Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.
26 Listopada 2021 godz. 5:51
Ala z mat.inf.
 

Alternatywa dla psa i kota

Nie każdy może pozwolić sobie na posiadanie psa lub kota. Brak czasu, alergie, dzieci, wszystko to sprawia, że nasze marzenie o zwierzątku domowym staje się trudne do zrealizowania. Jest jednak na to sposób. Jeśli chcemy mieć kogoś, kim moglibyśmy się opiekować, ale z drugiej strony nie możemy poświęcać mu zbyt dużo czasu, to warto rozważyć założenie akwarium wodnego. Oczywiście rybki pływające w wodzie to nie to samo, co znane i lubiane futrzaki, ale jest to pewnego rodzaju alternatywa dla psów, kotów oraz innych zwierząt domowych. Czy akwarium wymaga dużego zaangażowania? Wszystko zależy od tego, czy akwarystyką chcemy się zająć profesjonalnie, czy hobbistycznie. Często jest jednak tak, że akwarium traktujemy z początku jako zabawę, ale z biegiem czasu wciąga nas tak bardzo, że poświęcamy mu coraz więcej czasu. Jeśli jednak zaczynam naszą przygodę z rybkami i traktujemy ją jako hobby, to z pewnością łatwo pogodzimy posiadanie małego akwarium z pracą, zajmowaniem się dziećmi, czy domem. Najwięcej czasu musimy poświęcić na początku naszej przygody z akwarystyką. Prawidłowe wystartowanie i pierwsze tygodnie dojrzewania akwarium są podstawą do późniejszego, dobrego, jego funkcjonowania. Po kilku miesiącach funkcjonowania baniaka nasza praca będzie się sprowadzać do dbania o rośliny akwariowe, karmienie rybek oraz podmianę wody. Przycinanie, karmienie oraz podmiana wody Na szczęście akwarium to nie oczko wodne i dbanie o rośliny, czyli przycinanie, sadzenie i nawożenie jest o wiele prostsze, niż w zbiornikach na zewnątrz. Jeśli chodzi o karmienie rybek, to wystarczy, jeśli będziemy to robić 2-3 razy dziennie. Jest to rzecz na tyle prosta, że w przypadku braku czasu nawet dziecko bez problemu sobie z tym poradzi. Można także odwiedzić sklep akwarystyczny, gdzie z łatwością kupimy elektroniczny karmnik, który wyręczy nas w tej czynności. Na koniec, chyba najważniejszą czynnością, jaką musimy wykonywać jest podmiana wody i czyszczenie zbiornika oraz filtra. Ta czynność zajmie nam najwięcej czasu, ale przy dobrze prowadzonym akwarium wystarczy ją wykonywać około jeden raz w miesiącu. Dokładna częstotliwość podmian wody zależy od wielu czynników, takich jak: wielkość zbiornika, ilość ryb, itp. Akwarium zamiast psa i kota? Posiadanie rybek i akwarium to oczywiście nie to samo, co posiadanie psa lub kota, ale na pewno jest ciekawym rozwiązaniem dla osób, które mają mało czasu i nie mogą pozwolić sobie na opiekę nad czworonożnym pupilem. Dobrze prowadzone akwarium nie wymaga wiele pracy, a dzięki zastosowaniu elektroniki może stać się praktycznie bezobsługowe, pozostawiając nam dużo czasu na inne, życiowe sprawy.
27 Października 2021 godz. 10:11
Ala za newseria.pl
 

Projektowane przepisy o cyberbezpieczeństwie mogą naruszać szereg unijnych przepisów. Polska naraża się na kolejne procesy przed TSUE

Wykluczanie z rynku dostawców technologii, których nowo powołane kolegium ds. cyberbezpieczeństwa określi jako dostawców wysokiego ryzyka, może naruszać szereg różnych przepisów międzynarodowych. Takie propozycje przepisów znajdują się w procedowanej ustawie o cyberbezpieczeństwie. Wątpliwości prawników budzą m.in. kryteria narodowościowe, czyli analiza pozostawania pod kontrolą państwa spoza UE i NATO, natychmiastowa wykonalność decyzji kolegium i brak możliwości odwołania się od niej. Procedowane przepisy mogą przede wszystkim uderzyć w koncerny z Chin, m.in. Huaweia, choć nie jest to wprost określone w ustawie. Istnieje ryzyko, że w przypadku wykluczenia z rynku koncern będzie dochodzić swoich praw przed unijnym trybunałem. – W obecnym kształcie przepisy regulujące postępowanie w sprawie uznania dostawcy za tzw. dostawcę wysokiego ryzyka mogą być uznane za naruszające przepisy unijne oraz umowy międzynarodowe – wskazuje w komentarzu dla agencji Newseria Biznes prof. dr hab. Maciej Rogalski, rektor Uczelni Łazarskiego, radca prawny w kancelarii Rogalski i Wspólnicy. Kwestia tzw. dostawców wysokiego ryzyka jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych w projektowanej nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa (KSC). Rząd pracuje nad nią już od ponad roku. Nowa regulacja ma być podstawą do rozwijania polskiego systemu cyberbezpieczeństwa, ale będzie mieć też duże przełożenie m.in. na wdrażanie w Polsce technologii 5G. Nowela budzi duże zainteresowanie nie tylko ze strony rynku telekomunikacyjnego, o czym świadczy m.in. fakt, że do pierwszej wersji projektu wpłynęło ponad 750 uwag, zgłoszonych nie tylko przez instytucje takie jak NASK, Związek Cyfrowa Polska, UKE, Agencja Wywiadu i BBN, ale również KGHM, PKN Orlen, NBP, Komisja Nadzoru Finansowego, fundacja Digital Poland, Federacja Konsumentów czy Związek Banków Polskich. W połowie października odpowiedzialny za cyfryzację KPRM opublikował kolejną, trzecią już wersję projektu tej nowelizacji, która w niewielkim zakresie uwzględnia uwagi zgłoszone w toku konsultacji społecznych. Dla branży telekomunikacyjnej problematyczny jest zwłaszcza mechanizm oceny ryzyka dostawców usług i sprzętu ICT. W tej chwili zapisy projektu pozwalają bowiem wykluczyć z polskiego rynku część dostawców na podstawie kryteriów politycznych i narodowościowych. Eksperci wskazują, że są one wprost wymierzone w firmy technologiczne z Chin, zwłaszcza Huaweia, który jest obecnie jednym z trzech głównych dostawców infrastruktury dla 5G. – W obecnym kształcie przepisy projektu mogą naruszać zasadę równego traktowania ze względu na przynależność państwową, która została określona w art. 18 Traktatu o funkcjonowaniu UE oraz art. 20 i art. 21 ust. 2 Karty Praw Podstawowych – zauważa prof. Maciej Rogalski. Projekt noweli ustawy o KSC zakłada, że oceny dostawców infrastruktury – istotnej z punktu widzenia krajowego cyberbezpieczeństwa i sieci 5G – ma dokonywać Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa, którego przewodniczącym będzie premier, a w jego skład wejdą ministrowie (m.in. do spraw informatyzacji, spraw wewnętrznych, obrony narodowej i spraw zagranicznych) oraz przedstawiciele służb odpowiedzialnych za krajowe bezpieczeństwo i obronność. W trakcie tej oceny Kolegium weźmie pod uwagę nie tylko potencjalne zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego „o charakterze ekonomicznym, kontrwywiadowczym i terrorystycznym”, ale również prawdopodobieństwo, że dostawca znajduje się pod wpływem państwa spoza UE bądź NATO. Firmy, które na tej podstawie zostaną uznane za dostawców wysokiego ryzyka, zostaną de facto wykluczone z polskiego rynku, z ograniczoną możliwością odwołania. Ponadto operatorzy telekomunikacyjni, którzy korzystają z ich sprzętu lub usług, będą zmuszeni wycofać je w ciągu pięciu–siedmiu lat. – Wykluczenie z polskiego rynku określonych dostawców oznacza automatyczne polepszenie sytuacji innych dostawców działających na polskim rynku. To z kolei może stanowić naruszenie art. 106 ust. 1 TFUE, który zakazuje państwom członkowskim przyjmowania lub utrzymywania w mocy – w odniesieniu do przedsiębiorstw, którym przyznano prawa wyłączne lub specjalne – wszelkich środków, które prowadziłyby do naruszenia innej zasady w traktatach UE. Przepisy te obejmują w szczególności art. 18 (zasada niedyskryminacji), art. 34 (swobodny przepływ towarów) i art. 102 TFUE (zakaz nadużywania pozycji dominującej) – wymienia radca prawny. Rynek telekomunikacyjny niemal od początku prac nad nowelą apeluje, żeby zamiast narodowościowych, uznaniowych kryteriów uwzględnić w ustawie kryteria merytoryczne, bazujące np. na specyfikacji technicznej albo certyfikacji bezpieczeństwa usług i sprzętu pochodzącego od danego dostawcy. W trakcie konsultacji podkreślały to m.in. UOKiK, Konfederacja Lewiatan, IAB Polska czy fundacja Digital Poland. – W artykule 66a przedstawiono szereg niemerytorycznych kryteriów oceny dostawców. Pozwala to stwierdzić, że w wyniku zmian KSC wcale nie polepszy się system cyberbezpieczeństwa w Polsce. To tak jakby z polskiego rynku wyeliminować samochody produkowane w Meksyku czy Chinach. Wyeliminowanie tych samochodów na bazie czysto politycznych decyzji nie zwiększy bezpieczeństwa poruszania się po krajowych drogach. Kluczem jest bowiem homologacja czy ocena testów zderzeniowych Euro NCAP – napisali przedstawiciele Fundacji w uwagach zgłoszonych do poprzedniego projektu ustawy.  Zgodnie z nowym brzmieniem tego przepisu opinia kolegium powinna zawierać analizę prawdopodobieństwa, z jakim dostawca sprzętu lub oprogramowania znajduje się pod kontrolą państwa spoza terytorium Unii Europejskiej lub Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego, z uwzględnieniem: przepisów prawa regulujących stosunki między dostawcą sprzętu lub oprogramowania a tym państwem, prawodawstwa oraz stosowania prawa w zakresie ochrony danych osobowych, struktury własnościowej dostawcy sprzętu lub oprogramowania oraz zdolności ingerencji tego państwa w swobodę działalności gospodarczej dostawcy sprzętu lub oprogramowania. – Przepisy regulujące postępowanie w sprawie uznania dostawcy za dostawcę wysokiego ryzyka mogą naruszać art. 34 i art. 35 TFUE, które chronią swobodny przepływ towarów. Zauważyć należy, że dany dostawca może wytwarzać produkty i usługi w jednym kraju członkowskim i dostarczać do innych krajów, co jest powszechną praktyką w UE. Przepis art. 34 TFUE zakazuje natomiast państwom członkowskim przyjmowania „ograniczeń ilościowych w przywozie” i „wszelkich środków o skutku równoważnym” – mówi prof. Maciej Rogalski. Prawnicy i eksperci podkreślają, że ustawa w aktualnym kształcie – z mechanizmem zaprojektowanym w celu wykluczenia konkretnych dostawców na podstawie kryteriów narodowościowych – jest wątpliwa z punktu widzenia zgodności z międzynarodowymi i unijnymi przepisami dotyczącymi m.in. wolnego handlu i swobody prowadzenia działalności gospodarczej.  Co istotne, dla dostawców wykluczonych z polskiego rynku na podstawie nowelizacji ustawy o KSC w tym kształcie będzie ona podstawą do dochodzenia swoich praw przed unijnymi trybunałami. Podobna sytuacja ma w tej chwili miejsce w Szwecji, która w ubiegłym roku wykluczyła chiński koncern technologiczny Huawei z budowy infrastruktury dla sieci 5G, jednak ten odwołał się do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. – Nie wiemy, czy ostateczny kształt przepisów noweli ustawy o KSC pozostanie w obecnym kształcie, czy zostaną wykluczeni konkretni dostawcy i, po trzecie, czy będą oni korzystać ze środków odwoławczych. Przy założeniu pozytywnej odpowiedzi na wszystkie trzy pytania raczej nie mam wątpliwości, że podmiot, którego będzie dotyczyć taka niekorzystna decyzja, skorzysta z wszystkich dostępnych, prawnie przysługujących mu środków, w tym skargi do Trybunału Sprawiedliwości UE. Chyba że do tego czasu zostanie wydane rozstrzygnięcie przez TSUE w sprawie szwedzkiej, które będzie mieć znaczenie precedensowe. Dlatego trzeba się zastanowić, czy z ostatecznym kształtem tego projektu nie należałoby jednak poczekać do tego rozstrzygnięcia – konkluduje rektor Uczelni Łazarskiego
6 Sierpnia 2021 godz. 16:04
Ala z mat.inf.
 

