Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

Romecki: „Będę wśród ludzi, a nie na salonach”

2015-11-19 14:01:00 Robert Kuliński/ fot. arch. Stefan Romecki (fb)
Zachęcamy do lektury rozmowy z posłem na sejm, znanym i szanowanym społecznikiem z Koszalina - Stefanem Romeckim. Pytania zadawał Robert Kuliński.

Na rozgrzewkę chciałbym zadać pytanie dotyczące lidera ugrupowania, z którym się Pan związał. Czy zna Pan twórczość Pawła Kukiza? Czy ma Pan jakąś ulubioną piosenkę?

- Znam utwory Pawła, którego uważam za swojego przyjaciela. Najbardziej lubię piosenkę „Miasto budzi się”, którą śpiewamy zmieniając słowa na „Polska budzi się...”. Lubię też „Bo tutaj jest jak jest” z tym fragmentem: „Wierzę w to, że przyjdzie czas, wierzę w to, że zmieni się. Wierzę w to, że Ty i ja obudzimy nowy dzień”.

Wiele osób w Koszalinie kojarzy Pana z tego, że czy lato, czy zima jeździ Pan jednośladem. Czy w Warszawie także porusza się Pan na rowerze?

- W Koszalinie bez roweru nie da się żyć, ale w Warszawie jest on raczej nieprzydatny. Pobyt w Sejmie jest bardzo pracowity. Zwykle nie wychodzę też z hotelu sejmowego, staram się wykorzystać każdą chwilę na pracę, spotkania i rozmowy. Na razie Warszawa do dla mnie tylko Sejm, hotel sejmowy i dworzec kolejowy.

Czyli dojeżdża Pan do Warszawy pociągiem. Nie przysługuje Panu jakiś transport służbowy, bardziej wygodny?

- Podróżuję nocą, żeby się wyspać i rano być w miarę wypoczętym. Nie korzystam z samolotu, czy samochodu. Z dworca do Sejmu idę piechotą albo biorę taksówkę. Poseł ma zapewnione wszystkie warunki, stara się o to Kancelaria Sejmu, której pracę oceniam bardzo wysoko. To bardzo mili i kompetentni ludzie.

Przejdźmy teraz do do spraw poważniejszych. Osiągnął Pan niemały sukces. Od roli społecznika trafił Pan do Rady Miasta, a obecnie zasiada w parlamencie. Jakie to uczucie?

- To wielki zaszczyt i wyróżnienie, ale też ogromna odpowiedzialność. Kiedy czterokrotnie zostawałem radnym przeważała radość - cieszyłem się, że będę mógł więcej robić dla Koszalina. W przypadku wyboru na posła uczucie było inne. Nie ukrywam, że zwyczajnie po ludzku czułem ciężar odpowiedzialności. Nikt nie chce sprawiać zawodu innym ludziom, a ja wiem przecież, że w tak wielkim okręgu wyborczym nie jestem w stanie wszystkim pomóc.

Dlatego walczymy o zmianę ordynacji wyborczej na większościową jednomandatową (JOW) – wtedy okręg wyborczy jest dziesięciokrotnie mniejszy od obecnego. Nieduży (ok. 60-70 tys. wyborców) umożliwia łatwiejszy kontakt wyborców ze swoim posłem, a posłowi dotarcie do wyborców. Daje też większą możliwość sprawowania kontroli nad  posłem niż obecnie, kiedy okręg liczy sobie ponad pół miliona wyborców. Poza tym, poseł jest jeden na okręg i wie, że na nim spoczywa odpowiedzialność. Przy kilku, czy kilkunastu posłach w okręgu, tak jak obecnie, nikt za nic nie odpowiada.          

Czy nowe obowiązki ograniczą Pańską działalność społeczną w ramach Komitetu Obywatelskiego Miasta Koszalina? Mam tu na myśli zarówno codzienną pomoc potrzebującym, ale także śniadania świąteczne. 

- W żadnym razie nie zamierzam rezygnować z dotychczasowej działalności społecznej. Pierwsze pytanie, jakie skierowałem do Kancelarii Sejmu, dotyczyło łączenia funkcji posła z działalnością społeczną. Żeby dowiedziec się, czy nie ma jakiejś kolizji interesów. Okazuje się, że nie ma żadnych przeszkód. Nadal więc będę organizował śniadania świąteczne i pomoc dla najbardziej potrzebujących. Zamierzam z przyjaciółmi z KOMK poszerzyć nawet zakres świadczonej pomocy.

