Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

Wystawy w Koszalinie:

22 Listopada 2014 godz. 7:27
Robert Kuliński
 

Na dziewiątej „Fali”

Po raz dziewiąty w Bałtyckiej Galerii Sztuki Centrum Kultury 105 można podziwiać wystawę interdyscyplinarną „Fala”. Przedsięwzięcie mające na celu demonstrację nowych trendów w sztuce współczesnej, tradycyjnie nie ma zbyt wiele do zaoferowania. Zadziwiającym jest fakt, że doroczna wystawa, która stała się niejako sztandarowym wydarzeniem Bałtyckiej Galerii Sztuki, rok w rok prezentuje w sumie ten sam poziom. Obok zaledwie kilku dzieł interesujących,  góruje nicość. Zdawać by się mogło, że nazwa ekspozycji zobowiązuje. „Fala” to przecież żywioł, który z biegiem czasu narasta i zyskuje na sile. W końcu rozbija się  z impetem o brzeg, niekiedy siejąc spustoszenie. Niestety, koszalińska „Fala” przybiera kształt zmarszczki na tafli jeziora, która absolutnie nie jest spektakularna. Najmocniejszą stroną wystawy zdecydowanie jest okładka katalogu i oprawa graficzna materiałów promocyjnych. Tu widać choć cień pazura, który oddaje dynamikę samego hasła. Grzegorz Otulakowski w bardzo finezyjny sposób wykorzystał możliwości grafiki komputerowej nakreślając ideowy wydźwięk kolejnej edycji wystawy. Graficzne, warsztatowe „brudy” sprawiają,  że chce się do albumu zajrzeć. Sama wystawa jest jednak festiwalem „koszalińskiej nijakości”, choć owa „koszalińska nijakość” zdaje się mieszkać nawet w innych rejonach kraju. Ekspozycję wypełniają prace artystów, którzy ukończyli swoją edukację w takich  miejscach jak Gdańsk, Wrocław, Toruń, czy Poznań. Nic to jednak nie zmienia. Są to dzieła bezpieczne, typowe i nie wnoszące zbyt wiele. Poza niewątpliwym dopracowaniem warsztatowym, nie prezentują zupełnie nic. Czy jedynie kunszt formalny dzieła ma odróżniać artystę od pospolitego twórcy? Sztuka współczesna opiera się chyba na czymś więcej. Na wystawie można także dopatrzeć się jakże prowincjonalnych zabiegów,  nie tyle towarzyskich, co kurtuazyjnych. Odwołując się do założeń ekspozycji, „Fala” ma na celu prezentację bieżących i nowych trendów w sztuce. Jak więc inaczej, niż  kurtuazją wyjaśnić to, że Edward Grzegorz Funke i Andrzej Słowik zasilają grono artystów prezentujących swoje dzieła. Czy nadawanie pretensjonalnych tytułów typu „Róż fiolet” przez Danutę Tworke, nadają nowego wydźwięku mdłej twórczości ? A może to fotograficzna dokumentacja wycieczki górskiej, zamknięta w kadrach Marty Adamczak pokazuje świeże spojrzenie na fotografię?Pytań tego rodzaju można by mnożyć. Docenić jednak należy to, że przynajmniej zostały podjęte próby maskujące owo „kółko wzajemnej adoracji”. W zbiorze prac można zobaczyć dwa dzieła Cukina, przedstawiciela młodego pokolenia, który świetnie radzi sobie jako rzemieślnik komercyjny oraz artysta wyrosły na street arcie. Niezrozumiałym jest jednak to, że zaprezentował się na wystawie jako jeden z wielu. Na co dzień tworzy prace poruszające jednocześnie rozmachem i uliczną prostotą. Na „Fali” jego grafika ni jak nie oddaje cukinowksiego pazura, a raczej wpasowuje się w pustkę całej wystawy. Spośród 35 artystów wyróżnić należy  Iwonę Ostrowską, której obraz „Ty wiesz” uderza  mocą  depresyjnego ciężaru oraz Hannę  Karsińską – Eberhardt i jej  dość ostrą w wymowie pracę fotograficzną. Jednak i tak trudno dopatrzeć się u tych artystek czegoś świeżego. Wystawę można określić mianem powtórki artystycznego „chocholego tańca”. Kto lubi powtórki powinien niezwłocznie udać się do Galerii Bałtyckiej. Wystawa Interdyscyplinarna „Fala” potrwa do 5 stycznia przyszłego roku.  
15 Listopada 2014 godz. 10:49
Robert Kuliński
 

