Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.
14 Marca 2019 godz. 7:49 Ala za Prokuratura Okręgowa Koszalin, fot. archiwum  

Prokuratura Okręgowa w Koszalinie poszukuje świadków, którzy korzystali z usług escape room’u „To Nie Pokój”.

Prokuratura Okręgowa w Koszalinie, w związku z nadzorowanym śledztwem w sprawie zaistniałego w dniu 4 stycznia 2019 roku pożaru budynku escape room’u „To Nie Pokój” przy ul. Piłsudskiego 88 w Koszalinie, w którym śmierć poniosło pięć małoletnich pokrzywdzonych, poszukuje świadków, którzy w okresie od lutego 2018 roku do 4 stycznia 2019 roku korzystali z usług wskazanego escape room’u, posiadają wiedzę na temat scenariuszy poszczególnych gier, wyposażenia pomieszczeń, a także działań osób odpowiedzialnych za kontakt z klientami i ich obsługę w trakcie realizowania usług. W związku z powyższym Prokuratura Okręgowa w Koszalinie prosi o kontakt wszystkie osoby, które we wskazanym wyżej okresie brały udział w grach oferowanych przez escape room „To Nie Pokój” w Koszalinie, dysponują stosowną wiedzą w tym zakresie lub też dysponują nagraniami z przebiegu gier lub ich fragmentów albo zdjęciami zarejestrowanymi przy pomocy telefonów komórkowych, aparatów lub innych nośników informatycznych. W przypadku, gdy z usług escape room’u korzystały osoby małoletnie, prosi się o ich kontakt wraz z opiekunami prawnymi. Świadkowie mogą zgłaszać się do Prokuratury Okręgowej w Koszalinie przy ul. Władysława Andersa 34A, 75-950 Koszalin, do Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie przy ul. Małopolskiej 47, 70-001 Szczecin lub do Komendy Miejskiej Policji w Koszalinie przy ul. Słowackiego 11, 75-950 Koszalin. Informacje można też przekazywać pocztą pod wskazane wyżej adresy lub telefonicznie pod numery: Prokuratura Okręgowa w Koszalinie – (094) 34-28-697, Komenda Wojewódzka Policji w Szczecinie – (091) 82-11-900, Komenda Miejska Policji w Koszalinie – (094) 34-29-102.  Informacje można także przekazać drogą elektroniczną na adres: po.koszalin@prokuratura.koszalin.pl
14 Marca 2019 godz. 2:07 Ala za Politechnika Koszalińska  

Biżuteria zaprojektowana przez studentkę Politechniki Koszalińskiej na wystawie we Włoszech

Hanna Kowalska, studentka Wzornictwa na Politechnice Koszalińskiej, jako jedyna osoba z Polski zaprezentowała swoje prace na światowej wystawie biżuterii w Mediolanie. Wystawa pod nazwą Artistar Jewels 2019 odbyła się w dniach 19-24 lutego br. itowarzyszyła organizowanemu w Mediolanie słynnemu Tygodniowi Mody.Zaprezentowano na niej 500 modeli naszyjników, kolczyków, pierścieni, broszeki bransoletek przygotowanych przez 140 artystów z całego świata. Byli wśródnich zarówno zawodowi projektanci, jak i początkujący twórcy. Hanna Kowalska pokazała broszki, które stworzyła w ramach obronionego pół roku temu na Politechnice Koszalińskiej dyplomu licencjackiego. Pracę podtytułem „Kulturowa wymienność – projekt kolekcji opartej na wybranychtradycjach etnicznych w odniesieniach do rzemiosła tradycyjnego” napisałapod kierunkiem prof. Aliny Adamczak. – Przygotowałam cztery modeleinspirowane kulturą polską i fińską. Wszystkie zostały wykonane z piasku. Odróżnia je natomiast soczewka obiektu wypełniona bursztynem albokryształem – opowiada autorka. Na wystawę do Mediolanu wysłała dwie broszki z bursztynem. Aby pokazać swoje rękodzieła we Włoszech, musiała przejść kilkuetapową selekcję. – Dużego wsparcia udzieliła mi Politechnika Koszalińska. Bez pomocy uczelni mój udział w tak prestiżowym wydarzeniu nie byłby możliwy – podkreśla. Wystawę biżuterii urządzono w położonym w centrum Mediolanu eleganckim Palazzo Bovaro, znanym z goszczenia różnego typu targów, wystaw orazprezentacji. W ciągu kilku dni odwiedziły ją setki gości. Rezultatem pokazu jestpiękny, 500-stronicowy album ze zdjęciami wszystkich modeli i ich autorów. Nastronach 168-169 zamieszczono prace Hanny Kowalskiej. – Katalog trafi do księgarni włoskich i wielu miast w Europie. Pojawi się wsklepach artystycznych, galeriach, markowych butikach. Zostanie udostępnionydziennikarzom zajmującym się modą, dzięki czemu nasze działania mają szansęzyskać międzynarodowy rozgłos – dodaje.
13 Marca 2019 godz. 14:57 Aa, fot. Dominik Wasilewski  

