Koszalin, Poland
KATEGORIA

Wideo

W Siłach Zbrojnych RP pracuje zaledwie 13 psychiatrów, a kondycja psychiczna to czasami dużo ważniejszy czynnik niż amunicja

Film Art za Newseria.pl - 7 Stycznia 2026 godz. 3:54
W Siłach Zbrojnych RP pracuje zaledwie 13 psychiatrów, a jeden psycholog pierwszej linii ma pod opieką średnio 825 żołnierzy, podczas gdy normy NATO przewidują maksymalnie 300–500 – wskazuje raport przygotowany pod egidą Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego. Eksperci ostrzegają, że tak duże dysproporcje mogą osłabiać odporność psychiczną armii. – Kondycja psychiczna to czasami dużo ważniejszy czynnik niż amunicja – ocenia płk dr n. med. Radosław Tworus z WIM–PIB. – Abyśmy mogli mówić o realnych problemach zdrowia psychicznego w siłach zbrojnych, to musielibyśmy prowadzić regularny monitoring stanu zdrowia psychicznego polskiej armii, a on nie jest prowadzony. Nie mieliśmy żadnych badań, które określałyby kondycję psychiczną polskiej armii, w tym żołnierzy, którzy realizują konkretne zadania na konkretnych odcinkach. Jest to istotny problem, który ułatwiałby i działania interwencyjne, i działania profilaktyczne. Nie można opierać wniosków wynikających z pojedynczych przypadków, które są przypadkami klinicznymi, bo one nie oddają rzeczywistego charakteru problemu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria płk dr n. med. Radosław Tworus, kierownik Kliniki Psychiatrii, Stresu Bojowego i Psychotraumatologii w Wojskowym Instytucie Medycznym – Państwowym Instytucie Badawczym (WIM–PIB).   Brak badań populacyjnych jest jedną z największych luk systemowych w zakresie zdrowia psychicznego personelu wojskowego. Oznacza to, że siły zbrojne nie dysponują wiedzą o skali ani strukturze problemów psychicznych, ich dynamice ani czynnikach ryzyka, co uniemożliwia planowanie profilaktyki i adekwatnych działań systemowych.   – W ramach Wojskowego Instytutu Medycznego chcielibyśmy zainicjować badania dotyczące oceny kondycji psychicznej polskiej armii, zresztą od dłuższego czasu taki problem był zgłaszany. Już w 2012 roku na jednej z sejmowych Komisji Obrony Narodowej profesor Stanisław Ilnicki, nieżyjący już założyciel i poprzedni szef kliniki, wnioskował o to, że takie badania są niezbędne, natomiast z różnych względów to nie zaistniało do dzisiaj – zauważa płk Radosław Tworus.   W przeciwieństwie do Polski część państw NATO prowadzi regularny monitoring zdrowia psychicznego żołnierzy. W Wielkiej Brytanii Ministerstwo Obrony co roku publikuje raport „UK Armed Forces Mental Health: Annual Statistics”, który wskazuje odsetek osób korzystających z pomocy medycznej z powodu problemów ze zdrowiem psychicznym. Z najnowszej edycji za 2024/2025 wynika, że z takiej pomocy skorzystało 12,3 proc. personelu brytyjskich sił zbrojnych, a 2 proc. wymagało specjalistycznej opieki psychiatrycznej lub psychologicznej. Najczęściej diagnozowano depresję, zaburzenia lękowe i adaptacyjne. Również Kanada prowadzi okresowe badania epidemiologiczne, co pozwala na śledzenie zmian w kondycji psychicznej żołnierzy w czasie i planowanie adekwatnych działań profilaktycznych i terapeutycznych.   – Przygotowanie psychologów jest w dużej mierze uzależnione od tego, czy mamy badania dotyczące stanu zdrowia psychicznego polskiej armii. Gdybyśmy takie badania mieli, moglibyśmy z pomocą psychologów tworzyć odpowiednie programy profilaktyczne, jak również programy przeciwdziałania różnym zdarzeniom, które w zwiększonym stopniu występują w populacji żołnierzy – ocenia ekspert WIM–PIB.   