Koszalin, Poland
KATEGORIA

Wideo

Głos Młodych - Ma znaczenie. Stop Hejt – młodzieżowy apel o szacunek

Film Ala, film: FB/CK105 Koszalin - 1 Kwietnia 2026 godz. 20:22
10 kwietnia 2026 roku o godz. 10:00 w sali widowiskowej Centrum Kultury 105 w Koszalinie odbędzie się wydarzenie pod hasłem „Głos Młodych – Ma Znaczenie | Stop Hejt”. Organizatorzy zapraszają przede wszystkim uczniów szkół ponadpodstawowych i wszystkich, którym nie jest obojętne, jak młodzi ludzie radzą sobie z mową nienawiści. Spotkanie ma podkreślić, że głos młodzieży powinien być słyszalny i ważny w dyskusji o hejcie, a udział w nim jest bezpłatny. Program wydarzenia połączy sztukę i refleksję. Na początek widzowie obejrzą premierę warsztatowej etiudy filmowej „Crescendo”, przygotowanej przez uczniów I Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Dubois w Koszalinie w ramach I Koszalińskich Warsztatów Filmowych 2025. Film powstał pod opieką instruktorów Centrum Kultury 105 i opowiada o poszukiwaniu własnego głosu oraz solidarności w walce z hejtem. Po projekcji organizatorzy zaplanowali panel dyskusyjny „Stop Hejt”, podczas którego zaproszeni eksperci będą rozmawiać o hejcie, emocjach, odpowiedzialności i zdrowiu psychicznym. Moderatorem panelu będzie Tomasz Stępniak – nauczyciel, pedagog i animator kultury, a jego gośćmi mają być m.in. przedstawiciele władz miasta, pedagodzy, psychologowie i młodzi radni, którzy wspólnie poszukają sposobów radzenia sobie z przemocą słowną. Inicjatywa „Głos Młodych – Ma Znaczenie | Stop Hejt” współtworzona jest przez Młodzieżową Radę Miasta Koszalina i Centrum Kultury 105. Organizatorzy podkreślają, że jest to wydarzenie otwarte: można po prostu przyjść, posłuchać i zabrać głos. Jego celem jest pokazanie, że odwaga, aby mówić własnym głosem, i wzajemne wsparcie są skutecznym antidotum na hejt – zarówno w świecie offline, jak i w mediach społecznościowych

Koszalin przyszłości: Delfiny, torowisko, tunel do Mielna i filia PANS w Honolulu

Film Art, fot. FB - 1 Kwietnia 2026 godz. 8:43
Koszalin czeka prawdziwy skok cywilizacyjny. I to taki, przy którym dotychczasowe inwestycje mogą wyglądać co najwyżej jak rozgrzewka. Na pierwszy plan wysuwa się bez wątpienia Wodna Dolina, gdzie, ku zaskoczeniu spacerowiczów pojawiły się… delfiny. Trzy ssaki miały zostać zauważone w zbiorniku, wzbudzając zachwyt mieszkańców i pytania o to, czy Koszalin właśnie zyskał najbardziej nieoczekiwaną atrakcję turystyczną w regionie. Jedni mówią o ekologicznej sensacji, inni o znaku, że miasto naprawdę wchodzi na nowy poziom. Prima aprilis ma tę przewagę nad codziennością, że niczego nie musi udowadniać. Nie potrzebuje studium wykonalności, konsultacji społecznych, opinii komisji ani trzech przesuniętych terminów. Wystarczy grafika, kilka zdań i odrobina tupetu. A potem dzieje się rzecz najciekawsza: ludzie zaczynają żałować, że to tylko żart. I właśnie to jest w tym wszystkim najbardziej kompromitujące. Nie dla autorów primaaprilisowych postów. Dla rzeczywistości. Bo kiedy czytamy o delfinach w Wodnej Dolinie w Koszalinie, pierwszą reakcją powinien być śmiech. I owszem, jest śmiech. Ale tuż za nim pojawia się coś znacznie bardziej kłopotliwego: myśl, że skoro nie możemy liczyć na sensowne cuda infrastrukturalne, to może chociaż fauna zrobi nam trochę promocji miasta. Delfiny w Koszalinie? Absurd. Ale przynajmniej malowniczy. A przecież dziś nawet przeciętna rewitalizacja bywa mniej widowiskowa. Podobny wdzięk miała wiadomość o tym, że PANS w Koszalinie otwiera filię w Honolulu. Doskonałe. Przynajmniej ktoś w tym regionie miałby wreszcie połączenie ze światem, i to bez przesiadki mentalnej. Uczelnia na Hawajach brzmi niedorzecznie, ale proszę uczciwie przyznać: w czasach, gdy od młodych ludzi oczekuje się mobilności, odporności psychicznej, elastyczności i gotowości do życia w permanentnej prowizorce, kampus na Pacyfiku nie wydaje się aż tak oderwany od realiów. Jest tylko bardziej atrakcyjny wizualnie. Piękne było też wyjaśnienie sprawy wycinki drzew na osiedlu Unii Europejskiej, gdzie miałby powstać zbiornik retencyjny, może kajaki, a może nawet kąpielisko. I znów: żart, ale z gatunku tych szczególnie niewygodnych. Bo nagle okazuje się, że nawet prima aprilis potrafi zaproponować bardziej nowoczeszne myślenie o mieście niż część całorocznych debat. Gospodarka wodą? Adaptacja do zmian klimatu? Rekreacja dla mieszkańców? Wszystko w jednym? W normalnych warunkach taki pomysł dostałby łatkę „ambitny”. Pierwszego kwietnia dostał lajki i płaczące ze śmiechu emotikony. Czyli mniej więcej tyle samo, ile zwykle dostaje zdrowy rozsądek. A potem wjeżdża on: lokalny święty Graal, czyli zielony transport. Torowisko na ul. Zwycięstwa, od centrum po Górę Chełmską. I nagle wielu mieszkańców zamiast parsknąć śmiechem, zapewne zrobiło to, co robią wszyscy doświadczeni obywatele: przez chwilę uwierzyli. Nie dlatego, że są naiwni. Dlatego, że