Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.
28 Kwietnia 2020 godz. 18:09 Art za Urząd Marszałkowski  

Koszalin: Wzrost zakażeń w szpitalu, to skutek braku sprzętu.

Aż trzy dni czekali lekarze ze Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie na wyniki pacjenta zakażonego koronawirusem. To on, a nie łamanie zaleceń sanitarnych – jak donosiły w ostatnich dniach media - stał się źródłem ogniska zakażeń w lecznicy. Tak wynika z wyjaśnień dyrektora, które złożył na żądanie Marszałka Województwa Zachodniopomorskiego Olgierda Geblewicza. Pracownicy zaniepokojeni wzrostem liczby zakażeń skarżyli się na niedostateczny poziom zabezpieczeń. Z opisu sytuacji wynika jednak, że jedną z najistotniejszych przyczyn pojawienia się ogniska choroby w szpitalu jest brak sprzętu do wykonywania testów na obecność koronawirusa. Przed takim ryzykiem przestrzegał właśnie marszałek, apelując przed tygodniem do ministra zdrowia o pilną pomoc w zakupie aparatu dla Koszalina.    - Przedstawione zarzuty są nieprawdziwe i bardzo krzywdzące – pisze dyrektor koszalińskiej lecznicy, Andrzej Kondaszewski. - Pandemia wymusiła na szpitalu wdrożenie specjalnych procedur: utworzono SOR zakaźny z 5 salami, pracownicy zostali wyposażeni w środki ochrony osobistej, które są na bieżąco uzupełniane. Na OIOMie utworzono tzw. COVID-OIT dla pacjentów z niewydolnością oddechową, z potwierdzoną obecnością koronawirusa. Dla tych pacjentów powstał też oddział pooperacyjny.     Jednocześnie dyrektor Kondaszewski wyjaśnia, skąd w koszalińskim szpitalu wzięło się ognisko zakażeń. Jego zdaniem źródłem był pacjent, który trafił do szpitala z innymi dolegliwościami. Lekarze zaniepokojeni jego stanem pobrali materiał do testu na obecność koronawirusa i wysłali do badania. Ponieważ jednostka nie posiada aparatu do wykonywania testów, materiał trafia do Szczecina lub innych miast, co znacznie wydłuża czas oczekiwania na wyniki. W tym konkretnym przypadku potwierdzenie o zakażeniu nadeszło po trzech dniach.    Marszałek Olgierd Geblewicz obawiał się właśnie takiego rozwoju wypadków. Tydzień temu żądał od Ministra Zdrowia pomocy w zakupie aparatu do testów dla Koszalina. Zarząd Województwa zabezpieczył pieniądze na ten cel, lecz do zakupu nie może dojść, ponieważ przekazywanie sprzętu jest kontrolowane przez rząd. „Jest to sytuacja wyjątkowo niebezpieczna dla mieszkańców wschodniej części Województwa Zachodniopomorskiego, w której nie ma możliwości przeprowadzenia bezpośredniego rozpoznania zakażenia SARS-CoV-2. Próbki z tego obszaru są wysyłane do Szczecina lub innych ośrodków poza Województwem. Konieczność realizowania badań w ten sposób, znacznie wydłuża proces decyzyjny w kwestii leczenia, izolacji, kwarantanny, co z kolei jest realnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa personelu medycznego, zwłaszcza, w czasie znacznego przyrostu zachorowań na COVID-19 oraz coraz większej liczby zgonów z tego powodu” – czytamy w piśmie z dnia 20.04.2020 r.   - Niestety szybciej, niż się spodziewałem, rzeczywistość potwierdziła moje najgorsze obawy – mówi dzisiaj marszałek Olgierd Geblewicz. – Mój apel o pomoc spotkał się z krytyką polityków PiS i zapewnieniem, że sprzęt trafi do szpitala w najbliższych dniach. Z tych obietnic jak zwykle nic nie wyszło. Jak widać – dla PiS- u ważniejsza jest propaganda sukcesu, niż realna pomoc w walce o zdrowie i życie mieszkańców.  Tragicznym skutkiem tej sytuacji jest wzrost liczby zakażonych. Jeśli to nie przekona rządu do pomocy dla Koszalina, to nie wiem, co może być bardziej wymownym argumentem. W imieniu mieszkańców ponownie żądam podjęcia konkretnych działań, aby wyposażyć szpital w niezbędny sprzęt – komentuje marszałek.   
