Koszalin, Poland
KATEGORIA

Wideo

TPD Koszalin: Jerusalema Dance Challenge

Film Ala za FB/TPD Koszalin - 22 Marca 2021 godz. 3:25
Z okazji Dnia Ogniskowicza TPD Koszalin przygotowało niespodziankę - Jerusalema Dance Challenge. Południowoafrykańska piosenka „Jerusalema” zyskała nowe życie dzięki grupie tanecznej z Angoli i daje ludziom na całym świecie poczucie bycia częścią wspólnoty w trakcie izolacji spowodowanej pandemią COVID-19. Lepsze napięcie mięśniowe, większa wytrzymałość i zdrowsze serce – korzyści zdrowotne wynikające z tańca są bezsprzeczne. Być może mniej ewidentną, ale równie ważną korzyścią, jaką daje taniec, jest to, że pozwala on przekraczać granice językowe i fizyczne oraz zbliża ludzi do siebie, tym samym tworząc poczucie wspólnoty w okresie dystansowania fizycznego wymuszonego przez koronawirusa. W ostatnich czasach stało się to jeszcze bardziej oczywiste dzięki globalnej modzie na taniec do piosenki „Jerusalema”, który niespodziewanie podbił świat.  Wszystko zaczęło się na początku 2020 roku, kiedy angolska grupa taneczna Phenomenos do Semba dodała własną choreografię do południowoafrykańskiego przeboju z 2019 roku pt. „Jerusalema” autorstwa Master KG i Nomcebo Zikode. Nakręcony gdzieś na podwórkach Luandy film JerusalemaDanceChallenge pokazuje grupę przyjaciół, którzy tańczą, nie przerywając posiłku. W dobie obecnej pandemii “film #JerusalemaDanceChallenge stał się odpowiedzią na zarazę”, pisze Ananya Jahanara Kabir, historyk literatury i kultury z King’s College ondon, w artykule opublikowanym na stronie „Modern Ghana”. „Niemal z dnia na dzień wszyscy, od policjantów w Afryce do księży w Europie, zaczęli publikować swoje własne filmy taneczne do »Jerusalemy«, odtwarzając tę choreografię”.   Siła i rozpoznawalność tańców grupowych, takich jak wyzwanie taneczne „Jerusalema”, leży w jego choreografii, która jest na tyle prosta, że zachęca ludzi do dołączenia, a równocześnie na tyle trudna, aby podtrzymać ich zaangażowanie. „Układ kroków wymaga ukierunkowanego ruchu poprzez przeskakiwanie z nogi na nogę i skręcenie ciała o 90 stopni w celu powtórzenia całego układu. L kroki tworzą przyjemne napięcie, a ponieważ ich układ się powtarza, do tańca mogą dołączać kolejne osoby, aż do zakończenia piosenki”, wyjaśnia prof. Kabir.   Tworzenie radości z bólu   Na swojej stronie na Facebooku zespół Phenomenos do Semba wspomina o „alegria da dança”, czyli radości płynącej z tańca. Synkopowane Według prof. Kabir „można to również odczytać jako »politykę radości« (ang. alegropolitics), czyli radość powstałą na bazie traumy i dehumanizacji. Z punktu widzenia historii niewolnictwo, kolonializm, komodyfikacja i ciągłe zagrożenie życia osób czarnoskórych jest źródłem afro-atlantyckiej kultury ekspresyjnej”. Ten paradoks między fascynującą żywiołowością afrykańskich rytmów i ich traumatycznymi źródłami było przedmiotem zakończonego projektu MODERNMOVES finansowanego przez UE, któremu przewodziła prof. Kabir i jej zespół z King’s College London.  Badaczka uważa, że bardziej użyteczne byłoby podejście do wyzwania tanecznego Jerusalema „w odniesieniu do toczących się procesów kreolizacji – mieszania się kultur – które są widoczne wzdłuż wybrzeży Atlantyku”, niż jako wewnątrzafrykańskiego zjawiska. „Wielokierunkowa, nieprzewidywalna, ale zawsze innowacyjna kreolizacja jest siłą napędową »polityki radości« dziedzictwa muzycznego i tanecznego Afryki. Spopularyzowanie południowoafrykańskiego utworu przez angolski film jest przykładem ducha współpracy i konkurencyjności kreolizacji”, twierdzi badaczka.  Płynne przejście od jedzenia do tańca wskazuje, że angolski zespół czerpie z „głębokich i wyraźnych zasobów afro-atlantyckich umiejętności przetrwania poprzez radość”, zauważa prof. Kabir. „»Jerusalema« stała się wiralem podczas pandemii koronawirusa, ponieważ wyzwanie związane z tańcem stało się prostym sposobem budowania wspólnoty: zwłaszcza w czasie, gdy ludziom tak bardzo brakuje do tego okazji”.   W ramach projektu MODERNMOVES (Modern Moves: Kinetic Transnationalism and Afro-Diasporic Rhythm Cultures) naukowcy badali ewolucję afrykańskich tańców, od plantacji po miasta na całym świecie. Celem projektu było poznanie powiązań współczesnego świata z kulturami opierającymi się na afrykańskich rytmach. Projekt zakończył się w 2018 roku. 

