Obchody jubileuszu rozpoczęły się od uroczystej sesji Rady Miejskiej. To właśnie tam przypomniano, że 760-lecie miasta nie jest jedynie datą zapisaną w kronikach. To opowieść o pokoleniach, które budowały Koszalin, zmieniały go, przeżywały z nim trudne momenty i tworzyły jego codzienność. W programie sesji znalazła się także historyczna inscenizacja nadania praw miejskich, przygotowana przez aktorów Bałtyckiego Teatru Dramatycznego.
Później historia wyszła z sali obrad na ulice miasta. I zrobiła to z rozmachem. W wielkiej paradzie historycznej obok postaci związanych z dziejami Koszalina pojawili się m.in. car Mikołaj I, caryca Katarzyna, a nawet sam Napoleon. Przez ulice przeszli rekonstruktorzy, uczniowie koszalińskich szkół, aktorzy, członkowie grup i stowarzyszeń oraz „niestowarzyszeni” koszalinianie, którzy tego dnia stali się częścią miejskiego widowiska.
W sumie w paradzie wzięło udział ponad 500 osób. Był to barwny, żywy i symboliczny pochód przez historię. Nie muzealną, zamkniętą za szybą, ale taką, którą można było zobaczyć z bliska, dotknąć wzrokiem, sfotografować, a czasem nawet pomachać jej ręką. Szczególne emocje, zwłaszcza wśród najmłodszych, wzbudziły zabytkowe samochody członków Klasycznego Koszalina. Bo historia, jak się okazało, może mieć nie tylko stroje z dawnych epok, ale też zapach starej motoryzacji i dźwięk silników, które same są już opowieścią.
Punktem docelowym parady był plac przed koszalińskim amfiteatrem. Tam na uczestników czekały kolejne atrakcje. Przygotowywano zapiekankę koszalińską, którą doprawiał prezydent Tomasz Sobieraj przy wsparciu Artura Sobieraja i zaproszonych gości. Były występy utalentowanych koszalinian z różnych grup, sekcji i zespołów, pokazy cyrkowe oraz polonez pod hasłem „760 par na 760-lecie Koszalina”.
Ten polonez był czymś więcej niż tylko efektownym punktem programu. W symboliczny sposób połączył uczestników święta — młodszych i starszych, tych występujących oficjalnie i tych, którzy przyszli z potrzeby bycia razem. Tak właśnie buduje się miejska wspólnota: nie wyłącznie przemówieniami, ale wspólnym gestem, ruchem, obecnością.
Na rozpoczęciu Dni Koszalina pojawiło się wielu mieszkańców regionu. Byli sportowcy, rekonstruktorzy historyczni, członkinie kół gospodyń wiejskich z okolicznych gmin, przedstawiciele lokalnych środowisk i zwykli spacerowicze, którzy dali się porwać atmosferze święta. To ważne, bo Koszalin od dawna nie jest samotną wyspą na mapie Pomorza Środkowego. Jest miastem, które przyciąga, integruje i promieniuje na okoliczne miejscowości.
Wieczorem świętowanie przeniosło się do amfiteatru, gdzie odbył się koncert muzyki filmowej Krzesimira Dębskiego, jednego z najwybitniejszych polskich kompozytorów, dyrygentów, jazzmanów i aranżerów. To artysta o niezwykłej wszechstronności, autor muzyki symfonicznej, operowej i jazzowej, ale także twórca tematów filmowych, które na trwałe weszły do polskiej kultury popularnej.
Publiczność mogła przypomnieć sobie muzykę z takich produkcji jak „Ogniem i mieczem”, „Kingsajz”, „Na dobre i na złe”, „Ranczo” czy „W pustyni i w puszczy”. To melodie, które wielu widzów zna od lat, czasem nawet nie uświadamiając sobie, jak mocno są wpisane w zbiorową pamięć. Podczas koncertu zabrzmiały nie tylko jako ilustracja do znanych obrazów, ale jako pełnoprawna sztuka — emocjonalna, sugestywna i poruszająca.
Był to wieczór, który pokazał, że muzyka filmowa potrafi być czymś więcej niż tłem. Może być językiem pamięci, wzruszenia i wyobraźni. W kontekście jubileuszu miasta zabrzmiało to szczególnie mocno. Bo przecież każde miasto ma swoją ścieżkę dźwiękową — składającą się z głosów mieszkańców, kroków na ulicach, gwaru wydarzeń, wspomnień i melodii, które towarzyszą ważnym momentom.
Inauguracja obchodów 760-lecia Koszalina miała więc kilka wymiarów. Oficjalny, bo rozpoczęła się od uroczystej sesji. Historyczny, bo przypomniała moment nadania praw miejskich i wielowiekowe dzieje miasta. Widowiskowy, bo parada przyciągała uwagę barwą, rozmachem i energią. Wspólnotowy — bo uczestniczyły w niej setki osób. I artystyczny, bo koncert Krzesimira Dębskiego nadał temu dniu wyjątkową, filmową oprawę.
Koszalin rozpoczął swoje święto z szacunkiem do przeszłości, ale bez muzealnego dystansu. Historia nie została odłożona na półkę. Wyszła na ulice, zatańczyła poloneza, przejechała zabytkowym autem, stanęła obok uczniów i rekonstruktorów, a wieczorem zabrzmiała muzyką filmową w amfiteatrze.
To był początek obchodów, który przypomniał prostą, ale ważną prawdę: Koszalin to nie tylko miasto. To przede wszystkim ludzie. I właśnie oni byli tego dnia najważniejszymi bohaterami jubileuszu.