Koszalin, Poland
wydarzenia

PKP S.A. zerwały negocjacje z firmą ALSTAL. Będzie nowy przetarg na budowę dworca w Koszalinie

Autor Ala, fot. Dominik Wasilewski 26 Listopada 2025 godz. 18:01
Polskie Koleje Państwowe S.A. ogłosiły zerwanie rozmów z dotychczasowym wykonawcą przebudowy dworca kolejowego w Koszalinie. PKP zapowiada przygotowanie nowego przetargu na dokończenie inwestycji, która od początku 2024 roku stoi w miejscu z powodu poważnych błędów projektowych i groźby katastrofy budowlanej. Brak porozumienia co do dodatkowych kosztów i harmonogramu prac z obecnym wykonawcą przesądził o konieczności zmiany planów

Wstrzymanie prac: błędy w projekcie i ryzyko katastrofy

Przebudowa dworca PKP w Koszalinie ruszyła w lutym 2023 roku i miała potrwać do końca 2024 r., a wartość inwestycji określono na ponad 43 mln zł. W ramach prac rozebrano znaczną część starego budynku dworca, pozostawiając jedynie dwie zabytkowe ściany z sgraffito. Jednak już kilka miesięcy po rozpoczęciu budowy roboty nagle przerwano – we wrześniu 2023 r. ujawniono bowiem poważne wady dokumentacji konstrukcyjnej. Błędne obliczenia dotyczące wytrzymałości obiektu oznaczały, że kontynuowanie prac groziłoby nawet katastrofą budowlaną.

Z tego względu konieczne stało się opracowanie od nowa poprawionej dokumentacji technicznej, co wstrzymało inwestycję. Ostatecznie w lutym 2024 r. wszelkie prace zostały oficjalnie wstrzymane. Przez kolejne miesiące trwało przygotowanie nowego projektu konstrukcji oraz jego weryfikacja i uzgodnienia – dopiero zakończenie tych prac stworzyło podstawę do prób wznowienia budowy.

Pierwotny wykonawca i zerwane negocjacje

Generalnym wykonawcą inwestycji od początku była firma Alstal Grupa Budowlana z Bydgoszczy, wybrana w przetargu na początku 2023 roku. Do jej zadań należała rozbiórka starego dworca (z zachowaniem części zabytkowych ścian) i budowa nowego, nowoczesnego obiektu. Gdy jednak okazało się, że projekt wymaga zasadniczych poprawek, PKP S.A. rozpoczęło trudne rozmowy z wykonawcą na temat zmienionego zakresu prac, wydłużenia terminu oraz pokrycia dodatkowych kosztów. Negocjacje przeciągały się miesiącami, a teren budowy przez ponad rok pozostawał opustoszały. Mimo deklarowanego przez obie strony zamiaru kontynuacji inwestycji, ostatecznie nie osiągnięto porozumienia. Jak informuje PKP, rozmowy dotyczące zakresu robót, kosztów i harmonogramu nie przyniosły satysfakcjonującego efektu w przewidzianym terminie. Wykonawca zgłaszał roszczenia finansowe i oczekiwał zmian terminu ukończenia, na co inwestor nie mógł się zgodzić. W rezultacie PKP S.A. podjęły decyzję o zerwaniu negocjacji z dotychczasowym wykonawcą i poszukaniu innego rozwiązania na rynku.

Decyzja PKP: nowy przetarg i dalsze działania

W wydanym komunikacie PKP S.A. poinformowały, że ogłoszony zostanie nowy przetarg na dokończenie przebudowy koszalińskiego dworca. Spółka zapewnia, że dołoży wszelkich starań, by nowoczesny budynek dworcowy został udostępniony podróżnym tak szybko, jak to możliwe. Obecnie trwają przygotowania do procedury przetargowej – w opracowaniu jest szczegółowy harmonogram prac oraz dokumentacja przetargowa niezbędna do wyłonienia nowego wykonawcy.

PKP zapowiada jednocześnie zacieśnienie współpracy z samorządem. Planowane jest spotkanie z władzami Koszalina, aby omówić wspólne działania na rzecz mieszkańców w czasie trwania inwestycji. Priorytetem ma być zapewnienie bezpieczeństwa pasażerów korzystających ze stacji oraz transparentna komunikacja z lokalną społecznością na temat postępu prac. Równolegle PKP S.A. dokonuje oceny okoliczności towarzyszących realizacji projektu pod kątem ewentualnych zaniedbań. Spółka rozważa skorzystanie z przysługujących jej środków prawnych – niewykluczone jest wystąpienie z roszczeniami odszkodowawczymi wobec podmiotów odpowiedzialnych za zaistniałe opóźnienia i błędy.

