Koszalin, Poland
KATEGORIA

Wideo

Świąteczno-noworoczne spotkanie samorządowców w Koszalinie. Ponad 100 osób, życzenia i rozmowa o wartościach

Film Ala, foto film: ks. Wojciech Parfianowicz - 8 Stycznia 2026 godz. 17:20
Ponad 100 samorządowców z regionu wzięło udział w dorocznym świąteczno-noworocznym spotkaniu, które odbyło się w Centrum Edukacyjno-Formacyjnym w Koszalinie. To wydarzenie, które od lat gromadzi przedstawicieli gmin i miast, łącząc wymiar symboliczny – życzenia i opłatek – z rozmową o współpracy samorządu i Kościoła. „Służymy tym samym ludziom” Tuż przed rozpoczęciem spotkania bp Krzysztof Zadarko, administrator diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, podkreślał, że czas Bożego Narodzenia sprzyja życzliwości, a początek roku jest dobrą okazją, by ją okazać w praktyce. Zwracał uwagę, że samorząd i Kościół działają w różnych obszarach, ale w gruncie rzeczy „służą tym samym ludziom”. Jak dodał, spotkanie jest także momentem na podziękowanie za współpracę i wzmacnianie relacji, które w codziennej pracy często buduje się po cichu – bez kamer i nagłówków. Samorządowcy: warto przyjechać, choć pracy nie brakuje Uczestnicy nie ukrywali, że kalendarze w styczniu bywają napięte, ale mimo to wielu z nich regularnie przyjmuje koszalińskie zaproszenie. Piotr Zabrocki, burmistrz miasta i gminy Czarne, podkreślał, że „nawał pracy” nie musi być przeszkodą – bo warto znaleźć czas na spotkanie z innymi, wymienić się doświadczeniami i złapać oddech. Z kolei Małgorzata Głodek, burmistrz Złocieńca, zwracała uwagę na szeroką przestrzeń do współdziałania Kościoła i samorządu – szczególnie tam, gdzie chodzi o sprawy społeczne, lokalne wspólnoty i codzienne wsparcie mieszkańców. Adam Jaśkiewicz, zastępca wójta gminy Redzikowo, mówił o wartości „dobrego słowa” i spotkania, które pozwala „podładować akumulatory”. Podkreślał też, że w pracy samorządowca – obok prawa i procedur – kluczowe są zdrowy rozsądek oraz empatia. Wykład o „świętym burmistrzu” Florencji Stałym elementem spotkania jest część formacyjna. W tym roku wykład pt. „Wartości chrześcijańskie w życiu samorządu lokalnego na przykładzie Sługi Bożego Giorgio La Pira…” wygłosił ks. prof. Janusz Aptacy – profesor teologii dogmatycznej, wykładowca związany m.in. z Florencją i UKSW, wcześniej pracownik Kurii Rzymskiej, a obecnie wikariusz biskupi ds. duszpasterstwa ogólnego diecezji łomżyńskiej. Prelegent przekonywał, że wartości chrześcijańskie nie stoją w sprzeczności z wartościami ogólnoludzkimi, a politykę – w jej pierwotnym sensie – można rozumieć jako troskę o dobro wspólne. Wskazał postać Giorgio La Piry, nazywanego „świętym burmistrzem Florencji”: profesora prawa, współtwórcy włoskiej konstytucji, a jednocześnie człowieka głęboko zaangażowanego społecznie – w obronę godności człowieka, pomoc ubogim i prawa pracownicze. To przykład, który – jak podkreślano – pokazuje, że etyczny kręgosłup nie jest ozdobą urzędu, ale jednym z narzędzi odpowiedzialnego rządzenia. Opłatek i kolędowanie Spotkanie miało również wymiar wspólnotowy. Uczestnicy podzielili się opłatkiem, a częścią wydarzenia było kolędowanie. W tym roku śpiew poprowadził chór „Cantores” z Człopy, nadając spotkaniu wyraźnie świąteczny ton – mimo że to już początek nowego roku. Dla wielu samorządowców to właśnie ta mieszanka: rozmowy, refleksji, życzeń i zwykłej obecności – sprawia, że doroczne spotkanie w Koszalinie ma stałe miejsce w kalendarzu regionu.

