Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

Piłka nożna w Koszalinie:

9 Lipca 2021 godz. 12:26
Art a Arskom
 

Pięć największych skandali sędziowskich w historii futbolu! Zwykłe pomyłki czy celowe oszustwa?

Półfinałowe zwycięstwo Anglii z Danią w mistrzostwach Europy, zamiast pozytywnych emocji związanych z tym, że „futbol wraca do domu”, wzbudziło niesmak u kibiców na całym świecie. Wszystko przez decyzję holenderskiego arbitra Danny’ego Makkelie, który w dogrywce podyktował wątpliwą jedenastkę dla Synów Albionu, decydującą o ich awansie. To niestety nie pierwszy i nie ostatni raz, kiedy zamiast piłkarzy, to sędzia jest na ustach fanów. Pamiętacie te sytuacje? Ekwadorski przemytnik narkotyków Mistrzostwa Świata w 2002 roku były najgorszymi w historii pod względem sędziowania. Sposób, w jaki gospodarze z Korei Południowej awansowali do półfinału turnieju budzi niesmak nawet blisko 20 lat po tych wydarzeniach. I o ile Polacy, których błyskotliwa taktyka „laga na Kałużnego” spaliła na panewce, zasłużenie przegrali z Azjatami w fazie grupowej, o tyle historie Włochów i Hiszpanów są diametralnie różne. Najpierw oszukani zostali ci pierwsi. W 1/8 finału w oparach skandalu zostali wyeliminowani z turnieju. Lista błędów ekwadorskiego arbitra Byrona Moreno jest długa: podyktował dla Koreańczyków rzut karny z kapelusza, nie uznał w dogrywce złotego gola strzelonego przez Damiano Tomassiego, a na dodatek wyrzucił z boiska Francesco Tottiego za symulkę, kiedy nie miał prawa nawet dobrze widzieć sytuacji, tak daleko był od pola karnego. Czy jednak na pewno mowa tu o błędach, a nie celowym działaniu? W późniejszych latach Moreno daleko było do wzorowego obywatela. Ekwadorska federacja zawiesiła go na 20 spotkań po koszmarnych pomyłkach w meczu krajowej ligi. Ostatecznie skompromitował się jednak kilka lat później. Kiedy na nowojorskim lotnisku JFK celnicy dostrzegli nerwowo zachowującego się mężczyznę, od razu zdecydowali się go przeszukać. W 10 workach przyklejonych do jego brzucha, ud i pleców znaleźli 6 kilogramów heroiny. Byron Moreno trafił do więzienia, a Włoscy piłkarze bynajmniej go nie żałowali, pamiętając mu mecz sprzed ośmiu lat. – Sześć kilogramów narkotyków? Myślę, że tę heroinę to miał już na mundialu w 2002 roku, tylko nie w gaciach, tylko w krwiobiegu – śmiał się Gianluigi Buffon. Bezpośrednio po meczu jemu i jego kolegom zupełnie nie było jednak do śmiechu. – To bandyta, poza tym spójrzcie na niego, jak sędzia może być tak gruby? Mogliśmy zejść z boiska po godzinie, wiedzieliśmy że FIFA wyznaczyła go do sędziowania, żeby przepchnął Koreę – gotował się Christian Panucci. Cały świat kipiał z wściekłości razem z Włochami, ale okazało się, że to nie koniec skandali. Egipska kradzież w biały dzień Zaledwie cztery dni później w ćwierćfinale mundialu zmierzyła się Hiszpania z Koreą. W zasadzie to był mecz bez historii. Drużyna prowadzona przez Jose Camacho strzeliła trzy gole, a gospodarze nie mogli sobie z nią poradzić. Dlaczego zatem w półfinale mistrzostw świata zagrali Koreańczycy? Jak można się domyślić, zasługa w tym egzotycznego składu sędziowskiego – główny z Egiptu Ghamal Ghandour oraz jego asystenci z Trynidadu i Ugandy zrobili co w ich mocy, żeby przepchnąć dalej gospodarzy. Wymagało to sporo wysiłku – wypatrzenia „spalonych-widomo”, nieistniejących fauli czy uznania, że piłka będąca w boisku opuściła linię końcową, ale koniec końców im się to udało. Nie uznali żadnej prawidłowo zdobytej bramki przez Hiszpanów, a w serii rzutów karnych lepsza okazała się Korea. – To był jeden z moich najlepszych meczów. Oczywiście, w niektórych sytuacjach mogłem niepotrzebnie posłuchać asystentów, ale obserwator dał mi notę 8,7! Mam bardzo czyste sumienie – mówił Ghandour po siedemnastu latach hiszpańskim mediom. Skoro to spotkanie było najlepszym w wieloletniej karierze tego sędziego, to całe szczęście, że nie musieliśmy oglądać jego popisów w egipskich rozgrywkach! Najsłynniejszy gol-widmo Mecz EURO 2020 z Danią to nie pierwszy raz, kiedy Anglicy przed własną publicznością w ważnym momencie korzystają na kontrowersyjnej decyzji sędziowskiej. Ich hasło „Football is coming home” odnosi się do mundialu z 1966 roku, ostatniego wielkiego sukcesu Synów Albionu. Gdyby nie azerski sędzia asystent Tofik Bahramow, futbol chyba nie miałby dokąd wracać. Remis, dogrywka, bicie głową w mur i pomoc ze strony arbitra? Brzmi znajomo? To samo wydarzyło się w finale mundialu przed 55 laty, w którym gospodarze mierzyli się z RFN. Geoff Hurst w 11. minucie dogrywki, przy stanie 2:2, strzelił tak, że piłka odbiła się od poprzeczki, linii bramkowej i wyszła w pole. Arbiter główny, Szwajcar Gottfried Dienst, był skonfundowany, ale wtedy dostrzegł energiczni sygnalizującego coś w jego kierunku asystenta, Tofika Bahramova. Pod wpływem przedstawiciela ZSRR uznał najsłynniejszego gola-widmo w historii i gospodarze sięgnęli po mistrzostwo świata. Czy historia się powtórzy i kontrowersyjna decyzja Danny’ego Makkelie w konsekwencji pozwoli drużynie Garetha Southgate’a sięgnąć po upragniony tytuł? Eksperci z branży bukmacherskiej uważają gospodarzy za faworytów. Na przykład w firmie Totolotek, kurs na końcowy triumf Anglii to 1.7, a w przypadku wygranej Włochów za jedną postawioną złotówkę można zarobić 2,07 zł (minus podatek).  