Koszalin, Poland
KATEGORIA

Wideo

PRO8L3M zatrząsł koszalińskim amfiteatrem. Mocny koncert podczas Dni Koszalina 2026

11 godzin temu Art, film: Art, FB/CK 105 Koszalin
To był wieczór, który na długo zostanie w pamięci uczestników Dni Koszalina 2026. Na scenie koszalińskiego amfiteatru wystąpił PRO8L3M, a publiczność od pierwszych minut pokazała, że jest gotowa na jedno z najmocniejszych wydarzeń tegorocznego święta miasta.

„David” w Kinie Małego Widza. Rodzinny seans już dziś w Kinie Kryterium

Film Ala za CK 105 Koszalin - 11 godzin temu
Kino Kryterium zaprasza najmłodszych widzów i całe rodziny na kolejną odsłonę cyklu Kino Małego Widza. Już dziś, 23 maja o godz. 12:00, na ekranie pojawi się animowany film przygodowy „David”. To pełna energii opowieść inspirowana jedną z najbardziej znanych historii biblijnych. Głównym bohaterem jest młody pasterz, który niespodziewanie staje przed ogromnym wyzwaniem. Choć z pozoru nie wydaje się gotowy na wielkie czyny, jego odwaga, wiara we własne siły i determinacja prowadzą go drogą, która może zainspirować widzów w każdym wieku. Film łączy przygodowy rozmach z emocjami, humorem i muzyką. To propozycja dla całej rodziny, zarówno dla dzieci, które lubią dynamiczne animacje, jak i dla dorosłych, którzy cenią historie z ponadczasowym przesłaniem o pokonywaniu barier, odkrywaniu własnych możliwości i mierzeniu się z tym, co wydaje się niemożliwe. Produkcję wyreżyserowali Phil Cunningham i Brent Dawes. „David” to animacja przygodowa z elementami kina biblijnego, zrealizowana w koprodukcji RPA i USA. Film pochodzi z 2025 roku i trwa 109 minut. Bilety w cenie 12 zł można kupić online na stronie www.ck105.koszalin.pl/kupbilet  oraz w kasie kina na 30 minut przed seansem. Na widzów czeka również specjalna promocja w barze kina — Zestaw Małego Widza, czyli mały popcorn i mała pepsi, w cenie 12,50 zł. Seans odbędzie się dziś, 23 maja o godz. 12:00, w Kinie Kryterium.  

Koszalin świętuje 760-lecie. Historyczna parada, wspólnota mieszkańców i filmowa muzyka Krzesimira Dębskiego