Co znajdę w sklepie dla psów?

Zakupy internetowe stają się coraz częstszą drogą nabywania produktów potrzebnych domownikom i ich czworonożnym towarzyszom. Czy wiesz, jaki asortyment czeka na Ciebie w dobrym sklepie dla psów? Na co zwrócić uwagę, decydując się na zakupy w tego typu miejscu, aby mieć pewność, że produkty, które wybierzesz, będą dobre dla zdrowia pupila? Które karmy mokre i suche warto wybierać? W tym artykule spieszymy z podpowiedzią! Miłej lektury! Dobry sklep zoologiczny zapewnia Ci dostęp do kompleksowej oferty, dzięki której możesz zaopatrzyć swojego czworonoga w najważniejsze produkty, niezbędne do jego prawidłowego funkcjonowania i utrzymania go w dobrej kondycji. Wśród asortymentu, który oferuje Tobie i Twojemu pupilowi internetowy sklep zoologiczny, znajduje się sucha karma Royal Canin dla psów i kotów, puszki z mokrym pożywieniem, naturalne gryzaki i wiele innych. Warto wymienić też przysmaki dentystyczne, dzięki którym Twój przyjaciel zachowa uzębienie w zdrowiu. Dzięki nim łatwiej będzie mu ścierać na bieżąco osad nazębny, który z czasem może przerodzić się w kamień i prowadzić do chorób przyzębia oraz chorób dziąseł. Akcesoria dla psa to również przytulne legowiska i budki do spania, które zapewniają zwierzakowi poczucie bezpieczeństwa. W pielęgnacji psa pomagają szczotki, grzebienie, elektryczne trymery, jak też szampony i odżywki przeznaczone do konkretnego typu sierści i danej rasy. Preparaty witaminowe, oleje z łososia i suplementy mogą wspierać zwierzaka w dostarczaniu mu cennych składników odżywczych, w tym niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych z grupy omega, ale też potasu, magnezu czy wapnia. Dzięki nim pies jest zdrowy, ma dużo sił witalnych, zdrowe kości, mięśnie oraz piękną, błyszczącą sierść. Bez wątpienia w zapewnieniu rozrywki pupilowi (zwłaszcza gdy opiekunowie wiele godzin spędzają poza domem) są zabawki - czy to w postaci pluszaków, do których można się przytulić, czy sznurków, które idealnie sprawdzają się do szarpania i ciągnięcia. W tej kategorii znaleźć można również zabawki ułatwiające dozowanie pokarmu i utrzymanie diety psa cierpiącego na nadwagę, a także różne akcesoria, będące wyzwaniem intelektualnym. Wybór akcesoriów jest imponujący.   Po czym poznać dobry sklep dla psów? Dobry sklep dla psa łatwo poznać po liczbie i jakości asortymentu. Uwagę zwraca w nim przede wszystkim sprawdzone jedzenie, zarówno w formie suchych krokiecików, jak też mokrej karmy. Można je znaleźć w sklepie Apetete. W asortymencie muszą znajdować się produkty bogate w białko zwierzęce, gdyż zarówno pies, jak i kot ze swej natury są mięsożercami. Warto zatem karmić je karmą odpowiednią do ich potrzeb żywieniowych. Oferowane w nim produkty dla zwierząt domowych powinny być sprawdzonych i uznanych marek. Produkty spożywcze oraz kosmetyki muszą być świeże i nie przekraczać wskazanych na opakowaniu dat ważności. W końcu zdrowie i bezpieczeństwo swojego pupila cenisz najwyżej, prawda? Niezbędne akcesoria dla Twojego psa czy kota są również smycze lub - alternatywnie - szelki. W przypadku ras dużych sprawdzają się też kagańce - przydatne zwłaszcza podczas wizyty u lekarza weterynarii. W tych okolicznościach, gdy psa należy zaszczepić lub przeprowadzić u niego zabieg medyczny, przydają się również transportery. W chłodne dni komfort termiczny zapewnią z kolei zabawne i urocze ubranka, uszyte z przyjemnych w dotyku tkanin, w których czuje się bezpiecznie. W tego typu sklepach Twój pies znajdzie absolutnie wszystko, czego potrzebuje. Niech Wasze wspólne życie dzięki akcesoriom będzie jeszcze przyjemniejsze!  
12 Lipca 2021 godz. 10:06
Ala z mat. inf.
 

