Koszalin, Poland
sport

Mistrzostwa DN w Dąbkach: światowa elita bojerów przenosi się nad Jezioro Bukowo

Autor Art, fot. Gmina Darłowo 19 Lutego 2026 godz. 16:07
Jeszcze kilka dni temu świat bojerów miał ścigać się w Szwecji. Dziś jest jasne: zimowa geografia sportu znów napisała własny scenariusz, a jego centrum znalazło się w Polsce. Uzdrowisko Dąbki w gminie Darłowo stało się awaryjnie i spektakularnie gospodarzem Mistrzostw Świata oraz Mistrzostw Europy w klasie DN, jednej z najważniejszych i najbardziej prestiżowych klas żeglarstwa lodowego.

Zawody przeniesione ze Szwecji. Zadecydował lód

Powód relokacji jest prozaiczny, ale w bojerach niepodlegający dyskusji: brak odpowiednich warunków lodowych w pierwotnej lokalizacji. Organizatorzy, Stowarzyszenie Flota Polska DN we współpracy z IDNIYRA Europe musieli działać szybko, a Jezioro Bukowo okazało się jednym z nielicznych akwenów, które zapewniły pokrywę lodową pozwalającą myśleć o bezpiecznej rywalizacji na najwyższym poziomie.

Skala „przeprowadzki” robi wrażenie nawet na starych wyjadaczach. W relacjach pojawia się obraz niemal filmowy: prawie cała flota europejska płynąca jednym promem Karlskrona–Gdynia, a potem szybki przejazd prosto na akwen regat.

Ponad 100 zawodników i najważniejsze regaty sezonu

Do startu zgłoszono ponad 100 zawodników z wielu krajów w tym tych, którzy od lat wyznaczają tempo w światowych bojerach. W klasie DN to właśnie mistrzostwa świata i Europy są „szczytem sezonu”: tu nie jedzie się po doświadczenie, tylko po wynik. Wśród faworytów wymieniana jest mocna reprezentacja Polski  m.in. Karol Jabłoński, Michał Burczyński, Tomasz Zakrzewski, Łukasz Zakrzewski i Robert Graczyk.

Harmonogram: starty od 10:00, wyścigi do zachodu słońca

Zgodnie z planem, czwartek 19 lutego ma być dniem rywalizacji w ramach Mistrzostw Świata, a od piątku organizatorzy zakładają rozpoczęcie Mistrzostw Europy. Starty w kolejnych dniach przewidziano od godz. 10:00, a ściganie ma trwać do zachodu słońca. Zwyczajowo ostatni start planuje się mniej więcej godzinę przed zachodem (w komunikatach pojawia się ok. 16:05).

W bojerach to warunki dyktują rytm. Wiatr i lód decydują, czy dzień będzie „na komplety” czy na oczekiwanie dlatego organizatorzy podkreślają, że przebieg zawodów pozostaje zależny od bieżącej pogody.

Port regat: Centrum Sportów Wodnych i zimowa „inwazja” na Dąbki

Portem regat zostało Centrum Sportów Wodnych w Dąbkach, miejsce które zimą zwykle jest spokojne, a teraz w ciągu kilkunastu minut przyjęło „inwazję” setki żeglarzy, bojerów, przyczep i sprzętu. W relacjach organizatorów mocno wybrzmiewa wątek gościnności: ciepłe zaplecze, przebieralnie, gorące napoje, sprawna pomoc w sprawdzeniu lodu. W tej dyscyplinie to nie detal – to warunek komfortu i bezpieczeństwa.

Ważne dla kibiców: bezpieczeństwo na lodzie

Organizatorzy zwracają uwagę na kwestię poruszania się widzów po zamarzniętym jeziorze. Apelują, by kibice nie przemieszczali się środkiem akwenu, bo to może stwarzać zagrożenie zarówno dla nich, jak i dla zawodników. W komunikatach sugerowany jest spacer na lód od południowej strony jeziora, skąd ma być „blisko i bezpiecznie” do strefy startu i rywalizacji.

