Koszalin, Poland
KATEGORIA

Wideo

NASA pokazuje, gdzie aktualnie znajduje się załoga misji Artemis II

Film Art za NASA - 3 Kwietnia 2026 godz. 5:19
Miłośnicy kosmosu mają dziś wyjątkową okazję, by jeszcze dokładniej śledzić historyczną podróż NASA wokół Księżyca. Agencja udostępniła narzędzie Artemis Real-time Orbit Website (AROW), dzięki któremu można na bieżąco sprawdzać położenie statku Orion i obserwować trasę misji Artemis II w relacji do Ziemi i Księżyca. Na stronie dostępne są m.in. informacje o odległości od Ziemi, odległości od Księżyca, czasie trwania misji oraz kolejnych etapach lotu. Interaktywna wizualizacja pozwala zobaczyć nie tylko, gdzie aktualnie znajduje się załoga, ale także z jakiej perspektywy astronauci mogą obserwować naszą planetę i Srebrny Glob. To propozycja dla wszystkich, którzy chcą choć na chwilę poczuć się uczestnikami tej niezwykłej wyprawy i spojrzeć na kosmiczną podróż oczami jej uczestników. NASA podkreśla, że narzędzie wykorzystuje dane przesyłane z Oriona do centrum kontroli lotów i udostępnia je niemal w czasie rzeczywistym. Misja Artemis II to pierwsza załogowa wyprawa programu Artemis i zarazem pierwsza od ponad 50 lat podróż astronautów w okolice Księżyca. Czteroosobowa załoga leci statkiem Orion, który ma okrążyć Księżyc i bezpiecznie wrócić na Ziemię. NASA opisuje tę misję jako kluczowy etap przygotowań do kolejnych lotów księżycowych i dalszej eksploracji kosmosu. Osoby zainteresowane kosmosem mogą odwiedzić stronę z wizualizacją i samodzielnie sprawdzić, co w danym momencie widzą astronauci oraz jak wygląda ich trasa lotu. To nowoczesny i atrakcyjny sposób śledzenia jednej z najważniejszych misji współczesnej astronautyki. Link do strony:  TUTAJ

Zakład Aktywności Zawodowej nie powstanie przy ul. Orlej. Miasto wybuduje nowy obiekt przy ul. Sarzyńskiej

Film Ala, fot. FB/Tomasz Sobieraj - 2 Kwietnia 2026 godz. 20:50
Zakład Aktywności Zawodowej w Koszalinie nie powstanie przy ul. Orlej, jak pierwotnie planowano. Miasto zdecydowało o zmianie lokalizacji i koncepcji inwestycji. Zamiast modernizacji istniejącego budynku powstanie całkowicie nowy obiekt przy ulicy Sarzyńskiej. Decyzja ta jest efektem przeprowadzonych analiz technicznych oraz rosnących kosztów inwestycji. Jak poinformował prezydent Koszalina Tomasz Sobieraj, na utworzenie Zakładu Aktywności Zawodowej przy ul. Orlej udało się wcześniej pozyskać ponad 12,5 mln zł z funduszy europejskich w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Zachodniopomorskiego. Problemem okazał się jednak stan techniczny budynku. – Budynek w opinii fachowców jest w znacznie gorszym stanie technicznym niż zakładaliśmy. Jego remont i dostosowanie do potrzeb osób z niepełnosprawnościami znacząco przekroczyłoby planowane koszty i stwarzałoby ryzyko niedokończenia inwestycji oraz utraty dofinansowania – przekazał Tomasz Sobieraj. Nowa siedziba Zakładu Aktywności Zawodowej ma powstać na działce o powierzchni ponad 1 hektara przy ul. Sarzyńskiej. Jak podkreśliła wiceprezydent Koszalina Beata Górecka, będzie to obiekt zaprojektowany od podstaw z myślą o potrzebach tego typu placówki. – To będzie nowy obiekt, który zostanie zaprojektowany z myślą o potrzebach tego typu instytucji jak Zakład Aktywności Zawodowej – zaznaczyła Beata Górecka. Dodała również, że duża powierzchnia działki daje możliwość stworzenia nie tylko samego budynku, ale także dodatkowej przestrzeni, na przykład ogrodu. Zmiana koncepcji oznacza rezygnację z dotychczasowego planu modernizacji obiektu przy ul. Orlej. Przez trzy lata mieszkańcy wspólnie z Fundacją Zdążyć z Miłością, która będzie prowadzić ZAZ, zbierali środki na remont tego miejsca. Przygotowano również dokumentację projektową za około 300 tys. zł i pozyskano blisko 15 mln zł unijnego dofinansowania. Ostatecznie o zmianie przesądziły względy ekonomiczne i techniczne. Jak wyjaśniła Beata Górecka, kolejne analizy dokumentacji ujawniały coraz więcej problemów, co oznaczało dodatkowe wydatki i coraz większe ryzyko przekroczenia budżetu. Budowa nowego obiektu ma pozwolić na lepszą kontrolę kosztów i precyzyjne zaplanowanie całej inwestycji. Nowy budynek ma być