Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.
19 Lipca 2021 godz. 13:29
Ala z mat. inf.
 

Czym są kredyty gotówkowe online

Najtańszy kredyt gotówkowy, najlepszy kredyt gotówkowy, tani kredyt gotówkowy, kredyt gotówkowy bez wychodzenia z domu. Często słyszymy takie hasła w odniesieniu do kredytu gotówkowego. W odniesieniu do kredytu, czasem napotkamy na takie określenia jak rzeczywista roczna stopa oprocentowania, całkowita kwota kredytu, oprocentowanie kredytu gotówkowego. To również ważne terminy. Zaciągniecie kredytu gotówkowego jest stosunkowo proste. Na co zwracać uwagę a czego się wystrzegać? Aby dostać kredyt gotówkowy zazwyczaj pierwsze co robimy to przeglądamy oferty kredytów gotówkowych w poszczególnych bankach. Tymczasem, dostępne kredyty gotówkowe online znajdziemy głównie w sieci. Udzielenie kredytu gotówkowego jest wówczas znacznie szybsze i prostsze. Ale czym jest tak właściwie kredyt gotówkowy online? Często słyszymy o kredycie konsumenckim i używamy tych słów zamiennie. Po części jest to prawidłowe. Kredyty konsumenckie są udzielane osobom, nie prowadzącym działalności, a jeśli są to formy gotówkowe, spełniają definicję kredytu gotówkowego. Taki kredyt możemy wziąć na dowolny cel. Czasami również spotykamy kredyt konsolidacyjny, będący również formą kredytu gotówkowego, polegająca na połączeniu kilku kredytów w jeden. W każdej formie - kredyt gotówkowy będzie stanowił umowę między klientem a bankiem (lub instytucją pozabankową), w wyniku której otrzymujemy od tejże instytucji środki pieniężne, a następnie dokonujemy ich spłaty w formie ratalnej. Zawarcie takiego wniosku online pozwala na otrzymanie gotówki nieco szybciej. Warunki kredytu gotówkowego Przede wszystkim zaciągając kredyt gotówkowy online musimy złożyć wniosek o kredyt gotówkowy poprzez stronę, określając m.in. jaką kwotę chcemy pożyczyć i jaki okres spłaty nas interesuje. Możemy użyć do tego celu np. kalkulatora kredytów gotówkowych. Do decyzji kredytowej będziemy potrzebować podstawowych dokumentów tj. dowód tożsamości, konto bankowe, oświadczenie o zarobkach i zobowiązaniach, które określą naszą zdolność kredytową. Mają na nią wpływ zarówno wysokość wynagrodzenia, ilość osób na utrzymaniu, inne zobowiązania czy nasza historia kredytowa. Po uzyskaniu zgody, wystarczy podpisać umowę i realizować jej warunki. Wiele osób zastanawia się, czy możliwe jest zawarcie kredytu gotówkowego bez zdolności kredytowej czy też bez weryfikacji w rejestrach dłużników lub biurze informacji kredytowej. I chociaż wiele instytucji pozabankowych reklamuje tego rodzaju produkty, w praktyce nie istnieje taki kredyt gotówkowy, który pomijałby weryfikację we wszelkich dostępnych bazach. Zazwyczaj pomijana jest jedynie jedna z nich. Co musisz wiedzieć Rata kredytu gotówkowego czy kwota kredytu gotówkowego to nie wszystko. Często zawierając umowę kredytową sprawdzamy jego oprocentowanie. Jednak istotniejsze jest zwrócenie uwagi na całkowity koszt kredytu, który określa nam RRSO. Oprocentowanie nominalne określa jedynie sam koszt naliczonych odsetek w stosunku np. rocznym. Tymczasem RRSO określa wszystkie inne opłaty tj. ubezpieczenia, prowizje i opłaty za zaciągnięcie kredytu (jeśli występują). Dlatego też jest to czynnik, na który najpierw należy popatrzeć. Dobrze jest również zapoznać się z ogólnymi warunkami kredytu gotówkowego oraz tabelą opłat. Określenie czy takie czynności jak wcześniejsza spłata kredytu, nadpłata kredytu gotówkowego czy kary za opóźnienia w spłacie są obarczone dodatkowymi kosztami - będzie dla nas niezwykle istotne. Ale podstawą jest dokładna kalkulacja swoich możliwości. Myśląc o dodatkowej gotówce na wyjazd, remont mieszkania, spłatę zaległości czy inne cele - łatwo jest zagubić zdrowy rozsądek i wpaść w spiralę długów. Dlatego też musimy być pewni, że zaciągnięty kredyt gotówkowy online, będziemy w stanie spłacać regularnie, zgodnie z umową, podobnie jak ten, zaciągnięty w oddziale banku.
12 Lipca 2021 godz. 10:06
Ala z mat. inf.
 

Internetowy sklep dla psów

Pies to cudowne zwierze, które potrafi być przyjacielem człowieka. Ale należy pamiętać, że każdy pupil jest zależny tylko od nas. To właściciel powinien zapewnić mu wszystko to co najlepsze i bezpieczne, bo zwierzęta na to zasługują . Sklep internetowy Apetete został stworzony z myślą o psach i ich opiekunach, aby umilić im wspólne życie. Oferta Apetete powstała na podstawie produktów wysokiej jakości w przystępnej cenie. Poznaj zwierzęcy świat i zapoznaj się z produktami sklepu dopasowanymi do indywidualnych potrzeb.  Co znajdę w sklepie dla psów? Sklep dla psa posiada wszystko to, co niezbędne dla twojego pupila. W asortymencie znajdziesz, takie produkty jak: karmy i przysmaki zabawki legowiska do spania miski niezbędne akcesoria treningowe ubranka smycze, obroże, szelki transportery, sprzęt podróżniczy akcesoria do higieny i pielęgnacji psa preparaty lecznicze i suplementy Jakie wybrać akcesoria dla psa? Decydując się na posiadanie psiaka, powinieneś zaopatrzyć się w kilka niezbędnych rzeczy. Do podstawowych elementów zaliczają się: miski na jedzenie i wodę, obroża oraz smycz, a także legowisko. Psy ucieszy również jakaś zabawka. Te artykuły są absolutnie podstawowe, jeśli chcesz być właścicielem zwierzaka.  Dodatkowe akcesoria dla psów Dla posiadaczy psów, którzy chcą urozmaicić dietę lub psią aktywność, Apetete oferuje szeroki wybór wysokiej jakości karm oraz bezpiecznych zabawek dla twojego psa. Możesz także trenować swojego pupila i dawać mu w nagrodę przysmaki za prawidłowo wykonaną sztuczkę. Naturalne gryzaki są uwielbiane przez psich przyjaciół. Zadbaj także o zdrowie zwierzaka, wybierając dodatki do diety czy preparaty witaminowe.  Nie zapominaj także o psiej higienie i pielęgnacji psa. Czesz jego sierść, aby było piękne i lśniące, a po deszczowym spacerze koniecznie wykąp pupila. Specjalnie odżywki czy szampony, a także produkty przeciw pasożytom znajdziesz w Apetete. Na ładnej sierści uroczo prezentuje się także ubranko. Na pewno twój pies będzie zadowolony, jeśli zaopatrzysz go w coś ciepłego przed jesienno-zimowym spacerem. Po czym poznać dobry sklep dla psów? W dobrym sklepie dla psów dostaniesz z pewnością wszystko to, czego potrzebuje twój pies. Najważniejszym aspektem, na jaki opiekun czworonoga powinien zwrócić szczególną uwagę, jest dobór odpowiedniej karmy. Dobry internetowy sklep zoologiczny oferuje swoim klientom różnorodny wybór wysokiej jakości karmy dla psa. Nie może zabraknąć takich karm jak te, dla małych i dużych psów, z chorobami czy alergiami. W przypadku psów czy kotów, postaw na posiłki z dużą ilością mięsa, najlepiej bez zbóż. W ofercie Apetete nie może zabraknąć także podziału na suchą jak i mokrą karmę, a także na przysmaki. Odpowiednie żywienie sprawia, że twój ulubieniec będzie silny, zdrowy i energiczny, a ty zaoszczędzisz na wizytach u weterynarza.  Ważnym czynnikiem, który decyduje o tym, że punkt jest dobry, to kontakt z obsługą. Zarówno stacjonarny jak i online, musi posiadać kompetentny i chętny do pomocy zespół pracowników. Klienci często chcą zapytać o ważną kwestię dotyczącą zamówienia, więc powinni móc skontaktować się telefonicznie, przez wiadomość e-mail czy facebook.  Dobry punkt cechuje także bezpieczna płatność oraz kilka sposobów dostawy. Ważne, aby zakupy online były w 100% przeprowadzone bezpiecznie. Przed dokonaniem zakupów, upewnij się, że sprzedawca ma wiele pozytywnych opinii. Nie kupuj z nieznanych źródeł, ponieważ chodzi o dobro twojego zwierzęcia. Nie warto ryzykować.  
30 Maj 2021 godz. 6:22
Ala za Lot
 

