Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

Piłka nożna w Koszalinie:

26 Czerwca 2022 godz. 18:44
Ala za Media Room/PAP
 

Piłka nożna dla dzieci – czy to dobry pomysł i dlaczego?

W Polsce piłka nożna jest najczęściej uprawianym sportem przez dzieci. Akademie piłkarskie można znaleźć nawet w małych miejscowościach, a ich cel jest jeden – szkolić młodych adeptów futbolu. Czy wszyscy rodzicie i dzieci marzą o wielkiej karierze piłkarskiej, czy stoi za tym sportem coś więcej niż sukces i sława? Prezes Fundacji Orły Sportu – Rafał Wosik, który zaangażował się w tym roku w przygotowanie pilotażowego Turnieju Piłkarskiego Razem z Orłami postara się znaleźć odpowiedź na to pytanie. Czy warto, aby dziecko rozpoczęło trenowanie piłki nożnej? Większość rodziców pragnie jak najlepiej wykorzystać czas wolny swoich dzieci, dając im możliwość dodatkowego rozwoju i stymulacji poprzez zajęcia fizyczne. Wybór, w szczególności wśród chłopców, najczęściej pada na piłkę nożną.  „To bez wątpienia najbardziej dostępny sport – liczba boisk i przystosowanych hal sportowych do uprawiania piłki nożnej z roku na rok wzrasta, a poziom infrastruktury sportowej jest coraz lepszy. Najważniejsze jednak są chęci” – mówi Rafał Wosik, prezes Fundacji Orły Sportu.  Do rozpoczęcia przygody z piłką nożną wystarczy czasami nawet kawałek wolnej przestrzeni, coś do oznakowania bramek i piłka. Przykładem na to, że talent piłkarski może rozwinąć się nawet na ulicy, są takie postaci futbolu jak Zico czy Romario – wychowani w brazylijskich favelach. Ważne jest zatem, by dysponując nowoczesnymi boiskami i zapleczem technicznym nie zapominać o takich czynnikach jak pasja i motywacja.  Jakie korzyści daje dziecku trening piłkarski? Sport to nie tylko aspekt poprawy formy i wydolności organizmu. „Treningi piłkarskie to dla dzieci gwarancja korzyści na wielu płaszczyznach – zaznacza prezes Fundacji Orły Sportu. - Nie ulega wątpliwości, że plusów jest całe mnóstwo. Znajdziemy je zarówno w obszarze fizycznym, psychicznym, jak i społecznym”. Aspekt fizyczny Aby uprawiać piłkę nożną, nawet na amatorskim poziomie, należy wykazać się odpowiednią sprawnością fizyczną. Oczywiście ta sprawność częściowo wynika z naturalnych predyspozycji, ale w większym stopniu wpływ ma tu jakość i częstotliwość treningów oraz zaangażowanie zawodnika. Podczas gry w piłkę pracują praktycznie wszystkie partie mięśni i układów naszego ciała - począwszy od pracy nóg, rąk, tułowia, karku czy głowy, układu kostnego, krążeniowego czy metabolicznego. Ważna jest elastyczność całego ciała, odpowiednia dynamika ruchu oraz wzrost wydolności organizmu wraz z wiekiem zawodnika. Truchty, sprinty, zwroty, skoki, elementy siłowe – to wszystko pozytywnie wpływa na fizyczny rozwój dzieci i ich ogólne wysportowanie. „Współcześnie każda aktywność, która pozwala zaoferować dzieciom atrakcyjną metodę na spędzanie wolnego czasu jest bardzo ważna. Otyłość i nadmiar ekspozycji na elektronikę ma bardzo negatywny wpływ na dzieci – podkreśla Rafał Wosik. – Coraz trudniej zaszczepić w nich chęć i pasję do ruchu i aktywności, dlatego zależy nam na jak najszerszym dotarciu z naszymi projektami do dzieci – tym razem poprzez piłkarski turniej dla 11 i 12-latków”. Aspekt psychiczny Futbol, jak każdy wysiłek fizyczny, pozwala zredukować stres, wytwarza pozytywne hormony i poprawia samopoczucie. Dodatkowo, ograniczając ekspozycję na elektronikę i przebywanie w zamkniętych pomieszczeniach, pozwala na redukcję negatywnych czynników wpływających na młodego człowieka. Trening piłkarski pozwala dzieciom na moment zapomnieć o problemach - tych domowych i szkolnych, oczyścić głowę i skupić się tylko i wyłącznie na sporcie. Odpowiednie natlenienie organizmu, pozytywne zmęczenie i odprężenie będzie też wpływało na jakość snu i odpoczynku.  W treningu piłkarskim bardzo ważna jest zdolność koncentracji. Aby poprawnie wykonać ćwiczenie – dokładnie podać, precyzyjnie uderzyć, świetnie dośrodkować – wymagane jest odpowiednie skupienie i świadomość funkcjonowania swojego ciała. Umiejętność koncentracji na zadaniu to cecha niezbędna na boisku, w szkole i w całym życiu. Skupienie to często klucz do ich prawidłowego rozwoju i nabywania kolejnych umiejętności. Na boisku młodzi piłkarze muszą poradzić sobie z ogromem bodźców jakie pojawiają się dookoła – zawodnikami ze swojej drużyny, przeciwnikami, zwrotami akcji, poleceniami trenera czy dopingiem kibiców. Umiejętność koncentracji przy tak dużej liczbie czynników zewnętrznych umożliwia panowanie nad sobą i stresem, który często jest obecny w sporcie. Aspekt społeczny To chyba właśnie aspekt społeczno-towarzyski jest często najważniejszy przy wyborze sportu dla dziecka. Rodzicom zależy nie tylko na rozwoju fizycznym i poprawieniu umiejętności sportowych swojej pociechy, ale przede wszystkim o nawiązywanie relacji. Sport to też rygor i dyscyplina. Wykonywanie poleceń trenerów, punktualność, przestrzeganie zasad – nie tylko tych dotyczących samej gry, ale także reguł dotyczących współpracy w zespole, to elementy, które są kluczowe w życiu jak i w sporcie. Współpraca i gra zespołowa to jedne z najważniejszych umiejętności nabywanych przez dzieci podczas treningów piłkarskich. Bardzo ważne jest, aby zarówno dzieci, jak i ich rodzicie rozumieli, że sukces leży w drużynie, a nie pojedynczych zawodnikach. Na tym właśnie polega sport zespołowy - na wsparciu i odpowiedniej współpracy z resztą ekipy. Trening piłkarski uczy dzieci efektywnej współpracy, która przyda się nie tylko na boisku, ale także w szkole czy w dorosłym życiu. Kooperacja, uwydatnianie pozytywów i praca nad negatywami, wspólna chęć zwycięstwa – to wszystko aspekty stojące za dobrymi relacjami i kontaktami sportowymi.  „Wszystkie pozytywy płynące z uprawiania piłki nożnej, kontakt z organizacjami zajmującymi się treningami piłkarskimi oraz prywatne doświadczenia zespołu naszej Fundacji zaowocowały pilotażowym projektem Turnieju Piłkarskiego Razem z Orłami – mówi Rafał Wosik. 
19 Czerwca 2022 godz. 6:09
Art za Arskom
 