Swoją drogą ciekawe, mówiąc z przymrużeniem oka, dlaczego właściwie to narodowy stadion w Azerbejdżanie jest nazwany imieniem Tofika Bahramowa. Za zasługi na rzecz angielskiego piłkarstwa, powinien dostać swój obiekt przynajmniej w Leeds, Newcastle czy Birmingham. No bo przecież, w przypadku triumfu Anglików w EURO 2020, patronat nad Wembley trzeba zachować dla Danny’ego Makkelie i jego asystentów z VAR, którzy uznali, że za „padolino” Raheema Sterlinga gospodarzom należy się rzut karny. Lincz w wykonaniu Mourinho Anglikom, co oczywiście w pełni zrozumiałe, nie przeszkadzały okoliczności, w jakich awansowali do finału mistrzostw Europy. Co jednak w sytuacji, kiedy jednak arbiter podejmie decyzję nie po ich myśli? Wówczas potrafią być naprawdę nieprzyjemni. Boleśnie przekonał się o tym jeden z najlepszych arbitrów przełomu wieków,  Szwed Anders Frisk. W 2005 roku w 1/8 finału Ligi Mistrzów prowadzona przez Jose Mourinho Chelsea trafiła na Barcelonę Franka Rijkaarda. Na Camp Nou to goście prowadzili 1:0, kiedy arbiter ze Szwecji w kontrowersyjnych okolicznościach wyrzucił z boiska najlepszego napastnika The Blues, Didiera Drogbę. To całkowicie zmieniło obraz spotkania, które ostatecznie padło łupem Blaugrany. Po końcowym gwizdku Friska, który przypieczętował wygraną Barcy 2:1, Jose Mourinho kompletnie stracił kontrolę nad swoim zachowaniem. – W przerwie widziałem jak Rijkaard wchodził do pokoju sędziowskiego. Czy to przypadek, że na samym początku drugiej połowy Drogba wyleciał z boiska? – prowokował Mourinho, chociaż, jak się później okazało, jego słowa nie miały nic wspólnego z prawdą. Szkoleniowiec faktycznie usiłował porozmawiać z arbitrem, ale ten odesłał go z kwitkiem. Tej machiny już się nie dało zatrzymać. Frisk otrzymywał groźby śmierci od kibiców Chelsea, które dotyczyły także jego najbliższych. W obawie o bezpieczeństwo swoje i rodziny zdecydował się zakończyć karierę sędziowską, niewiele po tym, jak udanie posędziował chociażby finał mistrzostw Europy.  – Chciałbym przeprosić pana Friska, jeżeli w jakikolwiek sposób wpłynąłem na jego decyzję o zakończeniu kariery. Naprawdę mam nadzieję, że zmieni zdanie. Każdy popełnia błędy – przepraszał arbitra Drogba. Mourinho, nazwany później przez emerytowanego już arbitra „największym piłkarskim szkodnikiem”, nie zdobył się na taki gest, mimo, że ostatecznie Chelsea po wygranej w rewanżu wyeliminowała Katalończyków. Wróg publiczny numer 1 Coś o hejcie mógłby powiedzieć też Howard Webb. Angielski sędzia, po tym jak w ostatniej minucie naszego meczu na EURO 2008 podyktował rzut karny dla Austrii, stał się wrogiem publicznym numer jeden w Polsce. Na jego temat wypowiadali się także, z dużą niechęcią politycy, w tym Donald Tusk. Patrząc z perspektywy czasu i znając wytyczne sędziowskie, które weszły w życie tuz przed turniejem, cała nagonka na policjanta z Sheffield była niesłuszna. Nie ma mowy o skandalu, jeśli już o lekkiej nadgorliwości. Polacy dali mu argument do wskazania na „wapno”. To jednak bynajmniej nie znaczy, że Anglicy nie umieszczają do dziś Webba na liście najgorszych sędziów w historii, jednak nie za sprawą meczu Polski z Austrią (który nikogo na Wyspach nie obchodził), tylko lokalnych popisów. Najgłośniejsza historia dotyczy meczu z 2009 roku pomiędzy Manchesterem United a Tottenhamem. Spurs sensacyjnie prowadzili na Old Trafford 2:0, kiedy Webb podjął absurdalną decyzję, dyktując rzut karny dla Czerwonych Diabłów za domniemany faul bramkarza Heurelho Gomesa na Michaelu Carricku. – Spodziewałem się tradycyjnych protestów i zarzekania się, że nie było faulu ze strony piłkarzy Tottenhamu. Jednak kiedy zobaczyłem na twarzy Gomesa mieszankę szoku, niedowierzania i absolutnego niezrozumienia, wiedziałem, że się pomyliłem, że coś więcej musiało być na rzeczy – przyznał po latach. To był moment, który odwrócił mecz o 180 stopni, a Manchester ostatecznie wygrał 5:2. To zdecydowało o mistrzostwie Anglii dla zespołu Sir Alexa Fergusona. I cóż z tego, że Gomes wybił piłkę spod nóg rywala w najczystszy z możliwych sposobów? – Sędzia po prostu to czuje, to był moment, który zmienił wszystko – przyznał sędzia. Ta decyzja była jednym z przyczynków dyskusji o wprowadzeniu systemu VAR, który w ostatnich latach znacznie zmniejszył liczbę błędów wypaczających wyniki spotkania. Niestety wciąż jednak nie wyeliminował ich całkowicie.    
6 Lipca 2021 godz. 3:58
Art z mat.inf.
 