Raport „Przywrócić rangę, zatrzymać talenty – strategia rewitalizacji korpusu lekarzy Sił Zbrojnych RP. Diagnoza deficytów kadrowych oraz program reform strukturalnych wojskowej służby zdrowia”, przygotowany przez zespół niezależnych ekspertów pod przewodnictwem WIM–PIB, wskazuje, że choć Polska jest trzecią co do wielkości armią w Sojuszu Północnoatlantyckim, jednocześnie zmaga się z najpoważniejszym deficytem kadr medycznych wśród głównych kontrybutorów NATO. Jeden lekarz w polskim wojsku przy obecnym stanie liczebnym sił zbrojnych (ok. 216 tys. osób) zabezpiecza medycznie średnio 260–270 żołnierzy. Standard NATO zakłada proporcję 1:100.   Szczególnie krytyczna sytuacja dotyczy zabezpieczenia psychiatrycznego. W całych Siłach Zbrojnych RP służbę pełni 13 czynnych psychiatrów wojskowych, a 20 lekarzy odbywa specjalizację w tej dziedzinie. Przy takiej liczebności trudno zapewnić ciągłość opieki, prowadzenie działań profilaktycznych i reagowanie na rosnące potrzeby wynikające ze zwiększającej się liczebności wojska.   – Temat zaniedbań dotyczących zdrowia psychicznego w armii jest bardzo trudny, ponieważ mamy do czynienia ze specyficzną grupą społeczną, która jest z jednej strony nieduża, z drugiej strony bardzo prestiżowa. To wszystko powoduje, że jest na świeczniku, czyli że wszyscy się jej przyglądają. Każde zdarzenie dotyczące nieodpowiedniego zachowania żołnierza związanego ze zdrowiem psychicznym jest od razu szeroko komentowane w mediach. Zła opieka będzie skutkowała tym samym, co każda sytuacja niewłaściwego nadzoru nad pacjentem: od samobójstwa poczynając, poprzez różnego rodzaju zdarzenia związane z alkoholem, narkotykami, po przemoc w warunkach służby czy poza nimi, również przemoc domową – wymienia płk dr n. med. Radosław Tworus.   Konsekwencją deficytu jest systemowe przeciążenie służb psychologicznych, które przejmują rolę pierwszej – i często jedynej – linii wsparcia dla personelu wojskowego. Bezpośrednie wsparcie psychologiczne zapewnia obecnie 255 specjalistów, co przy obecnej liczebności sił zbrojnych przekłada się na wskaźnik 825 żołnierzy na jednego psychologa. Rekomendowane standardy NATO przewidują dostępność jednego specjalisty na 300–500 żołnierzy.   – Problemy zdrowia psychicznego żołnierzy, patrząc od strony klinicznej na tych, którzy są pacjentami, nie różnią się zapewne od problemów polskiego społeczeństwa. Najczęściej są to problemy emocjonalne, zaburzenia adaptacyjne, problemy z używaniem substancji psychoaktywnych i alkoholu. Nie jest to wbrew pozorom PTSD, ponieważ w tej chwili polscy żołnierze nie biorą już aktywnego udziału w działaniach wojennych, jak miało to miejsce w czasie misji w Afganistanie i Iraku – mówi ekspert.   Doświadczenia współczesnych konfliktów – w tym wojny w Ukrainie – pokazują, że długotrwałe obciążenie psychiczne żołnierzy może wpływać na ich zdolność podejmowania decyzji, efektywność bojową i spójność zespołów, dlatego armie państw NATO traktują odporność psychiczną jako element gotowości operacyjnej.   – Myślę, że kondycja psychiczna to czasami dużo ważniejszy czynnik niż amunicja. Jeśli wiemy, że żołnierze są w stanie dużego kryzysu psychicznego, związanego z przedłużającą się wojną, to już niewiele potrzeba, żeby szalę zwycięstwa przechylić na swoją stronę – podkreśla kierownik Kliniki Psychiatrii, Stresu Bojowego i Psychotraumatologii w WIM–PIB. – Znając kondycję psychiczną żołnierzy armii ukraińskiej, Rosja miałaby pełną informację, co jeszcze trzeba zrobić, żeby ją pokonać.   Raport Wojskowego Instytutu Medycznego zwraca uwagę także na przygotowanie pod kątem odporności psychicznej lekarzy wojskowych, którzy są jednocześnie żołnierzami, muszą więc spełniać wymagania fizyczne i psychiczne stawiane wojskowym na polu walki. NATO podkreśla, że przygotowanie mentalne personelu medycznego jest kluczowe – lekarz musi zachować sprawność w obliczu traumatycznych widoków i emocji towarzyszących współczesnemu polu walki. Dlatego też w szkoleniu coraz częściej uwzględnia się trening odporności psychicznej, scenariusze MASCAL (Mass Casualty Incident, czyli symulacje zdarzeń masowych) oraz elementy etyki medycznej na wojnie, w tym zasady podejmowania trudnych decyzji podczas segregacji rannych.

Morsy w Mielnie: mróz szczypie, słońce świeci, a Bałtyk… kusi

Film Art, fot. i film: Art - 6 Stycznia 2026 godz. 12:24
Są takie dni zimą, kiedy człowiek wychodzi z domu i pierwsza myśl brzmi: „Nie, dziękuję. Wrócę w kwietniu.” A potem patrzy na Mielno – na plażę skąpaną w słońcu, na skrzący się śnieg i lód, na fale, które nie robią żadnych wyjątków ani dla pesymistów, ani dla maruderów – i nagle okazuje się, że można inaczej. Bo w Mielnie zimą dzieje się coś, co wymyka się logice termosu i ciepłych kapci: morsy wchodzą do wody z uśmiechem, jakby odczuwalna temperatura -12°C była co najwyżej drobną niedogodnością. To zjawisko samo w sobie jest piękne. Nie tylko fotograficznie – choć trudno nie przyznać, że zimowe Mielno potrafi wyglądać bajkowo – ale przede wszystkim mentalnie. Zimno ma w sobie coś uczciwego: nie udaje, nie pudruje, nie kokietuje. Jest proste, ostre i natychmiastowe. A morsowanie jest na to odpowiedzią równie prostą: wchodzisz, oddychasz, wychodzisz – i nagle cały świat jest wyraźniejszy. Zimno odcina hałas, wyrzuca z głowy listę spraw, przypomina o ciele, o oddechu, o tym, że żyje się tu i teraz. Zimowe Mielno jako antidotum na „wieczny listopad” Mielno poza sezonem ma zupełnie inną energię. Znika wakacyjny zgiełk, stragany, ścisk na promenadzie. Zostają: wiatr, przestrzeń i spokój, który nie jest nudny, tylko kojący. A w tym spokoju pojawia się grupa ludzi w czapkach, rękawiczkach, czasem w fantazyjnych przebraniach, którzy nie pytają „po co?”, tylko mówią „chodź!”. I to jest chyba największy fenomen morsów: ich entuzjazm jest zaraźliwy. Bo morsowanie – wbrew temu, co sugerują internetowe memy – nie jest sportem ekstremalnym. To raczej styl bycia: trochę przekora, trochę radość, trochę wspólnota. W świecie, w którym większość rzeczy robimy samotnie (nawet w tłumie), morsy przypominają, że są aktywności, które najlepiej smakują, gdy robi się je razem. Ktoś poda rękę, ktoś krzyknie „dawaj!”, ktoś inny zaproponuje herbatę. W tym sensie morsowanie jest jak zimowa wersja ogniska – tylko zamiast ognia jest woda, a zamiast dymu jest para z ust. „Samba De Mielno” – bo zimą też może być karnawał A skoro już o wspólnocie mowa, to warto spojrzeć w kalendarz: już za niecały miesiąc odbędzie się 23. Międzynarodowy Zlot Morsów w Mielnie – w tym roku pod hasłem „Samba De Mielno”. Sama