Koszalin, Poland
wydarzenia

Piotr Rowiński, prezes MZK: "Port Koszalin to projekt o wyjątkowym znaczeniu"

Autor eWok, fot. archiwum 2 godziny temu
W Koszalinie rozpoczęła się coraz bardziej konkretna dyskusja o potrzebie budowy „Portu Koszalin” na jeziorze Jamno. Temat wrócił z nową siłą po publikacji naszego artykułu „Dość gadania o potencjale. Port na Jamnie to moment prawdy dla Koszalina”, którego głównym przesłaniem było wezwanie do odejścia od samego mówienia o bliskości morza i przejścia do realnych działań, które sprawią, że stanie się ono rzeczywistą częścią tożsamości miasta. Głos w tej sprawie zabrał Piotr Rowiński, prezes zarządu MZK Koszalin. To stanowisko ma szczególne znaczenie, ponieważ miejski przewoźnik posiada w swojej flocie statek „Julek” oraz zarządza przystanią w Jamnie. To właśnie przystań i rejsy „Julkiem”, obok kolejki wąskotorowej, należą do najbardziej rozpoznawalnych atrakcji turystycznych Koszalina.

Prezes MZK nie ukrywa, że z dużym zainteresowaniem obserwuje działania związane z projektem trwałego połączenia jeziora Jamno z Morzem Bałtyckim. Jak podkreśla, jest to przedsięwzięcie o znaczeniu nie tylko infrastrukturalnym, ale również rozwojowym i tożsamościowym.

 

– Z dużą uwagą i uznaniem przyjmuję kierunek działań zainicjowanych przez Prezydenta Koszalina Tomasza Sobieraja oraz zaangażowane samorządy. Przedstawiona koncepcja trwałego połączenia jeziora Jamno z Morzem Bałtyckim to dla mnie projekt o wyjątkowym znaczeniu,  nie tylko infrastrukturalnym, ale przede wszystkim rozwojowym i tożsamościowym dla całego Pomorza Zachodniego, a nawet nie boję się użyć stwierdzenia, że dla całego kraju – zaznaczył Piotr Rowiński.

 

Jak dodał, z perspektywy osoby zarządzającej przystanią w Jamnie widać wyraźnie, że jezioro ma ogromny potencjał w zakresie rozwoju turystyki żeglarskiej, rekreacji oraz nowoczesnych usług związanych z gospodarką czasu wolnego. To właśnie te funkcje, jego zdaniem, najlepiej odpowiadają charakterowi tego miejsca i mogą wyznaczać jego przyszłość.

 

Prezes MZK zwrócił także uwagę, że obecna inicjatywa ma szczególną wartość, ponieważ nie zatrzymuje się na poziomie ogólnych deklaracji. W jego ocenie istotne jest to, że projekt wszedł już w etap konkretnych działań analitycznych, konsultacyjnych i organizacyjnych.

– Szczególnie cenne jest dla mnie to, że projekt nie pozostaje na poziomie ogólnych deklaracji, a przechodzi w etap konkretnych działań analitycznych, konsultacyjnych i organizacyjnych. Podpisanie listu intencyjnego przez pięć samorządów oraz włączenie do rozmów szerokiego grona interesariuszy, w tym środowisk żeglarskich i biznesowych, pokazuje, że mamy do czynienia z poważnym i odpowiedzialnym podejściem do tematu – podkreślił.

 

Jednocześnie Piotr Rowiński zaznaczył, że tak duże przedsięwzięcie będzie wymagało odpowiedzialnego podejścia i uwzględnienia wielu istotnych kwestii. Wśród najważniejszych wymienił uwarunkowania techniczne, środowiskowe, własnościowe oraz konieczność ścisłej współpracy i koordynacji między wieloma instytucjami.

W jego ocenie szczególnie ważne jest to, że obecny etap prac skupia się na rzetelnym zebraniu danych i przygotowaniu spójnej koncepcji dla całego obszaru jeziora Jamno. To właśnie taki sposób działania daje szansę, by ambitna wizja nie zakończyła się jedynie na pomyśle, ale mogła zostać przełożona na rzeczywiste rozwiązania.

