Klientom daleko jednak do radości. Zwłaszcza tym starszym. Pani Kazia, zaprzyjaźniona 75-letnia emerytka z Koszalina, załamuje ręce: - Nie mam wnuczka na miejscu, nie mam w domu komputera. Nawet, gdybym miała, to się na komputerze nie znam.
Młodzi sobie radzą. Opłacanie rachunków za pośrednictwem Internetu stało się praktyką w wielu rodzinach. Ale świat nie składa się wyłącznie z młodych. Starszych osób jest dużo, a będzie coraz więcej. Jako społeczeństwo starzejemy się, czy to się komuś podoba, czy nie.
Pani Kazia już dziś martwi się, że gdy będzie płacić rachunek poza „gazownią”, dojdzie prowizja. A dla niej liczy się każda złotówka. Ze skromnej emerytury musi uregulować wszystkie rachunki, dużo wydaje na leki. – Komu przeszkadzało to, że na miejscu była kasa? – pyta emerytka. I doprawdy trudno się dziwić, że pyta.
Zamiast inkasenta odczytującego ile zużyliśmy wody, zdalny odczyt wodomierzy. Zamiast normalnego telefonu z żywym człowiekiem przy słuchawce z drugiej strony – infolinia. Dla poprawy jakości usług nagrywamy, jeśli chcesz to, wciśnij jedynkę, jeśli tamto – dwójkę…
Nie cierpię bezdusznych automatów z infolinii. Rzadko udaje mi się dobrnąć do końca i usłyszeć ludzki głos konsultanta. Zwykle zostaję rozłączona gdzieś w połowie drogi. Firmy bronią się przed natrętnymi klientami. Skutecznym orężem w tej walce są infolinie.
Pani Kazia też próbowała z takiej infolinii skorzystać. Pogubiła się już na samym początku. I wcale się nie dziwię. Nawet młody się zgubi, albo straci cierpliwość. A cóż dopiero 75-letnia emerytka. Pozostaje jej złość i bezradność. Nawet zadzwonić nie może ze skargą. Po prostu – pisz na Berdyczów, drogi kliencie. A swoje rachunki, obojętnie jaką drogą, płać. Bo jeśli nie, - koniec z gazem. I już.