Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.
20 Października 2020 godz. 17:26
Art za Klub Sportowy Judo Gwardia Koszalin
 

Judocy Gwardii nadal w formie

Judocy koszalińskiej Gwardii nadal prezentują super formę. Potwierdzili to dwukrotnie. Wywalczyli awans do Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży która odbędzie się w Zamościu oraz podczas Pucharu Polski a Piasecznie gdzie czworo stanęło na podium. Na podium w Piasecznie stanęli:  Aleksandra Szulc -I miejsce w kat.48 kg Kamil Kustrzycki -III miejsce w 60 kg - jeszcze młodzik nie może startować OOM. Adam Małecki -III miejsce w 73 kg Zuzanna Mikołajczak -III miejsce a kat+70 kg Kolejne miejsca wywalczyli podczas eliminacji do OOM w Jezierzycach:  Julia Wiśniewska -III miejsce w kat.63 kg  Wojtek Szulc -II miejsce w kat.+90 kg Cała piątka będzie reprezentowała nasze miasto i klub podczas Mistrzostw Polski tj.OOM w Zamościu Trenerami judoków Gwardii są Cezary Wojniusz i Marian Standowicz.   Kolejne zawody -  Międzywojewódzkie Mistrzostwa Młodzików - odbyły się w Bydgoszczy. W imprezie  startowało 140 zawodników z 30 klubów.  Wyniki gwardzistów: Kamil Kustrzycki -I miejsce w kat.60kg ( to Mistrz Polski w kat.55 kg z 2019 roku) Paulina Makaś -I miejsce w kat 52 kg Krzysztof Grabarek -II miejsce w kat.90 kg Agnieszka Sosnowska -III miejsce w 63 kg Jakub Kamiński -V miejsce w kat.73 kg Aleksander Cąkała VII miejsce w 73 kg - Zawody bardzo ważne gdyż są punktowane dla klubów, ale to nie eliminacje do Mistrzostw Polski Młodzików tylko sprawdzian - mówi trener Marian Standowicz. Mistrzostwa Polski Młodzików odbędą się w Poznaniu w dniach 5-6.12 2020 roku.
18 Października 2020 godz. 11:29
Art za PZLA, olimpicchanel.com
 

Ugandyjczyk Jacob Kiplimo oraz Kenijka Peres Jepchirchir zostali złotymi medalistami mistrzostw świata w półmaratonie, które odbyły się w Gdyni. Oboje okrasili triumfy rekordowymi wynikami, podobnie jak najlepszy Polak Krystian Zalewski.

24. mistrzostwa świata w półmaratonie odbyły się z półrocznym opóźnieniem, pierwotnie zaplanowano je na 29 marca. Pandemiczna rzeczywistość zmusiła organizatorów do zmiany planów, ale zrobili oni wszystko, żeby zawody jednak doszły do skutku, choć w mocno okrojonej formie (nie odbył się bieg masowy dla amatorów, w którym miało wystartować ponad 27 tys. biegaczy). Rywalizowali tylko zawodowcy, których pojedynek był pasjonujący. Sobotnia rywalizacja przebiegała w bardzo dobrych warunkach atmosferycznych, 8o C, lekki wiatr (korzystny na długiej prostej wzdłuż morza), a chwilami nawet wychodziło słońce.  Bieg kobiet miał dramatyczny przebieg, nie wiodło się Etiopkom – upadły na trasie Netsanet Gudeta, następnie Ababel Yeshaneh (podcinając Kenijkę Joyciline Jepkosgei) i tuż przed metą poślizgnęła się Yalemzerf Yehualaw spadając z drugiego miejsca na trzecie. Dla Peres Jepchirchir był to już drugi złoty medal w mistrzostwach (poprzednio w 2016 r.) i trzeci rekord świata w półmaratonie. Srebro, ze stratą zaledwie dwóch sekund, niespodziewanie wywalczyła Niemka Melat Kejeta (do 20 marca 2019 r. reprezentująca Etiopię) a brąz – Etiopka Yalemzerf Yehualaw. Z czwórki Polek od początku najwyżej plasowała się Izabela Trzaskalska-Paszkiewicz zajmując ostatecznie 28 miejsce z czasem 1:10:52 (poprzednia życiówka 1:11:09). Na kolejnej pozycji z wynikiem 1:11:02 (poprawa rekordu o pół minuty) dystans ukończyła równo biegnąca Katarzyna Rutkowska-Jankowska. Ostrożnie rozpoczęła bieg debiutująca w reprezentacji Angelika Mach, na mecie była 32. z wynikiem 1:11:07 (poprzednia życiówka 1:13:58) wyprzedzając aż 34 rywalki, którym ustępowała po pięciu kilometrach. Aleksandra Lisowska zajęła 51 miejsce osiągając czas 1:12:16 (poprawa o 29 sekund). Paszkiewicz-Jankowski-Mach zajmują obecnie odpowiednio 3-4-5 miejsce w polskich tabelach all-time. Drużynowo zwyciężyła Etiopia z sumą czasów trzech zawodniczek 3:16:39, Kenijki uzyskały 3:18:10, brąz przypadł Niemkom 3:28:42. Bardzo dobra postawa przyniosła naszym zawodniczkom wysoką siódmą lokatę najwyższą w historii.  