Film Art, film: Art, fb/CK 105 Koszalin - 21 Maj 2026 godz. 21:44
Koszalin rozpoczął wielkie świętowanie 760. rocznicy nadania praw miejskich. I zrobił to w sposób, który trudno sprowadzić wyłącznie do oficjalnych uroczystości. Była sesja Rady Miejskiej, była historyczna inscenizacja, była parada z udziałem ponad 500 osób, były zabytkowe auta, polonez, koszalińska zapiekanka i koncert muzyki filmowej Krzesimira Dębskiego. Ale przede wszystkim byli ludzie, mieszkańcy, uczniowie, rekonstruktorzy, artyści, społecznicy, sportowcy i ci, którzy przyszli po prostu dlatego, że Koszalin jest ich miejscem. Obchody jubileuszu rozpoczęły się od uroczystej sesji Rady Miejskiej. To właśnie tam przypomniano, że 760-lecie miasta nie jest jedynie datą zapisaną w kronikach. To opowieść o pokoleniach, które budowały Koszalin, zmieniały go, przeżywały z nim trudne momenty i tworzyły jego codzienność. W programie sesji znalazła się także historyczna inscenizacja nadania praw miejskich, przygotowana przez aktorów Bałtyckiego Teatru Dramatycznego.   Później historia wyszła z sali obrad na ulice miasta. I zrobiła to z rozmachem. W wielkiej paradzie historycznej obok postaci związanych z dziejami Koszalina pojawili się m.in. car Mikołaj I, caryca Katarzyna, a nawet sam Napoleon. Przez ulice przeszli rekonstruktorzy, uczniowie koszalińskich szkół, aktorzy, członkowie grup i stowarzyszeń oraz „niestowarzyszeni” koszalinianie, którzy tego dnia stali się częścią miejskiego widowiska. W sumie w paradzie wzięło udział ponad 500 osób. Był to barwny, żywy i symboliczny pochód przez historię. Nie muzealną, zamkniętą za szybą, ale taką, którą można było zobaczyć z bliska, dotknąć wzrokiem, sfotografować, a czasem nawet pomachać jej ręką. Szczególne emocje, zwłaszcza wśród najmłodszych, wzbudziły zabytkowe samochody członków Klasycznego Koszalina. Bo historia, jak się okazało, może mieć nie tylko stroje z dawnych epok, ale też zapach starej motoryzacji i dźwięk silników, które same są już opowieścią. Punktem docelowym parady był plac przed koszalińskim amfiteatrem. Tam na uczestników czekały kolejne atrakcje. Przygotowywano zapiekankę koszalińską, którą doprawiał prezydent Tomasz Sobieraj przy wsparciu Artura Sobieraja i zaproszonych gości. Były występy utalentowanych koszalinian z różnych grup, sekcji i zespołów, pokazy cyrkowe oraz polonez pod hasłem „760 par na 760-lecie Koszalina”. Ten polonez był czymś więcej niż tylko efektownym punktem programu. W symboliczny sposób połączył uczestników święta — młodszych i starszych, tych występujących oficjalnie i tych, którzy przyszli z potrzeby bycia razem. Tak właśnie buduje się miejska wspólnota: nie wyłącznie przemówieniami, ale wspólnym gestem, ruchem, obecnością. Na rozpoczęciu Dni Koszalina pojawiło się wielu mieszkańców regionu. Byli sportowcy, rekonstruktorzy historyczni, członkinie kół gospodyń wiejskich z okolicznych gmin, przedstawiciele lokalnych środowisk i zwykli spacerowicze, którzy dali się porwać atmosferze święta. To ważne, bo Koszalin od dawna nie jest samotną wyspą na mapie Pomorza Środkowego. Jest miastem, które przyciąga, integruje i promieniuje na okoliczne miejscowości. Wieczorem świętowanie przeniosło się do amfiteatru, gdzie odbył się koncert muzyki filmowej Krzesimira Dębskiego, jednego z najwybitniejszych polskich kompozytorów, dyrygentów, jazzmanów i aranżerów. To artysta o niezwykłej wszechstronności, autor muzyki symfonicznej, operowej i jazzowej, ale także twórca tematów filmowych, które na trwałe weszły do polskiej kultury popularnej. Publiczność mogła przypomnieć sobie muzykę z takich produkcji jak „Ogniem i mieczem”, „Kingsajz”, „Na dobre i na złe”, „Ranczo” czy „W pustyni i w puszczy”. To melodie, które wielu widzów zna od lat, czasem nawet nie uświadamiając sobie, jak mocno są wpisane w zbiorową pamięć. Podczas koncertu zabrzmiały nie tylko jako ilustracja do znanych obrazów, ale jako pełnoprawna sztuka — emocjonalna, sugestywna i poruszająca.   Był to wieczór, który pokazał, że muzyka filmowa potrafi być czymś więcej niż tłem. Może być językiem pamięci, wzruszenia i wyobraźni. W kontekście jubileuszu miasta zabrzmiało to szczególnie mocno. Bo przecież każde miasto ma swoją ścieżkę dźwiękową — składającą się z głosów mieszkańców, kroków na ulicach, gwaru wydarzeń, wspomnień i melodii, które towarzyszą ważnym momentom.   Inauguracja obchodów 760-lecia Koszalina miała więc kilka wymiarów. Oficjalny, bo rozpoczęła się od uroczystej sesji. Historyczny, bo przypomniała moment nadania praw miejskich i wielowiekowe dzieje miasta. Widowiskowy,  bo parada przyciągała uwagę barwą, rozmachem i energią. Wspólnotowy — bo uczestniczyły w niej setki osób. I artystyczny, bo koncert Krzesimira Dębskiego nadał temu dniu wyjątkową, filmową oprawę.   Koszalin rozpoczął swoje święto z szacunkiem do przeszłości, ale bez muzealnego dystansu. Historia nie została odłożona na półkę. Wyszła na ulice, zatańczyła poloneza, przejechała zabytkowym autem, stanęła obok uczniów i rekonstruktorów, a wieczorem zabrzmiała muzyką filmową w amfiteatrze. To był początek obchodów, który przypomniał prostą, ale ważną prawdę: Koszalin to nie tylko miasto. To przede wszystkim ludzie. I właśnie oni byli tego dnia najważniejszymi bohaterami jubileuszu.

