Koszalin, Poland
wydarzenia

Zwierzęta mówią nie tylko w Wigilię

Autor Robert Kuliński/fot. pl.123rf.com 23 Grudnia 2015 godz. 18:38
Dziś dla wszystkich właścicieli czworonogów dzień prawdy. Zgodnie z tradycją, tuż po północy ich milusińscy będą mieli jedyną w roku okazję do... pogadania. Co usłyszymy?

Naukowcy od lat starają się poznać język zwierząt i przetłumaczyć go na ludzką mowę. Niestety  jak dotąd nie jest to możliwe. Póki co to nasi kudłaci  podopieczni są uważnymi uczniami. Psy uczą się mowy ludzi, a koty doskonale wyczuwają nastrój swojego opiekuna.

Mowa ludzka niemożliwa

Dlaczego np. pies, będący wiernym towarzyszem człowieka od tysięcy lat, nie nauczył się mówić? Problem wynika nie tylko z budowy kory mózgowej, ale także barier anatomicznych. Język psa jest zbyt cienki, aby mógł brać udział w artykulacji głosek. Pysk nie ma rozwiniętych warg więc wymowa np. głosek wybuchowych, jest po porostu niewykonalna. Nie znaczy to, że zwierzęta nie komunikują się z nami, na co dzień.

fot. artelis.pl


Cieszę się, że cię widzę

Każdy posiadacz czworonoga wie z jaką radością domowy pupil wita swojego opiekuna, kiedy  ten wraca z pracy. Tyczy się to zarówno psów jak i kotów, choć środki ekspresji są różne.  Domaganie się pieszczoty, czy zabawy także ma miejsce, jednak najbardziej ujmujące jest to, że kudłaci przyjaciele doskonale wyczuwają emocje opiekuna. Na przykład po „detekcji” smutku potrafią przynieść swoją zabawkę na pocieszenie, czy  położyć się obok.

Foch

Przyjęło się, że to koty są obrażalskie i kapryśne. Jednak także psy potrafią demonstracyjnie zakomunikować swojego „focha”. Nie zmienia to jednak faktu, że nie jest to rozmowa, a jedynie sygnały wysyłane do adresata, że coś się futrzakom nie podoba.

Co z tą Wigilią?

Skąd właściwie wziął się cały przesąd o tym, że zwierzęta przemówią ludzkim głosem? Jest na to kilka teorii, a etnolodzy  i badacze kultury nie są w tej kwestii zgodni. Ludowe wierzenia  związane są z pogańskimi czasami, kiedy w czasie przesilenia zimowego, czyli od 21 grudnia do 6 stycznia, duchy zmarłych przodków miały wcielać się w domowe zwierzęta.

Inny dawny przesąd mówi o tym, że człowiek powinien unikać mowy zwierząt, bo ten kto ją słyszy nazajutrz umrze.  Z kolei ostatnia teoria dotycząca rodowodu  „zwierzęcej mowy”, wiązana jest stricte z chrześcijaństwem. Rzekomo w noc cudu narodzin Jezusa, świat miał na chwilę przypominać Raj z czasów Adama i Ewy, kiedy to ludzie i zwierzęta żyli w zgodzie obok siebie i potrafili rozmawiać.

Coś bym ci powiedział

Chyba każdy miłośnik zwierząt zastanawiał się nad tym, co mogłyby nam powiedzieć. Czy nasi domowi podopieczni zwymyślaliby nas za wszystkie wizyty u weterynarza? Czy może podziękowały za opiekę. Czy np. Azor okazałby się psem o wielkim poczuciu humoru i sypał dowcipami? Nie wykluczone, że moglibyśmy usłyszeć wyznania miłosne, ale równie dobrze gorzkie słowa krytyki. Jak myślicie co wasi pupile mogłyby wam powiedzieć?

 

W internecie roi się od filmików  z rozgadanymi czworonogami. Prezentujemy dwa z nich.