Internetowy sklep dla psów

Pies to cudowne zwierze, które potrafi być przyjacielem człowieka. Ale należy pamiętać, że każdy pupil jest zależny tylko od nas. To właściciel powinien zapewnić mu wszystko to co najlepsze i bezpieczne, bo zwierzęta na to zasługują . Sklep internetowy Apetete został stworzony z myślą o psach i ich opiekunach, aby umilić im wspólne życie. Oferta Apetete powstała na podstawie produktów wysokiej jakości w przystępnej cenie. Poznaj zwierzęcy świat i zapoznaj się z produktami sklepu dopasowanymi do indywidualnych potrzeb.  Co znajdę w sklepie dla psów? Sklep dla psa posiada wszystko to, co niezbędne dla twojego pupila. W asortymencie znajdziesz, takie produkty jak: karmy i przysmaki zabawki legowiska do spania miski niezbędne akcesoria treningowe ubranka smycze, obroże, szelki transportery, sprzęt podróżniczy akcesoria do higieny i pielęgnacji psa preparaty lecznicze i suplementy Jakie wybrać akcesoria dla psa? Decydując się na posiadanie psiaka, powinieneś zaopatrzyć się w kilka niezbędnych rzeczy. Do podstawowych elementów zaliczają się: miski na jedzenie i wodę, obroża oraz smycz, a także legowisko. Psy ucieszy również jakaś zabawka. Te artykuły są absolutnie podstawowe, jeśli chcesz być właścicielem zwierzaka.  Dodatkowe akcesoria dla psów Dla posiadaczy psów, którzy chcą urozmaicić dietę lub psią aktywność, Apetete oferuje szeroki wybór wysokiej jakości karm oraz bezpiecznych zabawek dla twojego psa. Możesz także trenować swojego pupila i dawać mu w nagrodę przysmaki za prawidłowo wykonaną sztuczkę. Naturalne gryzaki są uwielbiane przez psich przyjaciół. Zadbaj także o zdrowie zwierzaka, wybierając dodatki do diety czy preparaty witaminowe.  Nie zapominaj także o psiej higienie i pielęgnacji psa. Czesz jego sierść, aby było piękne i lśniące, a po deszczowym spacerze koniecznie wykąp pupila. Specjalnie odżywki czy szampony, a także produkty przeciw pasożytom znajdziesz w Apetete. Na ładnej sierści uroczo prezentuje się także ubranko. Na pewno twój pies będzie zadowolony, jeśli zaopatrzysz go w coś ciepłego przed jesienno-zimowym spacerem. Po czym poznać dobry sklep dla psów? W dobrym sklepie dla psów dostaniesz z pewnością wszystko to, czego potrzebuje twój pies. Najważniejszym aspektem, na jaki opiekun czworonoga powinien zwrócić szczególną uwagę, jest dobór odpowiedniej karmy. Dobry internetowy sklep zoologiczny oferuje swoim klientom różnorodny wybór wysokiej jakości karmy dla psa. Nie może zabraknąć takich karm jak te, dla małych i dużych psów, z chorobami czy alergiami. W przypadku psów czy kotów, postaw na posiłki z dużą ilością mięsa, najlepiej bez zbóż. W ofercie Apetete nie może zabraknąć także podziału na suchą jak i mokrą karmę, a także na przysmaki. Odpowiednie żywienie sprawia, że twój ulubieniec będzie silny, zdrowy i energiczny, a ty zaoszczędzisz na wizytach u weterynarza.  Ważnym czynnikiem, który decyduje o tym, że punkt jest dobry, to kontakt z obsługą. Zarówno stacjonarny jak i online, musi posiadać kompetentny i chętny do pomocy zespół pracowników. Klienci często chcą zapytać o ważną kwestię dotyczącą zamówienia, więc powinni móc skontaktować się telefonicznie, przez wiadomość e-mail czy facebook.  Dobry punkt cechuje także bezpieczna płatność oraz kilka sposobów dostawy. Ważne, aby zakupy online były w 100% przeprowadzone bezpiecznie. Przed dokonaniem zakupów, upewnij się, że sprzedawca ma wiele pozytywnych opinii. Nie kupuj z nieznanych źródeł, ponieważ chodzi o dobro twojego zwierzęcia. Nie warto ryzykować.  
30 Maj 2021 godz. 6:22
Ala za Lot
 

Nowe, wakacyjne połączenie lotnicze Szczecin – Rijeka

12 Maj 2021 godz. 6:51
Ala z mat. inf.
 

7 mitów o fotowoltaice

Choć tematyka odnawialnych źródeł energii oraz fotowoltaiki jest już dość znana wśród wielu Polaków, to nadal mnóstwo osób nie zna dokładnie zasad działania paneli fotowoltaicznych. Niewiedza oraz powielanie zasłyszanych nieprawdziwych informacji w zakresie fotowoltaiki powoduje powstawanie licznych szkodliwych mitów. Warto je rozwiać i poznać rzeczywiste mechanizmy funkcjonowania systemów fotowoltaicznych Mit 1 – w Polsce brakuje słońca   Jest to prawdopodobnie jeden z najczęściej powielanych mitów o fotowoltaice. Wielu sądzi, że w tak mało słonecznym kraju instalacja paneli fotowoltaicznych w ogóle się nie opłaci. Tymczasem moduły produkują prąd nawet w pochmurne dni. Co więcej, w ciągu dnia i czasie sezonu wiosenno-letniego, panele gromadzą tyle energii, że z powodzeniem mogą ją uwalniać nie tylko nocami, ale też przez cały okres jesienno-zimowy. Ponadto Słońce w Polsce świeci przez zaskakująco dużą liczbę dni. Dla niedowiarków dostępne są też statystyki Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, według których w 2020 roku słońce świeciło średnio przez prawie 50% dnia, a roczna suma nasłonecznienia okazała się aż o 600 h większa niż norma klimatologiczna.    Mit 2 – fotowoltaika jest zbyt droga dla przeciętnie zarabiającego obywatela   Dobrze sprawdzająca się instalacja fotowoltaiczna kosztuje do 6 tys. zł. za każdy kW. Inwestorzy najczęściej decydują się na moduły umożliwiające wytworzenie do 5 kW. Ostateczny koszt całego systemu zależy głównie od jakości paneli i inwertera, elementów konstrukcyjnych i okablowania czy od samego montażu. Bez wątpienia bardziej opłacalne jest zainwestowanie w sprzęt dobrej jakości, od zaufanych producentów. Co ważne, dostępne są dofinansowania do farmy fotowoltaicznej, między innymi z programu „Mój prąd” czy „Czyste powietrze”. Bardzo pomocna też jest możliwość zakupu instalacji fotowoltaicznej na raty – w Stilo Energy dostępne w kredycie 0%.   Mit 3 – Inwestycja w fotowoltaikę zwraca się bardzo długo lub w ogóle   Ostateczny czas zwrotu kosztów związanych z instalacją farmy fotowoltaicznej zależy przede wszystkim od ceny końcowej konkretnej instalacji i przeciętnego dotychczasowego zużycia prądu inwestora. Według obliczeń ekspertów, można się spodziewać zwrotu inwestycji średnio po ok. 8 latach od montażu paneli, a decydując się na rozwiązania od Stilo Energy, zwrot możliwy będzie już po 6 latach pracy instalacji. Co więcej, stale rosnące ceny za energię eklektyczną mogą skrócić ten czas nawet do 5 lat. Warto jednocześnie pamiętać, że produkowanie prądu z promieni słonecznych to przede wszystkim ogromny krok ku ochronie planety przed postępującą degradacją, do jakiej przyczynia się głównie spalanie węgla dla uzyskania energii zarówno elektrycznej, jak i cieplnej.    Mit 4 – panele fotowoltaiczne nie są odporne na zjawiska atmosferyczne   Wysokie jakościowo panele fotowoltaiczne są odporne na standardowe działanie deszczu, śniegu i gradu, a także wiatru. Warto wybrać moduły posiadające grube szkło hartowane, chroniące przed urazami mechanicznymi. Ponadto panele powinny być mrozoodporne i ognioodporne. Bez problemu też udźwigną ciężar śniegu, choć warstwę powyżej 3cm powinno się delikatnie usunąć. Zwykle jednak odpowiedni kąt nachylenia instalacji pozwala na samoistne zsuwanie się śniegu pod wpływem grawitacji. Co więcej, panele PV często posiadają samoczyszczącą się powłokę, dzięki której mogą być dłużej sprawne i wydajne. Ponadto na instalację fotowoltaiczną zawsze udzielana jest gwarancja, m.in. na uszkodzenia mechaniczne modułów, nawet na 12 lat w Złotej Gwarancji od Stilo Energy.    Mit 5 – instalacje fotowoltaiczne są często awaryjne   Niektórzy uważają, że system fotowoltaiczny jest delikatny i awaryjny, więc koszty eksploatacyjne nie są opłacalne względem osiąganych korzyści. W rzeczywistości liczne badania przeprowadzane w krajach wysoko rozwiniętych (jak Niemcy, Japonia czy USA) potwierdzają, że awaryjność paneli PV jest bardzo niska, nawet na poziomie ułamka procentu w ciągu dekady. Ogromny wpływ na sprawne działanie instalacji fotowoltaicznej jakość całego sprzętu – należy wybierać jedynie znanych i zaufanych producentów, oferujących najdłuższą gwarancję na sprawność konstrukcji. Warto pamiętać, że najczęściej awarii ulega falownik, dlatego trzeba zwrócić szczególną uwagę na jego jakość i nie warto na nim oszczędzać, ponieważ bez sprawnego inwertera pada cały system. Ważne jest też solidne, fachowe zamocowanie instalacji przez wykwalifikowaną ekipę monterską.    Mit 6 – montowanie paneli PV wymaga uzyskania zezwolenia   Według prawa budowlanego zezwolenie na montaż paneli fotowoltaicznych jest konieczne dopiero przy instalacji o mocy powyżej 50 kW. Standardowe gospodarstwa domowe zazwyczaj potrzebują maksymalnie do 20 kW. Ponadto nie można mocować urządzeń o wysokości powyżej 3m, jednak konstrukcja fotowoltaiczna zwykle nie przekracza tej wielkości. Co ważne, montaż modułów wolnostojących również nie wymaga uzyskania uprzedniej zgody ani zgłoszenia.   Uwaga! W przypadku mikroinstalacji powyżej 6,5 kW ustawa nakłada obowiązek skontrolowania projektu przez rzeczoznawcę budowlanego pod kątem bezpieczeństwa pożarowego. Co więcej, zakończoną konstrukcję (zarówno na dachu, jak i na gruncie) należy zgłosić do Państwowej Straży Pożarnej. Obowiązki ustawowe nie należy jednak traktować jako utrudnienie dla inwestora, a jako działania mające na celu zwiększenie bezpieczeństwa użytkowników instalacji fotowoltaicznych.    Mit 7 – instalacja fotowoltaiczna zawsze wymaga wzmocnienia dachu   Co do zasady wzmocnienie podłoża dachowego przed montażem farmy fotowoltaicznej nie jest koniecznie. Samą potrzebą takiego działania każdorazowo powinien sprawdzić fachowiec. Wskaże on ciężar ostateczny planowanej instalacji oraz zbada całkowitą nośność poszycia. Podpowie też w jaki sposób ewentualnie wzmocnić dach, by prawidłowo zamontować panele. Mimo to, standardowe, współczesne pokrycia zwykle nie wymagają w ogóle ingerencji w konstrukcję. Również dachówki czy blachodachówki nie stanowią problemu dla wykwalifikowanych montażystów fotowoltaiki, jacy pracują m.in. dla Stilo Energy. 
1 Sierpnia 2021 godz. 13:04
eWok, fot. PKOL, FB/Małgorzata Hołub-Kowalik
 

