Żagle na lodzie
Bojery – to słowo wciąż kojarzone przez wielu z filmowymi ujęciami z Mazur. Tymczasem klasa DN ma w Polsce długą historię i mocne nadbałtyckie korzenie. To lekkie, aerodynamiczne konstrukcje, które zamiast zanurzać się w wodzie, ślizgają się po lodzie na płozach. Gdy wiatr i gładka tafla współgrają, regaty potrafią dostarczyć ogromnych emocji – to starcie taktyki, refleksu i umiejętności czytania warunków na lodzie. Na Jamnie warunki są wyjątkowe: nieduża, płytka laguna oddzielona od morza wąskim pasem lądu potrafi zamarzać gładko i równo. Zimą to jezioro staje się naturalnym torem wyścigowym.
Organizatorzy planują aż dziesięć biegów w ramach pucharu. Jeśli lodowa pogoda utrzyma się zgodnie z prognozami, sobotni start o 11.30 będzie tylko początkiem mroźno–gorącego weekendu. Bazą regat jest ośrodek Rewita Mielno, a zawodnicy będą korzystać z lodowiska wytyczonego na bezpiecznym obszarze Jamna. Warunki lodowe są stale monitorowane – przy ostatnich mistrzostwach w styczniu grubość tafli wahała się między 15 a 20 centymetrów.
Nie tylko dla zawodników
Wydarzenie jest otwarte dla kibiców, którzy mogą przyglądać się wyścigom z wyznaczonych stref na brzegu. Organizatorzy podkreślają jednak, że regaty odbywają się na lodzie i proszą o zachowanie ostrożności: najlepiej obserwować zawody z bezpiecznych miejsc, nie wchodzić na trasę i stosować się do poleceń służb porządkowych. Bojerowe żaglówki osiągają ogromne prędkości – na gładkim, twardym lodzie pędzą szybciej niż motorówki na jeziorach latem. To widowisko, które naprawdę robi wrażenie, ale tylko wtedy, gdy jest oglądane z bezpiecznego dystansu.
Puchar Floty Polskiej DN to okazja nie tylko dla żeglarzy. W tym samym czasie Mielno żyje drugim zimowym świętem – Międzynarodowym Zlotem Morsów. Tysiące osób w kolorowych strojach morsują w Bałtyku, biorą udział w biegach i warsztatach, a wieczorem bawią się na sambodromie. Dzięki temu w jeden weekend w Mielnie spotkają się dwa żywioły: morze i jezioro. Po jednej stronie fani lodowatych kąpieli i karnawałowych rytmów, po drugiej – pasjonaci lodowego żeglarstwa.
Długa tradycja i wielkie powroty
Jamno nie jest przypadkowym miejscem na bojerowej mapie. Podczas Międzynarodowych Mistrzostw Polski w styczniu okazało się, że jezioro jest doskonałą areną do tego typu zawodów – gruba, równa tafla i korzystne wiatry pozwoliły rozegrać komplet wyścigów. Oglądając rywalizację, można było odnieść wrażenie, że oglądamy sport jak z filmu. Teraz, niespełna miesiąc później, nad Jamnem znów słychać dźwięk pił pługów i uderzenia śniegu – to sygnał, że bojery wracają.
W przeszłości zimowe regaty odbywały się tu regularnie, ale cieplejsze zimy i kapryśne lody sprawiły, że bojerowcy przenieśli się w inne regiony. Powrót na Jamno to efekt determinacji Floty Polskiej DN oraz miłośników tego sportu. — „Na takie warunki Jamno czekało prawie 20 lat” — mówią organizatorzy, przypominając, że żeglarstwo lodowe to tradycja starsza niż niejedno osiedle w Mielnie.
Morsować czy kibicować? A może jedno i drugie
Mieszkańcy Mielna mówią, że ich miejscowość leży nad dwiema wodami i każda z nich wymaga innego rodzaju odwagi. Morze wymaga wejścia do lodowatej wody, jezioro – zaufania do cienkiej tafli i wiatru. W ten weekend można spróbować obu wrażeń: przed południem wesprzeć bojerowców na Jamnie, a później zobaczyć, jak morsy tańczą na plaży przy sambie i płetwach.
Bojery na Jamnie to sportowe emocje w czystej postaci. Kiedy ślizgają się po lodzie, w tle słychać szum morza i muzykę z sambodromu. To rzadkie połączenie, którego nie da się zobaczyć nigdzie indziej. Organizatorzy zapraszają: przyjdźcie, kibicujcie, ale pamiętajcie o bezpieczeństwie. I choć to tylko dwa dni, powrót bojerów na Jamno pokazuje, że zimowe Mielno potrafi łączyć różne światy – w jednym rytmie i pod jednym niebem.