pasywny, energooszczędny i w pełni dostosowany do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Miasto przekaże na ten cel działkę wartą ponad 2 mln zł. Metraż i ostateczny zakres prac będą zależały od kosztów budowy, jednak harmonogram inwestycji jest już wstępnie określony. W 2026 roku ma powstać dokumentacja projektowa i niezbędne pozwolenia. Na początku 2027 roku planowane jest ogłoszenie przetargu i rozpoczęcie budowy, natomiast zakończenie inwestycji przewidziano do końca 2028 roku. Małgorzata Kaweńska-Ślęzak, prezes Fundacji Zdążyć z Miłością, zapewnia, że mimo zmiany lokalizacji sam projekt będzie realizowany. – Budynek przy ul. Orlej miał swój klimat, ale najważniejsze jest dobro osób z niepełnosprawnościami. Jeśli koszty przewyższają możliwości, nie będziemy obstawać przy tym obiekcie – podkreśliła. W Zakładzie Aktywności Zawodowej zatrudnienie ma znaleźć około 50 osób, między innymi w sektorze gastronomicznym. Projekt realizowany jest we współpracy miasta z Fundacją Zdążyć z Miłością, aby wspólnie stworzyć nowoczesne, funkcjonalne i przyjazne miejsce pracy dla osób z niepełnosprawnościami. Zmiana planów oznacza nowy etap dla tej ważnej społecznie inwestycji. Choć ZAZ nie powstanie przy ul. Orlej, władze miasta podkreślają, że celem pozostaje stworzenie miejsca bezpiecznego, dostępnego i odpowiadającego realnym potrzebom przyszłych pracowników.

Emilia Bury obala bzdury, czyli polityka w czasach rolki

Film eWok, film: FB/Marek Subocz, Emilia Bury - 2 Kwietnia 2026 godz. 9:10
W lokalnej polityce od dawna wiadomo jedno: można nie zbudować drogi, nie przepchnąć uchwały, nie doprowadzić do zgody, ale za to koniecznie trzeba zdążyć z klipem do internetu. Dziś bowiem racja coraz częściej nie leży po żadnej stronie sporu. Racja leży tam, gdzie lepiej się klika. I tak oto Białogard doczekał się kolejnego odcinka serialu pod roboczym tytułem: „emocje na sesji, oburzenie w sieci, komentarze bez czytania, udostępnienia bez myślenia”. Poseł PiS, Marek Subocz z właściwą sobie pewnością diagnozuje rzeczywistość krótko i dosadnie: „brak kultury, arogancja, buta”. Zestaw klasyczny, wręcz dyżurny. Taki polityczny gotowiec, który można wyjąć z szuflady przy każdej okazji, gdy przeciwnik podniesie głos, przewróci oczami albo po prostu przestanie mówić tonem szkolnej akademii.   Tymczasem sama burmistrz Emilia Bury odpowiada, że owszem, temperatura była wysoka. I trudno się specjalnie dziwić. Samorząd nie jest już dziś miejscem statecznej wymiany zdań nad losem miasta przy aromacie kawy i szelescie dokumentów. Coraz częściej przypomina ring, na którym mniej chodzi o meritum, a bardziej o to, kto komu skuteczniej podstawi nogę, najlepiej w obecności kamery. Bo kamera, jak wiadomo, kocha konflikt. Zwłaszcza lokalny. Jest tani, dostępny i daje natychmiastowe emocje.   Najciekawsze w tej historii nie jest jednak samo nagranie. Nagrania są dziś wszędzie. Najciekawsze jest to, jak błyskawicznie współczesna debata publiczna redukuje wszystko do jednego kadru. Kilkanaście sekund. Jeden grymas. Podniesiony ton. I już, wyrok wydany. Charakter oceniony. Kompetencje podważone. Psychologia, etyka i diagnoza osobowości w gratisie, najlepiej w komentarzu pisanym jedną ręką podczas obiadu. A przecież prawdziwy problem wcale nie polega na tym, że burmistrz zareagowała emocjonalnie. Problem polega na tym, że wszystkich bardziej interesuje moment reakcji niż to, co tę reakcję wywołało. Znów wygrała forma. Treść, jak zwykle, może sobie spokojnie poczekać pod ścianą. Emilia Bury mówi wprost: od miesięcy obserwuje celowe próby blokowania rozwoju miasta, polityczne gierki, zaczepki, zamienianie rozmowy o pieniądzach, sporcie i inwestycjach w personalne widowisko. Brzmi znajomo? Oczywiście. To przecież samorządowa codzienność w wielu miejscach w Polsce. Tyle że zwykle opowiada się o niej półgębkiem, językiem grzecznych oświadczeń i urzędowych okrągłości. Tu mamy wersję mniej wygładzoną. I właśnie to tak bardzo oburza. Bo w Polsce od kobiet w polityce wciąż oczekuje się rzeczy niemal nadprzyrodzonych. Mają być skuteczne, ale nie za twarde. Stanowcze, ale nie za ostre. Zdecydowane, ale broń Boże nie