28 Kwietnia 2020 godz. 18:01 Ala za KWP Szczecin  

Ruszył sezon motocyklowy! Uważajmy na drogach!

W 2019 roku na zachodniopomorskich drogach motocykliści byli sprawcami 53 wypadków, w których 12 osób zginęło, a 49 osób zostało rannych. Sezon motocyklowy już wystartował, dlatego przypominamy kilka rad, nie tylko przydatnych motocyklistom, ale i innym użytkownikom dróg. Zadbajmy o wspólne bezpieczeństwo! Od lat główną przyczyną wypadków drogowych spowodowanych przez motocyklistów jest niedostosowanie prędkości do warunków ruchu oraz niezachowanie bezpiecznej odległości między pojazdami. Już odnotowujemy zdarzenia z udziałem motocyklistów: w dniu 19 kwietnia br. w Policach doszło do wypadku drogowego. 20-letni motocyklista stracił panowanie nad jednośladem i uderzył w słup oświetleniowy. W wyniku zderzenia odniósł poważne obrażenia kręgosłupa. Jak się okazało 20-latek nie posiadał uprawnień do kierowania, a motocykl pożyczył od znajomego. A sezon motocyklowy dopiero ruszył. W 2019 roku kierujący motocyklami uczestniczyli w 102 wypadkach drogowych, w których zginęło 16 osób, a 99 zostało rannych. Motocykliści uczestniczyli w 204 kolizjach. W porównaniu do roku  2018  nastąpił wzrost wypadków  z  winy kierujących motocyklami  (+10),  wzrost liczby zabitych  ( +4) i rannych (+ 6). Na te niechlubne statystyki wpływ mają przede wszystkim błędy popełnianie przez kierujących pojazdami, jak również słaby system szkolenia kierowców pojazdów jednośladowych, jak i kierowców samochodów. Do tego dochodzi wzrost zarejestrowanych pojazdów, a także sprzyjający jeździe motocyklem długi, a niekiedy całoroczny wręcz sezon. Kiedy robi się ciepło, słonecznie i sucho, wtedy przyciskamy/odkręcamy gaz mocniej. Brak zrozumienia i wzajemnego szacunku, to kolejny niekorzystny czynnik wpływający na bezpieczeństwo uczestników ruchu. A przecież bez względu na to, jakim środkiem transportu się poruszamy, wszyscy chcemy tego samego - bezpiecznie dojechać do celu. Kierowco – motocyklisto pamiętaj: używaj kierunkowskazów i patrz w lusterka. Niektórzy motocykliści rzadko używają migaczy, co jest dużym lekceważeniem wobec kierowców samochodów, ale też i pozostałych użytkowników jednośladów. To samo dotyczy kwestii lusterek wstecznych - są po to, aby mieć świadomość, co dzieje się za nami. Przecież my też możemy blokować szybsze pojazdy, np. karetkę pogotowia. Wszyscy powinniśmy przewidywać sytuacje na drodze. Mniejsze gabaryty i lepsze przyspieszenia to duża zaleta jednośladów, ale też i pewny mankament. Właśnie dlatego, że motocykl jest mniejszy, inni użytkownicy dróg mogą go przeoczyć. Dlatego trzeba być maksymalnie skoncentrowanym na jeździe i przewidywać ruchy jadących przed nami pojazdów. Zadbajmy też o to, aby być widocznym. Znaczny odsetek wypadków z udziałem motocyklistów jest spowodowany tym, że kierowcy samochodów po prostu ich nie zauważyli. Dlatego jeżdżąc jednośladem, musimy zadbać o to, żeby być widocznym. Fluorescencyjne wstawki w kurtce, spodniach, czy na butach sprawią,że zostaniesz szybciej zauważony na drodze. Uważajmy też na pieszych, przepuszczajmy na pasach przechodniów. Policjanci apelują, że zastosowanie się do tych wskazówek znacznie poprawi bezpieczeństwo wszystkich użytkowników dróg.