są spragnieni czegokolwiek, co nie jest kolejną opowieścią o korkach, rozkopanej ulicy i dumnie przecinanej wstędze przy inwestycji, z której potem nikt nie korzysta tak, jak zapowiadano. Prima aprilis bywa okrutny, bo bardzo często pokazuje nam nie fantazję, tylko listę zaniedbanych potrzeb. Podobnie Szczecin i ruchome schody na Wałach Chrobrego. Oczywiście, że to brzmi jak żart. Ale po chwili dochodzi do człowieka, że właściwie dlaczego nie? Ułatwienie dla seniorów, turystów, osób z ograniczoną mobilnością. Czyli znowu: coś śmiesznego tylko dlatego, że nikt wcześniej nie potraktował tego wystarczająco serio. Najlepsze primaaprilisowe pomysły są właśnie takie — śmieszne nie z powodu absurdu, lecz dlatego, że zbyt mocno przypominają normalność, której nie udało się dowieźć. Osobną kategorią są oczywiście zwierzęta. Delfiny, lama, potworna ryba z Chłopów. Polska lokalna kocha w prima aprilis dwa żywioły: wielkie inwestycje i niespodziewaną zwierzynę. Jedno i drugie ma tę zaletę, że natychmiast przyciąga uwagę i przez chwilę pozwala mieszkańcom uwierzyć, że dzieje się coś niezwykłego. Nawet jeśli nie jest to nic więcej niż lama pod urzędem albo mors zastąpiony wielkanocnym zajączkiem. Swoją drogą, może to jest kierunek dla marketingu terytorialnego: skoro nie zawsze umiemy zbudować atrakcję, to przynajmniej możemy ją zmyślić. Najbardziej poruszające w tych wszystkich primaaprilisowych wrzutkach jest jednak to charakterystyczne zbiorowe westchnienie. „Szkoda, że to nieprawda”. To zdanie powraca co roku jak refren i mówi o naszym życiu lokalnym więcej niż niejeden raport strategiczny. Bo ono nie dotyczy marzeń o luksusie. Nikt nie wzdycha przecież dlatego, że nie będzie delfinarium pod ratuszem. Wzdychamy, bo za żartem często kryje się coś boleśnie prostego: sprawniejszy transport, lepsza dostępność, ciekawsza przestrzeń publiczna, odrobina rozmachu, czasem choćby odrobina wyobraźni. I tu dochodzimy do sedna. Prima aprilis to jedyny dzień w roku, gdy samorządowy internet pozwala sobie na śmiałość. Nagle wszystko staje się możliwe: wraca kolej, powstają schody, buduje się torowiska, miasta zyskują egzotyczne zwierzęta, a uczelnie kolonizują Honolulu. Przez kilka godzin lokalne profile mówią do mieszkańców językiem fantazji, lekkości i dystansu. I co najgorsze — wychodzi im to całkiem dobrze. Czasem lepiej niż oficjalna komunikacja przez pozostałe 364 dni, kiedy dowiadujemy się głównie, że „trwają prace”, „analizowane są możliwości” i „o postępach będziemy informować”. Nie, prima aprilis nie jest tylko dniem żartów. To coroczny przegląd niespełnionych ambicji. Taki festiwal lokalnych tęsknot opakowanych w emotikony. Śmiejemy się z ruchomych chodników, kolei, schodów, torowisk i kąpielisk, bo wiemy, że gdyby ktoś naprawdę chciał to zrobić, musiałby wykazać się czymś skrajnie dziś rzadkim — wizją. A wizja, jak wiadomo, jest u nas mile widziana głównie w formie grafiki na Facebooku. Najlepiej opublikowanej 1 kwietnia. Następnego dnia wszystko wraca do normy. Delfiny odpływają, torowiska znikają, kolej ponownie pozostaje wspomnieniem, a mieszkańcy wracają do swojej dobrze znanej specjalności: umiarkowanego entuzjazmu wobec kolejnych „ważnych kroków” i „historycznych momentów”, po których zwykle zostaje tablica informacyjna, trochę błota i kilka zdjęć do archiwum. A jednak coś po tych żartach zostaje. Lekki niesmak. Bo okazuje się, że najciekawsze pomysły na rozwój miast i gmin nadal rodzą się nie podczas debat, nie na sesjach, nie w strategiach, tylko w prima aprilis. Tam, gdzie wolno puścić wodze fantazji, ludzie nagle projektują miejsca wygodniejsze, ciekawsze i bardziej nowoczesne niż te, które próbujemy urządzać na serio. I może właśnie dlatego pierwszy kwietnia jest tak przewrotnie smutny. To jedyny dzień, w którym lokalna wyobraźnia naprawdę rusza z miejsca. Szkoda tylko, że nazajutrz znowu trzeba ją zatrzymać. Zapraszamy do obejrzenia prima aprilisowych postów:      Koszalin centrum Pomorza: Delfiny w Koszalinie?!  Tak, dobrze widzicie – 3 delfiny pojawiły się w Wodnej Dolinie! 🌊 Nie wiadomo, skąd się wzięły… eksperymenty ekologiczne? Tajemnicza migracja? 🤔 Prosimy o zachowanie spokoju i nie dokarmianie naszych nowych mieszkańców 🙂   PANS Koszalin: 𝐖𝐈𝐄𝐋𝐊𝐈 𝐏𝐑𝐙𝐄Ł𝐎𝐌: 𝐏𝐀𝐍𝐒 𝐰 𝐊𝐨𝐬𝐳𝐚𝐥𝐢𝐧𝐢𝐞 𝐏𝐎𝐃𝐁𝐈𝐉𝐀 𝐏𝐀𝐂𝐘𝐅𝐈𝐊! 🌴 🎉Mamy to‼️ Z radością ogłaszamy, że od roku akademickiego 2026/27 otwieramy naszą pierwszą zagraniczną filię PANS w Koszalinie 𝐇𝐨𝐧𝐨𝐥𝐮𝐥𝐮 𝐂𝐚𝐦𝐩𝐮𝐬! 🌺 🏝️Dlaczego Hawaje? 🏄‍♀️ To proste: Uznaliśmy, że skoro nasi studenci potrafią przetrwać wiatr od morza na przystanku przy Leśnej, to huragan na Pacyfiku będzie dla nich tylko „lekką bryzą” 🌊 🌴PANS w Koszalinie – u nas nauka nie zna granic i stref czasowych.   Osiedle Unii Europejskiej: Mamy ostateczne wyjaśnienie sprawy wycinki drzew 🌳 u zbiegu ul. Holenderskiej🇳🇱 i Irlandzkiej🇮🇪 . 