Bukmacher: Kulesza z poparciem Zachodniego Pomorza nowym prezesem PZPN

Według analityków BETFAN, legalnego polskiego bukmachera, w najbliższych wyborach Polskiego Związku Piłki Nożnej zwycięży Cezary Kulesza. Były szef Jagiellonii Białystok wygra, podbierając Markowi Koźmińskiemu głosy wojewódzkich Związków Piłki Nożnej. Zdaniem bukmachera Kuleszę, oprócz macierzystego Podlasia, poprą związkowi baronowie z zachodniopomorskiego, łódzkiego, śląskiego, podkarpackiego, lubelskiego, mazowieckiego oraz lubuskiego. Według analityków BETFAN wraz z Cezarym Kuleszą w centrali PZPN pojawią Adam Kaźmierczak z Łódzkiego ZPN jako wiceprezes ds. piłkarstwa amatorskiego i Tomasz Zahorski z zarządu Legii Warszawa jako sekretarz generalny. Wyścig o fotel prezesa PZPN w tym roku przypadł na czas po klęsce Biało-Czerwonych na Euro 2020. Jednym z głównych zadań nowego sternika polskiego futbolu będzie zatrzymanie pasma porażek reprezentacji, która zamiast dumy kibiców wywołuje lawinę memów. Z tym wyzwaniem 18 sierpnia chcą się zmierzyć Cezary Kulesza i wiceprezes PZPN, Marek Koźmiński - to jak dotąd jedyni oficjalni kandydaci w wyborach do władz piłkarskiej federacji. Nawet jeśli ziszczą się spekulacje na temat innych kandydatur, to i tak tylko ci dwaj będą się liczyli w wyścigu. Szanse innych, obojętne, czy byłby to biznesmen Janusz Wojciechowski, szef Wielkopolskiego ZPN Paweł Wojtala czy jeszcze ktoś kolejny, bukmacher szacuje na 6%. Ten status odzwierciedlają też kursy w BETFAN: 1,30 na Kuleszę, 4 na Koźmińskiego i 10 na innego kandydata. To oznacza, że przy 100-złotowym zakładzie wygrane wyniosłyby odpowiednio: 130 zł, 400 zł lub 1000 zł.   Przyczyną tego układu sił są wyślizgujące się stopniowo z rąk Marka Koźmińskiego głosy związkowych delegatów. Według BETFAN wiceprezes PZPN może liczyć na poparcie już tylko sześciu regionów: pomorskiego, dolnośląskiego, małopolskiego, kujawsko-pomorskiego, wielkopolskiego i świętokrzyskiego. Polskimi „swing-states”, czyli związkami, w których obaj kandydaci mają wyrównane szanse, są Opolski i Warmińsko-Mazurski ZPN. Niewiele wskazuje jednak na to, że głosy ich delegatów rozstrzygną pojedynek. Obecnemu wiceprezesowi PZPN brakuje bowiem atutu, którym dysponuje jego przeciwnik – klubowego zaplecza. Według analityków BETFAN białostocki biznesmen, członek rady nadzorczej Ekstraklasy i wiceprezes PZPN ds. piłkarstwa profesjonalnego, może liczyć na 85% głosów delegatów klubów. Zgodnie z szacunkami bukmachera na Kuleszę zagłosuje też delegat sędziów.   Duża część kart w wyborczej grze zostanie odkryta już 6 lipca, kiedy PZPN-owscy działacze będą wybierać kandydata na stanowisko wiceprezesa ds. piłkarstwa amatorskiego. Zdaniem analityków BETFAN ten stołek, m.in. dzięki poparciu Zachodniopomorskiego ZPN, wywalczy dla siebie stronnik Kuleszy - Adam Kaźmierczak z Łódzkiego ZPN. Tym samym Kaźmierczak pokona Radosława Michalskiego z Pomorskiego ZPN - kandydata łączonego z Markiem Koźmińskim. Wynik tych „prawyborów” będzie miał duże znaczenie dla walki o główne trofeum, wskaże bowiem, jak duże koalicje zbudowali oponenci.   Jeśli były prezes Jagi zwycięży w wyborach, wedle analiz BETFAN do biura PZPN wprowadzi się, oprócz Adama Kaźmierskiego, także Tomasz Zahorski, członek zarządu Legii Warszawa, który zajmie stanowisko sekretarza generalnego. Gdyby jednak losy tych wyborów potoczyły się inaczej i prezesem został Marek Koźmiński, w PZPN, oprócz Radosława Michalskiego, ponownie znalazłby się także Maciej Sawicki, który zostałby sekretarzem na kolejną kadencję.   - Wybory nowego prezesa PZPN już dawno nie wywoływały tylu emocji. Po dwóch stronach barykady stanęli równorzędni kandydaci. Często w takich przypadkach kluczowa okazuje się przedwyborcza noc, kiedy następuje finalne zbieranie głosów i "przeciąganie" działaczy na swoją stronę. Przekonał się o tym choćby Zbigniew Boniek w 2008 roku, przegrywając z kretesem wyścig z Grzegorzem Latą. Wyciągnął jednak wnioski cztery lata później, pokonując wszystkich kontrkandydatów - mówi Mariusz Świętochowski, dyrektor działu analiz bukmacherskich w BETFAN.   O tym, kto stanie na czele polskiego futbolu, kibice przekonają się 18 sierpnia, kiedy to odbędzie się wyborcze walne zgromadzenie PZPN. Do tego czasu może nastąpić jeszcze wiele przetasowań. Kolejne kandydatury do prezesowskiego stołka można bowiem zgłaszać do 18 lipca.   - Nasi analitycy na bieżąco śledzą wewnętrzne rozgrywki i zachowania działaczy, co ma odzwierciedlenie w kursach. W BETFAN mamy procedury korporacyjne uniemożliwiające grę na wybory prezesa PZPN wszystkim osobom uczestniczącym imiennie w walnych zgromadzeniu – dodaje Mariusz Świętochowski
4 Lipca 2021 godz. 13:41
Art za FB/KKPN Bałtyk Koszalin
 

