Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.
18 Listopada 2022 godz. 15:01
Ala z mat. inf.
 

Jak złożyć wniosek o paszport w Koszalinie.

Jeśli planujesz zagraniczny wyjazd i wiesz już, że będzie potrzebny Ci paszport, musisz złożyć wniosek. W Koszalinie, podobnie jak w innych miejscowościach w kraju, w którym istnieje możliwość wyrobienia dokumentu, obowiązują w tym zakresie określone procedury i wymagania. Przeczytaj tekst i poznaj je dokładnie. Składanie wniosku o paszport – nadchodzą zmiany Do tej pory wniosek o paszport pobierało się w biurze paszportowym, wypełniało na miejscu odręcznie oraz składało wraz z innymi wymaganymi dokumentami i załącznikami (np. potwierdzenie prawa skorzystania z ulgi). Zmiany w tej materii wprowadza nowa ustawa o przepisach paszportowych. Dzięki temu interesant nie musi samodzielnie wypełniać druku w urzędzie. Zamiast tego wypełnieniem formularza zajmie się elektroniczny system informatyczny i urzędnik. Wnioskodawcy pozostanie jedynie zweryfikowanie poprawności danych. Dowiedz się więcej, jak złożyć wniosek o paszport przez internet. Złożenie wniosku – co warto wiedzieć przed pójściem do urzędu? Aby uzyskać nowy paszport, trzeba złożyć wniosek, ale nie tylko, dlatego warto zagłębić się w obowiązujące przepisy. Co sprawdzić przed pójściem do urzędu, a tym samym uniknąć kłopotliwych sytuacji? Ile czasu trwają procedury? Jak długo czeka się na paszport? Zapoznaj się z obowiązującymi cenami i ulgami – ustawodawca oferuje obywatelom szereg pozycji w cenniku, dostępne są też ulgi i rozmaite zniżki. Sprawdź, o jakich obniżkach mowa i jeśli jakieś Ci przysługują, przygotuj potwierdzający to dokument. Dzięki temu zapłacisz mniej i oszczędzisz czas na uzupełnieniu dokumentacji. Dowiedz się więcej o kosztach pod tym linkiem https://paszporty.com.pl/ile-kosztuje-wyrobienie-paszportu/. Zweryfikuj godziny pracy urzędu w Koszalinie. Jeśli to możliwe, zarezerwuj termin wizyty przez internet. Sprawdź aktualność (zdjęcia wykonane nie wcześniej niż 6 miesięcy przed dniem złożenia wniosku) i wymagania techniczne dotyczące fotografii paszportowych dołączanych do wniosku. Coraz więcej osób decyduje się także na opłatę paszportu za pomocą przelewu. Pamiętaj, że urzędnik nie sprawdzi, czy przelew faktycznie został zrealizowany. Obowiązkowo wydrukuj i weź ze sobą dowód zapłaty.  Jakie dokumenty należy przygotować? Wśród dokumentów potrzebnych do złożenia kompletnego wniosku o paszport znajdują się wspomniane już fotografia kolorowa, dowód opłaty i dokument potwierdzający prawo do skorzystania z wybranej ulgi. Oprócz tego potrzebne są: ważny paszport lub dowód osobisty, zupełny bądź skrócony odpis polskiego aktu małżeństwa (przy zmianie nazwiska po zagranicznym ślubie), dokument poświadczający obywatelstwo (dodatkowo), odpis polskiego aktu stanu cywilnego (dodatkowo). Jak wygląda procedura – złożenie wniosku o paszport? Niezależnie od tego, czy dokument wyrabiasz z myślą o podróży do Tajlandii, RPA, Albanii (więcej o formalnościach w tym kraju pod adresem https://paszporty.com.pl/czy-do-albanii-potrzebny-jest-paszport/), czy dokądkolwiek indziej, wizyta w urzędzie paszportowym rozpoczyna się od weryfikacji tożsamości. Następnie urzędnik generuje z systemu wniosek, wypełnia braki, konsultuje poprawność danych z wnioskodawcą i sprawdza kompletność pozostałych dokumentów. Po tym składasz swój elektroniczny podpis. Przygotuj się też na pobranie odcisków palców. Na sam koniec pamiętaj o odbiorze potwierdzenia złożenia wniosku paszportowego. Istnieje także możliwość zaznaczenia, że chcesz otrzymać informację o możliwości odbioru paszportu drogą mailową lub telefoniczną (konieczne uzupełnienie wniosku o te dane). Wszystkie informacje dotyczące paszportów znajdziesz w serwisie paszporty.com.pl.
18 Października 2022 godz. 5:57
Ala za GDDKiA, fot. Twitter/GDDkiA Szczecin
 

S11: Ślimaczą się prace nad inwestycją "Budowa odcinka Bobolice - Szczecinek"

W styczniu br. wyłoniono najlepszą ofertę w przetargu na opracowanie dokumentacji projektowej na budowę drogi S11 na odcinku Bobolice – Szczecinek: Odcinek węzeł „Bobolice” (bez węzła) – węzeł „Szczecinek Północ” (z węzłem) i... Mimo iż mamy już połowę października to GDDKiA nadal nie publikuje żadnych informacji odnośnie terminu ogłoszenia przetargu wykonawczego na ten odcinek S11.   Przypomnijmy, w styczniu br. został rozstrzygnięty przetarg na opracowanie dokumentacji projektowej budowa drogi S11 na odcinku Bobolice – Szczecinek”. Odcinek węzeł „Bobolice” (bez węzła) – węzeł „Szczecinek Północ” (z węzłem). Wpłynęło 8 ofert cenowych, najtańszą ofertę za kwotę 6,015 mln złotych złożyła firma Transprojekt Gdański. Z tą firmą podpisano umowę. W maju tego roku prace projektowe zostały zakończone i inwestycja stanęła. Całkiem nie dawno wiceminister infrastruktury, Rafał Weber zapowiedział, że jeszcze w tym roku Rada Ministrów przyjmie uchwałę w sprawie Rządowego Programu Budowy Dróg Krajowych do 2030 (z perspektywą do 2033 r.). Dzięki temu GDDKiA będzie mogła ogłosić kolejne przetargi na nowe zadania. Będzie to między innymi odcinek S11 Bobolice – Szczecinek. To jednak tylko zapowiedź. A koszalinianie chcieliby wiedzieć, kiedy ekspresówką dojadą nie tylko do Bobolic, czy Szczecinka ale i do Poznania. Bo tak naprawdę, dopiero realizacja S11 na odcinku Kołobrzeg - Poznań zmieni sytuację wykluczenia komunikacyjnego na tym kierunku Koszalina, czy szerzej Pomorza Środkowego.   Przypomnijmy, odcinek drogi S11 Bobolice Szczecinek łączy planowany będący w realizacji (data zakończenia 2023 r.)  odcinek Koszalin – Bobolice z obwodnicą Szczecinka. Ten fragment DK nr 11 ma długość 24,5 kilometrów. Na trasie zaplanowano 2 węzły drogowe – Wierzchowo i Szczecinek Północ. Droga przewidziana jest do realizacji jako dwujezdniowa droga ekspresowa o dwóch pasach ruchu w każdą stronę. Tymczasem GDDKiA na Twitterze poinformowała o tym, że w III kw. przyszłego roku planowane jest zakończenie inwestycji budowy węzała Bobolice, który  jest zakończeniem budowanego odcinka S11 Koszalin - Bobolice, zlokalizowany jest przy DW171, ale będzie również połączony z obecną DK11. Na węźle powstaje również Obwód Utrzymania Drogi ekspresowej. Oto aktualne zdjęcia z budowy "Węzła Bobolice": 
11 Października 2022 godz. 15:54
Ala za FB/Piotr Jedliński
 