emocjonalne. Najlepiej, żeby jednocześnie walczyły o swoje, nikogo nie uraziły, nikomu nie weszły w słowo i jeszcze na końcu przeprosiły, że w ogóle zabrały głos bardziej zdecydowanie, niż przewiduje to lokalny kodeks dobrych manier. Mężczyzna w polityce, gdy mówi ostro, bywa „charakterny”, „konkretny”, „bezkompromisowy”. Kobieta w polityce bardzo szybko staje się „arogancka”, „pyskata” albo „histeryczna”. Stary repertuar, tylko kanały dystrybucji nowocześniejsze. Oczywiście, można powiedzieć: emocje w samorządzie nie pomagają. I to prawda. Najlepiej byłoby, gdyby każda sesja przypominała seminarium oksfordzkie z udziałem ludzi, którzy naprawdę chcą rozwiązywać problemy. Ale skoro już wszyscy udajemy dorosłych, to udawajmy do końca. Nie opowiadajmy, że problemem jest sam ton wypowiedzi, jeśli wcześniej miesiącami toleruje się prowokacje, polityczne szpilki i festiwal złośliwości w garniturach. W całej tej historii najbardziej wzrusza mnie to nieustanne udawanie, że polityka lokalna to wyłącznie troska o dobro wspólne. Owszem, czasem jest. Ale równie często to mały teatr wielkich ambicji, urazów, porachunków i prób pokazania przeciwnika w jak najgorszym świetle. Jedni robią to bardziej elegancko, inni mniej. Jedni przez uchwały, inni przez komentarze. Jeszcze inni przez starannie dobrane fragmenty nagrań, które mają żyć własnym życiem w mediach społecznościowych. I właśnie dlatego słowa Emilii Bury o „show przed kamerami” brzmią tak celnie. Bo być może najuczciwszą diagnozą współczesnej polityki nie jest dziś żaden raport, żadna analiza i żaden sondaż. Jest nią krótka obserwacja, że dla wielu osób kamera stała się ważniejsza niż miasto. Ujęcie ważniejsze niż ustalenie. Viral ważniejszy niż wynik. Można oczywiście nie lubić stylu pani burmistrz. Można uważać, że powinna była ugryźć się w język, policzyć do dziesięciu, napić się wody i odpowiedzieć z lodowatym spokojem. To wszystko brzmi bardzo rozsądnie, zwłaszcza z pozycji widza. Znacznie trudniej zachować tę elegancję komuś, kto codziennie siedzi w środku lokalnej wojny podjazdowej i jeszcze odpowiada za to, żeby miasto mimo wszystko jechało do przodu. Dlatego zamiast po raz setny analizować mimikę, ton i poziom oburzenia, może warto zadać pytanie banalne, ale najwyraźniej niemodne: kto tu naprawdę pracuje dla Białogardu, a kto tylko gra Białogardem w kolejnym odcinku politycznego TikToka? Bo jeśli istotnie „łączy nas Białogard”, jak mówi burmistrz, to dobrze byłoby, żeby zaczął łączyć choć odrobinę bardziej niż możliwość wrzucenia przeciwnika na rolkę z podpisem „proszę bardzo, oceńcie sami”. W przeciwnym razie zostanie nam już tylko polityka kadru. A w niej, jak wiadomo, zawsze wygrywa nie ten, kto ma rację, lecz ten, kto lepiej wygląda na zatrzymanym screenie.

Emilia Bury obala bzdury, czyli polityka w czasach rolki

Film eWok, film: FB/Marek Subocz, Emilia Bury - 2 Kwietnia 2026 godz. 9:10
W lokalnej polityce od dawna wiadomo jedno: można nie zbudować drogi, nie przepchnąć uchwały, nie doprowadzić do zgody, ale za to koniecznie trzeba zdążyć z klipem do internetu. Dziś bowiem racja coraz częściej nie leży po żadnej stronie sporu. Racja leży tam, gdzie lepiej się klika. I tak oto Białogard doczekał się kolejnego odcinka serialu pod roboczym tytułem: „emocje na sesji, oburzenie w sieci, komentarze bez czytania, udostępnienia bez myślenia”. Poseł PiS, Marek Subocz z właściwą sobie pewnością diagnozuje rzeczywistość krótko i dosadnie: „brak kultury, arogancja, buta”. Zestaw klasyczny, wręcz dyżurny. Taki polityczny gotowiec, który można wyjąć z szuflady przy każdej okazji, gdy przeciwnik podniesie głos, przewróci oczami albo po prostu przestanie mówić tonem szkolnej akademii.   Tymczasem sama burmistrz Emilia Bury odpowiada, że owszem, temperatura była wysoka. I trudno się specjalnie dziwić. Samorząd nie jest już dziś miejscem statecznej wymiany zdań nad losem miasta przy aromacie kawy i szelescie dokumentów. Coraz częściej przypomina ring, na którym mniej chodzi o meritum, a bardziej o to, kto komu skuteczniej podstawi nogę, najlepiej w obecności kamery. Bo kamera, jak wiadomo, kocha konflikt. Zwłaszcza lokalny. Jest tani, dostępny i daje natychmiastowe emocje.   