie tylko walczy o swoje, ale równocześnie potrafi budować klasę rywali, bo wierzy w rozwój dyscypliny. A potem spotyka ich na starcie – i musi być bezwzględny. Ostatecznie Maalinn wygrał, a Jabłoński zdobył srebro mistrzostw świata z wynikiem 13 punktów netto (Maalinn – 8). Sam Polak podkreślał, że kolizja w drugim wyścigu, nie z jego winy, kosztowała go stratę, której nie dało się już odrobić, szczególnie gdy wiatr zaczął słabnąć w decydujących momentach. Jednocześnie – i to brzmi jak esencja lodu – szybka reakcja uratowała go przed poważnym zderzeniem, które mogłoby skończyć się nie tylko rozbitym sprzętem, ale i kontuzją. I w tym miejscu warto się zatrzymać. Bo w wielu dyscyplinach błąd oznacza „gorszy czas”. Tu błąd bywa kwestią zdrowia. A mimo to Jabłoński wychodzi z tego z walką o złoto, a nie z kalkulatorem strat. Dzień później mistrzostwa Europy. Brąz wywalczony bólem Jakby srebro świata nie było wystarczającym wysiłkiem, następnego dnia rozpoczęły się mistrzostwa Europy. Bez luksusu regeneracji. Bez „resetu”. Zmienne warunki i słaby wiatr wymuszały długie sprinty na starcie – a to zabija nogi nawet wtedy, gdy organizm jest wypoczęty. Tym razem Jabłoński wyszedł na lód z bagażem, którego nie widać w tabeli wyników: naciągnięte ścięgno Achillesa, bolesne zakwasy, lekkie przeziębienie. A mimo to – brąz mistrzostw Europy z wynikiem 19 punktów, tuż za Łukaszem Zakrzewskim, który zdobył srebro (18). Zwyciężył ponownie Maalinn (9). Jabłoński powiedział wprost: granice wytrzymałości zostały przekroczone. Ale – i to jest jego znak firmowy – gdy ciało mówi „stop”, on wciąż potrafi wygrać głową: taktyką, doświadczeniem, wyborem momentu, czytaniem lodu i wiatru lepiej niż inni czytają własny puls. Komplet medali – i komplet sensów Łatwo jest napisać, że to „sezon marzeń”. Trudniej zauważyć, co naprawdę stoi za tym kompletem: Złoto mistrzostw Ameryki Północnej – dowód, że forma nie jest przypadkiem, tylko jakością. Srebro mistrzostw świata – dowód, że nawet gdy zabraknie odrobiny szczęścia, zostaje mistrzostwo rzemiosła. Brąz mistrzostw Europy – dowód, że sport nie kończy się na świeżości mięśni, tylko na odporności psychiki. I dlatego ten sezon jest „królewski”. Nie dlatego, że w tabeli są medale. Tylko dlatego, że w każdej z tych historii jest element, który w sporcie kocha się najbardziej: powrót, walka, presja, chaos i człowiek, który umie to wszystko udźwignąć. Liczby, które mówią same za siebie Ogólny dorobek medalowy Karola Jabłońskiego jest dla żeglarstwa lodowego tym, czym wielkie rekordy dla królowej sportu: punktem odniesienia. Mistrzostwa świata: 12 złotych, 7 srebrnych, 1 brąz Mistrzostwa Europy: 7 złotych, 2 srebrne, 1 brąz Mistrzostwa Ameryki Północnej: 3 złote, 1 brąz Ale nawet te liczby nie oddają najważniejszego. Bo największe wrażenie robi nie to, ile razy wygrywał. Tylko to, że wciąż potrafi wygrywać. Puenta: wiek to liczba, ale mistrzostwo to nawyk Karol Jabłoński mówi, że regeneracja w tym wieku trwa dłużej. I to jest szczere, ludzkie zdanie, które powinno zamknąć temat. A jednak go nie zamyka, bo po nim przychodzi drugie: że to „cud”, iż nadal może rywalizować