Koszalin, Poland
wydarzenia

Pod prąd na ul. Zwycięstwa? Czemu nie!

Art, fot. Czytelnik - 14 minut temu
Tego jeszcze chyba nie było. Jeden z kierowców najwyraźniej tak bardzo chciał skrócić sobie drogę, że postanowił pojechać… pod prąd. Na ul. Zwycięstwa zrobiło się przez chwilę naprawdę gorąco i głośno. Dźwięk klaksonów zwrócił uwagę także przechodniów!

Trwa dyskusja o „Porcie Koszalin”. Zbigniew Choiński przypomniał pierwszą próbę budowy portu w Unieściu

eWok, fot. FB/Zbigniew Choiński - 6 godzin temu
Debata wokół projektu „Port Koszalin” sięgnęła swoich korzeni. Przypomniał je Zbigniew Choiński, który przez blisko 20 lat pełnił funkcję wójta gminy Mielno i przez lata był jednym z najważniejszych uczestników lokalnego życia samorządowego. Zbigniew Choiński jest mieszkańcem Mielna od urodzenia. Jego rodzice należeli do grona pierwszych osadników, którzy zamieszkali tu po wojnie, w 1946 roku. W latach 1990–2010, przez pięć kadencji, sprawował urząd wójta gminy Mielno. Prywatnie jest miłośnikiem podróży, przyrody, nart oraz zimowego pływania w lodowatej wodzie. Były samorządowiec najpierw zamieścił w mediach społecznościowych emocjonalny komentarz, a następnie opublikował post: „Tak było z pierwszą próbą budowy portu w Unieściu. Potem już nigdy nie było tak dobrych warunków finansowania”. Do wpisu dołączył archiwalny artykuł „Głosu Koszalińskiego” z listopada 2004 roku, przypominając jedną z najważniejszych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnych inwestycyjnych debat sprzed lat. Link do posta:  TUTAJ. Choiński podkreśla, że przed laty gmina miała wyjątkową szansę na pozyskanie ogromnych środków unijnych na budowę nowego portu rybackiego przy kanale w Unieściu. Jak zaznacza, do wykorzystania było blisko 50 mln euro, a warunki finansowania były niezwykle korzystne. Projekt mógł zostać zrefundowany w całości, co oznaczało możliwość uzyskania przez gminę środków pokrywających 100 procent poniesionych nakładów. Jednak mimo wielomiesięcznych rozmów z rybakami z Chłopów i Unieścia nie udało się przekonać środowiska do wspólnego działania. Tylko nieliczni dostrzegli w tej inwestycji realną szansę rozwojową. Większość pozostała sceptyczna, a część zaczęła kierować protesty. W tej sytuacji nie było szans ani na skuteczne złożenie wniosku, ani na uzyskanie wielomilionowej dotacji. „Ot, prawa demokracji”- podsumował. Archiwalny materiał prasowy pokazuje, że już w 2004 roku temat portu wywoływał duże emocje. Artykuł zatytułowany „Awantura o port” opisywał spór pomiędzy władzami gminy a lokalnymi rybakami. Z jednej strony samorząd widział w inwestycji historyczną szansę na rozwój i modernizację infrastruktury rybackiej. Z drugiej strony wielu rybaków sprzeciwiało się przeniesieniu działalności w rejon kanału jamneńskiego, oddalonego o kilka kilometrów od ich dotychczasowej przystani. W przywoływanych relacjach rybacy zwracali uwagę przede wszystkim na codzienny wymiar swojej pracy i przywiązanie do obecnego miejsca. Podkreślali, że przystań znajduje się blisko domów, jest oswojona i praktyczna. Obawiali się, że nowy port oznaczałby nie tylko zmianę lokalizacji, ale także podporządkowanie ich pracy nowym zasadom i interesom, które niekoniecznie odpowiadałyby ich potrzebom. Z kolei ówczesny wójt Zbigniew Choiński mając realną wizje portu argumentował, że tak korzystnej oferty finansowania nie wolno było odrzucać. Przekonywał, że nowoczesny port byłby szansą nie tylko dla samych rybaków, ale również dla całej gminy. W jego ocenie inwestycja mogła stać się impulsem rozwojowym, który w przyszłości wzmocniłby znaczenie Unieścia i Mielna. Były wójt przypomina również, że nie była to jedyna utracona możliwość. Jak zaznacza, później pojawiła się jeszcze szansa na skorzystanie z programu wsparcia dla rybaków, którzy mogli tworzyć czteroosobowe grupy i otrzymać po 150 tys. zł na osobę na inwestycje związane z działalnością rybacką. Teoretycznie mogło powstać pięć lub sześć takich grup, jednak nie powstała ani jedna. W ocenie Choińskiego była to największa niewykorzystana szansa rozwoju gminy w ciągu minionego dwudziestolecia samorządu. W swoim wpisie były samorządowiec zwraca też uwagę, że kolejne programy pomocowe, choć nadal istniały, nie dawały już tak dobrych warunków jak wcześniej. Z czasem rosła konkurencja o środki, a pula dostępnych pieniędzy stawała się coraz mniejsza. Jego zdaniem to właśnie początek lat dwutysięcznych był momentem, w którym inwestycję można było zrealizować na dobrych zasadach. Dzisiejsza dyskusja o „Porcie Koszalin” pokazuje więc, że temat portowej infrastruktury w tym rejonie jest nadal "żywy". Powraca po latach w zmienionych realiach politycznych, gospodarczych i społecznych, ale wciąż dotyka tych samych pytań: o rozwój, o wykorzystanie historycznych szans, o zgodę społeczną i o to, czy lokalna wspólnota potrafi mówić jednym głosem w sprawach strategicznych. Wpis Zbigniewa Choińskiego i przypomnienie artykułu sprzed ponad dwóch dekad to nie tylko powrót do lokalnej historii. To także wyraźny głos w obecnej debacie, głos człowieka który uważa, że jedna z największych rozwojowych szans dla gminy została wówczas zaprzepaszczona.