Z Bałtyku do kadry

Kolejnych dwóch wychowanków Bałtyku Koszalin - Mikołaj Tudruj (rocznik 2006) i Adrian Przyborek (rocznik 2007) - zostało powołanych do piłkarskiej reprezentacji Polski U-16. Trener Bartlomiej Zalewski, koordynator projektu Talent Pro, w oparciu o konsultację z trenerami kadr Polski U-15, U-16 i U-17 powołał najzdolniejszych polskich, młodych piłkarzy na zgrupowanie, które odbędzie sie w dniach 17-24 lipca w Opalenicy. Wśród powołanych jest dwóch wychowanków Bałtyku Koszalin, Mikołaj Tudruj – rocznik 2006 i Adrian Przyborek – rocznik 2007. Mikolaj Tudruj, rok temu przeszedł do Lecha Poznań a Adrian Przyborek, wciąż jest zawodnikiem Bałtyku, latem tego roku przejdzie do Pogoni Szczecin. To świetna seria, wychowanków koszalińskiego klubu. Kacper Kozłowski, w wieku niespełna 18 lat zagrał na Euro 2020, Adrian Bukowski – rocznik 2003 grał w młodziezowych reprezentacjach Polski a obecnie jest w kadrze ekstraklasowego Śląska Wrocław. Mikolaj Tudruj, jest kapitanem reprezentacji Polski U-16 i teraz powołanie dla Adriana Przyborka. W bliskiej perspektywie, można się spodziewac powołania dla Sammego Dudka, z rocznika 2008, który tego lata przechodzi do Lecha Poznań. "Zapraszamy wszystkich młodych chłopców do naszego klubu. Potrafimy zadbać i rozwinąć talenty, które zgłoszą się do Bałtyku Koszalin. Jesteś rodzicem, daj szansę swojemu dziecku, zapisz je do Akademi Piłkarskiej Bałtyku Koszalin. Mamy system szkolenia, który od wielu lat się sprawdza i mimo odpływu najzdolniejszych piłkarzy do najlepszych w Polsce, Akademi Piłkarskich, wciaż gramy w różnych kategoriach, Centralnej Ligi Juniorów. Akademia Piłkarska Bałtyku Koszalin zaprasza do siebie, treningi, nauka w klasach sportowych, od 4 klasy szkoły podstawowej aż do matury, to świetna perspektywa, dla utalentowanych piłkarzy" - napisano na klubowym Facebooku.
4 Lipca 2021 godz. 6:46
Art za Gwardia Koszalin, fot. Gwardia Koszalin
 

PP: Gwardia w ćwierćfinale

Piłkarze Gwardii Koszalin wywalczyli awans do ćwierćfinału rozgrywek o Puchar Polski ZZPN. W meczu VII rundy gwardziści w emocjonujących okolicznościach wygrała z Leśnikiem Manowo. W pierwszej połowie gra przebiegała pod dyktando koszalinian. Bliscy wpisania się na listę strzelców byli m.in. Cezary Zalewski i Maksymilian Boczek. Po dwóch kwadransach gry gola dającego gwardzistom prowadzenie strzelił Gabriel Szygenda. Na początku drugiej połowy więcej z gry mieli gospodarze, czego efektem był wyrównujący gol Jacka Łosowskiego. Kilka chwil później w dogodnej sytuacji znalazł się Mateusz Myśliński, lecz udanie interweniował Dawid Skoczyk. W 75. minucie futbolówkę przejął Cezary Zalewski i po przebiegnięciu z nią kilku metrów, precyzyjnym strzałem zza pola karnego ponownie wyprowadził drużynę z Koszalina na prowadzenie. Chwilę później doszło do bardzo groźnej sytuacji. Głowami zderzyli się Mateusz Bachleda i Bartłomiej Maciukajć. Gra została na kilka minut przerwana, a gwardyjski defensor karetką został przewieziony do szpitala. Na szczęście badania nie wskazały nic poważnego, a na jego głowę założonych zostało kilkanaście szwów. W doliczonym czasie do remisu doprowadził Piotr Jakubowski i do wyłonienia zwycięzcy potrzebne były rzuty karne. Jeszcze zanim arbiter zakończył regulaminowy czas gry, na boisku zobaczyliśmy Adriana Hartleba, który tym razem pojawił się na murawie w roli... napastnika. Rzuty karne dostarczyły kolejnych ogromnych emocji. Kibice zgromadzeni na trybunach stadionu w Manowie zobaczyli aż trzynaście serii jedenastek, a w tych lepsi okazali się gracze naszej drużyny, wygrywając 12:11. W poniedziałek w meczu ćwierćfinałowym rywalem gwardzistów będzie CRS Pogoń Barlinek. Pary 1/4 finału Puchar Polski ZZPN  1. CRS Pogoń Barlinek - KS Gwardia Koszalin Klub Piłkarski 2. Mechanik Bobolice - Hutnik Szczecin 3. Świt Skolwin - Szczecin - Morski Klub Sportowy Flota Świnoujście 4. MKP Kotwica Kołobrzeg wygrała 1:0 z Darłovia Darłowo i awansowała do półfinału gdzie zmierzy się ze zwycięzcą meczu nr 3.   
2 Lipca 2021 godz. 5:40
Art za FB/KKPN Bałtyk Koszalin
 