na najwyższym poziomie. Tylko że w sporcie cuda zwykle mają dużo wspólnego z pracą, dyscypliną i głową. A jeśli coś jest tu naprawdę niezwykłe, to fakt, że w świecie, w którym wszyscy gonią „nowość”, on wciąż pokazuje wartość tego, co stare i sprawdzone: doświadczenia, odwagi i taktycznej mądrości. Na lodzie nie wygrywa się metryką. Na lodzie wygrywa się charakterem. A ten – jak widać – Karol Jabłoński ma wciąż królewski. Oficjalne wyniki (DN, Gold Fleet): MŚ: 1. Rasmus Maalinn (Estonia) – 8.0 pkt; 2. Karol Jabłoński (Polska) – 13.0 pkt; 3. Argo Vooremaa (Estonia) – 20.0 pkt ME: 1. Rasmus Maalinn (Estonia) – 9.0 pkt; 2. Łukasz Zakrzewski (Polska) – 18.0 pkt; 3. Karol Jabłoński (Polska) – 19.0 pkt

Gala Jubileuszowa w CK105: uhonorowani Medalami za Długoletnie Pożycie Małżeńskie

Ala, fot. FBTomasz Sobieraj/Paweł Kusiak / UM Koszalin - 1 Marca 2026 godz. 17:59
Dzisiejsza Gala Jubileuszowa w sali widowiskowej Centrum Kultury 105 w Koszalinie była wydarzeniem, które – jak podkreślił Tomasz Sobieraj, prezydent Koszalina – na długo zostaje w sercu. To nie były wyłącznie piękne rocznice i imponujące liczby, ale przede wszystkim historie wspólnego życia: codziennych trosk, małych radości i tej cichej, konsekwentnej miłości, która buduje się latami. Podczas uroczystości medale przyznane przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej odebrali: Maria i Jan Czubak, Teresa i Lucjan Holakowie, Janina i Andrzej Mochnacz, Zofia i Zbigniew Biale, Anna i Ryszard Kwiatkowscy, Elżbieta i Bogusław Okraska, Bogumiła i Jan Porębscy, Ryszarda i Andrzej Słota, Halina i Wiesław Stawarczyk, Alicja i Andrzej Warkowscy, Danuta i Tadeusz Wejnerowscy oraz Teresa i Franciszek Wymysłowscy. Szczególnie poruszającym momentem było wręczenie odznaczenia, które Pani Anna odebrała także w imieniu swojego zmarłego męża. Ten gest stał się mocnym symbolem – przypomnieniem, że miłość nie kończy się wraz z upływem czasu i że pamięć potrafi być formą wierności.

Starosta Tomasz Tesmer: „Stop hejtowi. Stop dezinformacji”. Powiat stawia na autobusy i merytoryczną debatę

eWok, fot. FB/Tomasz Tesmer - 27 Lutego 2026 godz. 13:51
Podczas dzisiejszej konferencji poświęconej transportowi publicznemu oraz planowanemu uruchomieniu powiatowych przewozów autobusowych starosta koszaliński, Tomasz Tesmer mocno wybrzmiał w dwóch wątkach: z jednej strony – determinacja, by wreszcie przełamać wieloletni impas i realnie ograniczyć wykluczenie komunikacyjne, z drugiej – stanowczy apel o zatrzymanie fali hejtu i nieprawdziwych informacji, które zaczęły towarzyszyć całemu procesowi. To moment ważny nie tylko symbolicznie. Transport zbiorowy w mniejszych miejscowościach od lat bywał tematem, który wracał jak bumerang i równie często kończył się na deklaracjach. Tym razem ma być inaczej: powiat wykonuje konkretny krok w stronę systemu, który ma działać stabilnie, a nie „od przypadku do przypadku”. „Nie toczymy z nikim wojny. Działamy dla mieszkańców” Starosta wprost odniósł się do narastającej w przestrzeni publicznej krytyki, podkreślając, że nie ma zgody na hejt i dezinformację. W jego ocenie część komentarzy i zarzutów nie dotyczy