Koszalinianie chcą pamiętać o doktorze Józefie Szantyrze

Ala, fot. Muzeum Koszalin - 7 godzin temu
W Koszalinie narodziła się ważna inicjatywa społeczna, której celem jest uhonorowanie pamięci doktora Józefa Szantyra, pierwszego dyrektora Szpitala Wojewódzkiego w mieście, wybitnego chirurga i jednego z tych ludzi, którzy po zakończeniu II wojny światowej współtworzyli od podstaw lokalną służbę zdrowia. Doktor Józef Szantyr przybył na ziemie odzyskane z Brasławia, położonego w okolicach Wilna. W trudnych, powojennych realiach, na gruzach zniszczonego Koszalina, wraz z grupą oddanych współpracowników organizował opiekę medyczną dla mieszkańców. Był jednym z tych, którzy swoją wiedzą, odwagą i determinacją budowali fundamenty ochrony zdrowia w mieście i przyczynili się do rozwoju koszalińskiego szpitalnictwa. Dawni współpracownicy i pacjenci wspominają go nie tylko jako znakomitego lekarza i wybitnego chirurga, ale również jako człowieka o ogromnym sercu, bez reszty oddanego pacjentom i lokalnej społeczności. Jego zaangażowanie, gotowość do niesienia pomocy i codzienna praca w niezwykle trudnych czasach pozostawiły trwały ślad w historii Koszalina. W pamięci tych, którzy mieli okazję spotkać doktora Szantyra osobiście, zapisał się także jako człowiek skromny, życzliwy i serdeczny. Był osobą spokojną, pełną kultury i oddania innym, a jego postawa do dziś budzi szacunek i wdzięczność. W imieniu najbliższej, żyjącej rodziny, córki, synowej oraz dwojga dorosłych wnucząt  zwrócono się do Rady Miejskiej Koszalina z prośbą o upamiętnienie doktora Józefa Szantyra poprzez nadanie jego imienia jednej z ulic, ronda lub innego obiektu w mieście. Petycja w tej sprawie została skierowana również do prezydenta Koszalina Tomasza Sobieraja. Inicjatywa zyskała poparcie ważnych lokalnych środowisk i organizacji. Wsparły ją Okręgowa Izba Lekarska, Stowarzyszenie Przyjaciół Koszalina oraz Koszalińskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne. To wyraźny sygnał, że pamięć o doktorze Szantyrze pozostaje w Koszalinie żywa, a jego zasługi są doceniane nie tylko przez rodzinę, ale również przez mieszkańców i przedstawicieli różnych środowisk. Pomysłodawcy podkreślają, że pamięć o takich osobach powinna być pielęgnowana i przekazywana kolejnym pokoleniom. To właśnie dzięki ludziom takim jak doktor Józef Szantyr powojenny Koszalin mógł się odbudowywać, rozwijać i stawać się miejscem bezpieczniejszym dla swoich mieszkańców. Obecnie propozycja znajduje się w utworzonym w Koszalinie "Banku Nazw" pod dwoma pozycjami. Pierwsza "Józefa Szantyra" miałaby zastąpić obecną "Franciszka Zubrzyckiego", a druga "Doktora Franciszka Szantyra" rondo u zbiegu ulic: Zwycięstwa, Zielonej i Ruszczyca. Obie propozycje uzyskały opinię pozytywną.  Uhonorowanie jego imienia w przestrzeni miejskiej byłoby nie tylko wyrazem wdzięczności, ale także ważnym symbolem pamięci o tych, którzy swoją codzienną pracą, poświęceniem i służbą drugiemu człowiekowi współtworzyli historię miasta.    

MiU po raz piąty. Koszalin znów staje się przestrzenią spotkania sztuki, projektowania i architektury

Ala, film: FB/CK105 Koszalin - wczoraj, 20:25
Tegoroczna, już piąta edycja MiU po raz kolejny potwierdza, że wydarzenie to na stałe wpisało się w artystyczną i projektową mapę Koszalina. Wystawa prezentuje dorobek projektowy wykładowców, absolwentów, studentów, a także przyjaciół Wydziału Architektury i Wzornictwa Politechniki Koszalińskiej, tworząc szeroki i różnorodny obraz współczesnej twórczości związanej z tym środowiskiem. Ekspozycja jest wyjątkową okazją do zaprezentowania prac, które pokazują nie tylko kreatywność i wrażliwość estetyczną autorów, ale także szerokie spojrzenie na współczesne projektowanie. MiU łączy doświadczenie wykładowców z energią młodych twórców i absolwentów, stając się interesującym przeglądem pomysłów, form i rozwiązań powstających wokół koszalińskiej uczelni.   W tegorocznej odsłonie bierze udział aż 67 twórców, w tym również artyści współpracujący z wykładowcami i studentami wydziału. Ważnym elementem wydarzenia jest także obecność gości z Europy, co nadaje wystawie międzynarodowy charakter i pokazuje, że MiU staje się platformą wymiany doświadczeń i inspiracji wykraczającą poza lokalne środowisko.   Prace prezentowane są w dwóch miejscach. Wystawę można oglądać zarówno w Galerii Amfiteatr, jak i w KO_stacji, prywatnej instytucji kultury. Dzięki temu wydarzenie zyskuje jeszcze szerszy wymiar i otwiera się na różne przestrzenie miasta, zachęcając mieszkańców do kontaktu ze sztuką, architekturą i wzornictwem w różnych odsłonach.   Wystawa będzie dostępna dla zwiedzających do 29 kwietnia 2026 roku. To doskonała okazja, by zobaczyć, jak bogaty i wielowątkowy jest dorobek środowiska skupionego wokół Wydziału Architektury i Wzornictwa Politechniki Koszalińskiej, a także jak istotną rolę odgrywa ono w budowaniu kulturalnej tożsamości miasta.   Nad kształtem wydarzenia czuwają kuratorki wystawy: Izabela Madajczyk ze strony CK105 oraz Monika Zawierowska-Łozińska i Monika Madej ze strony wydziału. Za projekt wystawy odpowiada Monika Madej, natomiast opracowanie graficzne wydarzenia i katalogu przygotowała Monika Zawierowska-Łozińska.   Piąta edycja MiU to nie tylko prezentacja projektów, ale także opowieść o współpracy, wymianie doświadczeń i sile twórczego dialogu. Wydarzenie pokazuje, że Koszalin może być ważnym miejscem spotkania sztuki, projektowania i nowoczesnego myślenia o przestrzeni.  