Samorządy przeciwne planom centralizacji szpitali. Podważają konstytucyjność dotychczasowych propozycji

Film Ala za Newseria.pl - 19 Marca 2021 godz. 9:37
Projekt ustawy o centralizacji szpitali ma być gotowy do końca maja, ale wciąż nie wiadomo, jak ma ona wyglądać. – Ostatnio pojawił się pomysł, że rząd przejmie 51 proc. udziałów w szpitalach samorządowych – informuje wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska. Samorządy są przeciwne takim zmianom i mają wątpliwości co do ich konstytucyjności. W ostatnich latach zainwestowały w swoje placówki miliardy złotych, a wciąż nie wiedzą, co stanie się z ich majątkiem, czy zostaną im przyznane odszkodowania ani czy – w obliczu planowanego przejęcia szpitali przez rząd – powinny kontynuować prowadzone w nich inwestycje. – Z ostatniego posiedzenia Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego dowiedzieliśmy się, że być może rząd przejmie 51 proc. udziałów w naszych szpitalach. Innymi słowy infrastruktura ma zostać u nas, w samorządach, my będziemy za nią odpowiadać, łożyć na nią pieniądze, ale nie będziemy mieli żadnego wpływu na to, jak szpital będzie wyglądał, jak będzie kształtowany zarząd. To jest nieprawdopodobne. Wszystko to na razie odbywa się na zasadzie badania, sprawdzania, testowania i przygotowywania podwalin pod ustawę, która będzie konsultowana w przyszłości – mówi agencji Newseria Biznes Renata Kaznowska, wiceprezydent m.st. Warszawy, odpowiedzialna m.in. za obszar miejskiej polityki zdrowotnej. Minister zdrowia Adam Niedzielski powołał 23 grudnia ub.r. zespół roboczy, który ma wypracować rozwiązania legislacyjne dotyczące planowanej restrukturyzacji szpitali. Ma ona objąć m.in. przekształcenia właścicielskie, konsolidację sektora szpitalnictwa i przeprofilowanie szpitali, a także utworzenie podmiotu odpowiedzialnego za centralny nadzór nad placówkami. Na tej podstawie powstanie projekt ustawy, który ma być gotowy do końca maja tego roku. – Ten zespół ma przygotować bardzo wiele założeń. To nie tylko centralizacja, ale i wypracowanie modelu czegoś, co my nazywamy po prostu nacjonalizacją szpitali. Dla samorządów to nie jest reforma, ale absolutna rewolucja, o bardzo poważnych skutkach – mówi Renata Kaznowska. Z dotychczasowych informacji wynika, że Ministerstwo Zdrowia rozważa kilka wariantów centralizacji, w tym m.in. przekazanie całości szpitali pod nadzór MZ i model mieszany, w którym szpitale powiatowe przeszłyby pod nadzór marszałków województw. Te plany w oficjalnym stanowisku skrytykowała już m.in. Polska Federacja Szpitali, która zwróciła uwagę, że dyskusja o restrukturyzacji szpitalnictwa toczy się w samym środku pandemii, przy rosnącej liczbie zakażeń, zgonów i hospitalizacji. Wiceprezydent Warszawy zauważa też, że nieco ponad dwa miesiące, które zostały na przygotowanie projektu ustawy o restrukturyzacji szpitali, to bardzo krótki czas, zważywszy na skalę zmian szykowanych przez rząd. Tym bardziej że zespół roboczy nie wypracował jeszcze żadnych konkretów. – Uczestniczę we wszystkich spotkaniach organizowanych w ramach konsultacji z ministrem Sławomirem Gadomskim, odpowiedzialnym za przygotowanie podwalin pod nową ustawę. Na tych spotkaniach pojawiają się wciąż nowe pomysły, propozycje, a jednocześnie nie dostajemy odpowiedzi na konkretne, merytoryczne pytania, które zadajemy. Warszawa ma 10 szpitali, z których pięć działa w formule SPZOZ [samodzielny publiczny zakład opieki zdrowotnej – red.], a