Jakie cele wyznacza sobie pan jako poseł RP?

- Moje cele, to cele Ruchu Kukiz'15. My nie jesteśmy partią, ale ruchem społecznym. Nie korzystamy tak jak partie z subwencji i dotacji. Naszym celem nie jest władza, ale zmiana systemu. Chcemy przywrócić państwo obywatelom. Chcemy zmienić Konstytucję, wprowadzić nową ordynację wyborczą – większościową z jednomandatowymi okręgami wyborczymi (JOW). Chcemy demokracji w miejsce obecnej partiokracji i wszechwładzy partii politycznych, które odebrały prawa wyborcze obywatelom. Mówił o tym Paweł Kukiz w dyskusji nad expose, określając rząd Beaty Szydło jako „rząd korekt, a nie zasadniczej zmiany” i dodając, że „bez ordynacji większościowej, nigdy nie będziemy mieli sprawnych rządów, a obywatele nie będą mogli kontrolować swoich przedstawicieli”.

To są wielkie i ambitne założenia, od ich spełnienia zależy los Polski. Staraliśmy się je realizować przez kilkanaście lat w Ruchu JOW założonym przez nieżyjącego już prof. Jerzego Przystawę. Przypomnę tylko, że postulat JOW przedstawiałem podczas wszystkich kolejnych wyborów samorządowych w Koszalinie, a także w 2005 roku, kiedy kandydowałem w wyborach do Senatu z listy KWW „Jednomandatowe Okręgi Wyborcze”. Walczymy więc o nasze cele bardzo długo, nie zniechęcamy się niepowodzeniami i wiemy jak wiele zależy od cierpliwości i konsekwencji.      

Jak ocenia Pan pomysł na stworzenie województwa środkowopomorskiego? Wielu twierdzi, że jest to obecnie nieopłacalne. Inni, że to zagrywka PiSu, po to, aby sięgnąć po władzę samorządową, dążąc do przedterminowych wyborów.

- Jako lokalny patriota chciałbym województwa ze stolicą w Koszalinie. Nie wierzę jednak, że tego samego chce PiS, raczej chodzi im o pretekst do zorganizowania nowych przedterminowych wyborów do sejmików wojewódzkich, gdzie są pieniądze unijne. PiS nie jest jedyną partią, która politycznie rozgrywa temat środkowopomorskiego, wcześniej robiły to inne partie.
 
Uważam, że wciąż są szanse na przeniesienie do Koszalina sejmiku  wojewódzkiego. Takie rozwiązanie przyjęto w lubuskim - stolicą województwa i siedzibą wojewody jest Gorzów Wielkopolski, siedzibą samorządu (sejmik i zarząd województwa) jest Zielona Góra. W naszym przypadku byłby to Szczecin i Koszalin. O tym jednak partie nie mówią, a to dlatego, że cel jest realny do osiągnięcia.
 
Jako reprezentant ugrupowania Kukiz15, ma Pan jakiś wytyczne względem głosowania w konkretnych sprawach?

- Nie ma wytycznych, zaliczam się jednak do tych osób, które proponują, żeby przed każdym ważniejszym głosowaniem, klub przedyskutował stanowisko w konkretnej sprawie i żeby na sali sejmowej prezentował już jednolity punkt widzenia. W parlamencie liczy się siła głosów i nie ma co udawać, że jest inaczej. To nie wyklucza wewnętrznej dyskusji przed głosowaniem, ale stanowisko jest wypracowane wspólnie, a nie narzucane rozkazem jak w partiach.
 

Czy są jakieś propozycje obecnego rządu, na jakie by Pan się absolutnie nie zgodził?

