Koszalin, Poland
KATEGORIA

Wideo

WOPR:„Czasu nie cofniesz”!

Film Alaza WZP - 17 Sierpnia 2021 godz. 3:35
Kąpiel po alkoholu to śmiertelne zagrożenie! Wiedzą o tym ratownicy, którzy w swojej codziennej pracy spotykają się z nietrzeźwymi osobami na plażach i miejjskich kąpieliskach. Przestrzegają: „Czasu nie cofniesz”. Pod takim też hasłem zachodniopomorski WOPR prowadzi kampanię promującą bezpieczny, a więc bez używek, wypoczynek nad wodą. Projekt dofinansowuje Województwo Zachodniopomorskiego. Wydział Współpracy Społecznej Urzędu Marszałkowskiego co roku angażuje się  w przygotowanie działań, które mają na celu uwrażliwienie turystów i mieszkańców na podstawowe zasady związane z bezpiecznym wypoczynkiem w regionie, szczególnie nad wodą. WWS współpracuje z ratownikami i policją, przygotowując różnego rodzaju materiały informacyjnie, ponieważ profilaktyka jest wciąż bardzo potrzebna. Według  statystyk KW Policji w Szczecinie i opracowań WOPR WZ, liczba utonięć osób dorosłych w sezonie letnim w województwie zachodniopomorskim, u których stwierdzono  zawartość alkoholu we krwi, wynosi ponad 21%. W tym roku, w ramach otwartego konkursu ofert przeprowadzonego przez WWS, jedną z dotacji otrzymał Zachodniopomorski WOPR. Organizacja dzięki finansowemu wsparciu samorządu województwa może w czasie wakacji prowadzić potrzebną społecznie kampanię informacyjną, która ma zwrócić uwagę na nieodpowiedzialne zachowania, szczególnie nad wodą. Oprócz spotów dostępnych, np. w mediach społecznościowych powstały materiały graficzne i billboardy z hasłem  „Czasu nie cofniesz”.

Polska najpóźniej dzisiaj powinna się odnieść do wyroku TSUE. Grozi nam milion euro dziennie kary finansowej