Kwalifikacja wojskowa: Najlepsi zostają żołnierzami Wojska Polskiego

W Koszalinie trwa kwalifikacja wojskowa, podczas której młodzi koszalinianie są przekonywani, że Siły Zbrojne RP to perspektywiczna, pełna wyzwań oraz atrakcyjna finansowo służba. Wojskowe Komendy Uzupełnień (WKU) oraz Wojewódzkie Sztaby Wojskowe (WSzW) od 4 lutego br. prowadzą kwalifikację wojskową osób rocznika 2000 (i starszych). Podczas wizyty w komisjach wojskowych, ustalana jest zdolności do służby młodych osób. Każda osoba zgłaszająca się do kwalifikacji ma założoną ewidencję wojskową i dostaje książeczkę wojskową.   Ministerstwo Obrony Narodowej chce wykorzystać ten „pierwszy kontakt” wielu młodych ludzi z Wojskiem Polskim. Podczas wizyty w komisjach, żołnierze i pracownicy WKU będą prowadzić działania rekrutacyjne, podobne jak przy poprzednich edycjach kampanii.  Tegoroczna kwalifikacja wojskowa w kraju potrwa  do 28 kwietnia. Obejmie około 220 tysięcy osób – przede wszystkim mężczyzn urodzonych w 1999 roku. Kwalifikację przeprowadzają wojewodowie przy współudziale szefów wojewódzkich sztabów wojskowych, wojskowych komendantów uzupełnień oraz starostów, wójtów, burmistrzów (prezydentów miast). Kwalifikacja wojskowa obejmuje m.in.: •    mężczyzn urodzonych w 1999 roku;•    mężczyzn urodzonych w latach 1994-1998, którzy nie mają jeszcze określonej kategorii zdolności do czynnej służby wojskowej;•    mężczyzn i kobiety urodzonych w latach 1997 i 1998, którzy w latach poprzednich zostali uznani przez powiatowe komisje lekarskie za czasowo niezdolnych do czynnej służby wojskowej (kategoria zdolności B);•    mężczyzn i kobiety urodzonych w latach 1998 i 1999, którzy w latach poprzednich zostali przez powiatowe komisje lekarskie uznani za czasowo niezdolnych do czynnej służby wojskowej (kategoria zdolności B), a termin, na który orzeczona została wobec nich kategoria czasowej niezdolności do służby upłynie po 28 kwietnia 2018 r.;•    kobiety urodzone w latach 1994-1998, które posiadają kwalifikacje przydatne do czynnej służby wojskowej oraz kobiety, które w roku szkolnym lub akademickim 2017/2018 kończą naukę w szkołach lub uczelniach medycznych i weterynaryjnych oraz na innych kierunkach, m.in. psychologia, farmacja, pielęgniarstwo, jeżeli nie posiadają jeszcze określonej kategorii zdolności do czynnej służby wojskowej. Ponadto, do kwalifikacji mogą zostać wezwane osoby, które ukończyły 18 lat i zgłosiły się ochotniczo do pełnienia służby wojskowej. Informacje o szczegółowych terminach i miejscach kwalifikacji wojskowej w poszczególnych województwach i powiatach, podane zostały do publicznej wiadomości w formie obwieszczeń. Dodatkowo, każda osoba podlegająca obowiązkowi kwalifikacji wojskowej otrzyma od wójta lub burmistrza (prezydenta miasta) wezwanie imienne. W wezwaniu określony zostanie dokładny termin i miejsce, w którym należy się stawić oraz dokumenty, jakie należy ze sobą zabrać. Osoby, które po raz pierwszy zostaną lub zostały wezwane do kwalifikacji wojskowej powinny zabrać ze sobą:•    dowód osobisty lub inny dokument potwierdzający tożsamość;•    dokumentację medyczną (jeżeli taką posiadają);•    aktualną fotografię o wymiarach 3 x 4 cm bez nakrycia głowy;•    dokumenty potwierdzające wykształcenie albo zaświadczenie o kontynuacji nauki oraz posiadane kwalifikacje zawodowe. Osoby, stawiające się do kwalifikacji po raz kolejny, powinny zabrać ze sobą:•    dowód osobisty lub inny dokument potwierdzający tożsamość;•    dokumentację medyczną, dotyczącą zmian w stanie zdrowia (w tym wyniki badań specjalistycznych przeprowadzonych w okresie ostatnich 12 miesięcy);•     książeczkę wojskową.    
13 Marca 2019 godz. 13:46 Newseria  