- Generalnie uważam, że tworzenie prawa pod zły system i źle funkcjonujące państwo jest stratą czasu. Ustawa ma sens wtedy, kiedy w kraju jest poszanowanie dla prawa, administracja działa sprawnie, nikt nie kombinuje, żeby obejść prawo, które powinno być ze sobą dobrze powiązane a nie sprzeczne. W Polsce mamy setki ustaw, które nie są wykonywane albo nawet prowadzą do odwrotnych skutków niż określone w ich przepisach. Do tego mamy upartyjnienie państwa i obsadzanie stanowisk przez politycznych kolesi w ramach podziału łupów politycznych. Wszyscy ostatnio widzieliśmy na przykładzie pana Gowina, jak obsadza się stanowiska państwowe - dziś może być ministrem obrony, jutro edukacji, pojutrze budownictwa - taki wszechstronny człowiek z niego. Ludzie się z tego śmieją.

Najpierw naprawa państwa. Ja to często porównuje do domu, który ma zgniłe fundamenty, a ktoś wchodzi na dach i próbuje wymienić jedną dachówkę. Co z tego, że wymieni jak dom lada chwila może się zawalić. Trzeba położyć nowy fundament, a tym jest konstytucja i ordynacja wyborcza.     

Co Pana zdaniem jest największym problemem Polaków aktualnie?

- Absolutnie zły system wyborczy i polityczny. W Polsce partia, która wygrywa wybory musi przez całą kampanię ukrywać swoich najważniejszych działaczy, bo w przeciwnym razie wybory by przegrała. To jest paranoja. Obecna ordynacja wyborcza tworzy państwo partyjne, ordynacja JOW – państwo obywatelskie, w którym obywatele decydują i kontrolują swoich przedstawicieli, a nie odwrotnie.

Gdzie będzie Pan miał swoje biuro w Koszalinie czy w stolicy?

- Moje biuro będzie w Koszalinie, na ulicy Piłsudskiego, po sąsiedzku z Komitetem Obywatelskim Miasta Koszalina, który założyliśmy 10 lat temu. Oprócz tego mamy też swoje biuro w Sejmie.

W jakich sprawach mieszkańcy Koszalina mogą się do Pana zwracać?

- We wszystkich, które leżą w zakresie działania posła, czy też po prostu człowieka, który pomaga innym od lat. Pod tym względem nic się nie zmienia – ja do ludzi wychodzę i rozmawiam na ulicy, w domach, na rynku, więc jakieś „przyjmowanie interesantów” trochę mnie ogranicza, choć tego wymagają procedury. Będę po prostu jeszcze częściej spotykać się z ludźmi, również w terenie, żeby przekazywać do Sejmu problemy wyborców. Słowo „poseł” rozumiem dosłownie – jako osobę posłaną przez innych.

W biurze poselskim chciałbym zorganizować podstawową pomoc prawną. Mam zamiar też zorganizować pomoc psychologiczną. Z moich doświadczeń wynika, że nie tyle problemy prawne, co problem rodzinne, związane z nałogami i uzależnieniami, albo nieprzystosowaniem społecznym, nieumiejętnością radzenia sobie w życiu - to są dziś najważniejsze przyczyny trudności i kłopotów w jakie popadają ludzie. Dochodzi do tego masowa emigracja i zerwanie więzi rodzinnych, niepełne rodzicielstwo i inne problemy. Ja to widzę codziennie i tak będę starał się organizować pomoc, żeby była skuteczna. Na pewno będę wśród ludzi, a nie na salonach.

 

Na zakończenie chciałbym podziękować ekoszalin.pl, którego jestem czytelnikiem, za zainteresowanie i pytania. Serdecznie pozdrawiam wszystkich Czytelników tego bardzo interesującego i potrzebnego Koszalinowi portalu.

Dziękuję za rozmowę.

Skomentuj na Facebooku / Zobacz komentarze »
Zobacz popularne artykuły:
 

