Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

Lekkoatletyka w Koszalinie:

31 Lipca 2021 godz. 14:53
Art za PZLA
 

Polska sztafeta MIX 4 x 400 metrów ze ZŁOTYM MEDALEM OLIMPIJSKIM

Karol Zalewski, Natalia Kaczmarek, Justyna Święty-Ersetic - Fanpage, Kajetan Duszyński w finale MIX 4 x 400 metrów uzyskując czas 3:09.87 pobili rekord Europy i ustanowili rekord olimpijski. polska sztafeta mistrzem olimpijskim! W eliminacyjnym biegu nasza sztafeta pobiegła w składzie Dariusz Kowaluk, Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik, Kajetan Duszyński. Cała drużyna otrzyma złote medale olimpijskie.  Aleksander Matusiński mocno zamieszał w składzie. W finale nie zobaczyliśmy Dariusza Kowaluka, Igi Baumgart-Witan oraz Małgorzaty Hołub-Kowalik, którzy pobiegli w piątkowych kwalifikacjach. W finale Polacy mocno otworzyli i od początku trzymali się w czołówce razem z ekipami Holandii, USA oraz Dominikany. Zespół z tego ostatniego kraju długo utrzymywał się na czele, momentami z dość wyraźną przewagą nad rywalami. Na dystansie nie brakowało jednak zwrotów akcji, wyprzedzania i emocji. Świetnie pobiegli jednak wszyscy nasi zawodnicy, a na koniec zaimponował Kajetan Duszyński. Sprinter AZS-u Łódź zaatakował przeciwników  na ostatnim wirażu, a na finiszowej prostej wyprowadził polską sztafetę na pozycję lidera. Zbudowanej przewagi nie oddał do końca i na mecie to biało-czerwoni mogli cieszyć się z historycznego sukcesu! Polska zdobyła pierwszy w historii złoty medal olimpijski w sztafecie mieszanej 4 x 400 metrów, poprawiła własny rekord Europy i czasem 3:09.87 wyśrubowała rekord olimpijski! To także pierwszy lekkoatletyczny medal w konkurencjach biegowych dla Polski od igrzysk w Moskwie przed 41 laty! Piąta w biegu półfinałowym była Joanna Jóźwik. Polka już na pierwszym okrążeniu nie uniknęła przepychanki z rywalką. Na koniec pierwszego okrążenia, pokonanego przez uczestniczki w niezbyt szybkim tempie, Jóźwik zaatakowała. Niestety ostatecznie zabrakło jej sił i finiszowała z czasem 2:02.32 z wyraźną startą do najlepszych. W nocy czasu polskiego świetnie spisały się nasze płotkarki. Sobotnią sesję udanie rozpoczęła Joanna Linkiewicz. Wrocławianka popisała się imponującym finiszem na dystansie 400 metrów przez płotki. Na mecie zmierzono jej czas lepszy od rekordu życiowego – 54.93! Czwarte miejsce dało Polsce bezpośredni awans do półfinału. Podopieczna Marka Rożeja została w Tokio czwartą Polką, która na 400 metrów przez płotki zeszła poniżej 55 sekund. Ponownie w tym sezonie zaimponowała Pia Skrzyszowska. W swoim biegu eliminacyjnym finiszowała trzecia poprawiać czasem 12.75 rekord życiowy. Polka bezpośrednio awansowała do półfinału, a jej rezultat był dziewiątym najlepszym wśród wszystkich startujących – co warto podkreślić mając na uwadze bardzo wysoki poziom eliminacji. Z małym q do kolejnej rundy awansowała Klaudia Siciarz. Druga z naszych zawodniczek miała pewne problemy na starcie, ale i tak udało jej się uzyskać czas poniżej 13 sekund – 12.98. Trzeci z czasem 1:46.59 był w piątym biegu eliminacyjnym Patryk Dobek, który stracił energię i rytm m.in. przez przepychanki w połowie drugiego okrążenia. W kolejnej rundzie zameldował się też Mateusz Borkowski. W swojej serii zajął drugie miejsce z czasem 1:45.34 – do zwycięzcy Korira, który wyprzedził go w kratach, stracił zaledwie 0.01 sekundy. Dużo emocji towarzyszyło eliminacjom tyczkarzy. Z Polaków pierwszy z rywalizacji odpadł Paweł Wojciechowski, który miał trzy nieudane podejścia na 5.50 i z wynikiem 5.30 został sklasyfikowany na odległym miejscu. Uraz Achillesa wykluczył z rywalizacji na 5.65 Roberta Soberę, który gdyby nie jedno strącenie na 5.50 byłby mimo to finalistą olimpijską. Nerwów nie oszczędził kibicom też Piotr Lisek. Dopiero w trzecich próbach zaliczał 5.65 oraz 5.75, w obu przypadkach dość szczęśliwie. Szczecinianin został sklasyfikowany ostatecznie na jedenastym miejscu i będzie jednym Polakiem w olimpijskim finale, który odbędzie się we wtorek. Pełne wyniki: Tokio
30 Lipca 2021 godz. 13:35
Art, fot. Twitter/European Athletics
 