😲😱 Na skutek zachodzących zmian klimatu; z jednej strony niedoboru wody💦 z drugiej coraz częstrzych opadów nawalnych 🌧️ władze miasta w porozumieniu z Radą Osiedla UE 🇪🇺 zdecydowały o zmianie charakteru tego tereniu. Powstanie tam zbiornik retencyjny zbierający wodę z całego osiedla UE oraz części osiedla północ. W ten sposób przy okazji stworzony zostanie piękny teren rekreacyjny dla mieszkańców naszego osiedla. Kto wie czy nie pojawią się tam kajaki a może powstanie nawet kąpielisko . 🥰🏊🚣‍♀️ Do sprawy wrócimy, to ważna i potrzebna ☝️ inwestycja na naszym osiedlu, trzymamy kciuki za powodzenie tej inwestycji. 🤞😁     Andrzej Jakubowski: Z ostatniej chwili, w pasie rozdziału jezdni na ul. Zwycięstwa pojawi się torowisko Centrum -Góra Chełmska. Nareszcie „Zielony transport”. Pierwotnie Ratusz zdecydował o budowie Ronda Centrum, jednak szansa na pozyskanie funduszy umożliwia budowę nowoczesnego skrzyżowania na miarę stolicy Pomorza Środkowego. Nareszcie dobre pomysły u naszych włodarzy.    Darłovia Darłowo:  Stadion w Darłowie im. Zbigniewa Bońka! Jakiś czas temu (w ubiegłym roku) zwróciliśmy się do naszego legendarnego reprezentanta z takim pomysłem i o takiej treści.   Szanowny Panie Prezesie! Mam zaszczyt reprezentować Miejski Klub Sportowy Darłovia Darłowo. Klub z małej nadmorskiej miejscowości, ale o wielkim sercu do piłki nożnej i piękną futbolową historią. W tym roku świętujemy swoje 75-lecie istnienia. Aktualnie zespół seniorski rozgrywa spotkania na poziomie IV ligi Zachodniopomorskiego Związku Piłki Nożnej. Ja objąłem swoją posadę prezesa w czerwcu br. i wraz z nowym zarządem dokonujemy wszelkich starań, aby nasza miłość do „trójkolorowych” z Królewskiego Miasta Darłowo przełożyła się na sukces i propagowanie zdrowego stylu życia, poprzez najpopularniejszą dyscyplinę na świecie. Powołaliśmy i reaktywowaliśmy także w tym roku grupy młodzieżowe „trampkarz” i „junior”, które już w swoich ligach osiągają jedne z najlepszych wyników. Z początkiem nowego roku powołamy także sekcje „młodzik”.     Zwiedzaj Mielno: Ponad 2 metry długości. Paszcza jak z horroru. Ryba, jakiej nikt tu wcześniej nie widział 🐟 Tak dziwne stworzenie wyłowiła w nocy doświadczona ekipa rybaków z Chłopów. Mieszkańcy mówią o diable morskim. Inni, że ryba mogła przypłynąć wraz z wodami Morza Północnego. Jedno jest pewne… Bałtyk się zmienia. A pojawienie się tak egzotycznych gatunków może oznaczać czystszą wodę, lepsze natlenienie i zmiany, które dopiero zaczynamy zauważać.      DSI - Drawskie Strony Internetowe: Wielka poranna awaria. Nagle wielkie odkrycie podczas prac drogowych. Powiat drawski nowym Kuwejtem? Podczas rutynowych prac ziemnych w centrum Drawska Pomorskiego doszło do odkrycia, które zelektryzowało mieszkańców i władze samorządowe. Wstępne ekspertyzy wskazują na obecność bogatych złóż substancji ropopochodnych bezpośrednio pod strukturą miasta. Czy powiat drawski czeka nagły wzrost zamożności i rewolucja gospodarcza?     Spotted Sianów:  Ktoś wie co tam się wydarzyło nad ranem w naszym parku? Nas rozbawił komentarz: VioletRabbit5940 Ktoś po pijaku zderzył sie z rzeczywistością      SzczecinPortal.pl 💡 Ruchome schody na Wałach Chrobrego przegłosowane. Miasto zapowiada ważną zmianę dla pieszych! Rada Miasta Szczecin przegłosowała projekt budowy ruchomych schodów na Wałach Chrobrego. Inwestycja ma poprawić dostępność jednego z najbardziej uczęszczanych punktów w mieście i ułatwić poruszanie się mieszkańcom, turystom, seniorom oraz osobom z ograniczoną mobilnością.  Zgodnie z założeniami ruchome schody mają powstać w centralnej części Wałów i połączyć dolny taras z górnym poziomem reprezentacyjnej promenady. Jak podkreślono podczas obrad, rozwiązanie ma odciążyć istniejące ciągi piesze i zwiększyć komfort poruszania się w tej części Szczecina.  Szczegóły inwestycji, w tym harmonogram prac i wstępny koszt realizacji, mają zostać przedstawione po zakończeniu etapu projektowego. W poście wizualizacja projektu.     Mirosławiec Moje Miasto 🐾 Przed Urzędem i w mieście widzieliśmy już wiele…Były pieski 🐕, kotki 🐈, zdarzały się kozy 🐐, a nawet konie 🐎 Ale dziś rano pojawił się ktoś wyjątkowy… 🦙 Lama 😄 Spacerowała spokojnie w okolicach samolotu, wzbudzając spore zainteresowanie przechodniów 😅 👉 Na szczęście eksponaty pozostały bezpieczne, ale sytuacja wywołała sporo uśmiechów 😁 Prosimy o zachowanie ostrożności i niedokarmianie „gościa”    Gdańsk w obiektywie Sensacja w Gdańsku! Przemalowano słynnego Zieleniaka na biało ! Jak teraz będzie nazywał się ten charakterystyczny budynek      Gmina Drawno: Gmina Drawno 🚆 Dziś o poranku rozpoczęły się pierwsze testy na linii kolejowej Drawno – Kalisz Pomorski! Pierwszy skład testowy pojawił się na trasie już we wczesnych godzinach, przejeżdżając przez Drawno i sprawdzając stan infrastruktury oraz przygotowanie linii do ruchu pasażerskiego 👀 To ważny moment dla naszego regionu – wszystko wskazuje na to, że prace idą pełną parą, a powrót regularnych połączeń kolejowych staje się coraz bardziej realny. 📍 Czy ktoś z Was widział dziś pociąg na trasie? Podzielcie się wrażeniami lub zdjęciami w komentarzach!   Gmina Mielno Zauważyliście, że od ok. tygodnia w różnych miejscach gminy zaczęły pojawiać się duże, kolorowe pisanki?🤔 W końcu możemy wyjawić, że to element większej akcji, której najważniejszym punktem jest nowa rzeźba zajączka wielkanocnego 🐰 zamontowana w miejscu znanego wszystkim mieleńskiego morsa 🙌 Jednocześnie chcemy wszystkich zaniepokojonych brakiem morsa uspokoić - zajączek zostanie z nami tylko przez tydzień. Dlatego jeśli chcecie zrobić sobie z nim zdjecie, musicie się pospieszyć      