III liga: Kasa zamiast walkowerów

13 Czerwca 2019 godz. 5:47 Art
Na boisku ograli rywala. Oba koszalińskie kluby: Bałtyk i Gwardia pokonały Chemika Bydgoszcz po 2:1. Zwycięstwa koszalińskich zespołów znacznie przyczyniły się do tego, że drużyna Chemika znajduje się w trzecioligowej tabeli na spadkowej pozycji. Działacze Chemika znaleźli jednak sposób na uratowanie klubu: żądają ukarania walkowerami Bałtyku i Gwardii. Działacze klubu z Bydgoszczy wnieśli  do Wydziału Dyscypliny Zachodniopomorskiego Związku Piłki Nożnej  oficjalne pismo, w którym poinformowali organ prowadzący rozgrywki o swoich zastrzeżeniach. Dziś Wydział Dyscypliny Zachodniopomorskiego Związku Piłki Nożnej w Szczecinie podjął w tej sprawie decyzję. Gwardia ukarana została karą 20 tys. zł w zawieszeniu na 2 lata, a Bałtyk karą 30 tys. zł w zawieszeniu na 2 lata. Skąd te kary? Bydgoszczanie uważają, że trener Wojciech Polakowski, który w Gwardii zastąpił Tadeusza Żakietę i prowadził zespół w meczach od 28. do 32.kolejki nie miał do tego prawa.  Polakowski wcześniej - w końcówce rundy jesiennej i na początku wiosennej (do 10 kwietnia) - pracował w Świcie Skolwin. Chemik powoływał się na art. 9 Uchwały nr X II/189 z dnia 12.12.2014 Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej, dotyczący zasad regulujących stosunki pomiędzy klubem sportowym a trenerem piłki nożnej. Mówi on, że „trener może w trakcie jednej rundy sezonu piłkarskiego świadczyć usługi trenerskie lub z nimi związane tylko w jednym klubie występującym w tej samej klasie  rozgrywkowej” uważa, że doszło do rażącego naruszenia prawa związkowego, co podlega odpowiedzialności dyscyplinarnej, a także skutkuje wstrzymaniem licencji trenerskiej (na okres 1 roku). Chemik był przekonany, że tym samym Gwardia w meczach z Pogonią II (0:5), Chemikiem (2:1), Górnikiem Konin (1:0), Wierzycą Pelplin (1:0) i Świtem (0:5) złamała przepisy PZPN w sprawie licencji trenerskich i powołując się na regulamin rozgrywek III ligi, wnioskował o nałożenie kar finansowych 10 i 20 tys. zł za dwa pierwsze mecze oraz o zweryfikowanie jako walkowery na niekorzyść Gwardii trzech pozostałych spotkań.   Chemik miał także uwagi do "papierów" trenera Bałtyku Mariusza Lenartowicza, który w pięciu wiosennych meczów nie miał ważnej licencji trenerskiej. Działacze Bałtyku wyjaśniają, że co prawda Lenartowicz w tym okresie nie posiadał wymaganej licencji, ale podczas tych spotkań na ławce przebywali klubowi szkoleniowcy z wymaganą licencją UEFA A. Później Lenartowicz uzyskał już ważną licencję.    ...
 

