Koszalin, Poland
KATEGORIA

Wideo

Akcja „herbatka - akrobatka"

Film Art z mat. inf. - 16 Marca 2021 godz. 5:58
Trwa akcja charytatywna pod nazwą „herbatka - akrobatka”, której beneficjentem jest Zachodniopomorskie Hospicjum dla Dzieci i Dorosłych. Pomysłodawcą akcji jest Łukasz Kamyk, którego córka trenuje w Szkole Tańca Top Toys w Koszalinie. O swoim pomyśle opowiedział zarówno Marcinowi Dubrownikowi, który jest głównym trenerem akrobatyki, jak i Paulinie Romaldowskiej - pasjonatce prowadzącej sklep z kawą i herbatą. Oboje bardzo chętnie się włączyli.   „Zależało mi na wykorzystaniu niezwykłych umiejętności młodych akrobatów z „Top Toys” do wsparcia hospicjum, któremu w okresie pandemii szczególnie potrzebna jest pomoc. Połączenie tego, co robią nasze dzieciaki oraz pewna gra słów pozwoliły stworzyć produkt, który jest swego rodzaju narzędziem. Tak powstała skomponowana przez Paulinę „herbatka - akrobatka”. Wokół nas jest bardzo dużo zbiórek, wciąż czytamy o osobach potrzebujących i jako ludzie  dorośli powinniśmy pomagać, ale też uczyć dzieci empatii. Zastanawiałem się w jaki sposób można pokazać dzieciakom, że ich wsparcie także się liczy, że mogą zrobić coś, co przełoży się na pomoc innym dzieciom„ - mówi Łukasz Kamyk.   W akcję bez wahania włączyła się szkoła „Top Toys”, której trenerzy nie pierwszy raz pomagają potrzebującym. W ciągu kilku dni nagrany został materiał video z treningów, zarówno na sali, gdzie odbywają się one codziennie, jak i w plenerze.   „Fascynujące jest to, że rodzice naszych podopiecznych zawsze znakomicie współpracują i rozumieją potrzebę takiego działania” - mówi Marcin Dubrownik, trener akrobatyki w Szkole Tańca „Top Toys”. „Specjalnie na nagranie spotu do Koszalina niektórzy musieli przyjechać z Białogardu, Słupską czy Gryfic. Chcemy pokazać naszym dzieciakom, że wszystko co robią można przełożyć na pomoc innym. Uczymy nie tylko akrobatyki i tańca, ale empatii, szacunku dla innych oraz sportowego zachowania. Mam nadzieję, że udział w tej akcji będzie właśnie taką dobrą lekcją dla wszystkich.   Pod opieką Zachodniopomorskiego Hospicjum jest ponad 50 dzieci, które nieustannie potrzebują wsparcia, a każda złotówka jest na wagę złota. „Pandemia mocno ograniczyła możliwość organizowania zbiórek, dlatego uznaliśmy że to ma sens. Kiedy zobaczyłam pierwszą wersję spotu promującego akcję, bardzo się wzruszyłam. Podobnie reagowali też nasi wolontariusze. To był taki pierwszy znak, że zostanie ona dobrze przyjęta. Dziś wiemy już, że tak faktycznie jest. Tuż po starcie zaczęły włączać się lokalne firmy.” Agnieszka Staszewska - koordynator  wolontariatu Zachodniopomorskiego Hospicjum dla Dzieci i Dorosłych.   Spot promujący wydarzenie można obejrzeć w mediach społecznościowych organizatorów: https://www.facebook.com/TopToysDance, https://www.facebook.com/Herkabawata-112485990263371     oraz obecnie na wielu prywatnych oraz firmowych profilach na Facebooku, ponieważ jest on bardzo chętnie udostępniany, nawet przez osoby niezwiązane z akcją.   „Aby pomóc hospicjum, wystarczy kupić herbatkę - akrobatkę. Z każdego sprzedanego opakowania 15 zł przeznaczamy na wsparcie hospicjum. Produkt jest zdrowy, naturalny i smaczny, co także dobrze wpisuje się w charakter tej akcji”. Paulina Romaldowska - właścicielka Herkabawata.   Honorowy patronat objął Prezydent Koszalina - Pan Piotr Jedliński.   Zakupu można dokonać na stronie internetowej sklepu lub stacjonarnie, przy ul. Fałata 11B w Koszalinie. Informacje o akcji oraz lista wciąż dołączających jej partnerów znajdują się na stronie www.herbatka-akrobatka.pl.   „Nie jest to nasze ostatnie działanie - zapewnia Marcin Dubrownik - rozpoczynamy przygotowania do dużej kampanii społecznej, związanej z kulturą fizyczną dzieci podczas pandemii. Dane są mocno alarmujące, a wszystkim nam powinno zależeć na kondycji i zdrowiu rosnącego pokolenia.”

