Koszalin, Poland
KATEGORIA

Wideo

Wolontariat WOŚP 2026: zgłoś się wcześniej, bo limit miejsc się wyczerpuje

Film Ala za WOŚP Koszalin - 6 Stycznia 2026 godz. 10:00
Wolontariuszem 34. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy może zostać praktycznie każdy, kto chce pomóc – zarówno osoby pełnoletnie, jak i dzieci oraz młodzież (za zgodą opiekuna prawnego). Rejestracja odbywa się głównie przez platformę iWolontariusz WOŚP, a o przyjęciu decyduje lokalny sztab, który weryfikuje zgłoszenia i przygotowuje identyfikatory. Wolontariusz WOŚP Kiedy gra WOŚP? 34. Finał WOŚP odbędzie się 25 stycznia 2026 r. – wolontariusze kwestują wyłącznie w dniu Finału, w godzinach wskazanych przez Fundację.  Kto może zostać wolontariuszem? Zasada jest prosta: kwestować może osoba, która otrzyma identyfikator wolontariusza i zaplombowaną puszkę (lub inne dopuszczone narzędzia kwestowania) wydane przez WOŚP.  W przypadku osób niepełnoletnich obowiązują dodatkowe wymogi: niepełnoletni wolontariusz – oświadczenie musi podpisać także opiekun prawny; poniżej 16. roku życia – kwestowanie z puszką jest możliwe w towarzystwie osoby pełnoletniej, za zgodą opiekuna prawnego oraz szefa sztabu.  Jak się zapisać? Fundacja WOŚP wskazuje, że najszybsza jest rekrutacja online przez iWolontariusz – po założeniu konta i potwierdzeniu rejestracji wypełnia się formularz wolontariusza (m.in. dane osobowe i zdjęcie).  Możliwa jest też rekrutacja bezpośrednio w sztabie – szczególnie w przypadku osób niepełnoletnich, które powinny zgłaszać się z opiekunem prawnym.    „Nie zostawiajcie tego na ostatnią chwilę” Organizatorzy podkreślają, że aby zostać wolontariuszem, trzeba się pospieszyć. – Każdą zarejestrowaną osobę musimy sprawdzić, musimy jej wydrukować identyfikator – mówi Krzysztof Plewa. Zwraca też uwagę, że sztaby mają limity wolontariuszy. – W tym roku nasz sztab dostał limit 500 osób. Dlatego apelujemy do chętnych – zgłaszajcie się już dziś – dodaje. Za koordynację koszalińskich wolontariuszy odpowiada Magda Barańska, która kieruje apel szczególnie do szkół: – Czekamy na was! Macie czas do 15 stycznia.   Nie tylko osoby prywatne – mogą zgłaszać się też firmy i instytucje Do współpracy przy Finale mogą dołączać również firmy i instytucje – najczęściej w porozumieniu ze sztabem (np. w formule kwestowania online lub rozwiązań stacjonarnych, jeśli sztab je prowadzi). Regulaminy działań sztabów dopuszczają m.in. zbiórki elektroniczne i puszki stacjonarne w ramach działań sztabu.  Najważniejsze: bezpieczeństwo i zasady kwesty WOŚP przypomina też o podstawowych regułach: wolontariusze zbierają pieniądze w rejonie działania swojego sztabu i na ulicach (nie „pukając do drzwi”), a puszki nie wolno samodzielnie otwierać.  Wniosek jest prosty: jeśli chcesz zagrać z WOŚP w 2026 roku – zapisz się jak najszybciej, zanim sztab zamknie listy z powodu weryfikacji i limitów.  

DKF: „Wszystko w porządku” – jak długo da się udawać?