Igrzyska Olimpijskie: 45 lat koszalinianie czekali na olimpijski medal

Koszalinianie doczekali się drugiego medalu olimpijskiego. Złoty krążek i to w imponującym stylu wywalczyła w Tokio polska sztafeta mieszana 4 x 400 metrów. W składzie eliminacyjnej sztafety wystąpiła koszalinianka Małgorzat Hołub-Kowalik. Dzięki temu otrzymała także zloty medal! 45 lat wcześniej, podczas igrzysk w Montrealu po brązowy medal sięgnął judoka Gwardii Koszalin, Marian Tałaj. Dziś mało kto pamięta, że dla Mariana Tałaja , koszalińskiego judoki był to już drugi występ olimpijski. Wcześniej, w Monachium (1972) ze względu na jego rywalizację z Anotnim Zajkowskim musiał zmienić kategorię wagową. To spowodowała, że Tałaj w Monachium medalu nie zdołał zdobyć. Znacznie lepiej zaprezentował się cztery lata później w Montréalu. Gwardzistą w pierwszej rundzie przegrał w 1.55 min. z nie byle kim, bo aktualnym wówczas mistrzem świata Władimirem Niewzorowem (ZSRR). Niewzorow  wygrywał kolejne walki i to dało Tałajowi prawo walki w repasażu. W pierwszym repasażowym starciu pokonał na pkt. kolejno T. Hagmanna (Szwajcaria), w drugim wyeliminował J. van Hoeka (Australia) i w końcu pokonał Chang Su Lee (Korea Płd.). Ostatecznie zajął trzecie miejsce. Mistrzem został oczywiście  Niewzorow. Później mieliśmy sporą liczbę olimpijczyków. Żadnemu jednak nie udało się stanąć na podium. Blisko byli judocy Ewa Larysa Krause (Atlantą), Marian Standowicz (Montreal) i zapaśnik Andrzej Radomski (Barcelona), którzy zajęli 5. miejsca. Siódmą lokatę podczas igrzysk w Moskwie zajęli nasi koszykarze z Leszkiem Dolińskim i Dariuszem Zeligiem w składzie. na wyróżnienie zasługuje także Paweł Spisak, który w olimpijskim konkursie WKKW wziął udział czterokrotnie. do Tokio także pojechał, ale jego koń nabawił się kontuzji i nasz jeździec nie został dopuszczony do zawodów.  Pamiętamy także o naszym medalistach paraolimpijskich . Tu absolutnym rekordzistą jest Ryszard Fornalczyk, który uczestniczył w sześciu paraolimpiadach, w których zdobył cztery złote medale. Pozostali medaliści paraolimpijscy to: Aleksander Popławski, Tomasz Rębisz, Maciej Sochal, Robert Jachimowicz. Zatem do soboty jedynym mieszkańcem naszego miasta, który mógł chwalić się z posiadania medalu olimpijskiego igrzysk olimpijskich organizowanych przez MKOl był Marian Tałaj. W sobotę wszystko się zmieniło! A to za sprawą polskiego miksta sztafety 4x400 m. W eliminacjach tej sztafety mieszanej 4 x 400 metrów polski zespół ustanowił czasem 3:10.44 rekord Europy. Polacy pobiegli w składzie Dariusz Kowaluk, Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik (wychowanka Kl Bałtyk Koszalin, obecnie reprezentuje klub AZS UMCS Lublin, ale nadal jest mieszkanką Koszalina), Kajetan Duszyński. Świetnie zmieniły panie. Baumgart przekazała pałeczkę Hołub-Kowalik, która wyraźnie wysunęła nasz zespół na prowadzenie, którego nie oddał do mety. Na niej biało-czerwonym zmierzono czas 3:10.44. To nie tylko rekord Europy, ale także drugi najlepszy wynik w historii światowej lekkoatletyki. Szybciej od Polaków w historii pobiegli tylko Amerykanie (3:09.34 w 2019 roku). Przed finałem Aleksander Matusiński mocno zamieszał w składzie. W finale nie zobaczyliśmy Dariusza Kowaluka, Igi Baumgart-Witan oraz Małgorzaty Hołub-Kowalik, którzy pobiegli w piątkowych kwalifikacjach. W finale Polacy mocno otworzyli i od początku trzymali się w czołówce razem z ekipami Holandii, USA oraz Dominikany. Zespół z tego ostatniego kraju długo utrzymywał się na czele, momentami z dość wyraźną przewagą nad rywalami. Na dystansie nie brakowało jednak zwrotów akcji, wyprzedzania i emocji. Świetnie pobiegli jednak wszyscy nasi zawodnicy, a na koniec zaimponował Kajetan Duszyński. Sprinter AZS-u Łódź zaatakował przeciwników na ostatnim wirażu, a na finiszowej prostej wyprowadził polską sztafetę na pozycję lidera. Zbudowanej przewagi nie oddał do końca i na mecie to biało-czerwoni mogli cieszyć się z historycznego sukcesu! Polska zdobyła pierwszy w historii złoty medal olimpijski w sztafecie mieszanej 4 x 400 metrów, poprawiła własny rekord Europy i czasem 3:09.87 wyśrubowała rekord olimpijski! To także pierwszy lekkoatletyczny medal w konkurencjach biegowych dla Polski od igrzysk w Moskwie przed 41 laty! Zgodnie z regulaminem, mimo że na podium mogła stanąć tylko finałowa czwórka Polaków to złote medale trzymała cała siódemka. PKOL wycenił ten sukces - zatwierdzając przed igrzyskami regulamin premiowania - na 90 tysięcy złotych...   
9 Lipca 2021 godz. 12:10
Ala za RRK S.A.
 

Piłka Ręczna Koszalin S.A.: Promocja Miasta na 4 miliony!