Uciążliwości dla pasażerów i funkcjonowanie dworca

Blisko dwa lata bez postępu na placu budowy sprawiły, że koszaliński dworzec praktycznie przestał istnieć jako funkcjonalny obiekt. Pociągi nadal zatrzymują się przy peronach, ale w miejscu zburzonego budynku straszą jedynie zgliszcza i fragmenty ocalałych ścian. Podróżni pozbawieni są normalnej infrastruktury dworcowej – nie działa poczekalnia, a kasy biletowe funkcjonują prowizorycznie w przejściu podziemnym. Co prawda PKP postawiło niewielki kontener jako tymczasową poczekalnię, jednak wewnątrz mieszczą się zaledwie kilka miejsc siedzących. W praktyce kontener ten w godzinach wieczornych i nocnych zajmowany jest głównie przez osoby bezdomne, nierzadko pod wpływem alkoholu, co zniechęca zwykłych pasażerów do korzystania z niego. Podróżni skarżą się, że w środku unosi się trudny do zniesienia odór, a oni sami zmuszeni są marznąć na zewnątrz. Służby miejskie i kolejowe podejmują interwencje – Straż Miejska oraz Służba Ochrony Kolei reagują na zgłoszenia – lecz problem szybko powraca, a pasażerowie wciąż nie mają się gdzie podziać.

Wstrzymanie prac budowlanych odcisnęło wyraźne piętno na funkcjonowaniu koszalińskiego dworca. Obecny stan to prowizoryczna obsługa podróżnych w warunkach tymczasowych i ciągłe niedogodności. Mieszkańcy miasta i przyjezdni muszą uzbroić się w cierpliwość – na nowy, funkcjonalny i bezpieczny dworzec kolejowy w Koszalinie będą musieli jeszcze poczekać, w optymistycznym scenariuszu do 2027 roku. PKP S.A. deklaruje jednak, że dołoży wszelkich starań, aby przywrócić postęp inwestycji i zakończyć przebudowę możliwie najszybciej.