Koszalin: Będzie ciemniej i chłodniej. Niektóre imprezy odwołane

- Olbrzymie podwyżki cen prądu i gazu wymuszają na nas zdecydowaną reakcję, która pozwoli miastu stabilnie funkcjonować pomimo niedogodności, jakie czekają nas w najbliższym czasie - powiedział podczas konferencji prasowej Piotr Jedliński, prezydent Koszalina. Koszalin dołącza do wielu polskich miast, które muszą zaciskać energetycznego pasa i wdraża szereg działań mających na celu obniżenie zużycia prądu oraz ciepła. Energetyczny "Plan Oszczędnościowy" obejmie (w różnym stopniu) budynki Urzędu Miejskiego; Miejską Energetykę Cieplną; Miejskie Wodociągi i Kanalizację; Miejski Zakład Komunikacji; Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego; Zarząd Obiektów Sportowych; Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej; Koszalińskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego; Zarząd Budynków Mieszkalnych; jednostki kultury (CK 105, Muzeum, Filharmonia, Biblioteka, Teatr); placówki oświatowe; Żłobek Miejski; Centrum Usług Społecznych i Dom Pomocy Społecznej „Zielony Taras”. Co ważne, nie będziemy przechodzić na nauczanie zdalne, ani obniżać temperatury w szkołach (min. 18 stopni), przedszkolach czy żłobkach (min. 20 stopni). Wprowadzona zostaje ulga w opłatach dla koszalińskiej gastronomii (1zł za 1m). - Mamy nadzieję, że nasza pomoc ułatwi branży Gastro przetrwanie tsunami, które zabiera kolejne restauracje, bary, jadłodajnie i kawiarnie - stwierdził Jedliński.  Oszczędnościowy plan Koszalina zakłada kilkaset punktów, spośród których warto wspomnieć m.in. o: - Wyłączeniu oświetlenia zewnętrznego na budynkach miejskich od godz. 22 do godz. 6 rano; - Rezygnacji z Sylwestra Miejskiego, Jarmarku Bożonarodzeniowego oraz części iluminacji świątecznych; - Zakazie dogrzewania pomieszczeń miejskich przy pomocy dodatkowych emiterów ciepła; - Zmniejszeniu ilości małego sprzętu AGD do minimum (czajniki tylko w pomieszczeniach socjalnych); - Wprowadzeniu czujników ruchu ograniczających oświetlenie nieużywanych ciągów komunikacyjnych; - Wieczornym i weekendowym obniżaniu temperatury w miejskich budynkach; - Sukcesywnej wymianie oświetlenia na energooszczędne; - Wyłączaniu co 3 żarówki/latarni (m.in. na Wodnej Dolinie); - Oświetlaniu obiektów sportowych – „Orliki” do godz. 19.00. Oszczędności dotkną w głównej mierze pracowników Urzędu Miasta, miejskich instytucji oraz spółek. Co ważne do wprowadzenia tego planu przygotowywano się od sierpnia br.  - Pragnę również uspokoić wszystkich mieszkańców, którzy boją, że zimą nie będziemy w stanie zapewnić ogrzewania w Waszych mieszkaniach. MEC przeprowadził już wszelkie przeglądy oraz remonty i jest gotowy do dostarczania ciepła systemowego przez cały sezon grzewczy. Tyczy się to także podpisania umówi i zabezpieczenia potrzebnych do tego paliw – np. węgla - zapewnił i wyraził nadzieję, że  "sytuacja może zmienić się na lepsze za sprawą dwóch ustaw, które niebawem mają być głosowane przez Sejm. Jeżeli zostaną przegłosowane i wejdą w życie, zagwarantują samorządom ceny energii i ciepła na stałym poziomie, co w dużej mierze ułatwi nam funkcjonowanie w tym trudnym okresie".
3 Czerwca 2022 godz. 3:18
eWok, fot. archiwum
 

Koszalin: Korki na ulicach, a system ułatwiający jazdę w sądzie. W tle miliony złotych

Jazda ulicami Koszalina to dziś niestety stanie w korkach i przeklinanie. A miało być płynnie, łatwo i przyjemnie. Koszalin jako jedno z pierwszych miast w kraju postanowił sprawić sobie Inteligentny System Transportowy. Był rok 2014… To wówczas rewolucja cyfrowa naszych ulic miała stać się rzeczywistością. A to dzięki  nowoczesnemu, Inteligentnemu Systemowi Transportowemu (Intelligent Transportation Systems – ITS). Jego „praca” opierając się na przygotowanych wcześniej algorytmach oraz dostarczanych na bieżąco danych ruchowych miała wspomagać sterowaniem ruchem ulicznym, nadzorować sytuację na drogach oraz oceniać poziom bezpieczeństwa w miejscach wzmożonego ruchu drogowego oraz informować o liczbie wolnych miejsc na parkingach. Dodatkowym efektem wdrożenia systemu miała być także znaczna poprawa jakości życia koszalinian przez lepszą jakość powietrza, redukcję hałasu i usprawnienie przejazdów przez miasto pojazdów transportu zbiorowego. System powstał. I owszem, nawet został wykorzystany do promowania otwarcia w 2015 roku aqaparku. Kierowcom w Koszalinie nie dane było jednak poznać jego ani jednej zalety. Kluczem do skutecznego działania systemu ITS jest przede wszystkim przygotowanie i wdrożenie odpowiedniego systemu. Mówiąc obrazowo nie wystarczy dokonać zakupu komputera by z niego korzystać. Komputer musi posiadać system operacyjny. A koszaliński ITS się go nie doczekał… Miasto co prawda zorganizowało przetarg, który wygrała PKP Informatyka Sp. z o.o. (jedynym udziałowcem spółki PKP Informatyka spółka z o.o. są Polskie Koleje Państwowe S.A., które posiadają 100 % udziałów). I tak za 13,5 mln złotych – w 85 procentach finansowanych przez Unię Europejską - miała w mieście do końca maja 2015 roku dokonać się drogowa transformacja cyfrowa. Zamiast jej sprawa ITS trafiła do Sądu Okręgowego Szczecinie, a kierowcy nadal grzęzną w korkach.  PKP Informatyka zamontowała ekrany, czujniki, monitoring, wyświetlacze oraz okablowanie. Widzimy je na co dzień poruszając się po mieście. Na dodatek można by na nich wyświetlać nie tylko informacje usprawniające ruch w mieście ale i np. dane o jakości powietrza. Nie trzeba by montować ekranu na ratuszu… Jednak nic z tego. System nie działa, bo nie ma odpowiedniego programu. – W trosce o finanse miasta, nie mogliśmy zapłacić za coś, co nie działa – wyjaśnia Robert Grabowski, rzecznik prasowy prezydenta Koszalina. – Miasto nie odebrało wykonanej instalacji, a sprawa trafiła do sądu – dodaje rzecznik.  Spór jest obustronny. PKP Informatyka zabiega o zwrot poniesionych kosztów, tj. o 9 mln złotych. Miasto z kolei, z powodu tego, że miało otrzymać dofinansowanie z UE żąda ok. 4 mln zł z tytułu utraconych korzyści. Termin kolejnej rozprawy już za miesiąc. W szczecińskim sądzie mają być słuchani świadkowie. Nam pozostaje nadal jazda w korkach…            
30 Listopada 2022 godz. 2:45
Ala z mat. inf.
 

Jak ubrać się zimą na rower?