W biegu mężczyzn triumfował niespełna 20-letni Ugandyjczyk Jacob Kiplimo bijąc czasem 58:49 rekord mistrzostw (w drugim starcie w karierze poprawił się o ponad trzy minuty). Kenijczyk Kibiwott Kandie był wolniejszy o pięć sekund a Etiopczyk Amedework Walelegn – o 19 sekund. Tuż za podium uplasował się Joshua Cheptegei (rodak zwycięzcy), autor trzech rekordów świata w br. (na 5 km, 5000 m i 10.000 m). Krystian Zalewski miał pobiec poniżej 62 minut (rekord życiowy z Gdyni ’19 – 1:02:34), a może nawet zaatakować rekord Polski Piotra Gładkiego (1:01:35 z Hagi 2000). Podopieczny Jacka Kostrzeby zaimponował znakomitym finiszem. Po 20 kilometrach jego strata do lidera wynosiła 2:40, a na ostatnim odcinku (1097.5 m) zanotował czwarty czas (będąc wolniejszy od Kiplimo tylko o trzy sekundy). Zalewski za linią mety padł wyczerpany, ale gdy spojrzał na swój wynik nie ukrywał ogromnego wzruszenia – ustanowił pierwszy rekord Polski w karierze. Zajął 34 miejsce – najwyższe polskiego biegacza w historii mistrzostw. Lokaty pozostałych Polaków: 95. Adam Nowicki 1:04:31, 101. Damian Kabat 1:05:26 (rekord życiowy) i 106. Adam Głogowski 1:05:50.  Zacięta walka o medale w klasyfikacji zespołowej przyniosła triumf Kenii (2:58:10), o 15 sekund przed Etiopią i 29 sekund przed Ugandą. Polska drużyna zajęła 15 miejsce (3:11:29). Wystartowały 104 zawodniczki (18 drużyn) i 121 zawodników (21 drużyn). Większą frekwencję w ostatnich 16 edycjach mistrzostw odnotowano tylko raz w 2018 r. Rywalizacja kobiet obfitowała w rekordy. W biegu w obsadzie tylko kobiecej ustanowiono rekord świata oraz rekord Europy. Padło dziewięć rekordów krajowych. Sześć zawodniczek pobiegło poniżej 1:06:00 (dotychczas najwięcej – cztery), podobnie najwięcej w historii poniżej a– 1:07:00, 1:08:00 i 1:09.00. Czas trójki zawodniczek z Etiopii jest rekordem mistrzostw świata.  Mężczyźni poprawili 13 rekordów krajowych.
11 Października 2020 godz. 4:05
Art za PZJ
 

Ola Szulc z Pucharem Europy Kadetów

To najlepszy okres w karierze młodziutkiej Aleksandry Szulc (KSJ Gwardia Koszalin). Tydzień temu zdobyła brązowy medal Mistrzostw Polski Seniorek, a dziś wygrała Puchar Europy Kadetek. 16-letnia judoczka ma duże szanse na występy w Mistrzostwach Europy Kadetek oraz Juniorek. - Ubiegłotygodniowy medal MP Seniorek w Trzciance dodał mi więcej pewności siebie. Uważam także, że każde zawody są ważne i za każdym razem jestem bardzo zmotywowana, nie ma mowy o jakimkolwiek lekceważeniu rywalek. Takie podejście sprawia, że w każdym pojedynku daję z siebie wszystko, a wszystkie zwycięstwa bardzo cieszą – mówi Aleksandra Szulc, która 30 listopada skończy 17 lat. Co ciekawe, urodziny będzie obchodziła podczas ME Kadetek w Rydze. Wcześniej utalentowana judoczka ma szansę wystąpić jeszcze w ME Juniorek w Poreczu. Ale na razie cieszy się z największego międzynarodowego sukcesu w karierze. - Każda walka w Szczyrku była inna jeśli chodzi o przebieg, ale na macie trzeba rywalizować na 100 proc. możliwości. Pokonałam Wiktorię Ślązok i Oliwię Onysk oraz Estonkę Vilenę Arshakyan i Czeszkę Adelę Fiserovą. Wcześniej przegrałam z Fiserovą na Warsaw Judo Open w repesażach. W dzisiejszym rewanżu wiedziałam co mam robić, ciężko pracowałam i zwyciężyłam. Z kolei z Wiktorią wygrałam w Pucharze Polski w Piasecznie – dodała zawodniczka trenująca judo 11 lat. To był najlepszy międzynarodowy występ Oli Szulc. W koszalińskiej Gwardii jej trenerami są Cezary Wojniusz i Marian Standowicz, a w reprezentacji kraju trenuje pod okiem Tomasza Jopka. - Rzucałam w dzisiejszym turnieju na moje ulubione techniki, tj. harai-goshi, osoto-gari, jak i ouchi-gari. Próbowałam również innych technik, ale te wymienione były punktowane. Trzy z czterech walk wygrałam przed czasem, co dodatkowo cieszy – zaznaczyła Aleksandra Szulc. Wcześniej judoczka z Koszalina wystąpiła w dwóch Pucharach Europy – rok temu debiutowała w Bielsku-Białej, a następnie sięgnęła po brąz w Gyor, pokonując w decydującej walce Węgierkę Lukę Horvath. W Szczyrku na najwyższym stopniu podium stanęli również: Ksawery Ignasiak -60kg, -Wojciech Koziołek -66kg i Anna Zakrzewska -40kg, srebro wywalczyli Wiktoria Ślązok -48kg, Stanisław Piechota -50kg, Oliwier Nowok -55kg, a brąz Mateusz Fityka -55kg, Bartosz Naczyński -60kg, Jakub Pec -66kg oraz Oliwia Kutyła -52kg.
