Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

Wystawy w Koszalinie:

5 Września 2014 godz. 21:18
Robert Kuliński
 

Jubileusz i czas w grafice

Jubileuszowa wystawa prac Ewy Miśkiewicz – Żebrowskiej, którą można oglądać w Galerii Bałtyckiej Centrum Kultury 105 to świetna okazja do obserwacji rozwoju warsztatowego artystki. Zbiór około 50 prac to interesująca podróż przez 35 lat działalności artystycznej. Twórczość jubilatki to gównie dzieła graficzne, wykonane szlachetną techniką akwaforty i akwatinty. Motywem przewodnim  jest przyroda, a właściwie jej organiczna struktura. Wyczuwalny puls kreślonych linii podkreśla kolorystyka, która w kolejnych okresach staje się coraz odważniejsza. Charakterystyczną cechą jest także swoista kontra  porządku, jaką artystka stawia w abstrakcyjnych wizjach, wplatając w nie konkret geometrii. Podążając od sennych, mglistych impresji w kolejnych latach można zauważyć coraz śmielsze  zabiegi organizujące całą kompozycję. Stopniowo z biegiem czasu, prace  tracą swój baśniowy nastrój ewoluując w dzieła skomplikowane w sensie  formalnym, ale jednocześnie rozwijające język pod względem komunikatywności. Na wystawie można także zobaczyć prace malarskie. Akrylowe portrety i akt niestety nie prezentują mocnej strony artystki. „ Śniadanie w dworku” z 1998 roku przypomina typowy  obraz akademicki, a nawet szkolny. Natomiast abstrakcyjne akryle kontynuujące tematykę z grafik to świetny przykład na  to, jak wiele można uzyskać paletą barw. Puls płócien cieszy oko euforycznym nastrojem.Jak na wernisaż wystawy jubileuszowej przystało nie mogło zabraknąć wyjątkowych gości. Stawili się przedstawiciele władz nie tylko z naszego miasta, ale także z całego województwa. Wójt gminy Świeszyno Ryszard Osiowy w podzięce za wieloletnią działalność artystyczną w Chałupach, przyznał artystce statuetkę Platana Świeszyńskiego. Ewa Miśkiewicz  - Żebrowska jako prezes Związku Polskich Artystów Plastyków wręczyła dziękczynny podarunek prezydentowi Koszalina, Piotrowi Jedlińskiemu za wspieranie organizacji. Była to sygnowana przez autorkę kopia grafiki z cyklu, habilitacyjnego „Między naturą a geometrią” - „Wiersze o miedzianej trawie- słuchając ciszy”.  Ekspozycja jest na pewno warta uwagi ze względu na ciekawą retrospektywę twórczości Ewy Miśkiewicz – Żebrowskiej.  Na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.
4 Września 2014 godz. 20:37
Robert Kuliński
 

W chmurach Jankowskiej

Prace Krystyny Jankowskiej zaprezentowane na wystawie to bezdyskusyjna manifestacja artystycznej precyzji i konsekwencji. Brak jedynie głębi i wartości ponadestetycznych. „W chmurach” - tytuł sygnalizujący, że sztuka koszalińskiej artystki oddala się od prób przedstawienia rzeczywistości, można także odebrać jako drogowskaz kierujący ku nastawieniu się na szczególny rodzaj wrażliwości. Jankowska  prezentuje  twórczość o tyle różnorodną co bardzo nierówną. Kolaże  z cyklu „Kamienne drzewa” to niebywale kruche  kompozycje o subtelnych kontrastach i dopracowanej formie, które  pochłaniają widza. Z kolei wielkoformatowe  obrazy na jedwabiu jak np. „Wiosenny deszcz” , czy cykl  „Światło jesieni” prezentują się jako karkołomne próby  stworzenia nowego języka. W rezultacie płachty przypominają co najwyżej olbrzymie, nakrapiane apaszki.  Na szczęście tych prac jest niewiele i można podziwiać inne, obrazujące ogromną dbałość Jankowskiej o walory estetyczne. Obcując z eteryczną sztuką artystki nie można oprzeć się wrażeniu, że są to prace przemyślane w każdym calu. Na próżno szukać wybujałej ekspresji. Dominuje statyka i konkretny rytm kolorystyczny. Barwa to główny element wypowiedzi Jankowskiej. Dbałość o zestawienie  konkretnych kolorów  zdaje się być wręcz obsesyjna. Abstrakcyjne dzieła odwołują się do przyrody i są misternie poukładanymi rebusami, które nie operują prostymi symbolami, tylko wręcz oniryczną metaforą. Brakuje jedynie uczucia i głębi. Wszystkie elementy, o których wspomniałem wcześniej to tylko forma, warsztat i kunszt. Odnaleźć, choć ułamek jakiejś ludzkiej emocji  w dziełach artystki zadaje się być niemożliwe. Wystawa „W Chmurach” to prezentacja sztuki, gdzie precyzja wyparła człowieka. Wernisaż, odbył się w Galerii Antresola przyciągając znane postaci koszalińskiej sztuki, m.in. Ewę Miśkiewicz - Żebrowską. Wiele osób gratulowało artystce świetnej wystawy. Do Jankowskiej  ustawił się dość spory „ogonek”, co jest rzadkim widokiem nawet na wernisażach jubileuszowych. Ekspozycja potrwa do 25 września.
9 Sierpnia 2014 godz. 9:50
Robert Kuliński
 