Sport i promocja regionu: Dąbki w światowym kalendarzu

To wydarzenie ma dwa wymiary. Pierwszy to czysty sport: rywalizacja najlepszych w dyscyplinie, w której prędkości potrafią przyprawić o zawrót głowy, a błąd na lodzie kosztuje więcej niż na asfalcie. Drugi to promocja miejsca: zimą Dąbki rzadko trafiają na międzynarodowe sportowe nagłówki, a teraz stają się „adresatem” całej bojerowej Europy i świata  wraz z mediami, ekipami i kibicami.

Informacje i wyniki są publikowane na bieżąco w kanałach organizatorów oraz IDNIYRA Europe .

Czytaj też

Karol Jabłoński wicemistrzem świata w klasie DN. „Szalony” mundial na lodzie w Dąbkach

Art, za Flota Polska DN, fot. Gwidon Libera - 20 Lutego 2026 godz. 3:44
To miały być mistrzostwa świata rozgrywane spokojnie. Według planu, w jednej lokalizacji, z normalnym harmonogramem. Zamiast tego bojerowa elita dostała scenariusz, jakiego w tej dyscyplinie dawno nie było: brak wiatru, nerwowe decyzje, nagła migracja całej floty i rywalizacja „skondensowana” do jednego intensywnego dnia. Po wszystkim Karol Jabłoński sięgnął po srebrny medal mistrzostw świata w bojerowej klasie DN. Mistrzostwa świata w dniach 15–19 lutego ostatecznie dokończono na Jeziorze Bukowo w Dąbkach. Złoto zdobył Estończyk Rasmus Maalinn, a brąz – jego rodak Argo Vooremaa. W czołowej dziesiątce znalazło się aż pięciu Polaków, a w regatach wystartowało 104 zawodników z 15 krajów, w tym 28 z Polski. Szwecja bez wiatru, Polska z lodem. Regaty przeniesione w trybie awaryjnym Przez kilka tygodni wiele wskazywało, że impreza zostanie rozegrana na jednym z polskich akwenów. Rozważano m.in. jezioro Mielno, gdzie w tym roku udało się już przeprowadzić trzy bojerowe wydarzenia. Gdy prognozy zaczęły wyglądać gorzej, na kilka dni przed startem zapadła decyzja o przeniesieniu mistrzostw do Szwecji, na zamarznięte wody zatoki Bråviken w pobliżu Norrköping. Tam jednak zabrakło tego, co w bojerach jest wszystkim: wiatru. Przez pierwsze dwa dni udało się rozegrać zaledwie jeden wyścig kwalifikacyjny dla floty brązowej. W poniedziałek wieczorem (16 lutego) organizatorzy zwołali pilną naradę i podjęli decyzję: trzeba szukać ratunku gdzie indziej. Wybór padł na… Polskę.   W komunikacie jednego z organizatorów, Floty Polskiej DN brzmiało to jak wiadomość z innego świata sportu: bojerowa karawana wsiada na prom Karlskrona–Gdynia, rano zjeżdża z promu i jedzie prosto na akwen, który dopiero ma zostać ostatecznie potwierdzony. W grze było Jezioro Bukowo oraz jezioro Wielimie w okolicach Szczecinka. Ostatecznie wygrały Dąbki i Bukowo – z lodem, który pozwolił nie tylko trenować, ale przede wszystkim ścigać się bezpiecznie.   