Koszalin, Poland
KATEGORIA

Wideo

„Super Mario Galaxy Film” w Kinie Kryterium. Seans dla małych widzów i promocyjny zestaw w kinowym barze

Film Ala za CK 105 Koszalin - 9 Maj 2026 godz. 4:54
Kino Kryterium w Koszalinie zaprasza najmłodszych widzów i całe rodziny na pełną humoru, akcji i kolorowych przygód animację „Super Mario Galaxy Film”. Seans odbędzie się 25 maja o godz. 12:00, a bilety dostępne są w atrakcyjnej cenie 12 zł. To doskonała propozycja na rodzinne wyjście do kina. Bilety można kupić online na stronie: www.ck105.koszalin.pl/kupbilet,  a także w kasie kina na 30 minut przed seansem. Na widzów czeka również specjalna promocja w barze kina. Przygotowano Zestaw Małego Widza, czyli mały popcorn i małą Pepsi w cenie 12,50 zł. To świetny dodatek do filmowego seansu i okazja, by najmłodsi mogli poczuć prawdziwą kinową atmosferę. „Super Mario Galaxy Film” to animowana komedia przygodowa, która ponownie przenosi widzów do świata Mario, Luigiego, Księżniczki Peach i Bowsera. Po tym, jak Mario i Luigi udaremnili plan Bowsera, który chciał poślubić Księżniczkę Peach, bohaterowie muszą zmierzyć się z kolejnym zagrożeniem. Tym razem na scenę wkracza Bowser Jr., zdeterminowany, by uwolnić uwięzionego ojca i przywrócić potęgę swojej rodziny. Film wyreżyserowali Michael Jelenic i Aaron Horvath. Produkcja łączy animację, przygodę i komedię, oferując dynamiczną historię pełną barwnych postaci, humoru i emocji. Obraz powstał jako produkcja Japonii i USA, a jego czas trwania wynosi 98 minut. To propozycja szczególnie polecana rodzinom z dziećmi, fanom kultowego świata Super Mario oraz wszystkim, którzy szukają lekkiej, zabawnej i efektownej rozrywki na dużym ekranie. Seans: 25 maja, godz. 12:00 Miejsce: Kino Kryterium w Koszalinie Bilety: 12 zł Zakup online:  www.ck105.koszalin.pl/kupbilet Promocja w barze: Zestaw Małego Widza — mały popcorn + mała Pepsi za 12,50 zł

Senator Stanisław Gawłowski: nie chodzi o polowanie na chronione gatunki, tylko o ochronę ludzi

Film Art, film: YT/Senat RP - 7 Maj 2026 godz. 9:08
Ustawa dotycząca ochrony ludzi przed zagrożeniami związanymi z gatunkami chronionymi, w tym niedźwiedziem, wilkiem i żubrem wywołała gorącą debatę publiczną. Do sprawy odniósł się koszaliński senator Stanisław Gawłowski, który w mediach społecznościowych podkreślił, że problem narasta i po raz pierwszy podejmowana jest próba jego systemowego rozwiązania. Jak zaznaczył senator, celem projektowanych przepisów nie jest osłabienie ochrony gatunkowej, lecz stworzenie realnych narzędzi do reagowania w sytuacjach, w których obecność dzikich zwierząt może stanowić zagrożenie dla ludzi. Chronić zwierzęta, ale nie zapominać o człowieku W swoim wystąpieniu senator Gawłowski przypomniał, że wiele gatunków zwierząt objętych jest ochroną nie tylko w Polsce, ale również na świecie. Dotyczy to m.in. niedźwiedzi, które znajdują się na listach gatunków zagrożonych. Jak podkreślił, międzynarodowa wspólnota przyjęła zasadę ochrony takich zwierząt i Polska nie może tego ignorować. Jednocześnie wskazał, że ochrona gatunkowa nie może oznaczać bezradności państwa wobec sytuacji niebezpiecznych dla ludzi. Według niego omawiana ustawa po raz pierwszy daje szansę na uporządkowanie działań mających chronić człowieka przed gatunkami ściśle chronionymi, takimi jak wilk, niedźwiedź czy żubr. Nie chodzi więc o likwidowanie ochrony tych zwierząt, ale o stworzenie procedur pozwalających reagować tam, gdzie dochodzi do realnego zagrożenia. Praktyki znane od lat Gawłowski zwrócił uwagę, że projektowane rozwiązania nie wprowadzają zupełnie nowych metod. Odwołują się do praktyk, które w Polsce są już znane i stosowane od lat. Jako przykład podał Tatrzański Park Narodowy, gdzie płoszenie niedźwiedzi