Koszalin, Poland
sport

Nowe domy dla jachtów

Autor Patryk Pietrzala / fot. Paweł Kaczor 11 Lipca 2014 godz. 14:37
Początkowo na jeziorze Jamno miała znajdować się jedna marina, tymczasem powstaną dwie, które będą się uzupełniać. – Od przybytku głowa nie boli – stwierdza wicekomandor koszalińskiego Jacht Klubu, Waldemar Koralewski.

Ostatnio dowiedzieliśmy się, że na jeziorze Jamno powstaną dwie mariny, jedna będzie inwestycją miasta, a druga koszalińskiego Jacht Klubu. – Tak naprawdę wszyscy członkowie klubu byli przekonani, że marina, o której mówiło się jakiś czas temu w Koszalinie, będzie przeznaczona w pewnym sensie dla nas – mówił wicekomandor Waldemar Koralewski.

 

Miejska marina miałaby powstać dopiero za drugiej ewentualnej kadencji prezydenta Piotra Jedlińskiego,

baza dla jachtów miałaby powstać ze środków unijnych. W październiku ruszy przetarg, a za rok do niewykończonej miejskiej mariny będą mogły cumować pierwsze jachty.  Co najważniejsze, drugi obiekt powstający z inicjatywy koszalińskiego Jacht Klubu, nie będzie ograniczał możliwości miejskiej mariny.

 

- Na razie jesteśmy na etapie załatwiania formalności. Wszystkie procedury trochę trwają, złożyliśmy wszystkie potrzebne dokumenty i będziemy musieli czekać co najmniej dwa i pół miesiąca. Dopiero po tym czasie będziemy mogli rozmawiać z marszałkiem oraz z

Urzędem Melioracji Wodnych o formie własności tego gruntu, o który walczymy – tłumaczył wicekomandor, Waldemar Koralewski.

 

Na chwilę obecną koszaliński Jacht Klub zawarł porozumienie z MZK, które dotyczy usadowienia trzech kontenerów w okolicach przystani Koszałka.  Członkowie i goście klubu mogą użytkować basen oraz pomost.  W trakcie budowy jest też ostroga, która będzie miała 157 metrów długości (dwa rzędy pali, wypełnione kamieniami, w środku stworzy się basen – przyp.red.) – Chcemy funkcjonować od przyszłego lata – zapowiada wicekomandor.

 

 

 