Nowe, wakacyjne połączenie lotnicze Szczecin – Rijeka

12 Maj 2021 godz. 6:51
Ala z mat. inf.
 

7 mitów o fotowoltaice

Choć tematyka odnawialnych źródeł energii oraz fotowoltaiki jest już dość znana wśród wielu Polaków, to nadal mnóstwo osób nie zna dokładnie zasad działania paneli fotowoltaicznych. Niewiedza oraz powielanie zasłyszanych nieprawdziwych informacji w zakresie fotowoltaiki powoduje powstawanie licznych szkodliwych mitów. Warto je rozwiać i poznać rzeczywiste mechanizmy funkcjonowania systemów fotowoltaicznych Mit 1 – w Polsce brakuje słońca   Jest to prawdopodobnie jeden z najczęściej powielanych mitów o fotowoltaice. Wielu sądzi, że w tak mało słonecznym kraju instalacja paneli fotowoltaicznych w ogóle się nie opłaci. Tymczasem moduły produkują prąd nawet w pochmurne dni. Co więcej, w ciągu dnia i czasie sezonu wiosenno-letniego, panele gromadzą tyle energii, że z powodzeniem mogą ją uwalniać nie tylko nocami, ale też przez cały okres jesienno-zimowy. Ponadto Słońce w Polsce świeci przez zaskakująco dużą liczbę dni. Dla niedowiarków dostępne są też statystyki Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, według których w 2020 roku słońce świeciło średnio przez prawie 50% dnia, a roczna suma nasłonecznienia okazała się aż o 600 h większa niż norma klimatologiczna.    Mit 2 – fotowoltaika jest zbyt droga dla przeciętnie zarabiającego obywatela   Dobrze sprawdzająca się instalacja fotowoltaiczna kosztuje do 6 tys. zł. za każdy kW. Inwestorzy najczęściej decydują się na moduły umożliwiające wytworzenie do 5 kW. Ostateczny koszt całego systemu zależy głównie od jakości paneli i inwertera, elementów konstrukcyjnych i okablowania czy od samego montażu. Bez wątpienia bardziej opłacalne jest zainwestowanie w sprzęt dobrej jakości, od zaufanych producentów. Co ważne, dostępne są dofinansowania do farmy fotowoltaicznej, między innymi z programu „Mój prąd” czy „Czyste powietrze”. Bardzo pomocna też jest możliwość zakupu instalacji fotowoltaicznej na raty – w Stilo Energy dostępne w kredycie 0%.   Mit 3 – Inwestycja w fotowoltaikę zwraca się bardzo długo lub w ogóle   Ostateczny czas zwrotu kosztów związanych z instalacją farmy fotowoltaicznej zależy przede wszystkim od ceny końcowej konkretnej instalacji i przeciętnego dotychczasowego zużycia prądu inwestora. Według obliczeń ekspertów, można się spodziewać zwrotu inwestycji średnio po ok. 8 latach od montażu paneli, a decydując się na rozwiązania od Stilo Energy, zwrot możliwy będzie już po 6 latach pracy instalacji. Co więcej, stale rosnące ceny za energię eklektyczną mogą skrócić ten czas nawet do 5 lat. Warto jednocześnie pamiętać, że produkowanie prądu z promieni słonecznych to przede wszystkim ogromny krok ku ochronie planety przed postępującą degradacją, do jakiej przyczynia się głównie spalanie węgla dla uzyskania energii zarówno elektrycznej, jak i cieplnej.    Mit 4 – panele fotowoltaiczne nie są odporne na zjawiska atmosferyczne   Wysokie jakościowo panele fotowoltaiczne są odporne na standardowe działanie deszczu, śniegu i gradu, a także wiatru. Warto wybrać moduły posiadające grube szkło hartowane, chroniące przed urazami mechanicznymi. Ponadto panele powinny być mrozoodporne i ognioodporne. Bez problemu też udźwigną ciężar śniegu, choć warstwę powyżej 3cm powinno się delikatnie usunąć. Zwykle jednak odpowiedni kąt nachylenia instalacji pozwala na samoistne zsuwanie się śniegu pod wpływem grawitacji. Co więcej, panele PV często posiadają samoczyszczącą się powłokę, dzięki której mogą być dłużej sprawne i wydajne. Ponadto na instalację fotowoltaiczną zawsze udzielana jest gwarancja, m.in. na uszkodzenia mechaniczne modułów, nawet na 12 lat w Złotej Gwarancji od Stilo Energy.    Mit 5 – instalacje fotowoltaiczne są często awaryjne   Niektórzy uważają, że system fotowoltaiczny jest delikatny i awaryjny, więc koszty eksploatacyjne nie są opłacalne względem osiąganych korzyści. W rzeczywistości liczne badania przeprowadzane w krajach wysoko rozwiniętych (jak Niemcy, Japonia czy USA) potwierdzają, że awaryjność paneli PV jest bardzo niska, nawet na poziomie ułamka procentu w ciągu dekady. Ogromny wpływ na sprawne działanie instalacji fotowoltaicznej jakość całego sprzętu – należy wybierać jedynie znanych i zaufanych producentów, oferujących najdłuższą gwarancję na sprawność konstrukcji. Warto pamiętać, że najczęściej awarii ulega falownik, dlatego trzeba zwrócić szczególną uwagę na jego jakość i nie warto na nim oszczędzać, ponieważ bez sprawnego inwertera pada cały system. Ważne jest też solidne, fachowe zamocowanie instalacji przez wykwalifikowaną ekipę monterską.    Mit 6 – montowanie paneli PV wymaga uzyskania zezwolenia   Według prawa budowlanego zezwolenie na montaż paneli fotowoltaicznych jest konieczne dopiero przy instalacji o mocy powyżej 50 kW. Standardowe gospodarstwa domowe zazwyczaj potrzebują maksymalnie do 20 kW. Ponadto nie można mocować urządzeń o wysokości powyżej 3m, jednak konstrukcja fotowoltaiczna zwykle nie przekracza tej wielkości. Co ważne, montaż modułów wolnostojących również nie wymaga uzyskania uprzedniej zgody ani zgłoszenia.   Uwaga! W przypadku mikroinstalacji powyżej 6,5 kW ustawa nakłada obowiązek skontrolowania projektu przez rzeczoznawcę budowlanego pod kątem bezpieczeństwa pożarowego. Co więcej, zakończoną konstrukcję (zarówno na dachu, jak i na gruncie) należy zgłosić do Państwowej Straży Pożarnej. Obowiązki ustawowe nie należy jednak traktować jako utrudnienie dla inwestora, a jako działania mające na celu zwiększenie bezpieczeństwa użytkowników instalacji fotowoltaicznych.    Mit 7 – instalacja fotowoltaiczna zawsze wymaga wzmocnienia dachu   Co do zasady wzmocnienie podłoża dachowego przed montażem farmy fotowoltaicznej nie jest koniecznie. Samą potrzebą takiego działania każdorazowo powinien sprawdzić fachowiec. Wskaże on ciężar ostateczny planowanej instalacji oraz zbada całkowitą nośność poszycia. Podpowie też w jaki sposób ewentualnie wzmocnić dach, by prawidłowo zamontować panele. Mimo to, standardowe, współczesne pokrycia zwykle nie wymagają w ogóle ingerencji w konstrukcję. Również dachówki czy blachodachówki nie stanowią problemu dla wykwalifikowanych montażystów fotowoltaiki, jacy pracują m.in. dla Stilo Energy. 
19 Lutego 2021 godz. 5:51
Aa za Fundacja Eco Textil
 