Portret ulicy według Krawczykiewicz

Do 12 grudnia w Galerii Fotografii koszalińskiego Pałacu Młodzieży, można oglądać niezwykłą wystawę prac Filipiny Krawczykiewicz. Młoda artystka zaprezentowała zdjęcia o zaskakująco dojrzałym przekazie. Fotografia uliczna obecnie nieczęsto staje się przedmiotem wystaw, a jeszcze rzadziej  spotyka się artystów, którzy poświęcili się głównie tego rodzaju sztuce. Tytuł wystawy „Odczucia, uczucia, przeczucia” doskonale obrazuje to co można zobaczyć. W centrum zainteresowania Krawczykiewicz jest człowiek. Ulica to idealny plan zdjęciowy, gdzie co krok napotkać można ujęcia i postacie warte sfotografowania. Artystka obdarzona jest  fantastycznym wyczuciem chwili, wrażliwością i doskonałym warsztatem. Ta kombinacja  sprawia, że  zdjęcia  „tańczą”  w żywiołowym rytmie. To jest właśnie sedno ujęć, jakie artystka zaprezentowała na  wystawie. Choć są to fotografie, czyli zatrzymana chwila - jedna klatka, to wydaje się jakby dana sytuacja odgrywała się przed oczyma widza tu i teraz. Portrety zachwycają naturalnością. Nie są to pozowane ujęcia, ale obraz konkretnych, choć bezimiennych ludzi. Nie ma tu silenia się na zaprezentowanie egzotyki, czy „wymalowania” studyjnej precyzji na twarzach bohaterów. To żywe  postacie, mówiące do widza.  Prowadzą niemy dyskurs jedną emocją, chwilą, którą zatrzymała w kadrze Krawczykiewicz. Wystawa obowiązkowa dla wszystkich miłośników sztuki w ogóle, nie tylko fotografii. Wernisaż swoją obecnością zaszczycili  Ryszard Tarnowski oraz Edward Grzegorz Funke. Można by się spodziewać, że przemówienia E.G. Funke wręczył Krawczykiewicz album ze swoimi zdjęciami. nie będą miały końca, ze względu na obecną atmosferę w mieście, jednak było inaczej. Niedługo trzeba było czekać na  hasło: „Wystawę uważam za otwartą.”. Młoda artystka nie została co prawda odznaczona  orderem Piłsudczyków, ale za to Funke - jako nestor koszalińskiej fotografii, odznaczony  orderem Gloria Artis -  wręczył Krawczykiewicz album ze swoimi zdjęciami „Moja podróż – przez sześć kontynentów do Świsłoczy”, wydany z okazji 70 - tych urodzin twórcy.  Artystka bardzo skromnie i z klasą  zaprosiła do obejrzenia wystawy.
4 Listopada 2014 godz. 19:15
Robert Kuliński
 

Spektrum młodych

Wystawa w Galerii Ratusz zatytułowana „Spektrum 4” prezentuje prace czwórki młodych i niebagatelnie uzdolnionych artystów. Dzieła wykonane różnymi technikami pełne są lekkości i świeżości. Artyści zrzeszeni w Zespole Pracy Twórczej Plastyki przygotowali prace  dość spójne tematycznie, ale o różnym wymiarze emocjonalnym. Obrazy Katarzyny Serafin to wyrafinowane studium kobiecości o  wysmakowanym erotyzmie. Odrealnione kompozycje  zderzają się z atrybutami  rzeczywistości oraz  nieco nonszalanckimi zabiegami dynamicznymi. Zdaje się jakby płótna  zagarniały otoczenie, samoistnie skupiając uwagę widza na detalach  i niedopowiedzeniach. W dwóch pracach można odnaleźć szczyptę łempickiej dysproporcji. Inne przywołują  skojarzenia z kontrkulturową sztuką  psychodelików. Dariusz Rokicki zaprezentował przekrój swojej twórczości w pigułce. Komputerowe grafiki pokazują artystę wszechstronnego i nie bojącego się  eksperymentów. Jest świetnym kopistą,  jak i twórcą interpretującym dzieła mistrzów. Jednak najciekawsze zdają się być abstrakcyjne „Nowo – twory rastrowe” powstałe w 2007 roku.Patryk Wojciechowicz przygotował kilka delikatnych impresji, które odwołują się do stylistyki ilustracji  i komiksu. Zdecydowane i czytelne grafiki komputerowe, jak i akwarele prezentują głównie detale  pozbawione  sytuacyjnego, czy kompozycyjnego klucza. Subtelna kolorystyka i graficzna dosadność tworzy wysmakowany duet, który niespiesznie snuje swoją opowieść. Portrety Ilony Andrzejczak prezentują twórczość chyba najbardziej delikatną  z wszystkich prac wystawy. Oszczędna forma zachwyca wyczuciem granic pomiędzy niedopowiedzeniem, a konkretem. Senne, eteryczne wizerunki kobiet budzą skojarzenia z bohaterkami baśni, które nigdy nie zostały opowiedziane. Czytelnie także odznacza się forma szkiców  na potrzeby przemysłu mody. Połączenie  dwóch, jakże innych form graficznych i malarskich dało bardzo ciekawy efekt.Wernisaż przebiegł nad wyraz sprawnie i szybko. Prezes ZPTP Jacek Rudecki przedstawił pokrótce sylwetki artystów, którzy są najmłodszym „narybkiem” Stowarzyszenia. Następnie głos zabrał Dariusz Rokicki, który  lakonicznie  podziękował wszystkim zgromadzonym, jak i przedstawicielom ratusza za możliwość pokazania prac na wystawie.  Wystawę będzie można oglądać przez około miesiąc, na I  piętrze ratusza.
25 Października 2014 godz. 12:48
Robert Kuliński
 