Film Ala, film: YT/Polski Zwiastun Kino - 5 Stycznia 2026 godz. 20:10
Dyskusyjny Klub Filmowy rozpoczyna 2026 rok od mocnego uderzenia. 6 stycznia o godz. 18.00 zaprasza do Kina Kryterium na seans filmu „Wszystko w porządku” – węgierskiego dramatu kryminalnego, który pod pozorem chłodnej, czarno-białej formy rozgrywa emocjonalny thriller o granicach lojalności i odpowiedzialności.  Czarno-biały obraz bywa w kinie wygodnym skrótem: sygnalizuje „poważną sprawę”, podkręca prestiż, czasem maskuje fabularne braki stylizacją. Bálint Dániel Sós wybiera jednak czarno-biel po to, żeby wbić klin w nasze przyzwyczajenia. Bo o ile kadr jest tu ascetycznie jednoznaczny, o tyle moralność – lepka, rozciągliwa i boleśnie ludzka. „Wszystko w porządku” to kryminalny dramat rodzinny, który udaje thriller, a w gruncie rzeczy jest grecką tragedią rozegraną na klatkach schodowych współczesnych instytucji: policji, szkoły, pracy, rodziny patchworkowej. I w tym udawaniu jest najbardziej prawdziwy. Punkt wyjścia Sósa jest prosty, niemal klasyczny. Sándor (Szabolcs Hajdu), wdowiec próbujący ułożyć sobie życie na nowo, wchodzi w związek, który ma dać jego dzieciom (i jemu samemu) drugi oddech. Podczas przyjęcia dochodzi do wypadku – z pozoru „nieszczęśliwego”, w istocie niepokojąco dwuznacznego. Sándor widzi więcej niż reszta i podejmuje decyzję, która uruchamia spiralę kłamstw: chronić syna czy chronić prawdę? Problem w tym, że to pytanie jest źle zadane. Film szybko podpowiada: można chronić syna przed prawem, a jednocześnie wystawić go na okrutniejszy wyrok – własnego sumienia, społecznej presji, rosnącej agresji i poczucia bezkarności. Sós ma rzadką umiejętność prowadzenia historii tak, by widz czuł, że moralny grunt usuwa mu się spod nóg, ale nigdy nie ma poczucia manipulacji. To kino napięcia budowanego nie pościgami, tylko spojrzeniami i niedopowiedzianymi zdaniami. W 85 minutach reżyser rozgrywa serię scen, które działają jak kolejne zaciśnięcia pętli: rozmowy z instytucjami, „życzliwe” rady znajomych, szkolne konflikty, próby utrzymania nowego związku w ryzach – wszystko to układa się w mapę świata, gdzie formalnie istnieją zasady, ale nikt nie ma narzędzi, by z nimi żyć. Prawo jest tu nie tyle opresyjne, co głuche; społeczeństwo nie tyle okrutne, co bezradnie żądne prostych winnych. Najmocniej film pracuje na relacji ojca i syna. Dénes (Ágoston Sáfrány) nie jest „dzieckiem z problemami” jak z poradnikowego dramatu. To chłopak w wieku granicznym – emocjonalnie jeszcze surowy, a już wystawiony na konsekwencje dorosłego świata. Jego agresja nie jest ozdobnikiem fabuły, tylko językiem, którego nauczyło go milczenie. Sándor z kolei nie jest ani potworem, ani świętym. Hajdu gra go z nerwem człowieka, który chce być dobrym ojcem, ale nie wie, jak nie być przy tym złym człowiekiem. Wybuchy złości, poniżające słowa, desperackie gesty „naprawiania” sytuacji – to wszystko boli, bo jest podszyte miłością, która nie umie znaleźć formy. To jedno z tych filmowych ojcostw, które nie prosi o rozgrzeszenie i przez to paradoksalnie porusza najmocniej. Czarno-biała estetyka nie jest tu tylko nastrojem – to narzędzie klaustrofobii. Kadry często trzymają bohaterów blisko, przy ścianach, w korytarzach, w pomieszczeniach, gdzie trudno oddychać. Świat wygląda jak labirynt z betonu i regulaminów, a postacie – jakby stale miały za plecami czyjeś oko. Montaż idzie za tym tempem: sceny potrafią urywać się w punkt, który zostawia nas z nieprzyjemnym „co ja bym zrobił?”. Film dzięki temu ogląda się błyskawicznie, niemal na jednym wdechu – i to jest jego wielka siła. Warto też docenić czarny humor, bo Sós używa go nie po to, by rozładować napięcie, tylko by je podkręcić. Śmiech pojawia się w momentach, gdy człowiek śmieje się z rozpędu – a sekundę później orientuje się, że śmieje się z czegoś, czego nie da się naprawić. Ten rodzaj komizmu jest tu moralnym papierkiem lakmusowym: jeśli śmieszy cię za bardzo, film pyta, czy już przypadkiem nie przesunąłeś własnej granicy. Nie jest to jednak dzieło idealne. W pewnym momencie film zdaje się działać jak precyzyjna maszyna do eskalacji: kolejne komplikacje wpadają jedna po drugiej, aż zaczynamy bardziej podziwiać konstrukcję niż przeżywać sytuację. Można też odczuć, że finał – choć celowo nie domyka wszystkich pytań – zostawia lekki niedosyt: jakby reżyser w ostatnich minutach bardziej ufał efektowi „zostawmy widza z dylematem” niż własnym, wcześniej zbudowanym emocjom. To niedociągnięcie nie przekreśla całości, ale sprawia, że film bardziej pamięta się jako intensywne doświadczenie niż jako historia, do której wraca się myślami w detalach. Mimo tego „Wszystko w porządku” broni się tym, co w kinie moralnego niepokoju najcenniejsze: nie wygłasza tez, tylko wciąga w odpowiedzialność. Nie mówi: „kłamstwo ma krótkie nogi”. Mówi raczej: „kłamstwo bywa protezą, na której da się dojść daleko – tylko nie wiadomo, gdzie po drodze zgubisz człowieczeństwo”. To film o rodzicielstwie jako polu minowym, o miłości, która może stać się wymówką, i o normach społecznych, które pięknie wyglądają na papierze, dopóki nie trzeba ich zastosować wobec własnego dziecka. A tytuł? „Wszystko w porządku” brzmi tu jak zaklęcie powtarzane po to, żeby nie usłyszeć trzasku pękającego świata. I właśnie dlatego działa: bo w tym filmie najstraszniejsze nie jest to, co się stało, tylko jak długo bohaterowie – i my razem z nimi – potrafimy udawać, że da się to „jakoś” unieść. Po projekcji tradycyjnie zapraszamy na dyskusję w ramach DKF. Seans DKF: „Wszystko w porządku” 6 stycznia 2026 (wtorek) godz. 18.00 Kino Kryterium Bilety: 15 zł – jednorazowy 12 zł – w karnecie Do zobaczenia w Kinie Kryterium!  