Gocha w rekordowej drużynie

W eliminacjach sztafety mieszanej 4 x 400 metrów polski zespół ustanowił czasem 3:10.44 rekord Europy! Polacy pobiegli w składzie Dariusz Kowaluk, Iga Baumgart-Witan, Małgorzata Hołub-Kowalik, Kajetan Duszyński. Świetnie zmieniły panie. Baumgart przyprowadziła nasz zespół na czwartym miejscu, ale po przekazaniu pałeczki Hołub-Kowalik objęła prowadzenie, którego nasz zespół nie oddał do mety. Na niej biało-czerwonym zmierzono czas 3:10.44. To nie tylko rekord Europy, ale także drugi najlepszy wynik w historii światowej lekkoatletyki. Szybciej od Polaków w historii pobiegli tylko Amerykanie (3:09.34 w 2019 roku), których zabraknie w finale olimpijskim w Tokio ze względu na dyskwalifikację za przekroczenie strefy zmian w rundzie eliminacyjnej.   Jóźwik wykorzystała wolne tempo biegu na 800 metrów. Na ostatniej prostej pokazała szybkość i nie dała wyprzedzić się Melisie Bishop z Kanady. Polka finiszowała trzecia z czasem 2:01.87 i awansowała do półfinału, który odbędzie się w sobotę. Niestety do kolejnej rudny nie przeszły dwie pozostałe nasze reprezentantki. Angelika Sarna otarła się o bezpośredni awans, ale zajęła w swoim biegu czwarte miejsce ze startą 0.13 do pozycji kwalifikującej. Uzyskała czas 2:02.18. Anna Wielgosz była szósta z wynikiem 2:03.20.   Ostatni start olimpijski Piotr Małachowski rozpoczął od próby niemierzonej, później poprawiał się na 61.76 oraz 62.68.Te wyniki nie dały mu kwalifikacji do finału, ale dwukrotny wicemistrz olimpijski trzymał kciuki za Bartłomieja Stója, startującego w grupie B. Drugi z naszych dyskoboli utrzymywał prawo awansu po rzucie na 62.84, jednak ostatecznie zmagania zakończył na czternastym miejscu – lokatę przed Małachowskim. Tylko Daniel Ståhl ze Szwecji uporał się z minimum wynoszącym 66 metrów, uzyskując 66.12.   Bez powodzenia startowały w Tokio kulomiotki. Osiemnasta była Klaudia Kardasz (17.76), a dopiero 27. Paulina Guba (16.98).   #POL 3:10.44 #NED 3:10.69 #JAM 3:11.76 #GBR 3:11.95 #BEL 3:12.75 #IRL 3:12.88 #GER 3:12.94 #ESP 3:13.29 Seven European teams from eight finalists!
8 Marca 2021 godz. 2:37
Art za PZLA, fot. FB/Małgorzata Hołub-Kowalik
 

Sztafeta z Gochą w składzie z brązem

W niespodziewanym składzie pobiegła w Toruniu, podczas Halowych Mistrzostw Europy w Lekkiejatletyce żeńska sztafeta 4 x 400 metrów. W składzie Aniołków Matusińskiego znalazły się Natalia Kaczmarek, Małgorzata Hołub-Kowalik, Kornelia Lesiewicz i Aleksandra Gaworska zdobyły brązowy medal. "Obiecywalam dużo emocji, ale aż tak wielu to i ja się nie spodziewałam!!! Walczyłyśmy z moimi młodziutkimi dziewczynami jak tylko mogłyśmy i jest brązowy medal Halowych Mistrzostw Europy" napisała na swoim oficjalnym fanpage Małgorzata Hołub-Kowalik. Polki na prowadzenie wyprowadziła biegnąca na drugiej zmienia Hołub-Kowalik. Dzielnie walczyła najmłodsza w stawce, niespełna 18-letnia, Lesiewicz. Ostatecznie biało-czerwone przybiegły na trzecim miejscu uzyskując czas 3:29.94. Na starcie nie zobaczyliśmy Justyny Święty-Ersetic. – Na rozgrzewce Justyna doznała kontuzji. Wtedy powiedziałam dziewczynom, że musimy pobiec nie na 100, ale na 150 procent. Tak też zrobiłyśmy. Pobiegłyśmy dla Justyny, ale chciałyśmy też pokazać moc za męską sztafetę – podkreśliła Małgorzata Hołub-Kowalik dodając, że życzy szybkiego powrotu do zdrowia naszym 400-metrowcom. Najbardziej doświadczona dodała także, że dzisiejszy start pokazał, że polska lekkoatletyka ma szerokie zaplecze w biegu na 400 metrów. – Mamy młode dziewczyny, które stać na walkę. Jeśli będę odchodzić na emeryturę to ze spokojem – uśmiechała się Hołub-Kowalik doceniając występ młodziutkiej Lesiewicz. Medalowy worek w niedzielę rozwiązał dla Polaków Paweł Wiesiołek. W finałowym biegu na 1000 metrów do siedmioboju uzyskał 2:43.13 i obronił trzecią pozycję! W dwudniowej rywalizacji zgromadził 6133 pkt i poprawiając rekord życiowy zdobył brązowy medal! Takich rozstrzygnięć finału biegu na 800 metrów na halowych mistrzostwach Europy w Toruniu nikt się nie spodziewał. Po świetnym biegu, specjalizujący się do zeszłego sezonu w rywalizacji na 400 metrów przez płotki, Patryk Dobek pokonał grono doświadczonych i utytułowanych średniodystansowców i został złotym medalistą. Na mecie uzyskał wartościowe 1:46.81. Dwa medale dla Polski przyniósł także finał biegu pań na 800 metrów. Zwyciężyła Brytyjka Keely Hodgkinson (2:03.88), ale tuż za nią metę przekroczyły Joanna Jóźwik (2:04.00) i Angelika Cichocka (2:04.15). Drugi w karierze brązowy medal mistrzostw Europy w hali zdobył tyczkarz Piotr Lisek. Zawodnik OSOT-u Szczecin nie schodzi z podium europejskiego czempionatu pod dachem od 2015 roku. W drodze po kolejny krążek Polak pokonał w pierwszych próbach 5.50 i 5.70 oraz w trzeciej 5.80.  
21 Lutego 2021 godz. 8:08
Art za Arskom Group
 