pięć to spółki prawa handlowego. Czy te szpitale przechodzą na własność rządu? Jeżeli tak, to co z ich majątkiem? Jeżeli rząd przejmuje nasze szpitale, to co ze środkami, które w ciągu ostatnich kilkunastu lat w nie zainwestowaliśmy? Nasze szpitale są wyremontowane, mają znakomitą aparaturę i chcemy wiedzieć, co się stanie z tym majątkiem – podkreśla wiceprezydent stolicy. Warszawa zarządza 10 szpitalami, które mają sprzęt i aparaturę o wartości 380 mln zł. Ponad 70 proc. tej kwoty zostało sfinansowane z budżetu stolicy, a w ostatnich kilku latach wydatki majątkowe na ten cel sięgnęły 1,6 mld zł (m.in. rozbudowy, modernizacje, doposażenie w sprzęt i aparaturę medyczną oraz budowa Szpitala Południowego). Miejskie placówki zostały też w większości wyremontowane i doinwestowane, mają wysoki standard oddziałów, a w najbliższych latach zaplanowano kolejne 426,5 mln zł na dokapitalizowanie i kontynuację inwestycji w miejskich szpitalach (np. 173 mln zł na rozbudowę i wyposażenie Szpitala Bielańskiego i 190 mln zł na modernizację SOR w Szpitalu Czerniakowskim i na Solcu). Miasto nie wie, czy w obliczu planowanego przejęcia szpitali przez rząd powinno kontynuować te inwestycje. W kropce są też inne samorządy. – Warszawa właśnie oddała do użytkowania Szpital Południowy za 400 mln zł. Co z tymi pieniędzmi? Czy rząd nam je zwróci? W tej chwili wylewamy też trzeci poziom bardzo dużego bloku w Szpitalu Bielańskim za prawie 200 mln zł. Nie wiemy, jak to będzie rozliczone i czy mamy dzisiaj zaprzestać tej inwestycji i wyprowadzić wykonawcę z budowy? Na żadne z tych pytań w zasadzie nie dostaliśmy odpowiedzi, a na kolejnych spotkaniach pojawiają się wciąż nowe pomysły – podkreśla Renata Kaznowska. Samorządy podkreślają, że należące do nich placówki są lepiej zarządzane, a ich zadłużenie jest minimalne w stosunku do rządowych. Podczas konferencji prasowej w połowie stycznia członek zarządu województwa mazowieckiego (nadzoruje 26 placówek medycznych na Mazowszu, w które zainwestowano dotąd ponad 2,9 mld zł) Elżbieta Lanc podkreśliła, że – w obliczu niedofinansowania przez NFZ – placówki już dawno znalazłyby się w zapaści, gdyby nie wsparcie finansowe samorządów. Jak oceniała, centralizacja szpitali to powrót do PRL i zarządzania wszystkim bezpośrednio z Warszawy. Podobnego zdania jest Związek Powiatów Polskich, który wskazuje, że zadłużenie szpitali powiatowych to tylko ok. 20 proc. całkowitego zadłużenia szpitali w Polsce, szacowanego w III kwartale ub.r. na 15,2 mld zł. Z kolei cała infrastruktura i sprzęt zakupione przez nie w ciągu ostatnich 20 lat zostały sfinansowane z funduszy europejskich albo samorządowych, a więc de facto pieniędzy mieszkańców. Związek wyraził zdecydowany sprzeciw dla projektowanych zmian i ocenił, że przypominają one powrót do czasów socjalizmu. Samorządy mają też wątpliwości co do konstytucyjności pomysłów rządu. – Cały czas słyszymy i jesteśmy uspokajani, że to są przymiarki, próby, że trwają konsultacje i one mają tylko częściowo formalny charakter, ponieważ te właściwe odbędą się już przy okazji konsultowania ustawy. W ramach Związku Miast Polskich i Unii Metropolii Polskich rozważamy kwestie konstytucyjności tych propozycji Ministerstwa Zdrowia. Wszystko zależy od tego, jaką formułę prawną finalnie będzie mieć ta centralizacja. Natomiast dzisiaj skłaniamy się ku tezie, że mamy do czynienia z działaniami o charakterze niekonstytucyjnym – mówi wiceprezydent Warszawy.

