eWok, film: Prezydent.pl - 8 godzin temu
Karol Nawrocki, prezydent RP lansuje modę. Modę na rady. Rady większe i mniejsze, eksperckie, społeczne, gospodarcze, medialne, samorządowe, konstytucyjne. Rady od wszystkiego i dla wszystkich. A właściwie dla tych, których Pałac Prezydencki uzna za godnych zasiadania w prezydenckiej „strefie odsłuchu”.
Prezydent Karol Nawrocki ogłosił 3 maja, podczas obchodów 235. rocznicy Ustawy Rządowej z 1791 roku, powołanie Rady Nowej Konstytucji. Sceneria była godna wielkiego państwowego aktu: Zamek Królewski, hymny, historia, parlamentarzyści, mieszkańcy stolicy i słowa o „konstytucji nowej generacji roku 2030”. Wszystko miało ciężar symbolu. Data nieprzypadkowa, miejsce nieprzypadkowe, ton podniosły. Tyle że w polityce, jak w teatrze, sama scenografia nie wystarczy. Liczy się jeszcze obsada i intencja reżysera.
Rada rady, czyli kto napisze przyszłość
Do Rady Nowej Konstytucji powołano osoby znane z życia publicznego: Julię Przyłębską, Ryszarda Piotrowskiego, Annę Łabno, Barbarę Piwnik, Marka Jurka, Ryszarda Legutkę, Józefa Zycha, Piotra Andrzejewskiego, Zdzisława Krasnodębskiego i Jacka Majchrowskiego.
To nazwiska rozpoznawalne. Część z nich ma doświadczenie prawnicze, część polityczne, część akademickie. Ale trudno nie zauważyć, że jest to skład raczej z gabinetu wspomnień III RP niż z laboratorium przyszłości. Średnia wieku członków rady wynosi około 73 lata. Można oczywiście powiedzieć, że konstytucję pisze się doświadczeniem, a nie metryką. I będzie w tym sporo racji. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy projekt „nowej generacji” zaczynają firmować głównie przedstawiciele generacji bardzo dobrze pamiętającej polityczne wojny sprzed dwóch, trzech dekad.
Dla kontrastu warto przypomnieć Thomasa Jeffersona. Główny autor Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych z 1776 roku miał wówczas zaledwie 33 lata
Ten przykład nie służy kultowi młodości. Służy przypomnieniu, że wielkie akty państwowe wymagają nie tylko doświadczenia, lecz także odwagi, świeżego języka i wyobraźni przyszłości. Konstytucja nie jest bowiem albumem pamiątkowym. Nie pisze się jej po to, by uhonorować zasłużonych. Pisze się ją po to, by porządkowała państwo na dekady.
Prezydent zapowiada, że do rady dołączą kolejni eksperci, prawnicy, konstytucjonaliści i przedstawiciele klubów parlamentarnych. Pałac Prezydencki ma stać się miejscem debaty. Piękna deklaracja. Tyle że w Polsce słowo „debata” od dawna bywa używane podobnie jak słowo „konsultacje”, najczęściej wtedy, gdy decyzja już została podjęta, a publiczności zostawia się prawo do oklasków.
Czternasta, piętnasta, pięćset dziewiętnasta
Sama Rada Nowej Konstytucji nie byłaby może wydarzeniem aż tak osobliwym, gdyby nie szerszy kontekst. Karol Nawrocki powołał już tyle rad, że obywatel może zacząć się gubić, czy mówimy jeszcze o doradztwie, czy już o alternatywnym systemie administracji państwowej.
Według analizy od objęcia urzędu 6 sierpnia 2025 roku prezydent powołał 15 rad. Łącznie zasiada w nich co najmniej 519 osób. Dla porównania: przy prezydencie Andrzeju Dudzie przez dwie kadencje działało 12 rad, skupiających około 220 członków.
Nawrocki najwyraźniej uznał, że skoro rada ma radzić, to im więcej rad, tym więcej mądrości, bo przecież "co dwie głowy, to..." Prezydent określa rady jako „strefę odsłuchu”. Brzmi nowocześnie. Trochę jak centrum analityczne, trochę jak studio nagrań, trochę jak służby specjalne w wersji miękkiej. Ale skoro w tej strefie odsłuchu zasiada już ponad pół tysiąca osób, to pytanie brzmi: kto kogo słucha? Prezydent doradców? Doradcy prezydenta? A może wszyscy słuchają przede wszystkim tego, czy Pałac nadal pamięta o ich obecności?
Klub seniora czy kuźnia konstytucji?
Rada Nowej Konstytucji natychmiast wywołała falę komentarzy. Jedni widzą w niej próbę poważnej debaty ustrojowej. Inni polityczny teatr. Jeszcze iklub zasłużonych, którym powierzono temat zbyt ważny, by potraktować go jako kolejną okazję do politycznego ustawienia dekoracji.
Pojawiły się opinie, że skład rady reprezentuje wąski światopoglądowo wycinek społeczeństwa. Pojawiły się też złośliwości dotyczące wieku jej członków. Nie wszystkie są eleganckie, ale trudno udawać, że problemu nie ma.