Barwy czarni i bieli

Do 1 września w Galerii Antresola można podziwiać fotografie Wojtka Szweja, koszalińskiego artysty, który właśnie ukończył 50 lat. Tytuł wystawy „Fifty/fifty” odwołuje się właśnie do jubileuszu fotografa. Jest rzeczą dziwną, że tak znana i szanowana postać w naszym mieście dopiero teraz ma w Koszalinie swoją indywidualną wystawę. To, że zdjęcia zaprezentują niebywały kunszt i często egzotyczne pejzaże nie było żadnym zaskoczeniem. Szwej dużą część swojego życia zawodowego spędził poza granicami Polski. Po ukończeniu kanadyjskich uczelni Sherbrooke i L'Université du Québec à Montréal, pracował m.in. dla L'Oreal – Canada, a także uczestniczył w wielu warsztatach w Europie i Stanach Zjednoczonych. Artysta zdecydował się na zaprezentowanie fotografii wyłącznie czarno-  białych, co w ostatnim czasie jest rzadkie, jeśli chodzi o przestrzenie galerii. Ten zabieg był strzałem w dziesiątkę. Dlaczego? Ponieważ  nawet najbardziej banalny temat zaprezentowany w  dwubarwnej kompozycji zdaje się być niezwykle interesujący. Zdjęcia zebrane na wystawie, wciągają i hipnotyzują. Fotografie wybrzeża Bałtyku w Mielnie, czy Unieściu, tak dobrze znane mieszkańcom Koszalina, zaskakują malowniczą przestrzenią. Pejzaże i detale zachwycają wyrazistością, a kilka portretów i aktów to absolutny majstersztyk – studium finezji i poruszającej wrażliwości.   Prace w naturalny sposób wymuszają na widzu podążanie w głąb „opowiadanej” historii. Świetna gra światłem i zderzenie mocnych kontrastów uwypuklają fantastyczny zmysł fotografa do wydobycia artystycznego sedna, nawet gdy tematem jest po prostu profil świńskiego ryja. Wernisaż odwiedziło wielu widzów. Przedstawiciele artystycznego fachu oraz sympatycy twórczości Szweja i przyjaciele fotografa tak szczelnie wypełnili niewielką przestrzeń galerii, że obejrzenie wszystkich zaprezentowanych prac było znacznie utrudnione. Podczas mowy wstępnej artysta opowiedział jak zaczęła się jego przygoda z fotografią.- Gdy miałem 16 otrzymałem od ojca aparat Zorka 4. Trafiłem do ogniska plastycznego i tam pod okiem mojego pierwszego nauczyciela Marka Jóźkowa poznawałem tajniki tej sztuki. Nie sądziłem wtedy, że z fotografią zwiążę się na całe życie. - Szwej podkreślił, że jego praca przybliżyła go do ludzi i świata. Wystawa powinna być obowiązkową pozycją dla wszystkich parających się fotografią i miłośników tej sztuki. Zdecydowanie polecamy. 
20 Lipca 2014 godz. 21:27
Robert Kuliński
 

Oceniali rasowe psy

Już po raz 50 – ty, na terenie stadionu „Gwardii”, odbyła się Krajowa Wystawa Psów Rasowych zorganizowana przez koszaliński oddział Polskiego Towarzystwa Kynologicznego. Koszalińska impreza jest jedna z ważniejszych w kraju i przyciąga  wielu hodowców  z całego świata. W tym roku zgłosiło się ponad 400 wystawców, a podziwiać można aż 647 czworonogów – mówi Aleksandra Zukal, przewodnicząca koszalińskiego oddziału PTK. - Przyjechali do nas hodowcy, m.in. z Rosji, Estonii. Wielkiej Brytanii, czy RPA. Niewątpliwa atrakcją  są rzadkie rasy- dodaje - takie jak hart afgański, entelbucher, czy nagi pies meksykański średni. Dziesięciu sędziów  oceniało psie wdzięki  w najróżniejszych kategoriach np. najpiękniejszy pies danej rasy. Ta nagroda jest dla hodowców  niezwykle ważna, gdyż według tego zależy miejsce w ogólnopolskim rankingu. Ważne jest zachowanie  cech  wzorcowych danej rasy, ale także ułożenie i charakter zwierzęcia. Oceny mają różne stopnie – tłumaczy Zukal – jeśli np. pies ugryzie jurora jest dyskwalifikowany, gdyż musimy eliminować osobniki agresywne z hodowli. Gdy zwierzę otrzyma taką  ocenę zostaje wykreślone z ewidencji hodowlanej. Inne kategorie to najpiękniejsze szczenię, najpiękniejszy junior i weteran oraz  finałowa atrakcja dla  publiczności, czyli wybory na Najpiękniejszego Pies Wystawy Koszalin 2014.Pomimo niesprzyjających warunków (upał był niezwykle doskwierający) publiczność chętnie  uczestniczyła w pokazach  psich piękności. Hodowcy robili co mogli, aby ulżyć czworonogom w upalnym skwarze. Niektórzy każdą chwilę przeznaczali na schronie się w cieniu, inni  przygotowali mokre ręczniki, którymi otulali swoich podopiecznych. Mimo niedogodności impreza się udała. 
25 Czerwca 2014 godz. 21:26
Robert Kuliński
 