 






Nawiązując do tematu zwierzęcej mowy, także w kontekście Świąt Bożego Narodzenia warto wspomnieć o filmie animowanym „Kot rabina”. Film Joann Sfar i Antoine Delesvaux to ujmująca, mądra historia o perypetiach dwóch duchownych oraz kota, który zaczął mówić. Dzieło traktuje o religii i tolerancji. Pozycja raczej dla dojrzałego widza.  Poniżej zwiastun.

 

 

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Czytaj też

O północy mój pies przemówi. Boję się tylko jednego: że będzie miał rację

Film eWok, film: Art - 24 Grudnia 2025 godz. 12:53
Jest taki moment w Wigilię, kiedy w domu robi się miękko. Zmywarka mruczy jak kot, w salonie pachnie choinką, ktoś jeszcze nerwowo szuka pilota, a pies… pies patrzy. Uważnie. Jakby wiedział. Jakby za chwilę miał wygłosić przemówienie roku... Bo przecież wszyscy znamy tę historię: o północy z 24 na 25 grudnia zwierzęta mówią ludzkim głosem. Nie tylko te ze stajenki, ale i nasze – z kanapy, z legowiska, z parapetu. I wtedy człowiek zaczyna się zastanawiać: co on mi powie?   Może warknie na prezydenta za bezduszne „łańcuchowe weto” (bo łańcuchy – wiadomo – to dramat). A może zamerda ogonem, uśmiechnie się i rzuci: — Dobry z ciebie ludź. Ale mógłbyś częściej wychodzić na spacer.   Legenda, czyli święta z dodatkiem magii Zanim jednak zaczniemy ćwiczyć w głowie dialogi na poziomie „rozmowy międzygatunkowej”, warto pamiętać o jednym: to piękna polska legenda ludowa, a nie fakt. Skąd się wzięła? To mieszanka, jak barszcz z uszkami: trochę tradycji słowiańskich, trochę chrześcijańskich. Z jednej strony stare wierzenia, że w wyjątkowe noce świat się uchyla i dzieją się rzeczy „nie z tego świata”, z drugiej – opowieść o Bożym Narodzeniu: zwierzęta w stajence miały być świadkami narodzin Jezusa i oddać mu pokłon, więc noc wigilijna nabrała szczególnej mocy. I tak zostało: w tej jednej chwili w roku zwierzęta mają „głos”.   „Podsłuchiwanie grozi…” – czyli najlepszy świąteczny thriller W legendach jest też haczyk: nie powinno się podsłuchiwać. Bo można usłyszeć coś, czego człowiek wcale nie chce usłyszeć. W niektórych wersjach podania zwierzęta mówią dobrą nowinę albo przepowiadają przyszłość, ale ktoś, kto się skrada i nadstawia ucha, może usłyszeć nawet… datę własnej śmierci. Czyli klasyka polskiego folkloru: jest magia, jest tajemnica i jest ostrzeżenie w stylu „nie kombinuj”.   A bywa jeszcze wersja „dla grzecznych”: że zwierzęta mówią wtedy, gdy podzieli się z nimi opłatkiem – jako podziękowanie za ich pracę i obecność. I to już brzmi jak święta, które naprawdę warto praktykować: trochę wdzięczności, trochę czułości, trochę „dostajesz, bo jesteś ważny”.   Naukowo: Twój pies mówi do Ciebie cały rok No dobrze, a teraz wersja bez brokatu. Behawioryści powiedzą prosto: zwierzęta nie mówią ludzkim głosem. I tyle. To, że wyobrażamy sobie ich słowa, to antropomorfizacja – czyli przypisywanie zwierzętom ludzkich cech. Ale! (tu wchodzi najważniejsze) – zwierzęta komunikują się z nami cały rok. Tylko inaczej: spojrzeniem „proszę natychmiast”, westchnieniem „znowu późno?”, ogonem w trybie „radość”, uszami w trybie „nie ufam temu wujkowi”, czy w końcu łapą na kolanie: „hej, jestem tu”. To nie jest mowa z literami. To jest mowa z sercem, mowa ciała. Więc co usłyszysz o północy? Najprawdopodobniej… nic w ludzkich słowach. Za to możesz dostać coś lepszego: prawdziwy komunikat, który nie potrzebuje tłumaczenia. Pies może podejść bliżej, bo w końcu jest spokojniej. Kot może wskoczyć na kolana, choć normalnie „nie lubi”. A jeśli bardzo, bardzo chcesz usłyszeć zdanie, to ja obstawiam, że twój czworonożny przyjaciel powiedziałby mniej więcej tak: "Dzięki, że jesteś. I jutro też bądź. Tylko nie zapomnij o spacerze". I to jest chyba najładniejsza wigilijna „mowa” ze wszystkich.  