Polak walczy o marzenia po poważnej kontuzji

22-letni Patryk Baran to nie tylko wielokrotny medalista lekkoatletycznych mistrzostw Polski w różnych konkurencjach i kategoriach wiekowych, ale przede wszystkim wojownik, który wielokrotnie musiał stawiać czoła ciężkim kontuzjom. Po zerwaniu więzadła w rzepce i przeszło dwuletnim rozbracie ze sportem wielu by się poddało i porzuciło sportowe marzenia. Ale nie on. W tym roku, po długiej rehabilitacji, wrócił do rywalizacji. W ten weekend wystartuje w Halowych Mistrzostwach Polski, które będą dla niego ogromnym wyzwaniem. – Po takiej przerwie, każdy start jest dla mnie jak igrzyska olimpijskie czy mistrzostwa świata. To wielkie wyzwanie przede wszystkim pod kątem mentalnym – mówi zawodnik AZS-AWFiS Gdańsk. Najpierw były wyjazdy do Kolumbii na mistrzostwa świata juniorów, rekordy Polski, rządowe wsparcie, sukcesy i poklepywanie po plecach. Później trzask w kolanie, samotność, odcięcie od środków i żmudna rehabilitacja. W przededniu swoich 23. urodzin Patryk Baran, halowy mistrz Polski w siedmioboju z 2018 roku, zaczyna sportowe życie od nowa. – Kiedy biłem rekordy nie brakowało podpowiadaczy, którzy zniknęli przy pierwszych kłopotach ze zdrowiem, tak jak stypendia i inne dodatkowe środki. Ale nie poddałem się i walczę o marzenia. Na końcu tej drogi widzę olimpijski medal, ale na razie muszę się skupić na jej początku i dobrym występie na HMP w Toruniu ­– podkreśla młody wieloboista, który już przeszedł więcej, niż wielu jego kolegów przez całą sportową karierę.   Wieloboista z przymusu Przygoda Patryka z lekką atletyką zaczęła się klasycznie: w szkole podstawowej na lekcjach wychowania fizycznego. – Pierwszą osobą, która tak naprawdę wprowadziła mnie w świat sportu była moja nauczycielka wychowania fizycznego, pani Sabina Wasiek. Duży wpływ wywarł na mnie również mój brat, którego podpatrywałem podczas zawodów biegowych – wspomina halowy mistrz Polski seniorów z 2018 roku.  Na początku Baran uprawiał głównie skok wzwyż, ale chętnie po treningu brał udział też w innych konkurencjach takich jak skok w dal czy rzut dyskiem. W 2012 roku za namową trenera lekkiej atletyki Józefa Krawczykiewicza, mimo początkowej niechęci, postanowił skoncentrować się na wieloboju. – Trener niejako zmusił mnie do wieloboju. Na początku tego nie chciałem, opierałem się, twierdziłem, że to za dużo konkurencji. Trener przekonywał mnie, że z powodu mojego wzrostu idealny będzie właśnie ten sport. Pod koniec sezonu okazało się, że wynik, który uzyskałem w wieloboju daje mi przepustkę na udział w mistrzostwach Polski młodzików. Ze względu na to, że wynik w skoku wzwyż nie dawał mi prawa udziału w mistrzostwach, wystartowałem w wieloboju zajmując ostatecznie szóste miejsce – mówi zawodnik, który zapytany o swoją ulubioną konkurencję bez wahania wskazuje skok wzwyż oraz inne skokowe konkurencje. Po ukończeniu gimnazjum Patryk dostał propozycję z gdańskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego, gdzie pod opieką trenera Ryszarda Kańskiego osiągał coraz większe sukcesy. – W 2015 roku zająłem siódme miejsce w 10-boju na mistrzostwach świata juniorów młodszych w kolumbijskim Cali. Rok później uzyskałem minimum na Mistrzostwa Świata Juniorów w Bydgoszczy kończąc rywalizację na 1.5 miejscu, a w 2017 roku podczas Mistrzostw Europy Juniorów we włoskim Grosseto zająłem 8. miejsce bijąc rekord Polski juniorów w 10-boju z wynikiem 7538pkt. Naprawdę bardzo się cieszyłem z tego rekordu, ponieważ wcześniej dwukrotnie zabrakło mi zaledwie siedmiu punktów do jego pobicia – z dumą wspomina Patryk.  Po serii kolejnych sukcesów, na czele ze zdobyciem tytułu halowego Mistrza Polski Seniorów w 2018 roku, zaczął się koszmar, który kosztował Barana mnóstwo bólu, hektolitry potu wylane na rehabilitacjach i utratę środków finansowych.    