Plon: Dziś otwarto nowe centrum ogrodnicze

Film Ala, film: Piotr Walendziak - 12 Marca 2021 godz. 9:48
Aż 20 tys. metrów kwadratowych zajmuje dziś otwarte w Koszalinie przy ul. 4 Marca nowe Centrum Ogrodnicze Plon. To nowa inwestycja P.H.U Plon Gabriela i Jerzy Koroza, która od wielu lat prowadzi sklep przy ul. Zwycięstwa 267. Ten punkt sprzedaży nadal będzie działał.

Pandemia mocniej uderzyła w kobiety. Częściej tracą pracę, dochody i bardziej obawiają się o swoją sytuację zawodową

Film Ala za Newseria.pl - 10 Marca 2021 godz. 5:44
Kobiety częściej niż mężczyźni są narażone na utratę zatrudnienia i bardziej obawiają się o swoją przyszłość na rynku pracy. Częściej dotykają je też obniżki wynagrodzeń. W czasie pandemii dla kobiet dużym problemem okazało się też łączenie pracy zawodowej z obowiązkami domowymi, ponieważ to na nie w dużej mierze spadły zadania związane ze wsparciem dzieci w nauce, opieką nad dziećmi przedszkolnymi czy organizacją życia rodzinnego. Średnio co czwartej kobiecie uniemożliwiło to poświęcenie czasu na pracę zawodową – wynika z raportu PARP. Z badania Pracuj.pl przeprowadzonego z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet wynika, że sytuacja zawodowa kobiet w Polsce jest dziś lepsza niż 10 lat temu. Takiego zdania jest 61 proc. badanych, ale wciąż kobiety częściej niż mężczyźni uważają, że mają gorsze szanse na karierę. Na to postrzeganie sytuacji wpływ może mieć również pandemia. – Pandemia zdecydowanie wpłynie na sytuację kobiet na rynku pracy. Na pełne dane trzeba jeszcze poczekać, ale już dzisiaj widać kierunek tych zmian. Grudniowy raport PARP-u potwierdza, że skutki pandemii koronawirusa są niestety bardziej odczuwalne dla kobiet niż mężczyzn. Pierwszą przyczyną jest to, że kobiety częściej pracują w sektorach takich jak turystyka, branża beauty, gastronomia czy eventy, które najbardziej ucierpiały w wyniku środków ograniczających działanie przedsiębiorstw – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Małgorzata Kluska-Nowicka, wicekanclerz Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu. Badanie Europejskiej Fundacji na rzecz Poprawy Warunków Życia i Pracy (Eurofound) przytaczane w grudniowej edycji raportu PARP („Rynek pracy, edukacja, kompetencje”) wskazuje, że w tych sektorach kobiety stanowią 61 proc. pracowników. Eksperci zwracają także uwagę na to, że młode kobiety były bardziej narażone na utratę pracy w czasie pandemii (11 proc. vs. 9 proc. młodych mężczyzn). To też oznacza większe ryzyko stałego wykluczenia z rynku pracy. Wśród osób, które pracowały przed wybuchem pandemii, a następnie straciły pracę, 4 proc. kobiet stało się nieaktywnych zawodowo (vs. 1 proc. mężczyzn). – Ponadto część firm dokonała redukcji wynagrodzeń i tutaj znowu kobiety są dużo bardziej stratne niż mężczyźni – podkreśla dr Małgorzata Kluska-Nowicka. Z raportu Międzynarodowej Organizacji Pracy wynika, że w każdym z europejskich krajów, w którym odnotowano spadek wynagrodzeń w drugim kwartale 2020 roku (w porównaniu do pierwszego kwartału 2020 roku), to kobiety zostały dotknięte większymi cięciami. Średnio spadek pensji u pań wyniósł 8,1 proc., podczas gdy u mężczyzn – 5,4 proc. W Polsce te dane wynosiły odpowiednio 6,2 proc. oraz 3,8 proc. W czasie pandemii dla kobiet dużym problemem jest też łączenie pracy zawodowej z obowiązkami domowymi. Według raportu PARP koncentracja aktywności w domu i obowiązki wobec rodziny uniemożliwiły większej liczbie kobiet (24 proc.) niż mężczyzn (13 proc.) poświęcenie czasu na pracę. – Z raportu Fundacji Sukces Pisany Szminką wynika, że po 12 marca, kiedy zamknięto szkoły, wiele kobiet musiało wziąć zasiłek opiekuńczy na dzieci do ósmego roku życia albo po prostu urlop. Prawie co 10. ankietowana kobieta z tej grupy przyznała, że pracodawcy oczekiwali od niej wykonywania pracy nawet wtedy, kiedy ten urlop był wykorzystywany. Co więcej, prawie jedna trzecia kobiet deklaruje, że pracuje więcej niż wcześniej, a do tego dochodzą jeszcze obowiązki domowe i rodzinne, które w pandemii nabierają zupełnie innego znaczenia – mówi wicekanclerz Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu. – Potwierdzają to też dane zebrane chociażby w środowisku naukowym. Okazuje się, że kobiety-naukowcy publikują o wiele mniej artykułów niż przed pandemią, bo skupiły się na organizowaniu swojego życia rodzinnego. Styczniowa, 42. edycja badania Randstad „Monitor Rynku Pracy” pokazuje, że kobiety gorzej oceniają również swoje możliwości na rynku pracy w popandemicznych realiach. 