Koszalin buduje mosty aż do Uzbekistanu

Art, fot. FB/Tomasz Sobieraj - wczoraj, 20:30
Każda współpraca zaczyna się od rozmowy, a czasem także od podróży liczącej tysiące kilometrów. Właśnie tak wygląda dziś nowy rozdział w międzynarodowej aktywności Koszalina. Delegacja miasta w składzie z Tomaszem Sobierajem i Beatą Górecką przebywa obecnie w Uzbekistanie, gdzie prowadzi rozmowy, które mogą otworzyć przed samorządem i lokalnym biznesem zupełnie nowe możliwości współpracy. Jednym z najważniejszych punktów wizyty są spotkania z władzami regionu Namangan, w tym z gubernatorem Shavkatjonem Abdurazzoqovem, a także z przedstawicielami lokalnych samorządów. To rozmowy, które mają stworzyć przestrzeń do dalszego rozwijania relacji partnerskich oraz budowania trwałej współpracy pomiędzy Koszalinem a uzbeckimi partnerami.   W delegacji uczestniczy także zastępczyni prezydenta Koszalina Beata Górecka. Wspólnie z prezydentem Koszalina odwiedzają lokalne przedsiębiorstwa, rozmawiają z przedsiębiorcami i poznają potencjał gospodarczy regionu. Celem tych działań jest nie tylko nawiązanie bezpośrednich kontaktów, ale przede wszystkim wskazanie konkretnych obszarów współpracy gospodarczej i inwestycyjnej, które mogłyby przynieść korzyści obu stronom.   Wizyta w Uzbekistanie to kolejny krok w budowaniu międzynarodowych relacji Koszalina. Miasto stawia na współpracę samorządową, ale równie ważny jest aktywny udział lokalnego środowiska gospodarczego. To właśnie przedsiębiorcy mogą stać się naturalnymi partnerami dla nowych inicjatyw, które rodzą się podczas takich spotkań.   Szczególne wrażenie na przedstawicielach Koszalina robi miasto Chust, gdzie nowoczesny przemysł łączy się z wielowiekową tradycją rzemiosła. Spotkania z lokalnymi twórcami i przedsiębiorcami pokazują, jak silnie zakorzeniona kultura może iść w parze z gospodarczą nowoczesnością. To także cenna inspiracja dla budowania relacji opartych nie tylko na biznesie, ale również na wzajemnym poznaniu i szacunku dla lokalnej tożsamości.   Obecna wizyta jest kontynuacją relacji, które rozpoczęły się w Koszalinie podczas styczniowego spotkania z przedstawicielami Ambasady Uzbekistanu, w tym z radcą handlowym Mirzokhidem Alikulovem. Dziś widać wyraźnie, że tamte rozmowy nie zakończyły się jedynie na deklaracjach. Przeradzają się w konkretne działania i kolejne etapy współpracy.   - Uzbekistan staje się coraz bardziej atrakcyjnym kierunkiem dla polskich przedsiębiorców. Reformy gospodarcze, dynamiczny rozwój inwestycji oraz otwartość na zagraniczne technologie sprawiają, że kraj ten może być interesującym partnerem dla polskich miast i firm. Dla Koszalina oznacza to szansę na rozwój eksportu, nowe inwestycje oraz budowanie trwałych relacji w sercu Azji Centralnej - twierdzi prezydent Koszalina.   Przed delegacją jeszcze kolejne dni wizyty i następne spotkania, które mogą zaowocować nowymi projektami. Jedno jest już dziś pewne — Koszalin coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność na mapie międzynarodowej współpracy, pokazując, że jest gotowy na nowe kierunki i odważne partnerstwa

Cukin maluje nowy mural w Koszalinie. Praca powstaje w Domu Pomocy Społecznej „Zielony Taras”