faktów, lecz ma charakter nieuzasadnionych ataków, które uderzają w sens przedsięwzięcia i podważają zaufanie do działań instytucji publicznych. Jednocześnie Tesmer zaznaczył, że powiat nie prowadzi działań wymierzonych w jakiegokolwiek przewoźnika. Wręcz przeciwnie, postępowanie ma być otwarte i transparentne, prowadzone zgodnie z prawem oraz z pełnym poszanowaniem zasad konkurencyjności. Pada też jasna deklaracja: nikt nie jest z góry wykluczany, a wszyscy zainteresowani mogą złożyć ofertę.   37 nowych linii  Ważnym elementem konferencji była informacja organizacyjna: planowane jest uruchomienie 37 nowych linii. To skala, która robi wrażenie, ale nie ma być barierą, która zamknie rynek dla mniejszych firm. Jeśli ktoś nie czuje się na siłach, by objąć całość, może przygotować ofertę w partnerstwie z innymi przewoźnikami. Powiat stawia sprawę jasno: kluczowa będzie najkorzystniejsza oferta cenowa i jakościowa. Taka, która zapewni mieszkańcom realnie dostępny, przewidywalny transport. W praktyce oznacza to odejście od logiki „jakoś to będzie” na rzecz standardu usług, który ma bronić się codziennym funkcjonowaniem: punktualnością, regularnością i zasięgiem.   Koniec białych plam na mapie dojazdów? Sedno sprawy pozostaje niezmienne: chodzi o rozwiązanie problemów, które mieszkańcy znają z autopsji. Brak połączeń w mniejszych miejscowościach, utrudniony dojazd do pracy, szkoły czy lekarza. To codzienność wielu osób. Dla jednych oznacza konieczność posiadania samochodu, dla innych zależność od rodziny, sąsiadów albo rezygnację z części aktywności życiowych. Właśnie dlatego inicjatywa ma mieć charakter nie „transportowego dodatku”, lecz narzędzia walki z wykluczeniem komunikacyjnym. Powiat chce dotrzeć tam, gdzie prywatny transport nie docierał, bo był zwyczajnie nieopłacalny.   Ponad 3 miliony złotych dofinansowania W trakcie konferencji podkreślono też finansowy fundament projektu: na uruchomienie przewozów pozyskano ponad 3 miliony złotych dofinansowania. W przekazie starosty to punkt graniczny między obietnicą a działaniem. Środki mają przełożyć się na konkretne kursy, konkretne rozkłady i konkretne miejscowości, które po latach wrócą do komunikacyjnej sieci. Głos gmin i mieszkańców: „ten problem trzeba wreszcie rozwiązać” W sprawie wypowiadali się przedstawiciele lokalnych społeczności: wójtowie, burmistrzowie, sołtysi, radni, a także mieszkańcy. Przekaz był spójny: potrzeba uruchomienia transportu publicznego jest pilna i powszechnie odczuwalna, a sprawa nie powinna być rozgrywana politycznie. Starosta podsumował to stanowczo: transport publiczny to nie pole ideologicznych bitew, tylko kwestia codziennego życia, dojazdów, bezpieczeństwa, dostępności usług, szans edukacyjnych i zawodowych.   Apel na koniec: mniej emocji, więcej faktów W wystąpieniu Tomasza Tesmera powtórzył się jednoznaczny apel: stop hejtowi, stop dezinformacji. Zamiast eskalacji rozmowa o faktach i realnych potrzebach ludzi. Bo jeśli w tej sprawie coś ma być przełomem, to nie tylko liczba linii czy pozyskane środki, ale zmiana podejścia: z doraźnych łat na system, który wreszcie zacznie spinać powiat w całość.  