Wreszcie dobry czas na sanki! „Jeszcze jeden zjazd!!”

Film Art, film: Art - 4 Stycznia 2026 godz. 15:51
W Koszalinie wreszcie zrobiło się naprawdę zimowo. Po dniach czekania na „prawdziwą” aurę spadł śnieg, a osiedlowe górki, skarpy w parkach i okolice Góry Chełmskiej szybko zamieniły się w naturalne tory saneczkowe. Sanki, ślizgi, jabłuszka i worki zastąpiły spacerowe tempo – dziś to dzieci (i nie tylko) dyktują rytm zimy. Zimowa radość wróciła na osiedla Wystarczyło kilkanaście godzin opadów, by na popularnych zjazdach pojawiły się całe rodziny. Jedni przychodzą „na chwilę”, inni zostają na długo – bo kiedy śnieg jest świeży, a mróz trzyma, każdy zjazd smakuje podwójnie. Na górkach słychać śmiech, okrzyki i charakterystyczne szuranie płóz po śniegu – znak, że sezon saneczkowy w końcu ruszył. Uwaga: intensywne opady i wiatr Zimowa aura ma jednak także drugą stronę. Dla Koszalina obowiązują ostrzeżenia IMGW dotyczące intensywnych opadów śniegu (prognozowany przyrost pokrywy nawet 30–50 cm, punktowo więcej) oraz zawiei i zamieci śnieżnych – do poniedziałku rano. Dodatkowo prognozowany jest silny wiatr w porywach do ok. 85 km/h, który może szybko pogarszać widoczność i warunki na drogach. Bezpieczne sanki? Kilka prostych zasad Jeśli wybieracie się na górki, warto pamiętać o podstawach wybierajcie miejsca z dala od ulic i parkingów, najlepiej z „wybiegiem” na płaskim, kaski narciarskie/rowerowe dla dzieci to naprawdę dobry pomysł, po zmroku zadbajcie o elementy odblaskowe i latarki, przy silnym wietrze uważajcie na drzewa i gałęzie. Jedno jest pewne: Koszalin złapał zimowy oddech, a gdy śnieg dopisuje, dziecięce „jeszcze jeden zjazd!” słychać w całym mieście.

Po śnieżnym chaosie na peronie w Mławie. Black Hawk nad torami, a PKP PLK wydały komunikat

