Koszalin, Poland
KATEGORIA

Wideo

Od przyszłego roku producentom będą grozić kary za niewłaściwe oznaczanie żywności „bio” i „eko”. Firmy często wykorzystują ekologię w celu zwiększania sprzedaży

Film Ala za Newseria.pl - 2 Grudnia 2021 godz. 8:47
Od 2022 roku w Polsce zaczną obowiązywać przepisy dotyczące produkcji i certyfikacji wyrobów ekologicznych. Producenci będą musieli się liczyć z karami za niewłaściwe użycie oznaczeń „bio” lub „eko”, wprowadzanie konsumentów w błąd i fałszywe stylizowanie swoich wyrobów na ekologiczne. – Dzięki temu będziemy mieć pewność, że produkty w sklepach faktycznie pochodzą z rolnictwa ekologicznego. Rzadziej natkniemy się też na takie, które ekologiczne tylko udają – mówi dr Małgorzata Pietras-Szewczyk z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu. Dziś wiele firm wykorzystuje w swoich przekazach do konsumentów swoje proekologiczne inicjatywy, ale często są one pozorne. – W Unii Europejskiej trwają w tej chwili prace nad wprowadzeniem nowego rozporządzenia dotyczącego certyfikacji produktów rolnictwa ekologicznego. Powstanie baza, do której zostaną wpisani wszyscy producenci żywności ekologicznej, co ma m.in. umożliwić ich kontrolowanie. Wprowadzone zostaną też kary za oznaczanie produktów symbolami zbliżonymi do certyfikatu europejskiego rolnictwa ekologicznego – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Małgorzata Pietras-Szewczyk, adiunkt w Dolnośląskiej Szkole Wyższej we Wrocławiu. Zgodnie z obowiązującymi w UE przepisami produkty ekologiczne muszą się składać w ponad 50 proc. ze składników pochodzenia rolniczego (woda i sól nie są brane pod uwagę). Ponadto co najmniej 95 proc. tych składników musi pochodzić z upraw ekologicznych. Takie produkty są oznaczone symbolem listka otoczonego gwiazdkami na zielonym tle. To właśnie unijny certyfikat produkcji ekologicznej, dość dobrze kojarzony przez konsumentów. W Polsce działa 13 jednostek certyfikujących, które na podstawie upoważnienia Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi wydają lub cofają takie certyfikaty. Unijnym logo można bowiem oznaczać tylko te wyroby, które spełniają surowe normy dotyczące produkcji, przetwarzania, transportu i przechowywania. Od 1 stycznia 2022 roku – zgodnie z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2018/848 w sprawie produkcji ekologicznej i znakowania produktów ekologicznych, którego implementacja została przesunięta ze względu na pandemię – te normy zostaną dodatkowo zaostrzone. Rozporządzenie poszerza też listę produktów, które mogą zostać poddane certyfikacji ekologicznej i wprowadza zmienione zasady takiej certyfikacji. – Zmiany obejmą również wprowadzenie de facto nowego zawodu kontrolera jakości żywności rolnictwa ekologicznego. Będzie to zawód skierowany do osób, które posiadają wykształcenie rolnicze lub są technologami żywności i żywienia – mówi dr Małgorzata Pietras-Szewczyk. Unijne wymogi zaimplementuje w Polsce nowa ustawa o rolnictwie ekologicznym, która zastąpi tę z 2009 roku. Ma ona uporządkować rynek żywności ekologicznej i wzmocnić system kontroli produkcji takich wyrobów. – Podczas codziennych zakupów często nie zwracamy uwagi na znaczki. Widzimy zielone logo z napisem „bio” lub „eko” i myślimy, że faktycznie tak jest. Tymczasem to jest po prostu podobny znaczek, który ma udawać certyfikat produkcji ekologicznej. Teraz oznaczanie produktów w sposób zbliżony do tego znaku będzie karane, aby nie wprowadzać konsumentów w błąd – mówi ekspertka Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu. – Dzięki temu