Koszalin: Bezpłatne wypożyczalnie sprzętu rehabilitacyjnego

Mieszkańcy Koszalina chętnie wypożyczają specjalistyczny sprzęt zupełnie za darmo w dwóch wypożyczalniach w mieście. Do ich dyspozycji są wózki, chodziki, kule ortopedyczne i specjalne rowery trójkołowe. A to wszystko dzięki odzieży, którą oddajemy do specjalnych pojemników. Sprzęt dostępny w asortymencie wypożyczalni W wypożyczalni przy ulicy Zwycięstwa 204A (WSPL) dostępne są wózki, które pomagają w przemieszczaniu się osobom niepełnosprawnym motorycznie, nie będącym w stanie samodzielnie chodzić. Do dyspozycji są także kule ortopedyczne, które wykorzystywane są przez osoby po doznanych urazach lub zabiegach operacyjnych, trwale niesprawnych ruchowo. Dają podparcie przy chodzeniu  i pomagają w utrzymaniu równowagi, odciążają niesprawną kończynę. Z kolei chodziki rehabilitacyjne będą ułatwiać chodzenie, utrzymanie pionowej postawy oraz przewożenie bagażu podręcznego.    Z kolei w wypożyczalni przy ulicy Rzecznej 5 wypożyczać można specjalistyczne rowery trójkołowe. Ta wypożyczalnia jest czynna w sezonie rowerowym.   Jak wypożyczyć sprzęt?  Z asortymentu wypożyczalni mogą korzystać osoby potrzebujące na zasadzie wypożyczenia sprzętu na określony czas.  Więcej informacji można uzyskać pod numerami telefonu: 943488717 – ul Zwycięstwa 204A. 94 342 06 16 – ul. Rzeczna 5.     Sprzęt można wypożyczyć również poprzez stronę internetową Sprzęt można zamówić także online. Dodatkowo, w wypożyczalni internetowej do dyspozycji są również łóżka rehabilitacyjne z materacami przeciwodleżynowymi.   Osoby potrzebujące mogą korzystać ze sprzętu całkowicie za darmo, pokrywają jedynie koszt dostarczenia i odebrania przesyłki. W Polsce działają podobne wypożyczalnie, ale komercyjne - za wynajęcie wózka czy kul trzeba płacić. A dla chorych często stanowi to barierę - mówi Monika Lipnicka z Fundacji Eco Textil, która jest organizatorem wypożyczalni internetowej.   Jak wypożyczyć sprzęt w wypożyczalni internetowej? Sprzęt z wypożyczalni internetowej jest dostępny całkowicie bezpłatnie dla osób prywatnych. Aby otrzymać konkretną rzecz, dana osoba powinna wypełnić wniosek dostępny na stronie Fundacji Eco Textil. Wniosek rozpatrywany jest w przeciągu 24 godzin. Przypominamy, że wypożyczający ponosi jedynie koszt związany z dostarczeniem i odebraniem sprzętu. 
2 Lipca 2021 godz. 5:40
Art za FB/KKPN Bałtyk Koszalin
 