Marzenia runęły jak domek z kart Patryk najpierw naderwał więzadło rzepki, po czym po roku przerwy i rehabilitacji, kiedy wydawało się że kłopoty zdrowotne są za nim, zerwał je całkowicie. W jednej chwili utalentowanemu, odnoszącemu sukcesy sportowcowi zawalił się świat. Dwie poważne kontuzje wymagające operacji wpędziły Patryka nie tylko w traumę psychiczną, ale również w kłopoty finansowe. – Był to najcięższy okres w moim życiu. Straciłem szansę na wyjazd na mistrzostwa Europy do Szwecji. Z powodu przeciągającej się rehabilitacji zostałem również pozbawiony szkolenia kadrowego, wyjazdów na obozy oraz jakiegokolwiek stypendium – wspomina wieloboista.  Urodzony wojownik dzięki swojemu samozaparciu, ambicji oraz wsparciu najbliższych postanowił spróbować wrócić do sportu, który jak sam przyznaje jest całym jego życiem. Oprócz rodziny bardzo istotną rolę w powrocie do treningu Patryka odegrała jego obecna trenerka – Magdalena Szczepańska, olimpijka z Aten w siedmioboju, która oprócz treningu wspierała go także jako psycholog sportowy. – Magda dała mi nadzieję, pokazała drogę do powrotu i nie zwątpiła we mnie w żadnym momencie. Bez wahania mogę stwierdzić, że dzięki niej w ogóle jeszcze trenuję.  Dziesięciobój nie jest mainstreamowym sportem, przeciętny kibic interesuje się nim raz na cztery lata podczas igrzysk olimpijskich. Sportowcy uprawiający wielobój utrzymują się głównie ze stypendium i dzięki sponsorom. Oprócz treningu kilku dyscyplin i wylanego potu, wielobój wymaga nakładów finansowych. Rehabilitacja, odpowiednia dieta, wsparcie psychologa sportowego to wszystko niezbędne wydatki, które zdecydowanie trudniej opłacić bez regularnej pomocy finansowej. – Dlatego też zdecydowałem się dołączyć do inicjatywy #RazemDlaSportu, w ramach której na zasadach crowdfundingowej kibice mogą wspierać sportowców na drodze do spełnienia marzeń. W zamian stają się niejako częścią naszej ekipy, fundamentem sukcesów, mają też dostęp do zakulisowych materiałów ze świata sportu – opowiada Baran. Jego zbiórka jest jedną z ponad dwustu prowadzonych na platformie razemdlasportu.com. Organizatorzy tego projektu chcą zrewolucjonizować polski sponsoring sportowy i dać zawodnikom do ręki narzędzia, które uniezależnią ich od pojedynczych, dużych sponsorów. Inicjatywa cieszy się dużym zainteresowaniem sportowców i kibiców.    Igrzyska na horyzoncie Na początku roku Patryk wystartował pierwszy raz po kontuzji, a już 21 lutego wystartuje w mistrzostwach Polski pierwszy raz od trzech lat. Zawodnik nie kryje radości z powrotu, ale jak sam przyznaje, będzie to dla niego wyzwanie. – Już ten styczniowy mityng w Toruniu był dla mnie jak start na igrzyskach olimpijskich czy w mistrzostwach świata. Sam powrót na stadion to dla mnie wielkie osiągnięcie i z tego się cieszę. Występ w nadchodzących Mistrzostwach Polski będzie dla mnie sprawdzianem psychicznym i pozwoli mi odpowiedzieć na pytanie czy mimo dobrej formy fizycznej będę w stanie sobie poradzić z presją – przyznaje Baran.   Chociaż większości sportowców pandemia pokrzyżowała plany, akurat w przypadku utalentowanego wieloboisty paradoksalnie okazała się zbawieniem. Długa przerwa od startów pozwoliła Patrykowi całkowicie skupić się na rehabilitacji i odciąć od presji szybkiego powrotu na stadion. – Mogłem powoli się rehabilitować, przeznaczyć czas na powrót i wreszcie mogę wrócić do sportu bez wyrzutów sumienia. Sam zawodnik stawia sobie ambitne, lecz na razie niewygórowane cele. – Najbardziej różowym scenariuszem jest dla mnie sam powrót do sportu i możliwość rywalizacji z kolegami. Natomiast największym marzeniem pozostaje start na igrzyskach olimpijskich – podsumowuje młody atleta.    
14 Lutego 2020 godz. 5:21
Art za KL Bałtyk Koszalin
 