Akcja „herbatka - akrobatka"

Film Art z mat. inf. - 16 Marca 2021 godz. 5:58
Trwa akcja charytatywna pod nazwą „herbatka - akrobatka”, której beneficjentem jest Zachodniopomorskie Hospicjum dla Dzieci i Dorosłych. Pomysłodawcą akcji jest Łukasz Kamyk, którego córka trenuje w Szkole Tańca Top Toys w Koszalinie. O swoim pomyśle opowiedział zarówno Marcinowi Dubrownikowi, który jest głównym trenerem akrobatyki, jak i Paulinie Romaldowskiej - pasjonatce prowadzącej sklep z kawą i herbatą. Oboje bardzo chętnie się włączyli.   „Zależało mi na wykorzystaniu niezwykłych umiejętności młodych akrobatów z „Top Toys” do wsparcia hospicjum, któremu w okresie pandemii szczególnie potrzebna jest pomoc. Połączenie tego, co robią nasze dzieciaki oraz pewna gra słów pozwoliły stworzyć produkt, który jest swego rodzaju narzędziem. Tak powstała skomponowana przez Paulinę „herbatka - akrobatka”. Wokół nas jest bardzo dużo zbiórek, wciąż czytamy o osobach potrzebujących i jako ludzie  dorośli powinniśmy pomagać, ale też uczyć dzieci empatii. Zastanawiałem się w jaki sposób można pokazać dzieciakom, że ich wsparcie także się liczy, że mogą zrobić coś, co przełoży się na pomoc innym dzieciom„ - mówi Łukasz Kamyk.   W akcję bez wahania włączyła się szkoła „Top Toys”, której trenerzy nie pierwszy raz pomagają potrzebującym. W ciągu kilku dni nagrany został materiał video z treningów, zarówno na sali, gdzie odbywają się one codziennie, jak i w plenerze.   „Fascynujące jest to, że rodzice naszych podopiecznych zawsze znakomicie współpracują i rozumieją potrzebę takiego działania” - mówi Marcin Dubrownik, trener akrobatyki w Szkole Tańca „Top Toys”. „Specjalnie na nagranie spotu do Koszalina niektórzy musieli przyjechać z Białogardu, Słupską czy Gryfic. Chcemy pokazać naszym dzieciakom, że wszystko co robią można przełożyć na pomoc innym. Uczymy nie tylko akrobatyki i tańca, ale empatii, szacunku dla innych oraz sportowego zachowania. Mam nadzieję, że udział w tej akcji będzie właśnie taką dobrą lekcją dla wszystkich.   Pod opieką Zachodniopomorskiego Hospicjum jest ponad 50 dzieci, które nieustannie potrzebują wsparcia, a każda złotówka jest na wagę złota. „Pandemia mocno ograniczyła możliwość organizowania zbiórek, dlatego uznaliśmy że to ma sens. Kiedy zobaczyłam pierwszą wersję spotu promującego akcję, bardzo się wzruszyłam. Podobnie reagowali też nasi wolontariusze. To był taki pierwszy znak, że zostanie ona dobrze przyjęta. Dziś wiemy już, że tak faktycznie jest. Tuż po starcie zaczęły włączać się lokalne firmy.” Agnieszka Staszewska - koordynator  wolontariatu Zachodniopomorskiego Hospicjum dla Dzieci i Dorosłych.   Spot promujący wydarzenie można obejrzeć w mediach społecznościowych organizatorów: https://www.facebook.com/TopToysDance, https://www.facebook.com/Herkabawata-112485990263371     oraz obecnie na wielu prywatnych oraz firmowych profilach na Facebooku, ponieważ jest on bardzo chętnie udostępniany, nawet przez osoby niezwiązane z akcją.   „Aby pomóc hospicjum, wystarczy kupić herbatkę - akrobatkę. Z każdego sprzedanego opakowania 15 zł przeznaczamy na wsparcie hospicjum. Produkt jest zdrowy, naturalny i smaczny, co także dobrze wpisuje się w charakter tej akcji”. Paulina Romaldowska - właścicielka Herkabawata.   Honorowy patronat objął Prezydent Koszalina - Pan Piotr Jedliński.   Zakupu można dokonać na stronie internetowej sklepu lub stacjonarnie, przy ul. Fałata 11B w Koszalinie. Informacje o akcji oraz lista wciąż dołączających jej partnerów znajdują się na stronie www.herbatka-akrobatka.pl.   „Nie jest to nasze ostatnie działanie - zapewnia Marcin Dubrownik - rozpoczynamy przygotowania do dużej kampanii społecznej, związanej z kulturą fizyczną dzieci podczas pandemii. Dane są mocno alarmujące, a wszystkim nam powinno zależeć na kondycji i zdrowiu rosnącego pokolenia.”