„Bez wyjścia” w Kino Kryterium. Kolejne spotkanie Dyskusyjnego Klubu Filmowego już dziś

Film Ala za CK 105 Koszalin - 31 Marca 2026 godz. 4:09
Miłośnicy ambitnego kina ponownie spotkają się w Kino Kryterium na kolejnym seansie w ramach Dyskusyjnego Klubu Filmowego. Tym razem na ekranie pojawi się film „Bez wyjścia” – thriller z elementami czarnej komedii, który łączy napięcie z ostrą społeczną satyrą. Produkcja w reżyserii Chan-wook Parka to opowieść o współczesnym świecie pracy, presji sukcesu i toksycznej rywalizacji, która potrafi zniszczyć człowieka od środka. Film określany jest jako satyra na późny kapitalizm oraz przenikliwe studium walki o pozycję, status i przetrwanie.   Głównym bohaterem jest Man-su, w którego wciela się znany ze „Squid Game” Lee Byung-Hun. Mężczyzna prowadzi z pozoru idealne życie – ma stabilną pracę, rodzinę, dom i dwa golden retrievery. Wszystko zmienia się jednak w jednej chwili, gdy traci zatrudnienie w fabryce papieru. Wraz z pracą zaczyna tracić także poczucie własnej wartości, tożsamość, honor i sens życia.   Twórcy pokazują, jak cienka bywa granica między uporządkowaną codziennością a całkowitym rozpadem. Man-su, próbując odzyskać to, co utracił, zaczyna przekraczać kolejne granice. Jak zapowiada opis filmu – nie cofnie się przed niczym, zwłaszcza że „mokra robota” zaczyna dawać mu tyle samo satysfakcji, co wcześniejsza praca za biurkiem.   „Bez wyjścia” to południowokoreańska produkcja z 2025 roku, utrzymana w stylistyce thrillera i czarnej komedii. W obsadzie, obok Lee Byung-Huna, znaleźli się również Ye-jin Son i Hee-soon Park. Film trwa 139 minut. Seans odbędzie się 31 marca (wtorek) o godz. 18:00 w Kino Kryterium. Bilety kosztują 15 zł. https://ck105.koszalin.pl/kino.../repertuar/dkf-bez-wyjscia To propozycja dla widzów, którzy cenią kino nieoczywiste, mocne w formie i treści, a po seansie lubią jeszcze przez długi czas wracać do obejrzanej historii w dyskusjach i refleksjach.   

Powiat i gmina Biesiekierz chcą odzyskać Stare Bielice. W tle nowa odsłona samorządowego sporu o granice

Film Art, fot. FB/Tomasz Tesmer, film: FB/Błażej Papiernik, Jacek Wezgraj - 30 Marca 2026 godz. 17:05
Powiat Koszaliński i gmina Biesiekierz zapowiadają działania na rzecz przywrócenia Starych Bielic do gminy Biesiekierz i wyłączenia tej części z granic administracyjnych Koszalina. Taka deklaracja padła podczas wspólnej konferencji prasowej z udziałem starosty koszalińskiego Tomasza Tesmera oraz władz gminy. Jak poinformował w me diach społecznościowych Tomasz Tesmer, podczas spotkania jasno wybrzmiało, że samorząd gminy będzie dążył do odzyskania Starych Bielic. Starosta podkreślił, że Powiat Koszaliński w pełni popiera te działania i będzie wspierał samorząd gminny „spokojnie, konsekwentnie i odpowiedzialnie”. Sprawa ma swoje źródło w zmianie granic administracyjnych, która weszła w życie 1 stycznia 2023 roku. Na mocy rozporządzenia Rady Ministrów do Koszalina zostały włączone sołectwo Kretomino z gminy Manowo oraz część sołectwa Stare Bielice z gminy Biesiekierz. W efekcie miasto powiększyło swój obszar o 723 hektary i zyskało około 1700 mieszkańców. Zmianie granic towarzyszyły ustalenia finansowe. Koszalin zobowiązał się do wypłaty rekompensat dla sąsiednich gmin za utracone dochody podatkowe i majątkowe. Łączna kwota miała wynieść 3,5 mln zł, z czego 2 mln zł miały trafić do gminy Biesiekierz, a 1,5 mln zł do gminy Manowo. Zobowiązania te zostały rozłożone na lata 2023–2025. W kolejnych latach wokół tych ustaleń zaczęły jednak narastać spory. Gminy Biesiekierz i Manowo zaczęły podnosić, że ich rzeczywiste straty są wyższe, niż wcześniej zakładano. Pojawiły się więc oczekiwania dotyczące dodatkowej rekompensaty, która według samorządów miałaby przekroczyć 3 mln zł. W przypadku braku porozumienia nie wykluczono skierowania sprawy do sądu. Tomasz Tesmer wskazuje, że sprawa ma nie tylko wymiar formalny, ale także bardzo konkretne konsekwencje finansowe. Jak zaznacza, chodzi o ponad 5 mln zł rocznie mniej dla gminy oraz ponad 2 mln zł rocznie mniej dla powiatu. To środki, które mogłyby zostać przeznaczone na inwestycje, rozwój infrastruktury i codzienne potrzeby mieszkańców. Do sprawy odniósł się również koszaliński ratusz, który stoi na stanowisku, że podpisane