Rekordową wartością ekwiwalentu reklamowego na rzecz Miasta Koszalina może pochwalić się klub Piłka Ręczna Koszalin SA. Z otrzymanych właśnie badań (przeprowadzonych przez Pentagon Research) wynika, że w sezonie sportowym 2020/2021 PGNiG Superligi Piłki Ręcznej Kobiet, Piłka Ręczna Koszalin SA poprzez występy w najwyższej klasie rozgrywkowej swojej drużyny - Młyny Stoisław Koszalin - zapewniła Miastu Koszalin promocję wartą ponad 4 mln złotych!    Z RAPORTU BADANIA EFEKTYWNOŚCI EKSPOZYCJI MARKI KOSZALIN: Wartość ekspozycji (wartość reklamowa miejsca i czasu poświęconego marce): 4 007 706 PLN Liczba ekspozycji (liczba zanotowanych w trakcie monitoringu efektywnych - wyraźnych, dobrze widocznych - wystąpień logotypu/nazwy marki: 22 998 Jest to efekt stałej obecności drużyny Młyny Stoisław Koszalin w prasie, radiu, telewizji i internecie, aktywności zawodniczek w mediach społecznościowych oraz ich udziału w licznych akcjach społecznych czy charytatywnych. Dodać należy, że wraz z minionym sezonem sportowym Telewizja Polska SA i Superliga Sp. z o.o. rozszerzyły zakres dotychczasowej współpracy. Na mocy nowej umowy kibice mogli oglądać hit każdej z 28 serii. Kobiece zmagania transmitowane były w TVP Sport, na stronie TVPSPORT.pl oraz w aplikacji mobilnej TVP Sport. Mecze nietelewizyjne transmitowane byly on-line przez zobacz.tv (poszczególne spotkania zaplanowano tak, żeby mecze nie nakładały się na siebie, żeby na żywo każdy mógł obejrzeć każdy mecz). Z pewnością również te działania przyczyniły się do tak atrakcyjnych wyników marketingowych Piłki Ręcznej Koszalin. -   Bardzo cieszy nas tak duży ekwiwalent reklamowy na rzecz Miasta Koszalina. Wynik ten stanowi o wartości promocyjnej i marketingowej naszej drużyny, co mamy nadzieję zostanie docenione przez włodarzy naszego Miasta - powiedział Roman Granosik, Prezes Piłka Ręczna Koszalin SA. -   Podobne badania prowadzimy również dla innych marek. Myślę, że jest to istotna informacja dla tych, którzy zastanawiają się nad podjęciem współpracy w zakresie sponsoringu drużyny Młyny Stoisław Koszalin. Naprawdę już w ramach niewielkich środków możemy zagwarantować bardzo atrakcyjną kampanię promocyjną na rzecz danej marki. Oczywiście zapraszamy wszystkich zainteresowanych do kontaktu z nami - dodał Roman Granosik. Logo Koszalina możemy oglądać na koszulkach meczowych zespołu, w formie naklejki na macie meczowej, czy na ściance telewizyjnej/prasowej podczas wywiadów z zawodniczkami i trenerami. Logotyp pojawia się też na wszystkich materiałach graficznych. Materiały promocyjne Miasta wyświetlane są podczas meczów na ekranie i bandach led wokół boiska. Miasto Koszalin obecne jest w licznych foto i wideo-relacjach z superligowych czy pucharowych rozgrywek, publikowanych w mediach społecznościowych, stronie www i biurze prasowym Superligi.
16 Kwietnia 2021 godz. 5:37
Art mat.inf.
 

Świat sponsoringu sportowego – legendarne współprace i miliardowe wydatki na promocje

Kiedy w 1928 roku Coca-Cola dostarczając napoje dla amerykańskiej reprezentacji na Igrzyska Olimpijskie w Amsterdamie zamieściła przy tym swoje reklamy, być może jeszcze nieświadomie rozpoczęła erę sponsoringu w sporcie. Pół wieku później ten sposób reklamowania wkroczył na stadiony w USA i Europie Zachodniej, a potem dotarł również do środowisk klubowych w Polsce.[1] Według najnowszego raportu Sports Sponsorship Investment[2] wydatki firm na reklamę i marketing sportowy na 2020 rok były szacowane na 48 miliardów dolarów. A w ciągu pięciu ostatnich lat wzrosły o około 20 proc. Liczby te zweryfikowała pandemia i mocno ograniczyła dotychczasowe działania globalnych marek, ale czy całkowicie? Jakie branże wydają najwięcej na sponsoring sportowy i z którymi legendarnymi klubami współpracują? Jakie trendy zdominują ten sektor w kolejnym pandemicznym roku? Sponsoring sportowy przez ostatnie kilkadziesiąt lat przeszedł ewolucję od prezentacji logotypów na szyldach reklamowych do realizacji złożonych kampanii promocyjnych, w których zaangażowane są nie tylko marki, ale i znane osobistości świata sportu. Firmy, które inwestują w tę dziedzinę, jako najważniejsze wymieniają budowę świadomości marki i jej wizerunku, prestiż, zawiązywanie emocjonalnych relacji z odbiorcami i wzrost lojalności wobec marki, ze sprzedażą swoich produktów na czele. Badania zachowań konsumentów wielokrotnie potwierdzały, że ludzie chętniej nabywają artykuły sponsorów, a nawet czasem są skłonni zapłacić więcej, jeśli wspiera bliskie im drużyny, reprezentacje czy zawodników. Sponsoring sportowy – kto wydaje najwięcej? Według raportu Sports Sponsorship Investment najwięcej na sponsoring sportu wydają branże: finansowa (5,3 mld dolarów w 2019 roku), motoryzacyjna (2,4 mld), sprzedaż detaliczna (1,3 mld), telekomunikacyjna (1 mld) i alkoholowa (0,85 mld). Ta ostatnia budzi najwięcej emocji, bo pojawiają się głosy sprzeciwu, że tzw. „procentów” nie powinno się mieszać z rywalizacją sportową. Te głosy są jednak w mniejszości, a pokazują to roczne wydatki na sponsoring właśnie w tej branży. Jeszcze kilka lat temu zbadał je portal Sportcal.com [3]i oszacował, że to około 765 mln dolarów i prognozuje się, że będą rosły. Z raportu wynikało, że w czołowej dziesiątce firm osiem to kompanie piwowarskie. To głównie efekt tego, że w wielu krajach na świecie reklama piwa, pod pewnymi warunkami, jest dozwolona. Dalej w kolejności byli producenci szampana, wina i cydru. Branża piwna w świecie sponsoringu sportowego Marki browarnicze liczą na dotarcie do masowego odbiorcy, a do tego piwo jest zwykle najtańszym dostępnym alkoholem i kojarzonym ze sportem oglądanym przez kibica. Z tego powodu tak często możemy oglądać piwne brandy w sportowych realiach. - Po pierwsze jest tu wysoka zbieżność grup docelowych. Kibice znacząco pokrywają się z konsumentami piwa. Co więcej, obydwie grupy są populacyjnie bardzo duże i regularnie spożywają ten rodzaj alkoholu, więc tym bardziej są atrakcyjne dla koncernów – uważa Grzegorz Kita, prezes Sport Management Polska. Potentatem jest amerykański Anheuser-Busch InBev, który wydaje około 250 mln dolarów rocznie (jako marka Bud Light) na partnerstwo z ligą amerykańskiego footballu NFL, a do tego jest także oficjalnym sponsorem reprezentacji Anglii w piłce nożnej. Kolejna marka z tej kompanii – Budweiser od 1994 roku jest sponsorem mundialu w piłce nożnej, czyli jednej z największych imprez sportowych na świecie. Wydaje rocznie około 85 mln dolarów. - Marki alkoholi, w tym głównie piwa, zwróciły się w stronę sportu w nadziei, że dotrą do podstawowej grupy docelowej, czyli mężczyzn w średnim wieku. Liczą, że współpraca z zespołami i zawodnikami, udział w zwycięstwach i porażkach sprawi, że zbudują też lojalność wśród kibiców – podsumował Conrad Wiacek ze Sportcal. Prysznic po bawarsku Kompanie piwowarskie działają nie tylko przy największych wydarzeniach sportowych, ale są też sponsorami klubów. Często dotyczy to lokalnych browarów. Jednym z przykładów jest długoletnia współpraca Bayernu Monachium i Paulanera. Każde mistrzostwo Niemiec w XXI wieku, a Bayern zdobył ich aż 14, jest świętowane podobnie. Jeszcze na murawie piłkarze dostają kilkulitrowe pokale wypełnione piwem, biegają po boisku i próbują oblać kolegę z drużyny, trenerów lub działaczy. Relacje ze świętowania zwykle obiegają cały świat. Producent piwa wykorzystuje też bardzo popularne w Niemczech święto Oktoberfest. Piłkarze z partnerkami zakładają bawarskie stroje i biorą udział w piwnej biesiadzie. Do tego za każdego gola w lidze Paulaner przekazuje 100 litrów piwa dla kibiców. W tym sezonie sam Robert Lewandowski, zapewnił fanom Bayernu już 3500 litrów. Choć najczęściej sport sponsorują koncerny piwowarskie, to na taki krok decydują się także producenci win i szampanów, a nawet mocniejszych trunków. W tym przypadku częściej dotyczy to dyscyplin „elitarnych”, kojarzących się zamożnością i prestiżem, ale także współpracujących z legendarnymi klubami sportowymi. Kiedy jeden diabeł szuka drugiego – sponsoring sportowy w świecie win Jednym z ciekawych przykładów z branży winiarskiej jest współpraca Manchesteru United i Casillero del Diablo. W tym przypadku można mówić o naturalnym partnerstwie. Angielski klub nosi bowiem przydomek „Czerwone Diabły”, a cała legenda wokół chilijskiego wina jest osnuta na diable, który pilnuje szlachetnego trunku. Inicjatywa współpracy wyszła z Manchesteru, który w 2010 roku miał wysłać list, że „szuka jeszcze jednego diabła” do zespołu. Efektem partnerstwa są reklamy wina na bandach podczas meczów Premier League, ale także filmy reklamowe z udziałem największych gwiazd drużyny m.in. Zlatana Ibrahimovicia, Waynea Rooneya, Juana Maty czy Davida De Gei. We wspólnie zorganizowanym konkursie „Spotkanie Legend" do wygrania jest wyjazd dla 26 osób z całego świata, w tym z Polski, na stadion Manchesteru United i rozegranie meczu o Puchar Diabła na murawie Old Trafford. - Te dwie wielkie firmy łączy nie tylko diabeł, ale też to, że należą do marek premium. Manchester to jeden z najbardziej znanych klubów sportowych na całym świecie. W 2020 roku był warty ponad 3,8 mld dolarów, co dało mu dziesiąte miejsce w rankingu i trzecie wśród klubów piłkarskich - podkreśla Dawid Piotrowski, specjalista ds. marketingu marki Casillero del Diablo. - Z kolei Casillero del Diablo to ikona win z Nowego Świata i najbardziej znane wino z Ameryki Południowej. To najlepszy ambasador Chile na całym świecie. Jest obecne w większej liczbie krajów na świecie niż działa chilijskich ambasad. A więc zarówno w piłce nożnej, jak i w produkcji wina łączy nas nasz legendarny duch, determinacja i pasja do doskonałości. Świeżym przykładem, że koronawirus nie stanął na drodze branży alkoholowej w inwestowaniu w sport, jest podpisana pod koniec marca czteroletnia umowa między Hiszpańskim Związkiem Piłki Nożnej, a winnicą Familia Torres. Marka wina Sangre de Toro (Krew byka) została sponsorem reprezentacji kobiet, mężczyzn i zespołów młodzieżowych U-21 Hiszpanii. Będzie widoczna podczas najważniejszych imprez - mistrzostw Europy, mistrzostw świata czy Igrzysk Olimpijskich. Producent wina zaznacza, że piłka nożna to największe źródło rozrywki na świecie. 2 miliardy ludzi oglądało Euro w 2016 roku, a prawie 3,6 mld mundial dwa lata późnej i podkreśla, że wpływ na sprzedaż produktów jest ogromny. - Dzielimy się naszą miłością do piłki nożnej z kibicami i wspieramy reprezentacje. Chcemy wspólnie świętować życie i wznosić toasty za zwycięstwa z przyjaciółmi i rodziną. Piłka nożna i wino łączą ludzi, a także budują przyjaźnie - mówi Sanda Sanabria, dyrektor marketingu marki. Szampan i truskawki ze śmietaną Jedną z tradycji tenisowego turnieju na Wimbledonie są szampan i truskawki ze śmietaną. Co roku na kortach All England Lawn Tennis and Croquet Club sprzedaje się około 28 ton owoców i 25 tys. butelek „wina z bąbelkami”. Francuski szampan Lanson jest oficjalnym partnerem wielkoszlemowego turnieju od 2001 roku, a współpracuje od 1977 roku. Przygotowuje specjalne edycje butelek, których grafika nawiązuje do tenisowej rakiety czy zielonej murawy, na której grają tenisiści. Na partnerstwo z najbardziej prestiżowym turniejem tenisowym wydaje około 4 mln dolarów rocznie. Jeśli chodzi o naprawdę mocne alkohole, to od ubiegłego roku nowym partnerem najlepszej ligi koszykarskiej na świecie NBA – został koniak Hennessy. Kolejny przykład to whisky Canadian Club, które jest partnerem tenisowego turnieju Australian Open. W tym roku kanadyjska marka przedłużyła umowę o kolejne siedem lat. - Prestiżowe „produkty” sportowe są wręcz idealne do prezentowania towarów luksusowych, a zwłaszcza do budowy wizerunku tych produktów i docierania do odpowiedniej grupy docelowej. W marketingu sportowym występuje tzw. efekt aureoli, który pozwala na przenoszenie cech i atrybutów sponsorowanego wydarzenia czy klubu sportowego na reklamowany produkt – podkreśla Grzegorz Kita. Prognozy na 2021 rok – esport rośnie najmocniej Sponsoring nadal będzie mocno obecny w tradycyjnym sporcie – choćby z tego powodu, że odbędą się kluczowe imprezy przeniesione z ubiegłego roku – Igrzyska Olimpijskie w Tokio czy mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Coraz bardziej będzie rosła jego rola w e-sporcie. W 2020 roku wydatki firm sięgnęły 800 mln dolarów. To wzrost o 20 proc. w porównaniu do 2019 roku. E-sport daje możliwość kontaktu z młodszą publicznością, do której dostęp był do tej pory utrudniony. To też nowa droga dla firm, dla których promocja marek w tradycyjnym sporcie skomplikowała się z powodu pandemii. Według analizy Nielsen Sports „The changing value of sponsorship” wydatki z ery przedcovidowej na e-sport wzrosną z 347 mln dolarów do 842 mln dolarów w 2025 roku.   [1] Jarosław Kończak, Ewolucja i trendy w sponsoringu sportowym, UW [2] https://www.warc.com/newsandopinion/news/global-ad-trends-tokyo-olympics-drives-sports-sponsorship-new-record/43161 [3] „Sponsorship Sector Report: Alcoholic Beverages”; https://www.sportcal.com/News/Search/121339
8 Marca 2021 godz. 1:46
Art za UM Koszalin
 