Poprzedni artykuł

Czytaj też

Dość gadania o potencjale. Port na Jamnie to moment prawdy dla Koszalina

eWok, fot. WZP - 8 Kwietnia 2026 godz. 4:23
Koszalin od lat ma z morzem relację dziwną, nie do końca uczciwą. Z jednej strony lubi o nim mówić, chętnie się nim reklamuje, podkreśla bliskość Bałtyku, opowiada o swoim położeniu, o Jamnie, o potencjale, o szansach. Z drugiej strony od dekad zachowuje się tak, jakby morze było raczej dekoracją niż realnym kierunkiem rozwoju. Trochę jak człowiek, który codziennie stoi przed zamkniętymi drzwiami, ale nigdy nie sprawdza, czy przypadkiem nie wystarczyłoby po prostu nacisnąć klamki. Teraz Koszalin postanowił otworzyć te drzwi. Pomysł portu na Jamnie wraca regularnie. Wraca, bo jest zbyt sensowny, żeby całkiem umrzeć, i zbyt duży, żeby dało się go łatwo zrealizować. To projekt, który drażni wszystkich wyznawców małości. Tych, którzy na każde ambitniejsze przedsięwzięcie reagują odruchowo: „to się nie uda”, „to za drogie”, „to nierealne”, „to fantazja”. W Polsce takich ekspertów od niemożliwości nigdy nie brakuje. Są obecni wszędzie tam, gdzie trzeba coś zbudować, pomyśleć odważniej albo wyjść poza administrowanie bylejakością.    Wiekowa wizja   A przecież historia Koszalina pokazuje jasno: to miasto od wieków próbowało zbliżyć się do morza nie tylko geograficznie, ale także gospodarczo i symbolicznie. Już w średniowieczu kupowano ziemie wokół Jamna, by mieć dostęp do jeziora, a dalej do Bałtyku. Potem pojawiały się kolejne koncepcje. W PRL-u rysowano porty, kanały, stocznie, przedłużenia ulic, śmiałe układy komunikacyjne. Wszystko wyglądało dobrze na papierze. Jak zwykle. Wiele rzeczy w tym kraju świetnie wygląda na papierze. Problem zaczyna się wtedy, gdy trzeba papier zamienić na beton, stal, decyzje i pieniądze.   Koszalin to nie Gdynia Dlatego właśnie tak ciekawa była wizja profesora Witolda Andruszkiewicza. Bo to nie był kolejny megalomański sen o Koszalinie jako drugiej Gdyni. To nie była bajka o dźwigach, kontenerach i przemysłowym imperium. To było myślenie o porcie turystyki morskiej. O marinach, żeglarstwie, ruchu jachtowym, rekreacji, usługach, nowoczesnej gospodarce czasu wolnego. Czyli dokładnie o tym, co dziś ma sens. Profesor widział coś, czego wielu lokalnych realistów nie potrafi dostrzec nawet teraz: że nowoczesność nie polega na kopiowaniu wielkich portów towarowych, tylko na znalezieniu własnej specjalizacji.   Prezydent Koszalina wkracza do gry I oto dziś, po latach, temat znów wraca. Tym razem za sprawą prezydenta Koszalina Tomasza Sobieraja, który postanowił nie traktować sprawy jak kolejnego jubileuszowego sloganu, lecz jako punkt wyjścia do realnych działań. List intencyjny podpisany 22 września 2025 roku przez pięć samorządów to nie jest jeszcze przełom historyczny, ale jest czymś znacznie cenniejszym od kolejnej efektownej konferencji: sygnałem, że ktoś wreszcie próbuje nadać tej sprawie strukturę, partnerów, kierunek i sens. Z tego powodu ruszyły kolejne działania: spotkania z Wodami Polskimi, rozmowy z samorządami, konsultacje z Jacht Klubem Koszalin, przedstawicielami biznesu i innymi interesariuszami. W lutym 2026 roku do sygnatariuszy trafił szczegółowy kwestionariusz, który ma pomóc stworzyć pierwsze naprawdę spójne opracowanie dla całego obszaru oddziaływania jeziora Jamno.    Bałtyk to już nie marzenie I tu trzeba powiedzieć jasno: jeśli z tego projektu coś ma być, to teraz zaczyna się moment najtrudniejszy. Nie na etapie marzenia, tylko na etapie żmudnej roboty. Ankiety, uzgodnienia, analizy, środowisko, hydrotechnika, własność gruntów, przebudowa mostu, śluza, wrota sztormowe, marina, finansowanie, kompetencje Wód Polskich, Urzędu Morskiego, samorządów, prywatnych właścicieli. To nie jest film promocyjny. To jest test dojrzałości lokalnej klasy politycznej i administracyjnej. Bo prawda jest brutalna: Koszalin nie cierpi dziś na brak pomysłów. Koszalin cierpi na chroniczny deficyt konsekwencji. Tu od lat nie brak opowieści o szansach, możliwościach, atutach i potencjale. Brakuje natomiast determinacji, by zaryzykować coś większego niż bezpieczne zarządzanie zastanym stanem rzeczy. Za często zadowalamy się rolą „solidnego miasta regionalnego”. Tylko że „solidne miasto regionalne” to określenie, które dobrze brzmi wyłącznie w urzędniczych prezentacjach. W realnym świecie miasta albo walczą o swoją przyszłość.   Nie godzimy się na przeciętność Przeciętność to najgroźniejsza pułapka dla Koszalina. Nie spektakularna katastrofa. Nie wielki kryzys. Tylko właśnie to spokojne osuwanie się w model miasta, które niby funkcjonuje, niby ma uczelnię, niby ma kulturę, niby ma położenie, ale niczego z tego naprawdę nie przekuwa w nową energię rozwojową. Port na Jamnie jest tak ważny właśnie dlatego, że wykracza poza samą inwestycję. On stawia fundamentalne pytanie: czy Koszalin chce być miastem ambicji, czy miastem wymówek?  Bo od czego w ogóle są samorządy, jeśli nie od tego, by próbować zmieniać przyszłość swoich miast? Od przecinania wstęg przy drobnych remontach? Od publikowania ładnych postów o „dialogu” i „otwartości”? Od administrowania ruchem jałowym? Port na Jamnie to sprawdzian, czy lokalna polityka potrafi jeszcze myśleć kategoriami pokolenia, a nie najbliższego kwartału.  Ważne jest też to, że ten projekt może wreszcie nadać Koszalinowi wyraźniejszą tożsamość. Dziś miasto znajduje się w niewygodnym położeniu pomiędzy silniejszymi markami regionu. Nie jest typowym kurortem nadmorskim, nie jest wielkim portem, nie jest metropolią. I właśnie dlatego potrzebuje własnej opowieści. Własnego znaku rozpoznawczego. Własnego sensu. Port turystyki morskiej na Jamnie mógłby być czymś takim. Nie kopią cudzych sukcesów, ale własnym modelem rozwoju. Opartym na wodzie, turystyce, rekreacji, żeglarstwie, usługach i wykorzystaniu położenia, które od zawsze było atutem, tylko zbyt rzadko traktowano je serio.  Upór ma sens Najgorsze, co można dziś zrobić, to zabić ten pomysł szyderstwem albo rozwodnić go w biurokratycznym bełkocie. Jedno i drugie jest w Polsce równie prawdopodobne. Albo ktoś powie, że to bajka dla naiwnych, albo ktoś inny zasypie temat tyloma analizami, procedurami i konsultacjami, że za kilka lat nikt już nie będzie pamiętał, po co to wszystko się zaczęło. Tymczasem potrzebne jest coś znacznie prostszego i znacznie trudniejszego zarazem: upór.  Upór, by nie odpuścić po pierwszym problemie. Upór, by nie schować projektu do szuflady przy pierwszej politycznej zmianie nastrojów. Upór, by nie sprowadzić całej sprawy do marketingowego hasła o „otwarciu na morze”. Bo jeśli to ma być tylko slogan, to lepiej w ogóle nie zaczynać. Ale jeśli za tym ma pójść prawdziwa robota, to Koszalin może zrobić coś, czego od dawna nie zrobił: zaskoczyć samego siebie.  Czas nacisnąć tę klamkę Port na Jamnie jest dziś właśnie takim papierkiem lakmusowym. Nie tylko dla prezydenta, nie tylko dla samorządowców, nie tylko dla urzędników i ekspertów. Także dla mieszkańców. Bo w końcu trzeba odpowiedzieć sobie uczciwie: czy chcemy, by Koszalin był miastem, które wreszcie naciska klamkę, czy takim, które przez następne trzydzieści lat będzie tylko opowiadać, że za tymi drzwiami na pewno jest coś ciekawego. Bo może najwyższy czas przestać mówić, że morze jest blisko. I zacząć robić wszystko, by wreszcie naprawdę było nasze.  