Unieście wśród topowych wakacyjnych kierunków na Travelist.pl

14 Czerwca 2019 godz. 1:44 Ala za Biuro Prasowe Travelist
Marzysz o wakacjach z dala od tłumu turystów? Szukasz miejsc, w których poczujesz błogi spokój i oderwiesz się od codzienności? Travelist przekonuje, że Polska to idealna lokalizacja na beztroski urlop. Jak wynika z danych serwisu, Polacy coraz chętniej wybierają zaciszne miejscowości zgodne z trendem slow travel. Portal przedstawia listę ukrytych perełek na turystycznej mapie kraju, które zdobywają coraz większe zainteresowanie wyjeżdżających. W zeszłoroczne lato aż 73 proc. Polaków spędziło wakacje w kraju, w ponad połowie przypadków wybierając miejscowości nadbałtyckie[1]. Oznacza to, że w ścisłym sezonie na polskim wybrzeżu mogło wypoczywać nawet do 15 milionów turystów. Przy takiej liczbie urlopowiczów  trudno uciec od tłumów. Podczas szukania skrawka miejsca na plaży lub stania w długiej kolejce do baru często zamiast odpoczynku pojawiają się nerwy i frustracja. W efekcie coraz bardziej popularny staje się trend slow travel - spokojny i kontemplacyjny styl podróżowania odrzucający zdobycze masowej turystyki. Tak zwany slow travelpreferuje miejsca z dala od utartych szlaków, zachęca do częstszego bycia ‘offline’, łączności z naturą i zanurzenia się w lokalną kulturę miejsca, w którym wypoczywamy.   Wakacje w Polsce to nie tylko Sopot, Mikołajki, Zakopane i inne popularne kurorty. Na mapie kraju znajdziemy wiele nieodkrytych, mało oczywistych miejsc, które oferują znacznie więcej niż mogłoby się wydawać. Co ciekawe, w dobie wiecznego zabiegania, Polacy coraz częściej doceniają spokój, które gwarantują ustronne miejscowości. Trend ten potwierdzają dane serwisu rezerwacyjnego Travelist. Portal przedstawia listę nietypowych destynacji wakacyjnych w Polsce, które pod względem liczby rezerwacji na sezon wakacyjny powoli zaczynają wygrywać z popularnymi kurortami.      1.Przechlewo na Kaszubach   Kaszuby to jeden z najbardziej zacisznych regionów Polski, choć często niedoceniany. Urokliwa miejscowość Przechlewo, łączy zaś w sobie wszystko co w Kaszubach najlepsze: malownicze jeziora, bujne lasy inajpiękniejsze szlaki kajakowe. Oprócz bogatej warstwy przyrodniczej okolica tchnie też najdawniejszą historią. Zwiedzający odnajdą tu pozostałości wczesnośredniowiecznej osady rycerskiej, starą siedzibę kasztelani szczycieńskiej na wyspie Jeziora Szczytno czy prehistoryczne cmentarzysko kurhanowe ludności kultury wielbarskiej. Urok Przechlewa dostrzegli również użytkownicy Travelist, którzy dokonali w tym miejscu ponad 40 proc. rezerwacji więcej w porównaniu do ubiegłego sezonu.   2. Jarnołtówek w Górach Opawskich   U podnóża gór Opawskich, w dolinie Złotego Potoku leży niewielka miejscowość o nazwie Jarnołtówek. To kolejny unikat w ofercie Travelist, który zanotował o 1/4 więcej wykupień wyjazdów niż w ubiegłe wakacje. Górzyste krajobrazy, liczne szlaki turystyczne i leśne kąpielisko to wymarzona sceneria dla amatorów ciszy i bliskiego kontaktu z naturą. Jednak i zwolennicy aktywnego wypoczynku nie będą tu zawiedzeni. Serwis poleca szczególnie wycieczkę na najwyższy masyw Gór Opawskich - Biskupią Kopę, na której szczycie znajduje się 18-metrowa kamienna wieża, skąd podziwiać można wspaniałe górskie panoramy.   3. Kowary w Karkonoszach   Fenomenalny, bo niemal 90 procentowy wzrost rezerwacji serwis Travelist zanotował również w malowniczym miasteczku Kowary na Dolnym Śląsku. Miejscowość położona jest w Kotlinie Jeleniogórskiej u podnóża Karkonoszy i Rudaw Janowickich. Oprócz klimatycznej starówki i bliskości górskich szlaków oferuje wiele nietypowych atrakcji. Jedną z nich jest Park Miniatur Zabytków Dolnego Śląska, w którym obejrzeć można miniaturowe konstrukcje najpiękniejszych budowli architektonicznych z obszaru całego województwa. Ciekawą propozycją są również Sztolnie Kowary z robiącą wrażenie podziemną trasą turystyczną o długości 1200 m. W Kowarach spragnieni relaksu urlopowicze mogą zregenerować się także w rekreacyjnym kompleksie Jelenia Struga, od którego odchodzi podziemne przejście do jedynego w Polsce Inhalatorium Radonowego (w dawnej Kopalni Uranu). Kowary to zdecydowanie miejsce z kategorii ‘must see’ na liście Travelistowych perełek.   