Urok fotografii analogowej

Do 10 listopada w Pałacu Młodzieży można podziwiać niezwykłe prace Emilii Treszczyńskiej podopiecznej Słupskiego Ośrodka Kultury. Fotografie artystki cechuje prostota i doskonałe wyczucie kompozycji. Wystawa pt. „Z północy na południe”  znajduje się w Galerii Fotografii na pierwszym piętrze Pałacu Młodzieży. Zdjęcia  o średnim formacie zachwycają. Nie tylko kompozycja, stylizacja i temat uderzają bardzo dojrzałym podejściem do fotografii, ale także sama technika wykonania. Treszczyńska posługuje się  aparatami analogowymi, co zaznacza się w kadrach niebywałą głębią. Obecnie, kiedy to cyfrowa technika  zdominowała  rzeczywistość, taka postawa jawi się jako swoista manifestacja artystycznej przekory. Cyfryzacja przyśpiesza działanie produkując, jednak więcej „odpadów”, gdyż rola  człowieka sprowadza się jedynie do dokonania wyboru i prezentacji najlepszych efektów pracy. Fotografowanie sprzętem analogowym wymaga dokładnego  przemyślenia  kompozycji i cierpliwości.  Następnie czasochłonna praca w ciemni  i dopiero po dość żmudnym procesie  powstaje gotowe odbitka. Zdjęcia Treszczyńskiej to jakby  cofnięcie się w czasie,  gdzie obrazy nie starają się szokować widza. Nie  przedstawiają  tematów skomplikowanych, gdyż w większości to  efekt spotkania z modelką. Jest jednak w tych fotografiach puls, smak  i krwistość. Naturalność i stylizacja tworzą  wyważoną parę. Prostota zaklęta w kadrach pochłania widza bez reszty, stopniowo - nieśpiesznie odkrywając zawartą w nich tajemnicę. Wernisaż przyciągnął głównie młodych pasjonatów  fotografii. Nauczycielka z PM, Monika Kalkowska przybliżyła sylwetkę młodej artystki. Treszczyńska skromnie opowiedziała o swoich dziełach, przywołując kilka anegdot związanych z pracą w ciemni Słupskiego Ośrodka Kultury. Przyznała się także do swojej manii kolekcjonowania analogowych aparatów. - Mam to szczęście, że w sprzęcie mogę przebierać.- Mówi Treszczyńska. -  Jeśli któryś z moich znajomych znajdzie, gdzieś u rodziny stary aparat to trafia on do mnie. Wystawa  nie tylko dla miłośników  fotografii. Zdecydowanie warto ją zobaczyć. 
18 Października 2014 godz. 0:07
Robert Kuliński
 

