Koszalin, Poland
KATEGORIA

Wideo

Ponad 520 błędów medycznych i zdarzeń niepożądanych zgłoszono do rejestru Rzecznika Praw Pacjenta. Raportowanie takich danych będzie niedługo obowiązkowe

Film Ala za Newseria.pl - 16 Sierpnia 2022 godz. 7:47
– Dane zarówno z Polski, jak i z badań międzynarodowych pokazują, że ok. 10 proc. pacjentów hospitalizowanych w placówkach medycznych doznaje zdarzeń niepożądanych – mówi Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta. Jak podkreśla, błędy medyczne to problem o dużej skali, do którego rozwiązania ma się przyczynić procedowany właśnie projekt ustawy o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta. Zakłada on m.in. utworzenie tzw. Rejestru Zdarzeń Niepożądanych, czyli ogólnokrajowej niejawnej bazy danych o błędach medycznych. Nie czekając na ustawę, RPP prowadzi taki rejestr od początku tego roku. Do tej pory wpłynęło do niego ponad 520 zgłoszeń. – Podzieliliśmy te zgłoszenia na trzy kategorie. Po pierwsze, te, które dotyczą kwestii klinicznych, czyli szeroko rozumianego procesu terapeutycznego, po drugie, kwestii organizacyjnych i po trzecie – spraw pozostałych – mówi agencji Newseria Biznes Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta. – Wśród sygnałów, które do nas trafiają, są właśnie te dotyczące np. pozostawienia ciała obcego w polu operacyjnym, błędów diagnostycznych czy opóźnienia w postawieniu diagnozy. Dotyczy to zwłaszcza szpitalnych oddziałów ratunkowych. Są również kwestie związane z samowolnym opuszczeniem placówki medycznej przez pacjenta, kwestie samobójstw. Mieliśmy również takie zgłoszenia, które zakwalifikowaliśmy do kategorii „pozostałe”, związane np. z molestowaniem czy mobbingiem. Takich zdarzeń mieliśmy do tej pory dziewięć. Biuro Rzecznika Praw Pacjenta prowadzi rejestr zdarzeń niepożądanych od początku tego roku. Jak podkreśla Bartłomiej Chmielowiec, wdrożenie kompleksowego systemu rejestrowania i oceny zdarzeń niepożądanych jest istotne dla poprawy standardów bezpieczeństwa i w przyszłości pozwoli na wdrożenie właściwych działań naprawczych. To o tyle istotne, że już wkrótce prowadzenie rejestru takich zdarzeń może być obowiązkowe. – Projekt ustawy o jakości i bezpieczeństwie pacjenta zakłada, że Rejestr Zdarzeń Niepożądanych będzie prowadzony dwutorowo. Z jednej strony będzie to rejestr zdarzeń zgłaszanych przez placówki medyczne, a z drugiej zgłaszanych przez samych pacjentów – mówi Rzecznik Praw Pacjenta. Jak wyjaśniono w ocenie skutków wspomnianego projektu, dziś szpitale mogą prowadzić takie rejestry na zasadzie dobrowolności – w ramach celu, jakim jest uczenie się na błędach. To jednak powoduje, że nie wszystkie placówki je wdrażają. Poza tym brak nadzoru nad tym systemem sprawia, że prawdopodobnie znaczna część zdarzeń nie jest zgłaszana w obawie przed konsekwencjami prawnymi. Ze względu na brak dostatecznej ochrony prawnej często zgłaszane są zdarzenia, które w większości nie stanowiły zagrożenia dla pacjenta oraz w których personel medyczny nie miał bezpośredniego udziału. Rejestr Zdarzeń Niepożądanych, prowadzony przez ministra zdrowia, ma być obowiązkowy i niejawny. Wprowadzenie takiego obowiązku wymaga także wdrożenia nadzoru nad tym systemem, co czyni go systemem dwupoziomowym. – Na podstawie zgłoszonych zdarzeń niepożądanych będzie można ukierunkować pewne działania Ministerstwa Zdrowia, Rzecznika Praw Pacjenta i placówek medycznych oraz wydać rekomendacje w zakresie bezpieczeństwa pacjentów. To ma służyć temu, aby wyciągać wnioski, zastanowić się i wskazać konkretnej placówce medycznej, co ma poprawić w swoich działaniach, co było wykonane źle, co należy zmienić, żeby do takich sytuacji nie dochodziło w przyszłości. Trzeba też się zastanowić, czy być może