Sesja, na której edukacja spotkała Miss Polski, a logika… dostała jedynkę

eWok, fot. archiwum - 27 Lutego 2026 godz. 3:11
To była ta chwila w życiu, kiedy człowiek myśli: „Dobrze, że płacę abonament za internet, bo nie chciałbym przegapić tego odcinka”. Ostatnia sesja Rady Miejskiej w Koszalinie była właśnie takim odcinkiem. Z tych, które zaczynają się jak zwykła procedura („punkt 6, projekt uchwały…”) a kończą jak program rozrywkowy, w którym nikt nie wie, czy jest na antenie, czy jeszcze w przerwie reklamowej. Owszem podczas sesji, były sprawy poważne i wielkie pieniądze. Ale pojawił się też wątek, który natychmiast przeszedł do miejskiego folkloru: cheerleaderka jako kwalifikacja profesjonalnej znajomości  sportu i półfinalistka Miss Polski jako argument w dyskusji. I, uwaga to wcale nie był żart. To było na serio. Serio-serio. „Pani była cheerleaderką? A pani była?” Zaczęło się od kąśliwej uwagi Krystyny Kościńskiej (KO), że można było powołać w poprzedniej radzie na przewodniczącą komisji edukacji i sportu osobę, która z edukacją miała tyle wspólnego, że… chodziła do szkoły, a fakt bycia cheerleaderką ma potwierdzać znajomość sportu. Odpowiedź była impulsywna i  błyskawiczna, w tempie kontrataku NBA: – Tak, byłam cheerleaderką. A pani była? I jeszcze dorzut: – Byłam też półfinalistką Miss Polski. I w tym momencie instynktownie spojrzałem w sufit, sprawdzając, czy nie ma tam kamery ze „Szkła kontaktowego, Kwiatki polskie" czy innego podobnego programu satyryczno-publicystycznego Ale nie, nie było. To była tylko zwykła sesja. Żachnąłem się, a ja bez popcornu... Wiktor Kamieniarz: płomienne wystąpienie i „jedynka z logiki” A wszystko zaczęło się od płomiennego wystąpienia Wiktora Kamieniarza, bo to właśnie on przestał być członkiem Komisji Edukacji, Sportu i Turystyki. Został odwołany. Nie była to informacja, którą przyjął z cichym „dziękuję za współpracę”. Kamieniarz mówił długo, emocjonalnie, czasem jakby jednocześnie prowadził monolog, autopolemikę i konferencję prasową. W jego narracji radni KO „próbowali podważyć jego autorytet”, uzasadnienie  odwołania było „śmieszne”, a jego autor  zasługuje na: „jedynkę z wiedzy o społeczeństwie i jedynkę z logiki”. To piękne, bo w samorządzie rzadko pojawia się ocenianie prac domowych, a tu proszę, nagle rada miasta stała się dziennikiem elektronicznym. Kamieniarz poszedł dalej: mówił o zaufaniu, które jego zdaniem zostało zawiedzione. Opowiadał o rozmowie z prezydentem Koszalina Tomaszem Sobierajem, po której miał wrócić do domu i powiedzieć żonie: „Coś się w Koszalinie zmieni… Będzie merytorycznie, bez układów”. A potem dodał z rozczarowaniem, że jednak nie. Bo okazało się, że w polityce czasem wystarczy… dostarczyć głosów, a reszta już bez znaczenia. Kamieniarz wypowiedział też zdanie, które w tej sesji brzmiało jak manifest: – Nie jestem radnym swojego klubu, jestem radnym Koszalina. I tu trudno się nie zgodzić. Tylko że polityka to taka dyscyplina sportowa, w której sędzią jest głosowanie, a drużynę ma klub. Mecze wygrywa nie ten, kto ma rację, tylko ten, kto ma większość. Opozycja w obronie: „gdzie są argumenty?” W obronie Kamieniarza stanęli radni opozycyjni: Błażej Papiernik (Wspólnie dla Koszalina) oraz Oliwia Skórka i Artur Wiśniewski (PiS). Ich argument był klasyczny: uzasadnienie odwołania jest zbyt ogólne, brakuje w nim merytoryki, faktów, konkretów. I wtedy na scenę weszła Krystyna Kościńska (KO), wiceprzewodnicząca rady, z ripostą w stylu „pamiętacie, jak było wcześniej?”