Jubileusz Na Piętrze

W ramach obchodów 80 – tych urodzin śp. Leonarda Kabacińskiego, założyciela Galerii Na Piętrze, odbyły się dwa wernisaże. Pierwsza wystawa prezentuje prace Andrzeja Słowika, druga to ekspozycja zbiorowa pt. „Interpretacja - Układ zamknięty, układ otwarty”. Założeniem  artystycznej „Interpretacji...” jest wypowiedź na zadany temat. Prof. Andrzej Gieraga i prof. Małgorzata Dobrzycka – Kojder, co roku proponują artystom z kraju i zagranicy udział w wystawie, która następnie odwiedza  kolejne miasta w Polsce. Wymogiem formalnym jest stworzenie dwóch prac  o wymiarach 30 x 30 cm. Wśród uczestników tegorocznej edycji pojawiają  się, m.in. Michał Misiak, Mgadalena Gryska, czy Wiesław Łuczaj i oczywiście Andrzej Słowik. Prace prezentują głównie abstrakty o bardzo oszczędnej formie i kolorystyce. Zdarzają się także  bardziej śmiałe wypowiedzi pełne ekspresji lub dowcipu, jak np. wspomnianej powyżej Magdaleny Gryski.  Indywidualna wystawa prac Andrzeja Słowika wzbudziła wielkie poruszenie wśród zebranych gości. Autor swoimi obrazami  uczcił 5 -tą rocznicę ślubu z prowadzącą  galerię Jadwigą Kabacińską – Słowik oraz jaj urodziny i imieniny.Prace artysty zaprezentowane pod tytułem „Kwiatek do kożucha”  mogą  zadziwić tym, że w ogóle są prezentowane  w galerii o rzekomej renomie. Płótna prezentują rozpasaną kolorystykę i wyraziste odwołania do natury. Florystyczne akcenty osadzone w  błahych kompozycjach, przypominają  obrazki z kartek na urodziny babci.  Malarstwo tak nijakie, co wtórne i nie pozostawiające w głowie nic poza odczuciem zmarnowanego czasu. Oto artysta stał się rzemieślnikiem, który z dumą prezentuje swoje dzieła nadające się na jarmarczny stragan. Nie tylko malarstwo Słowika trąci ludowym wyrobnictwem. Na wystawie można także zobaczyć assemblage. Tu z kolei pobrzmiewa skansen. Kompozycja z drewnianych przedmiotów - m.in. łyżki - przyozdobiona ptasimi piórami  spokojnie mogłaby trafić do ekspozycji prezentującej jamneńskie chaty w koszalińskim Muzeum. W wernisażach  uczestniczyło wielu przedstawicieli koszalińskiego środowiska artystycznego  lub mówiąc szerzej - kulturalnego. Po przywitaniu gości i wprowadzeniu w tematykę obydwu wystaw, które wygłosiła  Kabacińska – Słowik, głos zabrał artysta. Z charakterystyczną dla siebie  nonszalancją umniejszył swój trzeci z rzędu udział w wystawie  pod hasłem „Interpretacja....”. -  Przygotowałem swoje prace z zamysłem, że to już chyba jest przesada, abym po raz trzeci brał udział w tym przedsięwzięciu. – Mówi Słowik. - Kiedy powstały byłem pewien, że organizatorzy uznają, iż wcale się nie napracowałem. Natomiast, gdy przygotowywałem tę ekspozycję i zobaczyłem, że jednak  zostały przyjęte, bardzo mnie to zdziwiło. Mile zaskoczyło mnie, że niektórzy artyści przygotowali dzieła bardzo podobne. To fascynujące, że ludzie z innych części kraju potrafią w ten sam sposób pomyśleć na dany team, czyli „Układ zamknięty, układ otwarty”. Nie zabrakło życzeń i drobnych upominków od przybyłych gości. Maria Ulicka wręczyła artyście  butelkę dobrego whiskey, a Kabacińskiej  - Słowik akohol lżejszego gatunku, wykrzykując przy tym , m.in.: „Niech żyje sztuka!”. Jarmarczność imprezy została dopełniona, gdy rozpoczęło się nerwowe przygotowywanie biesiadnego stołu. Jedyna praca z ekspozycji „Interpretacja - Układ zamknięty, układ otwarty”, która była w formie rzeźby, została strącona. Uderzyła o podłogę ze stosowną dla wzniosłych obchodów powagą i  jakże nobliwym hukiem.   
16 Października 2014 godz. 20:57
Robert Kuliński
 

Kaszubskie Pomorze i przestrzeń Koszalina

Inaugurację obchodów 750 – lecia Koszalina oraz konferencji naukowej dotyczącej historii naszego regionu, uświetniło otwarcie dwóch wystaw historycznych w rodzimym Archiwum Państwowym. Obydwie ekspozycje cieszyły się dużym zainteresowaniem. Pierwsza wystawa odwołująca się do tytułu konferencji, czyli „Koszalin w przestrzeni. Przestrzeń w Koszalinie”. To zbiór materiałów historycznych prezentujących pięć etapów rozwoju Koszalina na przestrzeni wieków. Plansze z wyczerpującym komentarzem można oglądać  w galerii na tyłach głównego budynku Archiwum. Podczas otwarcia  dyrektor placówki  Joanna Chojecka poinformowała liczne grono widzów, że  w przyszłym roku owa ekspozycja trafi na mury otaczające  instytucję, stając się uzupełnieniem  prezentacji dziejów ziemi koszalińskiej i będzie miała charakter stały.Szczególną  uwagę widzów  zwrócił plan rozbudowy śródmieścia z lat 50 - tych ubiegłego wieku. Można zobaczyć ówczesne plany na kształt ratusza oraz jego usytuowanie. W 1952 roku ta wizja została, jednak zaniechana. W ramach odwołania  do współczesności można podziwiać  „Plan na spacer po Koszalinie” autorstwa Grety Grabowskiej, rodzimej artystki, która  zajmuje się także architekturą wnętrz.Druga ekspozycja „Z Kaszubsko – słowiańskich dziejów Pomorza zachodniego” potrwa do końca listopada. Można ją oglądać w głównym budynku Archiwum Państwowego w Koszalinie. Autorem  wystawy jest dr Ryszard Stolmann, prezes Oddziału Zrzeszenia Kaszubsko – Pomorskiego w Szczecinie. Plansze przedstawiają wszelkie wzmianki o ludności kaszubskiej, poczynając od zdjęcia bulli z 19 marca 1238 roku, wydanej przez papieża Grzegorza IX. Wyjaśnione jest skąd w herbach  pomorza tak często pojawia się wizerunek gryfa, a także zilustrowane są wędrówki  pierwszych  kaszubskich osadników. W świetle najnowszych badań okazuje się że Kaszubi przybili na Pomorze z Polesia.Ekspozycje to niewątpliwa gratka dla wszystkich zainteresowanych dawnymi, jak i najnowszymi dziejami naszego regionu.
12 Września 2014 godz. 10:39
Ekoszalin na podst. inf. Muzeum w Koszalinie / fot. główna Artur Rutkowski
 