wcześniej porozumienie „nie wywołuje żadnych skutków prawnych”, ponieważ o podziale administracyjnym w Polsce decyduje Rada Ministrów. Oznacza to, że ewentualna zmiana granic nie zależy od samej woli samorządów, lecz od decyzji władz centralnych. Sprawę komentował także Marcin Sychowski, były wicewojewoda zachodniopomorski i radca prawny. Jego zdaniem sytuacja nie jest jednoznaczna, a samo zawarcie porozumień pomiędzy Koszalinem, Manowem i Biesiekierzem było wątpliwe pod względem prawnym, ponieważ podpisano je mimo wyraźnej woli mieszkańców gmin, wyrażonej wcześniej w konsultacjach społecznych. Prawnik zwrócił również uwagę, że na zawarciu porozumień zależało ówczesnemu Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i Administracji, które przygotowywało projekt rozporządzenia dotyczącego zmiany granic. W tle tej sprawy pojawia się jeszcze jeden samorządowy wątek. W poniedziałek rano, podczas nadzwyczajnej sesji Rady Miejskiej w Mielnie, wszyscy obecni radni zagłosowali za złożeniem wniosku do MSWiA w sprawie włączenia sołectwa Łazy w granice miasta Mielno. To kolejna odsłona sporu granicznego w regionie. Trzy lata temu Łazy były częścią gminy Mielno, ale decyzją ówczesnych władz państwa, na wniosek samorządu gminy Sianów, zostały odłączone od Mielna i włączone do Sianowa. Mielno już trzeci raz próbuje odzyskać tę miejscowość. Dwie poprzednie próby, mimo zmiany władz państwowych, nie zakończyły się powodzeniem. Tym razem w Mielnie panuje przekonanie, że operacja może się udać. Jak mówi Adam Czycz, burmistrz Mielna, wyniki konsultacji społecznych w gminie pokazują pełne poparcie lokalnej społeczności dla zmiany granic administracyjnych miasta. Dodatkowo rozmowy z mieszkańcami i przedsiębiorcami z Łaz utwierdzają go w przekonaniu, że to właściwy kierunek rozwoju tego obszaru. Wniosek Mielna ma zostać przekazany do ministerstwa za pośrednictwem wojewody, który również będzie musiał wydać swoją opinię. W poprzednich dwóch przypadkach była ona dla Mielna pozytywna, choć ostatecznie nie przełożyło się to na decyzję rządu. Na tym tle nie sposób nie zauważyć politycznej i samorządowej zbieżności tych wydarzeń. Tesmer otwarcie wspiera odzyskanie Starych Bielic przez Biesiekierz, a jednocześnie w regionie trwa kolejna odsłona walki o Łazy. Nie jest tajemnicą, że starosta sprzyja Maciejowi Berlickiemu, burmistrzowi Sianowa, który został niedawno powołany przez prezydenta na społecznego doradcę do spraw samorządu. To sprawia, że lokalne spory graniczne zaczynają układać się w szerszy obraz napięć i interesów między samorządami. Wypowiedzi starosty, przedstawicieli gmin, komentarze prawne i równolegle tocząca się sprawa Łaz pokazują, że temat zmian granic nie jest już tylko sporem o dawne decyzje administracyjne. Coraz wyraźniej staje się elementem większej debaty o finansach samorządów, wpływach, politycznych relacjach i skutkach decyzji podjętych kilka lat temu. Na razie nie podano konkretnego harmonogramu działań zmierzających do przywrócenia Starych Bielic gminie Biesiekierz. Jasne jest jednak, że temat nie zniknie z lokalnej debaty. Deklaracja wspólnego frontu powiatu i gminy oznacza, że spór o granice i pieniądze może wejść w kolejny etap. Dla mieszkańców Starych Bielic, Biesiekierza, Koszalina, a także Łaz, Mielna i Sianowa, będzie to jedna z ważniejszych samorządowych spraw najbliższego czasu.  W tym temacie głos zdążyli także zabrać radni koszalińskiej Rady Miejskiej i w social mediach je opublikowali:  Błażej Papiernik: Umów trzeba dotrzymywać Błażej Papiernik, przewodniczący Klub Radnych ,,WSPÓLNIE DLA KOSZALINA". Szybki komentarz do bieżącej sprawy czyli do próby odzyskania Starych Bielic przez Gminę Biesiekierz. Ostrzegaliśmy, że właśnie to się może wydarzyć, że zerwanie porozumienia między Koszalinem, a Gminą Biesiekierz może doprowadzić do tego że będą ruchy polegające na tym żeby odzyskać Stare Bielice.iIi to się dzieje. Szanowni Państwo, powtórzę to co mówiłem wtedy na sesji Rady Miejskiej, gdy głosami koszalińskiej Koalicji Obywatelskiej to porozumienie zostało odrzucone: umów należy dotrzymywać. W sytuacji, w której jesteśmy obecnie nie dziwi mnie działanie włodarza Gminy Biesiekierz, aczkolwiek wolałbym żeby Stare Bielice w granicach miasta Koszalina pozostały.   Jacek Wezgraj (klub radnych KO): „Żaden prezydent nie jest księciem” Żaden prezydent miasta nie jest księciem mogącym dowolnie dysponować pieniędzmi mieszkańców. Na porozumienie z jakąkolwiek gminą konieczna jest zgoda rady, a o taką przy przejmowaniu terenów sąsiadów Koszalinie parę lat temu nikt nie występował. Dlatego nie można tego traktować jako jakiegokolwiek obowiązku do dzisiejszych władz miasta Koszalina. Koszalin poniósł już spore koszty związane z przyłączeniem części ościennych gmin w granice miasta. Domaganie się ponownej zmiany granic jest w związku z tym pozbawiony podstaw, a wspieranie tego działaniem na szkodę miasta.