Piłkarze Bałtyku poznali rywali

ZZPN Sczecin ogłosił liste druzyn, które awansowały i spadły w sezonie 2020/21. Trzecia ligę opuszczają Flota Swinoujście, Gwardia Koszalin i Chemik Police. Awans wywalczyła Kluczevia Stargard. Jednoczesnie Pomorski Zwiazek Piłki Noznej zgłosił do rozgrywek IV ligi Bytovie Bytów. Oznacza to, że drużyna Bałtyku Koszalin utrzymuje sie w III lidze. Gratulacje dla trenera Mariusza Lenartowicza i calej druzyny Baltyku Koszalin. W sezonie, gdzie z 22 zespołowej ligi, spadlo aż 9 druzyn, to duzy sukces i powod do zadowolenia. Decydująca była runda jesienna kiedy to rozgrywki Bałtyk zakończył na siódmym miejscu. "Czujemy satysfakcje z utrzymania sie w trzeciej lidze, z powodu gry, zdobytych punktów i zajętego piątego miejsca w grupie spadkowej. Regulamin mówił, że spada siedem druzyn plus liczba druzyn opuszczajacych drugą ligę. Nie nam oceniać ani być dumnym z problemów Bytovii Bytów. Pewnie, gdyby nie aż tak wielkie problemy tego klubu, to nie byłoby degradacji i nie byłoby żadnego tematu. Faktem jest, że w sezonie 2021/22 druzyna Baltyku Koszalin zagra w trzeciej lidze. To czwarty, kolejny sezon w tej klasie rozgrywkowej i wierzymy, ze za rok bedzie ponowny powod do dumy z utrzymania sie w tej klasie rozgrywkowej. To, jak zwykle cel naszej druzyny, gdyz w tej lidze jest szereg druzyn o zdecydowanie większych możliwościach finansowo-organizacyjnych. Utrzymanie trzeciej ligi odbyło sie w niesamowitych okolicznosciach a decydujacą bramkę i dwa bezcenne punkty zdobyliśmy w ostatniej minucie, doliczonego czasu gry w ostatnim meczu sezonu, z Gryfem Wejherowo. Mozemy śmialo powiedziec, że szczęście w tym sezonie było po naszej stronie a strzał Krystiana Kąkola był na wagę utrzymania trzeciej ligi w Koszalinie. Jak przysłowie mówi " szczęściu trzeba pomóc" wiec nasi zawodnicvy to zrobili.. Brawo Panowie. Utrzymanie, bez względu na okoliczności to Wasz sukces i Wasz wysiłek. A za rok?? No cóz, będzie brakowało trzecioligowych derbów Koszalina. Wierzymy, ze tylko przez jeden sezon napisano na oficjalnej stronie klubu." Początek sezonu 2021/22, 6 sierpnia.
16 Kwietnia 2021 godz. 5:37
Art mat.inf.
 

Świat sponsoringu sportowego – legendarne współprace i miliardowe wydatki na promocje