Wielu rowerzystów nie boi się zimy, a wręcz przeciwnie. Kiedy temperatura spada, niebo pokrywają ciemne chmury, z których lada chwila może spaść śnieg, a ulice pokryte są lodem, rowerzyści odpowiednio wyposażają swoje rowery w odblaski, błotniki i specjalne opony. Pytanie, jak rowerzysta powinien się ubrać, by zmarznąć i nie leczyć później przeziębienia lub grypy? Nieśmiertelna cebulka Na widok śniegu z automatu uruchamiają się wspomnienia, które wynieśliśmy z domu, aby ubrać się ciepło. Niestety w przypadku osób chcących aktywnie spędzić czas na świeżym, zimowym powietrzu, ta zasada może okazać się zgubna. Podczas długotrwałej jazdy rowerem zimą nasze mięśnie pracują intensywniej niż latem, co za tym idzie wytwarzamy więcej ciepła. Powinniśmy być dobrze chronieni przed deszczem, śniegiem i mroźnym wiatrem, przy czym musimy pamiętać, że intensywny trening podniesie temperaturę naszego ciała, co może skutkować szybszym przegrzaniem się i jeszcze szybszym wyziębieniem. Zimą możemy uprawiać sport na świeżym powietrzu, ubierając się na cebulkę, kiedy to pierwsza warstwa odprowadza wilgoć, druga izoluje, a trzecia ochrania przed czynnikami z zewnątrz. Pod odzież termoaktywną, posiadająca właściwości odprowadzające wilgoć, możemy ubrać ocieplaną bluzę lub polar, a na to jeszcze wodoodporną kurtkę sportową. Odzież termoaktywna Odzież termoaktywna zimą to absolutna konieczność dla fanów każdej dziedziny sportu na świeżym powietrzu, nie tylko rowerzystów. Bielizna termoaktywna zapewni nam, ciepło oraz w przeciwieństwie do bawełny, odprowadzi pot na zewnątrz. Ubierając bawełnianą podkoszulkę na rower, grypa gwarantowana. Bawełna zatrzymuję wilgoć, przez co będzie nam zimno. Bielizna termoaktywna uszyta jest z syntetycznych materiałów, które szybko schną i zapewniają cyrkulację. Wybierając zimowa odzież termoaktywną dostępną w sklep rowerowy Koszalin, dbamy o swoje zdrowie i komfort podczas treningu. Niezbędne akcesoria Zimą bardzo dokuczliwy staje się smog. Wielu rowerzystów obok innych niezbędników takich jak kask, czapka lub komin, zakłada maski antysmogowe, aby cieszyć się aktywnością i zadbać o zdrowie, jednocześnie nie narażając się na intensywny kontakt z truciznami i pyłami unoszącymi się w powietrzu.   Kask jest podstawowym elementem ochrony każdego rowerzysty. W końcu nie zapominajmy, że zima nawierzchnia staje się śliska i łatwiej o wypadki. Ryzyko drobnych stłuczeń, jak i poważnych urazów, można efektywniej zminimalizować, jeśli zabezpieczymy naszą głowę odpowiednim kaskiem, pod który oczywiście założymy ciepłą sportową czapkę lub komin zapewniający naszej twarzy ochronę przed mrozem.   Pamiętajmy też o specjalistycznych rękawiczkach. Nie warto ryzykować odmrożeniami. Rękawiczki ze specjalnie wyprofilowanymi wypustkami pozwolą pewniej trzymać kierownicę i prowadzić rower.   Bardzo ważne jest, aby pomyśleć o ochronie wzroku. Promienie słońca intensywnie odbijają się od śniegu. Jeśli wybierając się na dłuższą przejażdżkę, nie zadbasz o okulary fotochromowe, możesz doświadczyć tak zwanej ślepoty śnieżnej. Co z butami?   Dobrze, aby nasze buty nie przemokły, podobnie jak skarpety – w innym wypadku przemarzniemy. Na ratunek przychodzą ochraniacze na buty. Ich wodoszczelna powłoka oraz ocieplany środek ułatwią komfort jazdy i zabezpieczą nas przed ryzykiem wyziębień i odmrożeń.  
11 Października 2022 godz. 4:23
Ala za SWK i WZP
 

Tomasz Sobieraj: Translatory dla placówek zdrowia

2 Września 2022 godz. 12:00
Art za Newseria.pl
 
 

Antoni Piechniczek: Mieszanka młodych i doświadczonych zawodników na mundialu w Katarze może się okazać wybuchowa. Powinni nas zaskoczyć

XXII Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej Katar 2022 odbędą się od 20 listopada do 18 grudnia i będą pod wieloma względami wyjątkowe – jako pierwsze zostaną rozegrane na Bliskim Wschodzie i pierwszy raz w kraju islamskim. To będzie także pierwszy mundial, który nie odbywa się latem, a jednocześnie ostatni mundial, w którym wezmą udział 32 drużyny. – Żadnego wyniku wykluczyć nie można, ale na pewno zależałoby nam na tym, aby reprezentacja Polski po raz pierwszy od Meksyku w 1986 roku wyszła z grupy – mówi Antoni Piechniczek, były trener reprezentacji Polski w piłce nożnej. – Wszyscy oczekujemy dobrych rezultatów od naszej reprezentacji i akurat ta drużyna, która aktualnie gra, posiada w swoim składzie dużą grupę piłkarzy doświadczonych, którzy mają już za sobą i mistrzostwa świata, i mistrzostwa Europy, i eliminacje do kolejnych mistrzostw świata – kontynuuje Antoni Piechniczek. – I jest też grupa młodych, bardzo utalentowanych zawodników. Ten melanż i doświadczonych, i młodych powinien nas zaskoczyć właśnie bardzo dobrymi rezultatami. W swoim pierwszym spotkaniu grupy C reprezentacja Polski zagra 22 listopada z Meksykiem. Cztery dni później zmierzy się z Arabią Saudyjską, a 30 listopada z Argentyną. – W grupie C najwyżej notowany jest zespół Argentyny, na drugim miejscu są Meksykanie oraz reprezentacja Polski, a trzecie miejsce należy do Arabii Saudyjskiej – ocenia były trener. – Ale piłka nożna ma to do siebie, że często – szczególnie na imprezach tego typu – trafiają się duże niespodzianki, stąd żadnego wyniku wykluczyć nie można. Plan minimum to wyjście z grupy. Do sukcesu potrzeba dobrego przygotowania motorycznego i wytrzymałości szybkościowej. Jak ocenia Antonii Piechniczek, klimat Kataru nie powinien być przeszkodą, bo wszystkie mecze będą z reguły rozgrywane przy świetle elektrycznym, a więc wieczorami, kiedy słońce już tak silnie nie grzeje, a wręcz go już nie ma, bo raczej świeci księżyc. – Myślę, że zawodnicy dadzą sobie z tym radę. Miałem przyjemność pracować w Emiratach Arabskich i Katarze jako trener i też dawałem sobie radę, angażowałem się czasem bez reszty w prowadzone zajęcia. Dobrze przygotowany zespół da sobie doskonale radę – podkreśla. Jego zdaniem przygotowanie odgrywa olbrzymią rolę, ale wiele zależy też od warsztatu i doświadczenia trenera. – Wydaje mi się jednak, że trzeba bazować na doświadczeniu zawodników i nakłonić ich, aby każdy starał się dla siebie być również trenerem. Każdy zna swój organizm, wie, co poprawia mu formę, wie, jaka dieta winduje wysoko wydolność. Krótko mówiąc, potrzeba dużej współpracy trenera z zawodnikami – dodaje Antoni Piechniczek. – Piłka nożna rządzi się swoimi prawami i posiadanie jednego czy dwóch bardzo utytułowanych piłkarzy to trochę za mało. Liczy się 11 piłkarzy, liczy się drużyna i koncepcja pracy trenera. Posiłkuję się zawsze prakseologią i mówię: najważniejsza jest doskonałość, a bez doskonałości nie osiąga się dobrych rezultatów, doskonałość nie jest drobnostką i ona jest zależna od indywidualnego podejścia każdego z zawodników. Jak podkreśla, u podstaw sukcesu, który polska reprezentacja odniosła 40 lat temu, leżały pozytywy, które drzemały w zespole. Zespół posiadał wtedy piłkarzy już utytułowanych, takich jak Władysław Żmuda, król strzelców mistrzostw świata Grzegorz Lato czy Zbigniew Boniek, który wcześniej grał na mistrzostwach świata w Argentynie. Grało w nim także kilku piłkarzy młodych, takich jak Waldemar Matysik, Andrzej Buncol czy Włodzimierz Smolarek, którzy wnosili do tej gry dużo elementów opartych na determinacji, woli walki oraz świetnym przygotowaniu motorycznym. – Ja mogę tylko z perspektywy tych 40 lat powiedzieć, że przygotowaliśmy się bardzo starannie i przystępowaliśmy do każdego meczu z dużą wiarą w siebie – podsumowuje były trener reprezentacji Polski. Faza grupowa tegorocznego mundialu potrwa do 2 grudnia, 3–6 grudnia to etap spotkań 1/8 finału, a 9 i 10 grudnia to terminy ćwierćfinałów. Półfinały zostaną rozegrane 13 i 14 grudnia, mecz o trzecie miejsce 17 grudnia, a zwycięzca będzie znany następnego dnia. Tytułu mistrza świata broni Francja.
16 Sierpnia 2022 godz. 8:05
Ala z mat. inf.
 