Muzeum inspiruje

5 Września 2014 godz. 21:18
Robert Kuliński
 

Jubileusz i czas w grafice

Jubileuszowa wystawa prac Ewy Miśkiewicz – Żebrowskiej, którą można oglądać w Galerii Bałtyckiej Centrum Kultury 105 to świetna okazja do obserwacji rozwoju warsztatowego artystki. Zbiór około 50 prac to interesująca podróż przez 35 lat działalności artystycznej. Twórczość jubilatki to gównie dzieła graficzne, wykonane szlachetną techniką akwaforty i akwatinty. Motywem przewodnim  jest przyroda, a właściwie jej organiczna struktura. Wyczuwalny puls kreślonych linii podkreśla kolorystyka, która w kolejnych okresach staje się coraz odważniejsza. Charakterystyczną cechą jest także swoista kontra  porządku, jaką artystka stawia w abstrakcyjnych wizjach, wplatając w nie konkret geometrii. Podążając od sennych, mglistych impresji w kolejnych latach można zauważyć coraz śmielsze  zabiegi organizujące całą kompozycję. Stopniowo z biegiem czasu, prace  tracą swój baśniowy nastrój ewoluując w dzieła skomplikowane w sensie  formalnym, ale jednocześnie rozwijające język pod względem komunikatywności. Na wystawie można także zobaczyć prace malarskie. Akrylowe portrety i akt niestety nie prezentują mocnej strony artystki. „ Śniadanie w dworku” z 1998 roku przypomina typowy  obraz akademicki, a nawet szkolny. Natomiast abstrakcyjne akryle kontynuujące tematykę z grafik to świetny przykład na  to, jak wiele można uzyskać paletą barw. Puls płócien cieszy oko euforycznym nastrojem.Jak na wernisaż wystawy jubileuszowej przystało nie mogło zabraknąć wyjątkowych gości. Stawili się przedstawiciele władz nie tylko z naszego miasta, ale także z całego województwa. Wójt gminy Świeszyno Ryszard Osiowy w podzięce za wieloletnią działalność artystyczną w Chałupach, przyznał artystce statuetkę Platana Świeszyńskiego. Ewa Miśkiewicz  - Żebrowska jako prezes Związku Polskich Artystów Plastyków wręczyła dziękczynny podarunek prezydentowi Koszalina, Piotrowi Jedlińskiemu za wspieranie organizacji. Była to sygnowana przez autorkę kopia grafiki z cyklu, habilitacyjnego „Między naturą a geometrią” - „Wiersze o miedzianej trawie- słuchając ciszy”.  Ekspozycja jest na pewno warta uwagi ze względu na ciekawą retrospektywę twórczości Ewy Miśkiewicz – Żebrowskiej.  Na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.
4 Września 2014 godz. 20:37
Robert Kuliński
 

W chmurach Jankowskiej

Prace Krystyny Jankowskiej zaprezentowane na wystawie to bezdyskusyjna manifestacja artystycznej precyzji i konsekwencji. Brak jedynie głębi i wartości ponadestetycznych. „W chmurach” - tytuł sygnalizujący, że sztuka koszalińskiej artystki oddala się od prób przedstawienia rzeczywistości, można także odebrać jako drogowskaz kierujący ku nastawieniu się na szczególny rodzaj wrażliwości. Jankowska  prezentuje  twórczość o tyle różnorodną co bardzo nierówną. Kolaże  z cyklu „Kamienne drzewa” to niebywale kruche  kompozycje o subtelnych kontrastach i dopracowanej formie, które  pochłaniają widza. Z kolei wielkoformatowe  obrazy na jedwabiu jak np. „Wiosenny deszcz” , czy cykl  „Światło jesieni” prezentują się jako karkołomne próby  stworzenia nowego języka. W rezultacie płachty przypominają co najwyżej olbrzymie, nakrapiane apaszki.  Na szczęście tych prac jest niewiele i można podziwiać inne, obrazujące ogromną dbałość Jankowskiej o walory estetyczne. Obcując z eteryczną sztuką artystki nie można oprzeć się wrażeniu, że są to prace przemyślane w każdym calu. Na próżno szukać wybujałej ekspresji. Dominuje statyka i konkretny rytm kolorystyczny. Barwa to główny element wypowiedzi Jankowskiej. Dbałość o zestawienie  konkretnych kolorów  zdaje się być wręcz obsesyjna. Abstrakcyjne dzieła odwołują się do przyrody i są misternie poukładanymi rebusami, które nie operują prostymi symbolami, tylko wręcz oniryczną metaforą. Brakuje jedynie uczucia i głębi. Wszystkie elementy, o których wspomniałem wcześniej to tylko forma, warsztat i kunszt. Odnaleźć, choć ułamek jakiejś ludzkiej emocji  w dziełach artystki zadaje się być niemożliwe. Wystawa „W Chmurach” to prezentacja sztuki, gdzie precyzja wyparła człowieka. Wernisaż, odbył się w Galerii Antresola przyciągając znane postaci koszalińskiej sztuki, m.in. Ewę Miśkiewicz - Żebrowską. Wiele osób gratulowało artystce świetnej wystawy. Do Jankowskiej  ustawił się dość spory „ogonek”, co jest rzadkim widokiem nawet na wernisażach jubileuszowych. Ekspozycja potrwa do 25 września.
9 Sierpnia 2014 godz. 9:50
Robert Kuliński
 