84 proc. mężczyzn jest przekonanych, że bez trudu znalazłoby nową pracę w ciągu sześciu miesięcy, podczas gdy wśród kobiet ten odsetek wynosi 71 proc. Według ekspertów jest to m.in. efekt zamknięcia szkół. W wielu wypadkach to właśnie na kobiety spadły obowiązki związane ze wsparciem dzieci w nauce czy opieką nad dziećmi przedszkolnymi, co nie tylko zwiększyło ich obciążenie, ale też pogorszyło ocenę własnych możliwości jako pracownika. Badanie Randstad pokazuje też, że kobiety nie tylko gorzej widzą swoje możliwości na rynku pracy, lecz także bardziej obawiają się jej utraty. Ekspertka poznańskiej WSB zauważa, że łączenie ról zawodowych z rodzinnymi i wychowywaniem dzieci było problemem jeszcze przed pandemią COVID-19, która dodatkowo go uwypukliła. – Aż 64 proc. kobiet (ale też 45 proc. mężczyzn) deklarowało, że wyzwaniem było dla nich pogodzenie pracy z wychowywaniem dzieci. Odsetek pracujących rodziców, którzy tak deklarowali, rósł z roku na rok. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni podkreślali, że obowiązki zawodowe utrudniają pełne uczestnictwo w życiu dziecka i znacznie ograniczają czas spędzany z rodziną. Wskazywali też np. na sytuacje związane z chorobą dziecka, które powodują, że trzeba szukać możliwości sprawowania opieki. Często mówili również o sytuacjach związanych z utrudnieniami po stronie pracodawców: nieelastycznymi godzinami pracy, nadgodzinami czy wyjazdami służbowymi. Te nowe modele pracy, które przyjmą się w następstwie pandemii, mogą być skutecznym remedium na te trudności, choć na ocenę jeszcze za wcześnie – mówi dr Małgorzata Kluska-Nowicka. Ekspertka zauważa też, że nowe problemy związane z pandemią nałożyły się na stare, związane chociażby z nierównościami w zarobkach kobiet i mężczyzn. Według Eurostatu w skali całej UE w 2019 roku kobiety zarabiały średnio o 14,1 proc. mniej niż mężczyźni. W Polsce luka płacowa jest niższa od unijnej średniej, choć i tak – jak pokazuje ubiegłoroczny raport Sedlak & Sedlak – mężczyźni z wyższym wykształceniem nadal zarabiają średnio o ponad 1,7 tys. zł więcej niż kobiety o tych samych kwalifikacjach. – Przed pandemią sytuacja w Polsce się poprawiła, z luką płacową na poziomie 9 proc. wypadamy całkiem nieźle. Większa różnica w zarobkach między płciami występuje w Estonii, gdzie wynosi prawie 23 proc., duża jest także u naszych sąsiadów – w Czechach i Niemczech, gdzie wynosi ponad 20 proc. – mówi wicekanclerz Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu. – Trzeba jednak pamiętać, że w głównych statystykach europejskich bierze się pod uwagę tylko niektóre sektory gospodarki, co może wpływać na obraz luki płacowej. Gdyby wziąć pod uwagę wszystkie branże, różnica w średnich płacach kobiet i mężczyzn byłaby zdecydowanie wyższa. Tylko 20 proc. kobiet pracuje w sektorach takich jak nauka, technologia czy inżynieria, uznawanych za lepiej płatne. Kobiety spędzają też mniej godzin w płatnej pracy niż mężczyźni, natomiast częściej wykonują nieodpłatne prace związane z obowiązkami domowymi czy wychowywaniem dzieci. Grudniowy raport PARP wskazuje, że nierówności na rynku pracy znajdują odzwierciedlenie m.in. w zawodach, które wykonują kobiety. Są one nadreprezentowane na niskopłatnych stanowiskach, takich jak asystentka opieki, sprzątaczka czy sprzedawca detaliczny. W Polsce kobiety stanowią 58 proc. osób zarabiających płacę minimalną i 62 proc. pracowników zarabiających znacznie poniżej minimum. – Obok wcześniejszych wyzwań – takich jak regulacje wspierające aktywność zawodową kobiet, zmniejszanie luki płacowej czy wprowadzanie polityki różnorodności w firmach – doszedł nowy obszar związany z pandemią. Coraz częściej słyszy się, że praca zdalna zagości na rynku w szerszym wymiarze. Jej zasady wymagają uregulowania ze strony państwa. Na wyrównywanie szans na pewno pozytywnie wpłynęłyby też – podobnie jak w Islandii – darmowa i ogólnie dostępna opieka dzienna dla dzieci oraz równe urlopy macierzyńskie i tacierzyńskie. To zwolnienie kobiet z nierówno podzielonego obowiązku opieki pozwoliłoby im rozwijać swoje życie zawodowe i zajmować wyższe stanowiska – ocenia dr Małgorzata Kluska-Nowicka.  