coś źle działa w systemie, być może pewne rozwiązania prawne sprzyjają temu, aby powstały zdarzenia niepożądane, i być może coś należy poprawić na przyszłość – podkreśla ekspert. To właśnie na skutek zgłaszanych pomyłek podczas operacji w 2010 roku wprowadzono do szpitali okołooperacyjną kartę kontrolną, która gromadzi wszystkie informacje na temat pacjenta, jego badań, planowanej operacji. Innym przykładem jest wdrożenie w 2015 roku systemu Triage na szpitalnych oddziałach ratunkowych, który polega na tym, że pacjenci są badani niezwłocznie i oznaczani kolorami pod względem najpilniejszych potrzeb. W ten sposób nie powinno dochodzić do sytuacji, w której pacjent najbardziej potrzebujący pomocy czeka w długiej kolejce na konsultacje z lekarzem. Jak wskazuje Rzecznik Praw Pacjenta, zdarzenia niepożądane dotyczą średnio co 10. pacjenta hospitalizowanego w placówce medycznej. W Polsce skalę tego problemu obrazują też dane przytaczane przez Ministerstwo Zdrowia, z których wynika, że w 2019 roku do wojewódzkich komisji do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych skierowano 861 wniosków, z czego 1/5 dotyczyła śmierci pacjenta. Natomiast w 2018 roku polska prokuratura wszczęła 2217 spraw o błędy medyczne, a do sądów cywilnych wpłynęło 857 pozwów w sprawach o naprawienie szkody wyrządzonej przez służbę zdrowia. – Jako kraj zaczynamy podchodzić do tego na poważnie – mówi Bartłomiej Chmielowiec. – Dane amerykańskie wskazują, że w tamtejszych szpitalach z powodu błędów medycznych umiera przedwcześnie między 44 a 100 tys. pacjentów rocznie. To pokazuje skalę zjawiska. W krajach Europy Zachodniej już dawno się zorientowano, że to jest bardzo poważny problem, bo zdarzenia niepożądane generują przedwczesne zgony. Dlatego w tej chwili w całej Europie Zachodniej mówi się o budowaniu kultury bezpieczeństwa. Na to składa się m.in. rejestrowanie zdarzeń niepożądanych oraz wprowadzanie rozwiązań nakłaniających personel medyczny do tego, żeby te zdarzenia niepożądane zgłaszać. Kolejną kwestią, którą zajmuje się procedowany projekt ustawy, jest wprowadzenie systemu no-fault. Zakłada on, że po zdarzeniu niepożądanym i jego zgłoszeniu przez pacjenta nie skupiamy się na szukaniu winnego, tylko na określeniu, czy do takiego zdarzenia rzeczywiście doszło, a jeśli tak, to bez zbędnej zwłoki pacjentowi wypłacane jest odszkodowanie. – Obecnie w Polsce, aby móc dochodzić roszczeń, trzeba skierować sprawę na drogę postępowania cywilnego. Jest to proces żmudny, długotrwały, bardzo kosztowny, bardzo niepewny, bo mniej więcej procent wygranych ze strony pacjentów oscyluje około 45–50 proc., w zależności od tego, gdzie zostanie skierowane powództwo, czy do sądu rejonowego, czy do sądu okręgowego. Jest to także proces trudny, bo proces cywilny jest elementem sporu, pozywa się drugą stronę, w tym przypadku placówkę medyczną bądź też konkretnego lekarza. Trzeba przedstawić świadków, trzeba przedstawić opinie i dowody potwierdzające zasadność roszczeń. System no-fault od tego odchodzi – wyjaśnia rzecznik. Ustawa zakłada, że pacjent będzie mógł się zgłosić do Rzecznika Praw Pacjenta, przedstawić tam swoje roszczenie i opisać sytuację, a to rolą rzecznika przy wsparciu zespołu ekspertów, biegłych, specjalistów z zakresu różnych dziedzin medycyny będzie ustalenie, czy faktycznie w danej placówce doszło do zdarzenia medycznego. Jeśli postępowanie to potwierdzi, rzecznik przedstawi propozycję wypłaty odszkodowania. Wszystko to ma nastąpić w ciągu trzech miesięcy. Projekt ustawy o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta jest na etapie prac w KPRM. Jak poinformował niedawno minister zdrowia Adam Niedzielski, po uzyskaniu rządowej akceptacji ma trafić do Sejmu we wrześniu.  