Sportowcy otrzymali miejskie nagrody

Prezydent Piotr Jedliński zaakceptował protokół Komisji ds. nagród sportowych za osiągnięte wyniki sportowe oraz za osiągnięcia w działalności sportowej w 2020 roku. Komisja rozpatrzyła 68 wniosków, a pula nagród wynosiła 60 000 złotych. Wnioski były oceniane w pięciu kategoriach: zawodnik, zawodnik niepełnosprawny, trener i działacz sportu. Z tytułu osiągniętych wyników sportowych w krajowym i międzynarodowym współzawodnictwie sportowym nagrody finansowe w kategorii „Zawodnik" przyznano 45 osobom, w tym 11 zawodnikom niepełnosprawnym. Nagrody finansowe w kategorii „Trener" przyznano 11 osobom. Nagrody finansowe w kategorii „Działacz Sportu" za działalność społecznikowską i organizatorską, przyznano 1 osobie. Komisja rozpatrywała również kandydatury osób do wyróżnień specjalnych za wyniki sportowe oraz za osiągnięcia w działalności sportowej za 2020 rok, jakimi są statuetki „NIKE", a które dotychczas były wręczane podczas „Koszalińskiej Gali Laurów Sportu". Większość członków Komisji uznała jednak, że tego typu wyróżnienia za 2020 rok nie należy przyznawać, bo wyniki i osiągnięcia sportowe w 2020 roku nie były na tyle wysokie, aby przyznać wyróżnienia specjalne w postaci statuetki „NIKE". Ponieważ nie przyznano najważniejszych wyróżnień za 2020 rok dla Sportowca Roku i Trenera Roku, Komisja postanowiła nie przyznawać także statuetki „NIKE" w kategorii Działacz Sportu.   Ze względu na obostrzenia spowodowane pandemią COVID-19, Prezydent Miasta odstąpił od organizacji „Koszalińskiej Gali Laurów Sportu" oraz ze wspólnego spotkania ze sportowcami, trenerami i działaczami, które od kilku lat odbywało się w Filharmonii Koszalińskiej.Decyzją Prezydenta Miasta listy gratulacyjne zostaną przesłane laureatom pocztą, a nagrody finansowe zostaną przelane na konta bankowe.
19 Listopada 2020 godz. 5:54
Art za Arskom Group
 