9 Października 2020 godz. 15:19
Ara za Arskom
 

Dwóch króli, czarna owca i polska sensacja – jak kształtuje się wizerunek tenisowych gwiazd?

Czasami wystarczy wejść na scenę w niewłaściwym czasie, żeby zamiast roli „króla ludzkich serc” stać się szwarccharakterem. Novak Djoković jest tego idealnym przykładem. Tak długo był odrzucany przez kibiców tylko dlatego, że nie jest Federerem ani Nadalem, że w końcu zaczął dawać powody, żeby go nie lubić. Jak to wpływa na wartość marketingową całej trójki? – Djoković ma zaangażowane grono fanów, ale mniej liczne od największych rywali. Marki premium mogą też obawiać się kontrowersji związanych z jego postępowaniem – podkreśla Mateusz Brzeźniak z agencji marketingu sportowego Arskom Sport Brokers. W Polsce coraz jaśniej świeci gwiazda Igi Świątek, która może zaraz być dużą wartością dla marek. Dla serbskiej supergwiazdy światowego tenisa rok 2020 to prawdziwa huśtawka nastrojów. Z jednej strony – imponuje sportową formą, wygrywając mecz za meczem. Z drugiej – za pozornie błahe, kompletnie przypadkowe uderzenie piłką sędzi liniowej został zdyskwalifikowany z US Open. Jest o nim tak głośno, jak o żadnym innym tenisiście, ale nie w kontekście, w jakim by tego oczekiwał. Novak Djoković w dobie pandemii stracił wizerunkowo bardzo wiele, co może się przełożyć na jego zarobki z reklam. Za sprawą lekceważącego podejścia do koronawirusa sprawił, że w oczach wielu fanów sportu stał się postacią niebezpieczną, promującą nieodpowiedzialne zachowania. Wystarczy wspomnieć, że kiedy niemal cały świat siedział zamknięty w domach, „Nole” wraz z kolegami objeżdżał Bałkany w ramach zorganizowanego przez siebie Adria Cup, po zawodach balując do białego rana. Jak można było się spodziewać, poskutkowało to serią zakażeń, w tym u samego organizatora i jego małżonki. To, według ekspertów, będzie miało dla jego wizerunku dużo poważniejsze długofalowe konsekwencje, od niefortunnej dyskwalifikacji z US Open. – Incydent podczas US Open, jeśli nie pociągnie za sobą kolejnych, nie powinien wpłynąć na wizerunek tenisisty. Lampką alarmową dla wielu reklamodawców mogą być za to lekkomyślne zachowania i wypowiedzi Serba dotyczące pandemii – analizuje Mateusz Brzeźniak, account manager w agencji marketingu sportowego Arskom Sport Brokers. Z punktu widzenia reklamodawców, chociaż w ostatnim czasie nie jest o nich tak głośno jak o Serbie, wciąż bezpieczniejszym wyborem są Rafael Nadal i Roger Federer, zawodnicy będący od lat zmorą Djokovicia, nawet kiedy na korcie okazywał się od nich lepszy. – Wizerunek każdej z tych legend opowiada inną historię, którą można połączyć z marką. Federer jest artystą, profesjonalistą i wzorem do naśladowania, na korcie i poza nim. Szwajcar idealnie pasuje do komunikacji marek premium. Nadal łączy w sobie niesamowitą waleczność, sportową siłę i niezłomność, dzięki czemu chętnie identyfikuje się z nim męskie grono konsumentów. Djoković, poza byciem wielkim sportowcem o niespotykanej umiejętności wznoszenia się na wyżyny w najtrudniejszych momentach, uchodził za normalnego, fajnego faceta – dodaje Brzeźniak.     Rekordowy szum w mediach Chociaż Djoković, niezależnie od sportowych wyników, zawsze był i pewnie pozostanie „tym trzecim”, zawodnikiem, który pojawił się na tenisowym szczycie, kiedy klucze do serc kibiców już dawno były rozdane pomiędzy dżentelmena ze Szwajcarii i hiszpańską maszynę. W ostatnim roku to o nim było zdecydowanie najgłośniej w mediach. Według Brand24 od 26 sierpnia 2019 (początek zeszłorocznego US Open) do 13 września 2020 (zakończenie tegorocznych zmagań na kortach Flushing Meadows) pojawiły się aż 10 422 wzmianki o Djokoviciu, wliczając w to nie tylko portale, ale także np. mikroblogi, wideo czy podcasty. To