Sztuczna inteligencja zamiast sędziego, piłkarze zastąpieni przez cyborgi i algorytm ustalający wyjściowy skład. Jak będzie wyglądał futbol przyszłości?

Znana amerykańska marka obuwnicza w jednym ze swoich spotów przedstawia dosyć pesymistyczną wizję futbolu, w której piłkarze zostali zastąpieni przez roboty. W ten sposób gra została pozbawiona błędów, być może skandali obyczajowych, ale na pewno i duszy. Jednak technologia, już obecna w piłce nożnej na dużą skalę, może uwypuklać w futbolu wszystko to, za co go kochamy. Rozwój technologii cały czas nabiera tempa. Wszystkie dziedziny życia, także sport, są wzbogacane przez wymyślne i efektywne usprawnienia. Nowinki regularnie pojawiają się też w piłce nożnej i z założenia mają sposób optymalizować rozgrywkę oraz organizację meczów. Co możemy obserwować już dziś, a jakich nowości kibice mogą spodziewać się lada moment?   Technologia w służbie futbolu   Wraz z kolejnymi usprawnieniami w piłce nożnej na nowo rozpoczyna się dyskusja o ich zasadności. Doskonałym przykładem jest system VAR, czyli narzędzie pozwalające sędziemu spotkania na korektę decyzji na podstawie powtórki wideo. Pierwszy oficjalny mecz z jego użyciem odbył się w sierpniu 2017 roku, a dzisiaj z VAR-u korzystają wszystkie czołowe ligi w Europie.    W momencie, kiedy wprowadzono tę technologię, na trybunach rozpoczęła się długa wymiana opinii. Ta nieco bardziej praktyczna część kibiców uważała VAR za świetny pomysł, który do minimum ograniczy błędy sędziowskie, dzięki czemu o wyniku spotkania będzie decydowała forma sportowa, a nie forma arbitra. Po drugiej stronie znaleźli się romantyczni fani, którzy wskazywali błędy i kontrowersyjne decyzje za nieodzowny element piłkarskiego kolorytu. Można powiedzieć, że ta część trybun miała wsparcie z samej góry, bo argumentem w ich rozumowaniu była chociażby legendarna „ręka Boga” Diego Maradony. Koniec końców VAR przyjął się na stadionach bardzo dobrze i dziś mało kto wyobraża sobie futbol bez niego.  Przyzwyczailiśmy się też do innych nowinek, jak system „goal-line” czy tzw. Kamery „pająki”, które podążają za akcja zamontowane na specjalnych linach. Kolejne usprawnienia są kwestią miesięcy. W trakcie nadchodzącego mundialu w Katarze zostanie wprowadzony „automatyczny spalony”. Umieszczona pod dachem kamera dzięki precyzyjnemu śledzeniu ruchu piłkarzy wykona ich trójwymiarowe modele, które następnie zostaną porównane do wykrytego wcześniej miejsca znajdowania się piłki. Decyzja o tym, czy dany zawodnik „spalił” akcję, zostanie tym samym oddana w ręce sztucznej inteligencji, choć w przypadku turnieju w Katarze nie obędzie się jeszcze bez sędziów liniowych. Kto wie? Być może już niedługo arbitrzy będą prowadzić mecze wyłącznie sprzed monitora?   Przez pasję do perfekcji   Nowinki technologiczne już dotykają piłkarzy, którzy mają dziś do dyspozycji np. buty dostosowane do każdej pozycji na boisku, ale też nowoczesne systemy monitoringu i to zarówno podczas meczów, jak i treningu. Dość powiedzieć, że selekcjoner naszej reprezentacji już od dawna korzysta ze specjalnego ekranu i drona podczas treningów. Szkoleniowcy coraz chętniej korzystają z narzędzi, które mają im ułatwić pracę, a wprowadzane nowinki można zaobserwować już na poziomie juniorskim.   Nowe pokolenia piłkarzy rozwijają umiejętności pod czujnym okiem trenerów oraz przy wsparciu coraz bardziej nowoczesnych narzędzi. Bardzo dobrym przykładem na naszym krajowym podwórku jest Polish Soccer Skills – projekt, którego celem jest rozwijanie oraz upowszechnianie profesjonalnego szkolenia piłkarskiego dzieci i młodzieży, przede wszystkim podczas organizowanych obozów piłkarskich.   