Film Ala za Newseria.pl - 16 Sierpnia 2021 godz. 12:40
Dziś mija termin, w którym Polska musi się ustosunkować do postanowienia TSUE z połowy lipca, nakazującego całkowicie zawieszenie działania Izby Dyscyplinarnej SN. W przeciwnym razie Komisja Europejska zapowiedziała już, że będzie wnioskować o karę finansową. – Ta kara może wynosić nawet ponad 1 mln euro dziennie – podkreśla konstytucjonalista, prof. Marek Chmaj. Jak wskazuje, jeżeli postanowienie TSUE nie zostanie wykonane, Polska musi się też liczyć z utratą głosu w unijnych instytucjach i problemami z wypłatą środków z Funduszu Odbudowy. Tymczasem Izba Dyscyplinarna SN wciąż rozpoznaje sprawy. – Polski rząd powinien kierować się traktatami Unii Europejskiej i polską Konstytucją. Nie może mieć miejsca sytuacja, w której premier – komentując orzeczenie TSUE, Rady Europy czy trybunału w Strasburgu – mówi: „Będziemy realizować nasz program niezależnie od kłopotów po drodze, bo uważamy, że mamy słuszność”. To jest złe myślenie. Partia rządząca może realizować swój program, ale zgodnie z tymi regułami, które są zawarte w obowiązujących aktach prawnych. To jest jak z grą w piłkę nożną: możemy grać, jeżeli obie drużyny respektują te same zasady i gra opiera się na równości szans. Jeżeli jedna z drużyn wprowadzi 10 dodatkowych zawodników i jeszcze wymieni sędziów na tych, którzy im sprzyjają, to już nie ma mowy o grze w piłkę – mówi agencji Newseria Biznes prawnik i konstytucjonalista, prof. dr hab. Marek Chmaj. W połowie lipca Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że system odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów w Polsce nie jest zgodny z prawem UE. Zanegował niezależność Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego i możliwość pociągania sędziów do odpowiedzialności dyscyplinarnej, a także kompetencje prezesa Izby Dyscyplinarnej do wyznaczania składu właściwego do rozpoznania takich spraw. W ocenie TSUE Izba Dyscyplinarna SN nie może być uznana za niezależny i bezstronny sąd. TSUE uwzględnił tym samym wszystkie zarzuty Komisji Europejskiej, która w 2019 roku skierowała skargę do Luksemburga, uznając, że Polska naruszyła unijne prawo. W orzeczeniu TSUE z 14 lipca br. Polska została też ponownie zobowiązana do natychmiastowego zawieszenia stosowania przepisów krajowych dotyczących uprawnień Izby Dyscyplinarnej SN. Pierwszy raz miało to miejsce w marcu ubiegłego roku, kiedy trybunał uwzględnił wniosek KE o zastosowanie środków tymczasowych i nakazał zawieszenie działalności tej izby. Jednak postanowienie zostało wykonane tylko częściowo, ponieważ Izba Dyscyplinarna nie podejmowała spraw dyscyplinarnych, ale nadal wydawała uchwały o zawieszeniu immunitetu sędziów. Lipcowe orzeczenie TSUE de facto pozbawia sędziów zasiadających w Izbie Dyscyplinarnej kompetencji do rozpoznawania takich spraw. Tym samym powinni oni powstrzymać się od orzekania, a sędziowie sądów powszechnych – zawieszeni w czynnościach na mocy jej decyzji – powinni zostać przywróceni do wykonywania swoich obowiązków. Rozstrzyganie postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów powinno zaś ponownie trafić do Izby Karnej Sądu Najwyższego. W praktyce – pomimo orzeczenia TSUE – Izba Dyscyplinarna SN jeszcze w czwartek rozpoznawała sprawę dotyczącą odebrania immunitetu sędziemu, a z wokandy wynika, że kolejne posiedzenia w podobnej sprawie są zaplanowane na 26 sierpnia i 6 września br. – Mamy miesiąc na wprowadzenie orzeczenia TSUE w życie. Jeżeli to się nie zdarzy, wtedy trybunał może wydawać środki zabezpieczające, m.in. może nałożyć karę finansową, płaconą z budżetu państwa, określoną w stawkach dziennych. Ta kara może wynosić nawet ponad 1 mln euro dziennie. To będzie milion euro płaconych z naszego budżetu, a nie z budżetu UE –wskazuje prof. Marek Chmaj. Polska ma czas na ustosunkowanie się do orzeczenia TSUE do poniedziałku, 16 sierpnia. Rząd, premier Mateusz Morawiecki oraz minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro już wcześniej wskazali, że nie zgadzają się z postanowieniem, które raczej nie zostanie wykonane. W takim scenariuszu Komisja Europejska będzie wnioskować do TSUE o kary finansowe, o czym już pod koniec lipca ostrzegła wiceszefowa KE Vera Jourova. Konstytucjonalista podkreśla jednak, że kary finansowe to niejedyne sankcje, z którymi Polska musi się liczyć, jeżeli nie zawiesi całkowicie działania Izby Dyscyplinarnej SN. – TSUE może też nakazać podjęcie określonych kroków i nałożyć środek zapobiegawczy, również finansowy. Czyli z jednego zdarzenia może pączkować kilka kar finansowych bądź też kar zawieszających. Pamiętajmy, że jeżeli zostanie wdrożona procedura ochrony praworządności, możemy też stracić nasze prawo głosu w instytucjach europejskich, co będzie dla nas karą daleko idącą – podkreśla. Jak zauważa prof. Marek Chmaj, w przypadku dalszego konfliktu z UE Polska długofalowo może mieć też problemy z wypłatą środków z Funduszu Odbudowy, przeznaczonych na odbudowę europejskich gospodarek po pandemii COVID-19. Zgodnie z założeniami mamy być jednym z największych beneficjentów tego instrumentu. – Unijny Fundusz Odbudowy jest jednym z mechanizmów, który może być wstrzymany, jeżeli unijne wartości i zasady będą naruszane przez dane państwo. Jak na razie nie jest wstrzymany, natomiast jest wydłużona procedura jego przyznawania. To wydłużenie ma charakter dość spory, więc widać, że organy Unii będą bacznie przyglądać się temu, co się dzieje w Polsce. Oczywiście zobaczymy, czy zasada ochrony praworządności będzie powiązana z przyznaniem funduszu. Być może tak się stanie i wtedy w wyniku działań naszego rządu i Sejmu będziemy pozbawieni ogromnych środków, które mogły być przeznaczone na rozwój infrastruktury w naszym kraju. Środków, które mogą stanowić nawet połowę budżetu naszego państwa – zaznacza konstytucjonalista. Izba Dyscyplinarna SN rozpoczęła działalność w 2018 roku na mocy nowej ustawy o Sądzie Najwyższym. To jedna z najważniejszych zmian w wymiarze sądownictwa, które od kilku lat wdraża Zjednoczona Prawica. Sędziowie izby zostali w całości powołani przy udziale nowej Krajowej Rady Sądownictwa, której niezależność już wcześniej budziła wątpliwości TSUE. – Reforma Izby Dyscyplinarnej SN jest w tej chwili niemożliwa. Izba została uznana za niemającą przymiotu niezależności, jej sędziowie wybrani przez neo-KRS zostali uznani za osoby, które nie są niezawisłe. A zatem reforma czegoś, co od początku było wadliwe, niczego nie zmieni. Izba Dyscyplinarna musi być zlikwidowana, a nowy model odpowiedzialności dyscyplinarnej dostosowany do standardów wynikających z wartości unijnych, takich jak praworządność, sprawiedliwość, niezależność sądów i niezawisłość sędziów – podkreśla prof. Marek Chmaj. 15 lipca br. – czyli równolegle z orzeczeniem TSUE – krajowy Trybunał Konstytucyjny orzekł, że unijne przepisy, na podstawie których TSUE zobowiązuje Polskę do stosowania środków tymczasowych w sprawie sądownictwa, są niezgodne z Konstytucją RP. W uzasadnieniu wskazano, że UE nie może zastępować państw członkowskich w tworzeniu regulacji dotyczących ustroju sądów i gwarancji niezawisłości sędziów. Po tym wyroku m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka zaapelowała do rządu i premiera o wycofanie się z prób poszukiwania sztucznego konfliktu pomiędzy Konstytucją RP a prawem Unii Europejskiej. – TSUE ma szereg środków, które mogą wymusić respektowanie jego postanowień i żaden krajowy trybunał, nawet Trybunał Konstytucyjny, nie może podważyć jego uprawnień – podkreśla konstytucjonalista.

