Koszalin, Poland
KATEGORIA

Wideo

Trotyl i broń chemiczna na dnie Bałtyku. Sztuczna inteligencja pomoże naukowcom oszacować zagrożenie

Film Ala za naw seria.pl - 28 Października 2019 godz. 5:45
Naukowcy szacują, że na dnie Bałtyku zalega od 50 do 100 tys. ton broni chemicznej i jeszcze więcej toksycznej broni konwencjonalnej. Znajdują się we wrakach z okresu II wojny światowej albo zostały zatopione po jej zakończeniu. Według NIK tylko w Zatoce Gdańskiej zidentyfikowano dotąd około 100 takich okrętów. Naukowcy z Polski i kilku innych państw, m.in. Niemiec, Szwecji, Finlandii i Litwy prowadzą współfinansowany ze środków europejskich projekt Daimon, który pozwoli oszacować związane z tym ryzyko. Od września pomoże im w tym sztuczna inteligencja, która ułatwi podejmowanie decyzji, np. o wyłączeniu danego rejonu z inwestycji czy rybołówstwa z uwagi na podwyższone ryzyko skażenia. – Jest kilka rodzajów zagrożeń chemicznych na dnie Bałtyku. Powszechnie mówi się o broni chemicznej i ona rzeczywiście jest – wiemy gdzie i znamy dokładne miejsca. Przy czym wpływ tej broni chemicznej na środowisko w tej chwili jest ograniczony, ona jest dziś po części zagłębiona w dnie. Jeżeli jest, to raczej wpływ lokalny. Natomiast niewiele mówi się o zagrożeniach ze strony broni konwencjonalnej. Na przykład w Niemczech, niedaleko wejścia do fiordu Kiel, jest składowisko po II wojnie światowej, gdzie są tysiące ton broni wyelaborowanej trotylem – mówi dr inż. Benedykt Hac, kierownik Zakładu Oceanografii Operacyjnej Instytutu Morskiego w Gdańsku. Jak podkreśla, trotyl w kontakcie z wodą powoduje wydzielanie substancji trujących, które są przez prądy roznoszone wzdłuż brzegu i absorbowane w łańcuchu troficznym przez organizmy morskie. W ten sposób mogą się przedostawać wprost do ludzkiego układu pokarmowego. Naukowcy szacują, że na dnie Bałtyku zalega od 50 do 100 tys. ton broni chemicznej i jeszcze więcej, bo nawet do 500 tys. ton toksycznej broni konwencjonalnej. Znajdują się we wrakach z okresu II wojny światowej albo zostały zatopione po jej zakończeniu (ponieważ był to najtańszy sposób utylizacji). Broń i amunicja były zatapiane głównie w okolicy Głębi Gotlandzkiej i Głębi Bornholmskiej, ale część znajduje się również w Głębi Gdańskiej. Według Najwyższej Izby Kontroli na dnie Bałtyku zidentyfikowano dotąd ok. 300 wraków okrętów, w tym ok. 100 w Zatoce Gdańskiej. – Badamy wraki pod kątem ich wpływu na środowisko, gromadzimy informacje o wszystkich takich obiektach, ponieważ one mogą zawierać nie tylko paliwo, lecz także szkodliwe ładunki czy chemikalia, które pod wpływem działania wody stają się aktywne i niebezpieczne dla środowiska – mówi dr inż. Benedykt Hac. – Ekonomicznie podnoszenie wraków jest nieuzasadnione, to są bardzo drogie operacje. Środowisko wodne wymaga specjalistycznych systemów, nurków, wielkich dźwigów itp. Takie operacje zdarzają się na świecie, natomiast w Polsce ich nie notujemy.  