Wysmyk pokazał Berlin

Co roku 13 młodych fotoreporterów z całego świata ma szansę dokumentować przebieg jednego z najważniejszych festiwali filmowych Europy - Berlinale. Karol Wysmyk, fotograf pochodzący z Koszalina, należy do grona szczęśliwców, którzy mieli okazję dostąpić takiego wyróżnienia. Wystawa w Galerii Region to fragment projektu „Close – Up”organizowanego przez galerię C/O Berlin w trakcie berlińskiego festiwalu. W ostatni dzień Berlinale Dieter Kosslick przygotowywana jest wystawa prezentująca zestaw najlepszych 10 zdjęć każdego z uczestników. Dziesięć fotografii Wysmyka  imponuje świetnym kadrem, wyczuciem chwili oraz  rzadko spotykanym talentem  do wyrażenia niezwykłych emocji. Portrety wcale nie przyciągają uwagi tym, że przedstawiają osoby znane, a energią, dynamiką i nastrojem. Są to obrazy o fantastycznej kompozycji przełamującej standardy  fotografii reporterskiej.Zaletą są duże formaty, gdyż zdjęcia monumentalnie prezentują to co najważniejsze, czyli emocje. Mankamentem jest jedynie jakość, gdyż fotografie zostały wydrukowane na banerach, a nie na papierze fotograficznym. Mimo to wystawa warta jest polecenia. Wernisaż, odwiedziło wielu widzów. W krótkiej mowie podczas przywitania autor wyjaśnił, że nie było wcale łatwo. „Kiedy przyjechaliśmy do hotelu otrzymaliśmy jedynie akredytacje i na tym wszelka pomoc się skończyła. Musieliśmy sobie radzić sami.” Wśród zebranej publiczności największe wrażenie zrobił portret Eriki Rabau, od lat pracującej jako oficjalny fotograf festiwalu Berlinale. Zdjęcie prezentuje nie tylko walory dokumentalne, ale jak dało się usłyszeć wśród rozmów zebranych widzów,  jest na wskroś prawdziwe, poruszające i piękne.  Wysmyk dokumentuje także  festiwal „Młodzi i Film”, według planów z zebranego materiału także  ma powstać wystawa. Ekspozycja „Berlinale” będzie czynna do 28 czerwca. Polecamy.
24 Czerwca 2014 godz. 20:56
Robert Kuliński
 

Zdjęcia pełne smutku

Wystawa fotografii studentów Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej z Łodzi, to propozycja nie tylko zachwycająca, ale także poruszająca. Jest to jedno z wydarzeń towarzyszący festiwalu „Młodzi i Film”. Ekspozycja „Cichogłośno” wymaga od widza  niebywałej wrażliwości i wytrzymałości, gdyż emocje zawarte w  kunsztownych kadrach młodych twórców, wprowadzają odbiorcę do intymnego i pełnego melancholii świata lęków. Czy dzisiejsza młodzież jest po prostu smutna? To pytanie pozostawmy otwarte dla tych, którzy wybiorą się na wystawę i odważnie skonfrontują się z wypowiedzią studentów. Tytuł „Cichogłosno” ma odwołać się przede wszystkim do tego, że cykl fotografii każdego z dziesięciorga artystów „mówi” w inny sposób. Prace Maurycego Stankiewicza i Marii Cieślak to dzieła wręcz krzyczące o bólu i samotności. Z kolei Magdalena Franczuk i Izabela Zdziebko prezentują subtelne, lecz pełne niepokoju kadry, jakby bazujące na podświadomych, pierwotnych symbolach strachu. Wystawa wymagająca ogromu skupienia. Nie dlatego, że jest nieczytelna, ale z powodu konieczności przestawiania się na skrajnie różne sposoby narracji. Od studyjnych kompozycji pełnych harmonii, po ujęcia emanujące niezwykłą ekspresją.   Wernisaż w Galerii Bałtyckiej odbył się przy skromnej liczbie publiczności. Wielka szkoda, że organizatorzy postanowili otworzyć wystawę w czasie, kiedy odbywają się seanse. Charakter Festiwalu jest zdecydowanie filmowy. Więc zrozumiałym jest fakt, że większość widzów  spędziła ten czas na sali kinowej. Inaugurację poprowadził Kuba Grabski, który z lubością namawiał mikropubliczność do zadawania pytań. Nie udało się jednak doprowadzić do ożywionej dyskusji. Szkoda, że ekspozycja jest potraktowana jako wydarzenie towarzyszące, bo znaczy to, że  ewentualni widzowie będą mieli czas na zapoznanie się z twórczością młodych artystów w przerwach między seansami. Nie są to prace, które przemówią w sposób błyskawiczny, więc mogą zwyczajnie zostać nieodczytane. Mimo to zdecydowanie warto przynajmniej spróbować zmierzyć się z niełatwą fotografią wystawy „Cichogłośno”. Ekspozycja potrwa do 28 czerwca.
4 Czerwca 2014 godz. 20:57
Robert Kuliński
 