Czytaj też

Dworzec, który nie powstał. Jak polityka i chaos pogrzebały nadzieje Koszalina

Wojciech Kukliński, fot. archiwum - 12 Grudnia 2025 godz. 9:16
Gdy jesienią 2023 r. z powierzchni ziemi zniknęły ostatnie fragmenty starego dworca kolejowego w Koszalinie, wielu mieszkańców uwierzyło, że za chwilę na ich oczach powstanie nowoczesny, przeszklony obiekt – symbol miejskiej transformacji i powrotu do dobrych standardów infrastruktury publicznej. Dziś, ponad dwa lata później, w miejscu inwestycji stoją jedynie tymczasowe kontenery, a koszalinianie słyszą zapewnienia, że „będzie nowy przetarg”, „będzie nowy wykonawca”. Dworzec w Koszalinie stał się metaforą: tego, jak polityczne deklaracje rozbijają się o biurokrację, braki nadzoru i partyjne gry kadrowe. Rozbiórka zrobiła wrażenie. Cisza – już tylko irytację W 2022 r. PKP S.A. podpisały umowę z konsorcjum Alstal na budowę nowego dworca. Kwota – 44 miliony złotych. Termin – koniec 2024 r. Ruszyły prace rozbiórkowe, zostawiono dwie ściany z historycznym sgraffito, wylano pierwsze fundamenty. Wydawało się, że inwestycja jest nie tylko potrzebna, ale i nieodwracalna. W lutym 2024 r. plac budowy zamarł. PKP oznajmiły, że projekt ma poważne błędy konstrukcyjne, wykonawca żąda dopłat, a dokumentacja wymaga poprawek. Zaczęły się rozmowy – trwające miesiącami, ostatecznie bez efektu. Po ponad roku negocjacji PKP ogłosiły, że rozwiążą umowę. Nowy wykonawca ma zostać wybrany w kolejnym przetargu. Gdy dokumenty walczyły z rzeczywistością – pasażerowie marzli Podróżni korzystali (i nadal korzystają) z prowizorycznych kas w przejściu podziemnym, tymczasowego konteneru i braku zaplecza sanitarnego. Światło w tunelu (przejściu podziemnym) było – dosłownie – jedynym stałym elementem projektu. Dopiero po interwencji ratusza pojawiła się… mała, przeszklona poczekalnia-kontener. Drobnym, ale wymownym symbolem tego, że o codzienność mieszkańców zadbało nie PKP, lecz władze miasta. Prezydent Tomasz Sobieraj mówił wprost: – Obecna sytuacja jest nie do zaakceptowania. Kompromituje Koszalin i utrudnia życie mieszkańcom. Presja miasta przyniosła minimalne, lecz realne efekty – po raz pierwszy od miesięcy PKP musiało wyjść z milczenia, przedstawić zespół odpowiedzialny za inwestycję i zobowiązać się do konkretów. Zakładnik polityki? PKP i fala nominacji z PSL Nie sposób analizować koszalińskiej inwestycji w oderwaniu od politycznego tła. W listopadzie 2024 r. Onet ujawnił, że w spółkach z grupy PKP znalazło się ponad 20 osób związanych z PSL. Kluczowe stanowiska obejmowali działacze regionalni z okolic Rawy Mazowieckiej i Łódzkiego – regionu ministra infrastruktury Dariusza Klimczaka. Najbardziej wpływową postacią w tej układance – według mediów – jest Dariusz Grajda, nowy wiceprezes PKP, dawniej związany z młodzieżówką PSL. W resorcie powstał też specjalny departament do nadzoru nad spółkami Skarbu Państwa, kierowany przez 31-letniego Konrada Grzejszczaka – również z „łódzkiego kręgu wpływów”. Lista nazwisk, powiązań rodzinnych i partyjnych jest długa: Grzybowie, Stachowiak, Sobczyk, Warchól, Mikos, Melon, Jażdżyk… Obietnice, które wyparowały W lutym 2023 r. poseł Paweł Szefernaker (dziś szef Gabinetu Prezydenta) deklarował: „DOTRZYMALIŚMY SŁOWA!” Te słowa dziś brzmią jak gorzka ironia. Minęły 2,5 roku. Dworzec, który miał być wizytówką miasta, jest jedynie wspomnieniem z wizualizacji. Betonowa pustka i kontener stojący w miejscu, gdzie miała błyszczeć szklana elewacja. Kto odpowiada? Chaos ma wielu autorów. Błędy projektowe – wykryte dopiero po rozpoczęciu prac. Przeciągające się negocjacje – ponad rok bez konkluzji. Efekt? Miasto zostało pozostawione samo sobie – z presją mieszkańców, niedziałającą infrastrukturą i rosnącym gniewem opinii publicznej. Co dalej? Ogłoszenie przetargu, wybór wykonawcy, weryfikacja dokumentacji, rozpoczęcie prac, odbiory – to proces, który w polskich realiach trwa długo Realnie nowy budynek może stanąć około 2028 roku. Dworzec jako test: czy Koszalin potrafi wymóc na PKP realne działania? Paradoksalnie właśnie teraz pojawia się iskra nadziei. Po raz pierwszy od dawna Koszalin ma władze, które: głośno mówią o problemach, naciskają na spółkę, stawiają realne warunki, angażują opinię publiczną. Prezydent Sobieraj i jego zespół deklarują, że będą interweniować wszędzie, gdzie trzeba, aż do rozpoczęcia budowy. I to – nie polityczne deklaracje z Warszawy – jest dziś jedyną gwarancją, że dworzec w Koszalinie kiedyś powstanie. Polityka odjechała, pasażerowie zostali na peronie Koszalin nie potrzebuje kolejnej konferencji, kolejnego „dotrzymaliśmy słowa”, kolejnych wizualizacji. Potrzebuje dworca – realnego, nie papierowego. A historia tej inwestycji powinna stać się przestrogą: że spółki Skarbu Państwa nie mogą być poligonem politycznych nominacji, że lokalne inwestycje zbyt łatwo giną w cieniu zarządów państwowych spółek, że samorząd musi być partnerem – a nie petentem. Na razie mieszkańcy Koszalina mają poczekalnię-kontener i decyzję o nowym przetargu. Ale mają też rosnącą świadomość, że tylko presja i konsekwencja mogą przynieść efekt. Dworzec nadal nie istnieje Ale istnieje – i rośnie – oczekiwanie, by w końcu to się zmieniło. Bo Koszalin zasługuje na coś więcej niż kontenery i obietnice. Zasługuje na dworzec na miarę XXI wieku. I mieszkańcy nie przestaną o to pytać.