Plon: Dziś otwarto nowe centrum ogrodnicze

Film Ala, film: Piotr Walendziak - 12 Marca 2021 godz. 9:48
Aż 20 tys. metrów kwadratowych zajmuje dziś otwarte w Koszalinie przy ul. 4 Marca nowe Centrum Ogrodnicze Plon. To nowa inwestycja P.H.U Plon Gabriela i Jerzy Koroza, która od wielu lat prowadzi sklep przy ul. Zwycięstwa 267. Ten punkt sprzedaży nadal będzie działał.

Pandemia mocniej uderzyła w kobiety. Częściej tracą pracę, dochody i bardziej obawiają się o swoją sytuację zawodową

Film Ala za Newseria.pl - 10 Marca 2021 godz. 5:44
Kobiety częściej niż mężczyźni są narażone na utratę zatrudnienia i bardziej obawiają się o swoją przyszłość na rynku pracy. Częściej dotykają je też obniżki wynagrodzeń. W czasie pandemii dla kobiet dużym problemem okazało się też łączenie pracy zawodowej z obowiązkami domowymi, ponieważ to na nie w dużej mierze spadły zadania związane ze wsparciem dzieci w nauce, opieką nad dziećmi przedszkolnymi czy organizacją życia rodzinnego. Średnio co czwartej kobiecie uniemożliwiło to poświęcenie czasu na pracę zawodową – wynika z raportu PARP. Z badania Pracuj.pl przeprowadzonego z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet wynika, że sytuacja zawodowa kobiet w Polsce jest dziś lepsza niż 10 lat temu. Takiego zdania jest 61 proc. badanych, ale wciąż kobiety częściej niż mężczyźni uważają, że mają gorsze szanse na karierę. Na to postrzeganie sytuacji wpływ może mieć również pandemia. – Pandemia zdecydowanie wpłynie na sytuację kobiet na rynku pracy. Na pełne dane trzeba jeszcze poczekać, ale już dzisiaj widać kierunek tych zmian. Grudniowy raport PARP-u potwierdza, że skutki pandemii koronawirusa są niestety bardziej odczuwalne dla kobiet niż mężczyzn. Pierwszą przyczyną jest to, że kobiety częściej pracują w sektorach takich jak turystyka, branża beauty, gastronomia czy eventy, które najbardziej ucierpiały w wyniku środków ograniczających działanie przedsiębiorstw – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Małgorzata Kluska-Nowicka, wicekanclerz Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu. Badanie Europejskiej Fundacji na rzecz Poprawy Warunków Życia i Pracy (Eurofound) przytaczane w grudniowej edycji raportu PARP („Rynek pracy, edukacja, kompetencje”) wskazuje, że w tych sektorach kobiety stanowią 61 proc. pracowników. Eksperci zwracają także uwagę na to, że młode kobiety były bardziej narażone na utratę pracy w czasie pandemii (11 proc. vs. 9 proc. młodych mężczyzn). To też oznacza większe ryzyko stałego wykluczenia z rynku pracy. Wśród osób, które pracowały przed wybuchem pandemii, a następnie straciły pracę, 4 proc. kobiet stało się nieaktywnych zawodowo (vs. 1 proc. mężczyzn). – Ponadto część firm dokonała redukcji wynagrodzeń i tutaj znowu kobiety są dużo bardziej stratne niż mężczyźni – podkreśla dr Małgorzata Kluska-Nowicka. Z raportu Międzynarodowej Organizacji Pracy wynika, że w każdym z europejskich krajów, w którym odnotowano spadek wynagrodzeń w drugim kwartale 2020 roku (w porównaniu do pierwszego kwartału 2020 roku), to kobiety zostały dotknięte większymi cięciami. Średnio spadek pensji u pań wyniósł 8,1 proc., podczas gdy u mężczyzn – 5,4 proc. W Polsce te dane wynosiły odpowiednio 6,2 proc. oraz 3,8 proc. W czasie pandemii dla kobiet dużym problemem jest też łączenie pracy zawodowej z obowiązkami domowymi. Według raportu PARP koncentracja aktywności w domu i obowiązki wobec rodziny uniemożliwiły większej liczbie kobiet (24 proc.) niż mężczyzn (13 proc.) poświęcenie czasu na pracę. – Z raportu Fundacji Sukces Pisany Szminką wynika, że po 12 marca, kiedy zamknięto szkoły, wiele kobiet musiało wziąć zasiłek opiekuńczy na dzieci do ósmego roku życia albo po prostu urlop. Prawie co 10. ankietowana kobieta z tej grupy przyznała, że pracodawcy oczekiwali od niej wykonywania pracy nawet wtedy, kiedy ten urlop był wykorzystywany. Co więcej, prawie jedna trzecia kobiet deklaruje, że pracuje więcej niż wcześniej, a do tego dochodzą jeszcze obowiązki domowe i rodzinne, które w pandemii nabierają zupełnie innego znaczenia – mówi wicekanclerz Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu. – Potwierdzają to też dane zebrane chociażby w środowisku naukowym. Okazuje się, że kobiety-naukowcy publikują o wiele mniej artykułów niż przed pandemią, bo skupiły się na organizowaniu swojego życia rodzinnego. Styczniowa, 42. edycja badania Randstad „Monitor Rynku Pracy” pokazuje, że kobiety gorzej oceniają również swoje możliwości na rynku pracy w popandemicznych realiach. 