W przeszłości potencjał zawodnika mierzono na przeróżne sposoby. Franciszek Smuda mawiał na przykład, że aby ocenić piłkarza, musiał zobaczyć jak ten… wchodzi po schodach. Przyszłość ma dla nas inne rozwiązania, które już dziś możemy obserwować w Polish Soccer Skills. Twórcy projektu przygotowali własny model selekcji piłkarzy. Przede wszystkim zmieniono system rozpoznawania talentu. Wzrost i siła obserwowanych zawodników ustąpiły pola szybkości, bystrości i kreatywności. Lata analiz i testów w oparciu o nowe podejście pozwoliły stworzyć autorskie narzędzie – potencjometr Soccer Skills PRO. Dzięki niemu młodzi adepci futbolu o delikatniejszej budowie i większym talencie piłkarskim mają większą szansę na rozwój.   Wszyscy zawodnicy przyjeżdżający na obozy Polish Soccer Skills przechodzą testy, a na podstawie ich wyników w specjalnej skali określany jest ich potencjał piłkarski. Regularne powtarzanie testów i skrupulatne dokumentowane ich wyników pozwalają na rzetelne obserwowanie rozwoju talentu zawodników, ale co więcej – budowanie bazy danych, która pozwala coraz dokładniej weryfikować kolejnych piłkarzy. Te dane w połączeniu z nowoczesnymi algorytmami potencjometru umożliwiają lepszą identyfikację talentu zawodnika, a także wskazanie cech, nad którymi powinien pracować.    Jak to się sprawdza w rzeczywistości? Najlepiej pokazuje to przykład Jakuba Kiwiora, który nie tak dawno zadebiutował w reprezentacji Polski. Jego solidne warunki fizyczne i zmysł do gry w defensywie pozwoliły mu szybko wyjechać za granicę, ale to czysto piłkarskie umiejętności pozwoliły mu już kilka razy „błysnąć” na boiskach Serie A. Te natomiast zawdzięcza m.in. treningom z wykorzystaniem metod Polish Soccer Skills. Świeżo upieczony kadrowicz to nie jedyny polski zawodnik, który rozwinął się dzięki nowoczesnemu podejściu Polish Soccer Skills. Kiwior dołączył do grona innych wychowanków projektu, którzy zagrali z orzełkiem na piersi, jak Karol Linetty oraz Kamil Jóźwiak. W świetle tego można mieć nadzieję, że dzięki takim rozwiązaniom szybko doczekamy się piłkarskich talentów, które zapewnią nam wiele pięknych, sportowych wspomnień.   Nowoczesne metody szkolenia prowadzą młodych adeptów fubtolu ciężką pracą poprzez realną pasję do piłkarskiej perfekcji. Czy nie na przebyciu takiej drogi polega sport? Christoph Biermann, autor książki „Piłkarscy hackerzy”, stawia sprawę jasno mówiąc, że przyszłość futbolu będzie należeć do tych, którzy nauczą się korzystać z nowej technologii i gromadzonej bazy danych.   Mecze przyszłości   Piłka nożna zmienia się również z punktu widzenia kibiców. Od wielu lat na całym świecie nowoczesne karty wypierają papierowe bilety uprawniające do wejścia na stadion. Na Alianz Arenie w Monachium od dawna funkcjonuje system płatności zbliżeniowych, które mają rozładowywać kolejki przy punktach usługowych i tym samym usprawnić sprzedaż. Pieniądze wpłaca się albo za pośrednictwem automatów, albo przy asyście obsługi na stadionie. To jednak dopiero początek. Zalążek nadchodzących zmian kibice będą mogli zobaczyć już 16 lipca podczas pokazowego meczu między AC Milan a FC Koeln.   Innowacje zapowiedziane na sparing robią wrażenie. Piłkarze obu drużyn będą mieli na sobie nowoczesne kamery oraz mikrofony, które pozwolą widzom na obserwowanie spotkania z zupełnie nowej perspektywy, na którą zresztą będą mieli bardzo duży wpływ. Dodatkowo fani obecni na stadionie będą mieli możliwość skorzystać z systemu, który wskaże im na przykład, gdzie jest najkrótsza kolejka do bramek wejściowych, stoiska z napojami czy toalety. Spotkanie już teraz określono „meczem innowacji” i zdaniem organizatorów ma pokazać, jak może wyglądać futbol w przyszłości.   Można mieć nadzieję, że pomimo upływu lat, wprowadzanych nowinek technologicznych i potencjalnej rewolucji piłka nożna zachowa wszystko, co czyni ją piękną. Parafrazując słowa Erica Cantony – choć być może czas nas rozdzieli i czeka nas zupełnie nowa epoka, to nikt nie będzie mógł zaprzeczyć, że na ulicach, boiskach i parkach całego świata wciąż panuje bezwarunkowa, romantyczna i incydentalnie szalona miłość do futbolu.      
19 Czerwca 2022 godz. 6:04
Art z mat. inf.
 

Młodzi niezdolni?