28 Kwietnia 2020 godz. 14:15 Ala za MZK Koszalin  

MZK: Od 1 maja nowy rozkład jazdy

Rozmiar zmian jest ogromny i dotyczy praktycznie wszystkich linii. W dniu powszednim nadal będzie obowiązywał rozkład o nazwie TYMCZASOWY DZIEŃ POWSZEDNI, jednak kursy będą realizowane z dużo większą częstotliwością, podobnie będzie w TYMCZASOWĄ SOBOTĘ na linii nr 16. Funkcjonowanie linii nr 20 pozostaje w dalszym ciągu zawieszone w każdym typie dnia, podobnie jak linii nr 9 w soboty i niedziele oraz linii nr 10 w soboty. Atrybut „tymczasowy" w odniesieniu do rozkładów jazdy, będzie używany przez cały okres trwania epidemii, co daje pasażerom informację, że rozkład jest inny niż to było dotychczas i należy przed podróżą, szczególnie uważnie śledzić  godziny odjazdów interesujących nas linii.     Zmiany podyktowane są względami dbałości o bezpieczeństwo sanitarne przewożonych pasażerów, których w autobusach przybyło po ogłoszeniu przez Radę Ministrów pierwszego etapu luzowania ograniczeń w przemieszczaniu się. Dziś ten sam organ przekaże kolejne wytyczne, co jak się spodziewamy, również wpłynie na wzrost liczby przewożonych naszymi autobusami pasażerów. Oczywiście nieprzerwanie od 16 marca br. monitorujemy napełnienia wszystkich kursów i takie działania będą prowadzone nadal w celu elastycznego reagowania na zachodzące zmiany zachowań komunikacyjnych pasażerów jak i mieszkańców Miasta. Przypominam, że w dalszym ciągu autobusy linii nr 3, 6, 12, 15, 16 i 17 realizują kursy trasami objazdowymi z uwagi na zamknięcie wiaduktu przy al. Monte Cassino. Zachęcam każdego mieszkańca do zainstalowania na swoim smartfonie bezpłatnej aplikacji Mobilna Karta Miejska Koszalin. Jej użytkownicy nie tylko mogą bezpiecznie dokonywać zakupu biletu na przejazd, ale także otrzymują od nas bieżące powiadomienia o funkcjonowaniu koszalińskiej komunikacji miejskiej oraz nowych zasadach korzystania z niej. Jednocześnie przypominam, że autobus jest także przestrzenią publiczną w związku z czym zakrywanie nosa i ust obowiązuje również w jego wnętrzu. Podróżując autobusem nie zsuwajmy maseczki czy chusty na brodę.   Rozkłady jazdy obwiązujące od dnia 01.05.2020 r., będą dostępne na stronie internetowej Spółki od jutra.