Najciekawsze w tej historii nie jest jednak samo nagranie. Nagrania są dziś wszędzie. Najciekawsze jest to, jak błyskawicznie współczesna debata publiczna redukuje wszystko do jednego kadru. Kilkanaście sekund. Jeden grymas. Podniesiony ton. I już, wyrok wydany. Charakter oceniony. Kompetencje podważone. Psychologia, etyka i diagnoza osobowości w gratisie, najlepiej w komentarzu pisanym jedną ręką podczas obiadu. A przecież prawdziwy problem wcale nie polega na tym, że burmistrz zareagowała emocjonalnie. Problem polega na tym, że wszystkich bardziej interesuje moment reakcji niż to, co tę reakcję wywołało. Znów wygrała forma. Treść, jak zwykle, może sobie spokojnie poczekać pod ścianą. Emilia Bury mówi wprost: od miesięcy obserwuje celowe próby blokowania rozwoju miasta, polityczne gierki, zaczepki, zamienianie rozmowy o pieniądzach, sporcie i inwestycjach w personalne widowisko. Brzmi znajomo? Oczywiście. To przecież samorządowa codzienność w wielu miejscach w Polsce. Tyle że zwykle opowiada się o niej półgębkiem, językiem grzecznych oświadczeń i urzędowych okrągłości. Tu mamy wersję mniej wygładzoną. I właśnie to tak bardzo oburza. Bo w Polsce od kobiet w polityce wciąż oczekuje się rzeczy niemal nadprzyrodzonych. Mają być skuteczne, ale nie za twarde. Stanowcze, ale nie za ostre. Zdecydowane, ale broń Boże nie emocjonalne. Najlepiej, żeby jednocześnie walczyły o swoje, nikogo nie uraziły, nikomu nie weszły w słowo i jeszcze na końcu przeprosiły, że w ogóle zabrały głos bardziej zdecydowanie, niż przewiduje to lokalny kodeks dobrych manier. Mężczyzna w polityce, gdy mówi ostro, bywa „charakterny”, „konkretny”, „bezkompromisowy”. Kobieta w polityce bardzo szybko staje się „arogancka”, „pyskata” albo „histeryczna”. Stary repertuar, tylko kanały dystrybucji nowocześniejsze. Oczywiście, można powiedzieć: emocje w samorządzie nie pomagają. I to prawda. Najlepiej byłoby, gdyby każda sesja przypominała seminarium oksfordzkie z udziałem ludzi, którzy naprawdę chcą rozwiązywać problemy. Ale skoro już wszyscy udajemy dorosłych, to udawajmy do końca. Nie opowiadajmy, że problemem jest sam ton wypowiedzi, jeśli wcześniej miesiącami toleruje się prowokacje, polityczne szpilki i festiwal złośliwości w garniturach. W całej tej historii najbardziej wzrusza mnie to nieustanne udawanie, że polityka lokalna to wyłącznie troska o dobro wspólne. Owszem, czasem jest. Ale równie często to mały teatr wielkich ambicji, urazów, porachunków i prób pokazania przeciwnika w jak najgorszym świetle. Jedni robią to bardziej elegancko, inni mniej. Jedni przez uchwały, inni przez komentarze. Jeszcze inni przez starannie dobrane fragmenty nagrań, które mają żyć własnym życiem w mediach społecznościowych. I właśnie dlatego słowa Emilii Bury o „show przed kamerami” brzmią tak celnie. Bo być może najuczciwszą diagnozą współczesnej polityki nie jest dziś żaden raport, żadna analiza i żaden sondaż. Jest nią krótka obserwacja, że dla wielu osób kamera stała się ważniejsza niż miasto. Ujęcie ważniejsze niż ustalenie. Viral ważniejszy niż wynik. Można oczywiście nie lubić stylu pani burmistrz. Można uważać, że powinna była ugryźć się w język, policzyć do dziesięciu, napić się wody i odpowiedzieć z lodowatym spokojem. To wszystko brzmi bardzo rozsądnie, zwłaszcza z pozycji widza. Znacznie trudniej zachować tę elegancję komuś, kto codziennie siedzi w środku lokalnej wojny podjazdowej i jeszcze odpowiada za to, żeby miasto mimo wszystko jechało do przodu. Dlatego zamiast po raz setny analizować mimikę, ton i poziom oburzenia, może warto zadać pytanie banalne, ale najwyraźniej niemodne: kto tu naprawdę pracuje dla Białogardu, a kto tylko gra Białogardem w kolejnym odcinku politycznego TikToka? Bo jeśli istotnie „łączy nas Białogard”, jak mówi burmistrz, to dobrze byłoby, żeby zaczął łączyć choć odrobinę bardziej niż możliwość wrzucenia przeciwnika na rolkę z podpisem „proszę bardzo, oceńcie sami”. W przeciwnym razie zostanie nam już tylko polityka kadru. A w niej, jak wiadomo, zawsze wygrywa nie ten, kto ma rację, lecz ten, kto lepiej wygląda na zatrzymanym screenie.