będziemy mieć pewność, że produkty, które znajdujemy w sklepach, faktycznie pochodzą z rolnictwa ekologicznego. Rzadziej natkniemy się też na takie, które produkty rolnictwa ekologicznego tylko udają. Jak zauważa, w Polsce konsumenci są coraz bardziej świadomi i wybierają zdrowszą żywność lepszej jakości. Z raportu Farmy Świętokrzyskiej „Trendy w ekozakupach Polaków” wynika, że ekologiczne produkty przynajmniej raz na jakiś czas kupuje 86 proc. Polaków. Aż dwie trzecie z nich jest w stanie zapłacić za nie więcej niż podobne produkty nieekologiczne. – I właśnie to jest wykorzystywane przez producentów do oszustwa, do oznakowywania produktów w sposób niezgodny z prawdą. Przez to konsumenci, którzy szukają produktów ekologicznych, często niestety kupują te, które nimi nie są – mówi dr Małgorzata Pietras-Szewczyk. Jak pokazuje raport „Żywność ekologiczna w Polsce. Raport 2021”, opracowany przez NielsenIQ i Koalicję na Rzecz Rozwoju Rynku Żywności Bio, wartość polskiego rynku żywności ekologicznej szacowana jest na 1,36 mld zł, co stanowi raptem ok. 0,5 proc. całego rynku spożywczego. Ten segment szybko się jednak rozwija. Na koniec ubiegłego roku w Polsce działało prawie 18,6 tys. gospodarstw certyfikowanych jako ekologiczne. Rosnąca świadomość ekologiczna Polaków jest wykorzystywana nie tylko w obszarze żywności. – W telewizji mamy do czynienia z reklamami, które z jednej strony sugerują nam wręcz, żebyśmy nie kupowali nowych ubrań, żebyśmy wykorzystywali i nosili swoje stare ubrania, ale jednocześnie w obrazie tej reklamy mamy prezentację nowej kolekcji danej firmy odzieżowej. Czyli nasz wzrok rejestruje obrazy, widzi nową kolekcję i pojawia się u nas potrzeba kupowania. Chociaż jestem świadoma, że nie powinnam kupować nowych ciuchów, mam już ich dużo, to szkodzi środowisku. Dlatego tu pojawia się wątek, że ta firma jednak produkuje w sposób zrównoważony, wykorzystuje materiały z recyklingu, więc nic wielkiego się nie stanie, jeżeli kupię jednak tę nową bluzkę – opisuje stosowane mechanizmy ekspertka Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu. Jak podkreśla, coraz częściej mamy na rynku do czynienia ze zjawiskiem greenwashingu. Polega ono na tym, że firmy wykorzystują ekologię w celu zwiększania sprzedaży i przyciągnięcia klientów, ale często są to tylko pozorne inicjatywy. Firmy stosujące greenwashing starają się uchodzić za bardziej ekologiczne, niż są w rzeczywistości. – Myślę, że z greenwashingiem spotykamy się częściej, ale nikt nie monitoruje np. tego, czy koszulki danej marki naprawdę pochodzą w jakiejś części z bawełny z odzysku. Producent tak deklaruje, ale my, jako konsumenci, nie jesteśmy tego w stanie sprawdzić. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy są to też w stanie sprawdzić instytucje typu Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Zwłaszcza że to zjawisko często dotyczy globalnych graczy i dużych korporacji. Ciężko jest prześledzić cały ich łańcuch dostaw i sprawdzić, czy naprawdę używają rzeczy z recyklingu, czy też są to tylko hasła rzucane pod klienta – mówi dr Małgorzata Pietras-Szewczyk. Skala tego zjawiska jest niemała: w styczniu tego roku Komisja Europejska i krajowe organy odpowiedzialne za ochronę konsumentów w poszczególnych krajach UE opublikowały wyniki badania obejmującego sektory: odzież, kosmetyki i sprzęt gospodarstwa domowego. Wynika z nich, że aż w 42 proc. przypadków ekologiczne deklaracje producentów były przesadzone, fałszywe lub wprowadzające w błąd i mogły potencjalnie zostać uznane za nieuczciwe praktyki handlowe.