84 proc. mężczyzn jest przekonanych, że bez trudu znalazłoby nową pracę w ciągu sześciu miesięcy, podczas gdy wśród kobiet ten odsetek wynosi 71 proc. Według ekspertów jest to m.in. efekt zamknięcia szkół. W wielu wypadkach to właśnie na kobiety spadły obowiązki związane ze wsparciem dzieci w nauce czy opieką nad dziećmi przedszkolnymi, co nie tylko zwiększyło ich obciążenie, ale też pogorszyło ocenę własnych możliwości jako pracownika. Badanie Randstad pokazuje też, że kobiety nie tylko gorzej widzą swoje możliwości na rynku pracy, lecz także bardziej obawiają się jej utraty. Ekspertka poznańskiej WSB zauważa, że łączenie ról zawodowych z rodzinnymi i wychowywaniem dzieci było problemem jeszcze przed pandemią COVID-19, która dodatkowo go uwypukliła. – Aż 64 proc. kobiet (ale też 45 proc. mężczyzn) deklarowało, że wyzwaniem było dla nich pogodzenie pracy z wychowywaniem dzieci. Odsetek pracujących rodziców, którzy tak deklarowali, rósł z roku na rok. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni podkreślali, że obowiązki zawodowe utrudniają pełne uczestnictwo w życiu dziecka i znacznie ograniczają czas spędzany z rodziną. Wskazywali też np. na sytuacje związane z chorobą dziecka, które powodują, że trzeba szukać możliwości sprawowania opieki. Często mówili również o sytuacjach związanych z utrudnieniami po stronie pracodawców: nieelastycznymi godzinami pracy, nadgodzinami czy wyjazdami służbowymi. Te nowe modele pracy, które przyjmą się w następstwie pandemii, mogą być skutecznym remedium na te trudności, choć na ocenę jeszcze za wcześnie – mówi dr Małgorzata Kluska-Nowicka. Ekspertka zauważa też, że nowe problemy związane z pandemią nałożyły się na stare, związane chociażby z nierównościami w zarobkach kobiet i mężczyzn. Według Eurostatu w skali całej UE w 2019 roku kobiety zarabiały średnio o 14,1 proc. mniej niż mężczyźni. W Polsce luka płacowa jest niższa od unijnej średniej, choć i tak – jak pokazuje ubiegłoroczny raport Sedlak & Sedlak – mężczyźni z wyższym wykształceniem nadal zarabiają średnio o ponad 1,7 tys. zł więcej niż kobiety o tych samych kwalifikacjach. – Przed pandemią sytuacja w Polsce się poprawiła, z luką płacową na poziomie 9 proc. wypadamy całkiem nieźle. Większa różnica w zarobkach między płciami występuje w Estonii, gdzie wynosi prawie 23 proc., duża jest także u naszych sąsiadów – w Czechach i Niemczech, gdzie wynosi ponad 20 proc. – mówi wicekanclerz Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu. – Trzeba jednak pamiętać, że w głównych statystykach europejskich bierze się pod uwagę tylko niektóre sektory gospodarki, co może wpływać na obraz luki płacowej. Gdyby wziąć pod uwagę wszystkie branże, różnica w średnich płacach kobiet i mężczyzn byłaby zdecydowanie wyższa. Tylko 20 proc. kobiet pracuje w sektorach takich jak nauka, technologia czy inżynieria, uznawanych za lepiej płatne. Kobiety spędzają też mniej godzin w płatnej pracy niż mężczyźni, natomiast częściej wykonują nieodpłatne prace związane z obowiązkami domowymi czy wychowywaniem dzieci. Grudniowy raport PARP wskazuje, że nierówności na rynku pracy znajdują odzwierciedlenie m.in. w zawodach, które wykonują kobiety. Są one nadreprezentowane na niskopłatnych stanowiskach, takich jak asystentka opieki, sprzątaczka czy sprzedawca detaliczny. W Polsce kobiety stanowią 58 proc. osób zarabiających płacę minimalną i 62 proc. pracowników zarabiających znacznie poniżej minimum. – Obok wcześniejszych wyzwań – takich jak regulacje wspierające aktywność zawodową kobiet, zmniejszanie luki płacowej czy wprowadzanie polityki różnorodności w firmach – doszedł nowy obszar związany z pandemią. Coraz częściej słyszy się, że praca zdalna zagości na rynku w szerszym wymiarze. Jej zasady wymagają uregulowania ze strony państwa. Na wyrównywanie szans na pewno pozytywnie wpłynęłyby też – podobnie jak w Islandii – darmowa i ogólnie dostępna opieka dzienna dla dzieci oraz równe urlopy macierzyńskie i tacierzyńskie. To zwolnienie kobiet z nierówno podzielonego obowiązku opieki pozwoliłoby im rozwijać swoje życie zawodowe i zajmować wyższe stanowiska – ocenia dr Małgorzata Kluska-Nowicka.  