Film Art, fot.PKP, film Polska Policja - 4 Stycznia 2026 godz. 5:50
Wczoraj w sieci pojawiły się relacje podróżnych z Mławy, gdzie – jak opisują – na peronie panowały bardzo trudne warunki, a zalegający śnieg znacząco utrudniał poruszanie się i oczekiwanie na pociągi. Po tych sygnałach oglądaliśmy spektakularna akcje "powietrznego odśnieżania" w wykonaniu policyjnego Black Hawk, a PKP Polskie Linie Kolejowe S.A. opublikowały oficjalny komunikat dotyczący przygotowania infrastruktury kolejowej na pogorszenie pogody na północy kraju. PLK: „Służby gotowe na trudne warunki pogodowe” W komunikacie z 3 stycznia 2026 r. PKP PLK informują, że dyspozytorzy na bieżąco monitorują ostrzeżenia meteorologiczne, a w związku z prognozami zmobilizowano dodatkowe siły. Jak podano, w Warszawie, Szczecinie i Gdańsku działają regionalne zespoły kryzysowe, a w stałej gotowości pozostają: drużyny szybkiego usuwania usterek, maszyny do odśnieżania i pociągi sieciowe. Dodatkowo w Ełku, Iławie, Wejherowie i Białogardzie zabezpieczono lokomotywy osłonowe, które mogą zostać użyte w razie problemów na trasach. Patrole na liniach i kontrole peronów PKP PLK przekazują również, że na liniach kolejowych prowadzone są jazdy patrolowe, których celem jest utrzymanie przejezdności. Regularnie kontrolowany ma być także stan peronów na stacjach i przystankach – co bezpośrednio odnosi się do zgłoszeń pasażerów dotyczących warunków oczekiwania na pociągi. Drzewa pod balastem śniegu W czasie intensywnych opadów i wiatru śnieg staje się dla drzew „balastem”. Obciąża gałęzie i pnie, powoduje pochylanie, łamanie, a nawet przewracanie drzew w stronę torów oraz na sieć trakcyjną. Skutek bywa natychmiastowy: zatarasowane tory, uszkodzona infrastruktura i wstrzymany ruch pociągów, a w konsekwencji kłopoty dla pasażerów. Operacja pod pełną kontrolą Takie „odśnieżanie z powietrza” odbywa się w kontrolowanych warunkach i bez ruchu kolejowego. To kluczowe: nawet jeśli podczas przelotu złamie się gałąź i spadnie na tory, służby mogą natychmiast zareagować, bo linia jest wyłączona z ruchu na czas działań.  PKP PLK podkreślają też, że śmigłowiec pomaga nie tylko strącać śnieg, ale również monitorować teren i wskazywać miejsca, gdzie trzeba podjąć pilne prace. Wydarzenia Interia Metoda sprawdzona za granicą Choć dla wielu osób w Polsce to nowość, podobne rozwiązania nie są wymysłem „na pokaz”. Tego typu oczyszczanie drzew ze śniegu stosuje się także w innych krajach – m.in. w Austrii i Norwegii.  „Nie tylko helikopter, ale i przepisy” Ważny głos w tej sprawie zabrał wiceminister infrastruktury Piotr Malepszak, wskazując, że obok doraźnych działań potrzebne są też rozwiązania systemowe: „Nie tylko helikopter, ale i przepisy powinny wspierać polską kolej walczącą z ryzykiem powalonych na linie drzew. To ryzyko należy bezwzględnie ograniczyć. Powrót do przepisów sprzed 2019 r., aby wycinać pas drzew 15 m od torów z każdej strony jest konieczny”. Gdzie sprawdzać opóźnienia i ruch pociągów? Spółka przypomina, że bieżące informacje o kursowaniu pociągów są dostępne: w aplikacji oraz na stronie Portal Pasażera:  www.portalpasazera.pl. „Widzisz nieodśnieżony peron? Zgłoś go” W komunikacie pojawia się też jasny apel do podróżnych: jeśli ktoś natrafi na nieodśnieżony peron, może zgłosić problem przez narzędzie „Sprawny peron”  – dostępne przez aplikację lub stronę internetową. Zima testuje system Intensywne opady śniegu i silny wiatr potrafią szybko zmienić warunki na peronach i przejazdach kolejowych. Sytuacja z Mławy pokazuje, że nawet przy deklarowanej gotowości służb, kluczowe jest tempo reakcji w konkretnych lokalizacjach – zwłaszcza tam, gdzie ruch pasażerski jest duży, a warunki stają się uciążliwe i potencjalnie niebezpieczne.