Tomasz Sobieraj: Prezydent Koszalina Piotr Jedliński zdradził. Zdradził Platformę Obywatelską i swoich wyborców, mieszkańców Koszalina

Film Ala za FB/PO Koszalin - 29 Listopada 2021 godz. 13:04
- Dziś wiemy już na pewno, że Piotr Jedliński, prezydent Koszalina nie tylko nie współpracuje z Platformą Obywatelską, ale zawiązała się w koszalińskiej Radzie Miejskiej nowa koalicja i prezydent miasta współpracuje z PiS-em - mówił podczas dzisiejszej konferencji, Tomasz Sobieraj, szef powiatowych struktur PO i wicemarszałek województwa. - Przypomnę, że prezydent Jedliński trzykrotnie startował na swój urząd z list PO. Wykorzystał kampanię antyPiS, by wygrać. Zdradził - chcę to powiedzieć bardzo mocno i wprost: zdradził Platformę, ale nie to jest najważniejsze. Zdradził swoich wyborców. Zdradził mieszkańców Koszalina - dodał Sobieraj. Szef PO w Koszalinie wyliczył także szereg uwag do pracy i decyzji prezydenta Koszalina. 

Cyfrowa sztuka NFT bije rekordy popularności

Film Ala za Newseria.pl - 26 Listopada 2021 godz. 5:42
W pierwszych trzech kwartałach tego roku wartość światowej sprzedaży NFT, czyli niewymienialnych tokenów, osiągnęła poziom 3,5 mld dol. – wynika z raportu „Hiscox Online Art Trade Report 2021”. Szybko rosnącą popularność zyskuje zwłaszcza obrót cyfrową sztuką, opatrzoną certyfikatami opartymi na blockchainie. Ten potencjał chce wykorzystać DESA Unicum. W grudniu – jako pierwszy dom aukcyjny w Polsce i w całej Europie Środkowo-Wschodniej – zaoferuje kolekcjonerom opatrzone tokenami cyfrowe dzieło Pawła Kowalewskiego „Dlaczego jest raczej coś niż nic”. W przyszłym roku licytacje wirtualnych dzieł sztuki mają się stać cyklicznym wydarzeniem polskiego domu aukcyjnego. – NFT dopiero rodzi się na światowym rynku sztuki, ale podbija go szturmem. Wszyscy bacznie obserwują, w którą stronę będzie się rozwijał, ale też próbują na nim eksperymentować. Ta zdigitalizowana sztuka, której nie ma w offline’owej rzeczywistości i która istnieje tylko w formie doskonale zabezpieczonego pliku komputerowego, będzie w pewien sposób uzupełniała ten standardowy, tradycyjny rynek sztuki – mówi agencji Newseria Biznes Juliusz Windorbski, prezes DESA SA. Rynek niewymienialnych tokenów NFT i obrót cyfrową sztuką z ich wykorzystaniem mocno zyskuje na popularności. Według Nonfungible.com w 2020 roku wartość cyfrowych prac została oszacowana na ok. 250 mln dol., czterokrotnie przewyższając wynik z roku poprzedniego. Z kolei z raportu „Hiscox Online Art Trade Report 2021” wynika, że w pierwszych trzech kwartałach tego roku wartość światowej sprzedaży całego rynku NFT osiągnęła już poziom 3,5 mld dol. Do tego błyskawicznego wzrostu przyczyniły się rekordowe ceny osiągane przez dzieła NFT, oferowane przez najbardziej prestiżowe domy aukcyjne – Sotheby’s, Christie’s i Phillips – oraz największe platformy operujące sztuką cyfrową. W marcu br. cyfrowa grafika „Everydays: The First 5000 Days” Mike’a Winkelmanna (znanego jako Beeple) została sprzedana podczas aukcji przeprowadzonej przez dom aukcyjny Christie’s za rekordową jak dotąd kwotę 69 mln dol. Nabywca – hinduski inwestor Vignesh Sundaresan – otrzymał  token NFT potwierdzający jej autentyczność. – Kolejny rekord to „CryptoPunki”, stworzone przez studio Larva Labs. Wybrane ludziki cyfrowe sprzedają się aktualnie za blisko 7 mln dol., a łączna wartość tej serii to 1,5 mld dol. – mówi Julia Materna, kierownik projektów specjalnych w domu aukcyjnym DESA Unicum. NFT opisuje się jako „niewymienialne” tokeny, ponieważ każde z nich jest unikalne i ma inną wartość. To