Wesoła twórczość Group 4

Wystawa malarska artystów skupionych pod szyldem Group 4, prezentuje dzieła lekkie i z wyczuwalną nutą dowcipu. Różnorodność tematyki i technik, jest prezentacją indywidualnego rozwoju artystycznego każdego z twórców. Pomysłodawcą grupy jest Waldemar Jarosz artysta, pedagog i jeden z bardziej aktywnych animatorów w środowisku malarskim naszego miasta. Obecnie  szeregi  zespołu twórczego zasilają: Milena Szczepańska -  Zakrzewska i Elżbieta Stankiewicz. Choć skład grupy od 2002 roku uległ zmianom, to podstawowe założenia projektu pozostały nienaruszone. Głównym pomysłem na funkcjonowanie Group 4, jest coroczne organizowanie wystawy z gościem spoza koszalińskiego środowiska. W tym roku grupę zasilił Piotr Kosmal. Pochodzi ze Stargardu Szczecińskiego, ukończył Wydział Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Prowadzi galerię sztuki Sala 108 w Stargardzkim Centrum Kultury.Obrazy Zakrzewskiej wypełniają oszczędne kolorystycznie plamy oraz mnogość odrealnionych wizerunków zwierząt i przedmiotów codziennego użytku. Miniaturowe obiekty czasami układają się w rozbudowany ornament, przywodzący skojarzenia z twórczością ludową. Obrazy wciągają w baśniowy świat pełen pogody ducha. Podobnie prezentują się także prace Jarosza. Podobieństwo tyczy się jednak tylko kwestii nastroju, bo jest to malarstwo zupełnie inne. Geometryczne, dopracowane w każdym calu, abstrakcyjne kompozycje, tętnią żywą kolorystyką. Zestawienie kontrastujących barw i niekiedy ostrych jak brzytwa kształtów, sprawia wrażenie jakby płótna mieniły się migoczącym pulsem. Dzieje się dużo, ale obrazy nie męczą oka. Nastrajają niezwykle pozytywnie.Prace Satnkiewicz to obiekty z pogranicza płaskorzeźby i malarstwa. Tworzywem jest papier czerpany, na którym rozgrywa się dość stonowany spektakl linii, układających się w kształty inspirowane przyrodą. To bardzo uproszczone, odwołujące się do natury piktogramu symbole, gdzie kolor pełni jedynie funkcję akcentu. Najbardziej tradycyjne dzieła prezentuje Piotr Kosmal. To klasyczne pejzaże miast i widoków plenerowych, wykonane standardowymi technikami.Jednym ze stałych elementów wystaw Group 4 jest to, że każdy z autorów ma za zadanie wypowiedzieć się na określony temat. W tym roku wybór padł na hasło „Kogut”. Tu Zakrzewska błysnęła poczuciem humoru. Obok wizerunków zwierzęcia wykonanych przez pozostałych artystów, widnieje obraz talerza z rosołem.   Wernisaż odbył się w bardzo ciepłej atmosferze, klasycznie, bez żadnego performance'u. Widzowie nieśpiesznie przemierzali przestrzenie małej Galerii Antresola.   Ekspozycja nie jest tym czego można by się spodziewać po twórcach współczesnych. Nie ma tutaj tematów poruszających, czy wielce awangardowych rozwiązań formalnych. Zdaje się jakby artyści nie mieli zbyt wiele do powiedzenia. Wystawa jednak broni się tym, że zestawienie bardzo różnego malarstwa daje ciekawy ogląd na to, jak wiele może być sposobów wyrażenia artyzmu. To także swego rodzaju demonstracja, że sztuka nie zawsze musi o czymś krzyczeć. Może zwyczajnie opowiedzieć o czystej, nieskrępowanej radości tworzenia. Obcując z dziełami Grup 4 nie sposób powstrzymać się od uśmiechu, niekoniecznie pobłażliwego. Wystawę można oglądać do 30 czerwca w Galerii Antresola koszalińskiego Muzeum.
23 Maj 2014 godz. 5:55
Robert Kuliński
 