Koszalin Open 2026. Jubileuszowa edycja największego zawodowego turnieju tenisowego w historii miasta

Film Art, fot. FB/KKT Bałtyk - 21 Maj 2026 godz. 4:07
To bardzo dobra wiadomość dla sympatyków tenisa w Koszalinie. Przed nami Koszalin Open 2026 – jubileuszowa, 20. edycja największego zawodowego turnieju tenisowego w historii miasta. Wydarzenie odbędzie się w dniach 27 lipca -2 sierpnia 2026 roku. W tym czasie Koszalin ponownie stanie się jednym z ważnych punktów na tenisowej mapie Polski i Europy. Do miasta przyjadą zawodnicy rywalizujący w turnieju rangi ITF M25 z pulą nagród wynoszącą 30 tysięcy dolarów.   Tegoroczna edycja będzie miała szczególny charakter. To nie tylko sportowa rywalizacja na wysokim poziomie, ale także jubileusz – 20. edycja turnieju i 22 lata jego historii. Przez ten czas Koszalin Open stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych imprez tenisowych w regionie, przyciągając zawodników, trenerów, kibiców i miłośników tej dyscypliny. Koszaliński turniej będzie częścią cyklu LOTTO PZT Polish Tour 2026, który w tym roku zapowiada się rekordowo. W całej Polsce zaplanowano aż 16 turniejów zawodowych – 9 męskich i 7 kobiecych. Koszalin po raz kolejny znalazł się w tym prestiżowym gronie, co potwierdza silną pozycję miasta w krajowym kalendarzu tenisowym. Partnerem tytularnym cyklu jest LOTTO, a partnerem głównym Ministerstwo Sportu i Turystyki. Organizatorzy zapowiadają tydzień pełen sportowych emocji, międzynarodowej rywalizacji i tenisa na najwyższym poziomie. Jubileuszowa edycja Koszalin Open ma być wyjątkowym wydarzeniem zarówno dla zawodników, jak i kibiców.  