S6: Cofanie i jazda pod prąd

Film Ala za Twitter/GDDKiA - 7 Sierpnia 2022 godz. 11:36
Wielu kierowców przedkładało chęć szybkiego wydostania się z zatoru na #S6 w rejonie węzła #Wicimice ponad bezpieczeństwo własne i innych. Mogło to zakończyć się kolejnymi wypadkami. Nagrania, na których są widoczne numery rejestracyjne zostały przekazane policji.

Cykl koncertów jazzowych na Pomorzu Zachodnim

Film Ala za WZP - 3 Sierpnia 2022 godz. 3:26
Wybitni artyści, świetne kompozycje, przyjazny klimat – sierpień i wrzesień na Pomorzu Zachodnim będzie wypełniony jazzowymi brzmieniami. Koncerty zaplanowano w ośmiu miastach regionu - Goleniowie, Stargardzie, Świnoujściu, Koszalinie, Kołobrzegu, Rewalu, Szczecinku, Przelewicach. Muzyczne wydarzenia finansuje Urząd Marszałkowski Województwa Zachodniopomorskiego. Cykl koncertów, podczas których zaprezentują się światowej sławy jazzmani i wschodzące gwiazdy, rozpocznie się 3 sierpnia w Goleniowie, a zakończy 6 września w Koszalinie. Na zachodniopomorskich muzycznych scenach wystąpią m.in. Dorrey Lin Lyles - wokalistka łącząca różne gatunki i style - gospel, blues, R&B, jazz; szerszej publiczności znana z grupy The Weather Girls i przeboju „Its Raining Man”; Freddie Hendrix - znakomity trębacz i kompozytor, który współpracował m.in. Alicią Keys;  Kinga Głyk - basistka jazzowa nazywana wielką nadzieją europejskiego jazzu.      - Letnie koncerty jazzowe na Pomorzu Zachodnim to już tradycja - podkreśla marszałek województwa Olgierd Geblewicz. - W ubiegłym roku w sierpniu zorganizowaliśmy pięć muzycznych spotkań z wybitnymi jazzmanami. Teraz zapraszamy na osiem koncertów. Odbędą się w wyjątkowych miejscach, w wyjątkowym klimacie. W miejscowościach nadmorskich, w zmodernizowanym koszalińskim amfiteatrze i pięknym otoczeniu Ogrodów Przelewice.   Pierwszy koncert już w środę. Goleniowska Rampa Kultura (ul. Dworcowa) 3 sierpnia gościć będzie wybitnych amerykańskich muzyków: Frieddiego Hendrixa & Jazz Brigade oraz Dorrey Lin Lyles. Jako suport (o godz. 19) wystąpi Adam Tadel - kontrabasista jazzowy, który po ukończeniu Akademii Muzycznej w Katowicach przeniósł się na Pomorze Zachodnie.   Utalentowani jazzmani z regionu zaprezentują się także podczas koncertu, który odbędzie się 8 sierpnia w amfiteatrze w Stargardzie (Park Bolesława Chrobrego). Start o godz. 19. Na początek zagrają Unleashed Cooperation - kwintet jazzowy powstały z pomysłu stargardzkiego saksofonisty Krzysztofa Kuśmierka i szczecińskiego pianisty Patryka Matwiejczuka. Grupa eksploruje przeróżne muzyczne przestrzenie, od free, po inspiracje muzyką ludową czy klasyczną https://youtube.com/channel/UCTygX1IlsvVhoerze8ox7eQ Później na scenę wyjdą Sylwester Ostrowski & Jazz Brigade i gwiazda wieczoru - Dorrey Lin Lyles.   Kolejna porcja jazzowych brzmień czeka nas pod koniec wakacji na Wybrzeżu. 28 sierpnia w Świnoujściu wystąpią saksofonista: saksofonista Tytus Łajdecki, Jakub Mizarecki - gwiazda jazzowej gitary młodego pokolenia, oraz ZK Collaboration, czyli perkusista Adam Zagórski i saksofonista Maciek Kądziela, którzy albumem „Slow Food” zadebiutowali w prestiżowej serii Polish Jazz. https://youtube.com/channel/UCuK8DrZmUcpxuUK1q0cD_aA Muzyczna uczta w Parku Zdrojowym (Altana Koncertowa, między ul. Chrobrego i Krzywoustego) rozpocznie się o godz. 19.    Natomiast 6 września jazz zawita do Amfiteatru im. Ignacego Jana Paderewskiego w Koszalinie. Tam również koncert otworzy (godz.19) Tytus Łajdecki - młody szczeciński muzyk, stypendysta Marszałka Województwa Zachodniopomorskiego, student w klasie saksofonu jazzowego prof. Macieja Sikały w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. https://youtube.com/channel/UCkNXsrB7JmybKd5cnrRMueQ   Gwiazdą wieczoru będzie Kinga Głyk - wirtuozka gitary basowej, kompozytorka, która ma na koncie już cztery albumy i koncertuje na europejskich scenach. Przygodę z muzyką rozpoczęła w rodzinnym zespole, występując z ojcem i bratem. Jako osiemnastolatka nagrała pierwszą płytę, a przełomem w jej karierze było wykonanie własnej wersji utworu „Tears in Heaven” Erica Claptona i zaprezentowanie domowego występu serwisie internetowym You Tube  https://youtu.be/S2QmtENFh2Y   Kinga Głyk niedawno koncertowała we Włoszech, w sierpniu ma serię występów w Niemczech, a w Koszalinie wystąpi z Sylwestrem Ostrowskim, szczecińskim saksofonistą tenorowym, kompozytorem, animatorem wydarzeń artystycznych na Pomorzu Zachodnim.   W ramach tegorocznego cyklu koncertów jazzowe brzmienia usłyszymy również w Rewalu (21 sierpnia), Kołobrzegu (31 sierpnia), Szczecinku (1 września) i Przelewicach (2 września).   Wszystkie wydarzenia są finansowane przez samorząd województwa zachodniopomorskiego. Wstęp na koncerty będzie bezpłatny.  