TSUE: nowelizacje ustawy o KRS mogą naruszać prawo UE

Film Ala z mat. inf.film: FB/IUSTITIA Stowarzyszenie Sędziów Polskich - 2 Marca 2021 godz. 12:34
Zapadł wyrok TSUE dotyczący powoływania sędziów do nowych izb Sądu Najwyższego. Według Trybunału, nowelizacje ustawy o KRS, które uniemożliwiły sędziom odwoływanie się od decyzji rady w procesie wyboru członków SN, mogą naruszać prawo Unii Europejskiej. Konferencja Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia" w sprawie wyroku TSUE z 2 marca 2021 roku. W konferencji prasowej wzięli udział sędziowie „kamikadze” Piotr Gąciarek i Arkadiusz Tomczak oraz pełnomocnicy „kamikadze” adw. Michał Gajdus, adw. Michał Jabłoński i adw. Marcjanna Dębska.  Sprawa ta swój początek ma 3 lata temu, gdy kilku niezależnych sędziów z Iustitii oraz adwokatów (tzw. „kamikadze”), wzięło udział w konkursach na stanowisko sędziego Sądu Najwyższego. Spodziewali się, że upolityczniona Krajowa Rada Sądownictwa odrzuci ich kandydatury i do Sądu Najwyższego wskaże politycznie wygodnych kandydatów, jednak postanowili walczyć o sprawiedliwość na drodze sądowej. Po odrzuceniu ich kandydatur przez upolitycznioną KRS, zaskarżyli uchwałę do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który zwrócił się z pytaniem o rzetelność konkursu do Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu. x  x x Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej ocenił dziś zlekceważenie przez Andrzeja Dudę zabezpieczenia, jakie jesienią 2018 r. wydał Naczelny Sąd Administracyjny, który zabronił powoływania nowych sędziów Sądu Najwyższego. Kolejne nowelizacje polskiej ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, które doprowadziły do zniesienia skutecznej kontroli sądowej rozstrzygnięć Rady o przedstawieniu prezydentowi RP wniosków o powołanie kandydatów na sędziów Sądu Najwyższego, mogą naruszać prawo unijne - orzekł w wyroku TSUE.