Funke odznaczony

Do 30 czerwca w koszalińskim Muzeum można oglądać jubileuszową wystawę prac Edwarda Grzegorza Funkego. Zbiór zdjęć ilustruje lata działalności, które upłynęły na podróżach w najbardziej egzotyczne zakątki świata. Ekspozycja jest, swego rodzaju podróżą sentymentalną fotografa przez wszystkie etapy swojej twórczości. Od lat 1963- 1969, kiedy to Funke pracował dla Studenckiej Agencji Informacyjnej Politechniki Gdańskiej, przez kilka reportaży, m.in. „Wizyta Charlesa de Gaulle'a w Gdańsku”. Najszerzej jednak zaprezentowany jest cykl „Portret Świata”, pokazujący podróż fotografa przez 6 kontynentów. Zdjęcia z takich miejsc jak Bhutan, Etiopia, czy Indie, to najbardziej typowy przykład fotografii reportażowej. Temat jaki Funke obiera za główny w swoich pracach, to człowiek. Postać najczęściej patrząca w stronę widza, a z racji egzotycznych miejsc, w których wykonane zostały zdjęcia, najczęściej ubiór lub inne wyznaczniki nieznanej kultury przyciągają wzrok odbiorcy. Wernisaż, który odbył się 22 maja, miał jednak charakter zdecydowanie bardziej jubileuszowy niż inauguracyjny. Koszaliński fotografik w tym roku kończy 70 lat. Z tej okazji swoją obecnością, uroczystość uświetnili najwyższej rangi politycy związani z naszym miastem. Przemysław Krzyżanowski wiceminister oświaty wraz z wicemarszałkiem województwa, Andrzejem Jakubowskim odznaczyli fotografa medalem Gloria Artis, przyznanym przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Gryfem Zachodniopomorskim za wybitny wkład w kulturę naszego regionu. Splendoru całej uroczystości dodał występ dwóch chórów, Koszalin Canta z Centrum Kultury 105 oraz Dysonans z Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych. Sala wystawiennicza pękała w szwach. Zebrani widzowie w większości reprezentowali środowisko artystyczne oraz biznesowe. Po wernisażu odbył się także wystawny bankiet w klubie Kawałek Podłogi. Od autora: Po tak wzniosłym wydarzeniu ciśnie się na usta komentarz, który daleki jest od zachwytu. Nie ujmuję jubilatowi zasług, aktywności twórczej i propagowania fotografii. Oprócz uczestnictwa w wielu wystawach zbiorowych i indywidualnych, powołał w 2009 roku Bałtycką Szkołę Fotografii. Jednak podczas całego wernisażu zdawało się jakby twórczość  i sam Funke był jedynie pretekstem, by politycy mogli zabłysnąć przed nadchodzącymi wyborami. Zagrzmiała sztuczność manifestacji o dobro kultury. „...Koszalin jest kolebką kultury.” Cóż miało to oznaczać? Większość znanych mi uzdolnionych osób, z reguły opuszcza naszą metropolię, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja. Usłyszałem puste słowa i zobaczyłem puste gesty, jak w mojej opinii, przyznanie najwyższego odznaczenia RP w dziedzinie kultury fotografowi, którego zdjęcia są jedynie obrazkami rzeczywistości. Prezentują perfekcyjne rzemiosło, ale zdecydowanie nie ma w tym ani grama sztuki.   
17 Maj 2014 godz. 8:07
Robert Kuliński
 

Grafika Kalińskiego

Prace Witolda Kalińskiego w Galerii Na Piętrze, to wysublimowane studium warsztatu oraz niełatwe w odbiorze, mroczne opowieści o zakamarkach wyobraźni autora. Artysta nie po raz pierwszy gości w Koszalinie. Wystawa jego linorytów była już prezentowana 17 lat temu, również w Galerii Na Pietrze. Obecna ekspozycja prezentuje najnowsze dzieła w dorobku Kalińskiego. Oprócz tradycyjnych technik graficznych, stosuje także możliwości jakie daje obróbka cyfrowa. Oprócz czarno - białych kompozycji można podziwiać barwne wydruki komputerowe, które wcale nie odbiegają  poziomem od prac wykonanych ręcznie. Obszerny zbiór grafik, to propozycja dla wymagającego widza. Wizje zawarte są w oszczędnej formie, jednakowoż każde z dzieł zmusza odbiorcę do podążania w pierwszej kolejności za szczegółem. Jest on na tyle ważny, że bez rozszyfrowania jego znaczenia, widz nie jest w stanie wejść do chłodnego i mrocznego świata wykreowanego przez autora. Przedstawione przestrzenie jawią się jako pogranicze teraźniejszości, surrealizmu i marzeń sennych. To swego rodzaju opowieść o najbardziej skrywanych pragnieniach i lękach. Artysta daje kierunki symbolami, które często wplecione są w kompozycję pozornie przypadkowo. Po przestudiowaniu kształtów, form i całego układu okazuje się jednak, iż zespolenie formy i treści jest sporządzone z niezwykłą precyzją. Wystawa  prezentuje sztukę artysty jako wypowiedź ze wszech miar osobistą. Nie łatwo jest się w niej odnaleźć, bo brak tu uniwersalnych treści.   Wernisaż, który odbył się w piątek, 16 maja przyciągnął wielu przedstawicieli sztuki w naszym mieście. Autor niezwykle skromnie przywitał zebranych i w sposób bardzo subtelny zasugerował, że nie ma sensu opowiadać o swoich dziełach - … bo, gdybym umiał to wszystko, tak  po prostu opowiedzieć, nie byłoby sensu tworzyć.Wystawę można podziwiać do 30 czerwca.
8 Maj 2014 godz. 20:04
Robert Kuliński
 