odbywa się od dziesięcioleci. Jak mówił, gawry znajdują się tam często bardzo blisko szlaków turystycznych, a mimo to niedźwiedzie nie wchodzą na trasy uczęszczane przez ludzi, ponieważ są skutecznie odstraszane odpowiednimi metodami. W ocenie senatora podobne narzędzia mogą być potrzebne także w innych regionach kraju, szczególnie tam, gdzie problem kontaktów ludzi z dużymi drapieżnikami narasta. Bieszczady i problem, którego nie można ignorować Gawłowski podkreślił, że problem dotyczący wilków i niedźwiedzi jest szczególnie widoczny m.in. w Bieszczadach. Jak zaznaczył, mówią o tym przedstawiciele rządu, resortu środowiska oraz instytucji odpowiedzialnych za ochronę przyrody. Zdaniem senatora najważniejsze jest to, że obecnie podejmowana jest próba rozwiązania sprawy, która przez lata pozostawała bez wystarczającej reakcji. W jego ocenie krytycy projektu powinni pamiętać, że wcześniej również mieli możliwość działania, ale nie doprowadzili do systemowego rozwiązania problemu. Dlatego należy dać szansę tym, którzy chcą jednocześnie chronić gatunki objęte ochroną i zapewnić bezpieczeństwo ludziom. Prawo do obrony koniecznej W wystąpieniu senator odniósł się także do pytania, co ma zrobić człowiek w sytuacji bezpośredniego zagrożenia ze strony zwierzęcia. Przypomniał, że polskie prawo reguluje kwestię obrony koniecznej. Jak mówił, jeśli życie człowieka jest zagrożone, ma on prawo się bronić, również przed zwierzęciem. W skrajnej sytuacji może to oznaczać nawet zabicie zwierzęcia, jeśli jest to konieczne do ratowania życia. Gawłowski wskazywał, że nie należy przedstawiać tej sprawy w sposób uproszczony. Ustawa ma służyć temu, aby państwo dysponowało narzędziami zapobiegania zagrożeniom, zanim dojdzie do tragedii. Nie likwidować gatunków, tylko mądrze zarządzać konfliktem Senator mocno sprzeciwił się pomysłom radykalnym, które mogłyby prowadzić do eliminowania chronionych gatunków. Podkreślił, że śmierć człowieka w wyniku kontaktu z dzikim zwierzęciem jest tragedią, ale nie może być pretekstem do myślenia o likwidowaniu całych gatunków. Porównał to do sytuacji, w której pojedyncza tragedia z udziałem myśliwego nie może oznaczać postulatu likwidacji całego łowiectwa. Jego zdaniem w sprawach bezpieczeństwa potrzebne są rozsądek, proporcje i odpowiedzialność, a nie emocjonalne hasła. Gawłowski zaznaczył, że ochrona przyrody i ochrona człowieka nie muszą się wykluczać. Wręcz przeciwnie, dobrze skonstruowane przepisy powinny pozwalać na pogodzenie obu tych wartości. Ludzie weszli na tereny zwierząt Ważnym elementem wystąpienia senatora była refleksja nad przyczynami coraz częstszych konfliktów między ludźmi a dzikimi zwierzętami. Jak zauważył, często nie jest tak, że zwierzęta „przychodzą do ludzi”. W wielu przypadkach to ludzie weszli na tereny, które wcześniej były naturalnym środowiskiem dzikich gatunków. Rozbudowa domów, osiedli i infrastruktury ograniczyła przestrzeń życia zwierząt. W efekcie dziki, łosie, wilki czy niedźwiedzie coraz częściej pojawiają się w miejscach zamieszkanych przez ludzi. Zdaniem senatora to proces, którego nie da się całkowicie zatrzymać, ale można nim mądrze zarządzać. „Ta ustawa wymaga poparcia” Senator Stanisław Gawłowski podsumował swoje stanowisko jednoznacznie: jego zdaniem ustawa wymaga poparcia, ponieważ służy ochronie ludzi przed realnymi zagrożeniami. Projekt nie jest wymierzony w ochronę przyrody. Ma raczej pomóc w sytuacjach, w których państwo musi reagować na styku dwóch ważnych wartości: bezpieczeństwa człowieka i ochrony gatunków zagrożonych. - Poparcie ustawy oznacza odpowiedzialne podejście do problemu, który będzie narastał wraz ze zmianami w środowisku, rozwojem zabudowy i coraz częstszym kontaktem ludzi z dziką przyrodą.

