Konsolidacja Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie oraz Specjalistycznego Szpitala Gruźlicy i Chorób Płuc wydaje się dziś scenariuszem niemal przesądzonym. Formalnie ostateczna decyzja należy jeszcze do radnych Sejmiku Województwa Zachodniopomorskiego, którzy prawdopodobnie zajmą się sprawą podczas czerwcowego posiedzenia. Politycznie i organizacyjnie trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że projekt wszedł już na ostatnią prostą. Pytanie brzmi więc nie tyle: czy do połączenia dojdzie, ale raczej: jak zostanie ono przeprowadzone i czy uda się przekonać do niego tych, których dotyczy najbardziej, pacjentów i pracowników.
Na razie bowiem obok urzędowego języka analiz, opinii konsultantów i argumentów finansowych istnieje druga rzeczywistość: niepewność. Pracownicy obu placówek pytają o swoją przyszłość, pacjenci obawiają się o dostępność świadczeń, a mieszkańcy regionu chcą wiedzieć, czy po konsolidacji łatwiej będzie dostać się do lekarza, czy przeciwnie, system stanie się jeszcze bardziej skomplikowany.
Podczas sesji Rady Miejskiej dyskusję w tej sprawie rozpoczął Mateusz Moksik, szef wydziału zdrowia w Urzędzie Marszałkowskim w Szczecinie. Przedstawiając założenia konsolidacji, wskazywał przede wszystkim na opinie pozytywne, zarówno ze strony części organizacji związkowych, rad społecznych obu szpitali, środowiska akademickiego, konsultantów wojewódzkich, jak i Narodowego Funduszu Zdrowia. W jego ocenie połączenie lecznic może przynieść pacjentom konkretną korzyść: lepszą koordynację diagnostyki i leczenia, zwłaszcza w obszarze chorób płuc, onkologii, kardiologii i chorób wewnętrznych.
To właśnie argument medyczny jest dziś najmocniejszą kartą zwolenników konsolidacji. Szpital pulmonologiczny, choć wyspecjalizowany, funkcjonuje jako mniejsza jednostka, z ograniczeniami wynikającymi z braku zaplecza, które w nowoczesnej medycynie coraz częściej decyduje o bezpieczeństwie pacjenta. Chodzi między innymi o dostęp do oddziału intensywnej terapii, diagnostyki, konsultacji specjalistycznych i całodobowego zabezpieczenia.
W teorii połączenie z dużym szpitalem wieloprofilowym może te bariery zmniejszyć. W praktyce ma to oznaczać stworzenie silniejszego ośrodka medycznego, w którym pulmonologia nie będzie funkcjonowała obok reszty systemu, lecz w ścisłym powiązaniu z onkologią, kardiologią, diagnostyką i zapleczem intensywnej terapii. Dla pacjentów z chorobami układu oddechowego, w tym z podejrzeniem lub rozpoznaniem nowotworów płuc, może to mieć zasadnicze znaczenie.
W tym sensie konsolidacja nie jest przedstawiana jako likwidacja, lecz jako próba ratowania i wzmocnienia zakresu świadczeń. To ważne rozróżnienie, bo w debacie publicznej słowo „łączenie” bardzo często budzi skojarzenia z cięciami, redukcją etatów i zamykaniem oddziałów. Przedstawiciele samorządu województwa oraz dyrekcja Szpitala Wojewódzkiego zapewniają, że tym razem nie taki jest cel. Podkreślają, że oba szpitale nie dublują swojej działalności, a więc nie ma potrzeby prostego ograniczania struktur.
Bardziej dosadnie wypowiedział się w tej sprawie Piotr Sołtysiński, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie. - Możemy nie robić konsolidacji. Wówczas w perspektywie kilku, kilkunastu miesięcy mały szpital utraci stabilność finansową i organizacyjną. Może przejąć go też miasto. Spłaci 10 mln długu i co roku dokładać będzie około 2 milionów - mówił. Z tego powodu konsolidacja nie jest eksperymentem, lecz sposobem na zachowanie świadczeń dla mieszkańców Koszalina i wschodniej części województwa.
W tle są oczywiście pieniądze. I to nie jako poboczny argument, lecz jeden z głównych powodów, dla których temat konsolidacji wrócił z taką siłą. Z informacji przedstawionych przez Mateusza Moksika wynika, że sytuacja finansowa Specjalistycznego Szpitala Gruźlicy i Chorób Płuc w Koszalinie systematycznie się pogarsza. W 2021 roku placówka zakończyła rok stratą na poziomie około 670 tysięcy złotych. Rok później strata wzrosła do około 960 tysięcy złotych, w 2023 roku wyniosła około 970 tysięcy złotych, w 2024 roku przekroczyła 1,3 miliona złotych, a w 2025 roku sięgnęła już ponad 2,7 miliona złotych.