Harmonia z chaosu

Niezwykła wystawa malarstwa Eduarda Nikonorova w koszalińskim Muzeum, powinna być pozycją obowiązkową dla wszystkich miłośników sztuki. Choć same obrazy nie przekazują żadnych, nawet uniwersalnych prawd, warto skonfrontować się z malarstwem, które tętni energią. Pierwszym co „rzuca się w oczy” widza, to niekwestionowany, mistrzowski warsztat ukraińskiego malarza. Fantastyczne wyczucie koloru i umiejętność wydobycia głębi barw, zachwyca. Kompozycje poprowadzone niemal z matematyczną perfekcją są pełne pozornego chaosu, który układa się w niezwykle harmonijne wizje. Obydwa te elementy sprawiają, że płótna mienią się żywą energią. Dynamika obrazów i ogrom najróżniejszej symboliki sprawiają, że dzieła przyciągają hipnotyczną mocą.  Tematyka jest osadzona głównie w stylistyce surrealizmu. Nie brakuje także impresji na temat innych gatunków malarstwa XX wieku. Obejrzeć można portrety odwołujące się do art déco oraz inne w lekkim stopniu czerpiące z kubizmu. To w jaki sposób artysta łączy na dużych płótnach wymienione powyżej wpływy jest imponujące. Narracja dzieł ujmuje poetycką wrażliwością. Wspomniana wcześniej symbolika odwołuje się do mitologii, czy tradycyjnych słowiańskich baśni. Wernisaż przyciągnął wielu widzów. Takie tłumy w Galerii Antresola rzadko można uświadczyć. Niestety, artysta nie przybył do Koszalina. Jego sylwetkę oraz historię twórczości, pokrótce przedstawił prof. Jacek Ojrzanowski, który to odpowiedzialny jest za organizację wystawy. Wytłumaczył, że Nikonorov jest osobą niezwykle skromną i nigdy nie bierze udziału w promocji swojej twórczości. „Zamiast uczestniczyć w wernisażach woli poświecić czas na malowanie”. Obrazy Nikonorova zdecydowanie zasługują na uwagę i renomę jaką cieszą się na rynku sztuki. Wystawa prezentuje płótna, które pochodzą z prywatnych kolekcji. Na szczególną uwagę zasługuje fragment cyku przedstawiający pory roku, wykorzystujący motyw kobiecych aktów oraz część serii pt. „Porwanie Europy”. Choć nie jest to ekspozycja sztuki, która przemawia w sposób mocny i zmuszający do myślenia, to warto ją odwiedzić. Malarstwo takiej klasy rzadko pojawia się w Koszalinie. Wystawa potrwa do 1 czerwca.    
11 Kwietnia 2014 godz. 11:18
Robert Kuliński
 

Obrazy bez wyrazu

Malarstwo mdłe i subtelne tak bardzo, że trudno cokolwiek z niego wyczytać. Tak prezentuje się wystawa prac Danuty Nawrockiej, którą do 4 maja można oglądać w Galerii Antresola mieszczącej się koszalińskim Muzeum. Zbiór kilkunastu obrazów tworzonych za pomocą łączonych technik, które wypełniły przestrzeń galerii są prezentacją wypowiedzi bez cienia wyrazu. Płótna pokryte farbą olejną i kreskami ołówka, to zaiste niespotykana forma łącząca dwa światy: monochromatyczny z żywą kolorystyką. Dzieła jednak nie zachwycają ani tematyką, ani formą. W ledwie widocznych, delikatnych pociągnięciach rysika, zauważyć można akcenty florystyczne. Zabieg tyleż zaskakujący co nudny.     Ołówkowe elementy obrazów sprawiały wrażenie jakby akt twórczy zatrzymał się na etapie szkicu. Przywodzi to jedynie skojarzenia z zahamowaniem i brakiem odwagi. Ekspresja uboga i zachowawcza. Podziwiać jedynie można upór w prezentowaniu swoich dzieł w galeriach i udział w wielu wystawach jakie Nawrocka ma na swoim koncie. W sensie malarskim, twórczość dyplomowanej artystki jest raczej na poziomie początkującej adeptki osiedlowego kółka plastycznego.     Takiż sam był performance, który odbył się podczas wernisażu. Zachowawczy, choć na pierwszy rzut oka przełamujący standardy, bo interaktywny. W gruncie rzeczy był jedynie narcystyczną projekcją własnego przekonania artystki o tym, że jest to sztuka współczesna. W pierwszej części Nawrocka, przecięła płótno blejtramu, następnie przeszła przez powstałą w ten sposób dziurę. Być może był to swojego rodzaju „artystyczny” akt ponownych narodzin.     Druga część performance'u była interaktywna. Artystka podchodziła do kolejnych widzów zakładając im przyozdobione sztucznymi kwiatami ciemne okulary. Po ich zdjęciu zadawała pytanie: „Widziałeś?”. Następnie nożyczkami odcinała kolejne płatki materiałowej, żółtej róży. Performance ingerujący w sferę cielesną odbiorcy na poziomie dziecinnej zabawy. Ostatnia część performance'u rozpoczęła się prośbą, aby te osoby, które chcą w tym momencie do kogoś zadzwonić, wykonały telefon. Następnie Nawrocka podchodziła do danej osoby z kamieniem, który przykładała do ucha tak jak trzyma się komórkę.     Dzieła Nawrockiej przedstawione w słowie wstępnym jako sztuka współczesna, nie prezentują niczego poza kunsztem w zapełnianiu przestrzeni płótna. Kontrastują w stopniu znacznym z ekspozycją „Osieki 1963-81”, którą trzeba przejść, aby dostać się do maleńkiej przestrzeni wystawienniczej Galerii Antresola. Kontrast jest tak jaskrawy, że warto się udać i skonfrontować się z nim w zakresie własnej wrażliwości.  
4 Kwietnia 2014 godz. 6:02
Robert Kuliński
 