„Deszczowa piosenka” w Kinie Kryterium. Klasyka kina powraca na wielki ekran

Film Ala za CK 105 Koszalin - 6 Maj 2026 godz. 7:36
Już w czwartek, 7 maja 2026 roku, o godz. 18:00 Kino Kryterium zaprosi widzów na kolejne spotkanie z klasyką światowego kina. Tym razem na ekranie pojawi się jeden z najważniejszych i najbardziej rozpoznawalnych musicali w historii filmu „Deszczowa piosenka”. To ponadczasowa produkcja z 1952 roku, wyreżyserowana przez Stanleya Donena i Gene’a Kelly’ego, która od dekad zachwyca widzów lekkością, humorem, muzyką i niezapomnianymi scenami tanecznymi. W obsadzie znaleźli się Gene Kelly, Donald O’Connor i Debbie Reynolds, tworząc trio, które na stałe zapisało się w historii kina. Akcja filmu przenosi widzów do Stanów Zjednoczonych u schyłku ery kina niemego. Hollywood stoi właśnie u progu wielkiej rewolucji – na ekrany wchodzą filmy dźwiękowe. Dla producentów jednej z dużych wytwórni oznacza to jednak niemałe kłopoty. Ich największa gwiazda, Lina Lemont, choć olśniewa urodą i popularnością, ma głos, który zdecydowanie nie pasuje do nowej filmowej rzeczywistości. Mimo lekcji wymowy jej brzmienie nadal pozostawia wiele do życzenia, a przejście od kina niemego do dźwiękowego okazuje się źródłem wielu zabawnych komplikacji. „Deszczowa piosenka” to komedia, musical i romans w jednym – film pełen wdzięku, elegancji i filmowej magii. To także doskonała okazja, by zobaczyć klasykę kina tak, jak powinna być oglądana: na dużym ekranie, w wyjątkowej atmosferze i bez reklam. Seans odbędzie się 7 maja 2026 roku o godz. 18:00 w Kinie Kryterium. Szczegóły oraz bilety dostępne są na stronie CK105: ck105.koszalin.pl

Policyjne uderzenie w zorganizowaną grupę przestępczą zajmującą się handlem ludźmi

Film Ala, fot. i film: Komenda Stołeczna Policji - 5 Maj 2026 godz. 23:18
Policjanci Wydziału Kryminalnego KSP przeprowadzili akcję, podczas której zatrzymali dziewięcioro członków zorganizowanej grupy przestępczej zajmującej się handlem ludźmi. Wśród zatrzymanych jest dwoje obywateli Polski i siedmioro obywateli Bułgarii. Siedmioro z nich po usłyszeniu zarzutów zostało tymczasowo aresztowanych. Policjanci Wydziału Kryminalnego Komendy Stołecznej Policji już od pewnego czasu rozpracowywali zorganizowaną grupę przestępczą zajmującą się handlem ludźmi, sutenerstwem, rozbojami i wymuszeniami rozbójniczymi. Jak ustalili kryminalni, członkowie wspomnianej grupy to głównie obywatele Bułgarii, którzy z popełnianych przestępstw uczynili sobie stałe źródło dochodu, a pieniądze pozyskane podczas przestępczej działalności lokowali między innymi w nieruchomości na terenie Bułgarii.   Ich przestępczy proceder polegał na werbowaniu kobiet narodowości bułgarskiej do pracy w rolnictwie. Po przyjeździe do Polski kobietom były zabierane paszporty, a one same były zmuszane do świadczenia usług seksualnych. Policjanci ustalili również, że grupa ta w latach 2019 – 2022 działała na terenie Koszalina, gdzie dopuszczała się podobnych przestępstw.   W związku z pozyskaną wiedzą operacyjną stołeczni kryminalni wspólnie z policjantami Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego KSP wpierani przez Centralny Pododdział Kontrterrorystyczny Policji „BOA” oraz Samodzielny Pododdział Kontrterrorystyczny Policji KSP zorganizowali akcję, podczas której między innymi na terenie Mińska Mazowieckiego zatrzymali dziewięć osób, w tym dwoje Polaków. Wszystkie te osoby zostały przewiezione do Komendy Stołecznej Policji, gdzie policjanci przeprowadzili z nimi czynności procesowe.     Zebrany przez policjantów materiał dowodowy pozwolił prokuratorowi na przedstawienie ośmiu podejrzanym zarzutów udziału w zorganizowanej grupie przestępczej zajmującej się handlem ludźmi oraz zmuszaniem do uprawiania prostytucji, jak również rozboju i wymuszenia rozbójniczego oraz udzielania środków odurzających.   Decyzją sądu, na wniosek Prokuratury Okręgowej w Warszawie, wobec sześciorga podejrzanych obywateli Bułgarii zastosowano środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy. 36-letnia Polka spędzi w areszcie tymczasowym 2 miesiące. 29-letni Polak, jak również jeden z obywateli Bułgarii po czynnościach zostali zwolnieni.  