Ala, fot. FB/Cukin Koszalin - wczoraj, 11:41
W Koszalinie powstaje kolejny mural autorstwa znanego lokalnego twórcy street artu. Tym razem Tomasz Żuk, działający pod artystycznym pseudonimem Cukin, pracuje nad nową realizacją w Domu Pomocy Społecznej „Zielony Taras”. Jak sam poinformował, mural jest obecnie gotowy w około 20 procentach, a przed nim jeszcze kilka dni pracy. Cukin to postać doskonale znana mieszkańcom Koszalina. Artysta ma na swoim koncie już blisko 800 murali wykonanych w Koszalinie i innych miastach Polski. Jego prace pojawiają się nie tylko na ścianach budynków, ale również na rozdzielniach energetycznych i innych elementach miejskiej przestrzeni publicznej. W ostatnim czasie twórca zrealizował kilka kolejnych projektów w Koszalinie. Oprócz muralu w DPS „Zielony Taras”, mieszkańcy mogą kojarzyć jego malowane łabędzie na rozdzielniach prądu przy Filharmonii Koszalińskiej, mural w koszalińskim hospicjum, powstały przy wsparciu Miejskiej Energetyki Cieplnej, a także prace wykonane w koszalińskim szpitalu. Artysta sam określa siebie jako twórcę „skromnego i ekscentrycznego”. Po mieście porusza się najczęściej rowerem, wypatrując kolejnych miejsc, które można ożywić kolorem i sztuką. Jak przyznaje, w realizacji nowych pomysłów często przeszkadzają formalności, procedury urzędowe i konieczność uzyskiwania zgód, jednak mimo tych trudności konsekwentnie zmienia miejski krajobraz. Cukin nie ogranicza się wyłącznie do samego malowania. Regularnie bierze udział w wydarzeniach kulturalnych organizowanych w mieście. Prowadził między innymi „Muralowy spacer” w ramach Koszalińskiego Kongresu Kultury, oprowadzając uczestników śladami swoich prac i opowiadając o ich historii. Jego twórczość od lat wpisuje się w charakter Koszalina, nadając szarym przestrzeniom nowy wyraz. Murale Cukina mają nie tylko zdobić, ale również wprowadzać do codziennego otoczenia mieszkańców więcej koloru, lekkości i radości. Nowa realizacja w „Zielonym Tarasie” jest kolejnym przykładem tego, jak sztuka może zmieniać miejsca i wpływać na atmosferę przestrzeni, w której żyją ludzie.

Tomasz Sobieraj, prezydent Koszalina: transport tak, ale nie za cenę chaosu. Koszalin chce porozumienia rzetelnego, a nie doraźnego

Art, fot. archiwum - wczoraj, 13:01
W sporze o organizację publicznego transportu zbiorowego w regionie koszalińskim coraz mocniej wybrzmiewa jedno zasadnicze pytanie: czy ważniejsze jest szybkie podpisanie dokumentu, czy stworzenie rozwiązania, które będzie bezpieczne, zgodne z prawem i rzeczywiście korzystne dla mieszkańców? Prezydent Koszalina Tomasz Sobieraj stawia sprawę jasno – miasto nie odrzuca współpracy, ale nie chce firmować porozumienia, które w obecnym kształcie budzi poważne zastrzeżenia. List otwarty samorządowców z regionu, apelujących o szybkie decyzje w sprawie przewozów powiatowych, wpisuje się w emocjonalną narrację o oczekiwaniu mieszkańców na autobusy i połączenia. Trudno kwestionować samą potrzebę poprawy komunikacji. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że odpowiedzialność władz samorządowych nie polega wyłącznie na podpisywaniu porozumień pod presją chwili. Odpowiedzialność polega także na tym, by nie wprowadzać rozwiązań, które później mogą okazać się niespójne, wadliwe albo szkodliwe dla funkcjonowania już istniejącego systemu.   I właśnie na to zwraca uwagę Tomasz Sobieraj. Prezydent przypomina, że już w połowie 2025 roku zaproponował w ramach Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych szersze porozumienie obejmujące Koszalin i powiat koszaliński. Jego celem miało być stworzenie spójnego systemu transportowego dla całego subregionu. Była to propozycja całościowa, zakładająca myślenie o komunikacji nie w kategoriach pojedynczych linii i doraźnych decyzji, lecz jako o wspólnej polityce transportowej. Ta oferta nie została jednak przyjęta.   