znacznie więcej niż na temat Rafy Nadala (6468 wzmianek) i Rogera Federera (7701 wzmianek). Oczywiście absolutny szczyt internetowego szumu związanego z Serbem nastąpił 7 września tego roku i był następstwem szokującej dyskwalifikacji w meczu z Pablo Carreno-Bustą. Tylko jednego dnia pojawiło się blisko tysiąc nowych wzmianek o Serbie. W świecie marketingu niewiele jest jednak tak nieprawdziwych zdań, jak „nieważne jak o tobie mówią, byle mówili”. Blisko połowa analizowanych wspomnień Serba ma według Brand24 negatywny wydźwięk. Marki, dobierając ambasadorów do swoich produktów, bardzo często korzystają z tego i podobnych narzędzi, żeby ocenić ich odbiór społeczny i to, jak potencjalna współpraca z daną gwiazdą wpłynie na wizerunek marki.    Fani odwracają się od Djokovicia? W obecnych czasach kluczowym kanałem komunikacji pomiędzy wielkimi tego świata a ich fanami są media społecznościowe. Tam utrzymują relacje z odbiorcami i to na pokazaniu się na Facebooku czy Instagramie znanego sportowca bardzo często najbardziej zależy przedstawicielom biznesu. Z raportu opracowanego na nasze potrzeby przez ekspertów od badania social mediów z firmy NapoleonCat na pierwszy rzut oka jasno wynika, że pod względem samych statystyk, „Nole” powinien być łakomym kąskiem dla marek pragnących dużego ruchu – co prawda liczba osób śledzących jego profil na Facebooku jest o blisko połowę mniejsza od Federera i Nadala (7 mln u Serba, 15 mln u Szwajcara, 14 mln u Hiszpana), ale kontrowersyjny zawodnik ma zdecydowanie najbardziej zaangażowanych fanów. W badanym okresie pomiędzy początkiem US Open 2019 a końcem tego samego turnieju w obecnym roku, posty na jego profilu Facebookowym zebrały aż 226,5 tysiąca komentarzy oraz blisko 8 milionów reakcji. To przekłada się na zdecydowanie najwyższe spośród trzech największych gwiazd męskiego tenisa wskaźniki interakcji. ER, czyli wskaźnik liczony na podstawie stosunku liczby interakcji do liczby fanów w dniu publikacji treści, jest u Serba trzykrotnie wyższy niż u dwóch największych rywali. Te liczby nie oddają jednak jakości tych interakcji, nie pokazują, ile z tych komentarzy czy reakcji jest negatywnych lub polemicznych wobec Djokovicia. Tutaj do myślenia może dać inna liczba – 120 tysięcy. Tyle osób wedle NapoleonCat w badanym okresie zrezygnowało z obserwowania Serba na Facebooku, czyli mówiąc potocznie „odlubiło” jego profil. Częściowy odpływ obserwujących mógłby wynikać z robionego przez Facebooka okresowego „czyszczenia” portalu z fałszywych kont, jednak to nie tłumaczy skali zjawiska. Szczególnie, że u Nadala liczba obserwujących się nie zmieniła, a u Federera zmalała trzykrotnie mniej, niż u Djokovicia. Widać, że nie brakuje osób, którym ostatnia aktywność tenisisty z Bałkanów na tyle nie odpowiada, że nie chcę mieć z nim dłużej styczności w mediach społecznościowych.  – Polubienie profilu sportowca w social mediach to pewnego rodzaju manifest. Fan pokazuje swoje zaangażowanie i oddaje poparcie osobie, którą ceni za sukcesy, jakie odnosi w świecie sportu. Często jednak nie potrafimy oddzielić tego, co dzieje się na korcie czy boisku, od tego co poza nim. W sytuacji, gdy cały czas słyszymy o rosnącej liczbie zakażeń Covid-19, wszelkie "występki" są bardzo źle odbierane. Czy chcemy więc udzielać dalszego wsparcia osobie zachowującej się lekkomyślnie? – tłumaczy Iwona Polak, Head of Marketing w NapoleonCat. – Obserwując świat sportowców, widzimy, że i oni nie są kryształowi. Zdarzają się im wpadki i rysy na wizerunku. Ważne jest jednak to, jak zachowają się w chwili próby. Pójdą w zaparte czy przyznają się do błędu? Djokovic swoją kontrowersyjną wypowiedzią o potrzebie usunięcia sędziów z kortu i zastąpieniu ich technologią, pokazuje po raz kolejny, że nie boi się krytyki. Odpływ fanów, może przełożyć się na odpływ reklamodawców, ale nie musi. Być może Serb przyciągnie do siebie marki, którym bliżej do archetypu buntownika – dodaje Polak.   