Cykl koncertów jazzowych na Pomorzu Zachodnim

Film Ala za WZP - 3 Sierpnia 2022 godz. 3:26
Wybitni artyści, świetne kompozycje, przyjazny klimat – sierpień i wrzesień na Pomorzu Zachodnim będzie wypełniony jazzowymi brzmieniami. Koncerty zaplanowano w ośmiu miastach regionu - Goleniowie, Stargardzie, Świnoujściu, Koszalinie, Kołobrzegu, Rewalu, Szczecinku, Przelewicach. Muzyczne wydarzenia finansuje Urząd Marszałkowski Województwa Zachodniopomorskiego. Cykl koncertów, podczas których zaprezentują się światowej sławy jazzmani i wschodzące gwiazdy, rozpocznie się 3 sierpnia w Goleniowie, a zakończy 6 września w Koszalinie. Na zachodniopomorskich muzycznych scenach wystąpią m.in. Dorrey Lin Lyles - wokalistka łącząca różne gatunki i style - gospel, blues, R&B, jazz; szerszej publiczności znana z grupy The Weather Girls i przeboju „Its Raining Man”; Freddie Hendrix - znakomity trębacz i kompozytor, który współpracował m.in. Alicią Keys;  Kinga Głyk - basistka jazzowa nazywana wielką nadzieją europejskiego jazzu.      - Letnie koncerty jazzowe na Pomorzu Zachodnim to już tradycja - podkreśla marszałek województwa Olgierd Geblewicz. - W ubiegłym roku w sierpniu zorganizowaliśmy pięć muzycznych spotkań z wybitnymi jazzmanami. Teraz zapraszamy na osiem koncertów. Odbędą się w wyjątkowych miejscach, w wyjątkowym klimacie. W miejscowościach nadmorskich, w zmodernizowanym koszalińskim amfiteatrze i pięknym otoczeniu Ogrodów Przelewice.   Pierwszy koncert już w środę. Goleniowska Rampa Kultura (ul. Dworcowa) 3 sierpnia gościć będzie wybitnych amerykańskich muzyków: Frieddiego Hendrixa & Jazz Brigade oraz Dorrey Lin Lyles. Jako suport (o godz. 19) wystąpi Adam Tadel - kontrabasista jazzowy, który po ukończeniu Akademii Muzycznej w Katowicach przeniósł się na Pomorze Zachodnie.   Utalentowani jazzmani z regionu zaprezentują się także podczas koncertu, który odbędzie się 8 sierpnia w amfiteatrze w Stargardzie (Park Bolesława Chrobrego). Start o godz. 19. Na początek zagrają Unleashed Cooperation - kwintet jazzowy powstały z pomysłu stargardzkiego saksofonisty Krzysztofa Kuśmierka i szczecińskiego pianisty Patryka Matwiejczuka. Grupa eksploruje przeróżne muzyczne przestrzenie, od free, po inspiracje muzyką ludową czy klasyczną https://youtube.com/channel/UCTygX1IlsvVhoerze8ox7eQ Później na scenę wyjdą Sylwester Ostrowski & Jazz Brigade i gwiazda wieczoru - Dorrey Lin Lyles.   Kolejna porcja jazzowych brzmień czeka nas pod koniec wakacji na Wybrzeżu. 28 sierpnia w Świnoujściu wystąpią saksofonista: saksofonista Tytus Łajdecki, Jakub Mizarecki - gwiazda jazzowej gitary młodego pokolenia, oraz ZK Collaboration, czyli perkusista Adam Zagórski i saksofonista Maciek Kądziela, którzy albumem „Slow Food” zadebiutowali w prestiżowej serii Polish Jazz. https://youtube.com/channel/UCuK8DrZmUcpxuUK1q0cD_aA Muzyczna uczta w Parku Zdrojowym (Altana Koncertowa, między ul. Chrobrego i Krzywoustego) rozpocznie się o godz. 19.    Natomiast 6 września jazz zawita do Amfiteatru im. Ignacego Jana Paderewskiego w Koszalinie. Tam również koncert otworzy (godz.19) Tytus Łajdecki - młody szczeciński muzyk, stypendysta Marszałka Województwa Zachodniopomorskiego, student w klasie saksofonu jazzowego prof. Macieja Sikały w Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. https://youtube.com/channel/UCkNXsrB7JmybKd5cnrRMueQ   Gwiazdą wieczoru będzie Kinga Głyk - wirtuozka gitary basowej, kompozytorka, która ma na koncie już cztery albumy i koncertuje na europejskich scenach. Przygodę z muzyką rozpoczęła w rodzinnym zespole, występując z ojcem i bratem. Jako osiemnastolatka nagrała pierwszą płytę, a przełomem w jej karierze było wykonanie własnej wersji utworu „Tears in Heaven” Erica Claptona i zaprezentowanie domowego występu serwisie internetowym You Tube  https://youtu.be/S2QmtENFh2Y   Kinga Głyk niedawno koncertowała we Włoszech, w sierpniu ma serię występów w Niemczech, a w Koszalinie wystąpi z Sylwestrem Ostrowskim, szczecińskim saksofonistą tenorowym, kompozytorem, animatorem wydarzeń artystycznych na Pomorzu Zachodnim.   W ramach tegorocznego cyklu koncertów jazzowe brzmienia usłyszymy również w Rewalu (21 sierpnia), Kołobrzegu (31 sierpnia), Szczecinku (1 września) i Przelewicach (2 września).   Wszystkie wydarzenia są finansowane przez samorząd województwa zachodniopomorskiego. Wstęp na koncerty będzie bezpłatny.  