nazwa brzmi jak żart rzucony mrozowi prosto w twarz. I dobrze. Zlot morsów od lat jest dowodem na to, że polska zima nie musi być tylko szarością i narzekaniem. Może być kolorowa. Głośna. Przebrana. Może tańczyć. Organizatorzy zapowiadają, że prace nad wydarzeniem trwają, a na uczestników mają czekać atrakcje i niespodzianki. Z doświadczenia wiadomo, że „atrakcje” w przypadku Mielna to słowo bardzo pojemne: od klimatu karnawału, przez spotkania, parady i wspólne wejścia do wody, po towarzyski żywioł, który sprawia, że w lutym nad morzem człowiek czuje się jak na festiwalu – tylko w czapce i szlafroku. Po co to wszystko? Można oczywiście zapytać: po co ludzie wchodzą zimą do Bałtyku? Odpowiedzi będą różne: jedni powiedzą o hartowaniu, inni o endorfinach, jeszcze inni o zdrowiu i odporności. Ale jest też odpowiedź prostsza – dla radości. Dla przełamania rutyny. Dla poczucia, że można zrobić coś, co wydaje się niemożliwe, a potem wrócić do domu z głową lżejszą o kilka kilogramów stresu. W świecie, w którym wszystko ma być „użyteczne”, morsowanie jest trochę luksusem: robi się je dlatego, że można. Że jest pięknie. Że słońce świeci mimo mrozu. Że plaża w zimowej ciszy wygląda jak pocztówka, a człowiek w środku tej pocztówki czuje się – paradoksalnie – bardziej obecny. I dlatego patrząc na Mielno, na ten słoneczny, mroźny dzień z odczuwalną temperaturą -12°C, trudno nie pomyśleć: zima ma sens, jeśli potrafimy ją przeżyć z uśmiechem. A morsy? One nie tylko to potrafią. One robią z tego święto.

Wolontariat WOŚP 2026: zgłoś się wcześniej, bo limit miejsc się wyczerpuje

Film Ala za WOŚP Koszalin - 6 Stycznia 2026 godz. 10:00
Wolontariuszem 34. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy może zostać praktycznie każdy, kto chce pomóc – zarówno osoby pełnoletnie, jak i dzieci oraz młodzież (za zgodą opiekuna prawnego). Rejestracja odbywa się głównie przez platformę iWolontariusz WOŚP, a o przyjęciu decyduje lokalny sztab, który weryfikuje zgłoszenia i przygotowuje identyfikatory. Wolontariusz WOŚP Kiedy gra WOŚP? 34. Finał WOŚP odbędzie się 25 stycznia 2026 r. – wolontariusze kwestują wyłącznie w dniu Finału, w godzinach wskazanych przez Fundację.  Kto może zostać wolontariuszem? Zasada jest prosta: kwestować może osoba, która otrzyma identyfikator wolontariusza i zaplombowaną puszkę (lub inne dopuszczone narzędzia kwestowania) wydane przez WOŚP.  W przypadku osób niepełnoletnich obowiązują dodatkowe wymogi: niepełnoletni wolontariusz – oświadczenie musi podpisać także opiekun prawny; poniżej 16. roku życia – kwestowanie z puszką jest możliwe w towarzystwie osoby pełnoletniej, za zgodą opiekuna prawnego oraz szefa sztabu.  Jak się zapisać? Fundacja WOŚP wskazuje, że najszybsza jest rekrutacja online przez iWolontariusz – po założeniu konta i potwierdzeniu rejestracji wypełnia się formularz wolontariusza (m.in. dane osobowe i zdjęcie).  Możliwa jest też rekrutacja bezpośrednio w sztabie – szczególnie w przypadku osób niepełnoletnich, które powinny zgłaszać się z opiekunem prawnym.    „Nie zostawiajcie tego na ostatnią chwilę” Organizatorzy podkreślają, że aby zostać wolontariuszem, trzeba się pospieszyć. – Każdą zarejestrowaną osobę musimy sprawdzić, musimy jej wydrukować identyfikator – mówi Krzysztof Plewa. Zwraca też uwagę, że sztaby mają limity wolontariuszy. – W tym roku nasz sztab dostał limit 500 osób. Dlatego apelujemy do chętnych – zgłaszajcie się już dziś – dodaje. Za koordynację koszalińskich wolontariuszy odpowiada Magda Barańska, która kieruje apel szczególnie do szkół: – Czekamy na was! Macie czas do 15 stycznia.   