Piłkarze Bałtyku poznali rywali

ZZPN Sczecin ogłosił liste druzyn, które awansowały i spadły w sezonie 2020/21. Trzecia ligę opuszczają Flota Swinoujście, Gwardia Koszalin i Chemik Police. Awans wywalczyła Kluczevia Stargard. Jednoczesnie Pomorski Zwiazek Piłki Noznej zgłosił do rozgrywek IV ligi Bytovie Bytów. Oznacza to, że drużyna Bałtyku Koszalin utrzymuje sie w III lidze. Gratulacje dla trenera Mariusza Lenartowicza i calej druzyny Baltyku Koszalin. W sezonie, gdzie z 22 zespołowej ligi, spadlo aż 9 druzyn, to duzy sukces i powod do zadowolenia. Decydująca była runda jesienna kiedy to rozgrywki Bałtyk zakończył na siódmym miejscu. "Czujemy satysfakcje z utrzymania sie w trzeciej lidze, z powodu gry, zdobytych punktów i zajętego piątego miejsca w grupie spadkowej. Regulamin mówił, że spada siedem druzyn plus liczba druzyn opuszczajacych drugą ligę. Nie nam oceniać ani być dumnym z problemów Bytovii Bytów. Pewnie, gdyby nie aż tak wielkie problemy tego klubu, to nie byłoby degradacji i nie byłoby żadnego tematu. Faktem jest, że w sezonie 2021/22 druzyna Baltyku Koszalin zagra w trzeciej lidze. To czwarty, kolejny sezon w tej klasie rozgrywkowej i wierzymy, ze za rok bedzie ponowny powod do dumy z utrzymania sie w tej klasie rozgrywkowej. To, jak zwykle cel naszej druzyny, gdyz w tej lidze jest szereg druzyn o zdecydowanie większych możliwościach finansowo-organizacyjnych. Utrzymanie trzeciej ligi odbyło sie w niesamowitych okolicznosciach a decydujacą bramkę i dwa bezcenne punkty zdobyliśmy w ostatniej minucie, doliczonego czasu gry w ostatnim meczu sezonu, z Gryfem Wejherowo. Mozemy śmialo powiedziec, że szczęście w tym sezonie było po naszej stronie a strzał Krystiana Kąkola był na wagę utrzymania trzeciej ligi w Koszalinie. Jak przysłowie mówi " szczęściu trzeba pomóc" wiec nasi zawodnicvy to zrobili.. Brawo Panowie. Utrzymanie, bez względu na okoliczności to Wasz sukces i Wasz wysiłek. A za rok?? No cóz, będzie brakowało trzecioligowych derbów Koszalina. Wierzymy, ze tylko przez jeden sezon napisano na oficjalnej stronie klubu." Początek sezonu 2021/22, 6 sierpnia.
22 Czerwca 2021 godz. 14:37
Art za Arskom, fot. Mikolaj Barbanell
 