Kiedy w 1928 roku Coca-Cola dostarczając napoje dla amerykańskiej reprezentacji na Igrzyska Olimpijskie w Amsterdamie zamieściła przy tym swoje reklamy, być może jeszcze nieświadomie rozpoczęła erę sponsoringu w sporcie. Pół wieku później ten sposób reklamowania wkroczył na stadiony w USA i Europie Zachodniej, a potem dotarł również do środowisk klubowych w Polsce.[1] Według najnowszego raportu Sports Sponsorship Investment[2] wydatki firm na reklamę i marketing sportowy na 2020 rok były szacowane na 48 miliardów dolarów. A w ciągu pięciu ostatnich lat wzrosły o około 20 proc. Liczby te zweryfikowała pandemia i mocno ograniczyła dotychczasowe działania globalnych marek, ale czy całkowicie? Jakie branże wydają najwięcej na sponsoring sportowy i z którymi legendarnymi klubami współpracują? Jakie trendy zdominują ten sektor w kolejnym pandemicznym roku? Sponsoring sportowy przez ostatnie kilkadziesiąt lat przeszedł ewolucję od prezentacji logotypów na szyldach reklamowych do realizacji złożonych kampanii promocyjnych, w których zaangażowane są nie tylko marki, ale i znane osobistości świata sportu. Firmy, które inwestują w tę dziedzinę, jako najważniejsze wymieniają budowę świadomości marki i jej wizerunku, prestiż, zawiązywanie emocjonalnych relacji z odbiorcami i wzrost lojalności wobec marki, ze sprzedażą swoich produktów na czele. Badania zachowań konsumentów wielokrotnie potwierdzały, że ludzie chętniej nabywają artykuły sponsorów, a nawet czasem są skłonni zapłacić więcej, jeśli wspiera bliskie im drużyny, reprezentacje czy zawodników. Sponsoring sportowy – kto wydaje najwięcej? Według raportu Sports Sponsorship Investment najwięcej na sponsoring sportu wydają branże: finansowa (5,3 mld dolarów w 2019 roku), motoryzacyjna (2,4 mld), sprzedaż detaliczna (1,3 mld), telekomunikacyjna (1 mld) i alkoholowa (0,85 mld). Ta ostatnia budzi najwięcej emocji, bo pojawiają się głosy sprzeciwu, że tzw. „procentów” nie powinno się mieszać z rywalizacją sportową. Te głosy są jednak w mniejszości, a pokazują to roczne wydatki na sponsoring właśnie w tej branży. Jeszcze kilka lat temu zbadał je portal Sportcal.com [3]i oszacował, że to około 765 mln dolarów i prognozuje się, że będą rosły. Z raportu wynikało, że w czołowej dziesiątce firm osiem to kompanie piwowarskie. To głównie efekt tego, że w wielu krajach na świecie reklama piwa, pod pewnymi warunkami, jest dozwolona. Dalej w kolejności byli producenci szampana, wina i cydru. Branża piwna w świecie sponsoringu sportowego Marki browarnicze liczą na dotarcie do masowego odbiorcy, a do tego piwo jest zwykle najtańszym dostępnym alkoholem i kojarzonym ze sportem oglądanym przez kibica. Z tego powodu tak często możemy oglądać piwne brandy w sportowych realiach. - Po pierwsze jest tu wysoka zbieżność grup docelowych. Kibice znacząco pokrywają się z konsumentami piwa. Co więcej, obydwie grupy są populacyjnie bardzo duże i regularnie spożywają ten rodzaj alkoholu, więc tym bardziej są atrakcyjne dla koncernów – uważa Grzegorz Kita, prezes Sport Management Polska. Potentatem jest amerykański Anheuser-Busch InBev, który wydaje około 250 mln dolarów rocznie (jako marka Bud Light) na partnerstwo z ligą amerykańskiego footballu NFL, a do tego jest także oficjalnym sponsorem reprezentacji Anglii w piłce nożnej. Kolejna marka z tej kompanii – Budweiser od 1994 roku jest sponsorem mundialu w piłce nożnej, czyli jednej z największych imprez sportowych na świecie. Wydaje rocznie około 85 mln dolarów. - Marki alkoholi, w tym głównie piwa, zwróciły się w stronę sportu w nadziei, że dotrą do podstawowej grupy docelowej, czyli mężczyzn w średnim wieku. Liczą, że współpraca z zespołami i zawodnikami, udział w zwycięstwach i porażkach sprawi, że zbudują też lojalność wśród kibiców – podsumował Conrad Wiacek ze Sportcal. Prysznic po bawarsku Kompanie piwowarskie działają nie tylko przy największych wydarzeniach sportowych, ale są też sponsorami klubów. Często dotyczy to lokalnych browarów. Jednym z przykładów jest długoletnia współpraca Bayernu Monachium i Paulanera. Każde mistrzostwo Niemiec w XXI wieku, a Bayern zdobył ich aż 14, jest świętowane podobnie. Jeszcze na murawie piłkarze dostają kilkulitrowe pokale wypełnione piwem, biegają po boisku i próbują oblać kolegę z drużyny, trenerów lub działaczy. Relacje ze świętowania zwykle obiegają cały świat. Producent piwa wykorzystuje też bardzo popularne w Niemczech święto Oktoberfest. Piłkarze z partnerkami zakładają bawarskie stroje i biorą udział w piwnej biesiadzie. Do tego za każdego gola w lidze Paulaner przekazuje 100 litrów piwa dla kibiców. W tym sezonie sam Robert Lewandowski, zapewnił fanom Bayernu już 3500 litrów. Choć najczęściej sport sponsorują koncerny piwowarskie, to na taki krok decydują się także producenci win i szampanów, a nawet mocniejszych trunków. W tym przypadku częściej dotyczy to dyscyplin „elitarnych”, kojarzących się zamożnością i prestiżem, ale także współpracujących z legendarnymi klubami sportowymi. Kiedy jeden diabeł szuka drugiego – sponsoring