Barwy czarni i bieli

Do 1 września w Galerii Antresola można podziwiać fotografie Wojtka Szweja, koszalińskiego artysty, który właśnie ukończył 50 lat. Tytuł wystawy „Fifty/fifty” odwołuje się właśnie do jubileuszu fotografa. Jest rzeczą dziwną, że tak znana i szanowana postać w naszym mieście dopiero teraz ma w Koszalinie swoją indywidualną wystawę. To, że zdjęcia zaprezentują niebywały kunszt i często egzotyczne pejzaże nie było żadnym zaskoczeniem. Szwej dużą część swojego życia zawodowego spędził poza granicami Polski. Po ukończeniu kanadyjskich uczelni Sherbrooke i L'Université du Québec à Montréal, pracował m.in. dla L'Oreal – Canada, a także uczestniczył w wielu warsztatach w Europie i Stanach Zjednoczonych. Artysta zdecydował się na zaprezentowanie fotografii wyłącznie czarno-  białych, co w ostatnim czasie jest rzadkie, jeśli chodzi o przestrzenie galerii. Ten zabieg był strzałem w dziesiątkę. Dlaczego? Ponieważ  nawet najbardziej banalny temat zaprezentowany w  dwubarwnej kompozycji zdaje się być niezwykle interesujący. Zdjęcia zebrane na wystawie, wciągają i hipnotyzują. Fotografie wybrzeża Bałtyku w Mielnie, czy Unieściu, tak dobrze znane mieszkańcom Koszalina, zaskakują malowniczą przestrzenią. Pejzaże i detale zachwycają wyrazistością, a kilka portretów i aktów to absolutny majstersztyk – studium finezji i poruszającej wrażliwości.   Prace w naturalny sposób wymuszają na widzu podążanie w głąb „opowiadanej” historii. Świetna gra światłem i zderzenie mocnych kontrastów uwypuklają fantastyczny zmysł fotografa do wydobycia artystycznego sedna, nawet gdy tematem jest po prostu profil świńskiego ryja. Wernisaż odwiedziło wielu widzów. Przedstawiciele artystycznego fachu oraz sympatycy twórczości Szweja i przyjaciele fotografa tak szczelnie wypełnili niewielką przestrzeń galerii, że obejrzenie wszystkich zaprezentowanych prac było znacznie utrudnione. Podczas mowy wstępnej artysta opowiedział jak zaczęła się jego przygoda z fotografią.- Gdy miałem 16 otrzymałem od ojca aparat Zorka 4. Trafiłem do ogniska plastycznego i tam pod okiem mojego pierwszego nauczyciela Marka Jóźkowa poznawałem tajniki tej sztuki. Nie sądziłem wtedy, że z fotografią zwiążę się na całe życie. - Szwej podkreślił, że jego praca przybliżyła go do ludzi i świata. Wystawa powinna być obowiązkową pozycją dla wszystkich parających się fotografią i miłośników tej sztuki. Zdecydowanie polecamy. 
20 Lipca 2014 godz. 21:27
Robert Kuliński
 

Oceniali rasowe psy

Już po raz 50 – ty, na terenie stadionu „Gwardii”, odbyła się Krajowa Wystawa Psów Rasowych zorganizowana przez koszaliński oddział Polskiego Towarzystwa Kynologicznego. Koszalińska impreza jest jedna z ważniejszych w kraju i przyciąga  wielu hodowców  z całego świata. W tym roku zgłosiło się ponad 400 wystawców, a podziwiać można aż 647 czworonogów – mówi Aleksandra Zukal, przewodnicząca koszalińskiego oddziału PTK. - Przyjechali do nas hodowcy, m.in. z Rosji, Estonii. Wielkiej Brytanii, czy RPA. Niewątpliwa atrakcją  są rzadkie rasy- dodaje - takie jak hart afgański, entelbucher, czy nagi pies meksykański średni. Dziesięciu sędziów  oceniało psie wdzięki  w najróżniejszych kategoriach np. najpiękniejszy pies danej rasy. Ta nagroda jest dla hodowców  niezwykle ważna, gdyż według tego zależy miejsce w ogólnopolskim rankingu. Ważne jest zachowanie  cech  wzorcowych danej rasy, ale także ułożenie i charakter zwierzęcia. Oceny mają różne stopnie – tłumaczy Zukal – jeśli np. pies ugryzie jurora jest dyskwalifikowany, gdyż musimy eliminować osobniki agresywne z hodowli. Gdy zwierzę otrzyma taką  ocenę zostaje wykreślone z ewidencji hodowlanej. Inne kategorie to najpiękniejsze szczenię, najpiękniejszy junior i weteran oraz  finałowa atrakcja dla  publiczności, czyli wybory na Najpiękniejszego Pies Wystawy Koszalin 2014.Pomimo niesprzyjających warunków (upał był niezwykle doskwierający) publiczność chętnie  uczestniczyła w pokazach  psich piękności. Hodowcy robili co mogli, aby ulżyć czworonogom w upalnym skwarze. Niektórzy każdą chwilę przeznaczali na schronie się w cieniu, inni  przygotowali mokre ręczniki, którymi otulali swoich podopiecznych. Mimo niedogodności impreza się udała. 
25 Czerwca 2014 godz. 21:26
Robert Kuliński
 