Największe zagrożenie stwarzają w tej chwili wraki statków Stuttgart, zatopionego na redzie w Gdyni, oraz Franken – oba pochodzące z okresu II wojny światowej. Z pierwszego już wydobywa się paliwo do Zatoki Puckiej. Drugi, znajdujący się w pobliżu Helu, z powodu korozji może się zapaść w każdej chwili i spowodować katastrofę ekologiczną. Szacuje się, że w jego zbiornikach znajduje się co najmniej 1,5 mln litrów mazutu i innych paliw. Ponadto, jak podaje NIK, w rejonie Głębi Gdańskiej może spoczywać na dnie co najmniej kilkadziesiąt ton amunicji i bojowych środków trujących (BŚT), w tym jeden z najgroźniejszych – iperyt siarkowy. Od czasów wojny już kilkakrotnie doszło do poparzenia nim rybaków i plażowiczów. Ostatni przypadek skażenia bronią chemiczną z okresu II wojny światowej miał miejsce w 2012 roku, kiedy na plaży między Ustką a Łebą znaleziono grudki fosforu białego, a skażeniu uległo 13 km wybrzeża. Wcześniej, w 1997 roku, niedaleko Władysławowa rybacy znaleźli w sieciach bombę iperytową, a ośmiu z nich zostało poważnie poparzonych. Według szacunków zawartych w Krajowym Planie Zarządzania Kryzysowego uwolnienie zaledwie 1/6 chemikaliów ze zbiorników zalegających na dnie zniszczyłoby życie w Bałtyku, a odbudowa ekosystemu zajęłaby co najmniej 100 lat. Broń i chemikalia zatopione na dnie nie są jednak tylko problemem tego akwenu, lecz także wielu innych w Europie. Przykładowo po II wojnie światowej Amerykanie zatopili również ogromne jej ilości w rejonie Hawajów.   Najwyższa Izba Kontroli ma zbadać, jak polskie służby monitorują i reagują zagrożenia ekologiczne, które wynikają z zatopionych na dnie Bałtyku toksycznych substancji. Polska i kilka innych państw, w tym m.in. Niemcy, Szwecja, Finlandia i Litwa, wspólnie prowadzą też współfinansowany ze środków europejskich projekt Daimon, który koordynuje Instytut Oceanologii PAN. Według naukowców zagrożenie stanowi kilka procent broni zalegającej w morzu, a projekt pozwoli zidentyfikować tą, którą trzeba się pilnie zająć, żeby uniknąć katastrofy ekologicznej.    We wrześniu tego roku projekt Daimon wszedł w nowy etap, którego głównym elementem jest sztuczna inteligencja. AI pomoże naukowcom w podejmowaniu decyzji, np. o wyłączeniu danego rejonu z inwestycji czy rybołówstwa z uwagi na podwyższone ryzyko skażenia. Z badań naukowców wynika, że najszybciej – za około 20 do 30 lat – skorodują pociski artyleryjskie, których na dnie Bałtyku zalega najwięcej. Jak podaje IO PAN – wyciągnięcie wszystkich wraków i broni chemicznej z dna Bałtyku jest niemożliwe. Dlatego naukowcy chcą się skupić na najbardziej niebezpiecznej części amunicji. Pod wodą umieszcza się ją w specjalnych pojemnikach, a następnie niszczy w przygotowanych do tego instalacjach na lądzie. Na razie dwie takie znajdują się w Belgii i Niemczech, ale można je także montować na statkach. – Innym zagrożeniem dla Bałtyku są także ładunki przewożone przez współcześnie pływające statki. Te muszą spełniać określone wymogi, raportować, jakiego rodzaju środki chemiczne przewożą i na ile są one są niebezpieczne, służy do tego specjalna skala – mówi dr inż. Benedykt Hac, kierownik Zakładu Oceanografii Operacyjnej Instytutu Morskiego w Gdańsku –Oczywiście tych zagrożeń nie jest aż tak wiele i one nie stwarzają wielkiego, bezpośredniego ryzyka, niemniej są istotne i trzeba mieć je na uwadze – podkreśla.