sportowy w świecie win Jednym z ciekawych przykładów z branży winiarskiej jest współpraca Manchesteru United i Casillero del Diablo. W tym przypadku można mówić o naturalnym partnerstwie. Angielski klub nosi bowiem przydomek „Czerwone Diabły”, a cała legenda wokół chilijskiego wina jest osnuta na diable, który pilnuje szlachetnego trunku. Inicjatywa współpracy wyszła z Manchesteru, który w 2010 roku miał wysłać list, że „szuka jeszcze jednego diabła” do zespołu. Efektem partnerstwa są reklamy wina na bandach podczas meczów Premier League, ale także filmy reklamowe z udziałem największych gwiazd drużyny m.in. Zlatana Ibrahimovicia, Waynea Rooneya, Juana Maty czy Davida De Gei. We wspólnie zorganizowanym konkursie „Spotkanie Legend" do wygrania jest wyjazd dla 26 osób z całego świata, w tym z Polski, na stadion Manchesteru United i rozegranie meczu o Puchar Diabła na murawie Old Trafford. - Te dwie wielkie firmy łączy nie tylko diabeł, ale też to, że należą do marek premium. Manchester to jeden z najbardziej znanych klubów sportowych na całym świecie. W 2020 roku był warty ponad 3,8 mld dolarów, co dało mu dziesiąte miejsce w rankingu i trzecie wśród klubów piłkarskich - podkreśla Dawid Piotrowski, specjalista ds. marketingu marki Casillero del Diablo. - Z kolei Casillero del Diablo to ikona win z Nowego Świata i najbardziej znane wino z Ameryki Południowej. To najlepszy ambasador Chile na całym świecie. Jest obecne w większej liczbie krajów na świecie niż działa chilijskich ambasad. A więc zarówno w piłce nożnej, jak i w produkcji wina łączy nas nasz legendarny duch, determinacja i pasja do doskonałości. Świeżym przykładem, że koronawirus nie stanął na drodze branży alkoholowej w inwestowaniu w sport, jest podpisana pod koniec marca czteroletnia umowa między Hiszpańskim Związkiem Piłki Nożnej, a winnicą Familia Torres. Marka wina Sangre de Toro (Krew byka) została sponsorem reprezentacji kobiet, mężczyzn i zespołów młodzieżowych U-21 Hiszpanii. Będzie widoczna podczas najważniejszych imprez - mistrzostw Europy, mistrzostw świata czy Igrzysk Olimpijskich. Producent wina zaznacza, że piłka nożna to największe źródło rozrywki na świecie. 2 miliardy ludzi oglądało Euro w 2016 roku, a prawie 3,6 mld mundial dwa lata późnej i podkreśla, że wpływ na sprzedaż produktów jest ogromny. - Dzielimy się naszą miłością do piłki nożnej z kibicami i wspieramy reprezentacje. Chcemy wspólnie świętować życie i wznosić toasty za zwycięstwa z przyjaciółmi i rodziną. Piłka nożna i wino łączą ludzi, a także budują przyjaźnie - mówi Sanda Sanabria, dyrektor marketingu marki. Szampan i truskawki ze śmietaną Jedną z tradycji tenisowego turnieju na Wimbledonie są szampan i truskawki ze śmietaną. Co roku na kortach All England Lawn Tennis and Croquet Club sprzedaje się około 28 ton owoców i 25 tys. butelek „wina z bąbelkami”. Francuski szampan Lanson jest oficjalnym partnerem wielkoszlemowego turnieju od 2001 roku, a współpracuje od 1977 roku. Przygotowuje specjalne edycje butelek, których grafika nawiązuje do tenisowej rakiety czy zielonej murawy, na której grają tenisiści. Na partnerstwo z najbardziej prestiżowym turniejem tenisowym wydaje około 4 mln dolarów rocznie. Jeśli chodzi o naprawdę mocne alkohole, to od ubiegłego roku nowym partnerem najlepszej ligi koszykarskiej na świecie NBA – został koniak Hennessy. Kolejny przykład to whisky Canadian Club, które jest partnerem tenisowego turnieju Australian Open. W tym roku kanadyjska marka przedłużyła umowę o kolejne siedem lat. - Prestiżowe „produkty” sportowe są wręcz idealne do prezentowania towarów luksusowych, a zwłaszcza do budowy wizerunku tych produktów i docierania do odpowiedniej grupy docelowej. W marketingu sportowym występuje tzw. efekt aureoli, który pozwala na przenoszenie cech i atrybutów sponsorowanego wydarzenia czy klubu sportowego na reklamowany produkt – podkreśla Grzegorz Kita. Prognozy na 2021 rok – esport rośnie najmocniej Sponsoring nadal będzie mocno obecny w tradycyjnym sporcie – choćby z tego powodu, że odbędą się kluczowe imprezy przeniesione z ubiegłego roku – Igrzyska Olimpijskie w Tokio czy mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Coraz bardziej będzie rosła jego rola w e-sporcie. W 2020 roku wydatki firm sięgnęły 800 mln dolarów. To wzrost o 20 proc. w porównaniu do 2019 roku. E-sport daje możliwość kontaktu z młodszą publicznością, do której dostęp był do tej pory utrudniony. To też nowa droga dla firm, dla których promocja marek w tradycyjnym sporcie skomplikowała się z powodu pandemii. Według analizy Nielsen Sports „The changing value of sponsorship” wydatki z ery przedcovidowej na e-sport wzrosną z 347 mln dolarów do 842 mln dolarów w 2025 roku.   [1] Jarosław Kończak, Ewolucja i trendy w sponsoringu sportowym, UW [2] https://www.warc.com/newsandopinion/news/global-ad-trends-tokyo-olympics-drives-sports-sponsorship-new-record/43161 [3] „Sponsorship Sector Report: Alcoholic Beverages”; https://www.sportcal.com/News/Search/121339
8 Marca 2021 godz. 1:46
Art za UM Koszalin
 