Pracodawcy chcą wiedzieć, którzy pracownicy zostali zaszczepieni. Apelują do rządu o wprowadzenie odpowiednich regulacji

Film Ala za Newseria.pl - 12 Sierpnia 2021 godz. 8:01
80 proc. pracodawców uważa, że powinni mieć dostęp do informacji, którzy pracownicy zostali zaszczepieni przeciw COVID-19 – wynika z badania CBM Indicator dla Konfederacji Lewiatan. Możliwość weryfikacji szczepień jest ważna także dla przedsiębiorców prowadzących restauracje czy organizujących eventy. Dziś brakuje przepisów prawnych, które by ich do tego uprawniały, mimo że obowiązują limity osób zaszczepionych i niezaszczepionych. Północna Izba Gospodarcza apeluje o zmianę przepisów. – Przedsiębiorcy Północnej Izby Gospodarczej apelują do rządu o to, aby wprowadzić regulacje, które pomogą zweryfikować, kto jest zaszczepiony, a kto nie. Szczególnie ma to znaczenie przy organizowaniu targów, eventów czy szkoleń – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Hanna Mojsiuk, prezes zarządu Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Obecnie ten zapis nie jest precyzyjny, ponieważ jest dopuszczana określona liczba uczestników, do której nie liczy się osób zaszczepionych. To, kto i w jaki sposób ma policzyć te osoby zaszczepione, jak można legitymować te osoby, to jest bardzo poważny problem. Z jednej strony państwo nałożyło na organizatorów obowiązek przestrzegania limitów, z drugiej strony nie dało im do tego narzędzi. Przykładowo, zgodnie z obowiązującymi do końca sierpnia obostrzeniami, obłożenie na imprezach na świeżym powietrzu może wynosić maksymalnie 75 proc., a w takim wydarzeniu może wziąć udział nie więcej niż 250 osób. Limit ten nie dotyczy osób w pełni zaszczepionych przeciw COVID-19. Wielu przedsiębiorców nie jest pewnych, czy w świetle obowiązujących przepisów może prosić o informacje na temat przyjętych szczepień, i często z tego rezygnuje, ograniczając liczbę uczestników danego wydarzenia np. do 250 osób. – Wielu przedsiębiorców spotyka się z tym, że ludzie po prostu odmawiają takiej informacji. To jest problem: przedsiębiorcy chcieliby, aby eventy przyciągały jak największą liczbę osób, a nie jest to do końca możliwe, jeżeli ta regulacja nie jest wprowadzona – podkreśla Hanna Mojsiuk. Dostępu do informacji o szczepieniach pracowników chcą także pracodawcy. Według badania przeprowadzonego dla Konfederacji Lewiatan 80 proc. z nich zgadza się ze stwierdzeniem, że pracodawca powinien wiedzieć, którzy konkretnie pracownicy zostali zaszczepieni. Jest to dla nich tym istotniejsze, że dwie trzecie firm spodziewa się jesienią powrotu do twardego lockdownu. Dwa tygodnie temu minister Michał Dworczyk przyznał, że rząd analizuje wprowadzenie możliwości weryfikacji szczepień przez przedsiębiorców. Apel firm Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie jest kolejnym wystosowanym do rządzących w ostatnich miesiącach. Jak przyznaje prezes tej organizacji, okres pandemii był dla samorządów gospodarczych bardzo aktywnym okresem walki o prawa przedsiębiorców i pomoc dla nich. PIG wystosowała ponad 70 apeli do premiera i poszczególnych ministrów. Część z nich dotyczyła proponowanych przez rząd tarcz antykryzysowych i uprawnionych do uzyskania pomocy PKD. – Dyskutujemy z naszymi specjalistami z Północnej Izby Gospodarczej o Polskim Ładzie oraz absorpcji środków z Funduszu Odbudowy. Przede wszystkim prowadzimy analizę, co jest najlepsze dla naszych przedsiębiorców – podkreśla Hanna Mojsiuk. – Północna Izba Gospodarcza jest jedną z najbardziej aktywnych izb w tym czasie, a nasza rola jest coraz silniejsza właśnie dzięki temu, że wspólnie z naszymi specjalistami potrafimy bardzo merytorycznie odnieść się do różnych regulacji prawnych proponowanych przez stronę rządową. Północna Izba Gospodarcza zorganizowała także bezpłatną pomoc prawną dla przedsiębiorców, różnego rodzaju szkolenia e-commerce, które też mogły wesprzeć firmy w przyspieszeniu procesu ich cyfryzacji. Przejawiało się to w zwiększonej liczbie szkoleń online oraz stworzeniu gospodarczego think tanku, opiniującego rządowe pomysły ożywienia gospodarki. – Z reguły w dobrych czasach zapomina się o takich organizacjach jak nasza, dlatego że bardziej jesteśmy skupieni na szkoleniach, eventach, spotkaniach. Natomiast czas pandemii był niezwykłym egzaminem dla izby – mówi prezes PIG. – Jesienią chcemy zaktywizować naszych przedsiębiorców, mamy szereg inicjatyw networkingowych. Uważam, że musimy się obudzić z tego letargu, musimy powrócić do tych spotkań, wymiany doświadczeń, do bezpośredniego przekazywania wiedzy. Chcemy szkolić i przede wszystkim cieszyć się, że pokonaliśmy ten trudny okres. 