Samospełniająca się przepowiednia Problemy wizerunkowe Djokovicia to dość niezwykła z psychologicznego punktu widzenia historia. Początkowo w niczym nie zasługiwał na to, jak był traktowany przez trybuny. Nierzadko zachowanie fanów Nadala czy Federera w stosunku do Serba było absolutnie skandaliczne. Nad przyczynami tego, dlaczego pomimo imponującej gry, poczucia humoru i poruszającej historii dzieciństwa, kiedy trenował w bombardowanym Belgradzie, pochylił się Australijczyk Pat Cash, triumfator Wimbledonu z 1987 roku: – Jedną z przyczyn olbrzymiej popularności Federera jest to, że to zawodnik w starym stylu. Wprowadził sposób gry mojej generacji do ery siłaczy. Łącząc klasyczny styl z nowoczesnym sprzętem był w stanie zagrywać piłki w sposób dawniej niewyobrażalny. Dodając do tego przygotowanie fizyczne i stoicki spokój pod presją, ciężko wyobrazić sobie świat, w którym Roger nie byłby tak popularny. Idąc krok w przód, spotykamy Rafę Nadala. Wulkan energii. Nigdy w tenisie nie widzieliśmy takiego forehandu, żeby nie wspomnieć o jego rotacjach i potędze na ziemi. Albo fizycznej dominacji na korcie. Dodając do jego skromność i prostolinijność łatwo zrozumieć, dlaczego pociągnął za sobą młodszą generację fanów. Rywalizacja tych dwóch była czymś, czego fani tenisa nie widzieli od czasów Agassiego i Samprasa. Elegancja kontra siła. Dwa kompletnie inne style. Ich pogoń za sukcesami zdominowała świat tenisa na długo, pozwalając Rafie i Rogerowi zostać dwoma najpopularniejszymi zawodnikami w historii. Nagle na scenie pojawiają się Novak Djoković i Andy Murray. Nowi chłopcy w mieście, którzy chcą ściąć głowy królom. A nikt nie chce, żeby ktoś zabił jego ukochanego króla – analizował Pat Cash.  Wedle australijskiego eksperta, Serb nie został pokochany przez fanów tylko dlatego, że nie był Nadalem ani Federerem. Djoković miał wszelkie warunki ku temu, żeby poszły za nim tłumy, ale pojawił się na scenie w niewłaściwym czasie. Nie pomogło mu nawet prześcignięcie w ostatnich latach słynnej dwójki pod względem sportowych osiągnięć. W finale US Open w 2015 roku Serb musiał mierzyć się nie tylko z Federerem w życiowej formie, ale również z 23 tysiącami wrzeszczących kibiców, z których wielu zachowywało się w sposób absolutnie urągający zasadom kortów tenisowych. Wygrał, pokazując niebywałą siłę psychiczną. – To był jeden z największych popisów umiejętności, jakie kiedykolwiek widziałem na własne oczy. Sposób, w jaki wytrzymał presję i odpowiadał Rogerowi jednym genialnym uderzeniem za drugim był niewiarygodny – dodaje Cash.  Po meczu jednak przyznał, że dużo go to kosztowało. Serbowi od zawsze zależało na miłości tłumów. Chciał być kochany i ceniony. Walka z presją wrogo nastawionych fanów wysysała z niego energię. Dlatego jego obecny kryzys wizerunkowy może być określony pojęciem z dziedziny psychologii – jako „samospełniająca się przepowiednia”. Tak długo był niekochany i atakowany, że zaczął dawać kibicom faktyczne powody, żeby go nie lubili. Na początku został na siłę wtłoczony w rolę czarnego charakteru, ale po latach wczuł się w tę rolę. I z tego po części wynikają jego ostatnie zachowania.    