Od razu wyjaśnić trzeba, że nie mamy nic do zawodników z zagranicy, którzy podnoszą poziom gry i od których można się wiele nauczyć. Kilka lat temu w Legii Warszawa grał Daniel Ljuboja i mimo że szybkość już była nie ta, to pozytywnie wyróżniał się na tle ligowych kolegów. Podobnie sprawy się mają z Łukaszem Podolskim. W każdym jego ruchu czy zagraniu widać nadal olbrzymią klasę i jakość. Także młodzi zawodnicy Górnika mają bezcenną okazję do podpatrywania Mistrza Świata podczas treningu. To sprawia, że drużyna cały czas idzie w górę. Już za dosłownie kilka tygodni powrócą rozgrywki naszej rodzimej Ekstraklasy. Warto skorzystać z STS kod promocyjny, bo wszystko wskazuje na to, że będzie ciekawie. Szkoda tylko, że znowu nad Wisłę nadciągnie armia przeciętnych obcokrajowców, zabierając miejsce naszej młodzieży. Co innego, gdy włodarze klubu decydują się na zaciąg „starych Słowaków” lub zawodników, którzy zwiedzili 15 różnych klubów i w żadnym się nie sprawdzili. Oczywiście, trzeba mieć świadomość, że nasza liga nie jest i nie będzie nigdy miejscem pierwszego wyboru. Trzeba jednak się szanować. Mamy okazałe stadiony, całkiem przyzwoitą frekwencję i do tego da się w Polsce przy tym nieźle zarobić. A to nie jest wcale taki europejski standard. Do tego, jeśli rzeczywiście te nasze rozgrywki są takie niby słabe, to tym łatwiej dobry zawodnik powinien się w nich wyróżniać. Tymczasem kluby kontraktują za grube pieniądze graczy zupełnie przeciętnych, żeby nie powiedzieć słabych. Podstawą takie decyzji jest często zmontowany film bądź statystyki meczowe. Potem taki zawodnik wychodzi na trening i wychodzi też cała jego słabość. To uruchamia kolejny scenariusz – brak gry i pożegnanie pod koniec rundy. Tylko wtedy nie ma ani zawodnika, ani pieniędzy, które poszły na jego wypłatę, ani też prowizji wypłaconej managerowi.  Dlaczego takich samych lub nawet nieco mniejszych środków nie inwestuje się w młodych? Dlaczego lepiej dać kasę anonimowi z zagranicy niż połowę przeznaczyć na inwestycję w bazę, a połowę na premie dla młodych zawodników. Wcale na boisku nie zaprezentują się gorzej, a z czasem co zdolniejsi wejdą na dobre do pierwszej drużyny. No i jest zdecydowanie większa szansa na uzyskanie dużych pieniędzy za młodego, zdolnego i przede wszystkim ogranego 18-latka, niż za 32-letniego Portugalczyka.  Klub, który śmiało postawi na młodych, ma też gwarancję, że rodzice innych dzieci chętniej zapiszą swoje pociechy do takiej szkółki lub łatwiej zdecydują się na transfer. Przecież każdy chciałby grać w miejscu, gdzie promuje się i dba o młodzież. Niestety, takie działanie wymaga kilku rzeczy. Przede wszystkim wyobraźni od osób decyzyjnych, które do tego będą w stanie wprowadzić taką wizję w czyn. Przy tym będą cierpliwe, nawet kosztem niezadowolenia kibiców. Trzeba bowiem młodym dać czas na naukę. Jeden czy drugi słabszy mecz nie powinien całkowicie skreślać ich przydatności do zespołu.  Aby to wszystko działało, należy znaleźć trenera, który nie tylko będzie umiał i chciał wprowadzać młodzież do zespołu. Musi też być dla nich autorytetem, będzie umiał się z nimi komunikować i rozpozna, kiedy należy przycisnąć, a kiedy odpuścić. Niby dużo tych wymagań, ale z drugiej strony to podstawa sukcesu. Sukcesu, który korzyści przyniesie nie tylko klubowi, ale i całej polskiej piłce. 
29 Maj 2022 godz. 4:50
Art
 

Real królem Europy

Real Madryt pokonał Liverpool 1:0(0:0) w finale Ligi Mistrzów UEFA. Trium "Królewskim" dała bramka strzelona przez Viniciusa Juniora. Prawdziwym bohaterem meczu był jednak bramkarz Realu Thibaut Courtois. Real zwyciężył mimo że to Liverpool był faworytem i na murawie przeważał. Nie zdołał jednak zdobyć gola. Bramkarz Realu, Thibaut Courtois zasłużył na ogromne uznanie. Belg obronił aż dziewięć strzałów.  Mohamed Salah miał kilka znakomitych sytuacji, ale to  Sadio Mané w pierwszej połowie był najbliższy wpisania się na listę strzelców. Po indywidualnej akcji oddał bardzo mocny strzał z 15 metrów, jednak Courtois zdołał zbić piłkę na słupek. Z kolei Karim Benzema (Real) co prawda zdołał w 45. min umieścić piłkę w siatce, ale po interwencji  VAR arbiter nie uznał gola.   Po przerwie obraz gry się nie zmienił. Liverpool atakował, ale jak to w piłce bywa - gola zdobył Real. W 59. minucie Królewscy wyprowadzili kontrę, po której Federico Valverde wstrzelił piłkę z prawego skrzydła w pole karne, a akcję celnym strzałem zamknął zupełnie niepilnowany Vinicius Junior. I to Real za sprawą swojego pierwszego strzału w tym meczu wyszedł na prowadzenie, które utrzymał do końca meczu.   – Nie mogę uwierzyć, że wygrałem cztery Ligi Mistrzów! - powiedział po meczu Carlo Ancelotti, trener Realu Madryt. Żaden inny trener nie może pochwalić się takim osiągnięciem. -  To był trudny mecz. Cierpieliśmy w pierwszej połowie, ale ostatecznie po wszystkich meczach, które rozegraliśmy, myślę, że zasłużyliśmy na wygranie tych rozgrywek. Osiągnęliśmy coś, czego nikt nie oczekiwał od nas na początku sezonu, a osiągnęliśmy to dzięki naszej jakości, naszemu zaangażowaniu, naszej historii. Jesteśmy bardzo szczęśliwi - dodał.      Warto wiedzieć, że:   - Real wygrał dwa razy więcej Pucharów Europy niż jakikolwiek inny klub (AC Milan wygrał siedem razy); zwyciężyli we wszystkich ośmiu finałach, w których grali w erze Ligi Mistrzów UEFA. - Carlo Ancelotti został pierwszym trenerem, który czterokrotnie zdobył Puchar Europy; jest też jedynym, który doprowadził zespół do pięciu finałów. - Karim Benzema został najlepszym strzelcem 2021/22 Ligi Mistrzów z 15 golami. B- enzema, Dani Carvajal i Luka Modrić wyrównali rekord Cristiano Ronaldo w pięciu tytułach Ligi Mistrzów UEFA. - 1-0 to obecnie najczęstszy wynik w finałach Ligi Mistrzów UEFA. To już szósty finał – i trzeci z rzędu – z jednym golem; pięciu ukończyło zarówno 1-1, jak i 2-1.
27 Maj 2022 godz. 6:49
Art za Arskom
 