Kozłowski i Świderski – poznaj największych wygranych rządów Paulo Sousy

Gdyby Zbigniew Boniek nie zdecydował się w ostatniej chwili zmienić selekcjonera i zastąpić Jerzego Brzęczka Paulo Sousą, jeden z nich w środę meldowałby się na zgrupowaniu Pogoni Szczecin w Opalenicy, a drugi zastanawiałby się, jak w nowym sezonie utrzymać niedawno wywalczone miejsce w wyjściowym składzie PAOK-u Saloniki. Tymczasem portugalski szkoleniowiec postawił odważnie na Kacpra Kozłowskiego i Karola Świderskiego, a ci robią co w ich mocy, żeby odpłacić mu się wprowadzeniem biało-czerwonych do 1/8 finału mistrzostw Europy. Nazwisko Kacpra Kozłowskiego po sobotnim spotkaniu Polski z Hiszpanią przewinęło się przez łamy mediów z całego świata. I to nie tylko ze względu na dobrą grę i odwagę w grze przeciwko zespołowi z Półwyspu Iberyjskiego. Przede wszystkim pomocnik Pogoni Szczecin został najmłodszym graczem, który kiedykolwiek zagrał w finałach Euro, bijąc mający zaledwie sześć dni rekord Jude’a Bellinghama z meczu Anglii z Chorwacją. Tym, na co zwracają uwagę komentatorzy jest fakt, że „Koziołek” został rekordzistą niejako przy okazji – zagrał nie dlatego, żeby zostać najmłodszym, tylko ze względu na swoje umiejętności i możliwość wsparcia zespołu w trudnym momencie. Mający w dniu spotkania z „La Furia Roja” 17 lat i 246 dni zawodnik odciążył naszą obronę, bez kompleksów wchodząc w pojedynki z dużo bardziej doświadczonymi i utytułowanymi rywalami.  Wypadek, który pomógł mu dojrzeć Patrząc na boiskowe poczynania Kozłowskiego i dojrzałość przed kamerami trudno uwierzyć, że ten chłopak nie ma nawet 18 lat. Na boiskach ekstraklasy zadebiutował jeszcze przed szesnastymi urodzinami, stając się najmłodszym piłkarzem na tym poziomie od przeszło 40 lat. Kiedy dziś przeczyta się komentarze kibiców pod informacją o jego debiucie w barwach Pogoni, można złapać się za głowę. „Hoyo-Kowalski [Daniel, obrońca Wisły Kraków, który niewiele wcześniej też zadebiutował w ekstraklasie przed 16. urodzinami – przyp.red] grał 4 mecze w pełnym wymiarze czasowym i dał radę, to jednak coś innego jak wbiec na boisko przeżegnać się i za chwilę zejść do szatni. Takie tam ciekawostki.” – pisał jeden z internautów. „Wpuszczony tylko po to, by pobić rekord. Beee” – dodawał drugi. „Ten 15-latek nie da rady w ekstraklasie, jest za młody, takie starzyki mu nogi połamią” – wróżył inny. Na szczęście te przepowiednie się nie sprawdziły, a Kozłowski nie stał się tylko statystyczną ciekawostką ze Szczecina. Choć niewiele brakowało, żeby los w niezwykle bolesny sposób przerwał tę obiecująco zapowiadającą się karierę. Połowa stycznia 2020 roku. Młodzi piłkarze Pogoni jadą na trening samochodem. Nagle z bocznej uliczki wyjeżdża samochód, kierowca nie zdążył zareagować. Zgrzyt blachy, uderzenie, krew. Kacper Kozłowski ucierpiał najmocniej, bo miejsce obok kierowcy przyjęło największy impet. Na miejscu pojawiła się karetka pogotowia. Młody piłkarz spędził 5 dni w szpitalu. Diagnoza nie była optymistyczna – złamanie trzech kręgów lędźwiowych kręgosłupa. Licznik występów w ekstraklasie zatrzymał się na czterech i taka sytuacja trwała przez ponad pół roku, kiedy „Koziołek” mozolnie dochodził do zdrowia. Zapowiadał, że wróci na boisko wygłodniały, ale chyba nikt się nie spodziewał, że ten apetyt zaprowadzi go aż na mistrzostwa Europy. Gdyby nie pandemia COVID-19, przez którą turniej przesunięto o rok, Kozłowski zamiast ścigać się z Koke czy Alvaro Moratą, ściskałby kciuki za biało-czerwonych w gabinetach fizjoterapeutów. Czy, gdyby nie wypadek, Kacper Kozłowski zadebiutowałby w kadrze jeszcze wcześniej? Czy może przyspieszona lekcja dojrzałości pomogła mu w przygotowaniu się mentalnym do gry na najwyższym poziomie? Sam zawodnik jest