Sportowcy otrzymali miejskie nagrody

Prezydent Piotr Jedliński zaakceptował protokół Komisji ds. nagród sportowych za osiągnięte wyniki sportowe oraz za osiągnięcia w działalności sportowej w 2020 roku. Komisja rozpatrzyła 68 wniosków, a pula nagród wynosiła 60 000 złotych. Wnioski były oceniane w pięciu kategoriach: zawodnik, zawodnik niepełnosprawny, trener i działacz sportu. Z tytułu osiągniętych wyników sportowych w krajowym i międzynarodowym współzawodnictwie sportowym nagrody finansowe w kategorii „Zawodnik" przyznano 45 osobom, w tym 11 zawodnikom niepełnosprawnym. Nagrody finansowe w kategorii „Trener" przyznano 11 osobom. Nagrody finansowe w kategorii „Działacz Sportu" za działalność społecznikowską i organizatorską, przyznano 1 osobie. Komisja rozpatrywała również kandydatury osób do wyróżnień specjalnych za wyniki sportowe oraz za osiągnięcia w działalności sportowej za 2020 rok, jakimi są statuetki „NIKE", a które dotychczas były wręczane podczas „Koszalińskiej Gali Laurów Sportu". Większość członków Komisji uznała jednak, że tego typu wyróżnienia za 2020 rok nie należy przyznawać, bo wyniki i osiągnięcia sportowe w 2020 roku nie były na tyle wysokie, aby przyznać wyróżnienia specjalne w postaci statuetki „NIKE". Ponieważ nie przyznano najważniejszych wyróżnień za 2020 rok dla Sportowca Roku i Trenera Roku, Komisja postanowiła nie przyznawać także statuetki „NIKE" w kategorii Działacz Sportu.   Ze względu na obostrzenia spowodowane pandemią COVID-19, Prezydent Miasta odstąpił od organizacji „Koszalińskiej Gali Laurów Sportu" oraz ze wspólnego spotkania ze sportowcami, trenerami i działaczami, które od kilku lat odbywało się w Filharmonii Koszalińskiej.Decyzją Prezydenta Miasta listy gratulacyjne zostaną przesłane laureatom pocztą, a nagrody finansowe zostaną przelane na konta bankowe.
19 Listopada 2020 godz. 5:54
Art za Arskom Group
 

Wieczna młodość i kij w mrowisku. Zlatan szokuje nie tylko na boisku

Kiedy debiutował w seniorskim futbolu, Leo Messi był dzieckiem cierpiącym na niedobór hormonu wzrostu, a 14-letni Cristiano Ronaldo przekonywał mamę, żeby odpuścić szkołę na rzecz futbolu, słusznie wierząc, że czeka go świetlana przyszłość. Dzisiaj, mając 39 lat na karku, Zlatan Ibrahimović wciąż jest czołowym napastnikiem świata, liderem klasyfikacji strzelców Serie A, który ma w tym sezonie na koncie tyle goli, co CR7 i Messi razem wzięci. Gra na tyle dobrze, że zasugerował nawet możliwość powrotu do reprezentacji Szwecji. Jaki jest sekret jego długowieczności? Pomimo szalejącej w całej Europie pandemii koronawirusa, prace nad filmem biograficznym o Zlatanie Ibrahimoviciu, opartym na jego głośnej książce „Ja, Zlatan”, idą pełną parą. Twórcy produkcji, która ma trafić do kin jesienią przyszłego roku, zacierają ręce patrząc na obecną formę gwiazdora AC Milan, który łamie wszelkie prawidła dotyczące najlepszego wieku dla piłkarza, będąc znów jednym z czołowych napastników świata. Dzięki jego grze Rossoneri po raz pierwszy od lat poważnie liczą się w walce o mistrzostwo Serie A, a sam Szwed puścił oko do swoich rodaków, sugerując na Instagramie możliwość powrotu do reprezentacji Szwecji, z którą Polska zmierzy się nadchodzących mistrzostwach Europy. Filmowa opowieść będzie skoncentrowana na drodze młodego syna imigrantów z Bałkanów do międzynarodowej kariery, ale historia jego sukcesu wciąż pisze się na naszych oczach. – Zlatan to nie tylko fantastyczny piłkarz, ale też historia nieporównywalna z innymi. Jego podróż z przedmieść Malmö na światowe areny to klasyczna opowieść z gatunku „od pucybuta do milionera”. Chcieliśmy uchwycić całą złożoność jego drogi i podkreślić kluczowe punkty zwrotne, a także kryzysowe momenty – podkreśla współscenarzysta filmu i autor biografii Zlatana, David Lagercrantz. Producenci mają szczęście, że scenariusz prowadzi nas przez życie piłkarza tylko do 23 roku życia, bo w przeciwnym razie musieliby przygotować nie film, tylko wieloodcinkowy serial. I pewnie nie skończyłoby się na jednym sezonie. Rozstania i powroty Sam romans Zlatana z drużyną narodową to materiał na wielogodzinną hollywoodzką opowieść. Odcinek pierwszy: w poszukiwaniu tożsamości. Ibrahimović miał do wyboru aż trzy reprezentacje. Urodził się w Szwecji, jego tata jest Bośniakiem, a mama Chorwatką. Ostatecznie postawił na zespół Trzech Koron, odwdzięczając się w ten sposób krajowi, który go wychował.  Odcinek drugi: zespół jednej gwiazdy. Na przestrzeni piętnastu lat rozegrał w żółto-niebieskich barwach 116 spotkań, zdobył 62 bramki i… niczego szczególnego nie osiągnął. Szwedzi ze Zlatanem w składzie przeważnie albo nie kwalifikowali się do wielkich turniejów, albo odpadali w fazie grupowej. Największy sukces ostatnich lat – ćwierćfinał Mistrzostw Świata 2018 – osiągnęli, kiedy Ibry w kadrze zabrakło. – Mundial beze mnie nie ma sensu, nie ma po co tego oglądać. Ale Szwecji będzie łatwiej, przynajmniej zagra bez presji. Ze mną musiałaby walczyć o zwycięstwo, taki mam charakter – mówił przed turniejem, który śledził z loży VIP, jako przedstawiciel jednego ze sponsorów. Okazało się, że faktycznie Szwedom poszło najlepiej od lat, a z turniejem pożegnali się dopiero po porażce w ¼ finału z późniejszymi wicemistrzami, Anglią. Odcinek trzeci: rozstania i powroty. O tym, że Zlatan nie ma łatwego charakteru, nie trzeba nikogo przekonywać. Najlepiej zdają sobie z tego sprawę kolejni selekcjonerzy kadry. Jako pierwszy skonfliktował się z nim Lars Lagerbäck. W 2006 roku przed meczem eliminacji do Euro Ibra wybrał się do klubu nocnego wspólnie z Olofem Mellbergiem i Christianem Wilhelmssonem. Selekcjoner odesłał całe trio do domów za złamanie zasad obowiązujących na zgrupowaniu. I o ile dwaj koledzy posypali głowy popiołem i na kolejnym zgrupowaniu wrócili do łask, o tyle Zlatan uznał, że kara była niesłuszna i rozpoczął kilkumiesięczny bojkot drużyny narodowej. Powrót nie trwał długo. Dwa lata później, po tym jak zespół narodowy nie zakwalifikował się na mundial w RPA, Ibrahimoviciowi odechciało się grać w kadrze. Po kilku miesiącach dał się przekonać do powrotu nowemu selekcjonerowi, Erikowi Hamrenowi, który powierzył mu opaskę kapitańską.  Odcinek czwarty: kij w mrowisku. Ostatecznie (?) Zlatan rozstał się z drużyną narodową po Euro 2016, na którym Szwedzi, jako jedna z nielicznych drużyn w nowej formule, nie wyszli nawet z grupy. Od tego czasu Trzy Korony grają lepiej, przestały być uzależnione od jednego zawodnika. Nawet kibicom jego ewentualny powrót nie jest w smak – dziennik Aftonbladet przed mundialem 2018 zrobił ankietę, w której 63% badanych stwierdziło, że jest przeciwne ewentualnemu powrotowi napastnika do kadry. Nie przeszkadza to Zlatanowi w regularnym wkładaniu kija w mrowisko. Po raz ostatni zrobił to niedawno, wrzucając na Instagrama swoje zdjęcie w żółto-niebieskiej koszulce, z podpisem „dawno się nie widzieliśmy”. Medialna burza znowu odżyła, dopiero słowa selekcjonera Janne Anderssona, który przypomniał, że Ibra 4,5 roku temu ogłosił koniec gry w kadrze i nic w tej sprawie się nie zmieniło, uspokoiły sytuację. Na razie, bo Zlatan w takiej formie byłby łakomym kąskiem dla każdej drużyny na świecie. Co ciekawe, w ciągu kilku tygodni, kiedy jego comeback wydawał się realny, kursy u bukmacherów na to, że Szwecja zdobędzie mistrzostwo Szwecji spadły. Obecnie na przykład w firmie Totolotek, u legalnego bukmachera, za jedną złotówkę postawioną na to zdarzenie można zarobić aż sto złotych (minus podatek). To dokładnie taka sama stawka, jak za historyczny triumf biało-czerwonych, którzy zmierzą się ze Szwedami w fazie grupowej. W oczach ekspertów z branży bukmacherskiej, powrót snajpera Milanu byłby tym czynnikiem, który sprawiłby, że Szwedzi byliby nieznacznie lepsi od Polaków. Dogania własną reputację W ostatnich latach eksperci i kibice z całego świata często podnosili głosy, że klasa sportowa Ibrahimovicia nie nadąża za jego wybujałym ego i rozbuchanym gwiazdorskim wizerunkiem. Teksty piłkarza w stylu „To nie Zlatan ma koronawirusa, tylko koronawirus Zlatana” przestały bawić, a zaczęły żenować przez swoje natężenie. Tak jak dawniej żarty o Chucku Norrisie. O ile jednak odtwórca roli „Strażnika Teksasu”, wbrew pogłoskom, pewnie jednak nie byłby w stanie trzasnąć drzwiami obrotowymi czy kozłować piłką lekarską na plaży, o tyle Ibrahimović swoją dyspozycją w wieku 39 lat udowadnia, że jednak ma w sobie coś nadludzkiego. Przede wszystkim jest to nadludzka pasja do pracy. – Cierpię, kiedy trenuję, ale kocham to cierpienie. Od najmłodszych lat musiałem robić więcej niż inni. Bez tego nie byłbym Zlatanem – podkreśla „Ibrakadabra”. Wszystkim wydawało się, że kiedy w wieku blisko 37 lat wyjeżdżał za ocean, żeby grać w MLS, rozpoczął właśnie epilog pięknej piłkarskiej historii. Kiedy jednak kibice powoli dojadali popcorn i szykowali się na napisy końcowe, okazało się, że bohater dopiero się rozkręca. Oby ostatnie fragmenty tej epickiej historii nie koncentrowały się na ucieraniu nosa Polakom. Jednego, Krzysztofa Piątka, już pozbawił nadziei na zrobienie kariery na San Siro. Oby Jens Andersson dalej uparcie trwał w postanowieniu o nieprzywracaniu Ibrahimovicia do drużyny narodowej, bo „skrzywdzeni” na Euro mogą zostać nasi kolejni rodacy.
10 Września 2020 godz. 12:01
Art za Arskom Group
 