Pięć wyścigów w jeden dzień. Maalinn najlepszy, Jabłoński drugi Zasadnicza rywalizacja zaliczana do klasyfikacji generalnej mistrzostw świata odbyła się w czwartek 19 lutego, praktycznie „w jeden dzień”. Od rana do późnego popołudnia udało się przeprowadzić aż pięć wyścigów w grupie złotej, jeden w srebrnej i dwa w brązowej. Najrówniej żeglował Rasmus Maalinn – aktualny mistrz Europy. Dwukrotnie wygrał, raz był drugi, a w pozostałych biegach popełnił najmniej błędów. To dało mu pierwszy w karierze tytuł mistrza świata. Karol Jabłoński (Yacht Klub Marina Pluski) – najbardziej utytułowany zawodnik w historii tej dyscypliny – również pokazał klasę: wygrał dwa wyścigi, w jednym był drugi. O losie złota zadecydowały jednak dwa kosztowne epizody: nieukończony bieg po kolizji (z uszkodzoną wantą) oraz dziewiąte miejsce, które punktowo „zjadło” przewagę budowaną zwycięstwami. W efekcie Jabłoński zakończył regaty jako wicemistrz świata.   Na najniższym stopniu podium stanął Argo Vooremaa, a sukces Estończyków ma dodatkowy smak historyczny. To kraj, który na tytuł mistrza świata czekał 42 lata (od triumfu Tiita Haagmy w 1984 r. w Krynicy Morskiej).   Polsko-estońska dominacja w czołówce Zestawienie najlepszych pokazuje wyraźnie: te mistrzostwa miały dwóch głównych bohaterów zbiorowych – Polskę i Estonię. W pierwszej dziesiątce, poza medalistami, znaleźli się jeszcze: Robert Graczyk, Rafał Sielicki, Michał Burczyński, Łukasz Zakrzewski (Polska), Hardi Laurits, Eigo Helimets (Estonia) oraz jeden reprezentant Szwecji – Gustav Linden. W rywalizacji kobiet najlepiej wypadła Niemka Anja Fiedler, druga była Laura Banach, a trzecia Weronika Martynowska.   Teraz czas na mistrzostwa Europy Emocje na Jeziorze Bukowo nie kończą się na mundialu. Już w piątek 20 lutego na tym samym akwenie startują Mistrzostwa Europy, które potrwają do soboty 21 lutego. Wyścigi zaplanowano od godz. 10:00. W planach był także Puchar Europy, ale wiele wskazuje na to, że do tej klasyfikacji zaliczone zostaną wybrane biegi mistrzostw Starego Kontynentu. Czołowa dziesiątka MŚ DN 2026 Rasmus Maalinn (Estonia) – 8 pkt Karol Jabłoński (Polska) – 13 pkt Argo Vooremaa (Estonia) – 20 pkt Robert Graczyk (Polska) – 22 pkt Rafał Sielicki (Polska) – 23 pkt Michał Burczyński (Polska) – 23 pkt Hardi Laurits (Estonia) – 26 pkt Łukasz Zakrzewski (Polska) – 29 pkt Gustav Linden (Szwecja) – 32 pkt Eigo Helimets (Estonia) – 35 pkt W bojerach często powtarza się, że to sport, w którym nie wygrywa się „na nazwisko”, tylko na decyzje podejmowane w sekundach i na zdolność adaptacji do warunków. Te mistrzostwa były tego esencją: wygrywał nie tylko najszybszy, ale i ten, kto najlepiej przetrwał chaos. Karol Jabłoński przetrwał, i znów wraca z medalem.  