unikalny certyfikat własności np.  obrazu, zdjęcia czy innych form NFT. Do niedawna barierą dla sztuki cyfrowej był fakt, że nie można było jednoznacznie przypisać jej własności (np. w przypadku kopiowania oraz wolnego obracania plikami). NFT daje unikalną możliwość udokumentowania praw własności w świecie cyfrowym. Handel NFT – podobnie jak w przypadku kryptowalut – odbywa się za pośrednictwem sieci blockchain. Wszystkie transakcje, jak i informacje dotyczące nabywcy, sprzedawcy, kwoty transakcji, numeru bloku i znacznika czasu są publiczne i można je sprawdzić. – NFT, czyli w języku angielskim non-fungible tokens, służą jako certyfikaty w internecie. Na rynku jest to pewna nowość, ponieważ do tej pory nie można było wykazywać własności w przestrzeni cyfrowej. Natomiast NFT umożliwia stwierdzenie praw własności w sieci i właśnie na tym polega nowość tej technologii. NFT jest unikalne, jest nie do zniszczenia – wyjaśnia Julia Materna. Cyfrowe dzieła sztuki opatrzone certyfikatem NFT można odsprzedać kolejnym nabywcom – dokładnie tak jak w przypadku tradycyjnych. Jednak token nie może zostać skopiowany ani przeniesiony bez zgody właściciela. To powoduje, że ta technologia jest idealnym narzędziem dla kolekcjonerów, służącym do przechowywania informacji o autentyczności i własności danego dzieła. – Mamy kilka zastosowań NFT w sztuce. Pierwsze to nowi, młodzi artyści, którzy tworzą swoje prace na komputerze i wypuszczają je właśnie w formie NFT. Jednak ta technologia może też ratować dawne prace. I taką jest właśnie dzieło Pawła Kowalewskiego, które wystawiamy na aukcji w DESA Unicum. Obraz zaginął podczas powodzi, ale technologia NFT dała nam możliwość wskrzeszenia tej pracy, ponieważ mieliśmy zdigitalizowany plik – mówi kierownik projektów specjalnych w domu aukcyjnym DESA Unicum. – Przykładem wykorzystania NFT są też prace Andy’ego Warhola, który w latach 80. tworzył cyfrowe pliki na swoim komputerze. One zostały ocalone przez Fundację Andy’ego Warhola w 2014 roku, dzięki czemu można było je zakodować w sieci blockchain. Do tej pory zostało sprzedanych pięć unikalnych NFT za łączną sumę przekraczającą 3 mln dol. DESA Unicum zaoferuje kolekcjonerom opatrzone NFT, cyfrowe dzieło Pawła Kowalewskiego „Dlaczego jest raczej coś niż nic”. Praca zostanie wylicytowana 2 grudnia br. podczas aukcji „Sztuka Współczesna: Pop-art, popkultura, postmodernizm”. – Jako pierwszy dom aukcyjny w Europie Środkowo-Wschodniej zdecydowaliśmy się na to, aby wystawić zdigitalizowany obraz w formie NFT na tradycyjną aukcję. Na aukcji w grudniu jako pozycja numer jeden będzie licytowana wybitna praca Pawła Kowalewskiego, która została zniszczona w latach 90. To ikoniczna praca jednego z twórców bardzo ważnej grupy artystycznej Gruppa, która w ten sposób na nowo zaistnieje na rynku i zostanie wskrzeszona jako plik komputerowy – podkreśla prezes DESA SA. Grudniowa aukcja jest precedensem na polskim i europejskim rynku sztuki, ale DESA nie zamierza na niej poprzestać. W przyszłym roku licytacje wirtualnych dzieł sztuki, opatrzonych certyfikatem NFT, mają się stać cyklicznym wydarzeniem polskiego domu aukcyjnego. – Rynek NFT jest stosunkowo młody, ale widzimy bardzo duże zainteresowanie ze strony zupełnie nowych klientów, których do tej pory nie obserwowaliśmy na rynku tradycyjnym i którzy są ukierunkowani właśnie na sztukę zdigitalizowaną. Zaczynają kolekcjonować te pliki w oderwaniu od tradycyjnego rynku. I myślę, że ten trend będzie się rozwijał i jeszcze niejednokrotnie nas zaskoczy – prognozuje Juliusz Windorbski.