28 Kwietnia 2020 godz. 7:29 Ala za newseria.pl  

Większość umów najmu lokali nie była przygotowana na wybuch pandemii. Najemcy mogą walczyć o obniżki czynszu w drodze negocjacji lub przed sądem

Niewiele umów najmu lokali zakładało w swoich zapisach takie nadzwyczajne sytuacje jak pandemia koronawirusa. Problemy mają zarówno wynajmujący, jak i najemcy, którzy borykają się z ograniczeniami w działalności, utratą przychodów i niemożnością opłacenia czynszów. – To może spowodować zalew pozwów do sądu powołujących się na klauzulę nadzwyczajnej zmiany stosunków – podkreśla radca prawny Łukasz Pogonowski, ekspert WSB we Wrocławiu. Jednak ścieżka sądowa nie musi być jedynym wyjściem. Coraz częściej wynajmujący i najemcy siadają do stołu negocjacyjnego, żeby przetrwać ten trudny czas. Dotyczy to także innych umów. Decyzją rządu od 14 marca obowiązują duże ograniczenia w działalności centrów i galerii handlowych, w których czynne pozostają wyłącznie apteki, sklepy spożywcze, drogerie i pralnie. Rozporządzenie Ministra Zdrowia wprowadziło też zakaz prowadzenia działalności usługowej, z wyłączeniem takich usług jak: medyczne, bankowe, ubezpieczeniowe, pocztowe, pralnicze lub gastronomiczne (tylko przygotowanie i dostarczanie żywności). Handel to jedna z gałęzi gospodarki najbardziej dotkniętych obecnym kryzysem, obok m.in. turystyki, hotelarstwa, branży eventowej i odzieżowej, kin i teatrów, salonów kosmetycznych, fryzjerów i innej działalności usługowej. Sprawę umów najmu w sklepach wielkopowierzchniowych reguluje art. 15ze ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych z dnia 2 marca 2020 roku, natomiast we wszystkich pozostałych przypadkach zastosowanie mają przepisy prawa ogólnego. – Wielu przedsiębiorców nie może normalnie prowadzić działalności i nie osiąga z niej przychodów ze względu na obostrzenia i zakazy wprowadzone przez władze na czas walki z pandemią. Dla tej grupy firm wywiązanie się z umów najmu lokali i opłacanie czynszu w pełnej wysokości groziłoby rażącą stratą i wiązałoby się z dużymi trudnościami. Dlatego też przedsiębiorcy prowadzą negocjacje z wynajmującymi. W przypadku braku porozumienia najemca prowadzący działalność szczególnie podatną na obecny kryzys może wystąpić do sądu z powództwem przeciw wynajmującemu z tzw. klauzuli rebus sic stantibus, domagając się zmiany wysokości czynszu w okresie trwającej pandemii – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Pogonowski, radca prawny i wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu. Art. 357 indeks 1 Kodeksu cywilnego, czyli właśnie tzw. klauzula rebus sic stantibus, to w polskim prawie po prostu klauzula nadzwyczajnej zmiany okoliczności. Oznacza, że w nadzwyczajnej sytuacji – której żadna ze stron nie była w stanie przewidzieć – umowę można sądownie zmienić lub rozwiązać na wniosek strony, dla której spełnienie świadczenia wiązałoby się z dużymi trudnościami i groziło rażącą stratą. W polskim prawodawstwie jest jeszcze jeden przepis, który pozwala wystąpić z roszczeniami w przypadku długoterminowych umów najmu lokalu, w których najemcy nie mogą obecnie prowadzić działalności gospodarczej – to art. 495 Kodeksu cywilnego. Reguluje