Koszalin: Powitanie mistrzyni olimpijskiej na Rynku Staromiejskim

Film Art, film: Piotr Walendziak - 12 Sierpnia 2021 godz. 3:37
Tłumy koszalinian przywitały złotą i srebrną medalistkę olimpijską z Tokio 2020 Małgorzatę Hołub-Kowalik. - Wciąż nie dociera do mnie zdobycie złotego medalu olimpijskiego. Teraz jest czas na świętowanie z rodziną i kibicami. Osiemnaście lat ciężko pracowałam na ten sukces. Było wiele wyrzeczeń, łez i cierpienia. Nie da się więc przeliczyć, ile waży ten medal - powiedziała dwukorna - złota i srebrna - medalistka olimpijska.  Dzięki zdobyciu w Tokio tych dwóch medali igrzysk olimpijskich Małgorzata Hołub-Kowalik stała się najwybitniejszą sportsmenką w historii miasta. Przed nią na olimpijskim podium stanął tylko judoka Marian Tałaj, który wywalczył brąz w Montrealu w 1976 roku.

Koszalin: Policyjne kolumny opuściły już miasto

Film Ala, film: Dominik Wasilewski - 3 Sierpnia 2021 godz. 9:51
Mamy dobrą informację dla mieszkańców naszego miasta. Policyjne radiowozy, które stacjonowały w rejonie stadionu Gwardii i kampusu Politechniki Koszalińskiej już opuściły miasto. Koszalińskie zgrupowanie policji było spowodowane organizację na terenie lotniska Makowice-Płoty 27. Pol’and’Rock Festival. Rzecznik koszalińskich policjantów potwierdził, że te specjalnie zgromadzone na to wydarzenie jednostki opuściły już miasto. 

Stan finansów publicznych jest poważny. Deficyt nadal jest jednym z większych w historii