Powiat i gmina Biesiekierz chcą odzyskać Stare Bielice. W tle nowa odsłona samorządowego sporu o granice

Film Art, fot. FB/Tomasz Tesmer, film: FB/Błażej Papiernik, Jacek Wezgraj - 30 Marca 2026 godz. 17:05
Powiat Koszaliński i gmina Biesiekierz zapowiadają działania na rzecz przywrócenia Starych Bielic do gminy Biesiekierz i wyłączenia tej części z granic administracyjnych Koszalina. Taka deklaracja padła podczas wspólnej konferencji prasowej z udziałem starosty koszalińskiego Tomasza Tesmera oraz władz gminy. Jak poinformował w me diach społecznościowych Tomasz Tesmer, podczas spotkania jasno wybrzmiało, że samorząd gminy będzie dążył do odzyskania Starych Bielic. Starosta podkreślił, że Powiat Koszaliński w pełni popiera te działania i będzie wspierał samorząd gminny „spokojnie, konsekwentnie i odpowiedzialnie”. Sprawa ma swoje źródło w zmianie granic administracyjnych, która weszła w życie 1 stycznia 2023 roku. Na mocy rozporządzenia Rady Ministrów do Koszalina zostały włączone sołectwo Kretomino z gminy Manowo oraz część sołectwa Stare Bielice z gminy Biesiekierz. W efekcie miasto powiększyło swój obszar o 723 hektary i zyskało około 1700 mieszkańców. Zmianie granic towarzyszyły ustalenia finansowe. Koszalin zobowiązał się do wypłaty rekompensat dla sąsiednich gmin za utracone dochody podatkowe i majątkowe. Łączna kwota miała wynieść 3,5 mln zł, z czego 2 mln zł miały trafić do gminy Biesiekierz, a 1,5 mln zł do gminy Manowo. Zobowiązania te zostały rozłożone na lata 2023–2025. W kolejnych latach wokół tych ustaleń zaczęły jednak narastać spory. Gminy Biesiekierz i Manowo zaczęły podnosić, że ich rzeczywiste straty są wyższe, niż wcześniej zakładano. Pojawiły się więc oczekiwania dotyczące dodatkowej rekompensaty, która według samorządów miałaby przekroczyć 3 mln zł. W przypadku braku porozumienia nie wykluczono skierowania sprawy do sądu. Tomasz Tesmer wskazuje, że sprawa ma nie tylko wymiar formalny, ale także bardzo konkretne konsekwencje finansowe. Jak zaznacza, chodzi o ponad 5 mln zł rocznie mniej dla gminy oraz ponad 2 mln zł rocznie mniej dla powiatu. To środki, które mogłyby zostać przeznaczone na inwestycje, rozwój infrastruktury i codzienne potrzeby mieszkańców. Do sprawy odniósł się również koszaliński ratusz, który stoi na stanowisku, że podpisane wcześniej porozumienie „nie wywołuje żadnych skutków prawnych”, ponieważ o podziale administracyjnym w Polsce decyduje Rada Ministrów. Oznacza to, że ewentualna zmiana granic nie zależy od samej woli samorządów, lecz od decyzji władz centralnych. Sprawę komentował także Marcin Sychowski, były wicewojewoda zachodniopomorski i radca prawny. Jego zdaniem sytuacja nie jest jednoznaczna, a samo zawarcie porozumień pomiędzy Koszalinem, Manowem i Biesiekierzem było wątpliwe pod względem prawnym, ponieważ podpisano je mimo wyraźnej woli mieszkańców gmin, wyrażonej wcześniej w konsultacjach społecznych. Prawnik zwrócił również uwagę, że na zawarciu porozumień zależało ówczesnemu Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i Administracji, które przygotowywało projekt rozporządzenia dotyczącego zmiany granic. W tle tej sprawy pojawia się jeszcze jeden samorządowy wątek. W poniedziałek rano, podczas nadzwyczajnej sesji Rady Miejskiej w Mielnie, wszyscy obecni radni zagłosowali za złożeniem wniosku do MSWiA w sprawie włączenia sołectwa Łazy w granice miasta Mielno. To kolejna odsłona sporu granicznego w regionie. Trzy lata temu Łazy były częścią gminy Mielno, ale decyzją ówczesnych władz państwa, na wniosek samorządu gminy Sianów, zostały odłączone od Mielna i włączone do Sianowa. Mielno już trzeci raz próbuje odzyskać tę miejscowość. Dwie poprzednie próby, mimo zmiany władz państwowych, nie zakończyły się powodzeniem. Tym razem w Mielnie panuje przekonanie, że operacja może się udać. Jak mówi Adam Czycz, burmistrz Mielna, wyniki konsultacji społecznych w gminie pokazują pełne poparcie lokalnej społeczności dla zmiany granic administracyjnych miasta. Dodatkowo rozmowy z mieszkańcami i przedsiębiorcami z Łaz utwierdzają go w przekonaniu, że to właściwy kierunek rozwoju tego obszaru. Wniosek Mielna ma zostać przekazany do ministerstwa za pośrednictwem wojewody, który również będzie musiał wydać swoją opinię. W poprzednich dwóch przypadkach była ona dla Mielna pozytywna, choć ostatecznie nie przełożyło się to na decyzję rządu. Na tym tle nie sposób nie zauważyć politycznej i samorządowej zbieżności tych wydarzeń. Tesmer otwarcie wspiera odzyskanie Starych Bielic przez Biesiekierz, a jednocześnie w regionie trwa kolejna odsłona walki o Łazy. Nie jest tajemnicą, że starosta sprzyja Maciejowi Berlickiemu, burmistrzowi Sianowa, który został niedawno powołany przez prezydenta na społecznego doradcę do spraw samorządu. To sprawia, że lokalne spory graniczne