Z dzisiejszej perspektywy to argument istotny, bo pokazuje, że prezydent Koszalina nie był przeciwnikiem współpracy. Przeciwnie, proponował rozwiązanie szersze, bardziej systemowe i długofalowe. Obecna inicjatywa starosty, jak podkreśla Sobieraj, ma natomiast charakter jednostronny i nie uwzględnia w wystarczającym stopniu interesów mieszkańców Koszalina. To nie jest drobiazg ani polityczna wymówka. Miasto ma prawo oczekiwać, że wszelkie nowe rozwiązania komunikacyjne będą uwzględniały również jego infrastrukturę, organizację ruchu, politykę taryfową i stabilność komunikacji miejskiej. Prezydent wskazuje też na kolejny ważny aspekt, który w publicznej dyskusji bywa spychany na margines. W styczniu tego roku sześciu lokalnych przewoźników zwróciło się o analizę sytuacji i podjęcie działań zapobiegających ewentualnym naruszeniom zasad równego traktowania potencjalnych dostawców przewozów. Władze miasta nie mogły zignorować tego sygnału. Sprawa została skierowana do Rady Gospodarczej właśnie po to, by dodatkowo ją przeanalizować i wypracować możliwie najlepsze rozwiązania. Dla jednych to kolejny etap procedury. Dla innych, w tym dla prezydenta element zwykłej odpowiedzialności. Samorząd nie może działać tak, jakby formalności były przeszkodą, którą najlepiej ominąć. Jeśli pojawiają się wątpliwości dotyczące równego traktowania przewoźników, legalności przyjętych rozwiązań czy wpływu nowego porozumienia na już istniejący system komunikacji miejskiej, władze miasta mają obowiązek te kwestie sprawdzić. Nie po to, by blokować przedsięwzięcie, lecz po to, by nie doprowadzić do sytuacji, w której szybko podpisany dokument stanie się źródłem jeszcze większych problemów. To zresztą jeden z najmocniejszych punktów stanowiska Tomasza Sobieraja. Prezydent nie mówi: „nie”. Mówi: „nie w obecnym kształcie”. Podkreśla, że dokument budzi poważne wątpliwości formalno-prawne, które uniemożliwiają jego podpisanie, a jednocześnie stwarza ryzyko dla stabilności funkcjonowania komunikacji miejskiej w Koszalinie. Innymi słowy – nie chodzi o samą ideę współpracy z powiatem, ale o to, by współpraca nie odbywała się kosztem miejskiego systemu, który już dziś odpowiada za transport tysięcy mieszkańców. W tej debacie szczególnie ważny jest jeszcze jeden argument, który warto mocno wybrzmieć: brak podpisu ze strony miasta nie blokuje całego przedsięwzięcia. Jak zaznacza prezydent, powiat ma możliwość samodzielnego organizowania przewozów i uruchamiania nowych linii. To oznacza, że spór nie sprowadza się do prostego schematu, w którym Koszalin zatrzymał wszystko, a mieszkańcy stali się zakładnikami jednej decyzji. Sytuacja jest bardziej złożona. Miasto nie chce podpisać dokumentu, który budzi zastrzeżenia, ale jednocześnie nie zamyka drogi do działania po stronie powiatu. To bardzo ważne rozróżnienie, bo pokazuje, że obecny impas nie powinien być interpretowany wyłącznie jako efekt braku dobrej woli Koszalina. Prezydent deklaruje gotowość do dalszego dialogu i wprost zaprasza starostę do wspólnego wypracowania polityki transportowej dla miasta i powiatu. Co więcej, precyzuje, co taka polityka powinna obejmować: zasady kształtowania cen biletów, spójność i wzajemne uzupełnianie się sieci połączeń, reguły korzystania z infrastruktury miejskiej oraz zasady relacji obu samorządów z przewoźnikami. To nie są ogólniki. To katalog konkretnych spraw, bez których nie da się stworzyć dobrze funkcjonującego systemu transportowego. I właśnie tu najmocniej widać różnicę między polityką rozumianą jako szybka reakcja na presję opinii publicznej a polityką rozumianą jako odpowiedzialne projektowanie usług publicznych. Sobieraj zdaje się mówić, że transport publiczny nie może być improwizacją. Musi być oparty na wspólnych zasadach, uczciwy wobec wszystkich uczestników rynku i bezpieczny dla mieszkańców. Oczywiście można powiedzieć, że mieszkańcy potrzebują autobusów już teraz, a nie po kolejnych analizach. To prawda. Tyle że równie prawdziwe jest to, że źle przygotowane porozumienie może przynieść więcej szkód niż pożytku. W komunikacji publicznej prowizorka zwykle szybko mści się na pasażerach: niespójnym rozkładem, konfliktem kompetencyjnym, problemami taryfowymi albo organizacyjnym bałaganem. Dlatego stanowisko prezydenta Koszalina można odczytywać nie jako przejaw uporu, lecz jako próbę zatrzymania procesu, który zbyt łatwo chce się sprowadzić do prostego podpisu pod trudnym dokumentem. Sobieraj nie neguje potrzeby zmian. Domaga się jedynie, by były one przygotowane rzetelnie, bezpiecznie i z myślą o całym systemie, a nie tylko o politycznym efekcie. W sporze o transport w regionie koszalińskim racje nie rozkładają się po jednej stronie. Ale jeśli dziś uwypuklić coś szczególnie mocno, to właśnie to: prezydent Koszalina nie odrzuca współpracy, tylko domaga się, by miała ona sens. A to w samorządzie lokalnym, gdzie skutki błędnych decyzji odczuwają później zwykli mieszkańcy, jest argumentem znacznie poważniejszym, niż może się wydawać na pierwszy rzut oka.