Problemy z matematyką to wina nauczania

Polscy uczniowie mają z matematyką duże problemy, a w ocenie NIK winny jest wadliwy proces nauczania. – Nauczyciele są mocno przyzwyczajeni do tego, żeby uczyć dokładnie tak, jak oni byli uczeni. Widać bardzo niewielką chęć do zmiany albo wzbogacenia metod nauczania – wskazuje Marcin Karpiński, wykładowca dydaktyki matematyki. Z analiz NIK wynika też, że przed rozpoczęciem szkolnej edukacji więcej niż połowa polskich dzieci wykazuje się uzdolnieniami do nauki matematyki. Po kilku miesiącach nauki w szkole większość zatraca jednak swoje zdolności. – Jakość nauczania matematyki jest w Polsce zróżnicowana. Mamy nauczycieli przygotowanych lepiej albo gorzej oraz takich, którzy są zmęczeni zawodem i właściwie nie są skłonni do tego, żeby zmieniać swoje metody nauczania. Fakt, że wszyscy nauczyciele matematyki są po wyższych studiach matematycznych z magisterium nic nie pomaga, bo to nie przesądza o tym, czy jest się dobrym nauczycielem i czy stosuje się odpowiednie metody nauczania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Karpiński, wykładowca dydaktyki matematyki w Szkole Edukacji Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Uniwersytetu Warszawskiego.   Jak ocenia, nauczyciele tego przedmiotu wykazują bardzo niewielką chęć do zmiany swoich metod nauczania. Potwierdzają to dane NIK, z których wynika, że w 85 proc. szkół nauczyciele – choć mieli takie prawo – nie skorzystali z możliwości opracowania własnych programów nauczania. Korzystali wyłącznie z programu zaproponowanego w podręcznikach przez wydawnictwa oświatowe. – Ta dziedzina jest wyjątkowo oporna na wprowadzanie metod nauczania innych niż przed laty. Nauczyciele są mocno przyzwyczajeni do tego, żeby uczyć dokładnie tak, jak oni byli uczeni. Ponieważ oni sami świetnie się matematyki nauczyli, to uznają, że to są dobre metody. Zapominają, że one były dobre dla nich, a niekoniecznie dla ich kolegów, którzy nie wybrali zawodu nauczyciela matematyki – mówi Marcin Karpiński.   Dane z Centralnej Komisji Egzaminacyjnej pokazują, że polscy uczniowie mają z matematyką większe problemy niż z innymi przedmiotami. Również w badaniach NIK 56 proc. uczniów oceniło, że tempo pracy na lekcji jest dla nich nieodpowiednie i nie nadążają ze zrozumieniem materiału, a 57 proc. uczniów zgłaszało rodzicom trudności ze zrozumieniem matematyki. W ocenie NIK główną przyczyną niepowodzeń uczniów jest wadliwy proces nauczania tego przedmiotu. Mimo że poziom uczniów jest zróżnicowany, klasy nie są dzielone na grupy pod względem umiejętności i wiedzy, podobnie jak ma to miejsce np. w przypadku nauki języków obcych. – Matematyka skłania do tego, żeby ograniczyć nauczanie tylko do rozwiązywania kolejnych zadań. Często lekcje różnią się od siebie głównie tym, że zmieniają się zadania do rozwiązania. Poza tym one wyglądają identycznie, wobec czego uczeń nie ma żadnej motywacji i nie wkłada w to żadnych emocji. Jeśli lubi matematykę, to rozwiązuje, a jeśli nie rozumie, to nie robi nic. Nauczyciele najczęściej sądzą, że to uczniowie są słabi, a nie ich metody nauczania. Oczywiście są nauczyciele, którzy robią to świetnie, angażują uczniów, powodują, że wielu z nich interesuje się matematyką. Ale patrząc na stan ogólny, sposób nauczania matematyki w Polsce jest poniżej przeciętnego europejskiego poziomu – mówi Marcin Karpiński.   Z opinii przygotowanej na zlecenie NIK wynika, że przed rozpoczęciem szkolnej edukacji więcej niż połowa polskich dzieci wykazuje się uzdolnieniami do nauki matematyki. Co czwarte jest wysoce uzdolnione w tym kierunku. Po kilku miesiącach nauki w szkole większość dzieci jednak stopniowo zatraca swoje zdolności, czego powodem jest spychanie ich do poziomu przeciętnych uczniów. W kolejnych latach szkolnej edukacji ten proces się pogłębia i w efekcie tylko 2–3 uczniów na klasę wykazuje się uzdolnieniami matematycznymi. U pozostałych narastające zaległości zastępują początkową fascynację dziecka szkołą i przeradzają się w niezadowolenie, frustrację i na długo zakorzenioną niechęć do matematyki. – Trudno jest nauczać matematyki w klasach 1–3. Tym, co nauczyciele zwykle chcą tam umieścić, jest matematyka dość techniczna, oparta na pewnych prostych umiejętnościach algorytmicznych. Na koniec trzeciej klasy oczekują, że uczniowie powinni znać właściwie tylko tabliczkę mnożenie. Tymczasem tam są jeszcze olbrzymie obszary związane z geometrią, wyobraźnią geometryczną, przestrzenną, mimo że w podstawie nie ma tego zbyt wiele. To są podwaliny pod naukę matematyki w kolejnych latach, których brakuje – podkreśla Marcin Karpiński.   Jak podkreśla, matematyka powinna odgrywać ważną rolę nie tylko w edukacji, lecz także w przygotowaniu do życia zawodowego. Specyficzne umiejętności matematyczne są potrzebne w wielu zawodach, jednak metodyka nauczania w tej chwili tego nie uwzględnia.   – W bardzo wielu zawodach – agenta ubezpieczeniowego, robotnika na taśmie w fabryce samochodów czy pielęgniarki – potrzebna jest matematyka, ale specyficzna. Wymagane są umiejętności związane z głębszym rozumieniem prostych zagadnień matematycznych, a nie rozwiązywaniem równań. Niestety, ćwiczy się akurat tę drugą część – mówi Marcin Karpiński. – Przykładowo pielęgniarka potrzebuje metody, która nazywa się rozumowaniem proporcjonalnym. Jeżeli ma przeliczyć odpowiednią dawkę leku, potrzebuje tego rozumowania na poziomie w miarę prostym, ale głębszym niż zwykle uczy się tego w szkole.
13 Marca 2019 godz. 6:07 Ala fot. Dominik Wasilewski, ZNP  