Od bombardowań Belgradu po dyskwalifikację z US Open. Novak Djoković – dziecko wiecznej wojny

Tenisowy mistrz. Rozkapryszony dzieciak. Człowiek z obsesją zwycięstwa. Antyszczepionkowiec. Filantrop. Furiat. Dziecko wojny. To nie skład dziwacznej drużyny, tylko niezwykle skondensowany opis jednego sportowca – Novaka Djokovicia. Serba, który niedawno za pozornie błahe przewinienie został zdyskwalifikowany z wielkoszlemowego US Open. I który przez ostatnie lata uczciwie na to wykluczenie zapracował, zniechęcając do siebie znaczną większość tenisowego świata. Tego, który zawsze będzie „tym trzecim”, nawet jeśli zostanie sam na szczycie. Pojawił się na wielkiej tenisowej scenie, kiedy klucze do serc kibiców były już rozdane. Większa część była w rękach szwajcarskiego gentlemana Rogera Federera, nieco mniejsza jego największego rywala, prostolinijnego Hiszpana Rafaela Nadala. Novak Djoković ze swoją wielką sportową klasą pojawił się w niewłaściwym miejscu i niewłaściwym czasie. Z wielkim prawdopodobieństwem zakończy karierę jako najwybitniejszy zawodnik w historii. Już dziś pod względem liczby wielkoszlemowych triumfów depcze po piętach dwóm wielkim rywalom, a jest od obu młodszy i mniej wyeksploatowany. Jednak najważniejszą dla siebie walkę od lat przegrywał. – Ma bolesną zadrę w sercu, bo chce by cały świat go kochał, a tak się nie dzieje – analizował John McEnroe, legendarny tenisista. Amerykański dziennikarz Ben Rothenberg szedł jeszcze dalej, twierdząc, że najmocniej wspierana przez kibiców trójka tenisistów na świecie to Federer, Nadal, i ten, który akurat gra przeciwko Djokoviciowi. Przez ostatnie miesiące „Nole” zajmował się głównie wbijaniem kolejnych gwoździ do swojej wizerunkowej trumny, zaczynając od organizowania pokazowych turniejów tenisowych na Bałkanach, w trakcie których ignorował wszelkie reguły bezpieczeństwa epidemicznego, a kończąc na kompletnie przypadkowym i ekstremalnie głupim uderzeniu sędziny liniowej piłką, co kosztowało go przeszło ćwierć miliona dolarów w nagrodach i – prawdopodobnie – wielkoszlemowy tytuł.  Lokalny bohater, globalny wróg publiczny Analizując dane z Google, Djoković jest najpopularniejszym tenisistą w siedmiu krajach: Serbii, Czarnogórze, Bośni i Hercegowinie, Chorwacji, Słowenii, Kosowie i Macedonii Pólnocnej. Na Bałkanach to lokalny bohater, filantrop wspierający lokalne społeczności, którego fundacja zbudowała 43 przedszkola i wyszkoliła ponad 1500 nauczycieli. Serb miał 12 lat, kiedy przeżył naloty sił NATO, bombardujących jego rodzinny Belgrad. Trenował gdzie tylko mógł, odbijając tysiące razy piłkę o ściany zrujnowanego basenu. Nigdy nie porzucił marzenia o wielkoszlemowym tytule. O byciu największym. O pójściu w ślady Pete’a Samprasa, zwycięzcy Wimbledonu w 1993 roku – pierwszego wielkiego turnieju oglądanego przez małego „Nole”. Jego drogę do wielkości znakomicie pokazała Polka Zuzanna Szyszak w nagrodzonym m.in. na festiwalu w Palermo krótkometrażowym filmie animowanym „Ajde!”.  – Brakuje mi słów po obejrzeniu „Ajde The Movie”. Ten film przywołał tyle wspomnień, że popłakałem się ze wzruszenia. Jestem zaszczycony tym dziełem sztuki. Zuzanno, zrobisz jeszcze wiele niesamowitych rzeczy w swoim życiu. Kawał dobrej roboty! – napisał po jego obejrzeniu sam Djoković. To był 2015 rok. W oczach kibiców był „tym trzecim”, ale miał spore grono niezwykle zaangażowanych i wiernych fanów, takich jak polska animatorka. Przez te pięć lat tak bardzo zależało mu na uwielbieniu tłumów, że większość całkowicie do siebie zniechęcił. Jak postawiony na głowie Faust: jest częścią tej siły, która wiecznie dobra pragnąc, wiecznie czyni zło. A wszystko zaczęło się od niezwykłego pokazu siły mentalnej, czyli finału US Open w 2015 roku. Tam Djoković zmierzył się z 23 tysiącami rywali. Jednym z nich był Roger Federer, resztę stanowili zachowujący się skandalicznie amerykańscy kibice. Serb zagrał genialnie. Wygrał. Dał pokaz absolutnie kosmicznego tenisa. – Kiedy krzyczeli „Roger, Roger!” wmawiałem sobie, że krzyczą „Novak, Novak!”. Czasami coś takiego daje mi dodatkowego kopa, ale szczerze mówiąc wolałbym mieć trybuny po swojej stronie – przyznawał tenisista.  Pokonany przez koronawirusa Po Serbie było doskonale widać, że brak wsparcia trybun nie jest mu w smak. Gorąca, bałkańska krew buzowała w nim, kiedy słyszał gwizdy pod swoim adresem, spowodowane tylko tym, że nie jest Federerem czy Nadalem. Przez lata to w sobie gromadził, aż wreszcie przestał sobie radzić z rolą wroga publicznego, którym stał się zanim tak naprawdę zrobił cokolwiek złego. Więc zaczął coraz bardziej wczuwać się w narzuconą rolę czarnego charakteru. W 2016 roku podczas ATP Finals w przypływie frustracji uderzył piłką w trybuny. Szczęśliwie trafił w puste krzesełko. Zapytany przez dziennikarza, czy nie boi się dyskwalifikacji, wyśmiał go, twierdząc, że równie dobrze mogą rozmawiać o tym, co by było gdyby w hali spadł śnieg.  W tym samym czasie coraz głośniej zrobiło się o wyznawanych przez niego pseudonaukowych teoriach. Współpracował z „duchowym guru” Pepe Imazem, urazy leczył końskim łożyskiem u kontrowersyjnej znachorki Marijany Novaković, dzielił się ze światem „mądrościami” dotyczącymi uzdrawiającej mocy bośniackich piramid słońca, czy o cząsteczkach wody reagujących na emocje. O ile zamieniając treningi na medytację zaszkodził wyłącznie swojej formie sportowej, o tyle jego działania od wybuchu pandemii koronawirusa były niebezpieczne dla szerokiego grona odbiorców. Nie przestrzegając zaleceń dotyczących izolacji społecznej zorganizował na Bałkanach pokazowe tenisowe turnieje Adria Cup. Kiedy pół świata siedziało zamknięte w domach, „Nole” i spółka nie tylko grali w tenisa, ale też balowali do białego rana. Efekt? Djoković, jego żona, Viktor Troicki, Borna Corić i Grigor Dimitrow złapali koronawirusa. – Nie pytajcie mnie już o moje głupie zachowania. On przebił wszystko – skomentował znany jako największy tenisowy badboy Nick Kyrgios.  Można zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie wieloletnia walka z całym światem – i zdrowym rozsądkiem – tenisowe władze może spojrzałyby przez palce na kompletnie przypadkowe uderzenie piłką sędzi liniowej w meczu US Open. Po ostatnich koronawirusowych ekscesach Djokovicia ten wybryk był dla nich jak gwiazdka z nieba. Regulamin w jasny sposób pozwalał go zdyskwalifikować, co bez większego zastanowienia szefowie rozgrywek zrobili, korzystając z wymarzonej okazji do utarcia nosa krnąbrnemu zawodnikowi. A że przy okazji turniej medialnie stracił? Że o tryumf bije się tylko grono młodych, wygłodniałych wilczków, bez wielkich gwiazd? Parafrazując Lorda Farquaada, głównego antagonistę z filmu „Shrek”, zdyskwalifikowanie Novaka było dla tenisowych decydentów „poświęceniem, na które są gotowi”.   Przyszłość pod znakiem zapytania US Open wchodzi w decydującą fazę, już bez swojej największej gwiazdy. Na placu boju pozostali zawodnicy drugiego szeregu, będący melodią przyszłości. Legalny bukmacher, firma Totolotek, widzi u mężczyzn faworytów w Daniilu Miedwiediewie (za złotówkę postawioną na jego końcowe zwycięstwo można zarobić 2,25 minus podatek) oraz Dominiku Thiemie, na którego triumf kurs w Totolotku wynosi 2.5. Niżej oceniane są szanse Saszy Zwieriewa (kurs 4.0), a kompletnie bez szans jest wg bukmacherów Pablo Carreno-Busta (do wygrania aż 15 złotych za jedną złotówkę postawioną na jego zwycięstwo, minus podatek). Do momentu niefortunnego incydentu murowanym faworytem był oczywiście Djoković. Sam przez swoją głupotę stracił co najmniej ćwierć miliona dolarów, a gracze, którzy na niego stawiali też mocno dostali po kieszeni. Dla Serba to jednak najmniejszy z problemów. Straty wizerunkowe są nieporównanie większe. Uderzając piłką Bogu ducha winną kobietę ostatecznie dokonał swojej transformacji z postaci na siłę wtłoczonej w rolę wroga publicznego, do pełnokrwistego czarnego charakteru, którym stał się na własne życzenie. Misja wyprowadzenia jego wizerunku na prostą jest na tyle straceńcza, że tym razem naprawdę przydałby mu się szaman, znachor, guru, albo piramidy słońca.