Przebudowa ul. Zwycięstwa nie zablokuje karetek. Miasto uspokaja w sprawie przejazdu służb

Ala, za Rzecznik Prasowy Miasta Koszalina - 13 Kwietnia 2026 godz. 19:07
Przebudowywany odcinek ul. Zwycięstwa w Koszalinie, od ul. Pileckiego do ul. Grodzkiej, został zaprojektowany w taki sposób, aby nie ograniczać przejazdu żadnych pojazdów, w tym także uprzywilejowanych, takich jak karetki pogotowia. Jak podkreślają odpowiedzialni za inwestycję, obawy dotyczące utrudnionego dojazdu służb ratunkowych nie znajdują potwierdzenia ani w dokumentacji projektowej, ani w dotychczasowej praktyce - zapewnia Anna Makarewicz, Rzecznik Prasowy Miasta Koszalina. Choć pierwszy zrealizowany fragment ulicy ma nieco szerszy przekrój, docelowo kolejny odcinek w kierunku dworca PKP będzie miał formę woonerfu. Oznacza to, że krawężniki zostaną wtopione w poziom jezdni, a więc nie pojawią się fizyczne bariery uniemożliwiające przejazd. Miasto zwraca również uwagę, że dojazd do szpitala przy ul. Chałubińskiego nie jest uzależniony od przejazdu ul. Zwycięstwa. Główne trasy prowadzą od strony ul. Piłsudskiego, Chałubińskiego oraz Jedności. Również podstawowe warianty przejazdu karetek, także od strony ul. Monte Cassino przez ul. Piastowską, całkowicie omijają przebudowywany odcinek. W praktyce oznacza to, że znaczenie ul. Zwycięstwa w obsłudze ruchu dojazdowego do szpitala jest niewielkie. Dodatkowym argumentem ma być fakt, że przez ponad rok obowiązywania tymczasowej organizacji ruchu, kiedy fragment ulicy był całkowicie zamknięty, do Zarządu Dróg i Transportu w Koszalinie nie wpłynęło ani jedno zgłoszenie dotyczące problemów z dojazdem służb ratunkowych. Jak podkreślono, także od strony technicznej nie ma przeszkód, by karetki mogły bezpiecznie przejechać przez ten rejon. Nawet w sytuacji konieczności najechania na krawężnik o wysokości 8–10 centymetrów lub na fragment chodnika ambulans może kontynuować jazdę. Pojazdy uprzywilejowane są bowiem przystosowane do znacznie trudniejszych warunków, a nawierzchnia chodników została zaprojektowana w taki sposób, aby wytrzymać obciążenie pojazdów komunalnych, a więc również karetek. Miasto wskazuje też, że w innych częściach Koszalina, między innymi na ul. Połczyńskiej w rejonie gazowni czy przy ul. Szpitalnej, występują codzienne i realne utrudnienia w ruchu. Mimo to służby ratunkowe skutecznie realizują swoje zadania, a kierowcy umożliwiają przejazd pojazdom uprzywilejowanym. Na tym tle przebudowany odcinek ul. Zwycięstwa nie stanowi realnego zagrożenia dla systemu ratowniczego. Wręcz przeciwnie – ponad roczny okres funkcjonowania przy całkowitym zamknięciu fragmentu ulicy pokazał, że obawy miały wyłącznie hipotetyczny charakter. Dodatkowo planowane są kolejne inwestycje drogowe, w tym rozbudowa ul. Stawisińskiego i ul. Pileckiego do przekroju 2x2. Jak podkreślają przedstawiciele miasta, ma to domknąć wewnętrzny ring komunikacyjny wokół centrum i ostatecznie rozwiać wątpliwości dotyczące dostępności alternatywnych tras. Według zapewnień samorządu przebudowa ul. Zwycięstwa została przygotowana w sposób bezpieczny i przemyślany, a jej funkcjonowanie w praktyce nie potwierdza obaw o utrudnienia dla karetek i innych służb ratunkowych.