Nie tylko osoby prywatne – mogą zgłaszać się też firmy i instytucje Do współpracy przy Finale mogą dołączać również firmy i instytucje – najczęściej w porozumieniu ze sztabem (np. w formule kwestowania online lub rozwiązań stacjonarnych, jeśli sztab je prowadzi). Regulaminy działań sztabów dopuszczają m.in. zbiórki elektroniczne i puszki stacjonarne w ramach działań sztabu.  Najważniejsze: bezpieczeństwo i zasady kwesty WOŚP przypomina też o podstawowych regułach: wolontariusze zbierają pieniądze w rejonie działania swojego sztabu i na ulicach (nie „pukając do drzwi”), a puszki nie wolno samodzielnie otwierać.  Wniosek jest prosty: jeśli chcesz zagrać z WOŚP w 2026 roku – zapisz się jak najszybciej, zanim sztab zamknie listy z powodu weryfikacji i limitów.  

DKF: „Wszystko w porządku” – jak długo da się udawać?

Film Ala, film: YT/Polski Zwiastun Kino - 5 Stycznia 2026 godz. 20:10
Dyskusyjny Klub Filmowy rozpoczyna 2026 rok od mocnego uderzenia. 6 stycznia o godz. 18.00 zaprasza do Kina Kryterium na seans filmu „Wszystko w porządku” – węgierskiego dramatu kryminalnego, który pod pozorem chłodnej, czarno-białej formy rozgrywa emocjonalny thriller o granicach lojalności i odpowiedzialności.  Czarno-biały obraz bywa w kinie wygodnym skrótem: sygnalizuje „poważną sprawę”, podkręca prestiż, czasem maskuje fabularne braki stylizacją. Bálint Dániel Sós wybiera jednak czarno-biel po to, żeby wbić klin w nasze przyzwyczajenia. Bo o ile kadr jest tu ascetycznie jednoznaczny, o tyle moralność – lepka, rozciągliwa i boleśnie ludzka. „Wszystko w porządku” to kryminalny dramat rodzinny, który udaje thriller, a w gruncie rzeczy jest grecką tragedią rozegraną na klatkach schodowych współczesnych instytucji: policji, szkoły, pracy, rodziny patchworkowej. I w tym udawaniu jest najbardziej prawdziwy. Punkt wyjścia Sósa jest prosty, niemal klasyczny. Sándor (Szabolcs Hajdu), wdowiec próbujący ułożyć sobie życie na nowo, wchodzi w związek, który ma dać jego dzieciom (i jemu samemu) drugi oddech. Podczas przyjęcia dochodzi do wypadku – z pozoru „nieszczęśliwego”, w istocie niepokojąco dwuznacznego. Sándor widzi więcej niż reszta i podejmuje decyzję, która uruchamia spiralę kłamstw: chronić syna czy chronić prawdę? Problem w tym, że to pytanie jest źle zadane. Film szybko podpowiada: można chronić syna przed prawem, a jednocześnie wystawić go na okrutniejszy wyrok – własnego sumienia, społecznej presji, rosnącej agresji i poczucia bezkarności. Sós ma rzadką umiejętność prowadzenia historii tak, by widz czuł, że moralny grunt usuwa mu się spod nóg, ale nigdy nie ma poczucia manipulacji. To kino napięcia budowanego nie pościgami, tylko spojrzeniami i niedopowiedzianymi zdaniami. W 85 minutach reżyser rozgrywa serię scen, które działają jak kolejne zaciśnięcia pętli: rozmowy z instytucjami, „życzliwe” rady znajomych, szkolne konflikty, próby utrzymania nowego związku w ryzach – wszystko to układa się w mapę świata, gdzie formalnie istnieją zasady, ale nikt nie ma narzędzi, by z nimi żyć. Prawo jest tu nie tyle opresyjne, co głuche; społeczeństwo nie tyle okrutne, co bezradnie żądne prostych