Najbardziej drapieżni napastnicy w historii Liverpoolu. Poznaj predatorów pola karnego

Piłkarscy eksperci często mawiają, że „finałów się nie rozgrywa, finały się wygrywa”. Żeby jednak je faktycznie wygrać, trzeba popisać się w polu karnym rywali bezkompromisową skutecznością i instynktem drapieżnika. Do wygranej potrzebny jest snajper, który wykorzysta nawet pół nadarzającej się okazji do zdobycia bramki. W historii Liverpoolu takich nie brakowało. Czy tym razem w finale Ligi Mistrzów z Realem Madryt bohaterem kibiców z Anfield zostanie Mohamed Salah? Fani z Merseyside na przestrzeni lat mieli okazję podziwiać wielu wybitnych zawodników, wystarczy wspomnieć Kenny’ego Dalglisha, Stevena Gerrarda czy Jamiego Carraghera. Trybuny jednak najbardziej kochają drapieżników pola karnego, których głód strzelania goli czyni największymi zmorami bramkarzy. To ich trafienia najczęściej decydują o losach mistrzostw i pucharów, co w perspektywie sobotniego finału Ligi Mistrzów, w którym Liverpool zmierzy się z Realem Madryt, może mieć niebagatelne znaczenie. O tym, że to klub który ma w sobie gen drapieżnika świadczy nawet fakt, że napój o tej nazwie – Predator Energy Drink – jest sponsorem klubu. Przypominijcie sobie pięć nazwisk graczy, przed którymi drżały defensywy rywali zespołu z Anfield.   Robbie Fowler Kojarzony nie tylko z boiskową skutecznością, ale również z kontrowersyjnymi zachowaniami snajper był kochany przez kibiców, chociaż od dziecka był kibicem lokalnego rywala, Evertonu. Nie przeszkodziło mu to spędzić dziewięciu lat w juniorskich drużynach na Anfield i w 1993 roku dołączyć do dorosłej kadry Liverpoolu. Przez kolejnych osiem lat zdobył dla swojego klubu 183 bramki, prowadząc go do zdobycia Pucharu Anglii, Pucharu Ligi, Puchar UEFA i Superpucharu Europy. Przez 21 lat był posiadaczem rekordu Premier League jeśli chodzi o strzelenie klasycznego hattricka. W 1994 roku zdobył trzy bramki w 4 minuty i 33 sekundy w spotkaniu z Arsenalem. Rekord został pobity przez innego Liverpoolczyka, Sadio Mane, któremu ta sama sztuka zajęła niecałe trzy minuty! W latach 90. Fowler uchodził za najbardziej drapieżnego snajpera na Wyspach. Pomimo trudnego charakteru, zasłynął również z wyjątkowo ładnego zachowania fair play. W trakcie meczu z Arsenalem usiłował przekonać sędziego do cofnięcia decyzji o przyznaniu Liverpoolowi rzutu karnego po domniemanym faulu bramkarza Davida Seamana na sobie. Sędzia uparł się i kazał strzelac z jedenastu metrów, a Fowler zrobił to tak, żeby Seaman z łatwością obronił. Otrzymał za to nagrodę UEFA Fair Play.   Michael Owen Pod koniec ubiegłego wieku tworzył w Liverpoolu zabójczy atak właśnie z Robbiem Fowlerem i chociaż zdobył od niego mniej bramek (158), to bez cienia wątpliwości można powiedzieć, że miał jeszcze większy piłkarski potencjał. Już jako 17-latek dołączył do seniorskiej drużyny. Dwukrotnie został królem strzelców Premier League, a w 2001 roku jako ostatni Anglik do tej pory zdobył Złotą Piłkę. Z zespołem z Merseyside zdobył sześć trofeów, jest przez fanów jednogłośnie uważany za jednego z najlepszych napastników w historii klubu, a gdyby nie prześladujące go kontuzje, z pewnością osiągnąłby jeszcze więcej. Świat po raz pierwszy wstrzymał oddech patrząc na Owena, kiedy ten jako nastolatek zdobył kapitalną bramkę po indywidualnym rajdzie w 1/8 finału MŚ 1998 przeciwko Argentynie. W narodowych barwach rozegrał aż 89 spotkań i strzelił 40 goli. Patrząc na liczby i osiągnięcia można śmiało powiedzieć, że Owen ma za sobą bardzo udana karierę, ale fani Liverpoolu wiedzą, że z lepszym zdrowiem stałby się jedną z największych gwiazd w historii futbolu.   Mohamed Salah W barwach Liverpoolu zdobył o dwie bramki mniej od Owena, ale to może się zmienić już w sobotę, w trakcie finału Ligi Mistrzów. Mohamed Salah to lider potężnego Liverpoolu zbudowanego przez Jürgena Kloppa i można śmiało powiedzieć, że każdy klub na świecie chciałby mieć go w swoim składzie. Egipcjanin to nie tylko zabójczy predator, ale też naturalny drybler i dobry dogrywający, który do 156 goli dołożył w klubie z Anfield 63 asysty.  Do piątego w klasyfikacji liverpoolskich strzelców wszechczasów Stevena Gerrarda traci zaledwie 30 bramek, co przy jego skuteczności jest spokojnie do odrobienia w jeden sezon. „Faraon” przed finałem Ligi Mistrzów dał dodatkową motywację piłkarzom Realu Madryt, kiedy powiedział, że woli grać z nimi a nie z Manchesterem City. – To brak szacunku do herbu Realu – wypalił Fede Valverde. I chociaż trudno zrozumieć o co właściwie mu chodzi, jedno jest pewne: finał Ligi Mistrzów będzie starciem dwóch drapieżników, Salaha i Karima Benzemy. Który pierwszy upoluje swoja ofiarę?   Ian Rush O ile dogonienie Gerrarda, Owena czy Fowlera jest w zasięgu Salaha, o tyle liczby, które wykręcił najskuteczniejszy snajper w historii Liverpoolu, czyli Ian Rush, wydają się nieosiągalne dla zwykłego śmiertelnika. Walijczyk występował na Anfield od 1980 do 1996 roku, z dwuletnią przerwą na nieudany epizod w Juventusie. Łącznie rozegrał w barwach tego zespołu 660 spotkań, w których aż 346 razy trafiał do bramek rywali. Co ciekawe, kolejna rzecz poza skutecznością łączy go z Robbiem Fowlerem – Rush, podobnie jak młodszy kolega, w dzieciństwie był zagorzałym fanem Evertonu, co nie przeszkodziło mu zdobyć z Liverpoolem dwóch Pucharów Europy, pięciu mistrzostw Anglii, trzech Pucharów Anglii i pięciu Pucharów Ligi. Poza seryjnym zdobywaniem bramek, Rush zasłynął tez jedną z bardziej absurdalnych wypowiedzi, w której usiłował tłumaczyć to, że nie poszło mu w Juventusie. – Nie mogłem się przyzwyczaić do życia we Włoszech. Czułem się, jakbym mieszkał za granicą – stwierdził, co do dziś wypominają mu kibice. Na boisku, ku ich uciesze, wykazywał się większą inteligencją.   Luis Suarez Najbardziej drapieżny z drapieżników, któremu do zaspokojenia głodu nie wystarcza strzelanie goli, więc co jakiś czas musi zatopić kły w swoich rywalach. Boleśnie, i to dosłownie, przekonali się o jego nadmiarze energii Giorgio Chiellini, Branislav Ivanović oraz Otman Bakkal. Wraz z upływem lat snajper nieco się uspokoił – do tego stopnia, że patrząc na ten sezon w barwach Atletico Madryt można pomyśleć, że przydałoby mu się poprosić kumpli z Liverpoolu, żeby poczęstowali go Predator Energy Drinkiem. Chociaż Urusowi brakuje czasami na boisku piątej klepki, to olbrzymiego talentu do zdobywania bramek nie sposób mu odmówić. W barwach Liverpoolu zagrał w 133 spotkaniach, zdobył 82 bramki, dołożył do tego 46 asyst, aż 25 żółtych kartek i jedno pogryzienie rywala. Gdyby nie transfer do Barcelony, zapewne liverpoolskie statystyki tego drapieżnika byłyby jeszcze ciekawsze. Styl gry Suareza przypomina dziką pumę, która rzuca się do gardła obrońcom i walczy o każdy skrawek boiska, a od strzelenia gola zależy jej przetrwanie. Można go kochać, można nienawidzić, ale nie da się przejść obok reprezentanta Urugwaju obojętnie. 
10 Kwietnia 2022 godz. 14:47
eWok, fot. archiwum
 