ZNP: Mobilizacja nauczycieli z Koszalina

- Wszystkie placówki z terenu Koszalina, w tym sześć przedszkoli - w którym nie mieliśmy ani jednego członka - są w sporze zbiorowym. Pracownicy z tych placówek wystąpili do nas z prośbą o objęcie ich ochroną oraz wstąpieniem w spór zbiorowy - mówiła podczas spotkania z dziennikarzami Małgorzata Chyła, prezes oddziału ZNP w Koszalinie (w środku). Obok siedzą: Anna Grabowska , wiceprezes oddziału ZNP i Emilia Kijko wiceprzewodnicząca Rady Powiatów Koszalińskiego i Sławieńskiego OPZZ (z prawej). - Chcemy sensownych rozwiązań, aby pracownicy oświaty zarabiali godnie – dodała Chyła. - Jesteśmy zdeterminowani do bezterminowego strajku, ale teraz wszystko zależy od działań rządu - zapewniała prezes oddziału ZNP w Koszalinie. Płace na poziomie 1751 zł netto powodują, że część nauczycieli zmienia zawód, a następcy nie garną się do pracy w szkołach. Równocześnie ZNP poinformował o tym, jak MEN zaciemnia sytuację finansową nauczycieli.  W ostatnich dniach ministerstwo edukacji posługuje się kwotami średnich wynagrodzeń. W ten sposób próbuje zamaskować mizerię nauczycielskich wynagrodzeń. Resort Anny Zalewskiej operuje tzw. średnim nauczycielskim wynagrodzeniem, które tak naprawdę istnieje tylko na papierze (nie jest to średnia znana z lekcji matematyki tylko konstrukcja prawna). To pojęcie stworzone po to, by księgowi w gminach i powiatach mogli rozliczać się z MEN i Ministerstwem Finansów z subwencji oświatowej wypłaconej samorządom na utrzymanie szkół. Stawki te nie mają wiele wspólnego z realnymi zarobkami nauczycieli. Do średniej płacy wlicza się np. dodatek za pełnienie funkcji kierowniczej, nagrodę jubileuszową, dodatkowe wynagrodzenie za pracę w porze nocnej czy odprawę emerytalną.   Prawo Tzw. średnie wynagrodzenie, jest skomplikowaną, teoretyczną konstrukcją prawną, a nie realną pensją, wypłacaną co miesiąc nauczycielom, o czym przesądza art. 30 ust. 1 pkt 3 i 4 i art. 30a ustawy Karta Nauczyciela. Składa się ono z wielu składników, których znaczna część w świetle przepisów prawa pracy nie jest wynagrodzeniem i nie może być utożsamiane z comiesięcznymi zarobkami (pensją). Tego rodzaju świadczeniem jest np. odprawa emerytalna (rentowa). Jak wskazuje Sąd Najwyższy, odprawa taka ma charakter świadczenia socjalnego związanego z przejściem pracownika na emeryturę lub rentę inwalidzką i ma na celu ułatwienie mu przystosowania się do nowych warunków. Taki sam socjalny charakter ma odprawa z tytułu rozwiązania stosunku pracy. W skład tzw. średniego wynagrodzenia wlicza się również dodatki funkcyjne i motywacyjne należne nie nauczycielom, a kadrze kierowniczej – dyrektorom i wicedyrektorom szkół, za pracę nienauczycielską. Tzw. średnie wynagrodzenie obejmuje ponadto świadczenia niewypłacane co miesiąc, takie jak dodatkowe wynagrodzenie roczne, świadczenia wypłacane raz na 5 lat, jak nagroda jubileuszowa, czy też świadczenia wypłacane incydentalnie, jak nagrody za osiągnięcia w pracy. Jednocześnie tzw. średnie wynagrodzenie jest obliczane dla nauczyciela zatrudnionego w średnim wymiarze ok. 1,15 – 1,2 etatu, gdyż wlicza się do niego wynagrodzenie za pracę ponad ustawowe normy przewidziane dla nauczyciela zatrudnionego na „gołym” etacie. Oto struktura średniego wynagrodzenia nauczyciela kontraktowego. W jego skład wchodzą: – wynagrodzenie zasadnicze: 76,69% – dodatek za wysługę lat: 4,98% (152 zł) – dodatek wynikający z pełnienia funkcji kierowniczej: 0,08% (2,31 zł) – dodatek dla opiekuna stażu: 0,01% (0,22 zł) – dodatek dla wychowawcy