. Przypomniała, że w poprzedniej kadencji odwołania przewodniczących komisji miały uzasadnienia w stylu: „zmienił się układ sił w radzie”. I podarowała nam anegdotę o tym, że Papiernik miał do niej podejść i powiedzieć: „Krystyna, musiałem”. Na co Papiernik odpowiedział, że czuje się „zwolniony z bycia grzecznym”, ale sprostować musi, bo w czasie COVID głosowano online, więc on fizycznie nie mógł „podejść”. A Wiśniewski dołożył swoje: że on takich słów "cheerleaderka" o koleżance nie używa, więc to pewnie fejk. W pewnym momencie radna Aneta Urbaniak przypomnienie, że w poprzedniej radzie odwoływano też przewodniczącą Barbarę Grygorcewicz (obecnie posłanka) i wiceprzewodniczącego Jakuba Kowalika (dziś wicemarszałka). Czyli klasyczna polska zasada demokracj: kto ma większość, ten rozdaje krzesła. Wezgraj: „nie tylko fachowość, ale i relacje” Na koniec nie byłby sobą, gdyby nie podał radnym „pigułkę porządku” Artur Wezgraj. Przewodniczący rady powiedział, że owszem, profesjonalizm Kamieniarza jest bezsporny, ale w życiu publicznym potrzeba też umiejętności społecznych, budowania relacji i współpracy. A tego miało zabraknąć. Dodał również, że szczegółowe historie nie trafiły do uzasadnienia, bo tylko eskalowałyby spór. I wtedy, jak w filmie, rozległ się z sali głos Kamieniarza: – Pan przewodniczący kłamie! Po chwili jednak padły przeprosiny za emocje, bo został doprowadzony do „maksymalnego stanu wrzenia”. Finał: 11 głosów i koniec pewnej roli Ostatecznie głosami 11 radnych Koalicji Obywatelskiej Wiktor Kamieniarz został odwołany. Z komisji. Z funkcji. Z roli. I tu doszliśmy do puenty. Jest lekko ironiczna, ale prawdziwa: w samorządzie można być świetnym merytorycznie, można mieć rację, można nawet zasługiwać na piątkę z logiki, ale jeśli nie ma się większości, to i tak w dzienniku pojawi się adnotacja: „odwołany”. A Koszalinianie? Koszalinianie znów dostali lekcję samorządu: cheerleaderka, półfinalistka Miss Polski czy dyrektor szkoły wszystko to miłe dodatki do CV. Ale przewodniczącego komisji robi nie życiorys, tylko 11 podniesionych rąk w odpowiednim momencie.

Wilki na osiedlu Jamno-Łabusz. Potwierdzono obecność trzech osobników. Jak się zachować?

Art, fot. archiwum - 25 Lutego 2026 godz. 22:03
W ostatnich dniach do miasta docierały sygnały o możliwej obecności wilków w Koszalinie, co wzbudziło niepokój części mieszkańców. Na terenie osiedla Jamno-Łabusz potwierdzono obecność trzech wilków. To informacja, która naturalnie budzi emocje, zwłaszcza wśród osób spacerujących po zmroku, właścicieli psów czy mieszkańców terenów położonych bliżej lasu. Warto jednak podkreślić podstawową rzecz: przypadkowe spotkania z wilkiem zazwyczaj nie stanowią zagrożenia dla życia człowieka. Wilk ma naturalny lęk przed ludźmi i w większości przypadków unika bezpośredniego kontaktu. Wiele o tych zwierzętach dowiesz się z wykładu " Prywatne życie wilków " wygłoszonego podczas Wolfskin Stories Event w Warszawie przez dr Sabinę Nowak i dr. Roberta Mysłajka. Nie da się jednak wykluczyć sytuacji, w której dojdzie do przypadkowego spotkania, szczególnie w rejonach zielonych, na obrzeżach zabudowy czy w pobliżu lasu. Zwykle, gdy zwierzę zorientuje się, że ma do czynienia z człowiekiem, oddala się lub ucieka w przeciwnym kierunku. Co zrobić, gdy wilk podejdzie zbyt blisko? Jeśli wilk podejdzie na odległość poniżej 30 metrów, dłużej się przygląda, zachowuje się niepokojąco, warczy lub poszczekuje, należy zachować spokój i działać według prostych zasad: - unieść ręce i wykonywać nimi energiczne ruchy, aby optycznie powiększyć sylwetkę, - głośno i stanowczo zawołać lub zagwizdać w kierunku zwierzęcia, - jeśli nie reaguje i nadal się zbliża, rzucić w jego stronę przedmiotami z otoczenia (np. grudami ziemi, szyszkami), - spokojnie się wycofać; przyspieszyć można dopiero wtedy, gdy wilk się oddali i przestanie wykazywać zainteresowanie. Nie należy uciekać w panice ani odwracać się tyłem do zwierzęcia. O czym jeszcze warto pamiętać Dla własnego bezpieczeństwa (i spokoju) dobrze jest też: nie zostawiać resztek jedzenia w terenie i nie dokarmiać dzikich zwierząt, spacerować po zmroku w rejonach zielonych z większą ostrożnością, jeśli wyprowadzasz psa trzymaj go blisko siebie i pod kontrolą. Spokojna, rozsądna reakcja i znajomość podstawowych zasad zachowania to najlepszy sposób, by uniknąć ryzyka i niepotrzebnej paniki.