Prezes MZK zadeklarował również pełne wsparcie dla inicjatywy i gotowość do współpracy w kolejnych etapach jej rozwoju.

 

– Deklaruję pełne wsparcie dla tej inicjatywy oraz gotowość do współpracy na kolejnych etapach jej rozwoju. Jestem przekonany, że konsekwentnie realizowany projekt może stać się impulsem, który realnie zmieni sposób funkcjonowania jeziora Jamno i wzmocni pozycję Koszalina jako miasta rzeczywiście otwartego na morze. Kibicuję tej wizji i wierzę, że przy odpowiedniej determinacji oraz współpracy wszystkich stron ma ona szansę przejść od ambitnej koncepcji do realnej zmiany – podsumował.

Dyskusja o „Porcie Koszalin” na jeziorze Jamno pokazuje, że temat morskich aspiracji miasta wraca dziś w nowej, bardziej konkretnej formule. Nie chodzi już wyłącznie o symboliczne podkreślanie bliskości Bałtyku, ale o stworzenie realnej infrastruktury i funkcji, które mogłyby na nowo zdefiniować rolę Jamna w życiu miasta oraz całego regionu.

 

Czytaj też

Dość gadania o potencjale. Port na Jamnie to moment prawdy dla Koszalina

eWok, fot. WZP - 8 Kwietnia 2026 godz. 4:23
Koszalin od lat ma z morzem relację dziwną, nie do końca uczciwą. Z jednej strony lubi o nim mówić, chętnie się nim reklamuje, podkreśla bliskość Bałtyku, opowiada o swoim położeniu, o Jamnie, o potencjale, o szansach. Z drugiej strony od dekad zachowuje się tak, jakby morze było raczej dekoracją niż realnym kierunkiem rozwoju. Trochę jak człowiek, który codziennie stoi przed zamkniętymi drzwiami, ale nigdy nie sprawdza, czy przypadkiem nie wystarczyłoby po prostu nacisnąć klamki. Teraz Koszalin postanowił otworzyć te drzwi. Pomysł portu na Jamnie wraca regularnie. Wraca, bo jest zbyt sensowny, żeby całkiem umrzeć, i zbyt duży, żeby dało się go łatwo zrealizować. To projekt, który drażni wszystkich wyznawców małości. Tych, którzy na każde ambitniejsze przedsięwzięcie reagują odruchowo: „to się nie uda”, „to za drogie”, „to nierealne”, „to fantazja”. W Polsce takich ekspertów od niemożliwości nigdy nie brakuje. Są obecni wszędzie tam, gdzie trzeba coś zbudować, pomyśleć odważniej albo wyjść poza administrowanie bylejakością.    Wiekowa wizja   A przecież historia Koszalina pokazuje jasno: to miasto od wieków próbowało zbliżyć się do morza nie tylko geograficznie, ale także gospodarczo i symbolicznie. Już w średniowieczu kupowano ziemie wokół Jamna, by mieć dostęp do jeziora, a dalej do Bałtyku. Potem pojawiały się kolejne koncepcje. W PRL-u rysowano porty, kanały, stocznie, przedłużenia ulic, śmiałe układy komunikacyjne. Wszystko wyglądało dobrze na papierze. Jak zwykle. Wiele rzeczy w tym kraju świetnie wygląda na papierze. Problem zaczyna się wtedy, gdy trzeba papier zamienić na beton, stal, decyzje i pieniądze.   Koszalin to nie Gdynia Dlatego właśnie tak ciekawa była wizja profesora Witolda Andruszkiewicza. Bo to nie był kolejny megalomański sen o Koszalinie jako drugiej Gdyni. To nie była bajka o dźwigach, kontenerach i przemysłowym imperium. To było myślenie o porcie turystyki morskiej. O marinach, żeglarstwie, ruchu jachtowym, rekreacji, usługach, nowoczesnej gospodarce czasu wolnego. Czyli dokładnie o tym, co dziś ma sens. Profesor widział coś, czego wielu lokalnych realistów nie potrafi dostrzec nawet teraz: że nowoczesność nie polega na kopiowaniu wielkich portów towarowych, tylko na znalezieniu własnej specjalizacji.   Prezydent Koszalina wkracza do gry I oto dziś, po latach, temat znów wraca. Tym razem za sprawą prezydenta Koszalina Tomasza Sobieraja, który postanowił nie traktować sprawy jak kolejnego jubileuszowego sloganu, lecz jako punkt wyjścia do realnych działań. List intencyjny podpisany 22 września 2025 roku przez pięć samorządów to nie jest jeszcze przełom historyczny, ale jest czymś znacznie cenniejszym od kolejnej efektownej konferencji: sygnałem, że ktoś wreszcie próbuje nadać tej sprawie strukturę, partnerów, kierunek i sens. Z tego powodu ruszyły kolejne działania: spotkania z Wodami Polskimi, rozmowy z samorządami, konsultacje z Jacht Klubem Koszalin, przedstawicielami biznesu i innymi interesariuszami. W lutym 2026 roku do sygnatariuszy trafił szczegółowy kwestionariusz, który ma pomóc stworzyć pierwsze naprawdę spójne opracowanie dla całego obszaru oddziaływania jeziora Jamno.    