Właściciele hoteli będą walczyć o odszkodowania od państwa w sądzie. Polska Izba Hotelarzy przekonuje do składania pozwów indywidualnych

Film Ala za Newseria.pl - 2 Marca 2021 godz. 5:38
– Indywidualne dochodzenie odszkodowania od państwa za straty spowodowane wprowadzeniem ograniczeń w działalności jest zdaniem naszych prawników bardziej skuteczne, choć pozwy zbiorowe są być może bardziej medialne – przekonuje Adam Latek z Polskiej Izby Hotelarzy. Rozmowy z prawnikami PIH prowadzi już 50 hotelarzy, którzy przygotowują się do dochodzenia odszkodowań na drodze sądowej i już złożyli pozwy albo mają taki zamiar. PIH postuluje również o zmniejszenie ograniczeń w hotelach – możliwość udostępnienia gościom 75 proc. pokoi – oraz otwarcie restauracji. – Hotele są w trudnej sytuacji ekonomicznej. Z uwagi na ograniczenia pandemiczne i brak dochodów muszą wybierać, czy przekładać płatności związane z kosztami stałymi, czy z konserwacją urządzeń, które są wyposażeniem obiektu hotelowego, lub zakup wszelkiego rodzaju środków czystości. O przetrwanie walczą szczególnie małe obiekty hotelowe, ponieważ są to często biznesy, w których pracuje cała rodzina. Jeśli takie obiekty – zwłaszcza położone w górach – nie zarobią w sezonie zimowym, mogą po prostu nie przetrwać i właściciele będą zmuszeni do sprzedaży hotelu – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes  Adam Latek, właściciel Latek Hotels i członek zarządu Polskiej Izby Hotelarzy. Jak zauważa, na rynku nieruchomości jest obecnie dobry czas na zakupy i wielu inwestorów, którzy dotychczas działali w zupełnie innych branżach, interesuje się obiektami hotelowymi czy aparthotelami. – Żaden z hotelarzy nie sprzeda obiektu za połowę ceny czy z obniżką 20-, 30-proc., bo zdaje sobie sprawę, że ceny nieruchomości podczas pandemii nie poszły w dół, wręcz przeciwnie, niektóre wzrosły o 5–10 proc. od zeszłego roku. Spodziewamy się upadłości w branży hotelowej, ale hotelarze będą się przed tym bronić – dodaje członek zarządu Polskiej Izby Hotelarzy. Już od 22 grudnia ubiegłego roku PIH informuje hotelarzy o możliwości składania indywidualnych pozwów sądowych o odszkodowanie od państwa za szkody, czyli straty finansowe oraz utracone korzyści, poniesione z tytułu wprowadzania ograniczeń w funkcjonowaniu branży hotelowej w sposób pozbawiony podstaw prawnych. – Pozwy indywidualne mają większy sens niż pozwy zbiorowe, bo można wnioskować o indywidualne odszkodowanie. W przypadku pozwów zbiorowych jest to mniej skuteczne. Prawnicy Polskiej Izby Hotelarzy już rozmawiają z ponad 50 obiektami hotelowymi, które są na tyle przygotowane, że mają już skrupulatne wyliczenia i z tego, co nam wiadomo, pozwy są już składane. Nasi prawnicy wierzą w niezawisłe sądy. Jeśli widzą zasadność składania pozwów, to widzą także szanse na powodzenie – informuje Adam Latek. Pierwszy taki pozew został złożony 19 lutego. Prawnicy PIH bazują na przekonaniu, że rząd ogranicza działalność gospodarczą niezgodnie z Konstytucją – wydaje rozporządzenia, zamiast wprowadzać zmiany w drodze ustawy. Ponadto zamiast wprowadzić stan wyjątkowy, reguluje życie gospodarcze rozporządzeniami. Dodatkowo ograniczenia nie dotyczą wszystkich – jednym przedsiębiorcom pozwala działać, np. kasynom, a innym, np. restauracjom czy siłowniom, już nie. Hotelarze będą się domagać konkretnych kwot utraconych korzyści na podstawie przychodów uzyskanych w 2019 roku oraz pokrycia wydatków, które wynikają z ograniczeń wprowadzonych przez rząd. Branża hotelarska apeluje również o luzowanie kolejnych obostrzeń. – Chcielibyśmy, aby, po pierwsze, swobodnie mogły działać wszystkie restauracje, jak również inne branże, które są powiązane z hotelarstwem, a po drugie, aby hotele mogły udostępniać gościom nie 50 proc., ale 75 proc. pokoi. Jesteśmy przygotowani na funkcjonowanie w reżimie sanitarnym. Polska Izba Hotelarzy we współpracy z wirusologiem opracowała cały szereg procedur dla branży hotelarskiej, aby zapewnić bezpieczeństwo sanitarne w obiektach hotelowych – przekonuje właściciel Latek Hotels. Na razie jednak – ze względu na duży przyrost liczby zakażeń – zamknięte zostaną obiekty noclegowe w województwie warmińsko-mazurskim, podobnie jak galerie handlowe i instytucje kultury. W pozostałych 15 województwach rząd zdecydował o utrzymaniu 50-proc. limitu miejsc. PIH przywołuje badania brytyjskiego NHS z października 2020 roku, które wykazały, że hotele w niskim stopniu odpowiadają za przenoszenie się infekcji (1,7 proc. nowych zachorowań), podczas gdy w supermarketach wskaźnik ten wyniósł 12,1 proc. – Zakażalność i rozprzestrzenianie się wirusa jest cztery razy mniejsze w hotelach niż w galeriach handlowych, bo każdego gościa w hotelu możemy zweryfikować z imienia i nazwiska przy meldunku, każdemu możemy zmierzyć temperaturę. Zdecydowana większość gości, bo ponad 90 proc., poddaje się wszystkim wytycznym, które im stawiamy podczas pobytu w hotelu – zauważa Adam Latek i zachęca, aby skorzystać ze stoków narciarskich i całej infrastruktury hotelowej, dopóki sezon się nie skończył. – Sugerowałbym, aby wybierać te obiekty hotelowe, które są zamknięte od 28 grudnia i wykazały się bardzo dużą cierpliwością w oczekiwaniu na otwarcie.