Wieczna młodość i kij w mrowisku. Zlatan szokuje nie tylko na boisku

Kiedy debiutował w seniorskim futbolu, Leo Messi był dzieckiem cierpiącym na niedobór hormonu wzrostu, a 14-letni Cristiano Ronaldo przekonywał mamę, żeby odpuścić szkołę na rzecz futbolu, słusznie wierząc, że czeka go świetlana przyszłość. Dzisiaj, mając 39 lat na karku, Zlatan Ibrahimović wciąż jest czołowym napastnikiem świata, liderem klasyfikacji strzelców Serie A, który ma w tym sezonie na koncie tyle goli, co CR7 i Messi razem wzięci. Gra na tyle dobrze, że zasugerował nawet możliwość powrotu do reprezentacji Szwecji. Jaki jest sekret jego długowieczności? Pomimo szalejącej w całej Europie pandemii koronawirusa, prace nad filmem biograficznym o Zlatanie Ibrahimoviciu, opartym na jego głośnej książce „Ja, Zlatan”, idą pełną parą. Twórcy produkcji, która ma trafić do kin jesienią przyszłego roku, zacierają ręce patrząc na obecną formę gwiazdora AC Milan, który łamie wszelkie prawidła dotyczące najlepszego wieku dla piłkarza, będąc znów jednym z czołowych napastników świata. Dzięki jego grze Rossoneri po raz pierwszy od lat poważnie liczą się w walce o mistrzostwo Serie A, a sam Szwed puścił oko do swoich rodaków, sugerując na Instagramie możliwość powrotu do reprezentacji Szwecji, z którą Polska zmierzy się nadchodzących mistrzostwach Europy. Filmowa opowieść będzie skoncentrowana na drodze młodego syna imigrantów z Bałkanów do międzynarodowej kariery, ale historia jego sukcesu wciąż pisze się na naszych oczach. – Zlatan to nie tylko fantastyczny piłkarz, ale też historia nieporównywalna z innymi. Jego podróż z przedmieść Malmö na światowe areny to klasyczna opowieść z gatunku „od pucybuta do milionera”. Chcieliśmy uchwycić całą złożoność jego drogi i podkreślić kluczowe punkty zwrotne, a także kryzysowe momenty – podkreśla współscenarzysta filmu i autor biografii Zlatana, David Lagercrantz. Producenci mają szczęście, że scenariusz prowadzi nas przez życie piłkarza tylko do 23 roku życia, bo w przeciwnym razie musieliby przygotować nie film, tylko wieloodcinkowy serial. I pewnie nie skończyłoby się na jednym sezonie. Rozstania i powroty Sam romans Zlatana z drużyną narodową to materiał na wielogodzinną hollywoodzką opowieść. Odcinek pierwszy: w poszukiwaniu tożsamości. Ibrahimović miał do wyboru aż trzy reprezentacje. Urodził się w Szwecji, jego tata jest Bośniakiem, a mama Chorwatką. Ostatecznie postawił na zespół Trzech Koron, odwdzięczając się w ten sposób krajowi, który go wychował.  Odcinek drugi: zespół jednej gwiazdy. Na przestrzeni piętnastu lat rozegrał w żółto-niebieskich barwach 116 spotkań, zdobył 62 bramki i… niczego szczególnego nie osiągnął. Szwedzi ze Zlatanem w składzie przeważnie albo nie kwalifikowali się do wielkich turniejów, albo odpadali w fazie grupowej. Największy sukces ostatnich lat – ćwierćfinał Mistrzostw Świata 2018 – osiągnęli, kiedy Ibry w kadrze zabrakło. – Mundial beze mnie nie ma sensu, nie ma po co tego oglądać. Ale Szwecji będzie łatwiej, przynajmniej zagra bez presji. Ze mną musiałaby walczyć o zwycięstwo, taki mam charakter – mówił przed turniejem, który śledził z loży VIP, jako przedstawiciel jednego ze sponsorów. Okazało się, że faktycznie Szwedom poszło najlepiej od lat, a z turniejem pożegnali się dopiero po porażce w ¼ finału z późniejszymi wicemistrzami, Anglią. Odcinek trzeci: rozstania i powroty. O tym, że Zlatan nie ma łatwego charakteru, nie trzeba nikogo przekonywać. Najlepiej zdają sobie z tego sprawę kolejni selekcjonerzy kadry. Jako pierwszy skonfliktował się z nim Lars Lagerbäck. W 2006 roku przed meczem eliminacji do Euro Ibra wybrał się do klubu nocnego wspólnie z Olofem Mellbergiem i Christianem Wilhelmssonem. Selekcjoner odesłał całe trio do domów za złamanie zasad obowiązujących na zgrupowaniu. I o ile dwaj koledzy posypali głowy popiołem i na kolejnym zgrupowaniu wrócili do łask, o tyle Zlatan uznał, że kara była niesłuszna i rozpoczął kilkumiesięczny bojkot drużyny narodowej. Powrót nie trwał długo. Dwa lata później, po tym jak zespół narodowy nie zakwalifikował się na mundial w RPA, Ibrahimoviciowi odechciało się grać w kadrze. Po kilku miesiącach dał się przekonać do powrotu nowemu selekcjonerowi, Erikowi Hamrenowi, który powierzył mu opaskę kapitańską.  Odcinek czwarty: kij w mrowisku. Ostatecznie (?) Zlatan rozstał się z drużyną narodową po Euro 2016, na którym Szwedzi, jako jedna z nielicznych drużyn w nowej formule, nie wyszli nawet z grupy. Od tego czasu Trzy Korony grają lepiej, przestały być uzależnione od jednego zawodnika. Nawet kibicom jego ewentualny powrót nie jest w smak – dziennik Aftonbladet przed mundialem 2018 zrobił ankietę, w której 63% badanych stwierdziło, że jest przeciwne ewentualnemu powrotowi napastnika do kadry. Nie przeszkadza to Zlatanowi w regularnym wkładaniu kija w mrowisko. Po raz ostatni zrobił to niedawno, wrzucając na Instagrama swoje zdjęcie w żółto-niebieskiej koszulce, z podpisem „dawno się nie widzieliśmy”. Medialna burza znowu odżyła, dopiero słowa selekcjonera Janne Anderssona, który przypomniał, że Ibra 4,5 roku temu ogłosił koniec gry w kadrze i nic w tej sprawie się nie zmieniło, uspokoiły sytuację. Na razie, bo Zlatan w takiej formie byłby łakomym kąskiem dla każdej drużyny na świecie. Co ciekawe, w ciągu kilku tygodni, kiedy jego comeback wydawał się realny, kursy u bukmacherów na to, że Szwecja zdobędzie mistrzostwo Szwecji spadły. Obecnie na przykład w firmie Totolotek, u legalnego bukmachera, za jedną złotówkę postawioną na to zdarzenie można zarobić aż sto złotych (minus podatek). To dokładnie taka sama stawka, jak za historyczny triumf biało-czerwonych, którzy zmierzą się ze Szwedami w fazie grupowej. W oczach ekspertów z branży bukmacherskiej, powrót snajpera Milanu byłby tym czynnikiem, który sprawiłby, że Szwedzi byliby nieznacznie lepsi od Polaków. Dogania własną reputację W ostatnich latach eksperci i kibice z całego świata często podnosili głosy, że klasa sportowa Ibrahimovicia nie nadąża za jego wybujałym ego i rozbuchanym gwiazdorskim wizerunkiem. Teksty piłkarza w stylu „To nie Zlatan ma koronawirusa, tylko koronawirus Zlatana” przestały bawić, a zaczęły żenować przez swoje natężenie. Tak jak dawniej żarty o Chucku Norrisie. O ile jednak odtwórca roli „Strażnika Teksasu”, wbrew pogłoskom, pewnie jednak nie byłby w stanie trzasnąć drzwiami obrotowymi czy kozłować piłką lekarską na plaży, o tyle Ibrahimović swoją dyspozycją w wieku 39 lat udowadnia, że jednak ma w sobie coś nadludzkiego. Przede wszystkim jest to nadludzka pasja do pracy. – Cierpię, kiedy trenuję, ale kocham to cierpienie. Od najmłodszych lat musiałem robić więcej niż inni. Bez tego nie byłbym Zlatanem – podkreśla „Ibrakadabra”. Wszystkim wydawało się, że kiedy w wieku blisko 37 lat wyjeżdżał za ocean, żeby grać w MLS, rozpoczął właśnie epilog pięknej piłkarskiej historii. Kiedy jednak kibice powoli dojadali popcorn i szykowali się na napisy końcowe, okazało się, że bohater dopiero się rozkręca. Oby ostatnie fragmenty tej epickiej historii nie koncentrowały się na ucieraniu nosa Polakom. Jednego, Krzysztofa Piątka, już pozbawił nadziei na zrobienie kariery na San Siro. Oby Jens Andersson dalej uparcie trwał w postanowieniu o nieprzywracaniu Ibrahimovicia do drużyny narodowej, bo „skrzywdzeni” na Euro mogą zostać nasi kolejni rodacy.
10 Września 2020 godz. 12:01
Art za Arskom Group
 

Od bombardowań Belgradu po dyskwalifikację z US Open. Novak Djoković – dziecko wiecznej wojny