Świat bez raka piersi nie istnieje. A mógłby

Film Ala z mat. inf. - 26 Października 2019 godz. 5:40
Pod takim hasłem rozpoczęła się kampania promocyjna profilaktyki raka piersi, celem kampanii jest prewencja nowotworu piersi wśród kobiet, w tym w szczególności kobiet młodych w wieku 16-35 i w przedziale wiekowym 35-50. - W tym roku Lions Club Szczecin oraz Regionalna Fundacja Walki z Rakiem – inicjatorzy kampanii, poprosili www.swiatbezraka.pl nas o nieszablonowe podejście do kampanii o profilaktyce raka piersi. – mówi Piotr Krężel z 24fps, pomysłodawca kampanii. - Nie chcieliśmy epatować strachem przed rakiem, ani tworzyć kampanii stricte informacyjnej. Dlatego zdecydowaliśmy się opowiedzieć w filmie historię idealnego świata, w którym kobiety nie mogą powstrzymać się od samobadania piersi i w którym rak piersi praktycznie nie istnieje. Niemal wszystkie przypadki wcześnie wykrytych zmian w piersiach są uleczalne, nie jest to więc science fiction, ale świat który mógłby istnieć gdyby kobiety rozpoczynały samobadanie od 16 roku życia i kierowały się do lekarza rodzinnego lub przyszpitalnych przychodni po wykryciu jakichkolwiek zmian.- dodaje.       W zachodniopomorskim wyleczalność chorych na raka piersi w ostatnich latach wynosiła 78%., Szacuje się że kobiety które samobadają piersi co miesiąc i kontaktują się z lekarzem przy najmniejszych wątpliwościach mają 95% szans na wyleczenie.    Najpopularniejsze badania piersi służące wykryciu choroby nowotworowej to USG i Mamografia.  Żadna z procedur diagnostycznych nie jest metodą uniwersalną i idealną dla każdej kobiety. Niezwykle ważne jest odpowiednie kojarzenie różnych metod – w zależności od sytuacji i wieku. O doborze optymalnego badania i zalecanej procedury diagnostycznej powinien zadecydować lekarz.    W filmie wystąpiły znane Szczecińskie aktorki – Sylwia Różycka, Sylwia Witkowska,  Adrianna Janowska-Moniuszko.    Kampania została opracowana w ramach miesiąca świadomości raka piersi - Breast Cancer Awareness Month, w ramach którego na całym świecie przypomina się kobietom o profilaktyce raka piersi.    Odwiedź stronę kampanii i dowiedz się jak właściwie samobadać piersi na www.swiatbezraka.pl Kampania została sfinansowana z budżetu Województwa Zachodniopomorskiego oraz środków własnych Zachodniopomorskiego Centrum Onkologii.   

Tęczowy Piątek: Promocja równości u uczniów LGBT czy manipulacja w szkole?

Film Ala za KPH - 25 Października 2019 godz. 7:29
Dzień edukacji w kierunku akceptacji i szacunku wobec młodzieży LGBT, czy raczej ideologiczny atak na konserwatywną wykładnię w szkole, wspieraną przez rząd i kościół? Z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy uznać, że dzień utrwali podziały na tle światopoglądowym. Część szkół angażuje się w kampanię na rzecz równych praw uczniów LGBT. Ideę krytykuje rząd i ortodoksyjna organizacja Ordo Iuris, nazywająca przedsięwzięcie manipulacją.  25 października wszyscy murem za młodzieżą  Po czterech latach od pierwszej edycji można śmiało stwierdzić, że Tęczowy Piątek na dobre zadomowił się w szkolnym kalendarzu. Wyczekiwana przez uczniów i uczennice akcja odbędzie się jak zawsze w ostatni piątek października. O tym, jak będzie wyglądał  Tęczowy Piątek w danej szkole zadecyduje wspólnie kadra szkolna, młodzież i rodzice. W odpowiedzi na prośby płynące ze strony kadry szkolnej, uczniów i uczennic oraz rodziców uczyniliśmy organizację Tęczowego Piątku jeszcze prostszą. Dlatego w tym roku nie prowadzimy listy zgłoszeń. Nie wysyłamy też żadnych materiałów. Wszystko, co potrzebne, czyli zbiór informacji o akcji, proponowane aktywności i plakaty do pobrania znajduje się na stronie www.teczowypiatek.org.pl – wyjaśnia Skonieczna.

Tęczowy Piątek: Promocja równości u uczniów LGBT czy manipulacja w szkole?