Znamy zwycięzców konkursu „Nakręceni EFS-em”

Film Ala za WZP - 25 Listopada 2021 godz. 17:08
Wojewódzki Urząd Pracy w Szczecinie rozstrzygnął konkurs filmowy „Nakręceni EFS-em”. W czwartek, 25 listopada 2021 r. w Koszalinie z laureatami spotkał się wicemarszałek województwa Tomasz Sobieraj. Był czas na wręczenie nagród oraz gratulacje. Wszystkie wyróżnione filmy można zobaczyć w Internecie. W swoich pracach konkursowych uczestnicy pokazywali jak środki z Europejskiego Funduszu Społecznego pozytywnie zmieniają życie osób, które z nich skorzystały. To w dużej mierze projekty związane z rynkiem pracy. Dzięki nim mieszkańcy województwa zdobywają nowe kompetencje czy rozwijają posiadane już umiejętności. Ale dzięki środkom z EFS powstają też dodatkowe miejsca w żłobkach i przedszkolach, wspierani są rodzice powracający na rynek pracy po urlopie macierzyńskim lub wychowawczym czy realizowane są programy profilaktyczne, np. bezpłatne szczepienia dla dziewczynek przeciwko HPV. Ze zwycięzcami konkursu w czwartek, 25 listopada 2021 r. spotkał się w Koszalinie Wicemarszałek Województwa Zachodniopomorskiego Tomasz Sobieraj, pod patronatem którego został zorganizowany konkurs. Wyróżnienia odebrali: Dominika Grzyb, Patryk Panasiuk, Agata Lenarcik, Maciej Ziemiński.Podobne spotkanie miało miejsce także w Szczecinie, ale 22 listopada w siedzibie WUP w Szczecinie, tak by ułatwić uczestnikom konkursu dojazd na uroczystość. Nagrody odebrali wtedy: Weronika Stankiewicz, Łukasz Tobiasz, Agnieszka Taratajcio oraz Dominika Motyl.Zwycięskie i wyróżnione prace konkursowe dotyczące Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Zachodniopomorskiego 2014-2020:Kategoria do 18. roku życia: Weronika Stankiewicz – I miejsce Kategoria powyżej 18. roku życia: Łukasz Tobiasz – I miejsce Dominika Grzyb – wyróżnienie Agata Lenarcik – wyróżnienie Maciej Ziemiński – wyróżnienie Agnieszka Taratajcio – wyróżnienie Prace konkursowe dotyczące Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój 2014-2020: Kategoria powyżej 18. roku życia: Dominika Grzyb – I miejsce Patryk Panasiuk – wyróżnienie Dominika Motyl – wyróżnienie

