37 linii: liczba robi wrażenie, ale rozkład robi życie
Dlatego sama lista 37 linii (nawet jeśli robi wrażenie) może oznaczać dwie skrajnie różne rzeczy: albo realne zagęszczenie siatki, które „zszywa” powiat z Koszalinem, albo rebranding dotychczasowych przewozów szkolnych i „nowość” w rozumieniu formalnym, niekoniecznie w rozumieniu potrzeb mieszkańców.
Właśnie ten drugi wariant podnoszą lokalni przewoźnicy, wskazując, że znacząca część projektu ma się pokrywać z istniejącymi przewozami, a nowe linie mogą wejść na trasy, które dziś funkcjonują komercyjnie. Konflikt jest w takich sytuacjach niemal wpisany w mechanizm FRPA: jeśli dotowana linia zaczyna dublować komercyjną, to prywatny przewoźnik traci pasażerów, a „rynek” zaczyna się chwiać.
Spór o operatora: wygoda organizatora kontra odporność systemu
Starosta Tomasz Tesmer nie ukrywa, że woli rozmawiać z jednym podmiotem (łatwiejsze rozliczenia, jeden partner, jeden kontrakt). - Nie zabraniam lokalnym przewoźnikom, by się zrzeszyli w konsorcjum i niech składają swoją ofertę - mówi. Z perspektywy urzędu to racjonalne. Tylko że z perspektywy rynku lokalnego i długofalowej odporności systemu transportowego to ryzykowne.
W pismach, które trafiły do starostwa, przewoźnicy podnoszą wprost obawę, że konstrukcja postępowania może wyeliminować mniejsze lokalne firmy (wymogi kadrowo-taborowe, skala zamówienia, rozliczenia kwartalne), spychając je do roli podwykonawców albo wypychając całkiem z rynku. W liście do starosty Stowarzyszenie Operatorów Publicznego Transportu Zbiorowego Polski PKS apeluje, by rozważyć rozwiązania pozwalające zachować ciągłość działalności dotychczasowych przewoźników i stabilność usług w powiecie.
Podobny ton ma pismo PKS Koszalin z 19 lutego 2026 r.: spółka zgłasza gotowość do wejścia jako operator, ale zwraca uwagę, że skala zadania jest duża, a warunki ankiety mogą wykluczyć niemal każdą lokalną firmę przewozową co stoi w sprzeczności z deklaracjami uwzględnienia dotychczasowych wykonawców. - Ankieta to pierwsza część naszego dwuetapowego wyboru operatora. Gdy poznamy już firmy spełniające nasze oczekiwania w drugim kroku podejmiemy z nimi dialog - wyjaśnia Tesmer.
To jest sedno dylematu: czy budujemy jeden duży kontrakt „wygodny do rozliczeń”, czy system odporny na kryzysy? Bo system odporny to taki, w którym: zamówienia są sensownie dzielone na pakiety (żeby nie tworzyć monopolu), operator ma jasne standardy i kary za niewykonanie, a rynek lokalny nie zostaje „przeorany” jednym ruchem.
Konsultacje: z wójtami były, a z pasażerami?
Starostwo podkreśla, że propozycje tras nie wzięły się „z palca”, tylko z opinii i konsultacji z wójtami i burmistrzami. To ważne. Ale w transporcie publicznym konsultacje z samorządowcami nie zastępują konsultacji z pasażerami. Bo wójt często bardziej dba o budżet gminy niż interes kilkunastu mieszkańców...
Ryzyko, które warto nazwać wprost, jest takie: gminy mogą (zupełnie racjonalnie z własnej perspektywy) próbować „podpiąć” do projektu FRPA te kursy, które dziś finansują z własnych budżetów, bo to odciąża kasę. Tylko że wtedy powiatowy projekt staje się mechanizmem przerzucenia kosztów, a nie realnym narzędziem likwidacji białych plam.
Dlatego konsultacje społeczne nie powinny być dodatkiem PR-owym, ale warunkiem jakości. Najprostsze pytania konsultacyjne (i najcenniejsze) brzmią:
o której godzinie potrzebujesz dojechać do Koszalina?
ile razy w tygodniu?
czy ważniejszy jest dojazd rano, czy powrót popołudniu?
czy kluczowa jest przesiadka do MZK/kolei?
czy w wakacje i ferie połączenie ma zostać?