Wysmyk pokazał Berlin

Co roku 13 młodych fotoreporterów z całego świata ma szansę dokumentować przebieg jednego z najważniejszych festiwali filmowych Europy - Berlinale. Karol Wysmyk, fotograf pochodzący z Koszalina, należy do grona szczęśliwców, którzy mieli okazję dostąpić takiego wyróżnienia. Wystawa w Galerii Region to fragment projektu „Close – Up”organizowanego przez galerię C/O Berlin w trakcie berlińskiego festiwalu. W ostatni dzień Berlinale Dieter Kosslick przygotowywana jest wystawa prezentująca zestaw najlepszych 10 zdjęć każdego z uczestników. Dziesięć fotografii Wysmyka  imponuje świetnym kadrem, wyczuciem chwili oraz  rzadko spotykanym talentem  do wyrażenia niezwykłych emocji. Portrety wcale nie przyciągają uwagi tym, że przedstawiają osoby znane, a energią, dynamiką i nastrojem. Są to obrazy o fantastycznej kompozycji przełamującej standardy  fotografii reporterskiej.Zaletą są duże formaty, gdyż zdjęcia monumentalnie prezentują to co najważniejsze, czyli emocje. Mankamentem jest jedynie jakość, gdyż fotografie zostały wydrukowane na banerach, a nie na papierze fotograficznym. Mimo to wystawa warta jest polecenia. Wernisaż, odwiedziło wielu widzów. W krótkiej mowie podczas przywitania autor wyjaśnił, że nie było wcale łatwo. „Kiedy przyjechaliśmy do hotelu otrzymaliśmy jedynie akredytacje i na tym wszelka pomoc się skończyła. Musieliśmy sobie radzić sami.” Wśród zebranej publiczności największe wrażenie zrobił portret Eriki Rabau, od lat pracującej jako oficjalny fotograf festiwalu Berlinale. Zdjęcie prezentuje nie tylko walory dokumentalne, ale jak dało się usłyszeć wśród rozmów zebranych widzów,  jest na wskroś prawdziwe, poruszające i piękne.  Wysmyk dokumentuje także  festiwal „Młodzi i Film”, według planów z zebranego materiału także  ma powstać wystawa. Ekspozycja „Berlinale” będzie czynna do 28 czerwca. Polecamy.
24 Czerwca 2014 godz. 20:56
Robert Kuliński
 

Zdjęcia pełne smutku

Wystawa fotografii studentów Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej z Łodzi, to propozycja nie tylko zachwycająca, ale także poruszająca. Jest to jedno z wydarzeń towarzyszący festiwalu „Młodzi i Film”. Ekspozycja „Cichogłośno” wymaga od widza  niebywałej wrażliwości i wytrzymałości, gdyż emocje zawarte w  kunsztownych kadrach młodych twórców, wprowadzają odbiorcę do intymnego i pełnego melancholii świata lęków. Czy dzisiejsza młodzież jest po prostu smutna? To pytanie pozostawmy otwarte dla tych, którzy wybiorą się na wystawę i odważnie skonfrontują się z wypowiedzią studentów. Tytuł „Cichogłosno” ma odwołać się przede wszystkim do tego, że cykl fotografii każdego z dziesięciorga artystów „mówi” w inny sposób. Prace Maurycego Stankiewicza i Marii Cieślak to dzieła wręcz krzyczące o bólu i samotności. Z kolei Magdalena Franczuk i Izabela Zdziebko prezentują subtelne, lecz pełne niepokoju kadry, jakby bazujące na podświadomych, pierwotnych symbolach strachu. Wystawa wymagająca ogromu skupienia. Nie dlatego, że jest nieczytelna, ale z powodu konieczności przestawiania się na skrajnie różne sposoby narracji. Od studyjnych kompozycji pełnych harmonii, po ujęcia emanujące niezwykłą ekspresją.   Wernisaż w Galerii Bałtyckiej odbył się przy skromnej liczbie publiczności. Wielka szkoda, że organizatorzy postanowili otworzyć wystawę w czasie, kiedy odbywają się seanse. Charakter Festiwalu jest zdecydowanie filmowy. Więc zrozumiałym jest fakt, że większość widzów  spędziła ten czas na sali kinowej. Inaugurację poprowadził Kuba Grabski, który z lubością namawiał mikropubliczność do zadawania pytań. Nie udało się jednak doprowadzić do ożywionej dyskusji. Szkoda, że ekspozycja jest potraktowana jako wydarzenie towarzyszące, bo znaczy to, że  ewentualni widzowie będą mieli czas na zapoznanie się z twórczością młodych artystów w przerwach między seansami. Nie są to prace, które przemówią w sposób błyskawiczny, więc mogą zwyczajnie zostać nieodczytane. Mimo to zdecydowanie warto przynajmniej spróbować zmierzyć się z niełatwą fotografią wystawy „Cichogłośno”. Ekspozycja potrwa do 28 czerwca.
4 Czerwca 2014 godz. 20:57
Robert Kuliński
 