Profesorska nominacja dla naukowca z Politechniki Koszalińskiej. Krzysztof Dutkowski odebrał akt od prezydenta

Film Ala za Politechnika Koszalińska, film: KPRP - 8 Stycznia 2026 godz. 12:22
W środę, 7 stycznia 2026 r., prof. dr hab. inż. Krzysztof Dutkowski z Politechniki Koszalińskiej odebrał z rąk prezydenta Karola Nawrockiego akt nominacyjny, potwierdzający nadanie tytułu profesora. Uroczystość miała szczególny wymiar – była pierwszą tego typu ceremonią w nowej kadencji głowy państwa. 112 nowych profesorów i mocny sygnał dla nauki Jak poinformowała Kancelaria Prezydenta, podczas ceremonii akty nominacyjne odebrało 112 nowych profesorów. W wystąpieniu prezydent podkreślał znaczenie środowiska naukowego dla rozwoju państwa i zwracał uwagę, że nominacja jest jednocześnie ukoronowaniem dorobku oraz otwarciem kolejnego etapu pracy badawczej.  Dorobek związany z energetyką i wymianą ciepła Prof. Krzysztof Dutkowski od lat jest związany z Politechniką Koszalińską. Zainteresowania badawcze profesora dotyczą głównie zagadnień związanych z mechaniką płynów roboczych w układach wymiany ciepła. Naukowiec zajmuje się badaniami dotyczącymi oporów przepływu, wymianą ciepła i niestabilnościami podczas wrzenia czynników chłodniczych w przepływie minikanałami. Jest autorem blisko 140 publikacji dotyczących m.in. termodynamiki, wymiany ciepła, przepływów wielofazowych.  W jednym z opublikowanych tekstów naukowych autor opisuje m.in. badania oporów przepływu w minikanałach. Awans osobisty, ale też prestiż uczelni i regionu Nominacje profesorskie są w polskim systemie nauki symbolem najwyższego uznania dla dorobku badawczego i dydaktycznego. Dla Politechniki Koszalińskiej to także wzmocnienie prestiżu – szczególnie w obszarach, które dziś zyskują na znaczeniu: efektywności energetycznej, technik chłodniczych, projektowania wymienników ciepła i inżynierii procesowej.  

W Siłach Zbrojnych RP pracuje zaledwie 13 psychiatrów, a kondycja psychiczna to czasami dużo ważniejszy czynnik niż amunicja

