Tomasiak oddał dwa równe skoki: 103 m w pierwszej serii i 107 m w finale. Ten drugi wynik wyrównał nowy rekord skoczni, który chwilę wcześniej ustanowił Szwajcar Gregor Deschwanden. Obaj podzielili się brązem z Japończykiem Renem Nikaido. Złoto wywalczył Niemiec Philipp Raimund, dla którego było to pierwsze zwycięstwo w dużej imprezie. Po konkursie Tomasiak przyznał, że czuł ogromną presję na belce, ale kiedy ruszył. „Nie pamięta już lotu”, liczył się tylko rekordowy skok.
Rekord skoczni i poprzednicy
Skocznia Stadio del Salto Giuseppe Dal Ben w Predazzo została przebudowana przed igrzyskami 2026. Jej punkt konstrukcyjny (K‑98) pozostał bez zmian, ale punkt HS zwiększono do 107 m. W nowej konfiguracji rekord należał do Gregor Deschwanden i wynosił 107 m. Tomasiak wyrównał ten wynik, dzięki czemu razem ze Szwajcarem ustalił nowy oficjalny rekord obiektu.
Stary rekord Małysza
Warto pamiętać, że przed modernizacją Predazzo miało inną charakterystykę; wówczas rekord normalnej skoczni (K‑95) należał do Adama Małysza, który w 2003 r. poleciał 107,5 m. Po przebudowie tamten wynik nie jest już brany pod uwagę, jednak pokazuje skalę osiągnięcia Tomasiaka – jego lot jest na granicy rekordów wyczynionych przez największego z polskich skoczków. Jak zauważyły media, Gregor Deschwanden i Ren Nikaido również pobili lub wyrównali nowy rekord obiektu, a rywalizacja na normalnej skoczni zakończyła się rzadką sytuacją – medalową ex‑aequo dwóch zawodników.
Dzień, który wraca – 9 lutego w historii polskich skoków
Polscy kibice od razu zauważyli ciekawą zbieżność: 9 lutego to data, która w skokach narciarskich ma szczególne znaczenie. Dokładnie dwanaście lat wcześniej, 9 lutego 2014 r. Kamil Stoch został mistrzem olimpijskim na normalnej skoczni w Soczi. Wtedy 26‑letni Stoch oddał skoki na 105,0 i 103,5 m, wygrywając złoto. Dokładnie 9 lutego 2026 r. w Predazzo młodziutki Tomasiak stał na podium ze srebrnym medalem i rekordowym skokiem 107 m. Ten „dzień skoczków” w polskim kalendarzu pokazuje symboliczny ciąg sukcesów – od pokolenia Stocha i Małysza do nowego pokolenia reprezentowanego przez Tomasiak.
Tomasiak na tle legend polskiego sportu
Kacper Tomasiak w krótkim czasie dołączył do grona największych nazwisk polskich skoków. Srebrny medal w Predazzo jest 11. medalem olimpijskim dla Polski w tej dyscyplinie. Wcześniej medale zdobywali Wojciech Fortuna (złoto 1972), Adam Małysza (cztery krążki w 2002 i 2010), Kamil Stoch (trzy złote medale w 2014 i 2018), Dawid Kubacki (brąz 2022) oraz drużyna Hula–Kot–Kubacki–Stoch (brąz 2018).
Ciekawostką jest także to, że Tomasiak jest praktykującym katolikiem i przed startem modlili się za niego członkowie duszpasterstwa z diecezji bielsko‑żywieckiej. Na co dzień 19‑latek trenuje w klubie LKS Klimczok Bystra i jest uważany za najzdolniejszego zawodnika młodego pokolenia. W 2025 r. wygrał Letni Puchar Kontynentalny, a podczas igrzysk w Predazzo jako jedyny z Polaków awansował do finału.
Sensacyjny medal i co dalej?
Medal Kacpra Tomasiaka odbił się szerokim echem. Oficjalna strona FIS podkreśla, że Polak „w swoim pierwszym pełnym sezonie” rozwiał wszelkie wątpliwości, a jego skok 107 m „zrównał się z nowym rekordem”. Tomasiak poleciał 107 m i zapisał się w historii polskiego sportu. Skijumping.pl zwraca uwagę, że jest to pierwszy przypadek, gdy w olimpijskim konkursie indywidualnym na normalnej skoczni na podium znalazło się aż czterech zawodników.
Przyszłość Tomasiaka zapowiada się interesująco. Sezon 2026/2027 będzie dla niego pierwszym, w którym wystąpi jako medalista olimpijski. Doświadczenie zdobyte w Predazzo może być dla 19‑latka tym, czym dla Małysza były jego loty na Wielkiej Krokwi – początkiem wielkiej kariery. Już teraz wiadomo, że w polskich skokach wyrosła nowa gwiazda, a symboliczne zbieżności, rekord Małysza, data sukcesu Stocha – pokazują, że historia lubi zataczać koło.