Sport przyciąga inwestycje i buduje wizerunek państw. Polska ma potencjał, którego wciąż nie wykorzystuje w pełni

Film Art, film: Newseria.pl - 5 Maj 2026 godz. 17:30
Duże wydarzenia sportowe coraz częściej stają się narzędziem promocji państw, przyciągania inwestycji i wzmacniania gospodarki. Sport to już nie tylko rywalizacja na stadionach, ale także element dyplomacji, turystyki, polityki zagranicznej i budowania międzynarodowego wizerunku. Polska ma doświadczenie w organizacji dużych imprez, znanych sportowców i coraz większe ambicje, ale nadal brakuje systemowego wykorzystania tego potencjału. Jak pokazują analizy, wielkie wydarzenia sportowe mogą generować wymierne efekty gospodarcze. UEFA Euro 2024 przyniosło gospodarce Niemiec 7,4 mld euro i przyciągnęło 2,7 mln kibiców. Co szczególnie istotne, aż 97 proc. zagranicznych uczestników zadeklarowało chęć ponownego odwiedzenia kraju-gospodarza. To pokazuje, że dobrze zorganizowana impreza sportowa może stać się czymś więcej niż jednorazowym wydarzeniem. Może być impulsem dla turystyki, promocji miast, wzrostu rozpoznawalności kraju i budowania pozytywnych skojarzeń na lata. Sport jako soft power Coraz więcej państw traktuje sport jako narzędzie tzw. soft power, czyli miękkiej siły. Chodzi o zdolność przyciągania, budowania sympatii i wpływu nie poprzez nacisk polityczny czy gospodarczy, ale przez kulturę, sukcesy, rozpoznawalność i pozytywne emocje. – Potencjał sportu do budowania wizerunku kraju i przyciągania inwestycji jest bardzo duży. Możemy go realizować poprzez organizację dużych imprez sportowych, dzięki osiąganiu sukcesów przez naszych sportowców, ale też dzięki budowaniu ich rozpoznawalności czy dzięki temu, że reprezentanci Polski funkcjonują w strukturach międzynarodowych organizacji sportowych – podkreśla Michał Banasiak, prezes i współzałożyciel Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej. Z raportu PIDS „Sportowe Soft Power. Ranking państw 2026” wynika, że sport staje się coraz ważniejszym elementem strategii międzynarodowej. W badaniu objęto 60 państw, z czego 30 sklasyfikowano w rankingu. Liderem w wykorzystywaniu sportu jako narzędzia soft power pozostają Stany Zjednoczone. Ich siłą są globalnie rozpoznawalne ligi, takie jak NBA i NFL, wydarzenia sportowe, m.in. US Open i Super Bowl, a także komercjalizacja sportu oraz światowa popularność zawodników. Na kolejnych miejscach znalazły się Włochy, Hiszpania i Francja. Włochy zyskują m.in. dzięki organizacji zimowych igrzysk olimpijskich 2026 oraz silnej obecności swoich przedstawicieli w międzynarodowych federacjach sportowych. Francja i Hiszpania korzystają natomiast z dużej rozpoznawalności swoich sportowców. Arabia Saudyjska i Katar inwestują w sport Inaczej wygląda zestawienie uwzględniające wyłącznie stopień wykorzystania sportu w polityce zagranicznej. Tu liderami są Arabia Saudyjska i Katar, a dalej Stany Zjednoczone, Chiny i Rosja. W tym kryterium brane są pod uwagę m.in. finansowanie klubów i wydarzeń sportowych ze środków publicznych, państwowe strategie sportowe czy naturalizacja zawodników w celu poprawy wyników reprezentacji. – W gronie państw, które w ostatnich latach postawiły właśnie na odnogę sportową, jeśli chodzi o