Polak na podium Grand Masters 2026 na Jamnie. Teraz czas na MŚ i ME w Szwecji

Art za Maciej Frąckiewicz / Flota Polska DN - 13 Lutego 2026 godz. 16:22
Ryszard Mrózek Gliszczyński wywalczył trzecie miejsce w bojerowych regatach DN Grand Masters 2026 w klasie DN, rozegranych w dniach 10–12 lutego na zamarzniętym jeziorze Jamno w pobliżu Mielna. Wydarzenie przyciągnęło 51 żeglarzy z 10 krajów, a polski zawodnik okazał się najlepszym z pięcioosobowej reprezentacji naszego kraju. Teraz przed bojerowcami najważniejsze wyzwanie sezonu: mistrzostwa świata i Europy, które rozpoczną się już w najbliższych dniach w Szwecji. Jamno po raz trzeci gospodarzem międzynarodowej rywalizacji Tegoroczny Grand Masters był kolejnym dowodem na to, że Polska potrafi być areną bojerowych regat na wysokim poziomie. Co więcej, już po raz trzeci żeglarze lodowi z wielu krajów ścigali się właśnie na Jamnie akwen ponownie zapewnił sprzyjające warunki lodowe, dzięki którym możliwe było bezpieczne rozgrywanie wyścigów. Sześć wyścigów i jeden dzień przerwy przez mgłę Grand Masters to impreza przeznaczona dla zawodników, którzy ukończyli 60 lat. Przez trzy dni rywalizacji organizatorzy zdołali przeprowadzić sześć wyścigów we flocie złotej oraz sześć w srebrnej. Jedynym dniem bez startów była środa – nad lodem długo utrzymywała się gęsta mgła, a przy bojerach sama jakość lodu to za mało: równie ważna jest widoczność. Mrózek Gliszczyński liderował, skończył na podium W złotej flocie najlepiej z Polaków wypadł Ryszard Mrózek Gliszczyński (ChKŻ Chojnice). Po pierwszym dniu „latania” był liderem, jednak w kolejnych startach nie udało mu się utrzymać przewagi. Ostatecznie zwyciężył Thomas Huber z Niemiec, a drugie miejsce zajął Szwed Fredrik Lönegren. W złotej flocie ścigali się również Marek Bernat (Olsztyński Klub Żeglarski) – 8. miejsce, Paweł Matejak (YKP Warszawa) – 20. miejsce. W srebrnej flocie Jerzy Henke (MKŻ Mikołajki) – 5. miejsce, Janusz Marek Taber (YKP Warszawa) – 19. miejsce. Pierwszą trójkę srebrnej floty stworzyli: Jean-Claude Vuithier (Szwajcaria), Dirk Meyer (Niemcy) oraz Pierre Bachelin (Szwajcaria). – Warunki lodowe były naprawdę bardzo dobre, ale deszcz w połączeniu z mgłą uniemożliwiły latanie podczas drugiego dnia naszej imprezy. Do bezpiecznego ścigania potrzebna jest także dobra widoczność, a tej zabrakło. Pomimo tego uważam zawody za naprawdę udane, ponieważ odbyło się sześć wyścigów, które zapewniły nam dobrą zabawę, a swoją piątą lokatę uważam za satysfakcjonującą – podkreślił Jerzy Henke.   Ostatni sprawdzian przed MŚ i ME. Polska traci gospodarstwo – regaty przeniesione do Szwecji Regaty na Jamnie były zarazem ostatnim testem formy przed najważniejszymi imprezami sezonu – mistrzostwami świata i Europy w klasie DN. Zawody zaplanowano od 14 do 21 lutego, jedna impreza po drugiej. Jeszcze niedawno wydawało się, że również te mistrzostwa odbędą się w Polsce – na Jamnie lub innym krajowym akwenie. Jednak po analizie warunków i prognoz organizatorzy – Flota Polska DN oraz IDNIYRA Europe – zdecydowali o przeniesieniu rywalizacji do Szwecji, w okolice Uppsali.   – Niestety areną zmagań najlepszych żeglarzy lodowych na świecie oraz na Starym Kontynencie nie będzie żadne polskie jezioro. Prognozy pogody zapowiadają zbyt niepewne warunki w naszym kraju. Mogłyby one znacznie utrudnić przeprowadzenie wystarczającej liczby wyścigów, a chcemy, żeby było ich jak najwięcej, aby końcowe wyniki jak najlepiej oddały formę i poziom zawodników – zaznaczył Henke.   Koszalin i Mielno w centrum zimowego żeglarstwa Choć mistrzostwa przeniesiono za granicę, Jamno ponownie pokazało, że ma potencjał, by być zimową wizytówką sportów lodowych. A podium Polaka w międzynarodowej stawce jest sygnałem, że biało-czerwoni wciąż liczą się w bojerowej elicie – teraz pozostaje trzymać kciuki za równie mocny wynik podczas MŚ i ME w Szwecji.  