Porównywarka kurierów, o której zapewne nie wiesz – i ile możesz dzięki niej zaoszczędzić

Artykuł sponsorowany - 13 Kwietnia 2026 godz. 16:19
Wysyłasz paczkę i robisz to tak, jak zawsze – wchodzisz na stronę jednego kuriera, wpisujesz dane, płacisz i czekasz. Szybko, sprawnie, bez zastanowienia. Problem w tym, że tuż obok mogła czekać opcja tańsza o kilka, a czasem kilkadziesiąt złotych. Za każdą paczkę. I nikt ci o tym nie powiedział. To nie jest zarzut pod adresem firm kurierskich. To po prostu efekt tego, jak działa rynek – każdy przewoźnik ma swój cennik, swoje promocje, swoje mocne strony. DPD może być najtańszy przy przesyłkach do punktów odbioru, DHL może wygrać przy paczce za granicę, InPost zaoferuje najlepszą cenę na krajową przesyłkę do paczkomatu, a GLS zaskoczy stawką przy większym gabarycie. Żeby to wszystko porównać, trzeba by otwierać kolejne zakładki, wpisywać te same dane kilka razy i samodzielnie zestawiać wyniki. Mało kto to robi. A szkoda – bo różnice w cenach potrafią być naprawdę odczuwalne, szczególnie przy regularnej wysyłce paczek. Jeden serwis kurierski, wszyscy przewoźnicy Właśnie po to powstały multibrandowe platformy wysyłkowe, które zbierają oferty wielu kurierów w jednym miejscu. Działają na prostej zasadzie: wpisujesz parametry przesyłki – wagę, wymiary, skąd i dokąd – i w kilka sekund widzisz zestawienie stawek od kilkunastu firm kurierskich naraz. Wybierasz tę, która najbardziej ci odpowiada: najtańszą, najszybszą albo od przewoźnika, któremu najbardziej ufasz. Jednym z takich serwisów jest Furgonetka.pl – działająca na polskim rynku od 2010 roku platforma wysyłkowa, która współpracuje z kilkunastoma firmami kurierskimi: m. in. DPD, DHL, UPS, InPost, FedEx, GLS, Pocztex i ORLEN Paczka, a także z operatorami dostaw miejskich – Deligoo. Wszystkie te opcje dostępne są w jednym miejscu, w jednym formularzu, bez konieczności rejestrowania się u każdego kuriera z osobna. Skąd biorą się niższe ceny? To pytanie, które zadaje sobie wiele osób przy pierwszym kontakcie z porównywarką kurierów. Odpowiedź jest prosta: Furgonetka.pl ma podpisane umowy z firmami kurierskimi na bardzo duże wolumeny przesyłek – korzysta z nich łącznie ponad 150 tysięcy firm oraz setki tysięcy klientów indywidualnych. Taki zbiorowy wolumen oznacza realną siłę negocjacyjną, dzięki której serwis uzyskuje stawki niedostępne dla klientów indywidualnych kupujących przesyłki bezpośrednio na stronie kuriera. Innymi słowy: gdy zlecasz wysyłkę przez Furgonetka.pl, korzystasz z cen, które normalnie zarezerwowane są dla bardzo dużych nadawców. Co ważne, korzystanie z serwisu nie wymaga podpisywania żadnych umów ani deklarowania liczby paczek. Płacisz za to, co wysyłasz – ani złotówki więcej, bez abonamentów i bez ukrytych opłat. Jak to wygląda w praktyce? Wyobraź sobie, że sprzedajesz coś na OLX i masz do wysłania paczkę o wymiarach 40x30x20 cm, wadze poniżej 5 kg, adres gdzieś po drugiej stronie Polski. Wchodzisz na Furgonetka.pl, wypełniasz formularz i w kilka sekund widzisz oferty kilkunastu kurierów – z cenami, czasem dostawy i dostępnymi opcjami nadania. Jedna firma proponuje dostawę do drzwi, inna – do automatu paczkowego za kilka złotych mniej, jeszcze inna ma atrakcyjną stawkę na dostawy weekendowe. Wybierasz, płacisz online – BLIK-iem, kartą lub szybkim przelewem – drukujesz etykietę i czekasz na kuriera albo sam zanosisz paczkę do punktu lub automatu. Opcja nadania bez drukowania pozwala pominąć ten krok, jeśli nie masz dostępu do drukarki. Cały proces to kilka minut.  Nie tylko najtaniej – też najwygodniej Cena to nie wszystko. Do dyspozycji jest bezpłatna aplikacja mobilna Furgonetka.pl – dostępna na Androida, iOS – która rozwiązuje jeden z codziennych problemów każdego, kto wysyła dużo paczek: śledzenie przesyłek od różnych kurierów w jednym miejscu.  Zamiast ściągać osobno na aplikację DHL, DPD czy InPostu, otwierasz jedną aplikację, wpisujesz numer przesyłki i widzisz aktualny status – niezależnie od tego, który przewoźnik ją obsługuje. Działa to również dla paczek, które ktoś wysłał do ciebie – wystarczy numer przesyłki. Aplikacja wysyła też powiadomienia push przy zmianie statusu, więc nie musisz samodzielnie sprawdzać, gdzie jest twoja paczka. A nawet udostępnia kody odbioru oraz QR umożliwiające szybki odbiór przesyłki. Wypróbuj aplikację do śledzenia i wysyłania paczek. Zwrot do dowolnego sklepu internetowego – bez szukania adresu Wystarczy podać adres strony internetowej sklepu, do którego chcesz odesłać towar, aby system sam znalazł adres zwrotny – przeszukując regulamin i stronę danego sklepu internetowego. Porównujesz oferty kurierów tak samo jak przy każdej innej paczce i płacisz wyłącznie za koszt wysyłki. Bez szukania adresu w regulaminach, bez dzwonienia na infolinię, bez nerwów. Wypróbuj zwroty do sklepów internetowych od Furgonetka.pl   Kto korzysta – i dlaczego nie tylko mali sprzedawcy Z porównywarki kurierów i serwisu wysyłkowego Furgonetka.pl korzystają zarówno osoby prywatne wysyłające kilka paczek rocznie, jak i duże firmy – i to właśnie ten drugi segment może być zaskakujący. Wielu przedsiębiorców, nawet tych z naprawdę dużą liczbą wysyłek miesięcznie, świadomie rezygnuje z podpisywania stałych umów z pojedynczymi kurierami.  Powód? Elastyczność. Zależność od jednego przewoźnika oznacza brak możliwości szybkiego przejścia na innego, gdy ceny wzrosną, jakość usług spadnie albo pojawi się tańsza oferta sezonowa. Multibrandowy serwis wysyłkowy daje wolność wyboru przy każdej przesyłce. Dla sklepów internetowych – zarówno tych małych, jak i większych – Furgonetka.pl oferuje integracje z popularnymi platformami e-commerce: Shoper, WooCommerce, PrestaShop, Shopify, Allegro, Base czy SkyShop. Dzięki temu zamówienia automatycznie trafiają do panelu wysyłkowego, a obsługa logistyki przestaje być osobnym, czasochłonnym zadaniem. Jeśli prowadzisz sklep online, warto sprawdzić pełną listę dostępnych integracji bezpośrednio na Furgonetka.pl. Czy jest jakiś haczyk? Uczciwa odpowiedź brzmi: nie ma. Rejestracja jest bezpłatna, nie ma abonamentu, a ewentualna marża serwisu jest wliczona w cenę, którą widzisz przy wyborze kuriera. Żadnych niespodzianek na końcu procesu. Jedyna rzecz, o której warto pamiętać: przy wyborze oferty dobrze zwrócić uwagę na porównanie nie tylko ceny, ale też czasu dostawy i dostępnych metod nadania. Najtańsza opcja nie zawsze oznacza najwygodniejszą – zwłaszcza jeśli punkt nadawczy jest po drugiej stronie miasta, a kurier z odbiorem z domu kosztuje tylko kilka złotych więcej. Podsumowując Rynek usług kurierskich w Polsce jest konkurencyjny, a ceny potrafią się różnić między przewoźnikami bardziej, niż większość ludzi zakłada. Multibrandowy serwis kurierski taki jak Furgonetka.pl to narzędzie, które pozwala to wykorzystać – bez nadmiernego wysiłku i bez żadnych zobowiązań. Wystarczy zmienić jeden nawyk: zamiast od razu klikać na stronę „swojego" kuriera, wejść na Furgonetka.pl. Oszczędności sumują się szybciej, niż się spodziewasz.