PŻB między ratami wypłat, a politycznym rachunkiem za promowe ambicje

Film eWok, fot. FB/Marek Hok - 20 Maj 2026 godz. 4:40
Polska Żegluga Bałtycka znów znalazła się w centrum politycznego sporu. Tym razem nie chodzi jednak o symboliczne przecinanie wstęg, zapowiedzi nowych promów czy wielkie strategie dla gospodarki morskiej, ale o sprawę najbardziej podstawową: wypłaty dla pracowników. Wynagrodzenia w spółce wypłacane są w ratach, po raz drugi w tym roku. W Kołobrzegu zorganizowano konferencję prasową, w której obok Piotra Redmerskiego, prezesa PŻB wzięli udział także politycy Koalicji Obywatelskiej - poseł Marek Hok oraz senator Janusz Gromek. Wokół tego faktu natychmiast zbudowano polityczną narrację. Posłowie Prawa i Sprawiedliwości, z Markiem Gróbarczykiem i Czesławem Hocem na czele, alarmują o „katastrofalnej sytuacji” armatora, grożą prokuraturą i mówią o widmie likwidacji Polskiej Żeglugi Bałtyckiej. Gróbarczyk, były minister i wiceminister odpowiedzialny za gospodarkę morską, stwierdził wręcz, że „Tusk rozpoczął proces likwidacji Polskiej Żeglugi Bałtyckiej”. To mocne słowa, ale w tym przypadku szczególnie istotne jest pytanie: kto dziś ma prawo występować w roli strażaka, jeśli wcześniej sam trzymał zapałki?   Prezes PŻB Piotr Redmerski odpowiada ostro. Według niego obecne problemy spółki nie wzięły się znikąd, a część osób dziś występujących w roli obrońców armatora wcześniej przyczyniła się do jego kłopotów.  - To pomoc takich właśnie „zatroskanych” losem PŻB panów doprowadziła do obecnej sytuacji - komentuje. Sytuacja finansowa spółki rzeczywiście jest napięta. Pracownicy lądowi mieli już otrzymać zaległe pieniądze, marynarze dostali pierwszą część wypłaty w wysokości 1200 euro, a reszta ma zostać przekazana w tym tygodniu. Pomóc ma wpływ 800 tys. euro od firmy czarterującej prom „Cracovia”, kursujący obecnie po Morzu Śródziemnym. Dodatkowo PŻB otrzymała wsparcie z Agencji Rozwoju Przemysłu. Mowa o pożyczce rzędu 45–46 mln zł. Prezes zapewnia, że środki pozwolą uregulować zaległości i zobowiązania odziedziczone po poprzednikach. Zapowiada też, że kolejne wypłaty mają być realizowane już normalnie. Spółka wchodzi bowiem w najlepszy okres roku. Jak mówi Redmerski, czerwiec, lipiec, sierpień i wrzesień generują około 60 procent przychodów armatora. W tle jest jednak szersza historia... Historia niespełnionych obietnic, opóźnionych decyzji i polityki morskiej, która przez lata zbyt często żyła obrazkami, a zbyt rzadko twardym rachunkiem ekonomicznym. Redmerski wskazuje m.in. na opóźnienia związane z formalnym połączeniem działań polskich armatorów promowych pod szyldem Polsca. Wspólny rozkład rejsów i system sprzedaży biletów obejmują Polską Żeglugę Morską, Euroafricę i PŻB. To projekt, który ma pomóc odzyskać pozycję na rynku, na którym silnie rozpychają się niemiecka TT-Line oraz Finnlines należący do grupy Grimaldi. Według prezesa PŻB zgoda UOKiK na koncentrację przyszła zbyt późno, bo dopiero jesienią, choć projekt miał ruszyć wcześniej i dać efekty jeszcze przed sezonem 2025. Najciekawsze jest jednak to, jak szybko spór o kondycję PŻB stał się sporem o pamięć. Prezes armatora przypomina słynną stępkę pod prom, która miała być początkiem wielkiego programu budowy jednostek w Szczecinie. Pierwszy prom miał trafić właśnie do PŻB. Zamiast nowego statku pozostał symbol: stępka, konferencje i wielkie zapowiedzi. Według Redmerskiego spółka zapłaciła za nią 10 mln zł. Sam prezes nazwał tę płatność „haraczem”. To słowo bardzo mocne, ale dobrze oddaje temperaturę obecnego konfliktu. Redmerski twierdzi, że dopiero po tej płatności PŻB otrzymała zgodę właściciela, czyli państwa, na zakup promu „Cracovia”. W jego ocenie wcześniejsze blokowanie tej decyzji było kuriozalne i mogło działać na szkodę spółki. Przypomina także, że gdy w lutym 2021 roku zażądał od stoczni „Gryfia” zwrotu pieniędzy za stępkę, dzień później stracił stanowisko. Nowy zarząd miał później podpisać porozumienie, które zamknęło PŻB drogę do roszczeń. To są zarzuty poważne, bo dotyczą nie tylko zarządzania jedną firmą, ale całego modelu politycznego nadzoru nad państwowymi spółkami. Przez lata gospodarka morska była wykorzystywana jako przestrzeń wielkich narodowych narracji. Mówiono o odbudowie przemysłu stoczniowego, nowych promach, potędze Bałtyku i strategicznych interesach państwa. Dziś rachunek za część tych ambicji spada na konkretnego armatora, konkretnych pracowników i konkretne zobowiązania finansowe. Prezes PŻB odrzuca przy tym sugestie o prywatyzacji. Nazywa je „polityczną hucpą” i zapewnia, że ani zarząd, ani właściciel nie mają takich planów. Podkreśla, że PŻB jest częścią większej grupy Polsca, a samo zjednoczenie polskich armatorów promowych określa jako wydarzenie historyczne. Politycy PiS mówią natomiast o katastrofie, niepłaconych zobowiązaniach, braku środków na remonty i ryzyku likwidacji. Zapowiadają możliwość zawiadomienia prokuratury w sprawie działania zarządu na szkodę spółki. W tym politycznym starciu trudno jednak nie zauważyć paradoksu: najgłośniej o zagrożeniu dla PŻB mówią dziś ci, którzy przez lata mieli realny wpływ na politykę morską państwa. Ale jeśli mamy poważnie rozmawiać o przyszłości Polskiej Żeglugi Bałtyckiej, trzeba wyjść poza hasła o „likwidatorach” i „katastrofie”. Trzeba zapytać, ile kosztowały spółkę decyzje polityczne, ile straciła przez opóźnienia, nietrafione kontrakty, symboliczne inwestycje i zarządzanie podporządkowane partyjnym kalendarzom. PŻB potrzebuje dziś nie kolejnej wojny na konferencje prasowe, lecz stabilności, przejrzystości i normalnego biznesowego oddechu. Potrzebuje terminowych wypłat, sprawnych promów, uczciwego rozliczenia przeszłości i realnej strategii na przyszłość. Bo na Bałtyku nie wygrywa się komunikatami partyjnymi. Wygrywa się flotą, ofertą, wiarygodnością i zaufaniem pasażerów. A zaufanie, podobnie jak prom, trudno zbudować z samej stępki.