Gocha zmienia klub. Tartan do naprawy

Klub Lekkoatletyczny Bałtyk Koszalin wydał następujące oświadczenie: Z dniem 6.02.2020 r. Pani Małgorzata Hołub-Kowalik, po 14 latach trenowania w Klubie Lekkoatletycznym Bałtyk Koszalin zmieniła barwy klubowe i rozpoczęła dalszy rozwój kariery jako zawodniczka AZS UMCS Lublin. Powodem zmiany klubu była zdecydowanie lepsza infrastruktura Klubu w Lublinie oraz zaproponowane warunki finansowe, które ułatwią zawodniczce przygotowania do Igrzysk Olimpijskich w Tokio.W pełni rozumiemy decyzję Małgosi, bo dobrze wiemy, że kariera sportowca trwa krótko i musi ją wykorzystać jak najlepiej z myślą o swojej przyszłości.Nasze oświadczenie jest wyrazem bezsilności i wyczerpaniem wszelkich możliwości Zarządu KL Bałtyk w sprawie problemów, z jakimi borykamy się od kilku lat, czyli zwiększeniem dotacji dla Klubu oraz beznadziejnym stanem nawierzchni tartanu na obiekcie ZOS Bałtyk w Koszalinie. Roczna dotacja dla naszego Klubu od lat wynosi 50 tys. zł i nie wystarcza na pokrycie podstawowych opłat za: szkolenie młodzieży, wyjazdy na turnieje i obozy oraz utrzymanie sprzętu sportowego. Tylko dzięki sponsorom udaje nam się w bardzo skromnych warunkach zamykać budżet roczny, za co im bardzo dziękujemy. Najpoważniejszy jednak problem stanowi wcześniej wspomniana nawierzchnia tartanowa, o której Władze Miasta są informowane od 2 lat przez Zarząd Klubu i Zarząd Obiektów Sportowych. W dniu 10.02.2020 roku została przeprowadzona coroczna kontrola stanu jej nawierzchni przez przedstawicieli PZLA w obecności przedstawicieli ZOS i KL Bałtyk. Kałuże wody i dziury na bieżni, to tylko część, którą można ocenić wizualnie. Zatrważające są jednak badania tartanu, które wykazały w wielu miejscach jego grubość od 4 do 8 mm i w żadnym z pomiarów nie zbliżyła się do wymaganych normą 15 mm. Wyniki badań, które zostaną przedstawione w najbliższym czasie przez PLZA wskazują jednoznacznie, że organizowanie zawodów i trenowanie w kolcach do biegania zagraża bezpieczeństwu użytkowników! Ciężko tutaj o jakikolwiek komentarz. Życząc dużo zdrowia i szczęścia Małgosi, w dalszym ciągu będziemy jej kibicować, niestety już nie jako zawodniczce naszego Klubu.Bardzo żałujemy, że władze Miasta Koszalina nie zrobiły wystarczająco dużo, aby zatrzymać ją w naszym mieście.                      
31 Października 2019 godz. 4:50
Art, fot. FB/Piotr Jedliński
 

Małgorzata Hołub-Kowalik i trener Zbigniew Maksymiuk u prezydenta Piotra Jedlińskiego

- Dziękujemy za wielkie emocje. Jak tylko wyjeżdżasz z Koszalina, to przywozisz później kolejny medal. Gratuluję wspaniałych wyników, gratuluję rekordu Polski w sztafecie, który długo, bo kilkanaście lat, pozostawał niepobity - powiedział Piotr Jedliński. Podczas spotkania w ratuszu, koszaliniaka opowiedziała o wywalczonym cztery dni temu złotym medalu w sztafecie 4x400 metrów podczas Wojskowych Igrzyskach Sportowych w Wuhan, a także o srebrnym krążku z mistrzostw świata w Dosze w sztafecie 4x400 i pobitym aż o 3 sekundy rekordzie Polski. Małgorzata Hołub-Kowalik powiedziała: "Ta seria sukcesów, to, co wydarzyło się do tej pory, chyba jeszcze do nas nie dociera. Przed mistrzostwami świata wiedziałyśmy, że będziemy liczyć się w walce o medale. Statystycy przewidywali, że stać nas na brąz. Nasza drużyna udowodniła, że potrafi walczyć z najlepszymi. Bieg ułożył się idealnie. Do samego końca walczyłyśmy o jak najszybszy wynik i pobicie rekordu kraju o blisko trzy sekundy pokazuje, jak bardzo nam na tym zależało. Już od jakieś czasu byłyśmy gotowe na to, by atakować rekord Polski. Dziękuję trenerowi za przygotowanie. To był trudny rok, nie zawsze było kolorowo, zwłaszcza na początku. W pewnym momencie w ogóle chciałam zrezygnować ze startów w sezonie halowym przez kontuzję. Były łzy. Ale końcówka sezonu w pełni to zrekompensowała. I zostały tylko łzy szczęścia".  Zbigniew Maksymiuk powiedział: "Nie możemy sobie pozwolić na odpoczynek. Ten sezon był za długi, a odpoczynek już dawno powinien też się zakończyć. Za trzy-cztery tygodnie ruszamy z przygotowaniami. Na igrzyskach musi być medal. Tylko jakiego koloru? Po drodze mamy jeszcze halowe mistrzostwa świata.  
15 Października 2019 godz. 16:28
Ala za Urząd Marszałkowski
 