Dialog: Profesjonalistka i biała góra

Lidia Stanisławska na scenie, a Jerzy Gorgoń na widowni. To już we wtorek 12 bm. w koszalińskim Teatrze Dialog. 12 kwietnia (wtorek) o godz. 19.00 monodram muzyczny 'Profesjonalistka" w wykonaniu Lidii Stanisławskiej. Gościem Teatru Dialog podczas spektaklu będzie Jerzy Gorgoń.  Gorgoń, jeden z najbardziej usytuowanych polskich piłkarzy. "Długi", "Biała góra", lub jak nazywali go Anglicy "The Telephone Booth” (ze względu na to, że w czerwonym stroju reprezentacji Polski kojarzy im się z budką telefoniczną) może pochwalić się zdobyciem 3 miejsca na mundialu (1974) oraz tytułu mistrza (1972) i wicemistrza (1976) olimpijskiego. Dwukrotnie w barwach Górnika Zabrze sięgał po tytuł mistrza kraju. Kibice zapamiętali go nie tylko jako boiskowego twardziela, który przez lata był ostoją obrony kadry Kazimierza Górskiego ale i z powodu jego potężnego uderzenia. Uderzał z ok. 30 metrów nie do obronny! Przed laty przeprowadziłem z nim wywiad  w jednym z ośrodków w Unieściu. Gdy przypomina,niałem mu, że to co mnie zawsze w nim ciekawiło, to fakt, że tuż przed wejściem na murawę boiska zawsze robił znak krzyża. Odpowiedział, że od zawsze był bardzo wierzący, a mieszkając w Szwajcarii niemal w każdą ostatnią niedziele miesiąca służy do masz w kościele w Sankt Gallen. jego przyjazdy na Pomorze Środkowe są związane z pochodzeniem jego żony Beaty. Miło nam będzie ponownie gościć jednego z najlepszych w historii polskiego futbolu piłkarza. 
8 Kwietnia 2022 godz. 2:12
Art za Arskom
 