Film Art za Newseria.pl - 7 Stycznia 2026 godz. 3:54
W Siłach Zbrojnych RP pracuje zaledwie 13 psychiatrów, a jeden psycholog pierwszej linii ma pod opieką średnio 825 żołnierzy, podczas gdy normy NATO przewidują maksymalnie 300–500 – wskazuje raport przygotowany pod egidą Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego. Eksperci ostrzegają, że tak duże dysproporcje mogą osłabiać odporność psychiczną armii. – Kondycja psychiczna to czasami dużo ważniejszy czynnik niż amunicja – ocenia płk dr n. med. Radosław Tworus z WIM–PIB. – Abyśmy mogli mówić o realnych problemach zdrowia psychicznego w siłach zbrojnych, to musielibyśmy prowadzić regularny monitoring stanu zdrowia psychicznego polskiej armii, a on nie jest prowadzony. Nie mieliśmy żadnych badań, które określałyby kondycję psychiczną polskiej armii, w tym żołnierzy, którzy realizują konkretne zadania na konkretnych odcinkach. Jest to istotny problem, który ułatwiałby i działania interwencyjne, i działania profilaktyczne. Nie można opierać wniosków wynikających z pojedynczych przypadków, które są przypadkami klinicznymi, bo one nie oddają rzeczywistego charakteru problemu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria płk dr n. med. Radosław Tworus, kierownik Kliniki Psychiatrii, Stresu Bojowego i Psychotraumatologii w Wojskowym Instytucie Medycznym – Państwowym Instytucie Badawczym (WIM–PIB).   Brak badań populacyjnych jest jedną z największych luk systemowych w zakresie zdrowia psychicznego personelu wojskowego. Oznacza to, że siły zbrojne nie dysponują wiedzą o skali ani strukturze problemów psychicznych, ich dynamice ani czynnikach ryzyka, co uniemożliwia planowanie profilaktyki i adekwatnych działań systemowych.   – W ramach Wojskowego Instytutu Medycznego chcielibyśmy zainicjować badania dotyczące oceny kondycji psychicznej polskiej armii, zresztą od dłuższego czasu taki problem był zgłaszany. Już w 2012 roku na jednej z sejmowych Komisji Obrony Narodowej profesor Stanisław Ilnicki, nieżyjący już założyciel i poprzedni szef kliniki, wnioskował o to, że takie badania są niezbędne, natomiast z różnych względów to nie zaistniało do dzisiaj – zauważa płk Radosław Tworus.   W przeciwieństwie do Polski część państw NATO prowadzi regularny monitoring zdrowia psychicznego żołnierzy. W Wielkiej Brytanii Ministerstwo Obrony co roku publikuje raport „UK Armed Forces Mental Health: Annual Statistics”, który wskazuje odsetek osób korzystających z pomocy medycznej z powodu problemów ze zdrowiem psychicznym. Z najnowszej edycji za 2024/2025 wynika, że z takiej pomocy skorzystało 12,3 proc. personelu brytyjskich sił zbrojnych, a 2 proc. wymagało specjalistycznej opieki psychiatrycznej lub psychologicznej. Najczęściej diagnozowano depresję, zaburzenia lękowe i adaptacyjne. Również Kanada prowadzi okresowe badania epidemiologiczne, co pozwala na śledzenie zmian w kondycji psychicznej żołnierzy w czasie i planowanie adekwatnych działań profilaktycznych i terapeutycznych.   – Przygotowanie psychologów jest w dużej mierze uzależnione od tego, czy mamy badania dotyczące stanu zdrowia psychicznego polskiej armii. Gdybyśmy takie badania mieli, moglibyśmy z pomocą psychologów tworzyć odpowiednie programy profilaktyczne, jak również programy przeciwdziałania różnym zdarzeniom, które w zwiększonym stopniu występują w populacji żołnierzy – ocenia ekspert WIM–PIB.   Raport „Przywrócić rangę, zatrzymać talenty – strategia rewitalizacji korpusu lekarzy Sił Zbrojnych RP. Diagnoza deficytów kadrowych oraz program reform strukturalnych wojskowej służby zdrowia”, przygotowany przez zespół niezależnych ekspertów pod przewodnictwem WIM–PIB, wskazuje, że choć Polska jest trzecią co do wielkości armią w Sojuszu Północnoatlantyckim, jednocześnie zmaga się z najpoważniejszym deficytem kadr medycznych wśród głównych kontrybutorów NATO. Jeden lekarz w polskim wojsku przy obecnym stanie liczebnym sił zbrojnych (ok. 216 tys. osób) zabezpiecza medycznie średnio 260–270 żołnierzy. Standard NATO zakłada proporcję 1:100.   