Bałtyk to już nie marzenie I tu trzeba powiedzieć jasno: jeśli z tego projektu coś ma być, to teraz zaczyna się moment najtrudniejszy. Nie na etapie marzenia, tylko na etapie żmudnej roboty. Ankiety, uzgodnienia, analizy, środowisko, hydrotechnika, własność gruntów, przebudowa mostu, śluza, wrota sztormowe, marina, finansowanie, kompetencje Wód Polskich, Urzędu Morskiego, samorządów, prywatnych właścicieli. To nie jest film promocyjny. To jest test dojrzałości lokalnej klasy politycznej i administracyjnej. Bo prawda jest brutalna: Koszalin nie cierpi dziś na brak pomysłów. Koszalin cierpi na chroniczny deficyt konsekwencji. Tu od lat nie brak opowieści o szansach, możliwościach, atutach i potencjale. Brakuje natomiast determinacji, by zaryzykować coś większego niż bezpieczne zarządzanie zastanym stanem rzeczy. Za często zadowalamy się rolą „solidnego miasta regionalnego”. Tylko że „solidne miasto regionalne” to określenie, które dobrze brzmi wyłącznie w urzędniczych prezentacjach. W realnym świecie miasta albo walczą o swoją przyszłość.   Nie godzimy się na przeciętność Przeciętność to najgroźniejsza pułapka dla Koszalina. Nie spektakularna katastrofa. Nie wielki kryzys. Tylko właśnie to spokojne osuwanie się w model miasta, które niby funkcjonuje, niby ma uczelnię, niby ma kulturę, niby ma położenie, ale niczego z tego naprawdę nie przekuwa w nową energię rozwojową. Port na Jamnie jest tak ważny właśnie dlatego, że wykracza poza samą inwestycję. On stawia fundamentalne pytanie: czy Koszalin chce być miastem ambicji, czy miastem wymówek?  Bo od czego w ogóle są samorządy, jeśli nie od tego, by próbować zmieniać przyszłość swoich miast? Od przecinania wstęg przy drobnych remontach? Od publikowania ładnych postów o „dialogu” i „otwartości”? Od administrowania ruchem jałowym? Port na Jamnie to sprawdzian, czy lokalna polityka potrafi jeszcze myśleć kategoriami pokolenia, a nie najbliższego kwartału.  Ważne jest też to, że ten projekt może wreszcie nadać Koszalinowi wyraźniejszą tożsamość. Dziś miasto znajduje się w niewygodnym położeniu pomiędzy silniejszymi markami regionu. Nie jest typowym kurortem nadmorskim, nie jest wielkim portem, nie jest metropolią. I właśnie dlatego potrzebuje własnej opowieści. Własnego znaku rozpoznawczego. Własnego sensu. Port turystyki morskiej na Jamnie mógłby być czymś takim. Nie kopią cudzych sukcesów, ale własnym modelem rozwoju. Opartym na wodzie, turystyce, rekreacji, żeglarstwie, usługach i wykorzystaniu położenia, które od zawsze było atutem, tylko zbyt rzadko traktowano je serio.  Upór ma sens Najgorsze, co można dziś zrobić, to zabić ten pomysł szyderstwem albo rozwodnić go w biurokratycznym bełkocie. Jedno i drugie jest w Polsce równie prawdopodobne. Albo ktoś powie, że to bajka dla naiwnych, albo ktoś inny zasypie temat tyloma analizami, procedurami i konsultacjami, że za kilka lat nikt już nie będzie pamiętał, po co to wszystko się zaczęło. Tymczasem potrzebne jest coś znacznie prostszego i znacznie trudniejszego zarazem: upór.  Upór, by nie odpuścić po pierwszym problemie. Upór, by nie schować projektu do szuflady przy pierwszej politycznej zmianie nastrojów. Upór, by nie sprowadzić całej sprawy do marketingowego hasła o „otwarciu na morze”. Bo jeśli to ma być tylko slogan, to lepiej w ogóle nie zaczynać. Ale jeśli za tym ma pójść prawdziwa robota, to Koszalin może zrobić coś, czego od dawna nie zrobił: zaskoczyć samego siebie.  Czas nacisnąć tę klamkę Port na Jamnie jest dziś właśnie takim papierkiem lakmusowym. Nie tylko dla prezydenta, nie tylko dla samorządowców, nie tylko dla urzędników i ekspertów. Także dla mieszkańców. Bo w końcu trzeba odpowiedzieć sobie uczciwie: czy chcemy, by Koszalin był miastem, które wreszcie naciska klamkę, czy takim, które przez następne trzydzieści lat będzie tylko opowiadać, że za tymi drzwiami na pewno jest coś ciekawego. Bo może najwyższy czas przestać mówić, że morze jest blisko. I zacząć robić wszystko, by wreszcie naprawdę było nasze.  