Budowa ostrogi na Jamnie

Paweł Kaczor / info. UM Koszalin/Jacht Klub Koszalin / fot. FB Andrzeja Jakubowskiego - 6 Sierpnia 2014 godz. 14:34
W pobliżu przystani Koszałka po stronie osiedla Jamno trwają prace związane z budową ostrogi. Celem inwestycji jest ochrona tej części jeziora przed falowaniem. Ponadto ma ona stanowić część mariny, którą w ramach kolejnego rozdania unijnego planuje wybudować miasto. Miejska marina miałaby powstać za drugiej ewentualnej kadencji prezydenta Koszalina Piotra Jedlińskiego. Baza dla jachtów miałyby być dofinansowana ze środków unijnych. W założeniach przetarg ruszy w październiku, a za ok. rok do niewykończonej miejskiej mariny będą mogły cumować pierwsze jachty. Warto dodać, że własną marinę chce wybudować również koszaliński Jacht Klub. Co istotne, drugi obiekt powstający z inicjatywy klubu, nie będzie ograniczał możliwości miejskiej mariny.   - Na razie jesteśmy na etapie załatwiania formalności. Wszystkie procedury trochę trwają, złożyliśmy wszystkie potrzebne dokumenty i będziemy musieli czekać co najmniej dwa i pół miesiąca. Dopiero po tym czasie będziemy mogli rozmawiać z marszałkiem oraz z Urzędem Melioracji Wodnych o formie własności tego gruntu, o który walczymy. – tłumaczył w lipcu Waldemar Koralewski, wicekomandor Jacht Klubu. Należy podkreślić, ze zawarto już porozumienie z koszalińskim Miejskim Zakładem Komunikacji, które dotyczy usadowienia 3 kontenerów w okolicach przystani Koszałka.   Członkowie i goście Jacht Klubu mogą użytkować basen oraz pomost. W trakcie budowy jest również ostroga, która będzie miała 157 m długości (dwa rzędy pali, wypełnione kamieniami, w środku stworzy się basen). Inwestycja kosztuje ok. 1,5 mln zł. Jej zakończenie będzie równoznaczne z tym, że w tym miejscu będą mogły cumować łodzie. Prawdą jest, że nie będzie jeszcze dodatkowej infrastruktury dla żeglarzy, ale jej projektowanie ma rozpocząć się zaraz po zakończeniu prac związanych z budową ostrogi. Koszt zbudowania miejskiej mariny ma wynieść ok. 15 mln zł.   Zapraszamy do obejrzenia filmiku, który w swoim Facebook’owym profilu zamieścił wicemarszałek Województwa Zachodniopomorskiego – Andrzej Jakubowski:  

Co słychać w koszalińskim Jacht Klubie?