winnych. Najmocniej film pracuje na relacji ojca i syna. Dénes (Ágoston Sáfrány) nie jest „dzieckiem z problemami” jak z poradnikowego dramatu. To chłopak w wieku granicznym – emocjonalnie jeszcze surowy, a już wystawiony na konsekwencje dorosłego świata. Jego agresja nie jest ozdobnikiem fabuły, tylko językiem, którego nauczyło go milczenie. Sándor z kolei nie jest ani potworem, ani świętym. Hajdu gra go z nerwem człowieka, który chce być dobrym ojcem, ale nie wie, jak nie być przy tym złym człowiekiem. Wybuchy złości, poniżające słowa, desperackie gesty „naprawiania” sytuacji – to wszystko boli, bo jest podszyte miłością, która nie umie znaleźć formy. To jedno z tych filmowych ojcostw, które nie prosi o rozgrzeszenie i przez to paradoksalnie porusza najmocniej. Czarno-biała estetyka nie jest tu tylko nastrojem – to narzędzie klaustrofobii. Kadry często trzymają bohaterów blisko, przy ścianach, w korytarzach, w pomieszczeniach, gdzie trudno oddychać. Świat wygląda jak labirynt z betonu i regulaminów, a postacie – jakby stale miały za plecami czyjeś oko. Montaż idzie za tym tempem: sceny potrafią urywać się w punkt, który zostawia nas z nieprzyjemnym „co ja bym zrobił?”. Film dzięki temu ogląda się błyskawicznie, niemal na jednym wdechu – i to jest jego wielka siła. Warto też docenić czarny humor, bo Sós używa go nie po to, by rozładować napięcie, tylko by je podkręcić. Śmiech pojawia się w momentach, gdy człowiek śmieje się z rozpędu – a sekundę później orientuje się, że śmieje się z czegoś, czego nie da się naprawić. Ten rodzaj komizmu jest tu moralnym papierkiem lakmusowym: jeśli śmieszy cię za bardzo, film pyta, czy już przypadkiem nie przesunąłeś własnej granicy. Nie jest to jednak dzieło idealne. W pewnym momencie film zdaje się działać jak precyzyjna maszyna do eskalacji: kolejne komplikacje wpadają jedna po drugiej, aż zaczynamy bardziej podziwiać konstrukcję niż przeżywać sytuację. Można też odczuć, że finał – choć celowo nie domyka wszystkich pytań – zostawia lekki niedosyt: jakby reżyser w ostatnich minutach bardziej ufał efektowi „zostawmy widza z dylematem” niż własnym, wcześniej zbudowanym emocjom. To niedociągnięcie nie przekreśla całości, ale sprawia, że film bardziej pamięta się jako intensywne doświadczenie niż jako historia, do której wraca się myślami w detalach. Mimo tego „Wszystko w porządku” broni się tym, co w kinie moralnego niepokoju najcenniejsze: nie wygłasza tez, tylko wciąga w odpowiedzialność. Nie mówi: „kłamstwo ma krótkie nogi”. Mówi raczej: „kłamstwo bywa protezą, na której da się dojść daleko – tylko nie wiadomo, gdzie po drodze zgubisz człowieczeństwo”. To film o rodzicielstwie jako polu minowym, o miłości, która może stać się wymówką, i o normach społecznych, które pięknie wyglądają na papierze, dopóki nie trzeba ich zastosować wobec własnego dziecka. A tytuł? „Wszystko w porządku” brzmi tu jak zaklęcie powtarzane po to, żeby nie usłyszeć trzasku pękającego świata. I właśnie dlatego działa: bo w tym filmie najstraszniejsze nie jest to, co się stało, tylko jak długo bohaterowie – i my razem z nimi – potrafimy udawać, że da się to „jakoś” unieść. Po projekcji tradycyjnie zapraszamy na dyskusję w ramach DKF. Seans DKF: „Wszystko w porządku” 6 stycznia 2026 (wtorek) godz. 18.00 Kino Kryterium Bilety: 15 zł – jednorazowy 12 zł – w karnecie Do zobaczenia w Kinie Kryterium!  