Szczególnie krytyczna sytuacja dotyczy zabezpieczenia psychiatrycznego. W całych Siłach Zbrojnych RP służbę pełni 13 czynnych psychiatrów wojskowych, a 20 lekarzy odbywa specjalizację w tej dziedzinie. Przy takiej liczebności trudno zapewnić ciągłość opieki, prowadzenie działań profilaktycznych i reagowanie na rosnące potrzeby wynikające ze zwiększającej się liczebności wojska.   – Temat zaniedbań dotyczących zdrowia psychicznego w armii jest bardzo trudny, ponieważ mamy do czynienia ze specyficzną grupą społeczną, która jest z jednej strony nieduża, z drugiej strony bardzo prestiżowa. To wszystko powoduje, że jest na świeczniku, czyli że wszyscy się jej przyglądają. Każde zdarzenie dotyczące nieodpowiedniego zachowania żołnierza związanego ze zdrowiem psychicznym jest od razu szeroko komentowane w mediach. Zła opieka będzie skutkowała tym samym, co każda sytuacja niewłaściwego nadzoru nad pacjentem: od samobójstwa poczynając, poprzez różnego rodzaju zdarzenia związane z alkoholem, narkotykami, po przemoc w warunkach służby czy poza nimi, również przemoc domową – wymienia płk dr n. med. Radosław Tworus.   Konsekwencją deficytu jest systemowe przeciążenie służb psychologicznych, które przejmują rolę pierwszej – i często jedynej – linii wsparcia dla personelu wojskowego. Bezpośrednie wsparcie psychologiczne zapewnia obecnie 255 specjalistów, co przy obecnej liczebności sił zbrojnych przekłada się na wskaźnik 825 żołnierzy na jednego psychologa. Rekomendowane standardy NATO przewidują dostępność jednego specjalisty na 300–500 żołnierzy.   – Problemy zdrowia psychicznego żołnierzy, patrząc od strony klinicznej na tych, którzy są pacjentami, nie różnią się zapewne od problemów polskiego społeczeństwa. Najczęściej są to problemy emocjonalne, zaburzenia adaptacyjne, problemy z używaniem substancji psychoaktywnych i alkoholu. Nie jest to wbrew pozorom PTSD, ponieważ w tej chwili polscy żołnierze nie biorą już aktywnego udziału w działaniach wojennych, jak miało to miejsce w czasie misji w Afganistanie i Iraku – mówi ekspert.   Doświadczenia współczesnych konfliktów – w tym wojny w Ukrainie – pokazują, że długotrwałe obciążenie psychiczne żołnierzy może wpływać na ich zdolność podejmowania decyzji, efektywność bojową i spójność zespołów, dlatego armie państw NATO traktują odporność psychiczną jako element gotowości operacyjnej.   – Myślę, że kondycja psychiczna to czasami dużo ważniejszy czynnik niż amunicja. Jeśli wiemy, że żołnierze są w stanie dużego kryzysu psychicznego, związanego z przedłużającą się wojną, to już niewiele potrzeba, żeby szalę zwycięstwa przechylić na swoją stronę – podkreśla kierownik Kliniki Psychiatrii, Stresu Bojowego i Psychotraumatologii w WIM–PIB. – Znając kondycję psychiczną żołnierzy armii ukraińskiej, Rosja miałaby pełną informację, co jeszcze trzeba zrobić, żeby ją pokonać.   Raport Wojskowego Instytutu Medycznego zwraca uwagę także na przygotowanie pod kątem odporności psychicznej lekarzy wojskowych, którzy są jednocześnie żołnierzami, muszą więc spełniać wymagania fizyczne i psychiczne stawiane wojskowym na polu walki. NATO podkreśla, że przygotowanie mentalne personelu medycznego jest kluczowe – lekarz musi zachować sprawność w obliczu traumatycznych widoków i emocji towarzyszących współczesnemu polu walki. Dlatego też w szkoleniu coraz częściej uwzględnia się trening odporności psychicznej, scenariusze MASCAL (Mass Casualty Incident, czyli symulacje zdarzeń masowych) oraz elementy etyki medycznej na wojnie, w tym zasady podejmowania trudnych decyzji podczas segregacji rannych.