on sytuację, w której co najmniej jedna ze stron nie jest w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań umownych, przy czym obie nie ponoszą odpowiedzialności za zaistniałą sytuację. – Pandemia jest doskonałym przykładem takiej właśnie sytuacji – mówi Łukasz Pogonowski. – Trzeba zwrócić uwagę na różnice pomiędzy klauzulą rebus sic stantibus a art. 495 kc. W tym drugim przypadku mamy do czynienia z niemożnością świadczenia, czyli z sytuacją, w której nie jesteśmy w stanie wywiązać się z naszego zobowiązania. Z kolei w pierwszym przypadku zasadniczo jesteśmy w stanie wywiązać się ze zobowiązania, ale to groziłoby dużymi trudnościami i rażącą stratą. W przypadku klauzuli rebus sic stantibus ważne jest też to, że w momencie zawierania umowy nie można było przewidzieć tej nadzwyczajnej zmiany okoliczności. Wykładowca wrocławskiej WSB podkreśla, że niewiele umów najmu lokali zawartych przed wybuchem pandemii koronawirusa przewidywało obecnie trwającą sytuację. – Obecnie w imieniu licznych klientów prowadzę negocjacje bądź doradzam przy zmianach warunków umowy najmu lokali. Jednak spodziewam się dużej liczby powództw skierowanych do sądów właśnie z art. 357 indeks 1. Dotyczy to w szczególności umów najmu lokali, w których znajdują się restauracje, zakłady kosmetyczne, salony fryzjerskie, żłobki, opiekunowie dzienni i inne tego typu podmioty – mówi. Jak podkreśla Łukasz Pogonowski, problemy mają zarówno najemcy, którzy borykają się z ograniczeniami w działalności, utratą przychodów i niemożnością opłacenia czynszów, jak i wynajmujący, którzy muszą liczyć się z roszczeniami najemców związanymi z faktem, że nie mogą oni korzystać z lokali w sposób przewidziany w umowach najmu. Dlatego najlepiej byłoby, aby obie strony umowy wypracowały kompromis w drodze negocjacji bez wkraczania na ścieżkę sądową, jeżeli nie jest to konieczne. Często porozumienie między stronami umowy na czas kryzysu może mieć kluczowe znaczenie dla zainteresowanych w przyszłości. Najemca, który będzie miał obniżony czynsz w okresie, kiedy nie świadczy usług, będzie mieć większą szansę na powrót do normalnej działalności po ustaniu pandemii. Dotyczy to nie tylko relacji przy wynajmie lokali, lecz również innych umów. Przykładem mogą być prywatne żłobki czy przedszkola, z którymi rodzice mają podpisane umowy na sprawowanie opieki nad dziećmi. – W okresie pandemii nie mogą sprawować tej opieki zgodnie z umową. Z kolei rodzice dziecka nie są zobowiązani do opłacania czesnego za usługi takiego żłobka. Żadna ze stron nie ponosi odpowiedzialności za taką sytuację, trzeba jednak wziąć pod uwagę, że jeżeli pandemia będzie się przedłużać, brak wpłat czesnego prawdopodobnie doprowadzi do zamknięcia takiego żłobka. Po jej zakończeniu dziecko nie będzie miało gdzie wrócić. Mamy do czynienia z wysypem tego typu sytuacji i istnieje obawa, że kiedy rodzice wrócą już normalnie do pracy, nie będzie komu sprawować opieki nad dziećmi. Dlatego, aby nie wylać dziecka z kąpielą, strony powinny dojść do porozumienia, jak z tej sytuacji wybrnąć – mówi radca prawny.
28 Kwietnia 2020 godz. 7:20 Art za infoWire.pl  

Epidemia koronawirusa: jak uodpornić państwo?