Głos Młodych - Ma znaczenie. Stop Hejt – młodzieżowy apel o szacunek

Film Ala, film: FB/CK105 Koszalin - 1 Kwietnia 2026 godz. 20:22
10 kwietnia 2026 roku o godz. 10:00 w sali widowiskowej Centrum Kultury 105 w Koszalinie odbędzie się wydarzenie pod hasłem „Głos Młodych – Ma Znaczenie | Stop Hejt”. Organizatorzy zapraszają przede wszystkim uczniów szkół ponadpodstawowych i wszystkich, którym nie jest obojętne, jak młodzi ludzie radzą sobie z mową nienawiści. Spotkanie ma podkreślić, że głos młodzieży powinien być słyszalny i ważny w dyskusji o hejcie, a udział w nim jest bezpłatny. Program wydarzenia połączy sztukę i refleksję. Na początek widzowie obejrzą premierę warsztatowej etiudy filmowej „Crescendo”, przygotowanej przez uczniów I Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Dubois w Koszalinie w ramach I Koszalińskich Warsztatów Filmowych 2025. Film powstał pod opieką instruktorów Centrum Kultury 105 i opowiada o poszukiwaniu własnego głosu oraz solidarności w walce z hejtem. Po projekcji organizatorzy zaplanowali panel dyskusyjny „Stop Hejt”, podczas którego zaproszeni eksperci będą rozmawiać o hejcie, emocjach, odpowiedzialności i zdrowiu psychicznym. Moderatorem panelu będzie Tomasz Stępniak – nauczyciel, pedagog i animator kultury, a jego gośćmi mają być m.in. przedstawiciele władz miasta, pedagodzy, psychologowie i młodzi radni, którzy wspólnie poszukają sposobów radzenia sobie z przemocą słowną. Inicjatywa „Głos Młodych – Ma Znaczenie | Stop Hejt” współtworzona jest przez Młodzieżową Radę Miasta Koszalina i Centrum Kultury 105. Organizatorzy podkreślają, że jest to wydarzenie otwarte: można po prostu przyjść, posłuchać i zabrać głos. Jego celem jest pokazanie, że odwaga, aby mówić własnym głosem, i wzajemne wsparcie są skutecznym antidotum na hejt – zarówno w świecie offline, jak i w mediach społecznościowych

Koszalin przyszłości: Delfiny, torowisko, tunel do Mielna i filia PANS w Honolulu

Film Art, fot. FB - 1 Kwietnia 2026 godz. 8:43
Koszalin czeka prawdziwy skok cywilizacyjny. I to taki, przy którym dotychczasowe inwestycje mogą wyglądać co najwyżej jak rozgrzewka. Na pierwszy plan wysuwa się bez wątpienia Wodna Dolina, gdzie, ku zaskoczeniu spacerowiczów pojawiły się… delfiny. Trzy ssaki miały zostać zauważone w zbiorniku, wzbudzając zachwyt mieszkańców i pytania o to, czy Koszalin właśnie zyskał najbardziej nieoczekiwaną atrakcję turystyczną w regionie. Jedni mówią o ekologicznej sensacji, inni o znaku, że miasto naprawdę wchodzi na nowy poziom. Prima aprilis ma tę przewagę nad codziennością, że niczego nie musi udowadniać. Nie potrzebuje studium wykonalności, konsultacji społecznych, opinii komisji ani trzech przesuniętych terminów. Wystarczy grafika, kilka zdań i odrobina tupetu. A potem dzieje się rzecz najciekawsza: ludzie zaczynają żałować, że to tylko żart. I właśnie to jest w tym wszystkim najbardziej kompromitujące. Nie dla autorów primaaprilisowych postów. Dla rzeczywistości. Bo kiedy czytamy o delfinach w Wodnej Dolinie w Koszalinie, pierwszą reakcją powinien być śmiech. I owszem, jest śmiech. Ale tuż za nim pojawia się coś znacznie bardziej kłopotliwego: myśl, że skoro nie możemy liczyć na sensowne cuda infrastrukturalne, to może chociaż fauna zrobi nam trochę promocji miasta. Delfiny w Koszalinie? Absurd. Ale przynajmniej malowniczy. A przecież dziś nawet przeciętna rewitalizacja bywa mniej widowiskowa. Podobny wdzięk miała wiadomość o tym, że PANS w Koszalinie otwiera filię w Honolulu. Doskonałe. Przynajmniej ktoś w tym regionie miałby wreszcie połączenie ze światem, i to bez przesiadki mentalnej. Uczelnia na Hawajach brzmi niedorzecznie, ale proszę uczciwie przyznać: w czasach, gdy od młodych ludzi oczekuje się mobilności, odporności psychicznej, elastyczności i gotowości do życia w permanentnej prowizorce, kampus