Morsy w Mielnie: mróz szczypie, słońce świeci, a Bałtyk… kusi

Film Art, fot. i film: Art - 6 Stycznia 2026 godz. 12:24
Są takie dni zimą, kiedy człowiek wychodzi z domu i pierwsza myśl brzmi: „Nie, dziękuję. Wrócę w kwietniu.” A potem patrzy na Mielno – na plażę skąpaną w słońcu, na skrzący się śnieg i lód, na fale, które nie robią żadnych wyjątków ani dla pesymistów, ani dla maruderów – i nagle okazuje się, że można inaczej. Bo w Mielnie zimą dzieje się coś, co wymyka się logice termosu i ciepłych kapci: morsy wchodzą do wody z uśmiechem, jakby odczuwalna temperatura -12°C była co najwyżej drobną niedogodnością. To zjawisko samo w sobie jest piękne. Nie tylko fotograficznie – choć trudno nie przyznać, że zimowe Mielno potrafi wyglądać bajkowo – ale przede wszystkim mentalnie. Zimno ma w sobie coś uczciwego: nie udaje, nie pudruje, nie kokietuje. Jest proste, ostre i natychmiastowe. A morsowanie jest na to odpowiedzią równie prostą: wchodzisz, oddychasz, wychodzisz – i nagle cały świat jest wyraźniejszy. Zimno odcina hałas, wyrzuca z głowy listę spraw, przypomina o ciele, o oddechu, o tym, że żyje się tu i teraz. Zimowe Mielno jako antidotum na „wieczny listopad” Mielno poza sezonem ma zupełnie inną energię. Znika wakacyjny zgiełk, stragany, ścisk na promenadzie. Zostają: wiatr, przestrzeń i spokój, który nie jest nudny, tylko kojący. A w tym spokoju pojawia się grupa ludzi w czapkach, rękawiczkach, czasem w fantazyjnych przebraniach, którzy nie pytają „po co?”, tylko mówią „chodź!”. I to jest chyba największy fenomen morsów: ich entuzjazm jest zaraźliwy. Bo morsowanie – wbrew temu, co sugerują internetowe memy – nie jest sportem ekstremalnym. To raczej styl bycia: trochę przekora, trochę radość, trochę wspólnota. W świecie, w którym większość rzeczy robimy samotnie (nawet w tłumie), morsy przypominają, że są aktywności, które najlepiej smakują, gdy robi się je razem. Ktoś poda rękę, ktoś krzyknie „dawaj!”, ktoś inny zaproponuje herbatę. W tym sensie morsowanie jest jak zimowa wersja ogniska – tylko zamiast ognia jest woda, a zamiast dymu jest para z ust. „Samba De Mielno” – bo zimą też może być karnawał A skoro już o wspólnocie mowa, to warto spojrzeć w kalendarz: już za niecały miesiąc odbędzie się 23. Międzynarodowy Zlot Morsów w Mielnie – w tym roku pod hasłem „Samba De Mielno”. Sama nazwa brzmi jak żart rzucony mrozowi prosto w twarz. I dobrze. Zlot morsów od lat jest dowodem na to, że polska zima nie musi być tylko szarością i narzekaniem. Może być kolorowa. Głośna. Przebrana. Może tańczyć. Organizatorzy zapowiadają, że prace nad wydarzeniem trwają, a na uczestników mają czekać atrakcje i niespodzianki. Z doświadczenia wiadomo, że „atrakcje” w przypadku Mielna to słowo bardzo pojemne: od klimatu karnawału, przez spotkania, parady i wspólne wejścia do wody, po towarzyski żywioł, który sprawia, że w lutym nad morzem człowiek czuje się jak na festiwalu – tylko w czapce i szlafroku. Po co to wszystko? Można oczywiście zapytać: po co ludzie wchodzą zimą do Bałtyku? Odpowiedzi będą różne: jedni powiedzą o hartowaniu, inni o endorfinach, jeszcze inni o zdrowiu i odporności. Ale jest też odpowiedź prostsza – dla radości. Dla przełamania rutyny. Dla poczucia, że można zrobić coś, co wydaje się niemożliwe, a potem wrócić do domu z głową lżejszą o kilka kilogramów stresu. W świecie, w którym wszystko ma być „użyteczne”, morsowanie jest trochę luksusem: robi się je dlatego, że można. Że jest pięknie. Że słońce świeci mimo mrozu. Że plaża w zimowej ciszy wygląda jak pocztówka, a człowiek w środku tej pocztówki czuje się – paradoksalnie – bardziej obecny. I dlatego patrząc na Mielno, na ten słoneczny, mroźny dzień z odczuwalną temperaturą -12°C, trudno nie pomyśleć: zima ma sens, jeśli potrafimy ją przeżyć z uśmiechem. A morsy? One nie tylko to potrafią. One robią z tego święto.