Patryk Pietrzala / fot. https://www.facebook.com/jachtklubkoszalin - 24 Czerwca 2014 godz. 11:58
Reprezentanci Jacht Klubu Koszalin spisują się coraz lepiej na regionalnych regatach. Dodatkowo siedziba klubu będzie przeniesiona. Zawodnicy koszalińskiego Jacht Klubu spisali się bardzo dobrze, zwyciężając w ostatnich zawodach o Puchar Marszałka Województwa Zachodniopomorskiego, organizowanych przez Klub TRAMP Mielno. Reprezentacja w składzie Borys Boratyński, Agnieszka Niechajczyk i Andrzej Boratyński zdeklasowała konkurencje i mogła się cieszyć z pierwszego miejsca.   To nie był pierwszy sukces zawodników koszalińskiego klubu w ostatnich tygodniach. - Cały czas trenujemy i pływamy. Ostatnio byliśmy na regatach w Ustce. Ja prowadzę zajęcia z małymi dziećmi w Łabuszu. Mój kolega, Borys Boratyński, który również jest trenerem, wygrał ostatnio zawody na jeziorze Jamno. W klubie jest trzech instruktorów i mamy pełne ręce roboty – mówił Wicekomandor, Waldemar Koralewski   W koszalińskim klubie jest trzech trenerów z uprawnieniami drugiej klasy żeglarstwa, co jest rzadkością w Polsce. - Klub liczy sobie 30 członków. Poprzez żeglarstwo wychowujemy dzieci i młodzież. Zaczynamy od maluszków, które mają po 5-6 lat. Wszelkie potrzebne informacje znajdą państwo na stronie www.jachtklubkoszalin.pl – stwierdził Waldemar Koralewski   - Na dzień dzisiejszy swoją siedzibę mamy w Łabuszu, u Pana Pikuły (prezesa koszalińskiego WOPR-u – przyp red.). Tam mamy wynajęte pomieszczenie do końca września i właśnie w tamtym miejscu prowadzimy zajęcia. Docelowo nasza siedziba mieści się przy Koszałku. Tam są nasze kontenery i sprzęt, jednak teraz w budowie jest ostroga, która do końca września ma być skończona – zapowiedział Waldemar Koralewski.      

Marina – Jacht Klub Koszalin

Paweł Kaczor / info. i grafika: jachtklubkoszalin.pl - 3 Kwietnia 2014 godz. 12:00
Jacht Klub Koszalin zamierza wybudować marinę na południowym brzegu jeziora Jamno. Będzie ona stanowiła bazę do działalności regatowej i turystycznej, a także przyczyni się do podniesienia atrakcyjności akwenu jeziora Jamno i regionu koszalińskiego. Idea powstania Jacht Klubu zrodziła się z potrzeby popularyzacji sportu żeglarskiego wśród mieszkańców naszego miasta bez względu na wiek, a także z potrzeby powstania mariny żeglarskiej – portu w dzielnicy miasta Jamno. Inicjatorami powołania do życia klubu byli Marek Dudyk i Paweł Stanisławski. Zainteresowali oni swoją ideą środowisko byłych żeglarzy KS „Gwardia” Koszalin.   Spotkanie założycielskie odbyło się pod koniec lipca 2012r., zaś w październiku 2012r. Prezydent Miasta Koszalina podjął decyzje o rejestracji Jacht Klubu Koszalin. Członkowie stowarzyszenia zmierzają do utworzenia mariny żeglarskiej w Jamnie po zachodniej stronie istniejącej przystani promowej dla Koszałka.  Warto dodać, że w styczniu br. Jacht Klub Koszalin przyjął do siebie zawodników zlikwidowanego Uczniowskiego Klubu Żeglarskiego, a także stał się posiadaczem sprzętu żeglarskiego i pozostałego mienia UKS Koszalin. Klub prowadzi sekcje regatowe dzieci i młodzieży.   - Przedstawiamy wizualizację projektu Mariny Żeglarskiej w Koszalinie, dzielnicy Jamno. Mamy olbrzymią determinację, aby ten projekt zrealizować w jak najszybszym terminie. Chcemy też, aby był to obiekt, który stanie się wizytówką Miasta i powodem do dumy mieszkańców. W projekcie tym wspomaga nas wiele osób, którym z tego miejsca chcielibyśmy podziękować. W większości jest to pomoc spontaniczna, nieodpłatna i wynikająca z tego, że ów projekt wpisuje się w marzenia i oczekiwania wielu ludzi. Nie tylko sympatyków żeglarstwa, ale i tych, którym leży na sercu rozwój miasta. – czytamy na oficjalnym fanpage Jacht Klub Koszalin, który znajduje się pod tym linkiem.