budowanie swojego wizerunku, zobaczymy i duże bogate kraje Zatoki Perskiej, które przeznaczyły bardzo wiele środków na to, żeby pozyskiwać duże imprezy sportowe czy sponsorować międzynarodowy sport, ale i mniejsze kraje, które np. przy okazji igrzysk olimpijskich mają jedyne w czteroleciu okienko, kiedy mogą zaistnieć na mapie świata – mówi Michał Banasiak. Przykłady pokazują, że sport może stać się skutecznym narzędziem promocji zarówno dla wielkich gospodarek, jak i mniejszych państw, które szukają sposobu na zaistnienie w globalnej świadomości. Barcelona jako przykład długofalowego efektu Jednym z najczęściej przywoływanych przykładów jest Barcelona. Po igrzyskach olimpijskich w 1992 roku miasto znacząco zwiększyło swoją atrakcyjność turystyczną. Liczba turystów wzrosła z 1,7 mln do ponad 7 mln rocznie, a w 2015 roku przekroczyła 8 mln. Nie był to jednak przypadek. Sukces Barcelony był efektem nie tylko samej organizacji igrzysk, ale także inwestycji infrastrukturalnych i konsekwentnych działań promocyjnych prowadzonych po zakończeniu wydarzenia. Powstała m.in. organizacja Turisme de Barcelona, która wspierała dalszy rozwój turystyki. To pokazuje, że wielkie imprezy sportowe przynoszą korzyści wtedy, gdy są częścią szerszej strategii rozwoju miasta lub państwa. Polska na 17. miejscu W ogólnym zestawieniu Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej Polska znalazła się na 17. miejscu. To wynik pokazujący potencjał, ale też przestrzeń do poprawy. Polska ma silne atuty. Są nimi przede wszystkim rozpoznawalni sportowcy: Robert Lewandowski, Iga Świątek czy Robert Kubica. To marki osobiste znane daleko poza granicami kraju, naturalni ambasadorzy Polski i postacie, których zasięgi w mediach społecznościowych przekładają się na globalną rozpoznawalność. – Polska ma swoje bardzo mocne strony. To choćby kwestia rozpoznawalności naszych sportowców. Robert Lewandowski, Iga Świątek czy Robert Kubica to marki osobiste, o których mówi cały świat i to są nasi naturalni ambasadorzy w świecie, nie tylko sportu – wyjaśnia Michał Banasiak. Drugim mocnym elementem jest doświadczenie organizacyjne. W ostatnich latach Polska była gospodarzem wielu dużych wydarzeń sportowych rangi mistrzostw Europy, mistrzostw świata czy pucharów świata. Polska potrafi organizować duże imprezy Polska regularnie udowadnia, że posiada odpowiednie zaplecze i kompetencje do organizacji wydarzeń międzynarodowych. Mistrzostwa świata w siatkówce mężczyzn 2022, współorganizowane przez nasz kraj, przyciągały pełne hale, a mecze reprezentacji oglądały na żywo tysiące kibiców. W 2022 roku Polska była również gospodarzem fazy grupowej EuroBasketu. Rok później odbyły się mistrzostwa Europy w piłce ręcznej mężczyzn, transmitowane do kilkudziesięciu krajów i przyciągające dziesiątki tysięcy kibiców. W 2025 roku Polska gościła mistrzostwa świata U21 w piłce ręcznej z udziałem 32 reprezentacji, a w Lublinie odbyły się mistrzostwa Europy w pływaniu na krótkim basenie. Do tego dochodzą wydarzenia cykliczne, takie jak Puchar Świata w skokach narciarskich w Wiśle i Zakopanem, które co roku przyciągają wielotysięczną publiczność. – Wielokrotnie pokazaliśmy, że mamy know-how, wiemy, jak te imprezy do siebie