na Pacyfiku nie wydaje się aż tak oderwany od realiów. Jest tylko bardziej atrakcyjny wizualnie. Piękne było też wyjaśnienie sprawy wycinki drzew na osiedlu Unii Europejskiej, gdzie miałby powstać zbiornik retencyjny, może kajaki, a może nawet kąpielisko. I znów: żart, ale z gatunku tych szczególnie niewygodnych. Bo nagle okazuje się, że nawet prima aprilis potrafi zaproponować bardziej nowoczeszne myślenie o mieście niż część całorocznych debat. Gospodarka wodą? Adaptacja do zmian klimatu? Rekreacja dla mieszkańców? Wszystko w jednym? W normalnych warunkach taki pomysł dostałby łatkę „ambitny”. Pierwszego kwietnia dostał lajki i płaczące ze śmiechu emotikony. Czyli mniej więcej tyle samo, ile zwykle dostaje zdrowy rozsądek. A potem wjeżdża on: lokalny święty Graal, czyli zielony transport. Torowisko na ul. Zwycięstwa, od centrum po Górę Chełmską. I nagle wielu mieszkańców zamiast parsknąć śmiechem, zapewne zrobiło to, co robią wszyscy doświadczeni obywatele: przez chwilę uwierzyli. Nie dlatego, że są naiwni. Dlatego, że są spragnieni czegokolwiek, co nie jest kolejną opowieścią o korkach, rozkopanej ulicy i dumnie przecinanej wstędze przy inwestycji, z której potem nikt nie korzysta tak, jak zapowiadano. Prima aprilis bywa okrutny, bo bardzo często pokazuje nam nie fantazję, tylko listę zaniedbanych potrzeb. Podobnie Szczecin i ruchome schody na Wałach Chrobrego. Oczywiście, że to brzmi jak żart. Ale po chwili dochodzi do człowieka, że właściwie dlaczego nie? Ułatwienie dla seniorów, turystów, osób z ograniczoną mobilnością. Czyli znowu: coś śmiesznego tylko dlatego, że nikt wcześniej nie potraktował tego wystarczająco serio. Najlepsze primaaprilisowe pomysły są właśnie takie — śmieszne nie z powodu absurdu, lecz dlatego, że zbyt mocno przypominają normalność, której nie udało się dowieźć. Osobną kategorią są oczywiście zwierzęta. Delfiny, lama, potworna ryba z Chłopów. Polska lokalna kocha w prima aprilis dwa żywioły: wielkie inwestycje i niespodziewaną zwierzynę. Jedno i drugie ma tę zaletę, że natychmiast przyciąga uwagę i przez chwilę pozwala mieszkańcom uwierzyć, że dzieje się coś niezwykłego. Nawet jeśli nie jest to nic więcej niż lama pod urzędem albo mors zastąpiony wielkanocnym zajączkiem. Swoją drogą, może to jest kierunek dla marketingu terytorialnego: skoro nie zawsze umiemy zbudować atrakcję, to przynajmniej możemy ją zmyślić. Najbardziej poruszające w tych wszystkich primaaprilisowych wrzutkach jest jednak to charakterystyczne zbiorowe westchnienie. „Szkoda, że to nieprawda”. To zdanie powraca co roku jak refren i mówi o naszym życiu lokalnym więcej niż niejeden raport strategiczny. Bo ono nie dotyczy marzeń o luksusie. Nikt nie wzdycha przecież dlatego, że nie będzie delfinarium pod ratuszem. Wzdychamy, bo za żartem często kryje się coś boleśnie prostego: sprawniejszy transport, lepsza dostępność, ciekawsza przestrzeń publiczna, odrobina rozmachu, czasem choćby odrobina wyobraźni. I tu dochodzimy do sedna. Prima aprilis to jedyny dzień w roku, gdy samorządowy internet pozwala sobie na śmiałość. Nagle wszystko staje się możliwe: wraca kolej, powstają schody, buduje się torowiska, miasta zyskują egzotyczne zwierzęta, a uczelnie kolonizują Honolulu. Przez kilka godzin lokalne profile mówią do mieszkańców językiem fantazji, lekkości i dystansu. I co najgorsze — wychodzi im to całkiem dobrze. Czasem lepiej niż oficjalna komunikacja przez pozostałe 364 dni, kiedy dowiadujemy się głównie, że „trwają prace”, „analizowane są możliwości” i „o postępach będziemy informować”. Nie, prima aprilis nie jest tylko dniem żartów. To coroczny przegląd niespełnionych ambicji. Taki festiwal lokalnych tęsknot opakowanych w emotikony. Śmiejemy się z ruchomych chodników, kolei, schodów, torowisk i kąpielisk, bo wiemy, że gdyby ktoś naprawdę chciał to