Świątek przegoni Radwańską? Zestawianie wartości marketingowej polskich zawodniczek I zawodników z największymi gwiazdami męskiego tenisa to zadanie trudne. Nadal, Federer czy nawet Djoković są pod względem rozpoznawalności i zasięgów na poziomie, na który z naszych sportowców udało się wejść tylko Robertowi Lewandowskiemu. Nawet nasza największa gwiazda tenisowa ostatnich lat, Agnieszka Radwańska ze swoim niespełna milionem obserwujących na Facebooku, wygląda przy wymienionych zawodnikach niespecjalnie imponująco. Polce też nie udało się przekuć dużej kariery w sporcie na wartość reklamową. Przyszłość pod tym względem wygląda jednak według ekspertów obiecująco. – Iga Świątek to aktualnie numer jeden wśród młodych polskich sportowców, bez podziału na dyscypliny, z największym potencjałem na sukces marketingowy. Znakomite występy na kortach Rolanda Garrosa na pewno ją do niego przybliżą, ale żeby wejść do „wizerunkowej ekstraklasy”, musi być rozpoznawalna nie tylko przez kibiców sportowych, ale przez prawie wszystkich Polaków. Dopóki tak się nie stanie, reklamodawcy będą myśleć o niej przede wszystkim w kontekście produktów i usług związanych ze sportem i pokrewnych. Agnieszka Radwańska, przez lata w TOP5 kobiecego tenisa, nie przełożyła swoich sukcesów sportowych na liczne kontrakty i udział w głośnych kampaniach. Być może uda się to jej następcom. Świątek będzie potrzebować do tego nie tylko sukcesów na kortach, ale też przemyślanej strategii budowania wizerunku oraz kreatywnych i świadomych siły marketingu sportowego reklamodawców – podkreśla Mateusz Brzeźniak z Arskom Sport Brokers.  Pozycję wyjściową do podbicia serc kibiców, a co po części za tym idzie także marketingowców, na całym świecie, ma Iga Świątek znakomitą. Na naszych oczach pisze się jej historia: rok po dotkliwej porażce z Simoną Halep, na tym samym korcie rozbija rozstawioną z numerem jeden rywalką w stylu godnym największych gwiazd sportu. A wszystko to niedługo po zdaniu matury, jeszcze przed dwudziestymi urodzinami. Patrząc na spływające na ręce Świątek gratulacje z całego świata, a także zachwyt kibiców stylem, w jakim rozprawiła się z faworytką, nie musi obawiać się roli czarnego charakteru. Jeśli za niekwestionowanym talentem dalej będzie iść skromność, a do tego Polka dołoży współpracę z ekspertami od wizerunku, błyskawicznie może stać się „królową ludzkich serc”. Szczególnie, że w kobiecym tenisie po zakończeniu kariery przez Marię Szarapową i przy gasnących gwiazdach sióstr Williams, wiele tych serc będzie szukało obiektu uwielbienia.   
9 Października 2020 godz. 14:25
Art, fot. Instagram/Iga Świątek
 

Gry w tenisa nauczyłam się na PlayStation

Jest na ustach nie tylko całej sportowej Polski, ale i Europy, a także tenisowego świata. Ta urodzona 19 lat temu w przeddzień Dnia Dziecka warszawianka kocha Grappę. Na co dzień słucha „Pink Floyd”, „Santanę”, „Coldplay”, czy „AC/DC”. Sama gra na ukueli. Choć nie ma prawa jazdy, jeździ hybrydowym SUV-em lexusa. Jej życiowe motto: "Nie budzisz się każdego ranka, aby robić tylko zwyczajne rzeczy”, a w sobotę o godz. 15.00 stanie przed szansą zdobycia 2,0 mln euro. Iga Świątek - bo o niej mowa – w telewizyjnym studiu Eurosportu wyznała: „Gry w tenisa nauczyłem się na moim PlayStation”. Nie ważne, że był to tylko żart. W czwartek na korcie  Philippe-Chatriera można było zobaczyć w jej grze spore podobieństwo do „Tennis World Tour”. Świątek zdobywała punkt po punkcie realizując kolejne polecenia: „Kliknij, aby podać precyzyjny serwis. Znów kliknij, aby skierować uderzenie z ziemi w róg kortu”. Grała jak dobrze zaprogramowana maszyna. Kolejna rywalka była zaledwie tłem dla niej i jej „wydajnego” tenisa.    Mecze Świątek:  6:1, 6:2 z Vondrousovą w 1 h i 5 min. 6:1, 6:4 z Hsieh w 1 h i 8 min. 6:3, 6:2 z Bouchard w 1 h i 15 min. 6:1, 6:2 z Halep w 1 h i 9 min. 6:3, 6:1 z Trevisan w 1 h i 20 min. 6:2, 6:1 z Podoroską w 1 h i 10 min.   Egzamin dojrzałości Córka Tomasza Świątka, wioślarza i olimpijczyka z Seulu nie zaniedbuje nauki. W tym roku zdała egzamin maturalny. Z języka polskiego uzyskała 83 proc., a z podstawowych egzaminów z języka angielskiego i matematyki po 100 proc. 19-latka podeszła też do egzaminów rozszerzonych z języka angielskiego i matematyki. W tym pierwszym przypadku uzyskała 96 proc., a w drugim 66 proc.        