Pracownicy budżetówki i nauczyciele walczą o 20-proc. podwyżki płac

Film Ala za Newseria.pl - 3 Sierpnia 2022 godz. 3:14
Protest pracowników budżetówki trwa od ponad tygodnia, a na sierpień zaplanowana jest duża akcja protestacyjna w Warszawie. Protestujący podkreślają, że ich wynagrodzenia są niewspółmierne do inflacji i domagają się 20-proc. podwyżek płac. Natomiast propozycję rządu, która zakłada w przyszłym roku wzrost o 7,8 proc., wprost określają jako skandaliczną. O podwyżki walczą również nauczyciele. – Protesty będą kontynuowane i nasilane w zależności od tego, jaka będzie reakcja rządu. Pierwszym etapem są pikiety pod urzędami wojewódzkimi, ale jeśli rząd nie zareaguje na nasze oczekiwania, przewidujemy też manifestacje w Warszawie i inne działania, które będą już podejmować nasze poszczególne organizacje członkowskie, działające w sferze finansów publicznych – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Radzikowski, przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. Ogólnopolski protest pracowników sfery budżetowej rozpoczął się w sobotę 23 lipca br. Związkowcy organizacji członkowskich OPZZ pikietowali już przed siedzibami urzędów wojewódzkich m.in. w Gdańsku, Poznaniu, Katowicach i Zielonej Górze. – Oczekujemy 20-proc. wzrostu wynagrodzeń w sferze budżetowej na przyszły rok. Wszystkie trzy centrale związkowe mają w tej sprawie wspólne stanowisko – podkreśla Andrzej Radzikowski. – Te 20 proc. to tak naprawdę nie jest wzrost, ale próba odtworzenia realnej siły nabywczej tej grupy pracowników. W ciągu 15 lat wynagrodzenia pracowników budżetówki były waloryzowane tylko pięciokrotnie. Tymczasem inflacja tylko w tym roku sięga już 15–16 proc. Dlatego w naszej ocenie to jest i tak skromna propozycja. OPZZ podkreśla, że 20-proc. podwyżka płac i tak nie zrekompensuje skumulowanej inflacji z ostatnich lat. Wynagrodzenia w tym sektorze były przez długi czas zamrożone, więc uwzględniając wskaźnik inflacji, można mówić o spadku realnej płacy w ciągu ostatnich 15 lat. Podobnie wyglądają tegoroczne wskaźniki. Rząd przyznał pracownikom sfery budżetowej podwyżki na poziomie 4,4 proc., natomiast inflacja w lipcu br. – według wstępnych danych GUS – wyniosła 15,5 proc. To oznacza, że de facto realna płaca w budżetówce spadła. – Teraz rząd proponuje nam wzrost na poziomie niecałych 8 proc., planując, że inflacja w przyszłym roku będzie też na tym samym poziomie. Niestety to są nierealne prognozy, ponieważ inflacja w przyszłym roku będzie wyższa – mówi przewodniczący OPZZ. Zgodnie z ostatnią prognozą NBP w tym roku średnioroczna inflacja będzie na poziomie 14,2 proc., a w przyszłym – na tylko nieco niższym – 12,3 proc. – To nie jest wina pracowników, że ceny rosną. Natomiast to powoduje, że następuje po prostu spadek poziomu życia i naturalną reakcją pracowników jest to, że oczekują wzrostu wynagrodzeń – podkreśla Andrzej Radzikowski. – Wydaje się, że jest przestrzeń do wzrostu, skoro rosną ceny, to rosną też zyski przedsiębiorstw i przedsiębiorców. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego też wynika, że wzrost wydajności pracy w Polsce wyprzedza wzrost wynagrodzeń. Czyli wzrost wynagrodzeń nie jest wzrostem inflacyjnym, bo on jest opłacony przez wzrost produkcji czy wzrost liczby usług. OPZZ wprost nazywa zaproponowaną przez rząd podwyżkę płac skandaliczną i dalece niewystarczającą dla wyrównania straty związanej z galopującą inflacją. Według danych przytaczanych przez organizację tylko w I kwartale tego roku przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w państwowej sferze budżetowej spadło realnie o 3,6 proc. w ujęciu kwartalnym. Główną tego przyczyną była właśnie galopująca inflacja. Związkowcy podkreślają, że przyznanie im symbolicznej, 4,4-proc. podwyżki i odmrożenie funduszu nagród nie jest w stanie zrekompensować im drastycznego wzrostu cen. – Inne grupy zawodowe też już protestują. Mieliśmy przecież protesty energetyków, protesty górników, w wielu zakładach przemysłowych rozpoczęły się ponowne w tym roku negocjacje dotyczące wzrostu wynagrodzeń – mówi przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. – Jeśli chodzi o wysokość płac, to w tej chwili w najgorszej sytuacji jest oświata. Tam od wielu lat były bardzo symboliczne podwyżki. Minister zapowiedział, że one będą, ale głównie dla nauczycieli dopiero rozpoczynających pracę. Ale to tak naprawdę wynika ze wzrostu płacy minimalnej, bo gdyby on nie nastąpił, to od stycznia przyszłego roku wielu nauczycieli musiałoby dostawać dodatki wyrównawcze do płacy minimalnej. Jak wyjaśnia Związek Nauczycielstwa Polskiego, teraz początkujący nauczyciele zarabiają 3079 zł brutto. To o 304 zł mniej, niż będzie od przyszłego roku wynosić płaca minimalna. ZNP domaga się więc 20-proc. wzrostu wynagrodzeń dla wszystkich nauczycieli, również mianowanych i dyplomowanych. Tę propozycję poparł Senat, wprowadzając do nowelizacji ustawy Karta Nauczyciela stosowne poprawki. 5 sierpnia zajmie się nimi Sejm. – Próbuje się pokazać opinii publicznej, że jest dużo lepiej, ponieważ kumuluje się i podaje się wynagrodzenie pracowników nie za etat, tylko również za pracę w godzinach nadliczbowych. To jest bardzo duże zakłamanie rzeczywistości. Dzisiaj brakuje nauczycieli w szkołach, wielu z nich pracuje na półtora etatu, zarabia więcej, ale to nie jest podwyżka i to też nie ilustruje poziomu wynagrodzeń. Jako OPZZ uważamy, że podstawą do życia pracowniczego powinno być wynagrodzenie za etat, a nie za dodatkową pracę w soboty, w niedziele czy ponad etat – mówi Andrzej Radzikowski. Jak podkreśla, niskie wynagrodzenia powodują sukcesywny odpływ pracowników ze sfery budżetowej do innych sektorów, w których mogą liczyć na lepsze pensje. – Wielu nauczycieli odchodzi z pracy, wiemy też, że są kłopoty z pracownikami w ochronie zdrowia, w wielu urzędach publicznych. Nawet teraz w Radzie Dialogu Społecznego, której przewodzę, praktycznie nie ma miesiąca, żeby ktoś się nie zwolnił, bo znalazł lepiej płatną pracę poza sferą budżetową – mówi przewodniczący OPZZ.

