Mistrzostwa świata w dniach 15–19 lutego ostatecznie dokończono na Jeziorze Bukowo w Dąbkach. Złoto zdobył Estończyk Rasmus Maalinn, a brąz – jego rodak Argo Vooremaa. W czołowej dziesiątce znalazło się aż pięciu Polaków, a w regatach wystartowało 104 zawodników z 15 krajów, w tym 28 z Polski.

Szwecja bez wiatru, Polska z lodem. Regaty przeniesione w trybie awaryjnym
Przez kilka tygodni wiele wskazywało, że impreza zostanie rozegrana na jednym z polskich akwenów. Rozważano m.in. jezioro Mielno, gdzie w tym roku udało się już przeprowadzić trzy bojerowe wydarzenia. Gdy prognozy zaczęły wyglądać gorzej, na kilka dni przed startem zapadła decyzja o przeniesieniu mistrzostw do Szwecji, na zamarznięte wody zatoki Bråviken w pobliżu Norrköping.

Tam jednak zabrakło tego, co w bojerach jest wszystkim: wiatru. Przez pierwsze dwa dni udało się rozegrać zaledwie jeden wyścig kwalifikacyjny dla floty brązowej. W poniedziałek wieczorem (16 lutego) organizatorzy zwołali pilną naradę i podjęli decyzję: trzeba szukać ratunku gdzie indziej. Wybór padł na… Polskę.
W komunikacie jednego z organizatorów, Floty Polskiej DN brzmiało to jak wiadomość z innego świata sportu: bojerowa karawana wsiada na prom Karlskrona–Gdynia, rano zjeżdża z promu i jedzie prosto na akwen, który dopiero ma zostać ostatecznie potwierdzony. W grze było Jezioro Bukowo oraz jezioro Wielimie w okolicach Szczecinka. Ostatecznie wygrały Dąbki i Bukowo – z lodem, który pozwolił nie tylko trenować, ale przede wszystkim ścigać się bezpiecznie.

Pięć wyścigów w jeden dzień. Maalinn najlepszy, Jabłoński drugi
Zasadnicza rywalizacja zaliczana do klasyfikacji generalnej mistrzostw świata odbyła się w czwartek 19 lutego, praktycznie „w jeden dzień”. Od rana do późnego popołudnia udało się przeprowadzić aż pięć wyścigów w grupie złotej, jeden w srebrnej i dwa w brązowej.
Najrówniej żeglował Rasmus Maalinn – aktualny mistrz Europy. Dwukrotnie wygrał, raz był drugi, a w pozostałych biegach popełnił najmniej błędów. To dało mu pierwszy w karierze tytuł mistrza świata.

Karol Jabłoński (Yacht Klub Marina Pluski) – najbardziej utytułowany zawodnik w historii tej dyscypliny – również pokazał klasę: wygrał dwa wyścigi, w jednym był drugi. O losie złota zadecydowały jednak dwa kosztowne epizody: nieukończony bieg po kolizji (z uszkodzoną wantą) oraz dziewiąte miejsce, które punktowo „zjadło” przewagę budowaną zwycięstwami. W efekcie Jabłoński zakończył regaty jako wicemistrz świata.
Na najniższym stopniu podium stanął Argo Vooremaa, a sukces Estończyków ma dodatkowy smak historyczny. To kraj, który na tytuł mistrza świata czekał 42 lata (od triumfu Tiita Haagmy w 1984 r. w Krynicy Morskiej).
Polsko-estońska dominacja w czołówce
Zestawienie najlepszych pokazuje wyraźnie: te mistrzostwa miały dwóch głównych bohaterów zbiorowych – Polskę i Estonię. W pierwszej dziesiątce, poza medalistami, znaleźli się jeszcze: Robert Graczyk, Rafał Sielicki, Michał Burczyński, Łukasz Zakrzewski (Polska), Hardi Laurits, Eigo Helimets (Estonia) oraz jeden reprezentant Szwecji – Gustav Linden. W rywalizacji kobiet najlepiej wypadła Niemka Anja Fiedler, druga była Laura Banach, a trzecia Weronika Martynowska.

Teraz czas na mistrzostwa Europy
Emocje na Jeziorze Bukowo nie kończą się na mundialu. Już w piątek 20 lutego na tym samym akwenie startują Mistrzostwa Europy, które potrwają do soboty 21 lutego. Wyścigi zaplanowano od godz. 10:00. W planach był także Puchar Europy, ale wiele wskazuje na to, że do tej klasyfikacji zaliczone zostaną wybrane biegi mistrzostw Starego Kontynentu.
Czołowa dziesiątka MŚ DN 2026
Rasmus Maalinn (Estonia) – 8 pkt
Karol Jabłoński (Polska) – 13 pkt
Argo Vooremaa (Estonia) – 20 pkt
Robert Graczyk (Polska) – 22 pkt
Rafał Sielicki (Polska) – 23 pkt
Michał Burczyński (Polska) – 23 pkt
Hardi Laurits (Estonia) – 26 pkt
Łukasz Zakrzewski (Polska) – 29 pkt
Gustav Linden (Szwecja) – 32 pkt
Eigo Helimets (Estonia) – 35 pkt
W bojerach często powtarza się, że to sport, w którym nie wygrywa się „na nazwisko”, tylko na decyzje podejmowane w sekundach i na zdolność adaptacji do warunków. Te mistrzostwa były tego esencją: wygrywał nie tylko najszybszy, ale i ten, kto najlepiej przetrwał chaos. Karol Jabłoński przetrwał, i znów wraca z medalem.