Koszalin otwiera się na morze – inicjatywa prezydenta Tomasza Sobieraja

Ala, fot. FB/Tomasz Sobieraj/Radek Koleśnik / UM Koszalin - 16 Września 2025 godz. 19:29
Koszalin wkracza w nową fazę rozwoju, stawiając na potencjał, jaki daje bliskość Bałtyku. W minionym tygodniu, z inicjatywy prezydenta Tomasza Sobieraja, odbyło się spotkanie poświęcone przyszłości jeziora Jamno i możliwości jego połączenia z Morzem Bałtyckim. – Jestem przekonany, że to przedsięwzięcie będzie właściwą drogą ku rozwojowi zarówno dla Koszalina, jak i całego regionu. To szansa na nowe miejsca pracy, rozwój turystyki żeglarskiej i sportów wodnych, a także na wzmocnienie gospodarki morskiej i poprawę jakości życia mieszkańców – podkreślił prezydent. W rozmowach wzięli udział przedstawiciele samorządów: Gminy Mielno, Gminy Będzino i Powiatu Koszalińskiego, instytucji rządowych (Wody Polskie, WFOŚiGW), biznesu (Firmus Group) oraz organizacji pozarządowych, w tym Jacht Klubu Koszalin. Uczestnicy spotkania jednomyślnie uznali, że przedsięwzięcie może stać się kluczowym impulsem rozwojowym. Wśród potencjalnych efektów wymieniano m.in.: budowę portu schronienia, rozwój marin i infrastruktury żeglarskiej, stworzenie bazy ratunkowo-poszukiwawczej, zaplecze dla morskich farm wiatrowych. Pierwszy krok już za nami Spotkanie zakończyło się decyzją o podpisaniu listu intencyjnego, który wyznacza ramy dalszych działań. – To pierwszy, ale niezwykle ważny krok w kierunku urzeczywistnienia tej wizji – zaznaczył Sobieraj. Kolejne spotkanie robocze zaplanowano na 22 września. Wtedy partnerzy przedsięwzięcia mają doprecyzować szczegóły współpracy i kolejne etapy działań. Koszalin patrzy w stronę Bałtyku Otwarcie jeziora Jamno na morze ma stać się symbolem nowego etapu w historii miasta. Władze samorządowe widzą w nim nie tylko impuls gospodarczy, ale także szansę na trwałe zakorzenienie Koszalina w przestrzeni morskiej. – Koszalin coraz odważniej otwiera się na morze. To nasza wspólna szansa na dynamiczny rozwój i nowe perspektywy dla przyszłych pokoleń – podsumował prezydent.