Rzeczny zawadiaka, wydra

Film Ala za FB/Nadleśnictwo Karniszewice, Polskie Parki Narodowe, film: Straż Leśna Nadleśnictwa Karnieszewice - 28 Lutego 2021 godz. 12:11
Gdyby zawody olimpijskie dopuszczały udział zwierząt, to w kategorii pływackiej wydra z pewnością zajęłaby podium. W środowisku wodnym, potrafi ona pędzić z prędkością 1,5 metra na sekundę, z dodatkową umiejętnością zwężania i rozszerzania rogówki oka, co pozwala jej równie dobrze widzieć na różnych głębokościach. Straż Leśna Nadleśnictwa Karnieszewice uchwyciła jednak moment poszukiwania przez wydry pokarmu poza środowiskiem wodnym i jak widać – ostatecznie znalazły przysmak! Wydra to zwierzę zupełnie wyjątkowe. Coś jak skrzyżowanie kota z foką. Tego nierozerwalnie związanego z wodą ssaka o lśniącym futerku i sympatycznej mordce, lubi prawie każdy. Stworzenie to prowadzi jednak bardzo skryty tryb życia i nie wielu z nas może pochwalić się tym, że widziało je na własne oczy. Wydra porusza się na lądzie w zgrabnych, lecz przezabawnych skokach. Skacze jak nakręcana sprężynowa zabawka, balansując przy tym swoim ogonem. Wygląda wtedy jak skrzyżowanie tłustej foki, ze zgrabnym i zwinnym kotem. Kiedy przychodzi zima, a biały puch zdąży przykryć ziemię wystarczającą grubą kołdrą,   wydry dostają dosłownie kręćka na punkcie śnieżnych zabaw. Opuszczają swoje schronienia w poszukiwaniu górek i pagórków i oddają się swej ulubionej rozrywce – zjeżdżaniu na śniegu. Zdarza się, że całe rodziny ustawiają się na szczycie wzniesienia w kolejce –zwierzątka zjeżdżają jedno po drugim, po czym biegają z powrotem na górę… i tak w kółko. Wydają przy tym komiczne dźwięki – miauczą, szczekają, mruczą. Potrafią też gwizdać i ćwierkać. Bogata gama odgłosów, z których każdy ma swoje oddzielne znaczenie, służy im porozumiewaniu się w obrębie własnego gatunku.  Wydra jest zwierzęciem prowadzącym głównie nocny tryb życia. Na żer wychodzi po zmroku, a do swej kryjówki wraca zazwyczaj wczesnym rankiem. Dlatego zauważyć ją w jej naturalnym środowisku jest raczej trudno. Zdarza się jednak polować wydrze i za dnia, co jednak często okazuje się dla niej niebezpieczne, ze względu na prześladowanie za strony ludzi.