„Kwiecień” w Dyskusyjnym Klubie Filmowym. Przejmujący dramat dziś w CK105

Film Ala za CK 105 Koszalin - 19 Maj 2026 godz. 3:51
Dziś, we wtorek 19 maja o godz. 18:00, w ramach Dyskusyjnego Klubu Filmowego odbędzie się seans filmu „Kwiecień” w reżyserii Dei Kulumbegashvili. To propozycja dla widzów szukających kina mocnego, nieoczywistego i poruszającego tematy społeczne z wyjątkową intensywnością. Film został doceniony na międzynarodowej scenie filmowej. Zdobył Nagrodę Specjalną Jury na festiwalu w Wenecji. Produkcja łączy realizm społeczny z elementami body horroru, który coraz częściej staje się językiem opowiadania o kobiecym doświadczeniu, cielesności, presji społecznej i samotności. Bohaterką filmu jest Nina, ginekolożka pracująca we wschodniej Gruzji, u podnóża Wielkiego Kaukazu. Kobieta prowadzi surowe, zdyscyplinowane życie, a jej charakter — podobnie jak otaczający ją krajobraz — jest twardy i nieustępliwy. W świecie, w którym niezależne kobiety często muszą mierzyć się z niezrozumieniem i oporem otoczenia, Nina wyróżnia się odwagą, determinacją i konsekwencją. „Kwiecień” to dramat wymagający, ale niezwykle aktualny. Film opowiada o granicach wolności, społecznych oczekiwaniach, kobiecej niezależności i ciężarze decyzji podejmowanych w świecie, który nie zawsze daje przestrzeń na własny głos. To kino, które nie pozostawia widza obojętnym i zachęca do rozmowy — dlatego doskonale wpisuje się w formułę Dyskusyjnego Klubu Filmowego. W obsadzie znaleźli się Ia Sukhitashvili, Merab Ninidze oraz Kakha Kintsurashvili. Film jest koprodukcją Francji, Gruzji i Włoch z 2024 roku. Czas trwania seansu to 134 minuty. Bilet na wydarzenie kosztuje 15 zł. Szczegóły dostępne są na stronie CK105 w Koszalinie TUTAJ .