Wesoła twórczość Group 4

Wystawa malarska artystów skupionych pod szyldem Group 4, prezentuje dzieła lekkie i z wyczuwalną nutą dowcipu. Różnorodność tematyki i technik, jest prezentacją indywidualnego rozwoju artystycznego każdego z twórców. Pomysłodawcą grupy jest Waldemar Jarosz artysta, pedagog i jeden z bardziej aktywnych animatorów w środowisku malarskim naszego miasta. Obecnie  szeregi  zespołu twórczego zasilają: Milena Szczepańska -  Zakrzewska i Elżbieta Stankiewicz. Choć skład grupy od 2002 roku uległ zmianom, to podstawowe założenia projektu pozostały nienaruszone. Głównym pomysłem na funkcjonowanie Group 4, jest coroczne organizowanie wystawy z gościem spoza koszalińskiego środowiska. W tym roku grupę zasilił Piotr Kosmal. Pochodzi ze Stargardu Szczecińskiego, ukończył Wydział Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Prowadzi galerię sztuki Sala 108 w Stargardzkim Centrum Kultury.Obrazy Zakrzewskiej wypełniają oszczędne kolorystycznie plamy oraz mnogość odrealnionych wizerunków zwierząt i przedmiotów codziennego użytku. Miniaturowe obiekty czasami układają się w rozbudowany ornament, przywodzący skojarzenia z twórczością ludową. Obrazy wciągają w baśniowy świat pełen pogody ducha. Podobnie prezentują się także prace Jarosza. Podobieństwo tyczy się jednak tylko kwestii nastroju, bo jest to malarstwo zupełnie inne. Geometryczne, dopracowane w każdym calu, abstrakcyjne kompozycje, tętnią żywą kolorystyką. Zestawienie kontrastujących barw i niekiedy ostrych jak brzytwa kształtów, sprawia wrażenie jakby płótna mieniły się migoczącym pulsem. Dzieje się dużo, ale obrazy nie męczą oka. Nastrajają niezwykle pozytywnie.Prace Satnkiewicz to obiekty z pogranicza płaskorzeźby i malarstwa. Tworzywem jest papier czerpany, na którym rozgrywa się dość stonowany spektakl linii, układających się w kształty inspirowane przyrodą. To bardzo uproszczone, odwołujące się do natury piktogramu symbole, gdzie kolor pełni jedynie funkcję akcentu. Najbardziej tradycyjne dzieła prezentuje Piotr Kosmal. To klasyczne pejzaże miast i widoków plenerowych, wykonane standardowymi technikami.Jednym ze stałych elementów wystaw Group 4 jest to, że każdy z autorów ma za zadanie wypowiedzieć się na określony temat. W tym roku wybór padł na hasło „Kogut”. Tu Zakrzewska błysnęła poczuciem humoru. Obok wizerunków zwierzęcia wykonanych przez pozostałych artystów, widnieje obraz talerza z rosołem.   Wernisaż odbył się w bardzo ciepłej atmosferze, klasycznie, bez żadnego performance'u. Widzowie nieśpiesznie przemierzali przestrzenie małej Galerii Antresola.   Ekspozycja nie jest tym czego można by się spodziewać po twórcach współczesnych. Nie ma tutaj tematów poruszających, czy wielce awangardowych rozwiązań formalnych. Zdaje się jakby artyści nie mieli zbyt wiele do powiedzenia. Wystawa jednak broni się tym, że zestawienie bardzo różnego malarstwa daje ciekawy ogląd na to, jak wiele może być sposobów wyrażenia artyzmu. To także swego rodzaju demonstracja, że sztuka nie zawsze musi o czymś krzyczeć. Może zwyczajnie opowiedzieć o czystej, nieskrępowanej radości tworzenia. Obcując z dziełami Grup 4 nie sposób powstrzymać się od uśmiechu, niekoniecznie pobłażliwego. Wystawę można oglądać do 30 czerwca w Galerii Antresola koszalińskiego Muzeum.