O człowieku i naturze

Wystawa prac Jolanty Gawryś- Jędrej i Anny Koli pt. „O człowieku i naturze”, to spotkanie ze sztuką fotografii prezentujące dwa zupełnie inne jej oblicza. Z jednej strony podziwiać można studyjne „dopieszczone” obrazy z drugiej spojrzenie bardziej eksperymentalne, zaskakujące nietypową techniką oraz wymową. Ekspozycja prezentuje dzieła bardzo osobiste. Cykl fotografii Jolanty Gawryś- Jędrej „Verte”, to studium dotyczące kobiecości w dzisiejszym świecie, lecz odwołujący się do całej historii pozycji kobiety w społeczeństwie. Ze smakiem bez wysilania się na szokowanie, dwustronne obiekty fotograficzne, prezentują cenę jaką płaci płeć piękna za niezależność, czy duchową emancypację. Temat może wydawać się być nieco sztuczny, jednak wystarczy spojrzeć na język reklamy, gdzie kobieta sprowadzona jest jedynie do atrakcji wizualnej lub do roli pani domu, która doskonale radzi sobie z wywabieniem nawet najbardziej uporczywych plam. Prace Joanny Koli są utrzymane w zupełnie innej stylistyce. Przede wszystkim artystka eksperymentuje z formą, gdzie fotografia jest tylko jednym z mediów, które wykorzystuje. Oprócz zdjęć bezpośrednio nakładanych na termicznie przetwarzane szkło, można zobaczyć także interesujące obiekty rzeźbiarskie. Artystka łączy wytwory natury takie jak korzenie, czy piaskowe głazy ze szkłem. Natura przetworzona w dzieło sztuki z fantastycznym wyczuciem i niebanalnym pomysłem. Niezwykle interesującym jest fakt, że wiele prac powstało właśnie z myślą o koszalińskiej wystawie. Obydwie artystki, postanowiły wzajemnie zinterpretować własną sztukę. Jędrej w stylistyce studyjnej zaprezentowała obiekty, które są główną inspiracją Koli, natomiast Kola na swój sposób zinterpretowała portrety Jędrej. Jest, to bardzo ciekawy przykład wymiany  myśli oraz oddania sobie wzajemnego szacunku.Wernisaż, który odbył się w czwartek, 3 kwietnia przyciągnął niewielką publiczność, ale przecieżnie ilość ma znaczenie. Wystawę można oglądać do 5 maja.             
21 Marca 2014 godz. 22:56
Robert Kuliński
 

Ikony i Kresy według Anny Kaczor

W miniony piątek, 21 marca w Galerii Antresola odbyła się wernisaż otwierający wystawę prac Anny Kaczor. Malarstwo pełne refleksji, ulotnych kształtów i wyrafinowanej gry kolorem. Anna Kaczor mieszka i tworzy w Wejherowie. Ukończyła Liceum plastyczne w Supraślu, co pozostawiło widoczny wpływ na twórczość artystki do dziś. Miejscowość słynie z malarstwa ikonicznego. Kaczor nie kontynuowała jednak swojej edukacji malarskiej z powodu problemów o podłożu politycznym na egzaminie wstępnym w Poznaniu. Ukończyła Pomorską Akademię Pedagogiczną na Wydziale Edukacyjno- Filozoficznym, gdzie ukończyła studia podyplomowe- Sztuka. Następnie na Uniwersytecie Gdańskim podyplomowy kierunek Ekologia i Etyka. Do malarstwa powróciła po latach dzięki namowom przyjaciół. Obrazy Kaczor pełne są głębokiej refleksji. Jak sama  mówi – moje prace, to próba zastanowienia się nad samym sobą w dzisiejszym, typowo konsumpcyjnym świecie. To mój wewnętrzny dialog, który prezentuję na płótnach. Na wystawie możemy zobaczyć obrazy z cyklu Ikony oraz Kresy, jak i luźne impresje artystki. Wyśmienite  wyczucie kompozycji i rzadko spotykana wrażliwość kolorystyczna powoduje, że prace hipnotyzują. Atmosfera dzieł przypomina rozmyte, senne nie do końca określone wizje z półsnu lub śnienia na jawie. Nie jest to sztuka stawiająca jakieś wygórowane wyzwanie odbiorcy, ale nie jest też banałem. Warto dla odpoczynku od zgiełku, czy niekiedy nachalnych prób przekazu lub zaszokowania widza, oddać się obrazom Kaczor do dyspozycji.Wernisaż przyciągnął sporą grupę widzów, czego zasługą może być to, że artystka nie pierwszy raz prezentuje swoją twórczość w Koszalinie. Bierze też udział w plenerach malarskich m.in. w Sarbinowie. Wśród gości pojawił się także wicemarszałek województwa Andrzej Jakubowski. Wernisaż, jednak nie był do końca udany pod względem możliwości przyjrzenia się i skupieniu nad dziełem. Nieduża przestrzeń szybko się zatłoczyła, a głośne rozmowy niweczyły bardzo delikatny klimat, który tworzą prace artystki. Wystawa będzie czynna do 6 kwietnia, więc  trochę czasu pozostało, a na pewno atmosfera poza wernisażowa przysłuży się obrazom Kaczor.
12 Marca 2014 godz. 22:55
Robert Kuliński
 