Epidemia koronawirusa dotyka wielu płaszczyzn życia. Obok zagrożenia biologicznego, jakie niesie wirus, cieniem na funkcjonowaniu społeczeństwa kładzie się długotrwała izolacja, nieunikniony kryzys ekonomiczny oraz częściowy paraliż działalności administracji publicznej. Czy polskie instytucje są gotowe na działanie w warunkach izolacji społecznej i ograniczonej mobilności ludzi? Jak przygotować je na tego typu problemy? Rozwiązaniem jest dalsza cyfryzacja administracji publicznej. Zwalczanie epidemii koronawirusa wiąże się z poważnymi ograniczeniami, których celem jest wygaszenie zakażeń w transmisji poziomej poprzez zminimalizowanie bezpośrednich kontaktów międzyludzkich. Efektem tego są między innymi urzędy, które znacząco lub całkowicie ograniczyły swoją działalność. Choć od  22 kwietnia sytuacja zaczęła częściowo wracać  do normy, przez całe tygodnie wielu spraw wymagających osobistego stawienia się w urzędzie nie dało się załatwić i dotyczyło to zarówno typowych czynności administracyjnych (rejestracja samochodu, zawarcie związku małżeńskiego), jak i złożonych procesów (rozstrzyganięcie sporów sądowych, czy przetargowych). A tu przecież liczy się czas.   Lockdown w urzędach W czasie izolacji społecznej, natura problemów trapiących sektor publiczny na poziomie operacyjnym jest w gruncie rzeczy taka sama, jak w przypadku firm działających komercyjnie i sprowadza się do znaczącego ograniczenia świadczonych usług. W ostatnim okresie obserwowaliśmy więc, jak urzędy i instytucje przeszły na tryb pracy zdalnej, część z nich została zamknięta dla interesantów, inne zawiesiły lub znacząco ograniczyły swoją statutową działalność. Dotyczy to na przykład sądów, które ograniczają się do najpilniejszych rozpraw, szkolnictwa, urzędów stanu cywilnego, czy nawet agend rządowych, jak Krajowa Izba Odwoławcza, która zawiesiła organizację i rozpoznawanie spraw, wstrzymując tym samym wiele procedur przetargowych w całej Polsce.Co więcej, w najbliższym czasie można się spodziewać dodatkowego obciążenia sądów falą wniosków o restrukturyzację, związaną z trudną sytuacją gospodarczą wielu firm. To może skutkować paraliżem systemu sądownictwa. - Nie jest tak, że państwo i jego organy nagle się zatrzymało. Mamy do czynienia z masowym spowolnieniem, ograniczeniem lub wręcz zawieszeniem procesów i czynności realizowanych w sektorze publicznym. - mówi Konrad Polanski, Trade Director z S&T. - Są instytucje, które radzą sobie bardzo dobrze, ale wszędzie tam, gdzie procesy administracyjne wymagają wizyty w urzędzie czy osobistego podpisu na wniosku, musiały się pojawić zakłócenia w funkcjonowaniu.   Wirus będzie wracać  Częściowe “zamrożenie” państwa jest z pewnością kłopotliwe dla obywateli. Ponieważ zaś sytuacja nie ma precedensu, trudno przewidzieć jej głębsze konsekwencje w dłuższym terminie. Od 22 kwietnia urzędy mają realizować "niezbędne zadania", a więc między innymi wydawać prawa jazdy czy dowody rejestracyjne i osobiste. Jednak według ostatnich przewidywań naukowców Uniwersytetu Harvarda, koronawirusa raczej nie powstrzyma letnia aura, a szczepionka pojawi się w perspektywie roku-półtora. Dodatkowo, jak twierdzą eksperci, najskuteczniejszą polityką powstrzymywania kolejnej fali pandemii będzie seria okresów izolacji społecznej połączona z intensywnym testowaniem obywateli na obecność wirusa. Oznacza to, że sytuacja, w której się znaleźliśmy, z wysokim prawdopodobieństwem jeszcze się powtórzy, możliwe, że więcej niż raz. Jak zapewnić ciągłość funkcjonowania administracji publicznej i świadczenia usług obywatelom w takich warunkach?   