Wreszcie dobry czas na sanki! „Jeszcze jeden zjazd!!”

Film Art, film: Art - 4 Stycznia 2026 godz. 15:51
W Koszalinie wreszcie zrobiło się naprawdę zimowo. Po dniach czekania na „prawdziwą” aurę spadł śnieg, a osiedlowe górki, skarpy w parkach i okolice Góry Chełmskiej szybko zamieniły się w naturalne tory saneczkowe. Sanki, ślizgi, jabłuszka i worki zastąpiły spacerowe tempo – dziś to dzieci (i nie tylko) dyktują rytm zimy. Zimowa radość wróciła na osiedla Wystarczyło kilkanaście godzin opadów, by na popularnych zjazdach pojawiły się całe rodziny. Jedni przychodzą „na chwilę”, inni zostają na długo – bo kiedy śnieg jest świeży, a mróz trzyma, każdy zjazd smakuje podwójnie. Na górkach słychać śmiech, okrzyki i charakterystyczne szuranie płóz po śniegu – znak, że sezon saneczkowy w końcu ruszył. Uwaga: intensywne opady i wiatr Zimowa aura ma jednak także drugą stronę. Dla Koszalina obowiązują ostrzeżenia IMGW dotyczące intensywnych opadów śniegu (prognozowany przyrost pokrywy nawet 30–50 cm, punktowo więcej) oraz zawiei i zamieci śnieżnych – do poniedziałku rano. Dodatkowo prognozowany jest silny wiatr w porywach do ok. 85 km/h, który może szybko pogarszać widoczność i warunki na drogach. Bezpieczne sanki? Kilka prostych zasad Jeśli wybieracie się na górki, warto pamiętać o podstawach wybierajcie miejsca z dala od ulic i parkingów, najlepiej z „wybiegiem” na płaskim, kaski narciarskie/rowerowe dla dzieci to naprawdę dobry pomysł, po zmroku zadbajcie o elementy odblaskowe i latarki, przy silnym wietrze uważajcie na drzewa i gałęzie. Jedno jest pewne: Koszalin złapał zimowy oddech, a gdy śnieg dopisuje, dziecięce „jeszcze jeden zjazd!” słychać w całym mieście.