przekonany, że w życiu nie ma przypadków i patrząc na jego błyskawiczny rozwój nie wypada się z nim nie zgodzić. Zgadzają się z tym również szefowie największych klubów Europy, którzy z coraz większym zainteresowaniem śledzą poczynania kreatywnego pomocnika, pierwszego eksportowego produktu Akademii Pogoni Szczecin, z której, jak zapowiadają znawcy tematu, w najbliższym czasie na podbój Europy zawodnicy będą ruszać co najmniej tak często, jak z Lecha Poznań. O chęci kupienia „Koziołka” mówi się już w kontekście takich marek, jak Manchester United, Juventus, Borussia Dortmund czy FC Barcelona, choć dla samego zawodnika lepiej byłoby małymi krokami budować karierę, żeby nie pójść w ślady Bartosza Kapustki. Trzeba zachować spokój, w końcu bycie młodą gwiazdą niesie za sobą przynajmniej tyle samo ryzyk, co korzyści. Wie o tym inne odkrycie Paulo Sousy, Karol Świderski. Kibice szukali go w nocnych klubach „Świder” w ekstraklasie zadebiutował w barwach Jagiellonii Białystok będąc niewiele starszym od Kozłowskiego, bo miał wówczas 17 lat. Był filarem kolejnych kadr młodzieżowych, w których strzelał gole jak na zawołanie. W „Football Managerze” był jednym z największych polskich talentów, który błyskawicznie wyjeżdżał do zachodnich klubów. W świecie rzeczywistym już nie było aż tak różowo. Karol Świderski grał w Jagiellonii przez kolejne 4,5 sezonu, ani razu nie przekraczając granicy 5 goli na sezon w ekstraklasie. Często był zmiennikiem, wchodzącym na końcówki spotkań żeby odciążyć innych napastników. Z wielkiego talentu stał się niezłym ligowcem, a kibice Jagiellonii po słabszych występach zespołu doszukiwali się przyczyn w domniemanym imprezowym trybie życia Świderskiego. Jak wielu zawodników, którzy młodo trafiają do klubu, był na cenzurowanym u fanów, którzy wyjątkowo dokładnie śledzili jego poczynania. Od osób dobrze zorientowanych w temacie możemy jednak usłyszeć, że tak naprawdę Karol nigdy nie był na bakier z profesjonalizmem, a fani w ten sposób po prostu tłumaczyli sobie boiskowe niepowodzenia. Może zresztą zbyt długo zasiedział się w Białymstoku? Po wyjeździe do Grecji błyskawicznie wskoczył na wyższy poziom, co uparcie ignorował Jerzy Brzęczek. Paulo Sousa na szczęście dostrzegł umiejętności Świderskiego, który z marszu stał się jego wiernym żołnierzem, jak Krzysztof Mączyński w kadrze Adama Nawałki. Według bukmacherów z firmy Totolotek, są całkiem spore szanse, że Świderski nie tylko zagra w meczu Polski ze Szwecją, ale też, że da nam upragnionego gola, przybliżającego do wyjścia z grupy. Kursy na jego bramkę w Totolotku wynoszą 3.6, niższe są tylko na trafienia Roberta Lewandowskiego oraz Alexandra Isaka. – Na pewno zabrakło troszeczkę szczęścia, kilku centymetrów, żeby ona się jakoś inaczej odbiła od tego słupka i wpadła. Czasami taka jest piłka. Mam nadzieję, że to szczęście przyjdzie w następnym meczu – mówił po meczu z Hiszpanią na antenie TVP. Nawet jednak, jeśli Świderski zakończy z zerem na koncie, może być ogromnie pożytecznym zawodnikiem. Jego ambicja i umiejętność skutecznej gry pressingiem sprawia, że Robert Lewandowski ma znacznie więcej miejsca, a obrona rywali dużo trudniejsze zadanie. W meczu, który musimy wygrać, żeby wyjść z grupy, trudno sobie wyobrazić, żeby Sousa nie zdecydował się na grę dwoma napastnikami. A Świderski jest idealnym uzupełnieniem linii ataku pod nieobecność kontuzjowanych Arkadiusza Milika i Krzysztofa Piątka. Czy nasza kadra w kolejnym meczu o wszystko da radę niebywale solidnym Szwedom i wywalczy wymarzone trzy punkty? Tego nie wiedzą nawet bukmacherzy. Kursy na każde z rozstrzygnięć są bardzo zbliżone, choć w Totolotku minimalnym faworytem są Polacy. 
13 Czerwca 2021 godz. 6:49
Art za Gwardia Koszalin, fot. Gwardia Koszalin
 