klasy: 1,90% (58,16 zł) – dodatek dla nauczyciela doradcy: 0% (0 zł) – dodatek dla nauczyciela konsultanta: 0% (0 zł) – dodatek za warunki pracy: 1,30% (39,72 zł) – dodatek za uciążliwość pracy: 0,14% (4,38 zł) – nagroda jubileuszowa: 0,10% (2,92 zł), – zasiłek na zagospodarowanie: 0,06% (1,75 zł), – nagroda ze specjalnego funduszu nagród: 0,99% (30,32 zł), – dodatkowe wynagrodzenie za pracę w porze nocnej: 0,05% (1,43 zł), – dodatek motywacyjny: 4,41% (134,78 zł), – dodatkowe wynagrodzenie roczne: 6,27% (191,66 zł), – odprawa emerytalno-rentowa oraz odprawy z tytułu rozwiązywania stosunku pracy: 0% (0 zł), – godziny ponadwymiarowe (czyli praca ponad jeden etat): 10,39% (317 zł). Płace zasadnicze nauczycieli Mówiąc o zarobkach nauczycieli podajemy wynagrodzenia zasadnicze określane co roku przez MEN. Po styczniowej podwyżce wynagrodzenie zasadnicze nauczyciela dyplomowanego wzrośnie o 115 zł netto – tak wynika z podpisanego w lutym 2019 r. przez minister edukacji Annę Zalewską rozporządzenia w sprawie minimalnych stawek wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli. Zgodnie z tym dokumentem, od 1 stycznia 2019 r. stawki wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli z tytułem magistra z przygotowaniem pedagogicznym wynoszą (BRUTTO) w przypadku: stażysty – 2538 zł, czyli o 121 zł więcej niż w 2018 roku kontraktowego – 2611 zł, czyli o 124 zł więcej mianowanego – 2965 zł, czyli o 141 zł więcej dyplomowanego – 3483 zł, czyli o 166 zł więcej Co oznacza, że do nauczycieli NETTO (czyli “na rękę”) trafi w przypadku: stażysty – 1834 zł, tj. o 83 zł więcej niż w 2018 roku kontraktowego – 1885 zł, tj. o 87 zł więcej niż mianowanego – 2132 zł, tj. o 99 zł więcej dyplomowanego – 2492 zł, tj. o 115 zł więcej Cięcia autorstwa Anny Zalewskiej W 2018 roku wszedł w życie pakiet cięć w oświacie autorstwa Anny Zalewskiej. Nauczyciele stracili: – prawo do lokalu mieszkalnego na terenie gminy – dotyczyło to nauczycieli zatrudnionych na wsi i w miastach do 5 tys. mieszkańców; – dodatek mieszkaniowy – korzystało z niego 186 tys. pedagogów mieszkających na wsi i w małych miastach (MEN oszczędziło 129 mln zł rocznie); – możliwość korzystania z urlopu dla poratowania zdrowia na dotychczasowych zasadach – oszczędności wyniosą 137 mln zł rocznie (od 2019 r.). – dodatek na zagospodarowanie w wysokości dwumiesięcznego wynagrodzenia zasadniczego – dotyczy to nauczycieli kontraktowych, a więc początkujących w zawodzie (ministerstwo zaoszczędzi ok. 5 mln zł rocznie); – dotychczasowe możliwości awansowania w zawodzie. Według nowych zasad uzyskanie najwyższego stopnia awansu (nauczyciel dyplomowany) będzie trwać średnio o pięć lat dłużej (wydłużenie ścieżki awansu z 10 do 15 lat). To oznacza, że dłużej trzeba będzie czekać na zwiększenie wynagrodzenia w związku z uzyskaniem kolejnego stopnia awansu. Budżet państwa już w 2019 r. zaoszczędzi na tym 23 mln zł, od 2021 r. – setki milionów złotych rocznie, a od 2023 r. co roku oszczędności z powodu zmian w awansie zawodowym wyniosą około 1 mld zł! Te wszystkie ciecia sprawiają, że podwyżki dla nauczycieli zostaną w pewnej części sfinansowane przez samych nauczycieli z pieniędzy, które zabrano pedagogom. Raport Głównego Urzędu Statystycznego „Struktura wynagrodzeń według zawodów” pokazuje natomiast, że nauczyciele to jedna z najgorzej wynagradzanych profesji wśród specjalistów. „Specjaliści przeciętnie osiągnęli wynagrodzenie o 22,9 proc. wyższe od średniego” – czytamy w dokumencie GUS.      
13 Marca 2019 godz. 5:59 Ala za UM Koszalin  

