Prezes PŻB Piotr Redmerski, który kierował państwową spółką od 2016 roku do stycznia 2021 roku, a w kwietniu 2024 roku wrócił na stanowisko prezesa, ocenił stawiany mu zarzut jako „kuriozalny”.
- To jest szukanie kozła ofiarnego - publicznie ocenia ten akt Redmerski. - Cieszę się, że będzie ten proces. Chętnie opowiem o patologiach w ówczesnym ministerstwie gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej, o próbie budowania promu wbrew zasadom rynkowym. Mam nadzieję, że sąd bardzo wnikliwie przeanalizuje tę sprawę i to, jak funkcjonują spółki Skarbu Państwa. PŻB była oszukiwana przez ministerstwo i przez MSR Gryfia - podkreślił Redmerski.

Prezes PŻB wyjaśnił, że mówiąc o „oszustwach”, miał na myśli m.in. wyrejestrowanie budowanego promu z Polskiego Rejestru Statków. - Stocznia zrobiła to dosłownie po tygodniu. My o tym nie wiedzieliśmy - twierdzi Redmerski.
Wyrejestrowanie jednostki z PRS spowodowało, że stępka, którą w czerwcu 2017 roku symbolicznie ostukiwał młoteczkiem ówczesny wicepremier Mateusz Morawiecki, miała później wyłącznie wartość złomu.

Ponadto Redmerski jest przekonany, że budowa promu w Szczecinie była „projektem politycznym”. Kontrakt podpisała Morska Stocznia Remontowa Gryfia, a prace miały być realizowane na terenie Szczecińskiego Parku Przemysłowego, czyli dawnej Stoczni Szczecińskiej. Nowoczesny prom Ro-Pax dla PŻB, działającej pod marką Polferries, był jednym z tematów kampanii wyborczych.

Prezes przypomniał również, że w 2017 roku PŻB finalizowała zakup używanego promu, który później operował na Bałtyku jako M/F Cracovia. - Ministerstwo wstrzymywało nam zakup Cracovii w zamian za podpisanie kontraktu z Gryfią - powiedział Redmerski.
Szef PŻB przyznał, że wielokrotnie domagał się od MSR Gryfia gwarancji, że stocznia będzie w stanie wybudować prom Ro-Pax, czyli jednostkę towarowo-pasażerską. Jak podkreślił, stocznia składała wówczas oświadczenia, że ma kooperantów budujących takie jednostki i będzie z nimi współpracować. Z kolei Skarb Państwa deklarował dokapitalizowanie MSR Gryfia, co miało pozwolić na unowocześnienie parku maszynowego i rozwój potencjału produkcyjnego stoczni. - Zostałem odwołany ze stanowiska 11 lutego 2021 roku. Dzień po tym, jak zażądałem od MSR Gryfia zwrotu zaliczki - podsumował Redmerski.
Drugim oskarżonym jest ówczesny członek zarządu ds. inwestycji tonażowych PŻB, który pełnił tę funkcję od lutego 2017 roku do czerwca 2020 roku.
Prokuratura zarzuca oskarżonym, że w okresie od 8 marca 2017 roku do 14 maja 2019 roku, jako osoby zobowiązane do zajmowania się sprawami majątkowymi Polskiej Żeglugi Bałtyckiej S.A., nie zachowali ostrożności wymaganej w danych okolicznościach. Według śledczych podpisali z Morską Stocznią Remontową Gryfia S.A. kontrakt na zaprojektowanie, wybudowanie i dostawę promu, mimo że stocznia nie była przygotowana do realizacji projektu ani ekonomicznie, ani organizacyjnie.

Prokuratura wskazuje na złą sytuację finansową i majątkową stoczni, brak odpowiedniego zaplecza technicznego oraz brak kadry pracowników z wystarczającym doświadczeniem w budowie promów typu Ro-Pax. Następnie, jak wynika z zarzutów, podpisane zostały kolejne aneksy do kontraktu: aneks nr 3, dotyczący modyfikacji projektu kontraktowego, oraz aneks nr 4, dotyczący opracowania i nabycia projektu technicznego promu, w tym przeprowadzenia badań modelowych i uzyskania odpowiednich uzgodnień lub zatwierdzeń przez Polski Rejestr Statków.
Według prokuratury nastąpiło to mimo tego, że stocznia nadal nie była przygotowana ekonomicznie i organizacyjnie do wybudowania promu. W efekcie Polska Żegluga Bałtycka miała ponieść szkodę majątkową w wielkich rozmiarach w łącznej wysokości 7 589 900 zł.
Śledczy zarzucają również podpisanie z MSR Gryfia aneksu nr 2 do kontraktu, dotyczącego wykonania pierwszej sekcji dna podwójnego kadłuba promu Ro-Pax. Zdaniem prokuratury doszło do tego w sytuacji, gdy do dnia sporządzenia dokumentacji pierwszej sekcji promu i podpisania aneksu nie wykonano w całości projektu kontraktowego promu oraz nie sporządzono projektu technicznego w zakresie wymaganym do zaprojektowania pierwszej sekcji.

Skutkiem tego PŻB miała ponieść szkodę w wysokości 725 660 zł. Po odliczeniu kwoty 197 000 zł, uzyskanej ze sprzedaży zezłomowanej „stępki”, daje to 528 660 zł.
Wartość szkody
Przy ustalaniu wysokości szkody poniesionej przez PŻB prokuratura uwzględniła sumy wydatkowane na wykonanie kontraktu. Chodzi o nabycie projektu kontraktowego za 500 tys. zł, pierwszej sekcji promu za 725 660 zł, zmodyfikowanej wersji projektu kontraktowego za 89 900 zł oraz kolejnych pakietów projektu technicznego, przekazywanych na podstawie aneksu nr 4, za łączną kwotę 7 mln zł.
Jako niemające bezpośredniego związku z realizacją kontraktu potraktowano natomiast kwoty przeznaczone na sfinansowanie przechowywania pierwszej sekcji promu oraz wydatki PŻB na różnego rodzaju opinie, analizy, konsultacje, tłumaczenia i raporty. Wynika to z opinii Biura Ekspertyz Sądowych.
Po odliczeniu tych kwot oraz 197 tys. zł uzyskanych ze sprzedaży pierwszej sekcji promu przyjęto, że wskutek czynności podejmowanych przez obu podejrzanych Polska Żegluga Bałtycka poniosła szkodę majątkową w wielkich rozmiarach w łącznej wysokości 8 118 560 zł.
Oskarżeni nie przyznają się do winy
Oskarżeni nie przyznali się do popełnienia zarzucanego im czynu. Za przestępstwo z art. 296 par. 1 Kodeksu karnego grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności.
Informację przekazała rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Szczecinie Małgorzata Wojciechowicz.