Szpitale niepotrzebnie płacą za powikłania, których można uniknąć

Film Ala za newsrm.tv - 16 Listopada 2021 godz. 13:08
Krótszy czas powrotu do zdrowia, lepsze rokowania, mniej powikłań – to tylko wybrane korzyści, które niesie ze sobą wdrożenie leczenia żywieniowego do procesu terapii. Żywienie kliniczne to procedura refundowana przez NFZ, która powinna być standardem w każdym szpitalu. Niestety wielu chorych wciąż nie może z niej skorzystać. Program „Szpital Dobrej Praktyki Żywienia klinicznego” ma na celu promocję żywienia klinicznego i przełamywanie barier, z którymi mierzą się polskie szpitale. Perspektywa pacjenta   Leczenie żywieniowe polega na dostarczaniu pacjentowi niezbędnych substancji, które uzupełniają lub zastępują tradycyjne posiłki. Składniki te mogą być dostarczane dojelitowo, czyli poprzez przewód pokarmowy lub pozajelitowo, czyli dożylnie. Procedura żywienia klinicznego powinna być stosowana zawsze, gdy odżywienie pacjenta metodami tradycyjnymi jest niemożliwe bądź niewystarczające. Odpowiednio wcześnie wprowadzone leczenie żywieniowe wspomaga powrót do zdrowia, poprawia samopoczucie pacjenta i skraca czas terapii. Dodatkowo, jest to procedura, która w realny sposób poprawia doświadczenie pacjenta i tym samym wpływa pozytywnie na wizerunek szpitala.    „Korzyści ze stosowania leczenia klinicznego są znaczące przede wszystkim dla pacjenta, ale również dla szpitala. Jest to jedna z głównych metod uzupełniających do głównych terapii stosowanych u pacjentów” – podkreśla prof. dr. hab. n. med. Stanisław Kłęk, prezes Polskiego Towarzystwa Żywienia Dojelitowego, Pozajelitowego i Metabolizmu.   Perspektywa szpitala   Niestety w wielu szpitalach leczenie żywieniowe nie jest prowadzone lub jest realizowane w sposób ograniczony: zbyt krótko lub zbyt późno w stosunku do potrzeb pacjenta. W konsekwencji mamy do czynienia z dużą liczbą pacjentów niedożywionych lub źle odżywionych, których stan skutkuje zwiększoną liczbą powikłań.   „Każde dodatkowe powikłanie powiększa koszty leczenia, pogarszając rokowania pacjenta i przedłuża pobyt pacjenta w szpitalu. Trzeba pamiętać, że NFZ za powikłania i przedłużony pobyt w szpitalu nie płaci” – zaznacza prof. dr. hab. n. med. Stanisław Kłęk.   Bariery do pokonania   Głównym problem, jaki można dostrzec w szpitalach, jest niska świadomość wpływu leczenia żywieniowego na stan pacjentów. Problem zaczyna się już na etapie kształcenia personelu medycznego. Żywienie kliniczne często jest pomijane na etapie edukacji, jedynie wybrane specjalizacje zwracają uwagę na pogłębienie wiedzy w tym zakresie. Brak wiedzy i świadomości roli, jaką leczenie żywieniowe odgrywa na etapie terapii, skutkuje tym, że procedury dotyczące żywienia pacjentów nie są wdrażane lub są marginalizowane. W szpitalach często wręcz brakuje odpowiedniego sprzętu i preparatów pozwalających wdrożyć niezbędne formy żywienia. A pacjent na tym traci.   W walce z niedożywieniem osób przebywających w szpitalach może pomóc jego skuteczne wykrywanie, wzrost świadomości społecznej oraz zapewnienie możliwości skorzystania z bezpłatnego leczenia żywieniowego.   „Wielu ludziom dalej wydaje się, że żywienie kliniczne to to samo co zwykłe żywienie, dieta podana z kuchni, a tak nie jest. Niedoceniany jest wpływ prawidłowego stanu odżywienia na wynik leczenia. Jest to konsekwencja braku kształcenia. Podczas edukacji medycznej ten temat praktycznie nie istnieje” – komentuje prof. dr. hab. n. med. Stanisław Kłęk.

Od stycznia leki bez recepty dla zwierząt będzie można kupić przez internet. To duże ułatwienie dla właścicieli czworonogów