Jeszcze poważniej brzmią dane dotyczące zobowiązań wymagalnych, czyli takich, których termin płatności już minął. W 2021 roku miały one wynosić 0 zł, w 2022 roku około 150 tysięcy złotych, w 2023 roku około 800 tysięcy złotych, w 2024 roku około 170 tysięcy złotych, natomiast w 2025 roku wzrosły do około 2,7 miliona złotych. Przy budżecie niewielkiego szpitala takie wartości mogą już realnie zagrażać płynności finansowej placówki, a więc także stabilności wypłat, zakupów i codziennego funkcjonowania lecznicy.
To właśnie te liczby mają być jednym z najmocniejszych argumentów za połączeniem obu jednostek. Zwolennicy konsolidacji przekonują, że większy organizm szpitalny będzie miał większe możliwości finansowe. Lepszą pozycję w staraniach o środki zewnętrzne oraz większą odporność na wahania kosztów. Jako przykład podawano konkursy finansowane ze środków KPO. - Szpital Wojewódzki w Koszalinie miał uzyskać między innymi 12 milionów złotych na cyfryzację oraz kolejne ponad 12 milionów złotych w obszarze kardiologii, podczas gdy mniejszy szpital pulmonologiczny nie zdobył dofinansowania, mimo składanych wniosków m.in. na cyfryzację i onkologię.
Problem polega nie na braku kompetencji po stronie mniejszej placówki, lecz na ograniczeniach skali. Mały szpital, startując w ogólnopolskich konkursach, musi konkurować z dużo większymi podmiotami, które często uzyskują wyższą punktację. Po konsolidacji ta pozycja będzie mocniejsza. Dodatkową szansą może być także ministerialny program wspierający procesy konsolidacyjne, w ramach którego można ubiegać się o środki sięgające maksymalnie 70 milionów złotych. Władze województwa zastrzegają jednak, że w przypadku koszalińskiego połączenia trudno będzie prawdopodobnie uzyskać pełną pulę, ponieważ nie zakłada ono likwidacji oddziałów ani głębokiej restrukturyzacji, a jedynie konsolidację.
Po raz pierwszy publicznie przedstawiono powody konsolidacji. Brak komunikacji to największe wyzwanie dla władz województwa. Nie wystarczy przekonać radnych. Trzeba jeszcze przekonać ludzi. A tego nie da się zrobić wyłącznie językiem procedur, opinii i uchwał. Potrzebne są jasne komunikaty, spotkania i odpowiedzi na najprostsze pytania. Bo nawet najlepszy projekt organizacyjny może zostać społecznie źle przyjęty, jeśli będzie wyglądał na decyzję podjętą ponad głowami zainteresowanych.
Zwolennicy konsolidacji mają mocne argumenty: kompleksowość leczenia, dostęp do większego zaplecza, możliwość rozwoju diagnostyki, większe szanse na środki zewnętrzne, stabilizację zatrudnienia i utrzymanie świadczeń. Problem w tym, że w polskiej ochronie zdrowia pacjenci i pracownicy zbyt wiele razy słyszeli zapowiedzi reform, które w praktyce oznaczały dłuższe kolejki, chaos organizacyjny albo utratę lokalnego charakteru placówki.
Szczególnie ważny jest los pracowników szpitala pulmonologicznego. Zapewnienia o braku zwolnień brzmią uspokajająco, ale dla załogi najważniejsze będą nie deklaracje, lecz konkretne decyzje: gdzie znajdą się poszczególne komórki organizacyjne, jakie będą warunki pracy, kto będzie kierował oddziałami, czy utrzymany zostanie dotychczasowy charakter placówki i jak zmieni się codzienna organizacja pracy.
Nie mniej istotna jest perspektywa pacjentów. Dla nich konsolidacja nie może oznaczać jedynie zmiany szyldu, pieczątek i struktury administracyjnej. Jeżeli ma mieć sens, powinna przełożyć się na realną poprawę: sprawniejszą diagnostykę, krótszą ścieżkę od podejrzenia choroby do leczenia, łatwiejszy dostęp do konsultacji i większe bezpieczeństwo w przypadkach wymagających opieki wielospecjalistycznej.
Koszalin potrzebuje silnej, nowoczesnej i stabilnej ochrony zdrowia. Potrzebuje także specjalistycznej opieki pulmonologicznej, szczególnie w czasach, gdy diagnostyka chorób płuc i leczenie onkologiczne wymagają coraz lepszej koordynacji. Jeśli połączenie szpitali ma temu służyć, warto dać mu szansę. Ale ta szansa nie może być blankietem zaufania.
Bo w tej sprawie najważniejsze nie jest to, czy uda się sprawnie przeprowadzić uchwałę przez sejmik. Najważniejsze jest to, czy po konsolidacji pacjent z Koszalina, Sławna, Białogardu, Kołobrzegu czy Szczecinka rzeczywiście odczuje poprawę. Dopiero wtedy będzie można powiedzieć, że połączenie szpitali było nie tylko formalnością, ale decyzją słuszną.