Medaliści mistrzostw świata DOHA 2019 odwiedzili marszałka

Przed laty dostawała stypendium marszałka dla młodych sportowców, dziś sięga po najwyższe laury. Srebrna medalistka Mistrzostw Świata w lekkoatletyce DOHA 2019 Małgorzata Hołub-Kowalik, a także brązowy medalista w skoku o tyczce Piotr Lisek spotkali się z marszałkiem Olgierdem Geblewiczem i Zarządem Województwa Zachodniopomorskiego. Zakończone na początku października Mistrzostwa Świata w lekkoatletyce w Katarze były niezwykle udane dla sportowców z Pomorza Zachodniego. - Tych emocji, których nam dostarczyliście pewnie nie zapomnimy do końca życia. Mam przekonanie, że  milion siedemset tysięcy mieszkańców Pomorza Zachodniego pęka z dumy, że ma takie sławy sportu. Dzięki Wam, waszej pracy nasz region liczy się w lekkiej atletyce. To niesamowite, że możemy Was oglądać na srebrnym ekranie, śledzić wasze występy na całym świecie. Serdecznie dziękujemy za te emocje – tymi słowami medalistów powitał marszałek Olgierd Geblewicz.   Spotkanie było okazją do rozmowy w wspaniałym występie, o czekających na sportowców kolejnych wyzwaniach, o pasji, ale i o Pomorzu Zachodnim. Tematów nie brakowało.    - Jestem koszalinianką i u pana marszałka byłam niemal od małego, gdy jeszcze dostawałam stypendium dla młodych sportowców. Jak widać się rozwinęłam, warto było wspierać młodych sportowców. Staramy się sławić, to miejsce z którego pochodzimy – powiedziała srebrna medalistka MŚ DOHA 2019 Małgorzata Hołub-Kowalik.   Małgorzata Hołub-Kowalik urodziła się i mieszka w Koszalinie, a od 2006 r. reprezentuje barwy tamtejszego Bałtyku. Zdobyte w Katarze srebro, to jej kolejny sukces ze sztafetą 4x400 metrów. W tej konkurencji zdobyła już mistrzostwo Europy w Berlinie w 2018, oraz mistrzostwo Europy z Glasgow 2019 na hali.   - Jestem nabytkiem Szczecina, cieszę się, żę możemy się spotkać, dziękuję że o nas pamiętacie. Dokładamy wszelkich starań by na arenach międzynarodowych Szczecin i Pomorze Zachodnie rozsławić - mówił brązowy medalista MŚ DOHA 2019 Piotr Lisek.     Tyczkarz Piotr Lisek to nie tylko brązowy medalista MŚ Doha 2019, ale także wielokrotny medalista mistrzostw Polski i aktualny rekordzista Polski w skoku o tyczce. Wśród jego największych sukcesów jest halowe mistrzostwo Europy zdobyte w Belgradzie w 2017 r. oraz wicemistrzostwo świata zdobyte przed dwoma laty w Londynie. Zawodnik od 2012 roku reprezentuje barwy OSOT Szczecin. Podczas spotkania medalistom wręczono karty upominkowe o wartości 1 tysiąca złotych.  
6 Października 2019 godz. 22:03
Art za PZLA
 

Srebro naszej sztafety pań 4x400 metrów

Polska w składzie Iga Baumgart-Witan, Patrycja Wyciszkiewicz, Małgorzata Hołub-Kowalik, Justyna Święty-Ersetic z czasem nowego rekordu Polski 3:21.89 - zajęła drugie miejsce w biegu na 4x400 m w mistrzostwach świata w Doha. Polki po medal i rekord kraju (poprawiony o 2.6 sekundy!) pobiegły w składzie Iga Baumgart-Witan, Patrycja Wyciszkiewicz, Małgorzata Hołub-Kowalik, Justyna Święty-Ersetic. Aniołki Matusińskiego od początku biegły mocno i pewnie. Cały czas drugie, za Amerykankami. Na chwilę drugą pozycję straciły na 250 metrów przed metą na rzecz Jamajki, ale to nie wyprowadziło z równowagi Święty-Ersetic – wręcz pomogło.   - Dzięki temu, że dziewczyny pobiegły mocno wcześniejsze zmiany miała komfort. Dziękuję im za to. Gdy wyprzedziła mnie Jamajka to mogłam się za nią złapać i to pomogło – podkreśliła.   Dla Święty-Ersetic był to już szósty bieg na katarskich zawodach.   - Wiadomo, że nie jestem robotem. Byłam zmęczona to oczywiste. Postanowiłam sobie, że powalczę sercem i dam tej sztafecie tyle ile sił w nogach. Nigdy nie miałam tylu biegów w jednej imprezie. To ciekawe doświadczenie, ale mam nadzieję, że nie będzie więcej takich sytuacji – śmiała się szczęśliwa Polka gdy po dwóch godzinach od finału wreszcie dotarła do polskich mediów.   Świetnie pobiegła na drugiej zmianie Patrycja Wyciszkiewicz. Wg. danych IAAF Polka uzyskała międzyczas na niesamowitym poziomie 49.7!   - To był świetny bieg, ale dużo zawdzięczam Idze, która na pierwszej zmianie wypracowała pozycję. Cieszę się, że forma przyszła na mistrzostwa świata. Byłam pewna, że będę tutaj mocna. Ten medal bardzo cieszy, ale jest świetną motywacją do tego żeby w Tokio też powalczyć – przyznała Wyciszkiewicz.   Zawodniczki wiedziały, że przed startem iż są w dobrej formie, ale rekord kraju, który ustanowiły był zaskoczeniem.   - Uzyskałyśmy kosmiczny wynik. Nie wierzę w niego. Przed biegiem nigdy bym w to nie uwierzyła, że możemy osiągnąć taki czas. Pokazałyśmy, że jesteśmy przygotowane, ale dodatkowo zostawiłyśmy na bieżni całe serce. Rekord Polski wisiał nad nami od dawna. To nas motywowało. Zawsze coś przeszkadzało w czasie biegu żeby osiągnąć taki czas, teraz się udało – powiedziała Małgorzata Hołub-Kowalik.   Po finale na 400 metrów eliminacje sztafety odpuściła Iga Baumgart-Witan. Wróciła ona do składu na bieg medalowy.   - Musiałam przekonać trenera żeby odpocząć. Dwa ostatnie dni spędziłam chora w łóżku, ale trener na rozgrzewce powiedział, że nawet zasmarkana to mam pobiec. I pobiegłam, czuję się świetnie – śmiała się Baumgart-Witan.   Poprawiając własny rekord Polski (od dziś wynosi on 3:31.46) Marcin Lewandowski zdobył brązowy medal mistrzostw świata. Polak długo biegł w grupce zawodników, od której na znaczną odległość odbiegł Timothy Cheruiyot. Kenijczyk nadał mocne tempo i wygrał z czasem 3:26.29. Za jego plecami piękną walkę toczył „Lewy”, który wpadł na metę tuż niemal równo z Algierczykiem Taoufikiem Makhloufim.   - Jestem przeszczęśliwy, że pokazałem tutaj na co mnie stać. Pobiegłem po świetny wynik, ustanowiłem życiówkę i rekord kraju. Trudno się nie cieszyć. Znowu pokazałem, że jestem biegaczem turniejowym. Rozkręcałem się z biegu na bieg. To mój szósty finał mistrzostw świata i wreszcie kończę go z medalem – cieszył się Lewandowski.   Brązowy medalista mistrzostw świata przyznał, że kontrolował bieg.   - Nie szarpałem się w biegu. Wszystko było ok, co setkę kontrolowałem międzyczasy. Widziałem, że nie ma sensu się przepychać. Na 300 metrów do mety zaatakowałem i utrzymałem bezpieczną pozycję. Obiecałem sobie, że będę gryzł trawę w finale i dam z siebie wszystko i tak też zrobiłem – powiedział.   Przed Lewandowskim i jego zespołem teraz kolejne cele, o które nie mógłbym walczyć dzięki odpowiedniemu wsparciu.   - Dziękuję wojsku, sponsorom, ministerstwu, PZLA. Dzięki nim mam świetne szkolenie i z moim bratem-trenerem możemy realizować nasz plan. Plan, który przynosi nagrody oraz wyczyny jakich w historii polskiej lekkoatletyki nie było – zaznaczył.   W tym roku Marcin pobiegnie jeszcze w Wuhan podczas igrzysk wojska.
12 Sierpnia 2019 godz. 6:13
Art za PZLA
 