Wolno żyjące koty prawnie chronione

Robert Kuliński - 21 Grudnia 2015 godz. 15:34
Bogumiła Tiece radna Miasta Koszalina i inspektor Towarzystwa Opieki Nad Zwierzętami w Koszalinie, zwróciła się z prośbą do prezydenta miasta o apel w sprawie wolno żyjących kotów. Zwierzęta według prawa podlegają ochronie i gmina ma obowiązek zapewnienia im opieki. - Z kotami wolno żyjącymi jest problem – wyjaśnia Tiece. -  Gmina na obowiązek zapewnienia im opieki i go wypełnia, ale zdarzają się sytuacje, że osoby, które się tym zajmują bywają szykanowane. Zarządcy spółdzielni, czy wspólnot niechętnie w tej sprawie współpracują. Wolontariusze wspierający działania TOZ napotkają nieprzychylność mieszkańców miasta za to, że np. dokarmiają koty. Otrzymujemy także telefony z żądaniami, aby przyjechać i wyłapać zwierzęta, bo komuś przeszkadzają. Natomiast w świetle ustawy koty to zwierzęta wolno żyjące i należy im się ochrona oraz opieka.W tym celu w mieście pojawiły się specjalne budki dla kotów. Jest ich obecnie 21,  jednak to wciąż za mało. Rocznie ponad 300 kotów  wolno żyjących w Koszalinie poddawane jest sterylizacji. Pracownicy Schroniska oraz wspomniani wcześniej przez radną wolontariusze, dokarmiają zwierzęta, monitorują ich stan zdrowia i liczebność.  Niestety zarządcy np. Spółdzielni Mieszkaniowej „Przylesie” nie zgadzają się montaż budek, które w okresie zimowym są kotom potrzebne, żeby przetrwać mrozy. Działacze TOZ wykorzystują więc jakieś skrawki terenu nienależącego do spółdzielni, aby postawić takie schronienie, ale nie jest to łatwe. Także na ul. Słonecznej koty będą przez całą zimę dokarmiane. Raz w tygodniu dostarczana jest tam sucha karma. Natomiast na wiosnę, jak zapewnia Tiece, zaplanowano przesiedlenie kotów do nowej lokalizacji.  Treść wniosku radnej skierowanego do prezydenta miasta pod linkiem. - >>> LINK