Cyfrowa szczepionka na biologiczne zagrożenie  W przypadku zagrożenia epidemiologicznego wirusem COVID-19, kontakt człowiek-człowiek został uznany przez WHO za podstawowy czynnik rozprzestrzeniania się patogenu. Wniosek: tak długo, jak wirus będzie stanowił zagrożenie, kontakty te będą musiały być ograniczone - również w instytucjach publicznych i administracji. - Jeśli chcemy, aby instytucje administracji publicznej lepiej radziły sobie z nową, trudną rzeczywistością, powinniśmy przystosować je do nowych warunków. - mówi Andrzej Ożóg, Key Account Manager z S&T. - Budowa odporności administracji na izolację społeczną jest możliwa dzięki głębokiej cyfryzacji, która znacząco minimalizuje konieczność fizycznego kontaktu między ludźmi i pozwala na bezpieczną i skuteczną pracę zdalną.    Polska: mocny średniak wśród cyfrowych administracji  Cyfryzacja administracji publicznej jest światowym trendem, w którym uczestniczy wiele krajów, w tym Polska. Liderem pod tym względem jest Dania, która w 2018 roku zajęła pierwsze miejsce w aktualizowanym co dwa lata indeksie najlepszych “cyfrowych administracji” na świecie prowadzonym przez Organizację Narodów Zjednoczonych (indeks rozwoju e-administracji EGDI, E-Government Development Index). Warto także zwrócić uwagę na Estonię, w której 99% usług państwowych jest dostępna online, a obywatele mogą, za pośrednictwem cyfrowego dowodu osobistego, na przykład głosować w wyborach. - Cyfryzacja polskiej administracji sukcesywnie postępuje. Z obszarów, które znamy, bo mieliśmy możliwość wdrażania w nich rozwiązań cyfrowych, należy wymienić przede wszystkim e-receptę, rozwiązanie szczególnie przydatne w obecnych okolicznościach. - komentuje Michał Wilbrandt, Business Solutions Unit Director z S&T.  Jak w rankingu indeksu EGDI wygląda Polska? Średnia wartość indeksu  dla całego świata to 0,55. Dania uzyskała wynik 0,92, Estonia 0,85, a Polska - 0,79, a więc znacznie powyżej średniej. [źródło: fundacja Apolitical] S&T to jeden z największych integratorów IT w Europie Środkowo-Wschodniej. Należy do międzynarodowej grupy zatrudniającej blisko 5 tys. pracowników w 25 krajach na całym świecie. W Polsce koncentruje się na implementacji technologii IT w obszarze infrastruktury sprzętowej i rozwiązań sieciowych. Firma wdraża również systemy do zarządzania przedsiębiorstwem  klasy ERP, APS, MES, SCADA, BI oraz CRM. S&T świadczy także usługi z zakresu projektowania dedykowanych aplikacji biznesowych. Jako jeden z niewielu podmiotów na rynku dysponuje własną siecią 13 biur serwisowych zlokalizowanych na terenie całego kraju, gwarantujących lokalne wsparcie użytkowników w trybie 24/7. Spółka S&T związana jest z polskim rynkiem usług informatycznych od ponad 50 lat. W Polsce w jej strukturach pracuje zespół ponad 400 specjalistów, wśród nich: certyfikowani programiści, architekci, inżynierowie wsparcia, analitycy, testerzy oprogramowania, eksperci z zakresu administrowania siecią i zarządzania infrastrukturą sprzętową oraz konsultanci wdrożeniowi z zakresu: finansów, kontrolingu, sprzedaży, logistyki, handlu detalicznego i produkcji.