zrobić, musiałby wykazać się czymś skrajnie dziś rzadkim — wizją. A wizja, jak wiadomo, jest u nas mile widziana głównie w formie grafiki na Facebooku. Najlepiej opublikowanej 1 kwietnia. Następnego dnia wszystko wraca do normy. Delfiny odpływają, torowiska znikają, kolej ponownie pozostaje wspomnieniem, a mieszkańcy wracają do swojej dobrze znanej specjalności: umiarkowanego entuzjazmu wobec kolejnych „ważnych kroków” i „historycznych momentów”, po których zwykle zostaje tablica informacyjna, trochę błota i kilka zdjęć do archiwum. A jednak coś po tych żartach zostaje. Lekki niesmak. Bo okazuje się, że najciekawsze pomysły na rozwój miast i gmin nadal rodzą się nie podczas debat, nie na sesjach, nie w strategiach, tylko w prima aprilis. Tam, gdzie wolno puścić wodze fantazji, ludzie nagle projektują miejsca wygodniejsze, ciekawsze i bardziej nowoczesne niż te, które próbujemy urządzać na serio. I może właśnie dlatego pierwszy kwietnia jest tak przewrotnie smutny. To jedyny dzień, w którym lokalna wyobraźnia naprawdę rusza z miejsca. Szkoda tylko, że nazajutrz znowu trzeba ją zatrzymać. Zapraszamy do obejrzenia prima aprilisowych postów:      Koszalin centrum Pomorza: Delfiny w Koszalinie?!  Tak, dobrze widzicie – 3 delfiny pojawiły się w Wodnej Dolinie! 🌊 Nie wiadomo, skąd się wzięły… eksperymenty ekologiczne? Tajemnicza migracja? 🤔 Prosimy o zachowanie spokoju i nie dokarmianie naszych nowych mieszkańców 🙂   PANS Koszalin: 𝐖𝐈𝐄𝐋𝐊𝐈 𝐏𝐑𝐙𝐄Ł𝐎𝐌: 𝐏𝐀𝐍𝐒 𝐰 𝐊𝐨𝐬𝐳𝐚𝐥𝐢𝐧𝐢𝐞 𝐏𝐎𝐃𝐁𝐈𝐉𝐀 𝐏𝐀𝐂𝐘𝐅𝐈𝐊! 🌴 🎉Mamy to‼️ Z radością ogłaszamy, że od roku akademickiego 2026/27 otwieramy naszą pierwszą zagraniczną filię PANS w Koszalinie 𝐇𝐨𝐧𝐨𝐥𝐮𝐥𝐮 𝐂𝐚𝐦𝐩𝐮𝐬! 🌺 🏝️Dlaczego Hawaje? 🏄‍♀️ To proste: Uznaliśmy, że skoro nasi studenci potrafią przetrwać wiatr od morza na przystanku przy Leśnej, to huragan na Pacyfiku będzie dla nich tylko „lekką bryzą” 🌊 🌴PANS w Koszalinie – u nas nauka nie zna granic i stref czasowych.   Osiedle Unii Europejskiej: Mamy ostateczne wyjaśnienie sprawy wycinki drzew 🌳 u zbiegu ul. Holenderskiej🇳🇱 i Irlandzkiej🇮🇪 . 😲😱 Na skutek zachodzących zmian klimatu; z jednej strony niedoboru wody💦 z drugiej coraz częstrzych opadów nawalnych 🌧️ władze miasta w porozumieniu z Radą Osiedla UE 🇪🇺 zdecydowały o zmianie charakteru tego tereniu. Powstanie tam zbiornik retencyjny zbierający wodę z całego osiedla UE oraz części osiedla północ. W ten sposób przy okazji stworzony zostanie piękny teren rekreacyjny dla mieszkańców naszego osiedla. Kto wie czy nie pojawią się tam kajaki a może powstanie nawet kąpielisko . 🥰🏊🚣‍♀️ Do sprawy wrócimy, to ważna i potrzebna ☝️ inwestycja na naszym osiedlu, trzymamy kciuki za powodzenie tej inwestycji. 🤞😁     Andrzej Jakubowski: Z ostatniej chwili, w pasie rozdziału jezdni na ul. Zwycięstwa pojawi się torowisko Centrum -Góra Chełmska. Nareszcie „Zielony transport”. Pierwotnie Ratusz zdecydował o budowie Ronda Centrum, jednak szansa na pozyskanie funduszy umożliwia budowę nowoczesnego skrzyżowania na miarę stolicy Pomorza Środkowego. Nareszcie dobre pomysły u naszych włodarzy.    Darłovia Darłowo:  Stadion w Darłowie im. Zbigniewa Bońka! Jakiś czas temu (w ubiegłym roku) zwróciliśmy się do naszego legendarnego reprezentanta z takim pomysłem i o takiej treści.   Szanowny Panie Prezesie! Mam zaszczyt reprezentować Miejski Klub Sportowy Darłovia Darłowo. Klub z małej nadmorskiej miejscowości, ale o wielkim sercu do piłki nożnej i piękną futbolową historią. W tym roku świętujemy swoje 75-lecie istnienia. Aktualnie zespół seniorski rozgrywa spotkania na poziomie IV ligi Zachodniopomorskiego Związku Piłki Nożnej. Ja objąłem swoją posadę prezesa w czerwcu br. i wraz z nowym zarządem dokonujemy wszelkich starań, aby nasza miłość do „trójkolorowych” z Królewskiego Miasta Darłowo przełożyła się na sukces i propagowanie zdrowego stylu życia, poprzez najpopularniejszą dyscyplinę na świecie. Powołaliśmy i reaktywowaliśmy także w tym roku grupy młodzieżowe „trampkarz” i „junior”, które już w swoich ligach osiągają jedne z najlepszych wyników. Z początkiem nowego roku powołamy także sekcje „młodzik”.     