zaczynają układać się w szerszy obraz napięć i interesów między samorządami. Wypowiedzi starosty, przedstawicieli gmin, komentarze prawne i równolegle tocząca się sprawa Łaz pokazują, że temat zmian granic nie jest już tylko sporem o dawne decyzje administracyjne. Coraz wyraźniej staje się elementem większej debaty o finansach samorządów, wpływach, politycznych relacjach i skutkach decyzji podjętych kilka lat temu. Na razie nie podano konkretnego harmonogramu działań zmierzających do przywrócenia Starych Bielic gminie Biesiekierz. Jasne jest jednak, że temat nie zniknie z lokalnej debaty. Deklaracja wspólnego frontu powiatu i gminy oznacza, że spór o granice i pieniądze może wejść w kolejny etap. Dla mieszkańców Starych Bielic, Biesiekierza, Koszalina, a także Łaz, Mielna i Sianowa, będzie to jedna z ważniejszych samorządowych spraw najbliższego czasu.  W tym temacie głos zdążyli także zabrać radni koszalińskiej Rady Miejskiej i w social mediach je opublikowali:  Błażej Papiernik: Umów trzeba dotrzymywać Błażej Papiernik, przewodniczący Klub Radnych ,,WSPÓLNIE DLA KOSZALINA". Szybki komentarz do bieżącej sprawy czyli do próby odzyskania Starych Bielic przez Gminę Biesiekierz. Ostrzegaliśmy, że właśnie to się może wydarzyć, że zerwanie porozumienia między Koszalinem, a Gminą Biesiekierz może doprowadzić do tego że będą ruchy polegające na tym żeby odzyskać Stare Bielice.iIi to się dzieje. Szanowni Państwo, powtórzę to co mówiłem wtedy na sesji Rady Miejskiej, gdy głosami koszalińskiej Koalicji Obywatelskiej to porozumienie zostało odrzucone: umów należy dotrzymywać. W sytuacji, w której jesteśmy obecnie nie dziwi mnie działanie włodarza Gminy Biesiekierz, aczkolwiek wolałbym żeby Stare Bielice w granicach miasta Koszalina pozostały.   Jacek Wezgraj (klub radnych KO): „Żaden prezydent nie jest księciem” Żaden prezydent miasta nie jest księciem mogącym dowolnie dysponować pieniędzmi mieszkańców. Na porozumienie z jakąkolwiek gminą konieczna jest zgoda rady, a o taką przy przejmowaniu terenów sąsiadów Koszalinie parę lat temu nikt nie występował. Dlatego nie można tego traktować jako jakiegokolwiek obowiązku do dzisiejszych władz miasta Koszalina. Koszalin poniósł już spore koszty związane z przyłączeniem części ościennych gmin w granice miasta. Domaganie się ponownej zmiany granic jest w związku z tym pozbawiony podstaw, a wspieranie tego działaniem na szkodę miasta.

Powiat i gmina Biesiekierz chcą odzyskać Stare Bielice. W tle nowa odsłona samorządowego sporu o granice

Film Art, fot. FB/Tomasz Tesmer, film: FB/Błażej Papiernik, Jacek Wezgraj - 30 Marca 2026 godz. 17:05
Powiat Koszaliński i gmina Biesiekierz zapowiadają działania na rzecz przywrócenia Starych Bielic do gminy Biesiekierz i wyłączenia tej części z granic administracyjnych Koszalina. Taka deklaracja padła podczas wspólnej konferencji prasowej z udziałem starosty koszalińskiego Tomasza Tesmera oraz władz gminy. Jak poinformował w me diach społecznościowych Tomasz Tesmer, podczas spotkania jasno wybrzmiało, że samorząd gminy będzie dążył do odzyskania Starych Bielic. Starosta podkreślił, że Powiat Koszaliński w pełni popiera te działania i będzie wspierał samorząd gminny „spokojnie, konsekwentnie i odpowiedzialnie”. Sprawa ma swoje źródło w zmianie granic administracyjnych, która weszła w życie 1 stycznia 2023 roku. Na mocy rozporządzenia Rady Ministrów do Koszalina zostały włączone sołectwo Kretomino z gminy Manowo oraz część sołectwa Stare Bielice z gminy Biesiekierz. W efekcie miasto powiększyło swój obszar o 723 hektary i zyskało około 1700 mieszkańców. Zmianie granic towarzyszyły ustalenia finansowe. Koszalin zobowiązał się do wypłaty rekompensat dla sąsiednich gmin za utracone dochody podatkowe i majątkowe. Łączna kwota miała wynieść 3,5 mln zł, z czego 2 mln zł miały trafić do gminy Biesiekierz, a 1,5 mln zł do gminy Manowo. Zobowiązania te zostały rozłożone na lata 2023–2025. W kolejnych latach wokół tych ustaleń zaczęły jednak narastać spory. Gminy Biesiekierz i Manowo zaczęły podnosić, że ich rzeczywiste straty są wyższe, niż wcześniej zakładano. Pojawiły się więc oczekiwania dotyczące dodatkowej rekompensaty, która według samorządów miałaby przekroczyć 3 mln zł. W przypadku braku porozumienia nie wykluczono skierowania sprawy do sądu. Tomasz Tesmer wskazuje, że sprawa ma nie tylko wymiar formalny, ale także bardzo konkretne konsekwencje finansowe. Jak zaznacza, chodzi o ponad 5 mln zł rocznie mniej dla gminy oraz ponad 2 mln zł rocznie mniej dla powiatu. To środki, które mogłyby zostać przeznaczone na inwestycje, rozwój infrastruktury i codzienne potrzeby mieszkańców. Do sprawy odniósł się również koszaliński ratusz, który stoi na stanowisku, że podpisane wcześniej porozumienie „nie wywołuje żadnych skutków prawnych”, ponieważ o