Szpital zniknie, koty zostaną

Robert Kuliński/ fot. grahamvdr (sxc.hu) - 6 Listopada 2015 godz. 14:30
Szpital psychiatryczny przy ul. Słonecznej już niedługo zmieni swoją lokalizację. Pacjenci i pracownicy przeniosą się do nowego obiektu przy ul. Szarzyńskiej. Co stanie z kotami, żyjącymi na terenie szpitala? Po naszej publikacji „Nowy szpital psychiatryczny w Koszalinie” , napisała do nas zaniepokojona czytelniczka. „Przeczytałam Państwa artykuł o terminie przeprowadzki szpitala psychiatrycznego z ulicy Słonecznej i od razu pomyślałam o co najmniej kilkudziesięciu kotach, które tam żyją i są dokarmiane przez pracowników i pacjentów szpitala. Zbliża się zima, są tam też maluchy i czeka je dramat.”  Sprawa została zgłoszona do koszalińskiego oddziału Towarzystwa Opieki Nad Zwierzętami.My postanowiliśmy zapytać pracowników szpitala, jak chcą rozwiązać tę sytuację. - Współpracujemy z TOZ -em od dawna. Mamy nawet na terenie szpitala specjalną budkę dla wolno żyjących kotów – wyjaśnia Małgorzata Kmita z Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Medison. -  Przeprowadzka czeka nas 16 listopada i niestety możemy zabrać tylko te zwierzęta, które mają swojego właściciela. Wysłaliśmy oficjalne pismo w tej sprawie do Schroniska „Leśny Zakątek” prosząc o zaopiekowanie się tymi kotami, które tu zostaną.  Czasu jest jeszcze całkiem sporo , bo do 30 listopada będą tutaj jeszcze nasi pracownicy, ale już po tym czasie potrzebna będzie pomoc.Natomiast działacze schroniska, starają się przekonać zarząd Szpitala, aby w czasie przeprowadzki przesiedlić także koty oraz przygotować na ul. Szarzyńskiej taką samą budkę, jak na Słonecznej dającą schronienie zwierzakom. - Cały czas myślimy jak to rozwiązać – mówi pracownik schroniska. - Niestety dotychczasowa opiekunka budki - z którą mieliśmy podpisaną umowę - Magdalen Szłyk, nie chce już kontynuować naszej współpracy.  W grę wchodzą dwa rozwiązania. Albo znajdziemy wolontariusza, który chciałby zająć się kotami ze Słonecznej i je dokarmiać, albo będziemy musieli kociaki wyłapać i przesiedlić w inne miejsce. Działacze TOZ – u zaznaczają, że najlepszym wyjściem, byłoby zabranie kotów na ul. Szarzyńską wraz z całym szpitalem. Będą jeszcze rozmowy w tej sprawie.

Pies szczęśliwy, to pies zmęczony

Wojciech Kukliński - 14 Października 2015 godz. 14:10
Pies + człowiek = przyjaciel. Pies + biegacz + kolarz + zwierz = wróg. To najkrótsze porównanie, które przyszło mi na myśl po przeczytaniu naszego materiału “Strach na czterech łapach” i Waszych do niego  komentarzy. Za wszystkie bardzo dziękuję. Wasza żywa reakcja pokazuje, że problem psich spacerów w lesie - jest. I to poważny. Powiem więcej, ten problem był, jest i – niestety - będzie!   Dyskusja, w której z jednej strony stoją właściciele psów (psy nadal nie potrafią mówić…), a z drugiej biegacze jest tożsama z tą, w której z jednej strony biorą udział  piesi użytkownicy dróg, a z drugiej kierowcy. Jedni i drudzy mają swoje argumenty. Jedni i drudzy chcą korzystać z dróg, czy lasów w możliwie bezpieczny sposób.   Od blisko dwudziestu lat systematycznie pokonuje górki i pagórki Góry Chełmskiej jako biegacz. Od kilku miesięcy jestem również szczęśliwym (i to jak!) właścicielem czworonoga. Poznałem zatem ten problem z dwóch  stron. Niestety nie jest on do rozwiązania przez jakiekolwiek regulacje prawne. Pies szczęśliwy, to pies zmęczony. To potwierdzi każdy behawiorysta. By się zmęczył musi biegać. Jeden więcej, drugi mniej. Ale musi… A smycz? Smycz dla psa to nic innego jak taki “łańcuch w ruchu”…   Zgadzam się ze wszystkimi wypowiedziami, w których stwierdzacie, że odpowiedzialny właściciel swojego psa podczas  leśnego spaceru prowadzi go na smyczy. Tak! Jestem jednak zdecydowanie przeciwny temu, by mój pies swoje całe swoje spacerowe życie spędził na “łańcuchu”. Dla mnie odpowiedzialność, to nie tylko sposób wyprowadzenia mojego przyjaciela, ale także, a może przede wszystkim, dbałość o jego potrzeby.   Odpowiedzialność, to nic innego jak troska o niego. O to, by mógł w bezpieczny - nie tylko dla innych, ale także i dla niego - sposób zmęczyć się. Bo pies szczęśliwy, to pies… Koszalin potrzebuje psiego wybiegu. I to nie tylko dlatego, by psy mogły swobodnie pobiegać. Także dlatego, by mogły się socjalizować. Popieram ten projekt.   Wojciech Kukliński