Zwiedzaj Mielno: Ponad 2 metry długości. Paszcza jak z horroru. Ryba, jakiej nikt tu wcześniej nie widział 🐟 Tak dziwne stworzenie wyłowiła w nocy doświadczona ekipa rybaków z Chłopów. Mieszkańcy mówią o diable morskim. Inni, że ryba mogła przypłynąć wraz z wodami Morza Północnego. Jedno jest pewne… Bałtyk się zmienia. A pojawienie się tak egzotycznych gatunków może oznaczać czystszą wodę, lepsze natlenienie i zmiany, które dopiero zaczynamy zauważać.      DSI - Drawskie Strony Internetowe: Wielka poranna awaria. Nagle wielkie odkrycie podczas prac drogowych. Powiat drawski nowym Kuwejtem? Podczas rutynowych prac ziemnych w centrum Drawska Pomorskiego doszło do odkrycia, które zelektryzowało mieszkańców i władze samorządowe. Wstępne ekspertyzy wskazują na obecność bogatych złóż substancji ropopochodnych bezpośrednio pod strukturą miasta. Czy powiat drawski czeka nagły wzrost zamożności i rewolucja gospodarcza?     Spotted Sianów:  Ktoś wie co tam się wydarzyło nad ranem w naszym parku? Nas rozbawił komentarz: VioletRabbit5940 Ktoś po pijaku zderzył sie z rzeczywistością      SzczecinPortal.pl 💡 Ruchome schody na Wałach Chrobrego przegłosowane. Miasto zapowiada ważną zmianę dla pieszych! Rada Miasta Szczecin przegłosowała projekt budowy ruchomych schodów na Wałach Chrobrego. Inwestycja ma poprawić dostępność jednego z najbardziej uczęszczanych punktów w mieście i ułatwić poruszanie się mieszkańcom, turystom, seniorom oraz osobom z ograniczoną mobilnością.  Zgodnie z założeniami ruchome schody mają powstać w centralnej części Wałów i połączyć dolny taras z górnym poziomem reprezentacyjnej promenady. Jak podkreślono podczas obrad, rozwiązanie ma odciążyć istniejące ciągi piesze i zwiększyć komfort poruszania się w tej części Szczecina.  Szczegóły inwestycji, w tym harmonogram prac i wstępny koszt realizacji, mają zostać przedstawione po zakończeniu etapu projektowego. W poście wizualizacja projektu.     Mirosławiec Moje Miasto 🐾 Przed Urzędem i w mieście widzieliśmy już wiele…Były pieski 🐕, kotki 🐈, zdarzały się kozy 🐐, a nawet konie 🐎 Ale dziś rano pojawił się ktoś wyjątkowy… 🦙 Lama 😄 Spacerowała spokojnie w okolicach samolotu, wzbudzając spore zainteresowanie przechodniów 😅 👉 Na szczęście eksponaty pozostały bezpieczne, ale sytuacja wywołała sporo uśmiechów 😁 Prosimy o zachowanie ostrożności i niedokarmianie „gościa”    Gdańsk w obiektywie Sensacja w Gdańsku! Przemalowano słynnego Zieleniaka na biało ! Jak teraz będzie nazywał się ten charakterystyczny budynek      Gmina Drawno: Gmina Drawno 🚆 Dziś o poranku rozpoczęły się pierwsze testy na linii kolejowej Drawno – Kalisz Pomorski! Pierwszy skład testowy pojawił się na trasie już we wczesnych godzinach, przejeżdżając przez Drawno i sprawdzając stan infrastruktury oraz przygotowanie linii do ruchu pasażerskiego 👀 To ważny moment dla naszego regionu – wszystko wskazuje na to, że prace idą pełną parą, a powrót regularnych połączeń kolejowych staje się coraz bardziej realny. 📍 Czy ktoś z Was widział dziś pociąg na trasie? Podzielcie się wrażeniami lub zdjęciami w komentarzach!   Gmina Mielno Zauważyliście, że od ok. tygodnia w różnych miejscach gminy zaczęły pojawiać się duże, kolorowe pisanki?🤔 W końcu możemy wyjawić, że to element większej akcji, której najważniejszym punktem jest nowa rzeźba zajączka wielkanocnego 🐰 zamontowana w miejscu znanego wszystkim mieleńskiego morsa 🙌 Jednocześnie chcemy wszystkich zaniepokojonych brakiem morsa uspokoić - zajączek zostanie z nami tylko przez tydzień. Dlatego jeśli chcecie zrobić sobie z nim zdjecie, musicie się pospieszyć