Jeśli mówimy o konstytucji roku 2030, to dobrze byłoby zapytać, kto będzie w tym roku z tą konstytucją żył najdłużej. Dzisiejsi dwudziesto-, trzydziesto- i czterdziestolatkowie? Czy głównie polityczni emeryci, którzy od lat uczestniczą w tych samych sporach, tylko przy innych stołach?
Do napisania ustawy zasadniczej potrzebne są nie tylko doświadczenie i profesorskie tytuły, ale także wyobraźnia społeczna, kontakt z rzeczywistością młodszych pokoleń, zrozumienie nowych technologii, demografii, bezpieczeństwa, klimatu, samorządności i praw obywatelskich. Inaczej „konstytucja nowej generacji” może się okazać konstytucją starej daty.
Koszaliński i zachodniopomorski ślad w prezydenckich gremiach
W tej historii jest także lokalny akcent. Wśród setek osób zasiadających w prezydenckich radach pojawiają się nazwiska znane na Pomorzu Zachodnim. W Radzie Gospodarczej znalazł się m.in. Jakub Pyżanowski, były prezes Zarządu Obiektów Sportowych w Koszalinie. A w Radzie Samorządu Terytorialnego pojawił się również Maciej Berlicki, burmistrz Sianowa.
Można to odczytać pozytywnie: oto prezydent próbuje wyjść poza centralny salon i słuchać Polski lokalnej. Ale można też postawić pytanie mniej wygodne: czy nie powstaje w ten sposób równoległa sieć politycznych kontaktów, lojalności i zobowiązań? Sieć, która z czasem może stać się czymś więcej niż forum doradczym. Bo rada w polskiej polityce rzadko bywa tylko radą. Czasem jest poczekalnią. Czasem nagrodą. Czasem wizytówką. Czasem zalążkiem zaplecza.
Kraj rad
I tu dochodzimy do tytułowego paradoksu. Polska, która przez dekady z nieufnością patrzyła na „Kraj Rad”, jak w PRL propagandowo określano Związek Radziecki dziś może obserwować własną, prezydencką wersję rad.
Oczywiście bez sierpa, młota i obowiązkowych peanów na cześć przodowników pracy. Ale z podobną wiarą w to, że jeśli powoła się odpowiednio dużo gremiów, nada im odpowiednio poważne nazwy i posadzi przy stołach odpowiednio wiele osób, to powstanie wrażenie wielkiego państwowego namysłu.
W PRL tygodnik „Kraj Rad” opowiadał o ZSRR jako krainie sukcesu, postępu, nauki, kultury i gospodarczej potęgi. Wszystko było tam jasne, słuszne i historycznie konieczne. Dzisiejszy prezydencki kraj rad nie jest oczywiście kopią tamtej propagandy, ale mechanizm symboliczny jest znajomy: dużo formy, dużo powagi, dużo nazwisk, dużo instytucjonalnej oprawy. I ciągle niepewność, ile w tym realnej sprawczości, a ile politycznej scenografii. Bo państwo nie staje się silniejsze od liczby rad. Staje się silniejsze od jakości decyzji. Od przejrzystości instytucji. Od zaufania obywateli. Od tego, czy władza potrafi słuchać także tych, których nie zaprosiła do pałacu.
Konstytucja czy zaplecze?
Najważniejsze pytanie brzmi więc nie: kto zasiadł w Radzie Nowej Konstytucji? Pytanie brzmi: po co ta rada naprawdę powstała? Czy chodzi o poważną rozmowę o ustroju państwa, konflikcie kompetencyjnym między prezydentem a rządem, bezpieczeństwie, prawach obywatelskich i przyszłości samorządów? Czy raczej o budowę własnego obozu politycznego, niezależnego od partii prawicowych, ale korzystającego z ich kadr, emocji i symboli?
Karol Nawrocki może oczywiście przekonywać, że chce słuchać. Tyle że pół tysiąca doradców to nie tylko ucho władzy. To także jej zaplecze, mapa wpływów i polityczny rezerwuar. W razie sporu z partiami, rządem czy parlamentem można powiedzieć: za mną stoją eksperci, samorządowcy, prawnicy, społecznicy, profesorowie. Za mną stoi kraj rad.
A obywatel? Obywatel patrzy i zastanawia się, czy z tej liczby rad wyniknie choć jedna dobra rada dla państwa. Bo jeśli Rada Nowej Konstytucji ma być tylko kolejnym piętrem w pałacowej konstrukcji wpływów, to konstytucji z tego nie będzie. Będzie natomiast jeszcze jedna fotografia z powołania, jeszcze jedna lista nazwisk, jeszcze jeden komunikat i jeszcze jedna uroczystość w podniosłej scenerii.
Państwo nie potrzebuje dziś kolejnego chóru doradców. Potrzebuje odpowiedzi na proste pytanie: kto bierze odpowiedzialność?
Na razie odpowiedź brzmi: powołajmy kolejna w kraju radę.