Przy kasie Za awans do finału French Open zainkasowała 1,6 mln euro. Łączna pula nagród w tegorocznym French Open wynosi 38 mln euro, czyli 4,7 mln mniej niż rok temu. W 2019 roku triumfowali Asleigh Barty i Rafael Nadal, którzy za wygrane otrzymali po 2,3 mln euro. Iga awansuje także w światowym rankingu tenisistek WTA. Obecnie plasuje się w nim na 54. pozycji a najpewniej zajmie 24. lokatę. Iga przed dwoma miesiącami rozpoczęła współpracę z japońską marką Lexus. Polskie przedstawicielstwo marki użyczyło jej hybrydowego SUV-a. Póki co tenisistka nie prowadzi go sama. Po prostu nie zdążyła jeszcze zdać egzaminu na prawo jazdy.   Wokół „19” 19 lat temu - w 2001 roku - Kim Clijsters awansowała do finału Rolanda Garrosa. Belgijska tenisistka miała wówczas 18 lat i przegrała z o wiele bardziej doświadczoną Jennifer Capriati. Teraz w tym samym miejscu znalazła się Iga Świątek.  Jest najmłodszą zawodniczką, która zagra w najważniejszym spotkaniu tego turnieju właśnie od czasów Clijsters. Choć wszyscy w krajowi znawcy tenisa podkreślają, że Iga ma dopiero 19 lat i tak naprawdę w seniorskim tenisie jest dopiero drugi sezon, to gwiazdy kobiecego tenisa swoje triumfy zaczynały jeszcze wcześniej. W 1979 roku Tracy Austin triumfowała w US Open mając 16 lat i 270 dni. Dwa lata później była już podwójną nowojorską mistrzynią i były to jej jedyne zwycięstwa w turniejach Wielkiego Szlema. Dekadę później Arantxa Sanchez Vicario sięgnęła po tytuł we French Open w wieku 17 lat i 174 dni. W 1990 roku Monica Seles miała zaledwie 16 lat i 189 dni, kiedy również wygrywała na kortach Rolanda Garrosa.  Mistrzynie Wielkiego Szlema przed 18. urodzinami:   Martina Hingis (Australian Open 1997) - 16 lat 117 dni Monica Seles (French Open 1990) - 16 lat 189 dni Tracy Austin (US Open 1979) - 16 lat 270 dni Maria Szarapowa (wimbledon 2004) - 17 lat 75 dni Arantxa Sanchez Vicario (French Open 1989) - 17 lat 174 dni Serena Williams (US Open 1999) - 17 lat 350 dni Steffi Graf (French Open 1987) - 17 lat 357 dni   Iga odnosiła liczne sukcesy jako juniorka. Ten największy to wygrany w 2018 roku Wimbledon – Iga pokonała w finale 6:4, 6:2 Leoni Küng ze Szwajcarii i została czwartą Polką z juniorskim tytułem na londyńskiej trawie, po Aleksandrze Olszy oraz Agnieszce i Urszuli Radwańskich. Drugi juniorski wielkoszlemowy triumf Świątek odniosła w deblu na kortach Rolanda Garrosa w 2017 r. w parze z Amerykanką Caty McNally. W tym samym roku z Mają Chwalińską doszła też do finału Australian Open. W seniorskim Australian Open zadebiutowała mając 17 lat i 229 dni.   Team Świątek   Stałym członkiem sztabu trenerskiego Igi Świątek jest psycholog sportowy Daria Abramowicz, która razem z trenerem Piotrem Sierzputowskim jeździ z Igą na turnieje. Obecność psychologa nie jest przypadkowa – w młodości Iga często miała problemy z panowaniem nad emocjami na korcie, potrafiła wybuchnąć po nieudanych zagraniach i stracić kontrolę nad meczem. „Daria bardzo mi pomaga, przed meczem z Simoną Halep w Paryżu nastawiła mnie pozytywnie do pojedynku. Dzięki temu umiałam przejąć inicjatywę” – mówiła Iga po pokonaniu rozstawionej z nr 1 Rumunki w Paryżu. Od Darii dostała też kiedyś ukulele – instrument muzyczny ma pomóc w lepszym kontrolowaniu emocji. Iga jest kociarą – na razie w domu jest tylko jeden kot – czarna Grappa, ale „kiedyś będzie chciała ich mieć więcej”. Skąd nazwa Grappa? „Cóż… można się chyba domyślać” – uśmiechnęła się Iga. Czyżby jakaś domowa degustacja po włoskich wakacjach? Pearl Jam, Red Hot Chilli Peppers, Pink Floyd, Santana, Coldplay, AC/DC – to nie jest radiowa lista „starych przebojów”, ale playlista Igi Świątek! Skąd taka fascynacja rockową muzyką sprzed lat? „Kiedy jeździłam na turnieje, takiej muzyki słuchali moi trenerzy. I jakoś to ze z mną zostało, spodobało mi się” – wspomina Iga. Lubi czytać. Przeważnie sięga po historyczne książki Kena Folletta, ale… „To są zazwyczaj grube tomiska, więc czasem czuję, że potrzebuję czegoś lżejszego. Wtedy sięgam np. po Dana Browna albo jakieś kryminały – wyznaje.      