4. Romantyczne Turzno pod Toruniem   Kolejna przepiękna miejscowość, zainteresowanie którą wzrosło niemal dwukrotnie, to Turznopołożone w województwie kujawsko-pomorskim pod Toruniem. Zachwyca dziewiętnastowiecznym pałacem zbudowanym w stylu eklektycznym, według projektu cenionego architekta Henryka Marconiego. Co ciekawe, przed laty w tym miejscu przebywał i tworzył sam Fryderyk Chopin. Sielankową atmosferę XIX-wiecznej rezydencji dopełnia zabytkowy park w angielskim stylu rozciągający się na przestrzeni aż 16 hektarów. Na terenie kompleksu znajdują się rozległe stawy oraz liczne alejki spacerowe o łącznej długości 6 km. Uroku temu niezwykłemu miejscu dodaje niewielki zameczek ukryty wśród drzew oraz prowadząca do pałacu klimatyczna Aleja Kasztanowa. Turzno to oaza spokoju idealna dla miłośników romantycznych scenerii  i długich spacerów na łonie natury.   5. Unieście koło Mielna   Największym tegorocznym hitem Travelista jest Unieście, w którym serwis zanotował aż 30-krotny wzrost liczby rezerwacji na okres wakacyjny. Położone w sąsiedztwie rozrywkowego Mielna ma zupełnie inny charakter. Mimo bliskości kurortowych atrakcji jest tu cicho i spokojnie. Jedna z najstarszych plaż w Polsce, szeroka i otoczona wydmami to idealna lokalizacja na wypoczynek dla rodzin z dziećmi i zwolenników pieszych wędrówek. Oprócz nadmorskich spacerów wypoczywający tutaj mogą również skorzystać z wód jeziora Jamno, po którym kursuje wodny tramwaj. W okolicach akwenu skorzystać można z wyciszającej, pełnej pięknych krajobrazów trasy uwielbianej przez spacerowiczów i rowerzystów. Prawdziwie morski klimat miejsca da się poczuć w znajdującej się tu przystani morskiej, gdzie można podziwiać tradycyjne rybackie łodzie i przyglądać się pracy rybaków. W pobliskich knajpkach warto zaś skosztować świeżych ryb. Historię lokalnych rybaków można też poznać bliżej w tutejszym skansenie – Muzeum Rybactwa Morskiego.   Lista naszych wakacyjnych bestsellerów od lat jest niemal niezmienna. W czołówce znajdują się najpopularniejsze kurorty takie jak Gdańsk, Kołobrzeg, Ustka czy Zakopane. Obserwujemy jednak stopniowy wzrost zainteresowania mniej oczywistymi destynacjami, oferującymi bardziej zaciszne możliwości wypoczynku. Użytkownicy Travelist coraz bardziej cenią sobie również alternatywne formy zakwaterowania jak odrestaurowane pałace czy zamki.- mówi Agata Prosińska, Director of Sales & Planning w Travelist- Cieszymy się, że nasi klienci sięgają po niestandardowe oferty, co motywuje nas do jeszcze większego różnicowania propozycji miejsc i obiektów prezentowanych w naszym serwisie- dodaje.   Travelist udowadnia, że wakacje w Polsce nie muszą się ograniczać do Gdańska czy Zakopanego. Urlop w nietypowych miejscach to szansa na poznanie kraju z zupełnie innej strony, zdobycie nowych doświadczeń, a także... zaoszczędzenie pieniędzy. Zaciszne miejscówki bywają bowiem bardziej korzystne cenowo, niż najbardziej rozchwytywane kurorty, w których ceny w ścisłym sezonie potrafią być wygórowane. Serwis inspiruje swoich klientów do podróży po Polsce tworząc zestawienia najpiękniejszych i najbardziej ciekawych zakątków, które publikuje w autorskim magazynie Travelist, jak również przesyła swoim użytkownikom specjalne,  spersonalizowane  oferty zachęcające do odkrywania nowych miejsc.   [1]Badanie SW Research Agencji Badania Rynku i Opinii, sierpień 2018 ...
 