„Jeden bilet”: nie luksus, tylko podstawa systemu
Jeśli powiat chce realnie walczyć z wykluczeniem, to kluczowe jest nie tylko „ile linii”, ale też jak łatwo z nich korzystać. Tu pojawia się temat, który warto podnieść od razu, zanim powstanie kolejny „system obok systemu”: zintegrowany bilet.
W Polsce widać wyraźny trend: największe ośrodki testują i wdrażają wspólne honorowanie biletów między miastem a koleją albo między kilkoma przewoźnikami. Warszawa robiła pilotaże integracji autobusowej, Trójmiasto mówi o wspólnym honorowaniu biletów w pociągach i komunikacji, Szczecin buduje wspólny bilet w ramach Szczecińskiej Kolei Metropolitalnej. To nie są fanaberie dużych miast. To jest odpowiedź na proste pytanie pasażera: czy muszę kupować trzy bilety i trzy razy ryzykować, że coś „nie zadziała”? To jest sposób na konkurencyjność komunikacji publicznej do prywatnych aut.
W powiecie koszalińskim potencjalny „jeden bilet” mógłby zacząć się skromnie, ale sensownie. Na początek bilet miesięczny honorowany w MZK Koszalin, potem dopięcie do tego przesiadek w kluczowych punktach (Koszalin dworzec, Stare Bielice, Sianów, Mielno w sezonie), a docelowo integracja z koleją regionalną tam, gdzie ma to sens.
Starosta Tesmer, w rozmowie z nami nie mówi „nie” i jest gotów do rozmów z MZK. I to jest moment, w którym warto postawić sprawę jasno: bez integracji taryfowej powiatowe linie mogą pozostać „osobną wyspą”, z której korzysta się rzadziej, niż pozwalałby potencjał projektu.
Największa pułapka FRPA: sezonowość i „szkolny rytm”
W ogólnopolskiej debacie o FRPA coraz częściej pada krytyka, że fundusz bywa wykorzystywany do finansowania w praktyce dowozów szkolnych, a w ferie i wakacje transport zanika. Jeśli ten scenariusz powtórzy się u nas, to będziemy mieli projekt, który nie rozwiązuje problemu seniorów, pracowników zmianowych i osób „bez auta”, tylko utrwala szkolny rytm komunikacji.
A wykluczenie komunikacyjne nie jest przecież problemem ucznia (ten ma zwykle dowóz). Jest problemem osoby starszej, która musi dojechać do lekarza, pracownika, który jedzie do pracy, rodzica, który musi załatwić sprawy w mieście, młodego człowieka, który chce mieć dostęp do edukacji i kultury bez proszenia o podwózkę.
Co warto zrobić, żeby projekt nie był tylko „listą linii”
Na poziomie obywatelskim lista postulatów jest dość jasna:
Konsultacje społeczne tras i rozkładów: nie „czy chcesz autobus”, tylko: kiedy, jak często, gdzie przesiadka i czy działa w wakacje.
Standard usługi: minimalna częstotliwość w godzinach szczytu, minimalna liczba kursów wieczornych, gwarancja oferty całorocznej.
Podział zamówienia na pakiety, żeby nie budować monopolu i nie uzależniać powiatu od jednego operatora.
Zintegrowany bilet (na start: miesięczny): powiat + MZK Koszalin; prosto, czytelnie, do wdrożenia.
Przejrzystość kalkulacji deficytu żeby pasażerowie i gminy wiedzieli, za co płacą, a rynek nie miał poczucia „ustawionych” parametrów.
Włączenie lokalnych przewoźników, nie na zasadzie deklaracji, tylko realnego modelu (konsorcjum albo pakiety), bo to oni znają lokalny popyt i mają zaplecze tu, na miejscu.
Autobus drogą do komunikacyjnej wolności
Najłatwiej jest ogłosić projekt na konferencji prasowej i pokazać mapę linii. Najtrudniej jest sprawić, żeby autobus stał się dla ludzi narzędziem wolności, a nie „dodatkiem do statystyk”. Powiat koszaliński stoi przed decyzją, która zdefiniuje lokalny transport na lata: czy będzie to system użyteczny i zintegrowany, czy układ kursów „pod finansowanie” i pod jednego operatora.
A jeśli chcemy naprawdę walczyć z wykluczeniem, to powinniśmy wreszcie zacząć od końca, czyli od pytania: po co ludzie mają wsiąść do autobusu i czy będą mieli powód, żeby robić to codziennie?