Bojery wracają na Jamno – w Mielnie zderzą się dwa żywioły

Art, fot. FB/Gmina Mielno - 7 Lutego 2026 godz. 4:56
Nieodłącznym obrazem zimowych weekendów w Mielnie jest para unosząca się nad chłodnymi balami Zlotu Morsów i okrzyk „Hola Amigos!”. Tymczasem tuż za wydmami rozciąga się drugie morze – zamarznięta tafla jeziora Jamno, którą za chwilę przetną lodowe żaglówki. W sobotę, 7 lutego, po raz pierwszy od lat na Jamnie odbędzie się Puchar Floty Polskiej DN. Zgodnie z komunikatem Stowarzyszenia Flota Polska DN zaplanowano dziesięć wyścigów, a pierwszy start przewidziano na godzinę 11.30. Żagle na lodzie Bojery – to słowo wciąż kojarzone przez wielu z filmowymi ujęciami z Mazur. Tymczasem klasa DN ma w Polsce długą historię i mocne nadbałtyckie korzenie. To lekkie, aerodynamiczne konstrukcje, które zamiast zanurzać się w wodzie, ślizgają się po lodzie na płozach. Gdy wiatr i gładka tafla współgrają, regaty potrafią dostarczyć ogromnych emocji – to starcie taktyki, refleksu i umiejętności czytania warunków na lodzie. Na Jamnie warunki są wyjątkowe: nieduża, płytka laguna oddzielona od morza wąskim pasem lądu potrafi zamarzać gładko i równo. Zimą to jezioro staje się naturalnym torem wyścigowym. Organizatorzy planują aż dziesięć biegów w ramach pucharu. Jeśli lodowa pogoda utrzyma się zgodnie z prognozami, sobotni start o 11.30 będzie tylko początkiem mroźno–gorącego weekendu. Bazą regat jest ośrodek Rewita Mielno, a zawodnicy będą korzystać z lodowiska wytyczonego na bezpiecznym obszarze Jamna. Warunki lodowe są stale monitorowane – przy ostatnich mistrzostwach w styczniu grubość tafli wahała się między 15 a 20 centymetrów. Nie tylko dla zawodników Wydarzenie jest otwarte dla kibiców, którzy mogą przyglądać się wyścigom z wyznaczonych stref na brzegu. Organizatorzy podkreślają jednak, że regaty odbywają się na lodzie i proszą o zachowanie ostrożności: najlepiej obserwować zawody z bezpiecznych miejsc, nie wchodzić na trasę i stosować się do poleceń służb porządkowych. Bojerowe żaglówki osiągają ogromne prędkości – na gładkim, twardym lodzie pędzą szybciej niż motorówki na jeziorach latem. To widowisko, które naprawdę robi wrażenie, ale tylko wtedy, gdy jest oglądane z bezpiecznego dystansu. Puchar Floty Polskiej DN to okazja nie tylko dla żeglarzy. W tym samym czasie Mielno żyje drugim zimowym świętem – Międzynarodowym Zlotem Morsów. Tysiące osób w kolorowych strojach morsują w Bałtyku, biorą udział w biegach i warsztatach, a wieczorem bawią się na sambodromie. Dzięki temu w jeden weekend w Mielnie spotkają się dwa żywioły: morze i jezioro. Po jednej stronie fani lodowatych kąpieli i karnawałowych rytmów, po drugiej – pasjonaci lodowego żeglarstwa. Długa tradycja i wielkie powroty Jamno nie jest przypadkowym miejscem na bojerowej mapie. Podczas Międzynarodowych Mistrzostw Polski w styczniu okazało się, że jezioro jest doskonałą areną do tego typu zawodów – gruba, równa tafla i korzystne wiatry pozwoliły rozegrać komplet wyścigów. Oglądając rywalizację, można było odnieść wrażenie, że oglądamy sport jak z filmu. Teraz, niespełna miesiąc później, nad Jamnem znów słychać dźwięk pił pługów i uderzenia śniegu – to sygnał, że bojery wracają. W przeszłości zimowe regaty odbywały się tu regularnie, ale cieplejsze zimy i kapryśne lody sprawiły, że bojerowcy przenieśli się w inne regiony. Powrót na Jamno to efekt determinacji Floty Polskiej DN oraz miłośników tego sportu. — „Na takie warunki Jamno czekało prawie 20 lat” — mówią organizatorzy, przypominając, że żeglarstwo lodowe to tradycja starsza niż niejedno osiedle w Mielnie. Morsować czy kibicować? A może jedno i drugie Mieszkańcy Mielna mówią, że ich miejscowość leży nad dwiema wodami i każda z nich wymaga innego rodzaju odwagi. Morze wymaga wejścia do lodowatej wody, jezioro – zaufania do cienkiej tafli i wiatru. W ten weekend można spróbować obu wrażeń: przed południem wesprzeć bojerowców na Jamnie, a później zobaczyć, jak morsy tańczą na plaży przy sambie i płetwach. Bojery na Jamnie to sportowe emocje w czystej postaci. Kiedy ślizgają się po lodzie, w tle słychać szum morza i muzykę z sambodromu. To rzadkie połączenie, którego nie da się zobaczyć nigdzie indziej. Organizatorzy zapraszają: przyjdźcie, kibicujcie, ale pamiętajcie o bezpieczeństwie. I choć to tylko dwa dni, powrót bojerów na Jamno pokazuje, że zimowe Mielno potrafi łączyć różne światy – w jednym rytmie i pod jednym niebem.