Finał Rolanda-Garrosa Iga awansując do finału French Open, została dopiero trzecią Polką, która zagra w decydującym meczu turnieju wielkoszlemowego. Żadnej z jej poprzedniczek nie udało się sięgnąć po tytuł. Świątek poszła teraz w ślady Jadwigi Jędrzejowskiej, która dotarła do finału zmagań na kortach im. Rolanda Garrosa w 1939 roku. W tej samej edycji triumfowała w deblu. Poza tym słynna przed laty zawodniczka wystąpiła dwa razy w pojedynku o tytuł w 1937 roku - w Wimbledonie i w US Open. Radwańska osiem lat temu przegrała decydujący mecz Wimbledonu.  „Wydaje się to nierealne. Z jednej strony wiem, że potrafię grać świetnie w tenisa. Z drugiej strony jest to dla mnie trochę zaskakujące. Nigdy bym nie pomyślał, że będę w finale. To szaleństwo – mówi Świątek. „To dla mnie niesamowite, jak spełnienie marzeń. „Myślę, że to mnie uderzy po turnieju. Teraz po prostu żyję snem. Chcę tylko skupić się na innych meczach. Potem będę się cieszyć wszystkim ” – dodaje.   
7 Października 2020 godz. 12:22
Art za KSJ Gwardia Koszalin
 

Sukces Oli Szulc: Trzecie miejsce Mistrzostw Polski Seniorów Judo

W Trzciance odbyły się 64. Mistrzostwa Polski Seniorów i Seniorek w Judo. W zawodach startowało łącznie ponad 250 zawodników kraju. Mistrzostwa stały na wysokim poziomie organizacyjnym i sportowym. W zawodach startowała czwórka judoków Klubu Sportowego Judo Gwardia Koszalin. Podopieczni trenerów Cezarego Wojniusza i Mariana Standowicza super się zaprezentowali na tak mocnej imprezie. Rewelacją zadów była najmłodsza zawodniczka Mistrzostw Polski - kadetka nie mająca jeszcze 17 lat - Aleksandra Szulc, która wywalczyła brązowy medal w kat. 48 kg. Ola wygrała trzy walki przed czasem pokonując: Martynę Ihas  z UKS Dębowiec, Zuzannę Pietrzak z Olimp Nowa Sól oraz Natalię Stokłosa z Akademia Judo Poznań. Przegrała tylko jedną walkę przez trzymanie, ze starszą od siebie o 12 lat Iloną Chruszcz z Samuraja Koszalin  Drugim zawodnikiem, który walczył znakomicie jego jedne z najlepszych zawodów to Filip Bieliński, który ostatecznie był tuż za podium bo przegrał o brązowy medal po super walce z Patrykiem Łoziakiem  z Czarnych Bytom zajmując ostatecznie V miejsce w kat 60 kg. Filip wygrał trzy walki przed czasem z Beniamin Podemskim  z UKS Piły, Damianem Artemiukiem  z AZS-AWF Gdańsk oraz Jakubem Pieczyńskim  z AZS Opole. Filip Bieliński jest aktualnym V-ice Mistrzem Polski Juniorów z 2020r Trzeci z gwardzistów, Aleks Hoppe  wywalczył VII m w kat. 81 kg.  Wygrał dwie walki przez rzut pokonał Jakuba Pietrzyka  z Gwardii Warszawa oraz Mateusza Salisza  z AZS-AWF Katowice. Trzymamy kciuki za Alka za dwa tygodnie ma Mistrzostwa Polski Młodzieży w Józefowie pod Warszawą. - Będzie dobrze - twierdzi  trener Wojniusz. Pecha miał w losowaniu Patryk Rusin w kat.+100 kg, który trafił na aktualnego mistrza Polski Mariusza Krugera z Kumy Judo Warszawa i Damiana Nasiadko z Wybrzeża Gdansk brązowego medalistę z 2019. Przegrał dwie walki ostatecznie IX-miejsce. Kolejny medal Mistrzostw Polski wywalczyła wychowanka naszego klubu Sandra Lickun która tym razem startowała w kat. 78 kg zdobyła III miejsce w barwach AZS UW Warszaw .  
4 Października 2020 godz. 20:23
Art za FB/KS Judo Samuraj Koszalin
 

Ilona Chruszcz z brązem mistrzostw Polski