Tenisowy mistrz. Rozkapryszony dzieciak. Człowiek z obsesją zwycięstwa. Antyszczepionkowiec. Filantrop. Furiat. Dziecko wojny. To nie skład dziwacznej drużyny, tylko niezwykle skondensowany opis jednego sportowca – Novaka Djokovicia. Serba, który niedawno za pozornie błahe przewinienie został zdyskwalifikowany z wielkoszlemowego US Open. I który przez ostatnie lata uczciwie na to wykluczenie zapracował, zniechęcając do siebie znaczną większość tenisowego świata. Tego, który zawsze będzie „tym trzecim”, nawet jeśli zostanie sam na szczycie. Pojawił się na wielkiej tenisowej scenie, kiedy klucze do serc kibiców były już rozdane. Większa część była w rękach szwajcarskiego gentlemana Rogera Federera, nieco mniejsza jego największego rywala, prostolinijnego Hiszpana Rafaela Nadala. Novak Djoković ze swoją wielką sportową klasą pojawił się w niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie. Z wielkim prawdopodobieństwem zakończy karierę jako najwybitniejszy zawodnik w historii. Już dziś pod względem liczby wielkoszlemowych triumfów depcze po piętach dwóm wielkim rywalom, a jest od obu młodszy i mniej wyeksploatowany. Jednak najważniejszą dla siebie walkę od lat przegrywał. – Ma bolesną zadrę w sercu, bo chce by cały świat go kochał, a tak się nie dzieje – analizował John McEnroe, legendarny tenisista. Amerykański dziennikarz Ben Rothenberg szedł jeszcze dalej, twierdząc, że najmocniej wspierana przez kibiców trójka tenisistów na świecie to Federer, Nadal, i ten, który akurat gra przeciwko Djokoviciowi. Przez ostatnie miesiące „Nole” zajmował się głównie wbijaniem kolejnych gwoździ do swojej wizerunkowej trumny, zaczynając od organizowania pokazowych turniejów tenisowych na Bałkanach, w trakcie których ignorował wszelkie reguły bezpieczeństwa epidemicznego, a kończąc na kompletnie przypadkowym i ekstremalnie głupim uderzeniu sędziny liniowej piłką, co kosztowało go przeszło ćwierć miliona dolarów w nagrodach i – prawdopodobnie – wielkoszlemowy tytuł.  Lokalny bohater, globalny wróg publiczny Analizując dane z Google, Djoković jest najpopularniejszym tenisistą w siedmiu krajach: Serbii, Czarnogórze, Bośni i Hercegowinie, Chorwacji, Słowenii, Kosowie i Macedonii Pólnocnej. Na Bałkanach to lokalny bohater, filantrop wspierający lokalne społeczności, którego fundacja zbudowała 43 przedszkola i wyszkoliła ponad 1500 nauczycieli. Serb miał 12 lat, kiedy przeżył naloty sił NATO, bombardujących jego rodzinny Belgrad. Trenował gdzie tylko mógł, odbijając tysiące razy piłkę o ściany zrujnowanego basenu. Nigdy nie porzucił marzenia o wielkoszlemowym tytule. O byciu największym. O pójściu w ślady Pete’a Samprasa, zwycięzcy Wimbledonu w 1993 roku – pierwszego wielkiego turnieju oglądanego przez małego „Nole”. Jego drogę do wielkości znakomicie pokazała Polka Zuzanna Szyszak w nagrodzonym m.in. na festiwalu w Palermo krótkometrażowym filmie animowanym „Ajde!”.  – Brakuje mi słów po obejrzeniu „Ajde The Movie”. Ten film przywołał tyle wspomnień, że popłakałem się ze wzruszenia. Jestem zaszczycony tym dziełem sztuki. Zuzanno, zrobisz jeszcze wiele niesamowitych rzeczy w swoim życiu. Kawał dobrej roboty! – napisał po jego obejrzeniu sam Djoković. To był 2015 rok. W oczach kibiców był „tym trzecim”, ale miał spore grono niezwykle zaangażowanych i wiernych fanów, takich jak polska animatorka. Przez te pięć lat tak bardzo zależało mu na uwielbieniu tłumów, że większość całkowicie do siebie zniechęcił. Jak postawiony na głowie Faust: jest częścią tej siły, która wiecznie dobra pragnąc, wiecznie czyni zło. A wszystko zaczęło się od niezwykłego pokazu siły mentalnej, czyli finału US Open w 2015 roku. Tam Djoković zmierzył się z 23 tysiącami rywali. Jednym z nich był Roger Federer, resztę stanowili zachowujący się skandalicznie amerykańscy kibice. Serb zagrał genialnie. Wygrał. Dał pokaz absolutnie kosmicznego tenisa. – Kiedy krzyczeli „Roger, Roger!” wmawiałem sobie, że krzyczą „Novak, Novak!”. Czasami coś takiego daje mi dodatkowego kopa, ale szczerze mówiąc wolałbym mieć trybuny po swojej stronie – przyznawał tenisista.  Pokonany przez koronawirusa Po Serbie było doskonale widać, że brak wsparcia trybun nie jest mu w smak. Gorąca, bałkańska krew buzowała w nim, kiedy słyszał gwizdy pod swoim adresem, spowodowane tylko tym, że nie jest Federerem czy Nadalem. Przez lata to w sobie gromadził, aż wreszcie przestał sobie radzić z rolą wroga publicznego, którym stał się zanim tak naprawdę zrobił cokolwiek złego. Więc zaczął coraz bardziej wczuwać się w narzuconą rolę czarnego charakteru. W 2016 roku podczas ATP Finals w przypływie frustracji uderzył piłką w trybuny. Szczęśliwie trafił w puste krzesełko. Zapytany przez dziennikarza, czy nie boi się dyskwalifikacji, wyśmiał go, twierdząc, że równie dobrze mogą rozmawiać o tym, co by było gdyby w hali spadł śnieg.  W tym samym czasie coraz głośniej zrobiło się o wyznawanych przez niego pseudonaukowych teoriach. Współpracował z „duchowym guru” Pepe Imazem, urazy leczył końskim łożyskiem u kontrowersyjnej znachorki Marijany Novaković, dzielił się ze światem „mądrościami” dotyczącymi uzdrawiającej mocy bośniackich piramid słońca, czy o cząsteczkach wody reagujących na emocje. O ile zamieniając treningi na medytację zaszkodził wyłącznie swojej formie sportowej, o tyle jego działania od wybuchu pandemii koronawirusa były niebezpieczne dla szerokiego grona odbiorców. Nie przestrzegając zaleceń dotyczących izolacji społecznej zorganizował na Bałkanach pokazowe tenisowe turnieje Adria Cup. Kiedy pół świata siedziało zamknięte w domach, „Nole” i spółka nie tylko grali w tenisa, ale też balowali do białego rana. Efekt? Djoković, jego żona, Viktor Troicki, Borna Corić i Grigor Dimitrow złapali koronawirusa. – Nie pytajcie mnie już o moje głupie zachowania. On przebił wszystko – skomentował znany jako największy tenisowy badboy Nick Kyrgios.  Można zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie wieloletnia walka z całym światem – i zdrowym rozsądkiem – tenisowe władze może spojrzałyby przez palce na kompletnie przypadkowe uderzenie piłką sędzi liniowej w meczu US Open. Po ostatnich koronawirusowych ekscesach Djokovicia ten wybryk był dla nich jak gwiazdka z nieba. Regulamin w jasny sposób pozwalał go zdyskwalifikować, co bez większego zastanowienia szefowie rozgrywek zrobili, korzystając z wymarzonej okazji do utarcia nosa krnąbrnemu zawodnikowi. A że przy okazji turniej medialnie stracił? Że o tryumf bije się tylko grono młodych, wygłodniałych wilczków, bez wielkich gwiazd? Parafrazując Lorda Farquaada, głównego antagonistę z filmu „Shrek”, zdyskwalifikowanie Novaka było dla tenisowych decydentów „poświęceniem, na które są gotowi”.   Przyszłość pod znakiem zapytania US Open wchodzi w decydującą fazę, już bez swojej największej gwiazdy. Na placu boju pozostali zawodnicy drugiego szeregu, będący melodią przyszłości. Legalny bukmacher, firma Totolotek, widzi u mężczyzn faworytów w Daniilu Miedwiediewie (za złotówkę postawioną na jego końcowe zwycięstwo można zarobić 2,25 minus podatek) oraz Dominiku Thiemie, na którego triumf kurs w Totolotku wynosi 2.5. Niżej oceniane są szanse Saszy Zwieriewa (kurs 4.0), a kompletnie bez szans jest wg bukmacherów Pablo Carreno-Busta (do wygrania aż 15 złotych za jedną złotówkę postawioną na jego zwycięstwo, minus podatek). Do momentu niefortunnego incydentu murowanym faworytem był oczywiście Djoković. Sam przez swoją głupotę stracił co najmniej ćwierć miliona dolarów, a gracze, którzy na niego stawiali też mocno dostali po kieszeni. Dla Serba to jednak najmniejszy z problemów. Straty wizerunkowe są nieporównanie większe. Uderzając piłką Bogu ducha winną kobietę ostatecznie dokonał swojej transformacji z postaci na siłę wtłoczonej w rolę wroga publicznego, do pełnokrwistego czarnego charakteru, którym stał się na własne życzenie. Misja wyprowadzenia jego wizerunku na prostą jest na tyle straceńcza, że tym razem naprawdę przydałby mu się szaman, znachor, guru, albo piramidy słońca.