Polonia mogła zarobić na golach… Legii! Mistrzowie Polski nie pomogli

Organizowana przez Polski Związek Piłki Nożnej akcja Puchar 1000 Goli, w ramach której kluby z niższych lig otrzymają duże pieniądze za gole czarnych koni w Fortuna Pucharze Polski, mogła mieć niespodziewany smaczek. W półfinałach rozgrywek organizatorzy projektu mieli wpłacić 5000 złotych za każdego gola Legii Warszawa, a jednym z klubów, które mają największą szansę na wygranie ponad 60 000 złotych zebranych w budżecie jest jej lokalny rywal, Polonia! Puchar 1000 Goli to akcja, która trwa od początku tej edycji Fortuna Pucharu Polski. Każdy gol teoretycznie słabszego zespołu, wyznaczanego na podstawie przedmeczowych kursów sponsora tytularnego rozgrywek, to 1000 złotych wpłacane do budżetu obywatelskiego. W półfinałach stawka została podniesiona – Fortuna ogłosiła, że każda bramka zdobyta przez Olimpię Grudziądz oraz Legię Warszawa będzie warta pięć razy więcej. Do tej pory w budżecie akcji zgromadzono 62 000 złotych. Te środki trafią do zespołów z niższych lig, które zgłosiły najciekawsze sposoby ich zagospodarowania. W tym momencie najwięcej głosów na stronie www.puchar1000goli.pl zebrały Igloopol Dębica, MKS Myszków, Pogoń Miechów, Dyskobolia Grodzisk Wlkp., oraz… Polonia Warszawa, której kibice zmobilizowali się tak mocno, że ich klub może być już praktycznie pewien awansu do wąskiego finału, który odbędzie się w trakcie ostatniego meczu Fortuna Pucharu Polski na PGE Narodowym. Tam jury wybierze zwycięzców trzech kategorii, którzy podzielą się po równo całością budżetu.    – Projekty zgłoszone przez MKS Polonia Warszawa są w czołówce w kategorii infrastrukturalnej, kibicowskiej, jak również społeczno-kulturalnej. Czarne Koszule mają spore szanse na sięgnięcie po środki z Pucharu 1000 Goli, więc faktycznie każdy gol Legii w meczu z Rakowem w Częstochowie mógł się bezpośrednio przełożyć na większe pieniądze dla jej lokalnego rywala. Jestem jednak przekonany, że piłkarze Legii na boisku o tym nie myśleli i to nie wina Pucharu 1000 Goli, że wyjechali z Częstochowy bez bramek – uśmiecha się rzecznik prasowy PZPN Kuba Kwiatkowski.    Mobilizacja na ostatnie dni głosowania O ile piłkarze Legii na pewno nie przejmowali się ewentualnym wsparciem Czarnych Koszul swoimi golami, o tyle jej kibice, na ostatnie dni trwającego do 10 kwietnia głosowania online na najlepsze projekty, skrzykują się w internecie, żeby wesprzeć kluby rywalizujące o środki z Polonią. Na kibicowskim portalu legionisci.com pojawił się artykuł zachęcający do głosowania na projekty zgłoszone przez sympatyzujące z mistrzami Polski GKP Targówek czy Huragan Wołomin. Internetowa mobilizacja ma utrudnić lokalnemu rywalowi sięgnięcie po duże środki na realizację swoich projektów. Na cztery dni przed zamknięciem głosowania zespół grający na co dzień przy ulicy Konwiktorskiej 6 jest liderem Pucharu 1000 Goli, mającym łącznie zebranych ponad 20 tysięcy głosów. Nic dziwnego – przy każdym wejściu na klubowy obiekt wiszą plakaty z kodami QR zachęcające do głosowania, a kibice codziennie przypominają sobie nawzajem o wspieraniu polonijnych projektów.    – Wygrane pieniądze chcemy przeznaczyć na promocję tradycji i historii naszego klubu, zakup sprzętu do treningu motorycznego i bramkarskiego, jak również niezapomniane oprawy meczowe. Wierzymy w to, że nasze projekty zostaną docenione przez jury, bo kibicom ewidentnie się podobają, skoro jesteśmy liderami w każdej kategorii. Nie sądzę, żeby mobilizacja fanów Legii na 5 dni przed końcem głosowania miała tu coś diametralnie zmienić – śmieje się Piotr Idzikowski, koordynator udziału MKS Polonia Warszawa w Pucharze 1000 Goli.   Konkurencja depcze po piętach Poloniści nie mogą jednak jeszcze odtrąbić sukcesu. Inne projekty również cieszą się znacznym powodzeniem, czego najlepszym przykładem jest depczący Polonii po piętach pod względem liczby głosów Igloopol Dębica. Klub z miasta Mateusza Borka mocno żyje Pucharem 1000 Goli, a wszyscy dobrze mu życzący zachęcają do wspierania dębickich projektów. Ostatnio nawet w lokalnej prasie Tomasz Biduś, dębicki rugbysta na wózku, nawoływał po swoim powrocie z Copa America do głosowania na Igloopol.  Te dwa kluby zebrały najwięcej głosów we wszystkich kategoriach, ale w finale będą miały konkurencję. Doceniając jakość zgłoszeń organizatorzy postanowili rozszerzyć skład finalistów do trzech projektów z każdej kategorii. O te miejsca walczą takie zespoły jak Grom Różaniec, MKS Myszków, Dyskobolia Grodzisk, Pogoń Miechów czy Dragoons FC. – Przedstawiciele klubów włożyli mnóstwo pracy w przygotowanie ciekawych, ambitnych zgłoszeń i chcemy ich więcej ugościć na PGE Narodowym przy okazji finału Fortuna Pucharu Polski, który jednocześnie będzie zamknięciem tej edycji Pucharu 1000 Goli. Edycji obfitującej w piękne gole i sensacje, których autorami były zespoły z niższych lig. Właśnie takie historie chcemy eksponować i nagradzać – podkreśla Leszek Haba, dyrektor marketingu Fortuna Zakładów Bukmacherskich, sponsora tytularnego rozgrywek.   Kibice też mogą skorzystać PZPN ruszył niedawno również z wiosennym konkursem fotograficznym o nazwie Puchar 1000 Boisk. Na stronie www.puchar1000boisk.pl organizatorzy zbierają od kibiców zdjęcia wszystkich polskich boisk, stadionów czy klepisk. Na autorów najciekawszych fotografii czeka aż 20 podwójnych zaproszeń na PGE Narodowy na finał Fortuna Pucharu Polski, w którym Lech Poznań zmierzy się 2 maja z Rakowem Częstochowa. Celem tego projektu jest nie tylko stworzenie wielkiej interaktywnej piłkarskiej mapy Polski, ale też wyłapanie perełek – najpiękniej położonych boisk, którymi możemy pochwalić się przed światem.   
29 Marca 2022 godz. 22:21
Art,
 

Biało-czerwoni pokonali Szwedów i jadą na mundial!