Senator M. Kochan: Żadne dziecko nie rodzi się złe. Prawa dziecka w czasie rządów PiS

Film Ala z mat. inf. - 28 Lipca 2022 godz. 10:21
- Rząd chce karać dzieci już od 10 roku życia. Sejm to uchwalił, prezydent podpisał - mówiła podczas konferencji prasowej senator Magdalena Kochan. Uważa ona, że powinniśmy dociekać przyczyn zachowań młodych ludzi. - Powodem, dla którego dziecko, które wkracza na drogę przestępstwa jest to, że pomocy nie udzielili mu dorośli. A nowe przepisy zaostrzają sposób postępowania wobec nieletnich, którzy złamali prawo, bo nawet za błahe przewinienia, np. namalowanie graffiti na murze, młody człowiek będzie mógł trafić przed oblicze sądu. Parlamentarzystka skrytykowała też możliwość użycia wobec nawet 10-letnich dzieci środków przymusu bezpośredniego. - Mogą to być kajdanki, pasy bezpieczeństwa, odosobnienie, czy czternaście dni w sali adaptacyjnej lub dwa dni w sali izolacyjnej. Taka dwudniowa resocjalizacja ma wyglądać tak, że ten młody człowiek nie będzie miał z nikim kontaktu - powiedziała Magdalena Kochan. - Ustawa ta pozbawia dzieci, które mają problem z prawem pozbawia obrońcy. Sędzia może w każdej chwili odstąpić od wyznaczenia obrońcy z urzędu - dodała.  Ustawa o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich zakłada m.in., że nieletni sprawcy najpoważniejszych przestępstw, takich jak zabójstwo czy gwałt, będą obligatoryjnie trafiali do zakładów poprawczych. Nowe przepisy wejdą w życie 1 września.