Po śnieżnym chaosie na peronie w Mławie. Black Hawk nad torami, a PKP PLK wydały komunikat

Film Art, fot.PKP, film Polska Policja - 4 Stycznia 2026 godz. 5:50
Wczoraj w sieci pojawiły się relacje podróżnych z Mławy, gdzie – jak opisują – na peronie panowały bardzo trudne warunki, a zalegający śnieg znacząco utrudniał poruszanie się i oczekiwanie na pociągi. Po tych sygnałach oglądaliśmy spektakularna akcje "powietrznego odśnieżania" w wykonaniu policyjnego Black Hawk, a PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. opublikowały oficjalny komunikat dotyczący przygotowania infrastruktury kolejowej na pogorszenie pogody na północy kraju. PLK: „Służby gotowe na trudne warunki pogodowe” W komunikacie z 3 stycznia 2026 r. PKP PLK informują, że dyspozytorzy na bieżąco monitorują ostrzeżenia meteorologiczne, a w związku z prognozami zmobilizowano dodatkowe siły. Jak podano, w Warszawie, Szczecinie i Gdańsku działają regionalne zespoły kryzysowe, a w stałej gotowości pozostają: drużyny szybkiego usuwania usterek, maszyny do odśnieżania i pociągi sieciowe. Dodatkowo w Ełku, Iławie, Wejherowie i Białogardzie zabezpieczono lokomotywy osłonowe, które mogą zostać użyte w razie problemów na trasach. Patrole na liniach i kontrole peronów PKP PLK przekazują również, że na liniach kolejowych prowadzone są jazdy patrolowe, których celem jest utrzymanie przejezdności. Regularnie kontrolowany ma być także stan peronów na stacjach i przystankach – co bezpośrednio odnosi się do zgłoszeń pasażerów dotyczących warunków oczekiwania na pociągi. Drzewa pod balastem śniegu W czasie intensywnych opadów i wiatru śnieg staje się dla drzew „balastem”. Obciąża gałęzie i pnie, powoduje pochylanie, łamanie, a nawet przewracanie drzew w stronę torów oraz na sieć trakcyjną. Skutek bywa natychmiastowy: zatarasowane tory, uszkodzona infrastruktura i wstrzymany ruch pociągów, a w konsekwencji kłopoty dla pasażerów. Operacja pod pełną kontrolą Takie „odśnieżanie z powietrza” odbywa się w kontrolowanych warunkach i bez ruchu kolejowego. To kluczowe: nawet jeśli podczas przelotu złamie się gałąź i spadnie na tory, służby mogą natychmiast zareagować, bo linia jest wyłączona z ruchu na czas działań.  PKP PLK podkreślają też, że śmigłowiec pomaga nie tylko strącać śnieg, ale również monitorować teren i wskazywać miejsca, gdzie trzeba podjąć pilne prace. Wydarzenia Interia Metoda sprawdzona za granicą Choć dla wielu osób w Polsce to nowość, podobne rozwiązania nie są wymysłem „na pokaz”. Tego typu oczyszczanie drzew ze śniegu stosuje się także w innych krajach – m.in. w Austrii i Norwegii.  „Nie tylko helikopter, ale i przepisy” Ważny głos w tej sprawie zabrał wiceminister infrastruktury Piotr Malepszak, wskazując, że obok doraźnych działań potrzebne są też rozwiązania systemowe: „Nie tylko helikopter, ale i przepisy powinny wspierać polską kolej walczącą z ryzykiem powalonych na linie drzew. To ryzyko należy bezwzględnie ograniczyć. Powrót do przepisów sprzed 2019 r., aby wycinać pas drzew 15 m od torów z każdej strony jest konieczny”. Gdzie sprawdzać opóźnienia i ruch pociągów? Spółka przypomina, że bieżące informacje o kursowaniu pociągów są dostępne: w aplikacji oraz na stronie Portal Pasażera:  www.portalpasazera.pl. „Widzisz nieodśnieżony peron? Zgłoś go” W komunikacie pojawia się też jasny apel do podróżnych: jeśli ktoś natrafi na nieodśnieżony peron, może zgłosić problem przez narzędzie „Sprawny peron”  – dostępne przez aplikację lub stronę internetową. Zima testuje system Intensywne opady śniegu i silny wiatr potrafią szybko zmienić warunki na peronach i przejazdach kolejowych. Sytuacja z Mławy pokazuje, że nawet przy deklarowanej gotowości służb, kluczowe jest tempo reakcji w konkretnych lokalizacjach – zwłaszcza tam, gdzie ruch pasażerski jest duży, a warunki stają się uciążliwe i potencjalnie niebezpieczne.