Film Ala za Newseria.pl - 8 Listopada 2021 godz. 5:45
Nowe unijne przepisy, które zaczną obowiązywać pod koniec stycznia 2022 roku, pozwolą na obrót przeznaczonymi dla zwierząt lekami bez recepty (OTC) poprzez sprzedaż wysyłkową. Do tej pory właściciele czworonogów mogli dokonywać takich zakupów tylko w sklepach zagranicznych. Chodzi o takie produkty jak krople czy obroże przeciwpchelne i przeciwkleszczowe lub tabletki przeciw robakom. To istotne ułatwienie zwłaszcza dla osób mieszkających na terenach wiejskich, z ograniczonym dostępem do opieki weterynaryjnej czy sklepów zoologicznych. 28 stycznia 2022 roku w życie wejdzie rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/6 z dnia 11 grudnia 2018 roku w sprawie weterynaryjnych produktów leczniczych i uchylającego dyrektywę 2001/82/WE. – Przez internet będą mogły być sprzedawane wszystkie leki, które są zarejestrowane w odpowiednim urzędzie, czy to centralnie w urzędzie europejskim, czy w Polsce. Chodzi tutaj o leki bez recepty. Preparaty, które są wypisywane przez lekarza weterynarii na receptę, nadal pozostaną w obrocie bezpośrednio u lekarzy tudzież z możliwością wykupienia w aptekach. Takie leki jak krople, obroże przeciwpchelne czy przeciwkleszczowe, innego typu środki przeciwrobaczne dla psów czy kotów będą mogły być dostępne również przez internet – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Radosław Knap, sekretarz generalny Stowarzyszenia POLPROWET, zrzeszającego producentów leków weterynaryjnych. Brak sprzedaży internetowej wpływa negatywnie na dostępność leków OTC. Szczególnie jest to problematyczne w mniejszych miejscowościach lub na wsiach, gdzie nie ma przychodni weterynaryjnej. To powoduje, że część dolegliwości u zwierzaków nie jest leczona. Sytuacja była trudniejsza w okresie pandemii i lockdownów, które ograniczyły naszą mobilność. Dlatego zdaniem POLPROWET zmiana przepisów będzie dużym ułatwieniem dla właścicieli psów czy kotów. Dodatkowo ograniczy niekontrolowaną sprzedaż przez internet, np. ze sklepów zagranicznych, bez ulotek w języku polskim. Właściciele czworonogów przestaną także szukać zamienników leków wśród preparatów przeznaczonych do leczenia ludzi. – Sprzedaż leków dla zwierząt będzie podlegać szeregowi wymogów związanych z koniecznością rejestracji tych produktów, czy to w urzędzie europejskim, czy też w polskim Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych – podkreśla Radosław Knap. – Druga kwestia to jest otrzymanie odpowiedniego certyfikatu i możliwości posługiwania się ogólnoeuropejskim znakiem, który będzie potwierdzał rzetelność podmiotów prowadzących sprzedaż przez internet. Dzisiejszy brak możliwości sprzedaży leków OTC przez internet wynika, jak podkreśla przedstawiciel stowarzyszenia, z istniejącej luki prawnej. – Obecna sytuacja jest dość kuriozalna, bo nie mamy bezpośrednio zakazu sprzedaży przez internet, ale jednak orzecznictwo i praktyka pokazują, że dystrybutorzy nie czują się bezpiecznie w zakresie pełnej sprzedaży przez internet – tłumaczy sekretarz generalny POLPROWET. – W związku z tym leki z polskiej dystrybucji zasadniczo nie są dostępne w sklepach internetowych, również w dużych sieciach sklepów weterynaryjnych można je często zamówić online, ale odebrać trzeba w sklepie, co stanowi połowiczne rozwiązanie. Polska nie przedstawiła do tej pory przepisów dostosowujących nasze prawo do nowego rozporządzenia. Dlatego 19 października Stowarzyszenie POLPROWET, Federacja Branżowych Związków Producentów Rolnych i Krajowy Związek Pracodawców Producentów Trzody Chlewnej wystosowali apel do premiera Mateusza Morawieckiego o przyspieszenie prac legislacyjnych. – Ta ustawa jest w trakcie opracowywania między Ministerstwem Zdrowia, Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi i jeszcze kilkoma organami – mówi Radosław Knap. – Zostało mało czasu, ponieważ unijne rozporządzenie wejdzie w życie 28 stycznia 2022 roku, w związku z tym nasze stowarzyszenie, ale również lekarze weterynarii, związki hodowców i właściciele zwierząt czekają na pojawienie się projektu polskiej ustawy, która również uszczegółowi i legislację krajową związaną z tymi zmianami. Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Karmy dla Zwierząt Domowych FEDIAF wynika, że w Polsce w 2020 roku mieszkało 7,85 mln psów, co dawało nam piąte miejsce w Europie po Rosji, Niemczech, Wielkiej Brytanii i Włoszech, oraz 6,8 mln kotów (szóste miejsce, wyprzedza nas jeszcze Francja). Według Radosława Knapa właściciele zwierząt domowych odpowiadają za około połowę popytu na leki weterynaryjne, na równi z hodowcami zwierząt gospodarskich. Cały rynek wart jest ok. 1 mld zł, 40 razy mniej niż leków dla ludzi.