Wolontariat WOŚP 2026: zgłoś się wcześniej, bo limit miejsc się wyczerpuje

Film Ala za WOŚP Koszalin - 6 Stycznia 2026 godz. 10:00
Wolontariuszem 34. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy może zostać praktycznie każdy, kto chce pomóc – zarówno osoby pełnoletnie, jak i dzieci oraz młodzież (za zgodą opiekuna prawnego). Rejestracja odbywa się głównie przez platformę iWolontariusz WOŚP, a o przyjęciu decyduje lokalny sztab, który weryfikuje zgłoszenia i przygotowuje identyfikatory. Wolontariusz WOŚP Kiedy gra WOŚP? 34. Finał WOŚP odbędzie się 25 stycznia 2026 r. – wolontariusze kwestują wyłącznie w dniu Finału, w godzinach wskazanych przez Fundację.  Kto może zostać wolontariuszem? Zasada jest prosta: kwestować może osoba, która otrzyma identyfikator wolontariusza i zaplombowaną puszkę (lub inne dopuszczone narzędzia kwestowania) wydane przez WOŚP.  W przypadku osób niepełnoletnich obowiązują dodatkowe wymogi: niepełnoletni wolontariusz – oświadczenie musi podpisać także opiekun prawny; poniżej 16. roku życia – kwestowanie z puszką jest możliwe w towarzystwie osoby pełnoletniej, za zgodą opiekuna prawnego oraz szefa sztabu.  Jak się zapisać? Fundacja WOŚP wskazuje, że najszybsza jest rekrutacja online przez iWolontariusz – po założeniu konta i potwierdzeniu rejestracji wypełnia się formularz wolontariusza (m.in. dane osobowe i zdjęcie).  Możliwa jest też rekrutacja bezpośrednio w sztabie – szczególnie w przypadku osób niepełnoletnich, które powinny zgłaszać się z opiekunem prawnym.    „Nie zostawiajcie tego na ostatnią chwilę” Organizatorzy podkreślają, że aby zostać wolontariuszem, trzeba się pospieszyć. – Każdą zarejestrowaną osobę musimy sprawdzić, musimy jej wydrukować identyfikator – mówi Krzysztof Plewa. Zwraca też uwagę, że sztaby mają limity wolontariuszy. – W tym roku nasz sztab dostał limit 500 osób. Dlatego apelujemy do chętnych – zgłaszajcie się już dziś – dodaje. Za koordynację koszalińskich wolontariuszy odpowiada Magda Barańska, która kieruje apel szczególnie do szkół: – Czekamy na was! Macie czas do 15 stycznia.   Nie tylko osoby prywatne – mogą zgłaszać się też firmy i instytucje Do współpracy przy Finale mogą dołączać również firmy i instytucje – najczęściej w porozumieniu ze sztabem (np. w formule kwestowania online lub rozwiązań stacjonarnych, jeśli sztab je prowadzi). Regulaminy działań sztabów dopuszczają m.in. zbiórki elektroniczne i puszki stacjonarne w ramach działań sztabu.  Najważniejsze: bezpieczeństwo i zasady kwesty WOŚP przypomina też o podstawowych regułach: wolontariusze zbierają pieniądze w rejonie działania swojego sztabu i na ulicach (nie „pukając do drzwi”), a puszki nie wolno samodzielnie otwierać.  Wniosek jest prosty: jeśli chcesz zagrać z WOŚP w 2026 roku – zapisz się jak najszybciej, zanim sztab zamknie listy z powodu weryfikacji i limitów.  

DKF: „Wszystko w porządku” – jak długo da się udawać?