Od pierwszego Finału do realnej pomocy. WOŚP od 33 lat gra dla nas wszystkich

Film Ala za WOŚP - 4 Stycznia 2026 godz. 5:33
33 lata temu – 3 stycznia 1993 roku – zagrał pierwszy Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. To był początek historii, która do dziś łączy miliony ludzi w całej Polsce i poza jej granicami. Historii o wspólnym działaniu, w którym liczą się dobre emocje, zaufanie i przekonanie, że razem naprawdę możemy zmieniać rzeczywistość. Dziś, gdy wracamy pamięcią do tamtego dnia, wciąż widać to samo: uśmiech, radość ze wspólnego bycia ze sobą i ogromne zaangażowanie. WOŚP od lat jest czymś więcej niż zbiórką – to energia społeczna, która co roku przypomina, jak wiele można osiągnąć, gdy ludzie jednoczą się w jednym celu. Za to zaangażowanie – dziękujemy. 34. Finał już w ostatnią niedzielę stycznia Przed nami kolejny rozdział tej historii. 34. Finał WOŚP odbędzie się w ostatnią niedzielę stycznia, a my znów spotkamy się na ulicach, w sztabach, na wydarzeniach i online, by wspólnie grać dla zdrowia. I choć Finał to emocje, muzyka i wolontariusze z puszkami, najważniejsze jest to, co zostaje po nim na lata: konkretna pomoc widoczna w szpitalach i placówkach medycznych. Co tak pięknie się prezentuje? Tak pięknie prezentuje się pracownia RTG w Specjalistycznym Zespole Gruźlicy i Chorób Płuc w Koszalinie. To właśnie takie miejsca najlepiej pokazują sens Orkiestry – bo za każdą złotówką stoją realne zmiany: nowoczesna diagnostyka, szybsze badania, większe bezpieczeństwo pacjentów i komfort pracy personelu. To wyposażenie jest jednym z bardzo ważnych zakupów dla pulmonologii – i kolejnym potwierdzeniem, że cel 32. Finału WOŚP był realizowany w praktyce, a nie tylko „na papierze”. Liczby, które robią wrażenie – ale jeszcze bardziej robi wrażenie efekt W ramach 32. Finału WOŚP zebrano 281 879 118,07 zł. To ogromna suma, ale jej prawdziwa wartość ujawnia się dopiero wtedy, gdy widzimy efekty: sprzęt, pracownie, urządzenia diagnostyczne, które każdego dnia pomagają ratować zdrowie i życie. Przypomnijcie z nami pierwszy Finał Warto na chwilę wrócić do początku. Do 3 stycznia 1993 roku, kiedy wszystko się zaczęło. I pomyśleć, jak daleko zaszliśmy – dzięki milionom serc, rąk i drobnych gestów. Bo WOŚP gra od 33 lat "Do końca świata i jeden dzień dłużej!"

Sobota na spacer? W taką zimę szkoda siedzieć w domu!

Film Art, fot. i film Art - 3 Stycznia 2026 godz. 11:45
Są takie dni, kiedy wystarczy spojrzeć przez okno, żeby od razu poczuć, że to idealny moment na krótką ucieczkę z kanapy. Sobota przywitała nas piękną zimową aurą – świeży śnieżek otulił chodniki i drzewa, a lekki mrozek szczypie w policzki dokładnie tak, jak powinien. To ta pogoda, która nie męczy, tylko dodaje energii. I aż chce się iść na spacer. Nie trzeba planować wielkiej wyprawy. Czasem wystarczy godzina na świeżym powietrzu, by głowa odpoczęła, a organizm złapał nowy oddech. Zima ma w sobie coś wyjątkowego: ciszę, skrzący się śnieg pod butami, przyjemny chłód i ten charakterystyczny zapach powietrza, który wciąga się głęboko jak najlepszą herbatę po powrocie do domu. Las, morze, a może Park? Opcji jest mnóstwo – w zależności od tego, na co macie dziś ochotę. To dlatego, że mieszkacie w takim miejscu jak Koszalin!  Do lasu – jeśli marzy wam się spokój, ścieżki między drzewami i chrupiący śnieg, który brzmi jak mały koncert pod stopami. W lesie łatwo złapać dystans do tygodnia, wyciszyć myśli i po prostu iść przed siebie. Nad morze – dla tych, którzy lubią przestrzeń i wiatr, który porządkuje myśli w kilka minut. Zimowe morze wygląda zupełnie inaczej niż latem: jest surowe, spokojne i piękne. A spacer brzegiem w świeżym powietrzu potrafi zdziałać cuda. Do naszego Parku – jeśli chcecie mieć naturę „na wyciągnięcie ręki”. Park zimą potrafi zachwycić: oszronione gałęzie, białe alejki i ten moment, gdy na chwilę robi się cicho, jakby miasto zwalniało specjalnie dla spacerowiczów. Najważniejsze: po prostu wyjść Największą przeszkodą zwykle nie jest pogoda, tylko decyzja. A kiedy już założycie czapkę, weźmiecie rękawiczki i zrobicie pierwszy krok, reszta dzieje się sama. Po kilku minutach robi się przyjemnie, w płucach czuć świeżość, a w głowie pojawia się lekkość. Zabierzcie kogoś bliskiego, psa, termos z herbatą albo po prostu dobrą playlistę w słuchawkach. I pamiętajcie: nie trzeba biec, nie trzeba robić planów na 10 kilometrów. Wystarczy chcieć wyjść. Bo taka sobota – z białym puchem i lekkim mrozkiem – nie zdarza się codziennie.