Siła i potęga

Wystawa „Potęga malarstwa i siła nowych mediów” zorganizowana w Galerii Scena, to imponująca prezentacja prac studentów szczecińskiej Akademii Sztuki. Dzieła zachwycają nie tylko świeżym podejściem do materii wizualnej, ale także rzadko spotykaną odwagą tematyczną. Ekspozycja składa się z malarstwa, wideo artu, fotografii oraz instalacji przestrzennych. To niebywała okazja, aby zapoznać się ze sztuką, która wyłamuje się poza sztywne ramy tradycji akademickiej. Świadczy, to o niezwykłym podejściu szczecińskiej uczelni do pracy ze studentem. Efektem końcowym są prace, które już teraz prezentują poziom światowy. "Role models" Tatiana Pacewicz Filmy studentów jak, choćby „Nie mam nic złego na myśli” Aleksandra Kühla, czy „Lidia w krainie owoców i warzyw” autorstwa Lidii Sapińskiej są prowokujące i prześmiewcze za razem. Prace malarskie Andrzeja Patera zachwycają niepokojącym nastrojem, ale też nietypową techniką np. wykorzystaniem podatności metalu na korozję. Natomiast kilka instalacji i prac rzeźbiarskich, to niekiedy mocna wypowiedź jak np. „(mój) Korek do pępka” Martyny Szwinty będący manifestem niezależności. Środowy wernisaż przyciągnął sporą grupę widzów. Tytułem wstępu dwoje wykładowców Agata Zbylut i Kamil Kuskowski opowiedzieli o założeniach uczelni oraz celu wystawy w Koszalinie. Chcemy, tą wystawą nawiązać kontakt z Koszalinem- mówiła Zbylut- jest to także prezentacja dla tych z państwa, którzy może chcieliby studiować na naszej uczelni. Następnie zabrał głos Kuskowski -Udało nam się zaprosić naprawdę świetnych artystów i wykładowców, którzy zrezygnowali z pracy w innych uczelniach, aby dołączyć do nas. Za oprawę muzyczną odpowiedzialny był jeden z obecnych studentów, którego praca komiksowa i filmowa  jest pełna absurdalnego, jak i prostego humoru- Mikołaj Tkacz. Zabrzmiały dźwięki transowej elektroniki z mocnym zacięciem eksperymentalnym. Wystawa jest godna polecenia każdemu. Ekspozycja potrwa do 21 marca. Świadectwo jakie dają zaprezentowane prace  studentów szczecińskiej AS, to przede wszystkim dowód na to, że uczelnia pozwala swoim podopiecznym myśleć i to nieszablonowo. Ekspozycja „Potęga malarstwa i siła nowych mediów” stała się pretekstem do zorganizowania  panelu dyskusyjnego, który odbędzie się jutro (czwartek) w sali widowiskowej Centrum Kultury 105 o godzinie 12:00. Tematem debaty będzie rola  i miejsce sztuki nowoczesnej obecnie. Szczegóły w naszym kalendarium.
6 Marca 2014 godz. 22:25
Robert Kuliński
 

Po prostu Szoka

Obrazy Andrzeja Szoki zaprezentowane na jubileuszowej wystawie w koszalińskim Muzeum, przedstawiają przekrój twórczości artysty. Od prac zbuntowanych, zaangażowanych po proste acz kunsztowne martwe natury i pejzaże. Andrzej Szoka jest absolwentem krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Malował pod okiem prof. Janiny Kraupe – Świderskiej oraz prof. Jerzego Nowosielskiego. Prace Szoki  wielokrotnie prezentowane były w naszym kraju jak i za granicą. „Po prostu wystawa”  jest interesującym zbiorem dzieł artysty świętującego 30 lecie swojej pracy twórczej. Na próżno szukać motywu przewodniego, to po prostu przekrojowa prezentacja prac od czasów studenckich, po dzień dzisiejszy. Pełne kolorystyki martwe natury skrzą się od dynamiki. Jest to ciekawy zabieg ożywiający nieco banalny temat. Zobaczyć też można czarno-białe rysunki z cyklu poświęconego kobietom oraz ogromne płótna dotykające tematyki tragedii katyńskiej. Obraz, na który artysta zwrócił szczególną uwagę widzów, czyli „Zgłodniały”, to autoportret, który  artysta namalował będąc wściekłym na dawny ustrój polityczny w jakim przyszło mu tworzyć. Dostałem stypendium z zagranicy- mówił podczas otwarcia Szoka- jednak Jaruzelski nie dał mi paszportu.Wernisaż przyciągnął sporą grupę widzów. Obecny był też prezydent Koszalina Piotr Jedliński wraz z Ryszardem Tarnowskim przewodniczącym Komisji Kultury Rady Miejskiej. Artysta oprócz słowa wstępnego wykonał swego rodzaju perforamance. Podkreślił, że ważna jest dla niego obecna sytuacja na Ukrainie i chce choćby w sposób symboliczny wspomóc walczących na Majdanie. Wyciągnął z kieszeni tabliczkę czekolady oraz położył na nią 10 zł. Ma to być symboliczny początek zbiórki pieniędzy na czekoladę, która ma być wysłana na Ukrainę. Czy ta akcja zostanie zrealizowana? Będziemy sprawę monitorować. Wystawa ma nieco inny charakter niż zapowiadali organizatorzy. Miały być zaprezentowane nowe obrazy z cyklu „Tatuaże” będące wypowiedzią na temat stygmatyzacji człowieka w dzisiejszym świecie. Artysta jednak zrezygnował z tej części ekspozycji tłumacząc, że te obrazy są smutne i dość ciężkie, a w obecnej sytuacji na Majdanie nie chciał dodatkowo  „zagęszczać” atmosfery.  Pomimo nieoczekiwanych zmian, warto wybrać się na wystawę, gdyż jest rzeczywistą ilustracją twórczości Szoki. Mnogość tematów i różne techniki. Wystawę można obejrzeć do 30 marca, od wtorku do niedzieli w godzinach 10:00 – 16:00.