Już 2/3 Polaków uprawia sport. Które aktywności z najwyższym ryzykiem kontuzji?

Już dwóch na trzech Polaków deklaruje, że uprawia sport, z czego połowa minimum raz w tygodniu. Co trzeci młody człowiek ćwiczy nawet 2-3 razy tygodniowo, natomiast w grupie osób powyżej 55 r.ż. aktywności nie podejmuje co drugi – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie firmy ubezpieczeniowej Wiener. Jednak jak wskazują eksperci, sport to też ryzyko kontuzji – dla 37% badanych sportowe urazy poskutkowały nieobecnością w pracy i nieprzewidzianymi wydatkami. Istnieją ubezpieczenia, dzięki którym urazy bolą mniej, przynajmniej pod kątem finansowym. Z badania przeprowadzonego na zlecenie Wiener wynika, że 65% Polaków uprawia sport. Co czwarty badany podejmuje aktywności sportowe 2-3 razy w tygodniu, 12% ćwiczy codziennie, a taki sam odsetek – raz w tygodniu. Co trzeci Polak przyznał, że w ogóle nie uprawia sportu. Najaktywniejszą grupą są ludzie młodzi – co trzecia osoba w wieku 18-24 lata uprawia sport 2-3 razy w tygodniu. Wraz z wiekiem rośnie odsetek osób niepodejmujących żadnych aktywności fizycznych – u osób w wieku powyżej 55 lat przyznał się do tego co drugi badany, w wieku 45-54 było to 40%. Nie ćwiczy co czwarty w wieku 35-44 lata i co piąty w wieku 18-34 lat. Sport to zdrowie, ale i kontuzje Według badania 38% Polaków doznało kontuzji w czasie uprawiania sportu. Częściej przytrafiały się one mężczyznom (46%) niż kobietom (31%). Kontuzje to nie tylko negatywne skutki dla sprawności, ale i finansów. Aż 37% badanych w wyniku doznanego urazu nie mogło pracować lub było zmuszonych pokryć nieprzewidziane wydatki z tym związane. Najczęściej takie sytuacje dotyczyły najstarszej grupy badanych powyżej 55 r.ż., gdzie prawie co drugi (47%) przyznał się do nieobecności w pracy przez kontuzję lub miał niespodziewane wydatki z tego powodu. Jak wskazuje Anna Bałuka, ekspertka Wiener, na rynku istnieją ubezpieczenia, które chronią osoby prowadzące aktywny tryb życia. W Wiener to Pakiet NA WSZELKI WYPADEK, który działa także wtedy, gdy amatorsko uprawiamy sport albo w czasie wolnym decydujemy się na aktywności z większym ryzykiem, takie jak wspinaczka czy jazda na rowerze na trasach z przeszkodami. TOP3 najbardziej ryzykownych sportów Najbardziej ryzykownym sportem pod względem kontuzji okazała się piłka nożna – 26% Polaków, którzy przyznali się do aktywności w tej dyscyplinie, doznało urazu. Na drugim miejscu znalazła się siatkówka, podczas której wypadek zdarzył się co czwartej osobie. Tuż za nią znalazła się koszykówka, w wyniku której kontuzji dostało 23% graczy uczestniczących w badaniu. Zdecydowanie rzadziej urazy zdarzają się podczas pływania (13%), biegania (12%), jazdy na rowerze (9%) czy fitnessu (8%). Co drugi ćwiczy dla satysfakcji, nie wyników Firma Wiener zapytała również o to, czy Polacy rejestrują lub monitorują swoje aktywności sportowe za pomocą aplikacji w smartfonie lub innych urządzeń. Okazuje się, że choć nie robi tego co drugi badany, prawie tyle samo sprawdza swoje wyniki – 28% używa do tego celu dedykowanych akcesoriów, takich jak zegarki, opaski sportowe, liczniki itp., natomiast co piąty zerka na ekran swojego smartfona.  Metodologia: Badanie przeprowadzono na ogólnopolskim panelu badawczym Ariadna metodą CAWI (Computer-Assisted Web Interview) w czerwcu 2022 roku na ogólnopolskiej próbie N=1066 osób. 
16 Kwietnia 2021 godz. 5:37
Art mat.inf.
 

Świat sponsoringu sportowego – legendarne współprace i miliardowe wydatki na promocje

