Były samorządowiec najpierw zamieścił w mediach społecznościowych emocjonalny komentarz,

a następnie opublikował post: „Tak było z pierwszą próbą budowy portu w Unieściu. Potem już nigdy nie było tak dobrych warunków finansowania”. Do wpisu dołączył archiwalny artykuł „Głosu Koszalińskiego” z listopada 2004 roku, przypominając jedną z najważniejszych, a zarazem najbardziej kontrowersyjnych inwestycyjnych debat sprzed lat.
Link do posta: TUTAJ.
Choiński podkreśla, że przed laty gmina miała wyjątkową szansę na pozyskanie ogromnych środków unijnych na budowę nowego portu rybackiego przy kanale w Unieściu. Jak zaznacza, do wykorzystania było blisko 50 mln euro, a warunki finansowania były niezwykle korzystne. Projekt mógł zostać zrefundowany w całości, co oznaczało możliwość uzyskania przez gminę środków pokrywających 100 procent poniesionych nakładów.
Jednak mimo wielomiesięcznych rozmów z rybakami z Chłopów i Unieścia nie udało się przekonać środowiska do wspólnego działania. Tylko nieliczni dostrzegli w tej inwestycji realną szansę rozwojową. Większość pozostała sceptyczna, a część zaczęła kierować protesty. W tej sytuacji nie było szans ani na skuteczne złożenie wniosku, ani na uzyskanie wielomilionowej dotacji. „Ot, prawa demokracji”- podsumował.
Archiwalny materiał prasowy pokazuje, że już w 2004 roku temat portu wywoływał duże emocje. Artykuł zatytułowany „Awantura o port” opisywał spór pomiędzy władzami gminy a lokalnymi rybakami. Z jednej strony samorząd widział w inwestycji historyczną szansę na rozwój i modernizację infrastruktury rybackiej. Z drugiej strony wielu rybaków sprzeciwiało się przeniesieniu działalności w rejon kanału jamneńskiego, oddalonego o kilka kilometrów od ich dotychczasowej przystani.
W przywoływanych relacjach rybacy zwracali uwagę przede wszystkim na codzienny wymiar swojej pracy i przywiązanie do obecnego miejsca. Podkreślali, że przystań znajduje się blisko domów, jest oswojona i praktyczna. Obawiali się, że nowy port oznaczałby nie tylko zmianę lokalizacji, ale także podporządkowanie ich pracy nowym zasadom i interesom, które niekoniecznie odpowiadałyby ich potrzebom.
Z kolei ówczesny wójt Zbigniew Choiński mając realną wizje portu argumentował, że tak korzystnej oferty finansowania nie wolno było odrzucać. Przekonywał, że nowoczesny port byłby szansą nie tylko dla samych rybaków, ale również dla całej gminy. W jego ocenie inwestycja mogła stać się impulsem rozwojowym, który w przyszłości wzmocniłby znaczenie Unieścia i Mielna.
Były wójt przypomina również, że nie była to jedyna utracona możliwość. Jak zaznacza, później pojawiła się jeszcze szansa na skorzystanie z programu wsparcia dla rybaków, którzy mogli tworzyć czteroosobowe grupy i otrzymać po 150 tys. zł na osobę na inwestycje związane z działalnością rybacką. Teoretycznie mogło powstać pięć lub sześć takich grup, jednak nie powstała ani jedna. W ocenie Choińskiego była to największa niewykorzystana szansa rozwoju gminy w ciągu minionego dwudziestolecia samorządu.
W swoim wpisie były samorządowiec zwraca też uwagę, że kolejne programy pomocowe, choć nadal istniały, nie dawały już tak dobrych warunków jak wcześniej. Z czasem rosła konkurencja o środki, a pula dostępnych pieniędzy stawała się coraz mniejsza. Jego zdaniem to właśnie początek lat dwutysięcznych był momentem, w którym inwestycję można było zrealizować na dobrych zasadach.
Dzisiejsza dyskusja o „Porcie Koszalin” pokazuje więc, że temat portowej infrastruktury w tym rejonie jest nadal "żywy". Powraca po latach w zmienionych realiach politycznych, gospodarczych i społecznych, ale wciąż dotyka tych samych pytań: o rozwój, o wykorzystanie historycznych szans, o zgodę społeczną i o to, czy lokalna wspólnota potrafi mówić jednym głosem w sprawach strategicznych.
Wpis Zbigniewa Choińskiego i przypomnienie artykułu sprzed ponad dwóch dekad to nie tylko powrót do lokalnej historii. To także wyraźny głos w obecnej debacie, głos człowieka który uważa, że jedna z największych rozwojowych szans dla gminy została wówczas zaprzepaszczona.