Koszalin: Konsultacje transportu zbiorowego

13 Marca 2019 godz. 5:48 Alla za Stokrotka  

Sklepy SANO w Koszalinie pod szyldem Stokrotki

Od 14.03 br. pierwsze cztery sklepy SANO w Koszalinie będą działać oficjalnie pod nowym szyldem STOKROTKA. Rebranding obejmie w pierwszej kolejności sklepy przy ul. E. Gierczaka, J. Fałata, Łużyckiej oraz Władysława IV. Sieć sklepów Stokrotka, należąca do Maxima Grupė, to jedna z najszybciej i najdynamiczniej rozwijających się sieci handlowych w Polsce.Po połączeniu z Sano,  sieć Stokrotka prowadzi ponad 550 sklepów różnych formatów i wielkości, zatrudniając ponad 10 000 pracowników. Rebranding wszystkich sklepów Sano działających na terenie Koszalina zakończy się 4 kwietnia br.                Stokrotka to sieć o ogólnopolskim zasięgu i znacznej skali działania, w odróżnieniu jednak od wielu dużych operatorów – stawia na lokalne dostosowanie swojej oferty do potrzeb Klienta. Sieć Sano idealnie wpisuje się w tę koncepcję, od lat pracując nad ofertą odpowiadającą potrzebom klientów w swoim regionie. Zdajemy sobie sprawę z wartości, jaką wypracowało Sano. Chcemy utrzymać wysokie standardy i unikalne wartości tych sklepów. Mimo, że oficjalnie zmieni się ich nazwa to jednak zależy nam na tym, aby pozostawić w tych sklepach wszystko, co dotychczas najbardziej cenili klienci – podkreśla Mirosław Wawryszczuk, Dyrektor Handlowy i Członek Zarządu Stokrotka Sp. z o.o.               Hasłem przewodnim rebrandingu jest „Teraz Sano = Stokrotka”, które oznacza, że klienci którzy do tej pory robili zakupy w sieci SANO, po rebrandingu sklepów nadal będą mogli liczyć na bogatą ofertę produktów obejmujących m.in. pieczywo  wypiekane ze świeżego ciasta na miejscu w sklepach, codzienne dostawy świeżego mięsa i wędlin od najlepszych, zaufanych ogólnopolskich i lokalnych producentów oraz szeroki wybór owoców i warzyw. Stokrotka będzie chciała również rozwijać bardzo dobrze prosperujący obszar e-commerce.    Z myślą o wygodzie tych klientów, którzy często robią zakupy przez internet pozostawimy prężnie działający sklep internetowy SANO pod dotychczasową nazwą – dodaje Mirosław Wawryszczuk.
12 Marca 2019 godz. 13:24 Newseria / fot. Fundacja Feminoteka  