Dworzec PKP w Koszalinie – impas, który mobilizuje miasto

eWok, fot. Dominik Wasilewski/FB/Paweł Szefernaker/Radek Koleśnik/UM Koszalin - 10 Września 2025 godz. 21:38
Gdy w lutym 2023 roku podpisywano umowę na budowę nowego dworca PKP w Koszalinie, a już w marcu ówczesny poseł, a dziś szef Gabinetu Prezydenta RP Paweł Szefernaker chwalił się w mediach społecznościowych, że „DOTRZYMALIŚMY SŁOWA!”, wielu mieszkańców uwierzyło, że po latach wreszcie doczekają się godnego dworca kolejowego. Inwestycja warta 44 miliony złotych miała zakończyć się do końca 2024 roku. Wrzesień 2025 roku pokazał, jak daleko było od tamtych deklaracji do realiów. Papierowe słowa kontra betonowa pustka „Dotrzymane słowo” szybko okazało się jedynie hasłem w kampanii. Robotnicy zniknęli, a zamiast budowy pojawiły się wymówki. Nagle odkryto „nieprzewidziane warunki gruntowe”, projekt wymagał zmian, wykonawca zażądał dodatkowych pieniędzy, a negocjacje ciągnęły się i nadal się ciągną...  Mija trzecie lato, a pasażerowie – w tym tysiące turystów – nadal korzystają z prowizorycznych kas w podziemnym przejściu pod al. Armii Krajowej. Dwie kasy, brak całodobowej toalety i działająca dopiero po naszej interwencji winda. Oto prawdziwy obraz „wizytówki miasta”. Prezydent Koszalina nie milczy W tym chaosie najgłośniejszym głosem okazał się prezydent Koszalina Tomasz Sobieraj. Od początku nie godził się na przeciągające się milczenie PKP i ministerstwa. W czerwcu w ratuszu doprowadził do spotkania z przedstawicielami spółki kolejowej. Nie owijał w bawełnę: „Obecna sytuacja jest nie do zaakceptowania – utrudnia życie mieszkańcom i kompromituje Koszalin”. To stanowisko powtórzył publicznie i prywatnie, przypominając, że pasażerowie nie mogą w nieskończoność tkwić w warunkach rodem z lat 80. Efekt? PKP musiało wyjść z cienia. Spółka przeprosiła za opóźnienia, przedstawiła nowy zespół odpowiedzialny za inwestycję i – co najważniejsze – zgodziła się na pierwsze konkretne ustępstwa. Małe zwycięstwo w walce o komfort Dzięki naciskom prezydenta ustawiono przeszklony kontener – tymczasową poczekalnię z oświetleniem i ogrzewaniem. To nie jest wielka inwestycja, ale symbol, że miasto nie odpuszcza. Sobieraj i jego zastępca Tomasz Bernacki jasno deklarują: „To nie nasza inwestycja, ale będziemy interweniować do skutku – w PKP, w ministerstwie – aż budowa dworca naprawdę ruszy”. I rzeczywiście – dziś widać, że bez tej presji pasażerowie nie mieliby nawet tego minimalnego udogodnienia. Co dalej? "Pod koniec lipca br., po skierowaniu przez PKP S.A. wezwań do wznowienia prac, na placu budowy fizycznie zaczęli pojawiać się robotnicy. Aktualnie trwają rozmowy z wykonawcą. PKP S.A. zaproponowała sposób rozwiązania sporu i obecnie oczekuje stanowiska wykonawcy w tej kwestii" - poinformowała nas wczoraj Agnieszka Jurewicz z Wydziału Współpracy z Mediami Biura Komunikacji Polskich Kolei Państwowych S.A.  Działanie zamiast propagandy Historia koszalińskiego dworca to studium różnicy między politycznym marketingiem a realnym działaniem. Gdy jedni wpisywali w mediach społecznościowych triumfalne hasła, inni – jak prezydent Tomasz Sobieraj – stali się rzecznikami mieszkańców, domagając się realnych efektów i poprawy warunków. Dziś dworzec wciąż nie istnieje, ale jedno jest pewne: Koszalin ma prezydenta, który nie zamierza odpuszczać i który nie boi się głośno mówić tego, co myślą pasażerowie – że obietnice bez pokrycia nie zatrzymają pociągu i nie dadzą miejsca w poczekalni.