Film Ala za KPH - 25 Października 2019 godz. 7:29
Dzień edukacji w kierunku akceptacji i szacunku wobec młodzieży LGBT, czy raczej ideologiczny atak na konserwatywną wykładnię w szkole, wspieraną przez rząd i kościół? Z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy uznać, że dzień utrwali podziały na tle światopoglądowym. Część szkół angażuje się w kampanię na rzecz równych praw uczniów LGBT. Ideę krytykuje rząd i ortodoksyjna organizacja Ordo Iuris, nazywająca przedsięwzięcie manipulacją.  25 października wszyscy murem za młodzieżą  Po czterech latach od pierwszej edycji można śmiało stwierdzić, że Tęczowy Piątek na dobre zadomowił się w szkolnym kalendarzu. Wyczekiwana przez uczniów i uczennice akcja odbędzie się jak zawsze w ostatni piątek października. O tym, jak będzie wyglądał  Tęczowy Piątek w danej szkole zadecyduje wspólnie kadra szkolna, młodzież i rodzice. W odpowiedzi na prośby płynące ze strony kadry szkolnej, uczniów i uczennic oraz rodziców uczyniliśmy organizację Tęczowego Piątku jeszcze prostszą. Dlatego w tym roku nie prowadzimy listy zgłoszeń. Nie wysyłamy też żadnych materiałów. Wszystko, co potrzebne, czyli zbiór informacji o akcji, proponowane aktywności i plakaty do pobrania znajduje się na stronie www.teczowypiatek.org.pl – wyjaśnia Skonieczna.

Spotkanie z Robertem Makłowiczem w KBP

Film Ala, film: Dominik Wasilewski - 25 Października 2019 godz. 7:24
- Bierze pani czerstwe, pszenne pieczywo - koniecznie pszenne - pokrojone w kostkę - doradzał podczas spotkania w Koszalińskiej Bibliotece Publicznej z mieszkańcami miasta Robert Makłowicz. Robert Makłowicz, urodzony w 1963 roku w Krakowie, dziennikarz, autor książek i programów telewizyjnych o tematyce kulinarnej, kulturowej i historycznej. Nauki pobierał na wydziałach prawa i historii Uniwersytetu Jagiellońskiego, w sposób wysoce niesystematyczny oraz wybiórczy, gdyż żadnego z tych kierunków nie ukończył. Historią pasjonuje się od zawsze, zwłaszcza dziejami Europy Środkowej w dobie panowania Habsburgów, szczególnie zaś dwóch ostatnich władców tejże dynastii – cesarza Franciszka Józefa i cesarza Karola. Pozostałe zainteresowania nazwać można szeroko rozumianą konsumpcją – od literatury (ulubieni autorzy: Joseph Roth i Andrzej Bobkowski), poprzez muzykę (od punk rocka po Bartóka, ze szczególnym uwzględnieniem pieśni ludu Csángó), po destylaty owocowe (zwłaszcza z gruszek Williams, morwy, pigwy, śliwek, jabłek, moreli oraz mieszane), wina (koniecznie grüner veltliner i pinot noir) oraz kuchnię (przedziwna predylekcja do mamałygi z bryndzą oraz skwarkami z wędzonej słoniny).

Koszalin: XV Hanza Jazz Festiwal

Film Ala, foto, film: Dominik Wasilewski - 25 Października 2019 godz. 7:17
Wczoraj koszalińskiej publiczności zaprezentował się Florian Arbenz & Vistel Brothers „CONVERGENCE” - muzycy z Australii, Kuby, Brazylii i Szwajcarii. Dziś RANGE TRANE Zespół Orange Trane powstał w 1994 roku w Kartuzach, a jego skład tworzyli wówczas młodzi muzycy  (dzis już bardzo znani i uznaniu muzycy) z lokalnego środowiska muzycznego. Grupa koncertowała w klubach jazzowych na terenie całego kraju oraz na  festiwalach, takich jak: Jazz Jantar, Jazz Juniors, Jazz nad Odrą, Pomorska Jesień Jazzowa, zdobywając  wiele wyróżnień i nagród. W tym składzie zespół nagrał dwie płyty: bardzo dobrze przyjęty debiutancki  album zatytułowany „Obertas”, a następnie „My personal Friend”, na którym gościnnie zaśpiewał Mieczysław Szcześniak, a na saksofonie zagrał Maciej Sikała. Na tegorocznym Hanza Jazz Festiwal zespół ORANGE TRANE wystąpi jako sekstet  i zaprezentuje najnowszy program z płyty „Wolność” w składzie: Piotr Lemańczyk - kontrabas, gitara basowa Tomasz Łosowski - perkusja Dominik Bukowski - wibrafon Szymon Łukowski - saksofony Michł Ciesielski - saksofon tenorowy  oraz gościnnie: Bartłomiej „ESKAUBEI” Skubisz – rap