Cyberprzemoc to norma

Jedna trzecia nastolatków spotkała się z agresją w internecie. 38 proc. miało do czynienia z brutalnymi obrazami, np. ludzi robiących krzywdę innym, a 43 proc. natrafiło na informacje o tym, jak popełnić samobójstwo. Spora grupa nastolatków, którzy doświadczyli czegoś nieprzyjemnego w sieci, nie rozmawiała o tym z nikim – wynika z najnowszej polskiej edycji badania EU Kids Online. Eksperci podkreślają, że walka z agresją i hejtem w sieci to warunek konieczny i wymaga skoordynowanych działań wszystkich – od uczestników rynku telekomunikacyjnego po agendy rządowe. – Walka z mową nienawiści i treściami patologicznymi w internecie to dziś jedna z najważniejszych rzeczy, szczególnie w kontekście tego, ile czasu dzieci i młodzież spędzają w sieci. Dla nich przestrzeń internetowa jest równie ważna, co życie w realu. Spotykają się w niej z różnymi zjawiskami, których my, jako dorośli, czasem nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Dlatego tym bardziej musimy się zastanowić, jak przeciwdziałać niebezpiecznym treściom, które mogą zagrażać wychowaniu dzieci i młodzieży – mówi agencji Newseria Biznes dr Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich.   Z polskiej edycji badania EU Kids Online 2018, przeprowadzonego na grupie blisko 1,3 tys. dzieci i młodzieży w wieku 9–17 lat, wynika, że już 82,5 proc. z nich codziennie łączy się z siecią przez telefon komórkowy. Prawie trzy czwarte (72,6 proc.) ma swój profil w mediach społecznościowych albo w serwisie z grami, wśród najmłodszych uczestników badania (9–10 lat) ten odsetek wynosi prawie 50 proc.   Z badania wynika, że co trzeci nastolatek przynajmniej raz w ciągu ostatniego roku spotkał się w internecie z mową nienawiści, podobny odsetek doświadczył agresji osobiście. Z kolei 27 proc. badanych nastolatków przyznało, że było sprawcą agresji wobec rówieśników. Co ciekawe, agresja w internecie jest bardzo silnie powiązana z agresją twarzą w twarz – prawie 68 proc. częstych sprawców przemocy tradycyjnej równie często dopuszczało się jej w sieci. – Szczególną uwagę należy zwrócić na problem rosnącej akceptacji dla zjawiska hejtu wśród młodych ludzi. To wyraźny sygnał, że trzeba jednoznacznie powiedzieć stop mowie nienawiści wśród młodych. Połowa młodych ludzi nie reaguje bądź akceptuje takie zjawiska i wobec tego nie możemy zostać obojętni – podkreśla Ewa Krupa, prezeska Fundacji Orange, która jest partnerem badań.   W internecie młodzi ludzie są narażeni nie tylko na słowną agresję, lecz także na negatywne treści. Tylko 28 proc. nastolatków jednoznacznie zadeklarowało, że nie zetknęli się w sieci z żadnymi szkodliwymi treściami. Co alarmujące, 38 proc. nastolatków, którzy doświadczyli czegoś nieprzyjemnego w sieci, nie wskazało żadnej osoby, z którą by o tym rozmawiali. To oznacza, że wielu młodych ludzi musi na ogół samodzielnie radzić sobie z konsekwencjami szkodliwych zjawisk w internecie. – Każdy rodzaj agresji jest poważny. Szczególnie w kontekście tego, jak odbiera go ofiara i jakie ponosi konsekwencje. Nasze badanie pokazało, jaka jest skala problemu. Jak dużo młodych ludzi angażuje się w roli sprawcy bądź występuje w roli ofiary. Młodzi ludzie będący sprawcami są w zdecydowanej mniejszości, jednak tych wskaźników nie należy bagatelizować – mówi prof. Jacek Pyżalski z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, kierownik badania EU Kids Online Polska 2018.   Rzecznik Praw Obywatelskich podkreśla, że odpowiedzialność za zwalczanie patotreści oraz przemocy w internecie leży przede wszystkim po stronie rządu. Walka z takimi zjawiskami wymaga skoordynowanej akcji trzech resortów: cyfryzacji, sprawiedliwości oraz edukacji. – Jako rzecznik mogę być instytucją, która dostarcza sugestii, rekomendacji, co należałoby zrobić, w jaki sposób przeciwdziałać. Ale musimy przede wszystkim pomyśleć o mechanizmach prawnych, jak również o uświadamianiu, kształtowaniu takich postaw, żeby młodzież wiedziała, jak bezpiecznie korzystać z internetu – podkreśla dr Adam Bodnar.   Rzecznik Praw Obywatelskich podkreśla też potrzebę edukacji rodziców i nauczycieli. Z badania EU Kids Online 2018 wynika, że 41,4 proc. nastolatków nigdy lub prawie nigdy nie otrzymało od rodziców i opiekunów porady o tym, jak bezpiecznie korzystać z internetu. Połowa (49,8 proc.) rodziców nigdy też nie rozmawia z dziećmi o tym, co robią w internecie. Niewielkim wsparciem dla młodych jest też szkoła – dwie trzecie nastolatków deklaruje, że nie otrzymali żadnej pomocy od nauczyciela po zetknięciu się ze szkodliwymi treściami w internecie.    Z inicjatywy Rzecznika Praw Obywatelskich został zorganizowany Okrągły Stół do walki z patotreściami, czyli wulgarnymi, poniżającymi, pełnymi przemocy fizycznej i słownej treściami, nierzadko nagrywanymi pod wpływem alkoholu czy środków odurzających. Zasiedli przy nim prawnicy, naukowcy, przedstawiciele władz publicznych, organizacji pozarządowych, firm technologicznych oraz youtuberzy i dziennikarze, którzy zgłosili propozycje wielu działań mających ograniczyć negatywnej zjawisko patostreamingu w internecie, jego destrukcyjny wpływ na młodych ludzi.   Wśród propozycji jest m.in.: wypracowanie strategii dotyczącej bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w sieci, ograniczanie dostępu dzieci do patotreści przez zmianę algorytmów i wprowadzenie ograniczeń wiekowych, edukacja w mediach, opracowanie instrukcji i wskazówek dla młodzieży, promowanie zmian legislacyjnych, które ograniczą możliwość zarabiania i sponsorowania patostreamingu. Uczestnicy Okrągłego Stołu we wspólnej deklaracji zobowiązali się do działania na rzecz realizacji tych propozycji. – Z początkiem wiosny rozpoczniemy dużą akcję skierowaną przede wszystkim do młodych. Będzie prowadzona w sieci ich językiem. Wierzymy, że tych osób, które komunikują się w internecie z szacunkiem i kulturą, jest znacznie więcej, tylko po prostu musimy być głośniejsi. Musimy jednoznacznie powiedzieć stop hejtowi. Zapraszam potencjalnych partnerów do włączenia się w nasze działania – mówi prezes fundacji Ewa Krupa.   Kampania ma przede wszystkim pokazać, że większość internautów to ludzie, którzy chcą normalnej i życzliwej debaty. Ci, którzy tworzą negatywny obraz internetu, są w mniejszości. Fundacja Orange już od lat działa na rzecz edukacji cyfrowej dzieci i młodzieży. Na zajęciach MegaMisja uczniowie klas 1–3 uczą się m.in. jak funkcjonować w internecie, dbać o swoje bezpieczeństwo i kreatywnie wykorzystywać nowe technologie. Bierze w nich udział 20 tys. dzieci z 800 szkół w całej Polsce. W tym roku dołączy 150 kolejnych. – Naszą misją od początku jest budowanie odpowiedzialnych postaw wobec technologii. Na każdym etapie warto przygotowywać dziecko do korzystania z technologii, warto uświadamiać zagrożenia z niego płynące – mówi Ewa Krupa.
12 Marca 2019 godz. 7:23 ekoszalin za FB/Bartosz Sienkiewicz  