Kiedy w 1928 roku Coca-Cola dostarczając napoje dla amerykańskiej reprezentacji na Igrzyska Olimpijskie w Amsterdamie zamieściła przy tym swoje reklamy, być może jeszcze nieświadomie rozpoczęła erę sponsoringu w sporcie. Pół wieku później ten sposób reklamowania wkroczył na stadiony w USA i Europie Zachodniej, a potem dotarł również do środowisk klubowych w Polsce.[1] Według najnowszego raportu Sports Sponsorship Investment[2] wydatki firm na reklamę i marketing sportowy na 2020 rok były szacowane na 48 miliardów dolarów. A w ciągu pięciu ostatnich lat wzrosły o około 20 proc. Liczby te zweryfikowała pandemia i mocno ograniczyła dotychczasowe działania globalnych marek, ale czy całkowicie? Jakie branże wydają najwięcej na sponsoring sportowy i z którymi legendarnymi klubami współpracują? Jakie trendy zdominują ten sektor w kolejnym pandemicznym roku? Sponsoring sportowy przez ostatnie kilkadziesiąt lat przeszedł ewolucję od prezentacji logotypów na szyldach reklamowych do realizacji złożonych kampanii promocyjnych, w których zaangażowane są nie tylko marki, ale i znane osobistości świata sportu. Firmy, które inwestują w tę dziedzinę, jako najważniejsze wymieniają budowę świadomości marki i jej wizerunku, prestiż, zawiązywanie emocjonalnych relacji z odbiorcami i wzrost lojalności wobec marki, ze sprzedażą swoich produktów na czele. Badania zachowań konsumentów wielokrotnie potwierdzały, że ludzie chętniej nabywają artykuły sponsorów, a nawet czasem są skłonni zapłacić więcej, jeśli wspiera bliskie im drużyny, reprezentacje czy zawodników. Sponsoring sportowy – kto wydaje najwięcej? Według raportu Sports Sponsorship Investment najwięcej na sponsoring sportu wydają branże: finansowa (5,3 mld dolarów w 2019 roku), motoryzacyjna (2,4 mld), sprzedaż detaliczna (1,3 mld), telekomunikacyjna (1 mld) i alkoholowa (0,85 mld). Ta ostatnia budzi najwięcej emocji, bo pojawiają się głosy sprzeciwu, że tzw. „procentów” nie powinno się mieszać z rywalizacją sportową. Te głosy są jednak w mniejszości, a pokazują to roczne wydatki na sponsoring właśnie w tej branży. Jeszcze kilka lat temu zbadał je portal Sportcal.com [3]i oszacował, że to około 765 mln dolarów i prognozuje się, że będą rosły. Z raportu wynikało, że w czołowej dziesiątce firm osiem to kompanie piwowarskie. To głównie efekt tego, że w wielu krajach na świecie reklama piwa, pod pewnymi warunkami, jest dozwolona. Dalej w kolejności byli producenci szampana, wina i cydru. Branża piwna w świecie sponsoringu sportowego Marki browarnicze liczą na dotarcie do masowego odbiorcy, a do tego piwo jest zwykle najtańszym dostępnym alkoholem i kojarzonym ze sportem oglądanym przez kibica. Z tego powodu tak często możemy oglądać piwne brandy w sportowych realiach. - Po pierwsze jest tu wysoka zbieżność grup docelowych. Kibice znacząco pokrywają się z konsumentami piwa. Co więcej, obydwie grupy są populacyjnie bardzo duże i regularnie spożywają ten rodzaj alkoholu, więc tym bardziej są atrakcyjne dla koncernów – uważa Grzegorz Kita, prezes Sport Management Polska. Potentatem jest amerykański Anheuser-Busch InBev, który wydaje około 250 mln dolarów rocznie (jako marka Bud Light) na partnerstwo z ligą amerykańskiego footballu NFL, a do tego jest także oficjalnym sponsorem reprezentacji Anglii w piłce nożnej. Kolejna marka z tej kompanii – Budweiser od 1994 roku jest sponsorem mundialu w piłce nożnej, czyli jednej z największych imprez sportowych na świecie. Wydaje rocznie około 85 mln dolarów. - Marki alkoholi, w tym głównie piwa, zwróciły się w stronę sportu w nadziei, że dotrą do podstawowej grupy docelowej, czyli mężczyzn w średnim wieku. Liczą, że współpraca z zespołami i zawodnikami, udział w zwycięstwach i porażkach sprawi, że zbudują też lojalność wśród kibiców – podsumował Conrad Wiacek ze Sportcal. Prysznic po bawarsku Kompanie piwowarskie działają nie tylko przy największych wydarzeniach sportowych, ale są też sponsorami klubów. Często dotyczy to lokalnych browarów. Jednym z przykładów jest długoletnia współpraca Bayernu Monachium i Paulanera. Każde mistrzostwo Niemiec w XXI wieku, a Bayern zdobył ich aż 14, jest świętowane podobnie. Jeszcze na murawie piłkarze dostają kilkulitrowe pokale wypełnione piwem, biegają po boisku i próbują oblać kolegę z drużyny, trenerów lub działaczy. Relacje ze świętowania zwykle obiegają cały świat. Producent piwa wykorzystuje też bardzo popularne w Niemczech święto Oktoberfest. Piłkarze z partnerkami zakładają bawarskie stroje i biorą udział w piwnej biesiadzie. Do tego za każdego gola w lidze Paulaner przekazuje 100 litrów piwa dla kibiców. W tym sezonie sam Robert Lewandowski, zapewnił fanom Bayernu już 3500 litrów. Choć najczęściej sport sponsorują koncerny piwowarskie, to na taki krok decydują się także producenci win i szampanów, a nawet mocniejszych trunków. W tym przypadku częściej dotyczy to dyscyplin „elitarnych”, kojarzących się zamożnością i prestiżem, ale także współpracujących z legendarnymi klubami sportowymi. Kiedy jeden diabeł szuka drugiego – sponsoring sportowy w świecie win Jednym z ciekawych przykładów z branży winiarskiej jest współpraca Manchesteru United i Casillero del Diablo. W tym przypadku można mówić o naturalnym partnerstwie. Angielski klub nosi bowiem przydomek „Czerwone Diabły”, a cała legenda wokół chilijskiego wina jest osnuta na diable, który pilnuje szlachetnego trunku. Inicjatywa współpracy wyszła z Manchesteru, który w 2010 roku miał wysłać list, że „szuka jeszcze jednego diabła” do zespołu. Efektem partnerstwa są reklamy wina na bandach podczas meczów Premier League, ale także filmy reklamowe z udziałem największych gwiazd drużyny m.in. Zlatana Ibrahimovicia, Waynea Rooneya, Juana Maty czy Davida De Gei. We wspólnie zorganizowanym konkursie „Spotkanie Legend" do wygrania jest wyjazd dla 26 osób z całego świata, w tym z Polski, na stadion Manchesteru United i rozegranie meczu o Puchar Diabła na murawie Old Trafford. - Te dwie wielkie firmy łączy nie tylko diabeł, ale też to, że należą do marek premium. Manchester to jeden z najbardziej znanych klubów sportowych na całym świecie. W 2020 roku był warty ponad 3,8 mld dolarów, co dało mu dziesiąte miejsce w rankingu i trzecie wśród klubów piłkarskich - podkreśla Dawid Piotrowski, specjalista ds. marketingu marki Casillero del Diablo. - Z kolei Casillero del Diablo to ikona win z Nowego Świata i najbardziej znane wino z Ameryki Południowej. To najlepszy ambasador Chile na całym świecie. Jest obecne w większej liczbie krajów na świecie niż działa chilijskich ambasad. A więc zarówno w piłce nożnej, jak i w produkcji wina łączy nas nasz legendarny duch, determinacja i pasja do doskonałości. Świeżym przykładem, że koronawirus nie stanął na drodze branży alkoholowej w inwestowaniu w sport, jest podpisana pod koniec marca czteroletnia umowa między Hiszpańskim Związkiem Piłki Nożnej, a winnicą Familia Torres. Marka wina Sangre de Toro (Krew byka) została sponsorem reprezentacji kobiet, mężczyzn i zespołów młodzieżowych U-21 Hiszpanii. Będzie widoczna podczas najważniejszych imprez - mistrzostw Europy, mistrzostw świata czy Igrzysk Olimpijskich. Producent wina zaznacza, że piłka nożna to największe źródło rozrywki na świecie. 2 miliardy ludzi oglądało Euro w 2016 roku, a prawie 3,6 mld mundial dwa lata późnej i podkreśla, że wpływ na sprzedaż produktów jest ogromny. - Dzielimy się naszą miłością do piłki nożnej z kibicami i wspieramy reprezentacje. Chcemy wspólnie świętować życie i wznosić toasty za zwycięstwa z przyjaciółmi i rodziną. Piłka nożna i wino łączą ludzi, a także budują przyjaźnie - mówi Sanda Sanabria, dyrektor marketingu marki. Szampan i truskawki ze śmietaną Jedną z tradycji tenisowego turnieju na Wimbledonie są szampan i truskawki ze śmietaną. Co roku na kortach All England Lawn Tennis and Croquet Club sprzedaje się około 28 ton owoców i 25 tys. butelek „wina z bąbelkami”. Francuski szampan Lanson jest oficjalnym partnerem wielkoszlemowego turnieju od 2001 roku, a współpracuje od 1977 roku. Przygotowuje specjalne edycje butelek, których grafika nawiązuje do tenisowej rakiety czy zielonej murawy, na której grają tenisiści. Na partnerstwo z najbardziej prestiżowym turniejem tenisowym wydaje około 4 mln dolarów rocznie. Jeśli chodzi o naprawdę mocne alkohole, to od ubiegłego roku nowym partnerem najlepszej ligi koszykarskiej na świecie NBA – został koniak Hennessy. Kolejny przykład to whisky Canadian Club, które jest partnerem tenisowego turnieju Australian Open. W tym roku kanadyjska marka przedłużyła umowę o kolejne siedem lat. - Prestiżowe „produkty” sportowe są wręcz idealne do prezentowania towarów luksusowych, a zwłaszcza do budowy wizerunku tych produktów i docierania do odpowiedniej grupy docelowej. W marketingu sportowym występuje tzw. efekt aureoli, który pozwala na przenoszenie cech i atrybutów sponsorowanego wydarzenia czy klubu sportowego na reklamowany produkt – podkreśla Grzegorz Kita. Prognozy na 2021 rok – esport rośnie najmocniej Sponsoring nadal będzie mocno obecny w tradycyjnym sporcie – choćby z tego powodu, że odbędą się kluczowe imprezy przeniesione z ubiegłego roku – Igrzyska Olimpijskie w Tokio czy mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Coraz bardziej będzie rosła jego rola w e-sporcie. W 2020 roku wydatki firm sięgnęły 800 mln dolarów. To wzrost o 20 proc. w porównaniu do 2019 roku. E-sport daje możliwość kontaktu z młodszą publicznością, do której dostęp był do tej pory utrudniony. To też nowa droga dla firm, dla których promocja marek w tradycyjnym sporcie skomplikowała się z powodu pandemii. Według analizy Nielsen Sports „The changing value of sponsorship” wydatki z ery przedcovidowej na e-sport wzrosną z 347 mln dolarów do 842 mln dolarów w 2025 roku.   [1] Jarosław Kończak, Ewolucja i trendy w sponsoringu sportowym, UW [2] https://www.warc.com/newsandopinion/news/global-ad-trends-tokyo-olympics-drives-sports-sponsorship-new-record/43161 [3] „Sponsorship Sector Report: Alcoholic Beverages”; https://www.sportcal.com/News/Search/121339
8 Marca 2021 godz. 1:46
Art za UM Koszalin
 