Piłkarska reprezentacja Polski pokonała w finale barażu Szwedów 2:0 (0:0) i wywalczyła awans na mistrzostwa świata, które zostaną rozegrane w listopadzie i grudniu w Katarze. Dziewiąty w historii awans na mundial dali "biało-czerwonym" Robert Lewandowski strzałem z rzutu karnego oraz Piotr Zieliński. Dla Polaków to pierwsze zwycięstwo ze Szwedami od 21 sierpnia 1991 roku, kiedy wygraliśmy 2-0 w rozegranym w Gdyni meczu towarzyskim. . W pierwszej części lepiej prezentowali się Szwedzi. Imponowali lekkością swoich akcji. Mimo tego po 45. minutach był bezbramkowy remis. Losy meczu rozstrzygnęły się w drugiej połowie.  Na murawie pojawił się Grzegorz Krychowiak. I jego pojawienie się na murawie spowodowało przełamanie w tym pojedynku. Wychowanek Orła Mrzeżyna stojąc w "16" starał się przejąć piłkę po zagraniu Szymańskiego. Brutalnie został zaatakowany przez  Jespera Karlströma. Arbiter musiał wskazać na "11". Karnego wykorzystał Lewandowski płaskim strzałem w lewą stronę bramki Szwedów, myląc zupełnie Olsena. Goście chcieli szybko odpowiedzieć. W 58. minucie. Isak zagrał płasko na wolne pole do wybiegającego przy dalszym słupku niepilnowanego Forsberga. Szwedzki skrzydłowy uderzył płasko. Piłka trafiła jednak  w interweniującego Szczęsnego i wyszła na rzut rożny. "Biało-czerwoni" nie zadowolili się jednobramkowym prowadzeniem. W 72. minucie Piotr Zieliński wykorzystał nieporozumienie pomiędzy Kristofferem Olssonem i Marcusem Danielsonnem i po krótkim rajdzie wykończył sytuację jeden na jednego z bramkarzem. Polska - Szwecja 2:0 (0:0) Robert Lewandowski 49 (k), Piotr Zieliński 72  Polska: 1. Wojciech Szczęsny - 2. Matty Cash, 15. Kamil Glik, 5. Jan Bednarek, 18. Bartosz Bereszyński - 20. Piotr Zieliński (89, 7. Adam Buksa), 16. Krystian Bielik, 6. Jacek Góralski (46, 10. Grzegorz Krychowiak), 8. Jakub Moder, 17. Sebastian Szymański - 9. Robert Lewandowski.    Szwecja: 1. Robin Olsen - 2. Emil Krafth, 3. Victor Lindelöf, 4. Marcus Danielson (79, 11. Zlatan Ibrahimović), 6. Ludwig Augustinsson - 21. Dejan Kulusevski, 20. Kristoffer Olsson (80, 16. Jesper Karlsson), 13. Jesper Karlström (67, 19. Mattias Svanberg), 22. Robin Quaison (66, 17. Anthony Elanga), 10. Emil Forsberg - 9. Alexander Isak.    żółte kartki: Góralski, Moder, Lewandowski, Bielik - Isak, Kulusevski.    sędziował: Daniele Orsato (Włochy).  widzów: 54 078. 
14 Marca 2022 godz. 6:59
Art za Gwardia Koszalin
 

Gwardia: Remis z Orłem

Podziałem punktów zakończyło się ligowe spotkanie czwartoligowej Gwardii Koszalin z Orłem Wałcz. W doliczonym czasie gry gola na wagę remisu strzelił Mateusz Bachleda. Zespół z Koszalina przystąpił do tego meczu bez kilku bardziej doświadczonych zawodników, a po raz pierwszy w tym sezonie w wyjściowym składzie pojawili występujący w środku bloku defensywnego, urodzony w 2004 roku, Patryk Palkowski oraz Kornel Ryczowski (rocznik 2003), który wraz z Mateuszem Wróblewskim i Kacprem Pawlakiem stworzył środek pola złożony wyłącznie z zawodników w wieku młodzieżowca. Mecz ułożył się po myśli gości, którzy już po kwadransie gry objęli prowadzenie. W polu karnym faulowany był Patryk Kowalczuk, a jedenastkę na gola zamienił Daniel Popiołek. Odpowiedź gwardzistów mogła być natychmiastowa, lecz po strzale Cezarego Zalewskiego i interwencji bramkarza gości, futbolówka odbiła się od słupka. Od początku drugiej połowy koszalinianie szukali swoich szans do wyrównania, zagrażając bramce przyjezdnych przede wszystkim po stałych fragmentach gry. Dwukrotnie groźnie strzelał Mateusz Wróblewski, swojej okazji szukał również Wiktor Sawicki. Po drugiej stronie boiska zespół Gwardii musiał uważać na szybkie kontry drużyny z Wałcza, po których udanie interweniował Adrian Hartleb, bądź piłka mijała światło bramki. W doliczonym czasie gry Gwardia dopięła swego. Do wybitej poza pole karne futbolówki dopadł Mateusz Bachleda i efektownym strzałem doprowadził do wyrównania. Gwardia Koszalin - Orzeł Wałcz 1:1 (0:1) Skład Gwardii: Hartleb - Wojciechowski, Palkowski, Maciąg, Bachleda, Pawlak, Ryczowski, Wróblewski (60. Dubielewicz), Kozioł (63. Boczek), Zalewski (88. Kucab), Sawicki.