Bartłomiej Sienkiewicz: "Moment sprawdzam"

Robert Biedroń znikł. Nie w sensie dosłownym – nadal się spotyka, komentuje, pisze tłity. Znikł z centralnego problemu jaki właśnie rozgrywa się w Polsce. PiS rozpoczął cyniczną kampanię przed eurowyborami, strasząc deprawacją „zwykłych polskich rodzin” przez środowiska homoseksualne. Z gejów i lesbijek robi się współczesnych Hunów, którzy chcą zawojować świat normalnych ludzi. W kampanię są włączeni politycy PiS, ich media – cały ten walec propagandowy obozu rządzącego.  Cel jest jasny – zastraszyć Polaków i stworzyć podział na „normalsów” głosujących za PiS i „zboków” z opozycji i UE. Szczyt cynizmu, przerabialiśmy już takie przypadki wcześniej, gdy rządzący straszyli uchodźcami. Efektem tamtej kampanii był wzrost liczby incydentów rasistowskich z użyciem przemocy i zmiana w postaci niechęci znacznej części obywateli do osób o innym kolorze skóry (więcej w mojej książce „Państwo teoretyczne”). Teraz może być podobnie. Wydawałoby się, że właśnie teraz Robert Biedroń powinien stanąć ramię w ramię z Rafałem Trzaskowskim i wesprzeć go. Chodzi wszak o kluczową kwestię: czy rządzący mogą rozpętywać nagonkę na mniejszości seksualne? Gdy napisałem na tt, że w tym momencie Biedroń milczy, zalała mnie fala hejtu ze strony jego zwolenników. Argumenty były właściwe dwa (nie pisze o bluzgach, którymi przy okazji zostałem obrzucony). Pierwszy: Robert Biedroń ma już taką biografię, że nie musi udowadniać swoich poglądów w tej sprawie. No fakt, przecież nikt nie twierdzi inaczej. Tylko teraz jest moment próby. Coś co było marginesem polskiej debaty publicznej stało się jej centralną częścią i to że teraz, być może, decyduje się jak Polacy będą o tym myśleć na lata. Wydawałoby się, że należy zabrać głoś, dać odpór i to własną biografią i świadectwem, odpór kłamstwom i pomówieniom rzucanym przez PiS na całe środowisko osób nieheteronormatywnych, ale i przy „okazji” na opozycję. A tu nic. Wprawdzie przytacza się jeden wpis na tt o miłości i że nie damy się podzielić, ale trudno to uznać za jakiekolwiek stanowisko. A już na pewno nie za próbę nazwania po imieniu tego, co robią rządzący. Niewygodne? Cały komentarz przeczytasz  tu.