27 Kwietnia 2020 godz. 14:53 Ala za SWK  

Szpital Koszalin - Covid-19 stan na 27.04

Obecnie w Szpitalu Wojewódzkim w Koszalinie przebywa 20 pacjentów z Covid-19, którzy są hospitalizowani na odcinkach zakaźnych. Sytuacja epidemiczna jest pod kontrolą. "Dyrekcja szpitala jest w stałym kontakcie z władzami samorządowymi województwa, Wojewódzkim Sztabem Zarządzania Kryzysowego oraz władzami sanitarnymi i NFZ, informując o rozwoju sytuacji i podejmowanych krokach, aby pacjenci mieli zapewnione właściwe warunki powrotu do zdrowia, a personel pracował w miejscu odpowiednio zabezpieczonym - informuje Cezary Sołowij,rzecznik prasowy Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie."I właśnie m.in. dzięki ścisłej współpracy z tymi instytucjami, a także dzięki dostawom z  Agencji Rezerw Materiałowych mamy zapewnione środki ochrony osobistej dla personelu. Wzrost zachorowań na covid19 w naszym szpitalu wynikał z wystąpienia ogniska zakażenia na oddziale wewnętrznym, które powstało z powodu długiego oczekiwaniem na wyniki badań laboratoryjnych na obecność koronawirusa, co skutkowało brakiem obiektywnych możliwości stwierdzenia zagrożenia. Mówienie zatem, że jest to wynikiem np. złej organizacji pracy lub niedostatecznego zabezpieczenia personelu, jest nieuprawnione. Jeżeli chodzi o badania, to współpracujemy obecnie z kilkoma laboratoriami i czas oczekiwania na wyniki uległ skróceniu. Warto podkreślić, że jesteśmy przygotowani do wykonywania badań. Niestety, od wielu tygodni bezskutecznie staramy się kupić odpowiednie urządzenie.Działania pionu medycznego, epidemiologicznego i administracyjnego, od chwili wyznaczenia nas przez Wojewodę Zachodniopomorskiego na jednostkę  o podwyższonej gotowości do walki z Sars-Cov-2, były nakierowane na właściwe przygotowanie się na do walki z tą chorobę pod względem procedur  i zabezpieczenia w środki ochrony osobistej, adekwatnie do rozwoju epidemii" - dodaje rzecznik. 
27 Kwietnia 2020 godz. 5:34 Ala za PGNiG  

PGNiG: Uwaga na fałszywe smsy!

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo kolejny raz ostrzega przed niebezpiecznymi i fałszywymi wiadomościami sms, które rozsyłane są w celu wyłudzenia pieniędzy. Oszuści podszywają się pod Grupę PGNiG, sugerując potrzebę uregulowania rzekomych należności. Podejrzane wiadomości SMS prosimy potraktować jako SPAM i oszustwo, w żadnym wypadku nie udzielać na nie odpowiedzi, a najlepiej usunąć je ze skrzynki odbiorczej. Fałszywe wiadomości SMS-y wysyłane są z wielu różnych numerów telefonów. Przykładowa treść fałszywej wiadomości SMS:   PGNIG: Informujemy, że w związku zadłużeniem na kwotę 12,45zł na najbliższy dzień roboczy zleciliśmy odłączenie gazu.   Ponadto informujemy, że PGNiG podjął już działania mające na celu uniemożliwienie dalszych oszustw za pomocą rozsyłanej korespondencji. Obecnie ze strony PGNiG Obrót Detaliczny została wstrzymana wysyłka sms w zakresie windykacji. Oznacza to, że korespondencja trafiająca na telefony komórkowe dotycząca windykacji pochodzi od oszustów.   Przypominamy jednocześnie, że w ostatnim czasie do naszych Klientów były także wysyłane fałszywe wiadomości e-mail. Fałszywą korespondencję można rozpoznać przede wszystkim po adresie e-mail, z którego przychodzi wiadomość o temacie „Informacja o zaległości”. Skrzynka „no-reply@epgnig.pl” nie jest kanałem komunikacji używanym przez GK PGNiG. Wszystkie oficjalne adresy mailowe Spółki są oparte na domenie pgnig.pl. Prosimy zwracać uwagę na zmiany i dodane litery w adresach, które jednoznacznie wskazują na podejrzane pochodzenie fałszywej korespondencji. Podejrzaną korespondencję prosimy potraktować jako SPAM i oszustwo, w żadnym wypadku nie udzielać na nią odpowiedzi, nie aktywować załączonych linków, ani nie otwierać załączników. Wiadomość najlepiej usunąć ze skrzynki odbiorczej oraz „kosza” (elementów usuniętych) poczty elektronicznej!     W przypadku wszelkich pytań bądź wątpliwości, wynikających z otrzymania groźnej wiadomości, klienci mogą skorzystać z ogólnopolskiej infolinii PGNiG pod numerem: 22 515 15 15.