Sportowcy otrzymali miejskie nagrody

Prezydent Piotr Jedliński zaakceptował protokół Komisji ds. nagród sportowych za osiągnięte wyniki sportowe oraz za osiągnięcia w działalności sportowej w 2020 roku. Komisja rozpatrzyła 68 wniosków, a pula nagród wynosiła 60 000 złotych. Wnioski były oceniane w pięciu kategoriach: zawodnik, zawodnik niepełnosprawny, trener i działacz sportu. Z tytułu osiągniętych wyników sportowych w krajowym i międzynarodowym współzawodnictwie sportowym nagrody finansowe w kategorii „Zawodnik" przyznano 45 osobom, w tym 11 zawodnikom niepełnosprawnym. Nagrody finansowe w kategorii „Trener" przyznano 11 osobom. Nagrody finansowe w kategorii „Działacz Sportu" za działalność społecznikowską i organizatorską, przyznano 1 osobie. Komisja rozpatrywała również kandydatury osób do wyróżnień specjalnych za wyniki sportowe oraz za osiągnięcia w działalności sportowej za 2020 rok, jakimi są statuetki „NIKE", a które dotychczas były wręczane podczas „Koszalińskiej Gali Laurów Sportu". Większość członków Komisji uznała jednak, że tego typu wyróżnienia za 2020 rok nie należy przyznawać, bo wyniki i osiągnięcia sportowe w 2020 roku nie były na tyle wysokie, aby przyznać wyróżnienia specjalne w postaci statuetki „NIKE". Ponieważ nie przyznano najważniejszych wyróżnień za 2020 rok dla Sportowca Roku i Trenera Roku, Komisja postanowiła nie przyznawać także statuetki „NIKE" w kategorii Działacz Sportu.   Ze względu na obostrzenia spowodowane pandemią COVID-19, Prezydent Miasta odstąpił od organizacji „Koszalińskiej Gali Laurów Sportu" oraz ze wspólnego spotkania ze sportowcami, trenerami i działaczami, które od kilku lat odbywało się w Filharmonii Koszalińskiej.Decyzją Prezydenta Miasta listy gratulacyjne zostaną przesłane laureatom pocztą, a nagrody finansowe zostaną przelane na konta bankowe.
19 Listopada 2020 godz. 5:54
Art za Arskom Group
 