Film Ala za newseria.pl - 3 Sierpnia 2021 godz. 2:20
Nieprzejrzystość sposobu, w jaki są dzielone, rozdawane i wydawane publiczne pieniądze, jest według dr. Sławomira Dudka, głównego ekonomisty Forum Obywatelskiego Rozwoju, największym grzechem rządzących w dziedzinie finansów publicznych. Według niego rząd stosuje „kreatywną księgowość”, żeby nie wpaść w 60-proc. próg zadłużenia publicznego wobec PKB, i stymuluje gospodarkę poprzez fundusze, nad którymi Sejm nie ma kontroli. W ten sposób traci ją także społeczeństwo. − Jeszcze w trakcie kryzysu rząd prognozował tragiczny stan finansów publicznych, prognozował, że deficyt wyniesie 12 proc. Wykonanie okazało się lepsze, ponieważ recesja była płytsza, ale również w wielu pozostałych krajach deficyty okazały się niższe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Sławomir Dudek, główny ekonomista, wiceprezes Forum Obywatelskiego Rozwoju. − Ale nie można mówić, że finanse publiczne są w dobrym stanie, dług zbliżył się do 60 proc., deficyt nadal jest jednym z większych w historii i plasujemy się w środku Unii Europejskiej pod względem deficytu, tak że stan finansów publicznych jest poważny, ale się ustabilizował. W nomenklaturze medycznej – stan jest dalej poważny. Pod koniec lipca Sejm przyjął sprawozdanie rządu z wykonania budżetu państwa w 2020 roku i udzielił Radzie Ministrów absolutorium. Zgodnie z informacjami resortu finansów dochody budżetu państwa wyniosły w 2020 roku niemal 420 mld zł, natomiast wydatki zamknęły się kwotą ok. 505 mld zł. Oznacza to, że deficyt w wysokości niespełna 85 mld zł był niższy od założonego w znowelizowanej ustawie budżetowej za ubiegły rok o przeszło jedną piątą. Dług sektora finansów publicznych według metodologii Eurostatu wyniósł pod koniec ubiegłego roku 57,5 proc. PKB, ale na koniec I kwartału 2021 roku wynosił już 59,1 proc. PKB, czyli niebezpiecznie zbliżył się do 60-proc. konstytucyjnego progu. Jeszcze w III kwartale ub.r. wynosił 56,7 proc. PKB, a kwartał wcześniej – 54,8 proc. Rząd podał tymczasem, że państwowy dług publiczny na koniec 2020 roku stanowi tylko 48 proc. PKB – o 9,5 pkt proc. mniej niż według metodologii Eurostatu. − Jednak sam stan finansów publicznych nie jest tutaj najważniejszy, dużo gorszą sprawą jest to, że finanse publiczne w Polsce stały się nieprzejrzyste i ten proces nieprzejrzystości, kreatywności, omijania definicji i reguł fiskalnych rozpoczął się już przed kryzysem, w roku 2019, o czym wielokrotnie pisałem. Teraz tę diagnozę potwierdziła Najwyższa Izba Kontroli, która przygotowała obszerny, 400-stronicowy raport – argumentuje wiceprezes FOR. W przedstawionym na początku lipca raporcie NIK zarzuca rządowi „bezprecedensowe wykorzystanie mechanizmów obniżających przejrzystość” wydatków budżetowych. Chodzi o udzielanie przedsiębiorcom pomocy poprzez Bank Gospodarstwa Krajowego i Polski Fundusz Rozwoju, które są rządowymi agendami, ale których wydatki nie wliczają się – zgodnie z polską ustawą – do długu publicznego. W ten sposób rząd może unikać procedur związanych z przekroczeniem 55-proc. progu ostrożnościowego, który de facto Polska przekroczyła już w III kwartale ub.r. W przeciwnym razie byłby zobowiązany do stworzenia na kolejny rok budżetu obniżającego dług w relacji do PKB (a najlepiej w ogóle zrównoważonego, czyli bez deficytu), zamrożenia płac w budżetówce, przeglądu wydatków, opracowania planu sanacji itp. Dzięki scedowaniu wydatków na BGK i PFR rząd nie musi ich wliczać do długu. Powoduje to jednak pozostawanie tych kwot poza kontrolą Sejmu, a więc – pośrednio – obywateli. − Urzędnicy Najwyższej Izby Kontroli w zasadzie od stycznia do czerwca, prawie przez pół roku fizycznie byli w Ministerstwie Finansów i zadawali pytania, kontrolowali różnego rodzaju operacje. Ten raport jest miażdżący. On mówi, że stosowana jest w Polsce kreatywna księgowość w celu ominięcia konstytucyjnej definicji długu, stosowane są operacje nieprzejrzyste po to, żeby pokazać lepszy obraz finansów publicznych, lepszy wynik budżetu państwa ­− punktuje dr Sławomir Dudek. − Na masową skalę są tworzone fundusze, fundusze państwowe, fundusze celowe, ale również, co gorsza, fundusze poza definicją finansów publicznych i poza kontrolą parlamentu, poza kontrolą społeczną i obywatelską. I to jest najgorsze w tej sytuacji, obywatele nie mają kontroli nad tym, jak są dzielone, rozdawane, wydawane publiczne środki.