ściągać, ale też jak je logistycznie i organizacyjnie przeprowadzać. Natomiast z pewnością mamy na tym polu jeszcze wiele do zrobienia – podkreśla prezes PIDS. Euro 2012 pokazało gospodarczy potencjał sportu Największym przykładem wpływu sportu na gospodarkę pozostaje UEFA Euro 2012, które Polska współorganizowała z Ukrainą. Według analiz przygotowanych na potrzeby administracji publicznej skumulowany efekt turnieju dla polskiego PKB do 2020 roku wyniósł 21,3 mld zł. Głównym źródłem wzrostu było przyspieszenie inwestycji infrastrukturalnych, zwłaszcza transportowych. Turniej przyciągnął ponad 670 tys. zagranicznych kibiców, a efektem był także trwały wzrost ruchu turystycznego i dodatkowe przychody w kolejnych latach. To doświadczenie pokazuje, że duże wydarzenie sportowe może stać się katalizatorem zmian, zwłaszcza jeśli towarzyszą mu inwestycje i przemyślana promocja. Igrzyska olimpijskie w Polsce? Ambicją na kolejne lata jest przyciągnięcie do Polski letnich igrzysk olimpijskich i paralimpijskich w 2040 roku. Taki cel znalazł się w Strategii Rozwoju Polskiego Sportu 2040. Eksperci podkreślają jednak, że do tego projektu nie można podchodzić jak do jednorazowego święta sportu. Igrzyska powinny być elementem długofalowego procesu rozwojowego — obejmującego infrastrukturę sportową, transportową, energetyczną, turystyczną i promocyjną. – Z pewnością do tematu igrzysk olimpijskich w Polsce nie należy podchodzić jako do festynu sportowego, na który wydamy dużo pieniędzy i później zobaczymy, jak to będzie. Według mnie to powinna być nagroda za proces rozwojowy, nie tylko na bazie infrastruktury sportowej, ale też energetycznej i transportowej – tłumaczy Michał Banasiak. Kluczowe będzie również poparcie społeczne i realne korzyści dla mieszkańców. Projekt olimpijski powinien być zaplanowany tak, aby był rozproszony między różne regiony kraju i dawał efekty wykraczające poza sam sport — w turystyce, usługach, promocji i inwestycjach. Sport jako inwestycja w markę Polski Polska ma sportowców rozpoznawalnych na świecie, doświadczenie organizacyjne i ambicje. Brakuje jednak spójnej strategii, która pozwoliłaby wykorzystać sukcesy sportowe do budowania marki kraju. Chodzi nie tylko o organizację kolejnych turniejów, ale także o promowanie Polaków w międzynarodowych organizacjach sportowych, świadome korzystanie z rozpoznawalności największych gwiazd oraz przygotowywanie ofert dla inwestorów i turystów przy okazji dużych wydarzeń. – Powinniśmy przygotować ofertę olimpijską nie tylko skierowaną do MKOl-u i osób, które będą decydować o tym, czy igrzyska mogą trafić do Polski, czy nie, ale także do wszystkich potencjalnych odbiorców. W tym do turystów, którzy przyjadą na igrzyska i przy okazji będą mogli się zapoznać z naszą szeroką ofertą turystyczną, a potem wrócić do swoich krajów jako naturalni ambasadorzy Polski – mówi Michał Banasiak. Sport może być dla Polski jednym z najskuteczniejszych narzędzi promocji. Warunek jest jeden: musi być częścią przemyślanej polityki państwa, a nie tylko zbiorem pojedynczych sukcesów i wydarzeń. W świecie, w którym emocje, rozpoznawalność i wizerunek mają coraz większe znaczenie, sport staje się inwestycją — w gospodarkę, turystykę i markę kraju.