Wieczna młodość i kij w mrowisku. Zlatan szokuje nie tylko na boisku

Kiedy debiutował w seniorskim futbolu, Leo Messi był dzieckiem cierpiącym na niedobór hormonu wzrostu, a 14-letni Cristiano Ronaldo przekonywał mamę, żeby odpuścić szkołę na rzecz futbolu, słusznie wierząc, że czeka go świetlana przyszłość. Dzisiaj, mając 39 lat na karku, Zlatan Ibrahimović wciąż jest czołowym napastnikiem świata, liderem klasyfikacji strzelców Serie A, który ma w tym sezonie na koncie tyle goli, co CR7 i Messi razem wzięci. Gra na tyle dobrze, że zasugerował nawet możliwość powrotu do reprezentacji Szwecji. Jaki jest sekret jego długowieczności? Pomimo szalejącej w całej Europie pandemii koronawirusa, prace nad filmem biograficznym o Zlatanie Ibrahimoviciu, opartym na jego głośnej książce „Ja, Zlatan”, idą pełną parą. Twórcy produkcji, która ma trafić do kin jesienią przyszłego roku, zacierają ręce patrząc na obecną formę gwiazdora AC Milan, który łamie wszelkie prawidła dotyczące najlepszego wieku dla piłkarza, będąc znów jednym z czołowych napastników świata. Dzięki jego grze Rossoneri po raz pierwszy od lat poważnie liczą się w walce o mistrzostwo Serie A, a sam Szwed puścił oko do swoich rodaków, sugerując na Instagramie możliwość powrotu do reprezentacji Szwecji, z którą Polska zmierzy się nadchodzących mistrzostwach Europy. Filmowa opowieść będzie skoncentrowana na drodze młodego syna imigrantów z Bałkanów do międzynarodowej kariery, ale historia jego sukcesu wciąż pisze się na naszych oczach. – Zlatan to nie tylko fantastyczny piłkarz, ale też historia nieporównywalna z innymi. Jego podróż z przedmieść Malmö na światowe areny to klasyczna opowieść z gatunku „od pucybuta do milionera”. Chcieliśmy uchwycić całą złożoność jego drogi i podkreślić kluczowe punkty zwrotne, a także kryzysowe momenty – podkreśla współscenarzysta filmu i autor biografii Zlatana, David Lagercrantz. Producenci mają szczęście, że scenariusz prowadzi nas przez życie piłkarza tylko do 23 roku życia, bo w przeciwnym razie musieliby przygotować nie film, tylko wieloodcinkowy serial. I pewnie nie skończyłoby się na jednym sezonie. Rozstania i powroty Sam romans Zlatana z drużyną narodową to materiał na wielogodzinną hollywoodzką opowieść. Odcinek pierwszy: w poszukiwaniu tożsamości. Ibrahimović miał do wyboru aż trzy reprezentacje. Urodził się w Szwecji, jego tata jest Bośniakiem, a mama Chorwatką. Ostatecznie postawił na zespół Trzech Koron, odwdzięczając się w ten sposób krajowi, który go wychował.  Odcinek drugi: zespół jednej gwiazdy. Na przestrzeni piętnastu lat rozegrał w żółto-niebieskich barwach 116 spotkań, zdobył 62 bramki i… niczego szczególnego nie osiągnął. Szwedzi ze Zlatanem w składzie przeważnie albo nie kwalifikowali się do wielkich turniejów, albo odpadali w fazie grupowej. Największy sukces ostatnich lat – ćwierćfinał Mistrzostw Świata 2018 – osiągnęli, kiedy Ibry w kadrze zabrakło. – Mundial beze mnie nie ma sensu, nie ma po co tego oglądać. Ale Szwecji będzie łatwiej, przynajmniej zagra bez presji. Ze mną musiałaby walczyć o zwycięstwo, taki mam charakter – mówił przed turniejem, który śledził z loży VIP, jako przedstawiciel jednego ze sponsorów. Okazało się, że faktycznie Szwedom poszło najlepiej od lat, a z turniejem pożegnali się dopiero po porażce w ¼ finału z późniejszymi wicemistrzami, Anglią. Odcinek trzeci: rozstania i powroty. O tym, że Zlatan nie ma łatwego charakteru, nie trzeba nikogo przekonywać. Najlepiej zdają sobie z tego sprawę kolejni selekcjonerzy kadry. Jako pierwszy skonfliktował się z nim Lars Lagerbäck. W 2006 roku przed meczem eliminacji do Euro Ibra wybrał się do klubu nocnego wspólnie z Olofem Mellbergiem i Christianem Wilhelmssonem. Selekcjoner odesłał całe trio do domów za złamanie zasad obowiązujących na zgrupowaniu. I o ile dwaj koledzy posypali głowy popiołem i na kolejnym zgrupowaniu wrócili do łask, o tyle Zlatan uznał, że kara była niesłuszna i rozpoczął kilkumiesięczny bojkot drużyny narodowej. Powrót nie trwał długo. Dwa lata później, po tym jak zespół narodowy nie zakwalifikował się na mundial w RPA, Ibrahimoviciowi odechciało się grać w kadrze. Po kilku miesiącach dał się przekonać do powrotu nowemu selekcjonerowi, Erikowi Hamrenowi, który powierzył mu opaskę kapitańską.  Odcinek czwarty: kij w mrowisku. Ostatecznie (?) Zlatan rozstał się z drużyną narodową po Euro 2016, na którym Szwedzi, jako jedna z nielicznych drużyn w nowej formule, nie wyszli nawet z grupy. Od tego czasu Trzy Korony grają lepiej, przestały być uzależnione od jednego zawodnika. Nawet kibicom jego ewentualny powrót nie jest w smak – dziennik Aftonbladet przed mundialem 2018 zrobił ankietę, w której 63% badanych stwierdziło, że jest przeciwne ewentualnemu powrotowi napastnika do kadry. Nie przeszkadza to Zlatanowi w regularnym wkładaniu kija w mrowisko. Po raz ostatni zrobił to niedawno, wrzucając na Instagrama swoje zdjęcie w żółto-niebieskiej koszulce, z podpisem „dawno się nie widzieliśmy”. Medialna burza znowu odżyła, dopiero słowa selekcjonera Janne Anderssona, który przypomniał, że Ibra 4,5 roku temu ogłosił koniec gry w kadrze i nic w tej sprawie się nie zmieniło, uspokoiły sytuację. Na razie, bo Zlatan w takiej formie byłby łakomym kąskiem dla każdej drużyny na świecie. Co ciekawe, w ciągu kilku tygodni, kiedy jego comeback wydawał się realny, kursy u bukmacherów na to, że Szwecja zdobędzie mistrzostwo Szwecji spadły. Obecnie na przykład w firmie Totolotek, u legalnego bukmachera, za jedną złotówkę postawioną na to zdarzenie można zarobić aż sto złotych (minus podatek). To dokładnie taka sama stawka, jak za historyczny triumf biało-czerwonych, którzy zmierzą się ze Szwedami w fazie grupowej. W oczach ekspertów z branży bukmacherskiej, powrót snajpera Milanu byłby tym czynnikiem, który sprawiłby, że Szwedzi byliby nieznacznie lepsi od Polaków. Dogania własną reputację W ostatnich latach eksperci i kibice z całego świata często podnosili głosy, że klasa sportowa Ibrahimovicia nie nadąża za jego wybujałym ego i rozbuchanym gwiazdorskim wizerunkiem. Teksty piłkarza w stylu „To nie Zlatan ma koronawirusa, tylko koronawirus Zlatana” przestały bawić, a zaczęły żenować przez swoje natężenie. Tak jak dawniej żarty o Chucku Norrisie. O ile jednak odtwórca roli „Strażnika Teksasu”, wbrew pogłoskom, pewnie jednak nie byłby w stanie trzasnąć drzwiami obrotowymi czy kozłować piłką lekarską na plaży, o tyle Ibrahimović swoją dyspozycją w wieku 39 lat udowadnia, że jednak ma w sobie coś nadludzkiego. Przede wszystkim jest to nadludzka pasja do pracy. – Cierpię, kiedy trenuję, ale kocham to cierpienie. Od najmłodszych lat musiałem robić więcej niż inni. Bez tego nie byłbym Zlatanem – podkreśla „Ibrakadabra”. Wszystkim wydawało się, że kiedy w wieku blisko 37 lat wyjeżdżał za ocean, żeby grać w MLS, rozpoczął właśnie epilog pięknej piłkarskiej historii. Kiedy jednak kibice powoli dojadali popcorn i szykowali się na napisy końcowe, okazało się, że bohater dopiero się rozkręca. Oby ostatnie fragmenty tej epickiej historii nie koncentrowały się na ucieraniu nosa Polakom. Jednego, Krzysztofa Piątka, już pozbawił nadziei na zrobienie kariery na San Siro. Oby Jens Andersson dalej uparcie trwał w postanowieniu o nieprzywracaniu Ibrahimovicia do drużyny narodowej, bo „skrzywdzeni” na Euro mogą zostać nasi kolejni rodacy.
10 Września 2020 godz. 12:01
Art za Arskom Group
 

Od bombardowań Belgradu po dyskwalifikację z US Open. Novak Djoković – dziecko wiecznej wojny