TSUE: nowelizacje ustawy o KRS mogą naruszać prawo UE

Film Ala z mat. inf.film: FB/IUSTITIA Stowarzyszenie Sędziów Polskich - 2 Marca 2021 godz. 12:34
Zapadł wyrok TSUE dotyczący powoływania sędziów do nowych izb Sądu Najwyższego. Według Trybunału, nowelizacje ustawy o KRS, które uniemożliwiły sędziom odwoływanie się od decyzji rady w procesie wyboru członków SN, mogą naruszać prawo Unii Europejskiej. Konferencja Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia" w sprawie wyroku TSUE z 2 marca 2021 roku. W konferencji prasowej wzięli udział sędziowie „kamikadze” Piotr Gąciarek i Arkadiusz Tomczak oraz pełnomocnicy „kamikadze” adw. Michał Gajdus, adw. Michał Jabłoński i adw. Marcjanna Dębska.  Sprawa ta swój początek ma 3 lata temu, gdy kilku niezależnych sędziów z Iustitii oraz adwokatów (tzw. „kamikadze”), wzięło udział w konkursach na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego. Spodziewali się, że upolityczniona Krajowa Rada Sądownictwa odrzuci ich kandydatury i do Sądu Najwyższego wskaże politycznie wygodnych kandydatów, jednak postanowili walczyć o sprawiedliwość na drodze sądowej. Po odrzuceniu ich kandydatur przez upolitycznioną KRS, zaskarżyli uchwałę do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który zwrócił się z pytaniem o rzetelność konkursu do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu. x  x x Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej ocenił dziś zlekceważenie przez Andrzeja Dudę zabezpieczenia, jakie jesienią 2018 r. wydał Naczelny Sąd Administracyjny, który zabronił powoływania nowych sędziów Sądu Najwyższego. Kolejne nowelizacje polskiej ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, które doprowadziły do zniesienia skutecznej kontroli sądowej rozstrzygnięć Rady o przedstawieniu prezydentowi RP wniosków o powołanie kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego, mogą naruszać prawo unijne - orzekł w wyroku TSUE.