Kraj rad

Film eWok, film: Prezydent.pl - 5 Maj 2026 godz. 4:14
Karol Nawrocki, prezydent RP lansuje modę. Modę na rady. Rady większe i mniejsze, eksperckie, społeczne, gospodarcze, medialne, samorządowe, konstytucyjne. Rady od wszystkiego i dla wszystkich. A właściwie dla tych, których Pałac Prezydencki uzna za godnych zasiadania w prezydenckiej „strefie odsłuchu”. Prezydent Karol Nawrocki ogłosił 3 maja, podczas obchodów 235. rocznicy Ustawy Rządowej z 1791 roku, powołanie Rady Nowej Konstytucji. Sceneria była godna wielkiego państwowego aktu: Zamek Królewski, hymny, historia, parlamentarzyści, mieszkańcy stolicy i słowa o „konstytucji nowej generacji roku 2030”. Wszystko miało ciężar symbolu. Data nieprzypadkowa, miejsce nieprzypadkowe, ton podniosły. Tyle że w polityce, jak w teatrze, sama scenografia nie wystarczy. Liczy się jeszcze obsada i intencja reżysera. Rada rady, czyli kto napisze przyszłość Do Rady Nowej Konstytucji powołano osoby znane z życia publicznego: Julię Przyłębską, Ryszarda Piotrowskiego, Annę Łabno, Barbarę Piwnik, Marka Jurka, Ryszarda Legutkę, Józefa Zycha, Piotra Andrzejewskiego, Zdzisława Krasnodębskiego i Jacka Majchrowskiego. To nazwiska rozpoznawalne. Część z nich ma doświadczenie prawnicze, część polityczne, część akademickie. Ale trudno nie zauważyć, że jest to skład raczej z gabinetu wspomnień III RP niż z laboratorium przyszłości. Średnia wieku członków rady wynosi około 73 lata. Można oczywiście powiedzieć, że konstytucję pisze się doświadczeniem, a nie metryką. I będzie w tym sporo racji. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy projekt „nowej generacji” zaczynają firmować głównie przedstawiciele generacji bardzo dobrze pamiętającej polityczne wojny sprzed dwóch, trzech dekad. Dla kontrastu warto przypomnieć Thomasa Jeffersona. Główny autor Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych z 1776 roku miał wówczas zaledwie 33 lata Ten przykład nie służy kultowi młodości. Służy przypomnieniu, że wielkie akty państwowe wymagają nie tylko doświadczenia, lecz także odwagi, świeżego języka i wyobraźni przyszłości. Konstytucja nie jest bowiem albumem pamiątkowym. Nie pisze się jej po to, by uhonorować zasłużonych. Pisze się ją po to, by porządkowała państwo na dekady. Prezydent zapowiada, że do rady dołączą kolejni eksperci, prawnicy, konstytucjonaliści i przedstawiciele klubów parlamentarnych. Pałac Prezydencki ma stać się miejscem debaty. Piękna deklaracja. Tyle że w Polsce słowo „debata” od dawna bywa używane podobnie jak słowo „konsultacje”, najczęściej wtedy, gdy decyzja już została podjęta, a publiczności zostawia się prawo do oklasków. Czternasta, piętnasta, pięćset dziewiętnasta Sama Rada Nowej Konstytucji nie byłaby może wydarzeniem aż tak osobliwym, gdyby nie szerszy kontekst. Karol Nawrocki powołał już tyle rad, że obywatel może zacząć się gubić, czy mówimy jeszcze o doradztwie, czy już o alternatywnym systemie administracji państwowej. Według analizy od objęcia urzędu 6 sierpnia 2025 roku prezydent powołał 15 rad. Łącznie zasiada w nich co najmniej 519 osób. Dla porównania: przy prezydencie Andrzeju Dudzie przez dwie kadencje działało 12 rad, skupiających około 220 członków. Nawrocki najwyraźniej uznał, że skoro rada ma radzić, to im więcej rad, tym więcej mądrości, bo przecież "co dwie głowy, to..."  Prezydent określa rady jako „strefę odsłuchu”. Brzmi nowocześnie. Trochę jak centrum analityczne, trochę jak studio nagrań, trochę jak służby specjalne w wersji miękkiej. Ale skoro w tej strefie odsłuchu zasiada już ponad pół tysiąca osób, to pytanie brzmi: kto kogo słucha? Prezydent doradców? Doradcy prezydenta? A może wszyscy słuchają przede wszystkim tego, czy Pałac nadal pamięta o ich obecności? Klub seniora czy kuźnia konstytucji? Rada Nowej Konstytucji natychmiast wywołała falę komentarzy. Jedni widzą w niej próbę poważnej debaty ustrojowej. Inni polityczny teatr. Jeszcze iklub zasłużonych, którym powierzono temat zbyt ważny, by potraktować go jako kolejną okazję do politycznego ustawienia dekoracji. Pojawiły się opinie, że skład rady reprezentuje wąski światopoglądowo wycinek społeczeństwa. Pojawiły się też