Film Ala, film: YT/Polski Zwiastun Kino - 5 Stycznia 2026 godz. 20:10
Dyskusyjny Klub Filmowy rozpoczyna 2026 rok od mocnego uderzenia. 6 stycznia o godz. 18.00 zaprasza do Kina Kryterium na seans filmu „Wszystko w porządku” – węgierskiego dramatu kryminalnego, który pod pozorem chłodnej, czarno-białej formy rozgrywa emocjonalny thriller o granicach lojalności i odpowiedzialności.  Czarno-biały obraz bywa w kinie wygodnym skrótem: sygnalizuje „poważną sprawę”, podkręca prestiż, czasem maskuje fabularne braki stylizacją. Bálint Dániel Sós wybiera jednak czarno-biel po to, żeby wbić klin w nasze przyzwyczajenia. Bo o ile kadr jest tu ascetycznie jednoznaczny, o tyle moralność – lepka, rozciągliwa i boleśnie ludzka. „Wszystko w porządku” to kryminalny dramat rodzinny, który udaje thriller, a w gruncie rzeczy jest grecką tragedią rozegraną na klatkach schodowych współczesnych instytucji: policji, szkoły, pracy, rodziny patchworkowej. I w tym udawaniu jest najbardziej prawdziwy. Punkt wyjścia Sósa jest prosty, niemal klasyczny. Sándor (Szabolcs Hajdu), wdowiec próbujący ułożyć sobie życie na nowo, wchodzi w związek, który ma dać jego dzieciom (i jemu samemu) drugi oddech. Podczas przyjęcia dochodzi do wypadku – z pozoru „nieszczęśliwego”, w istocie niepokojąco dwuznacznego. Sándor widzi więcej niż reszta i podejmuje decyzję, która uruchamia spiralę kłamstw: chronić syna czy chronić prawdę? Problem w tym, że to pytanie jest źle zadane. Film szybko podpowiada: można chronić syna przed prawem, a jednocześnie wystawić go na okrutniejszy wyrok – własnego sumienia, społecznej presji, rosnącej agresji i poczucia bezkarności. Sós ma rzadką umiejętność prowadzenia historii tak, by widz czuł, że moralny grunt usuwa mu się spod nóg, ale nigdy nie ma poczucia manipulacji. To kino napięcia budowanego nie pościgami, tylko spojrzeniami i niedopowiedzianymi zdaniami. W 85 minutach reżyser rozgrywa serię scen, które działają jak kolejne zaciśnięcia pętli: rozmowy z instytucjami, „życzliwe” rady znajomych, szkolne konflikty, próby utrzymania nowego związku w ryzach – wszystko to układa się w mapę świata, gdzie formalnie istnieją zasady, ale nikt nie ma narzędzi, by z nimi żyć. Prawo jest tu nie tyle opresyjne, co głuche; społeczeństwo nie tyle okrutne, co bezradnie żądne prostych winnych. Najmocniej film pracuje na relacji ojca i syna. Dénes (Ágoston Sáfrány) nie jest „dzieckiem z problemami” jak z poradnikowego dramatu. To chłopak w wieku granicznym – emocjonalnie jeszcze surowy, a już wystawiony na konsekwencje dorosłego świata. Jego agresja nie jest ozdobnikiem fabuły, tylko językiem, którego nauczyło go milczenie. Sándor z kolei nie jest ani potworem, ani świętym. Hajdu gra go z nerwem człowieka, który chce być dobrym ojcem, ale nie wie, jak nie być przy tym złym człowiekiem. Wybuchy złości, poniżające słowa, desperackie gesty „naprawiania” sytuacji – to wszystko boli, bo jest podszyte miłością, która nie umie znaleźć formy. To jedno z tych filmowych ojcostw, które nie prosi o rozgrzeszenie i przez to paradoksalnie porusza najmocniej. Czarno-biała estetyka nie jest tu tylko nastrojem – to narzędzie klaustrofobii. Kadry często trzymają bohaterów blisko, przy ścianach, w korytarzach, w pomieszczeniach, gdzie trudno oddychać. Świat wygląda jak labirynt z betonu i regulaminów, a postacie – jakby stale miały za plecami czyjeś oko. Montaż idzie za tym tempem: sceny potrafią urywać się w punkt, który zostawia nas z nieprzyjemnym „co ja bym zrobił?”. Film dzięki temu ogląda się błyskawicznie, niemal na jednym wdechu – i to jest jego wielka siła. Warto też docenić czarny humor, bo Sós używa go nie po to, by rozładować napięcie, tylko by je podkręcić. Śmiech pojawia się w momentach, gdy człowiek śmieje się z rozpędu – a sekundę później orientuje się, że śmieje się z czegoś, czego nie da się naprawić. Ten rodzaj komizmu jest tu moralnym papierkiem lakmusowym: jeśli śmieszy cię za bardzo, film pyta, czy już przypadkiem nie przesunąłeś własnej granicy. Nie jest to jednak dzieło idealne. W pewnym momencie film zdaje się działać jak precyzyjna maszyna do eskalacji: kolejne komplikacje wpadają jedna po drugiej, aż zaczynamy bardziej podziwiać konstrukcję niż przeżywać sytuację. Można też odczuć, że finał – choć celowo nie domyka wszystkich pytań – zostawia lekki niedosyt: jakby reżyser w ostatnich minutach bardziej ufał efektowi „zostawmy widza z dylematem” niż własnym, wcześniej zbudowanym emocjom. To niedociągnięcie nie przekreśla całości, ale sprawia, że film bardziej pamięta się jako intensywne doświadczenie niż jako historia, do której wraca się myślami w detalach. Mimo tego „Wszystko w porządku” broni się tym, co w kinie moralnego niepokoju najcenniejsze: nie wygłasza tez, tylko wciąga w odpowiedzialność. Nie mówi: „kłamstwo ma krótkie nogi”. Mówi raczej: „kłamstwo bywa protezą, na której da się dojść daleko – tylko nie wiadomo, gdzie po drodze zgubisz człowieczeństwo”. To film o rodzicielstwie jako polu minowym, o miłości, która może stać się wymówką, i o normach społecznych, które pięknie wyglądają na papierze, dopóki nie trzeba ich zastosować wobec własnego dziecka. A tytuł? „Wszystko w porządku” brzmi tu jak zaklęcie powtarzane po to, żeby nie usłyszeć trzasku pękającego świata. I właśnie dlatego działa: bo w tym filmie najstraszniejsze nie jest to, co się stało, tylko jak długo bohaterowie – i my razem z nimi – potrafimy udawać, że da się to „jakoś” unieść. Po projekcji tradycyjnie zapraszamy na dyskusję w ramach DKF. Seans DKF: „Wszystko w porządku” 6 stycznia 2026 (wtorek) godz. 18.00 Kino Kryterium Bilety: 15 zł – jednorazowy 12 zł – w karnecie Do zobaczenia w Kinie Kryterium!