Gwardia: Wysoka porażka z Sokołem

Trzecioligowi piłkarze Gwardii Koszalin uległ w meczu rozegranym u siebie Sokołowi Kleczew 2:6 (0:4). Już w trzeciej minucie, po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, pechowo piłkę do własnej bramki posłał Daniel Wojciechowski. Odpowiedź naszego zespołu mogła być błyskawiczna. Kapitan naszego zespołu precyzyjnie uderzył z rzutu wolnego, a gości od straty gola uratował słupek. W 25. minucie Dominik Chromiński wykorzystał błąd bramkarza naszej drużyny i umieścił futbolówkę w pustej bramce. Przyjezdni bezlitośnie wykorzystywali błędy popełniane przez zawodników naszego zespołu. W 33. minucie mocnym strzałem piłkę do siatki posłał Michał Ciarkowski, a siedem minut później do odbitej futbolówki dopadł Wiktor Kacprzak i z bliskiej odległości wpakował ją do bramki. W 48. minucie goście strzelili kolejną bramkę. Po podaniu z prawej strony boiska, na listę strzelców wpisał się Łukasz Zagdański. Kilkadziesiąt sekund później z rzutu rożnego dośrodkował Daniel Wojciechowski, a futbolówkę do własnej bramki skierował Wiktor Kacprzak. Nasz zespół szukał kolejnych szans do strzelenia gola, a bliscy wpisania się na listę strzelców byli Jakub Czyżewski i Bartosz Maciąg. W 79. minucie po kolejnej akcji prawą stroną boiska, z bliska szóstego gola dla gości zdobył Mateusz Cegiełka. W 90. minucie silnym strzałem zza pola karnego piłkę w siatce umieścił Adam Gross. Skład Gwardii: Skoczyk - Walaszczyk, Wojciechowski, Czyżewski, Maciąg, Boczek (46. Pytlewski), Chyła, Silski (46. Szygenda), Hendryk (70. Zalewski), Grela (60. Bać), Gross.