złośliwości dotyczące wieku jej członków. Nie wszystkie są eleganckie, ale trudno udawać, że problemu nie ma. Jeśli mówimy o konstytucji roku 2030, to dobrze byłoby zapytać, kto będzie w tym roku z tą konstytucją żył najdłużej. Dzisiejsi dwudziesto-, trzydziesto- i czterdziestolatkowie? Czy głównie polityczni emeryci, którzy od lat uczestniczą w tych samych sporach, tylko przy innych stołach? Do napisania ustawy zasadniczej potrzebne są nie tylko doświadczenie i profesorskie tytuły, ale także wyobraźnia społeczna, kontakt z rzeczywistością młodszych pokoleń, zrozumienie nowych technologii, demografii, bezpieczeństwa, klimatu, samorządności i praw obywatelskich. Inaczej „konstytucja nowej generacji” może się okazać konstytucją starej daty. Koszaliński i zachodniopomorski ślad w prezydenckich gremiach W tej historii jest także lokalny akcent. Wśród setek osób zasiadających w prezydenckich radach pojawiają się nazwiska znane na Pomorzu Zachodnim. W Radzie Gospodarczej znalazł się m.in. Jakub Pyżanowski, były prezes Zarządu Obiektów Sportowych w Koszalinie. A w Radzie Samorządu Terytorialnego pojawił się również Maciej Berlicki, burmistrz Sianowa.  Można to odczytać pozytywnie: oto prezydent próbuje wyjść poza centralny salon i słuchać Polski lokalnej. Ale można też postawić pytanie mniej wygodne: czy nie powstaje w ten sposób równoległa sieć politycznych kontaktów, lojalności i zobowiązań? Sieć, która z czasem może stać się czymś więcej niż forum doradczym. Bo rada w polskiej polityce rzadko bywa tylko radą. Czasem jest poczekalnią. Czasem nagrodą. Czasem wizytówką. Czasem zalążkiem zaplecza. Kraj rad I tu dochodzimy do tytułowego paradoksu. Polska, która przez dekady z nieufnością patrzyła na „Kraj Rad”, jak w PRL propagandowo określano Związek Radziecki dziś może obserwować własną, prezydencką wersję rad. Oczywiście bez sierpa, młota i obowiązkowych peanów na cześć przodowników pracy. Ale z podobną wiarą w to, że jeśli powoła się odpowiednio dużo gremiów, nada im odpowiednio poważne nazwy i posadzi przy stołach odpowiednio wiele osób, to powstanie wrażenie wielkiego państwowego namysłu. W PRL tygodnik „Kraj Rad” opowiadał o ZSRR jako krainie sukcesu, postępu, nauki, kultury i gospodarczej potęgi. Wszystko było tam jasne, słuszne i historycznie konieczne. Dzisiejszy prezydencki kraj rad nie jest oczywiście kopią tamtej propagandy, ale mechanizm symboliczny jest znajomy: dużo formy, dużo powagi, dużo nazwisk, dużo instytucjonalnej oprawy. I ciągle niepewność, ile w tym realnej sprawczości, a ile politycznej scenografii. Bo państwo nie staje się silniejsze od liczby rad. Staje się silniejsze od jakości decyzji. Od przejrzystości instytucji. Od zaufania obywateli. Od tego, czy władza potrafi słuchać także tych, których nie zaprosiła do pałacu. Konstytucja czy zaplecze? Najważniejsze pytanie brzmi więc nie: kto zasiadł w Radzie Nowej Konstytucji? Pytanie brzmi: po co ta rada naprawdę powstała? Czy chodzi o poważną rozmowę o ustroju państwa, konflikcie kompetencyjnym między prezydentem a rządem, bezpieczeństwie, prawach obywatelskich i przyszłości samorządów? Czy raczej o budowę własnego obozu politycznego, niezależnego od partii prawicowych, ale korzystającego z ich kadr, emocji i symboli? Karol Nawrocki może oczywiście przekonywać, że chce słuchać. Tyle że pół tysiąca doradców to nie tylko ucho władzy. To także jej zaplecze, mapa wpływów i polityczny rezerwuar. W razie sporu z partiami, rządem czy parlamentem można powiedzieć: za mną stoją eksperci, samorządowcy, prawnicy, społecznicy, profesorowie. Za mną stoi kraj rad. A obywatel? Obywatel patrzy i zastanawia się, czy z tej liczby rad wyniknie choć jedna dobra rada dla państwa. Bo jeśli Rada Nowej Konstytucji ma być tylko kolejnym piętrem w pałacowej konstrukcji wpływów, to konstytucji z tego nie będzie. Będzie natomiast jeszcze jedna fotografia z powołania, jeszcze jedna lista nazwisk, jeszcze jeden komunikat i jeszcze jedna uroczystość w podniosłej scenerii. Państwo nie potrzebuje dziś kolejnego chóru doradców. Potrzebuje odpowiedzi na proste pytanie: kto bierze odpowiedzialność? Na razie odpowiedź brzmi: powołajmy kolejna w kraju radę.