Polska najlepsza w Europie. W złotym zespole Małgorzata Hołub-Kowalik

Polska została w Bydgoszczy drużynowym mistrzem Europy w lekkoatletyce! Historyczny sukces padł łupem biało-czerwonych w wyjątkowym roku jubileuszu 100-lecia Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. Nasz zespół zgromadził 345 punktów i pokonał ekipy Niemiec (317,5 pkt.) oraz Francji (316,5 pkt). Polska nigdy wcześniej nie wygrała klasyfikacji drużynowych mistrzostw Europy. Złote krążki nasi zawodnicy odebrali przy gromkim „dziękujemy” docierającym z trybun. Później cały stadion wspólnie odśpiewał Mazurka Dąbrowskiego, a szampana otworzył prezes Henryk Olszewski. Później były jeszcze kolejne gromkie brawa i wspaniała runda honorowa. Tak biało-czerwoni podziękowali kibicom za trzy dni wspaniałego dopingu, który pomógł im w ostatecznym triumfie.   Dotychczas nasza reprezentacja zajmowała w „drużynówce” trzecie i drugiej (dwa lata temu w Metropolii Lille) miejsca. W 2001 mężczyźni zdobyli puchar Europy. Do ostatecznego triumfu na stadionie im. Zdzisława Krzyszkowiaka przyczyniły się m.in. niedzielne zwycięstwa Polaków. Te odnieśli Sofia Ennaoui, Adam Kszczot, Piotr Małachowski, Piotr Lisek oraz Aniołki Matusińskiego. Aniołki Matusińskiego nie zawiodły. Mocno otworzyła Iga Baumgart-Witan, która przekazała pałeczkę Annie Kiełbasińskiej. Na pierwsze miejsce wyprowadziła nasz zespół Małgorzata Hołub-Kowalik, a Justyna Święty-Ersetic pobiegła po zwycięstwo. Polki wygrały z czasem 3:24.81. Coraz szybsze podopieczne Aleksandra Matusińskiego były bliskie poprawienia wynoszącego 3:24.47 rekordu Polski. Profesor Adam Kszczot kolejny raz zaimponował kibicom. W Bydgoszczy na 200 metrów przed metą biegł za kilkoma rywalami, ale niesiony wspaniałym dopingiem zdołał ich wyprzedzić i wygrał z czasem 1:46.97. Po zejściu z bieżni mistrz przyznał, że konkurenci nieco zaskoczyli go taktyką. - Troszkę dramaturgii się wkradło w ten bieg. Dałem się zaskoczyć i zamknąć, ale kibice mnie ponieśli i wygrałem. Przed startem rozważałem różne taktyki. Niedawno wróciłem ze Szwajcarii, ciężko trenuję. Efekty mają przyjść podczas mistrzostw świata w Dosze. – mówił Kszczot. Wielkie emocje przyniósł bieg Sofii Ennaoui na 1500 metrów. Polka, która dwa lata temu na bydgoskim stadionie została na tym dystansie wicemistrzynią Europy do lat 23, zaatakowała po wyjściu na ostatnią prostą. Na kilkanaście metrów przed metą była już liderką. Upewniła się, że rywalki jej nie zagrożą i z uniesioną w geście triumfu ręką wpadła na metę osiągając rezultat 4:08.37.  - Natchnął mnie wczorajszy bieg Marcina i doszłam do wniosku, że na 1500 metrów musimy mieć dublet. – śmiała się po biegu Ennaoui, która do Bydgoszczy przybyła wprost ze zgrupowania w Szwajcarii. Znakomicie radził sobie przed bydgoską publicznością Piotr Lisek. Rekordzista kraju w pierwszych próbach pokonywał 5.46, 5.66 oraz 5.71. Po opuszczeniu 5.76 Polak w drugim skoku – ku wielkiej uciesze ponad 15 000 widowni – zaliczył 5.81. Później były jeszcze próby ataku na rekord kraju. Poprzeczka na stadionie im. Krzyszkowiaka powędrowała na wysokość 6.03. Niestety tym razem się nie udało, ale Lisek i tak zdobył cenne 12 punktów dla biało-czerwonych. - Bardzo chciałem sprawić publiczności radość i skoczyć te 6 metrów. Niestety tym razem się nie udało, ale i tak jestem bardzo zadowolony ze kompletu punktów dla drużyny. – przyznał Piotr Lisek. Przed czwartą serią rzutów Piotr Małachowski był drugi, ale w ostatniej kolejce dalej od Polak rzuciła Martin Wierig. Odpowiedź wicemistrza olimpijskiego była wyborna – 63.02 i zwycięstwo w bydgoskim czempionacie.  - Może ten wynik nie jest szczytem moich możliwości, ale jestem zadowolony. Świetnie być członkiem takiej ekipy. – przyznał Piotr Małachowski. Warto dodać, że rekordzistą mistrzostw jest trener Małachowskiego Gerd Kanter, który 9 lata temu w Budapeszcie uzyskał 68.76.  Sztafeta 4 x 400 metrów panów w składzie Wiktor Suwara, Rafał Omelko, Łukasz Krawczuk, Patryk Dobek zajęła w finale trzecie miejsce osiągając czas 3:02.56.  11 punktów dla Polski zdobyła Joanna Fiodorow. Polka dwukrotnie rzucała ponad 70 metrów i zawody zakończyła z rezultatem 72.13. Brązowa medalistka mistrzostw Europy uległa jedynie Francuzce Tavernier – ta zaimponowała triumfując z 72.81. - Cieszę się z tego rezultatu, chociaż po cichu liczyłam na komplet punktów. Emocje wpłynęły też na błędy techniczne, ale zasadniczo jestem zadowolona ze startu w Bydgoszczy. – powiedziała polska młociarka. Krystian Zalewski na okrążenie przed metą biegu na 3000 metrów z przeszkodami był jeszcze liderem. Później Polak musiał uznać wyższość Hiszpana oraz Fina i finiszował jako trzeci z czasem 8:29.12. Niemal jednocześnie na metę biegu na 100 metrów przez płotki wpadły Włoszka, Niemka oraz Polka – Karolina Kołeczek. Różnice między zawodniczkami były minimalne. Wygrała zawodniczka z Półwyspu Apenińskiego Luminosa Bogliolo – 12.87. Identyczny czas miała Cindy Roleder ale szczegółowa analiza wykazała minimalną przewagę Włoszki (0.002) Nasza reprezentantka trzeci raz w karierze pobiegła (przy regulaminowym wietrze) poniżej 12.90 osiągając na mecie 12.88. - To był dobry bieg, a po minięciu mety myślałam nawet, że wygrałam. Tak to wyglądało z mojej perspektywy. – przyznała później polska płotkarka. Czwarty w biegu na 110 metrów przez płotki był Damian Czykier, który na bydgoskiej bieżni osiągnął 13.70. Wygrał wicemistrz olimpijski z Rio de Janeiro, czyli Orlando Ortefa – 13.38. Paulina Guba uzyskała 17.58 oraz 17.77 i zajęła w konkursie kulomiotek czwarte miejsce. W ostatniej serii z podium zepchnęła Polkę Szwedka Fanny Ross (18.54). Wygrała Christina Schwanitz – 18.93. Przedostatni zawodnik startujący w trzeciej serii trójskoku – Benjamin Compaoré z Francji – osiągając 16.67 wykluczył z wąskiego finału Adriana Świderskiego. Polak zajął ostatecznie piąte miejsce z wynikiem 16.27.  Kamila Lićwinko po zaliczeniu 1.90 miała trzy strącenia na 1.94 i została sklasyfikowana w Bydgoszczy na piątym miejscu. Dobrze znana miejscowej publiczności Ukrainka Julia Lewczenko (zdobywała na obiekcie im. Krzyszkowiaka medale mistrzostw świata U20 i Europy U23) wygrała skacząc 1.97 (atakowała także 2.02). Szósta w finałowym biegu na 200 metrów była Anna Kiełbasińska – 23.36. Triumfowała zdecydowana faworytka Mujinga Kambundji ze Szwajcarii – 22.72. Patryk Kozłowski z czasem 8:24.05 był dziesiąty w biegu na 3000 metrów. Dziewiąta w biegu 5000 metrów z czasem 16:40.04 była Paulina Kaczyńska. Na jedenastym miejscu, z wynikiem 6.15, konkurs skoku w dal zakończyła Magdalena Żebrowska. Klasyfikacja końcowa 8. Drużynowych Mistrzostw Europy: MIEJSCE REPREZENTACJA PUNKTY 1 Polska 345 2 Niemcy 317,5 3 Francja 316,5 4 Włochy 316 5 Wielka Brytania 302,5 6 Hiszpania 294,5 7 Ukraina 225 8 Czechy 219,5 9 Szwecja 210,5 10 Grecja 197 11 Finlandia 190 12 Szwajcaria 175   Ostatnie pięć ekip za dwa lata wystartuje w I lidze. Do superligi drużynowych mistrzostw Europy w Sandnes (Norwegia) awans wywalczyła Portugalia. Przypomnijmy, że w 2021 roku w superlidze wystartuje osiem (być może dziewięć, jeśli obiekt gospodarza będzie posiadał tyle torów na bieżni okrężnej) zespołów.