Tenisowy mistrz. Rozkapryszony dzieciak. Człowiek z obsesją zwycięstwa. Antyszczepionkowiec. Filantrop. Furiat. Dziecko wojny. To nie skład dziwacznej drużyny, tylko niezwykle skondensowany opis jednego sportowca – Novaka Djokovicia. Serba, który niedawno za pozornie błahe przewinienie został zdyskwalifikowany z wielkoszlemowego US Open. I który przez ostatnie lata uczciwie na to wykluczenie zapracował, zniechęcając do siebie znaczną większość tenisowego świata. Tego, który zawsze będzie „tym trzecim”, nawet jeśli zostanie sam na szczycie. Pojawił się na wielkiej tenisowej scenie, kiedy klucze do serc kibiców były już rozdane. Większa część była w rękach szwajcarskiego gentlemana Rogera Federera, nieco mniejsza jego największego rywala, prostolinijnego Hiszpana Rafaela Nadala. Novak Djoković ze swoją wielką sportową klasą pojawił się w niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie. Z wielkim prawdopodobieństwem zakończy karierę jako najwybitniejszy zawodnik w historii. Już dziś pod względem liczby wielkoszlemowych triumfów depcze po piętach dwóm wielkim rywalom, a jest od obu młodszy i mniej wyeksploatowany. Jednak najważniejszą dla siebie walkę od lat przegrywał. – Ma bolesną zadrę w sercu, bo chce by cały świat go kochał, a tak się nie dzieje – analizował John McEnroe, legendarny tenisista. Amerykański dziennikarz Ben Rothenberg szedł jeszcze dalej, twierdząc, że najmocniej wspierana przez kibiców trójka tenisistów na świecie to Federer, Nadal, i ten, który akurat gra przeciwko Djokoviciowi. Przez ostatnie miesiące „Nole” zajmował się głównie wbijaniem kolejnych gwoździ do swojej wizerunkowej trumny, zaczynając od organizowania pokazowych turniejów tenisowych na Bałkanach, w trakcie których ignorował wszelkie reguły bezpieczeństwa epidemicznego, a kończąc na kompletnie przypadkowym i ekstremalnie głupim uderzeniu sędziny liniowej piłką, co kosztowało go przeszło ćwierć miliona dolarów w nagrodach i – prawdopodobnie – wielkoszlemowy tytuł.  Lokalny bohater, globalny wróg publiczny Analizując dane z Google, Djoković jest najpopularniejszym tenisistą w siedmiu krajach: Serbii, Czarnogórze, Bośni i Hercegowinie, Chorwacji, Słowenii, Kosowie i Macedonii Pólnocnej. Na Bałkanach to lokalny bohater, filantrop wspierający lokalne społeczności, którego fundacja zbudowała 43 przedszkola i wyszkoliła ponad 1500 nauczycieli. Serb miał 12 lat, kiedy przeżył naloty sił NATO, bombardujących jego rodzinny Belgrad. Trenował gdzie tylko mógł, odbijając tysiące razy piłkę o ściany zrujnowanego basenu. Nigdy nie porzucił marzenia o wielkoszlemowym tytule. O byciu największym. O pójściu w ślady Pete’a Samprasa, zwycięzcy Wimbledonu w 1993 roku – pierwszego wielkiego turnieju oglądanego przez małego „Nole”. Jego drogę do wielkości znakomicie pokazała Polka Zuzanna Szyszak w nagrodzonym m.in. na festiwalu w Palermo krótkometrażowym filmie animowanym „Ajde!”.  – Brakuje mi słów po obejrzeniu „Ajde The Movie”. Ten film przywołał tyle wspomnień, że popłakałem się ze wzruszenia. Jestem zaszczycony tym dziełem sztuki. Zuzanno, zrobisz jeszcze wiele niesamowitych rzeczy w swoim życiu. Kawał dobrej roboty! – napisał po jego obejrzeniu sam Djoković. To był 2015 rok. W oczach kibiców był „tym trzecim”, ale miał spore grono niezwykle zaangażowanych i wiernych fanów, takich jak polska animatorka. Przez te pięć lat tak bardzo zależało mu na uwielbieniu tłumów, że większość całkowicie do siebie zniechęcił. Jak postawiony na głowie Faust: jest częścią tej siły, która wiecznie dobra pragnąc, wiecznie czyni zło. A wszystko zaczęło się od niezwykłego pokazu siły mentalnej, czyli finału US Open w 2015 roku. Tam Djoković zmierzył się z 23 tysiącami rywali. Jednym z nich był Roger Federer, resztę stanowili zachowujący się skandalicznie amerykańscy kibice. Serb zagrał genialnie. Wygrał. Dał pokaz absolutnie kosmicznego tenisa. – Kiedy krzyczeli „Roger, Roger!” wmawiałem sobie, że krzyczą „Novak, Novak!”. Czasami coś takiego daje mi dodatkowego kopa, ale szczerze mówiąc wolałbym mieć trybuny po swojej stronie – przyznawał tenisista.  Pokonany przez koronawirusa Po Serbie było doskonale widać, że brak wsparcia trybun nie jest mu w smak. Gorąca, bałkańska krew buzowała w nim, kiedy słyszał gwizdy pod swoim adresem, spowodowane tylko tym, że nie jest Federerem czy Nadalem. Przez lata to w sobie gromadził, aż wreszcie przestał sobie radzić z rolą wroga publicznego, którym stał się zanim tak naprawdę zrobił cokolwiek złego. Więc zaczął coraz bardziej wczuwać się w narzuconą rolę czarnego charakteru. W 2016 roku podczas ATP Finals w przypływie frustracji uderzył piłką w trybuny. Szczęśliwie trafił w puste krzesełko. Zapytany przez dziennikarza, czy nie boi się dyskwalifikacji, wyśmiał go, twierdząc, że równie dobrze mogą rozmawiać o tym, co by było gdyby w hali spadł śnieg.  W tym samym czasie coraz głośniej zrobiło się o wyznawanych przez niego pseudonaukowych teoriach. Współpracował z „duchowym guru” Pepe Imazem, urazy leczył końskim łożyskiem u kontrowersyjnej znachorki Marijany Novaković, dzielił się ze światem „mądrościami” dotyczącymi uzdrawiającej mocy bośniackich piramid słońca, czy o cząsteczkach wody reagujących na emocje. O ile zamieniając treningi na medytację zaszkodził wyłącznie swojej formie sportowej, o tyle jego działania od wybuchu pandemii koronawirusa były niebezpieczne dla szerokiego grona odbiorców. Nie przestrzegając zaleceń dotyczących izolacji społecznej zorganizował na Bałkanach pokazowe tenisowe turnieje Adria Cup. Kiedy pół świata siedziało zamknięte w domach, „Nole” i spółka nie tylko grali w tenisa, ale też balowali do białego rana. Efekt? Djoković, jego żona, Viktor Troicki, Borna Corić i Grigor Dimitrow złapali koronawirusa. – Nie pytajcie mnie już o moje głupie zachowania. On przebił wszystko – skomentował znany jako największy tenisowy badboy Nick Kyrgios.  Można zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie wieloletnia walka z całym światem – i zdrowym rozsądkiem – tenisowe władze może spojrzałyby przez palce na kompletnie przypadkowe uderzenie piłką sędzi liniowej w meczu US Open. Po ostatnich koronawirusowych ekscesach Djokovicia ten wybryk był dla nich jak gwiazdka z nieba. Regulamin w jasny sposób pozwalał go zdyskwalifikować, co bez większego zastanowienia szefowie rozgrywek zrobili, korzystając z wymarzonej okazji do utarcia nosa krnąbrnemu zawodnikowi. A że przy okazji turniej medialnie stracił? Że o tryumf bije się tylko grono młodych, wygłodniałych wilczków, bez wielkich gwiazd? Parafrazując Lorda Farquaada, głównego antagonistę z filmu „Shrek”, zdyskwalifikowanie Novaka było dla tenisowych decydentów „poświęceniem, na które są gotowi”.   Przyszłość pod znakiem zapytania US Open wchodzi w decydującą fazę, już bez swojej największej gwiazdy. Na placu boju pozostali zawodnicy drugiego szeregu, będący melodią przyszłości. Legalny bukmacher, firma Totolotek, widzi u mężczyzn faworytów w Daniilu Miedwiediewie (za złotówkę postawioną na jego końcowe zwycięstwo można zarobić 2,25 minus podatek) oraz Dominiku Thiemie, na którego triumf kurs w Totolotku wynosi 2.5. Niżej oceniane są szanse Saszy Zwieriewa (kurs 4.0), a kompletnie bez szans jest wg bukmacherów Pablo Carreno-Busta (do wygrania aż 15 złotych za jedną złotówkę postawioną na jego zwycięstwo, minus podatek). Do momentu niefortunnego incydentu murowanym faworytem był oczywiście Djoković. Sam przez swoją głupotę stracił co najmniej ćwierć miliona dolarów, a gracze, którzy na niego stawiali też mocno dostali po kieszeni. Dla Serba to jednak najmniejszy z problemów. Straty wizerunkowe są nieporównanie większe. Uderzając piłką Bogu ducha winną kobietę ostatecznie dokonał swojej transformacji z postaci na siłę wtłoczonej w rolę wroga publicznego, do pełnokrwistego czarnego charakteru, którym stał się na własne życzenie. Misja wyprowadzenia jego wizerunku na prostą jest na tyle straceńcza, że tym razem naprawdę przydałby mu się szaman, znachor, guru, albo piramidy słońca.