podziale administracyjnym w Polsce decyduje Rada Ministrów. Oznacza to, że ewentualna zmiana granic nie zależy od samej woli samorządów, lecz od decyzji władz centralnych. Sprawę komentował także Marcin Sychowski, były wicewojewoda zachodniopomorski i radca prawny. Jego zdaniem sytuacja nie jest jednoznaczna, a samo zawarcie porozumień pomiędzy Koszalinem, Manowem i Biesiekierzem było wątpliwe pod względem prawnym, ponieważ podpisano je mimo wyraźnej woli mieszkańców gmin, wyrażonej wcześniej w konsultacjach społecznych. Prawnik zwrócił również uwagę, że na zawarciu porozumień zależało ówczesnemu Ministerstwu Spraw Wewnętrznych i Administracji, które przygotowywało projekt rozporządzenia dotyczącego zmiany granic. W tle tej sprawy pojawia się jeszcze jeden samorządowy wątek. W poniedziałek rano, podczas nadzwyczajnej sesji Rady Miejskiej w Mielnie, wszyscy obecni radni zagłosowali za złożeniem wniosku do MSWiA w sprawie włączenia sołectwa Łazy w granice miasta Mielno. To kolejna odsłona sporu granicznego w regionie. Trzy lata temu Łazy były częścią gminy Mielno, ale decyzją ówczesnych władz państwa, na wniosek samorządu gminy Sianów, zostały odłączone od Mielna i włączone do Sianowa. Mielno już trzeci raz próbuje odzyskać tę miejscowość. Dwie poprzednie próby, mimo zmiany władz państwowych, nie zakończyły się powodzeniem. Tym razem w Mielnie panuje przekonanie, że operacja może się udać. Jak mówi Adam Czycz, burmistrz Mielna, wyniki konsultacji społecznych w gminie pokazują pełne poparcie lokalnej społeczności dla zmiany granic administracyjnych miasta. Dodatkowo rozmowy z mieszkańcami i przedsiębiorcami z Łaz utwierdzają go w przekonaniu, że to właściwy kierunek rozwoju tego obszaru. Wniosek Mielna ma zostać przekazany do ministerstwa za pośrednictwem wojewody, który również będzie musiał wydać swoją opinię. W poprzednich dwóch przypadkach była ona dla Mielna pozytywna, choć ostatecznie nie przełożyło się to na decyzję rządu. Na tym tle nie sposób nie zauważyć politycznej i samorządowej zbieżności tych wydarzeń. Tesmer otwarcie wspiera odzyskanie Starych Bielic przez Biesiekierz, a jednocześnie w regionie trwa kolejna odsłona walki o Łazy. Nie jest tajemnicą, że starosta sprzyja Maciejowi Berlickiemu, burmistrzowi Sianowa, który został niedawno powołany przez prezydenta na społecznego doradcę do spraw samorządu. To sprawia, że lokalne spory graniczne zaczynają układać się w szerszy obraz napięć i interesów między samorządami. Wypowiedzi starosty, przedstawicieli gmin, komentarze prawne i równolegle tocząca się sprawa Łaz pokazują, że temat zmian granic nie jest już tylko sporem o dawne decyzje administracyjne. Coraz wyraźniej staje się elementem większej debaty o finansach samorządów, wpływach, politycznych relacjach i skutkach decyzji podjętych kilka lat temu. Na razie nie podano konkretnego harmonogramu działań zmierzających do przywrócenia Starych Bielic gminie Biesiekierz. Jasne jest jednak, że temat nie zniknie z lokalnej debaty. Deklaracja wspólnego frontu powiatu i gminy oznacza, że spór o granice i pieniądze może wejść w kolejny etap. Dla mieszkańców Starych Bielic, Biesiekierza, Koszalina, a także Łaz, Mielna i Sianowa, będzie to jedna z ważniejszych samorządowych spraw najbliższego czasu.  W tym temacie głos zdążyli także zabrać radni koszalińskiej Rady Miejskiej i w social mediach je opublikowali:  Błażej Papiernik: Umów trzeba dotrzymywać Błażej Papiernik, przewodniczący Klub Radnych ,,WSPÓLNIE DLA KOSZALINA". Szybki komentarz do bieżącej sprawy czyli do próby odzyskania Starych Bielic przez Gminę Biesiekierz. Ostrzegaliśmy, że właśnie to się może wydarzyć, że zerwanie porozumienia między Koszalinem, a Gminą Biesiekierz może doprowadzić do tego że będą ruchy polegające na tym żeby odzyskać Stare Bielice.iIi to się dzieje. Szanowni Państwo, powtórzę to co mówiłem wtedy na sesji Rady Miejskiej, gdy głosami koszalińskiej Koalicji Obywatelskiej to porozumienie zostało odrzucone: umów należy dotrzymywać. W sytuacji, w której jesteśmy obecnie nie dziwi mnie działanie włodarza Gminy Biesiekierz, aczkolwiek wolałbym żeby Stare Bielice w granicach miasta Koszalina pozostały.   Jacek Wezgraj (klub radnych KO): „Żaden prezydent nie jest księciem” Żaden prezydent miasta nie jest księciem mogącym dowolnie dysponować pieniędzmi mieszkańców. Na porozumienie z jakąkolwiek gminą konieczna jest zgoda rady, a o taką przy przejmowaniu terenów sąsiadów Koszalinie parę lat temu nikt nie występował. Dlatego nie można tego traktować jako jakiegokolwiek obowiązku do dzisiejszych władz miasta Koszalina. Koszalin poniósł już spore koszty związane z przyłączeniem części ościennych gmin w granice miasta. Domaganie się ponownej zmiany granic jest w związku z tym pozbawiony podstaw, a wspieranie tego działaniem na szkodę miasta.