Brodka gwiazdą Dni Koszalina 2026

Ala za CK 105 Koszalin - 11 Kwietnia 2026 godz. 18:15
Jedna z najbardziej wyrazistych i cenionych artystek polskiej sceny muzycznej wystąpi podczas Dni Koszalina 2026. Brodka spotka się z publicznością o godz. 18:00 w Arenie Koszalin na terenach podożynkowych. Organizatorzy przypominają, że bezpłatne wejściówki na wydarzenie będzie można odbierać od 4 maja od godz. 8:00 w Centrum Kultury 105 w Koszalinie. Brodka to artystka wszechstronna – wokalistka, kompozytorka, autorka tekstów, producentka, reżyserka klipów i twórczyni konceptualna. Od lat konsekwentnie buduje własny, niepowtarzalny styl, łącząc w swojej twórczości elementy rocka alternatywnego, popu, elektroniki oraz inspiracje muzyką góralską, z której wyrasta jej artystyczna wrażliwość. Jej twórczość zdobyła uznanie zarówno szerokiej publiczności, jak i krytyków muzycznych. Artystka jest sześciokrotną laureatką Fryderyków, a jej koncerty można było oglądać na prestiżowych festiwalach w Polsce i za granicą, m.in. SXSW, The Great Escape czy Sziget. Przełomowym momentem w jej karierze był wydany w 2010 roku album „Granda”, który przyniósł jej ogromną popularność i na stałe umocnił pozycję w czołówce polskich artystów. Płyta pokryła się podwójną platyną i pokazała Brodkę w zupełnie nowym, odważnym muzycznie wydaniu. Kolejne projekty, w tym epka „LAX”, tylko potwierdziły jej silną pozycję na rynku. Duże uznanie zdobył również album „Sadza” z 2022 roku, który został bardzo dobrze przyjęty przez słuchaczy i krytyków. W 2023 roku wydawnictwo to zostało nagrodzone Fryderykiem w kategorii Album Roku – Alternatywa, a Brodka otrzymała także statuetkę za najlepszy klip do utworu tytułowego. W sierpniu 2024 roku artystka zaprezentowała projekt „WAWA”, przygotowany z okazji 80. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. To wyjątkowe muzyczne przedsięwzięcie, w którym Brodka jako kuratorka i dyrektorka artystyczna zaprosiła do współpracy wielu twórców, budując opowieść o historii, pamięci i współczesnej tożsamości Warszawy. Występ Brodki zapowiada się jako jedno z najważniejszych wydarzeń tegorocznych Dni Koszalina. Fani mogą spodziewać się koncertu pełnego emocji, artystycznej odwagi i niepowtarzalnego brzmienia.

Świadectwo charakterystyki energetycznej jako obowiązkowy element transakcji

Ala, artykuł sponsorowany - 11 Kwietnia 2026 godz. 8:15
Jeszcze kilka lat temu świadectwo charakterystyki energetycznej było postrzegane jako kolejny, mało istotny dokument w segmencie nieruchomości. Jednak nowelizacja przepisów z kwietnia 2023 roku drastycznie zmieniła zasady gry. Dziś ten dokument jest absolutnie niezbędnym elementem każdej transakcji sprzedaży oraz najmu, a jego brak może generować nie tylko problemy formalne, ale i dotkliwe kary finansowe. Dlaczego świadectwo jest kluczowe przy sprzedaży i wynajmie? Świadectwo charakterystyki energetycznej to dokument, który określa zapotrzebowanie budynku lub jego części na energię niezbędną do zaspokojenia potrzeb związanych z użytkowaniem (ogrzewanie, przygotowanie ciepłej wody, wentylacja, a w budynkach użyteczności publicznej również oświetlenie). Z perspektywy nabywcy lub najemcy jest to bezcenne źródło informacji. Pozwala ono realnie oszacować przyszłe koszty eksploatacji nieruchomości, zanim jeszcze dojdzie do podpisania umowy. W dobie rosnących cen mediów, efektywność energetyczna staje się trzecim – obok ceny i lokalizacji – najważniejszym czynnikiem decyzyjnym na rynku. Nowe obowiązki właścicieli i rola notariusza Zgodnie z aktualnym stanem prawnym, właściciel nieruchomości jest zobowiązany do przekazania świadectwa nabywcy lub najemcy w momencie zawierania umowy. Co istotne: ·       Przy sprzedaży: Notariusz ma obowiązek odnotować w akcie notarialnym fakt przekazania świadectwa. W przypadku jego braku, notariusz musi pouczyć strony o karze grzywny grożącej za niedopełnienie tego obowiązku. ·       Przy najmie: Kopia świadectwa powinna zostać dołączona do umowy najmu (lub okazana najemcy w wersji elektronicznej). ·       W ogłoszeniach: Już na etapie wystawiania oferty w portalach ogłoszeniowych, właściciele powinni podawać kluczowe parametry energetyczne budynku, takie jak wskaźniki EU, EK oraz EP. Kary i konsekwencje braku dokumentu Ustawodawca przewidział surowe sankcje za nieprzestrzeganie nowych przepisów. Brak świadectwa charakterystyki energetycznej podczas zawierania transakcji jest wykroczeniem, za które grozi grzywna w wysokości do 5000 zł. Co więcej, osoba uprawniona do sporządzania świadectw ponosi odpowiedzialność karną za podanie nieprawdziwych danych, co ma gwarantować rzetelność dokumentacji. Warto również pamiętać, że dokument ten musi posiadać unikalny numer nadany w centralnym rejestrze charakterystyki energetycznej budynków. Samodzielnie przygotowane arkusze czy nieoficjalne kalkulacje nie mają mocy prawnej. Profesjonalna dokumentacja to bezpieczna transakcja W dobie zaostrzonych kontroli i rosnącej świadomości ekologicznej, rzetelne przygotowanie dokumentacji technicznej nieruchomości jest podstawą sprawnego procesu sprzedaży. Każdy właściciel nieruchomości powinien zadbać o to, by świadectwo zostało sporządzone przez osobę posiadającą stosowne uprawnienia państwowe. Równie istotne jest, aby proces ten przebiegał szybko i bezbłędnie, szczególnie gdy transakcja jest na finiszu. Jeśli planujesz sprzedaż lub wynajem i potrzebujesz profesjonalnego wsparcia w zakresie audytu lub dokumentacji, warto zaufać ekspertom, którzy doskonale znają aktualne wymogi ministerialne i lokalną specyfikę budownictwa. Podsumowanie Świadectwo charakterystyki energetycznej przestało być pustym wymogiem biurokratycznym, a stało się istotnym narzędziem ochrony interesów uczestników rynku nieruchomości. Dla sprzedającego to sposób na podniesienie atrakcyjności oferty (jeśli budynek jest energooszczędny), a dla kupującego – gwarancja świadomego wyboru. W obecnych realiach prawnych posiadanie aktualnego świadectwa to nie wybór, lecz fundament bezpiecznej i legalnej transakcji.