Koszalin: Protest pracowników Inspekcji Weterynaryjnej

10 Czerwca 2019 godz. 10:26 Ala, fot. Piotr Walendziak
40 mln zł na podwyżki obiecanych przez ministra Ardanowskiego domagają się pracownicy Inspekcji Weterynaryjnej. Jeśli nie dostaną pieniędzy, planują zaostrzenie protestu. Dziś ich "Czarny poniedziałek". Prawie połowa pracowników Inspekcji Weterynaryjnej podpisała się pod wnioskami o podwyżki adresowanymi do premiera Mateusza Morawickiego. Dokumenty zostały złożone dzisiaj w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Jeśli żądania płacowe nie zostaną spełnione, Inspekcja Weterynaryjna nie wyklucza zaostrzenia protestu.      – Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy nie dojdzie do zaostrzenia protestu, a także masowych wypowiedzeń pracowników IW - mówi Sara Meskel przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Inspekcji Weterynaryjnej. Inspekcja Weterynaryjna stara się od dłuższego czasu uświadomić społeczeństwo i rząd, że jest instytucją odpowiedzialną za zdrowie ludzi i zwierząt, bezpieczeństwo wszystkich produktów pochodzenia zwierzęcego oraz wielomiliardowy rynek rolniczy i eksport polskiej żywności.   Absolwenci Wydziałów medycyny Weterynaryjnej po 5,5 letnich studiach mogą liczyć  na pensje w wysokości 2,5 tys. zł brutto.  OZZPIW uważa, że pensja powinna wynosić co najmniej tyle ile średnia krajowa, a w przypadku wykwalifikowanych pracowników z dłuższym stażem pracy oraz zdobytymi specjalizacjami 1,5 średniej krajowej.    – Bez szybkich i odważnych decyzji decydentów grozi nam poważny kryzys. Pracownicy Inspekcji Weterynaryjnej odchodzą z pracy, a nowi nie chcą się zatrudniać z powodu niskich pensji – czytamy dalej w informacji OZZPIW.   Treść listu otwartego pracowników Inspekcji Weterynaryjnej znajduje się  TU....
 

Cztery złota judoków Gwardii Koszalin na Judo Baltic Cup 2019

6 Czerwca 2019 godz. 13:31 Art za SJ Gwardia Koszalin
W gdańskiej Hali Widowiskowo Sportowej AWFiS odbył się Judo Baltic Cup. - Impreza była dla zawodników mocny startem pod kątem międzynarodowej obsady, a na dodatek były to zawody Pucharu Polski dla grup wiekowych młodzik, junior młodszy i junior - mówi Cezary Wojniusz, trener KS Judo Gwardia Koszalin.  W zawodach startowało ponad 800 judoków z Europy, w których nie zabrakło judoków z Koszalina. Na Judo Baltic Cup wystartowało 6 reprezentantów KSJ Gwardia Koszalin i jeden z Samuraja Koszalin. W piątek, na pierwszy ogień poszli najmłodsi U12- U14. Walczyli superi zdobyli  trzy medale: Julia Sienkiewicz - I miejsce w kat.35 kg, U12,  II miejsce w kat .U-14 łącznie wygrała 6 walk przed czasem w rewelacyjnym stylu; Jagoda Grońska III miejsce w kat.34 kg U12. wygrała trzy walki przed czasem. W grupie młodzików bezkonkurencyjny okazał się gwardzista  Kamil Kustrzycki który wygrał kat.50 kg pokonując wszystkich zawodników przed czasem. W drodze do złota pokonał Eryka Zdanowskiego z Sochaczewa, Marcina Jewtucha z Olimpii Poznań, Oskara Krzynówek z Galeonu Gdynia, Oskara Walkiewicza z Wierzchowic oraz Kamila Michna z Czarni Bytom. Drugi złoty medal dla Gwardii wywalczyła Zuzia Mikołajczak w kat.70 kg wygrywając trzy walki przed czasem i pokonując kolejno: Maję Wileńską z Yuko Józefów, Martynę Miotek z Olimpii Grudziądz oraz Zuzie Litwińską z Torunia.Ponadto VII miejsce zdobyła Agnieszka Sosnowska z Gwardii, która wygrała dwie walki. Kolejny złoty medal dla podopiecznych trenerów Cezarego Wojniusza  i Mariana Standowicza wywalczyła Aleksandra Szulc w kat.48 kg, która pokonała aktualną Mistrzynie Polski Zuzię Wożniak z klubu Yuko Józefów oraz Martynę Ihas z SP Dębna, Olę Wybrańską z Sosnowca i Agatę Syska z AWF -AZS Gdańsk. Kolejny medal wywalczył Filip Bieliński który zmienił kategorie wagową do 60 kg o walce o brązowy medal pokonał przed czasem Grzegorza Babireckiego z Samuraja Koszalin. Filip wygrał trzy walki przed czasem przegrał wejście do finału na kary za nie poprawianie judogi bez gestu sędziego (nowy przepis). W tej kategorii V miejsce wywalczył w/w tj Grzegorz Babirecki z Samuraja, który walczył bardzo dobrze i wygrał cztery pojedynki....