Obiekt został wyłączony z użytkowania. Oficjalny powód jest prosty i niepodważalny: bezpieczeństwo użytkowników. Coroczna kontrola Państwowej Inspekcji Sanitarnej wykazała, że stan techniczny budynku nie pozwala na jego dalsze bezpieczne użytkowanie. Zarząd Obiektów Sportowych w Koszalinie podjął więc decyzję o natychmiastowym zamknięciu zaplecza.
I trudno mieć pretensje o samą decyzję. Jeśli obiekt zagraża zdrowiu zawodników, trenerów, uczniów i wszystkich korzystających ze stadionu, nie ma miejsca na półśrodki. Takiego ryzyka brać nie wolno.
Problem polega jednak na tym, że to nie jest nagłe odkrycie. To nie jest awaria, która spadła z nieba. To historia wieloletniego zaniedbania, odkładania sprawy na później i udawania, że jakoś to będzie.
Ileż to już razy ten temat poruszałem? Najpierw z szatni nie mogli korzystać piłkarze Bałtyku. Działacze klubowi sami zakasywali rękawy i za własne pieniądze próbowali doprowadzić pomieszczenia do jakiegokolwiek stanu używalności. Potem szatnie zamykano wielokrotnie, bo korzystanie z nich stawało się coraz trudniejsze, a chwilami po prostu niemożliwe.
Pamiętam jak przez wiele tygodni uczniowie koszalińskich szkół, którzy mieli na stadionie lekcje wychowania fizycznego, musieli przebierać się na trybunach. To brzmi jak obrazek z prowizorki, a nie z miasta, które chce mówić o sporcie, wychowaniu młodzieży i nowoczesnej infrastrukturze.
Dzisiejsze zamknięcie budynku nie jest więc żadną nowością. To raczej kolejny rozdział tej samej historii. Obiekt przechodził remonty, był łatany, poprawiany, ratowany doraźnie. Ale prawda jest taka, że od dawna wymaga całościowej modernizacji albo zastąpienia nowym zapleczem. Przez minione dekady żadna miejska władza nie zdołała tego problemu skutecznie rozwiązać.
Dziś jesteśmy w punkcie, w którym dalsze pudrowanie rzeczywistości nie ma sensu. Ekspertyzy i ocena stanu technicznego pokazują jasno: remont starego obiektu nie byłby rozwiązaniem ani racjonalnym, ani ekonomicznie uzasadnionym. Dlatego przygotowany został projekt budowy nowego zaplecza szatniowo-socjalnego.
Ma to być obiekt nowoczesny, funkcjonalny i dostosowany do potrzeb lekkoatletów. Taki, który spełni obowiązujące standardy bezpieczeństwa i komfortu. Krótko mówiąc: taki, jaki młodzi sportowcy powinni mieć już dawno.
Szacunkowy koszt inwestycji wynosi około 2,5 mln zł. Miasto złożyło wniosek do Ministerstwa Sportu i Turystyki o dofinansowanie zadania w maksymalnej możliwej wysokości, czyli 1 mln zł. Po uzyskaniu decyzji w sprawie dofinansowania możliwe będzie rozpoczęcie realizacji inwestycji.
To dobra informacja. Ale dobra dopiero wtedy, gdy za zapowiedziami pójdą konkretne prace budowlane. Koszaliński sport zbyt długo słyszał, że „trzeba”, „należy”, „planuje się” i „będzie analizowane”. Teraz potrzebne jest działanie.
Trzeba też uczciwie powiedzieć, że zawodnicy nie zostali pozostawieni sami sobie. Tomasz Sobieraj, prezydent Koszalina, oraz Zarząd Obiektów Sportowych przygotowali rozwiązania tymczasowe. Udostępnione ma zostać pomieszczenie szatniowe w głównym kompleksie stadionowym, przewidziano także pokój dla zarządu klubu. Zawodnicy mogą korzystać z siłowni w obiektach Gwardii Koszalin. Trwają również uzgodnienia z Klubem Lekkoatletycznym Bałtyk dotyczące organizacji dwóch odrębnych szatni dla dziewcząt i chłopców. To ważne, bo okres przejściowy nie może oznaczać chaosu. Młodzi sportowcy potrzebują warunków do treningu tu i teraz, a nie dopiero po przecięciu wstęgi przy nowym budynku.
Obecna sytuacja jest trudna dla zawodników, trenerów i rodziców. Trudna, ale też bardzo wymowna. Pokazuje, jak długo można mówić o sporcie, nie rozwiązując podstawowych problemów jego codziennego funkcjonowania. Bo sport to nie tylko medale, puchary i zdjęcia z zawodów. Sport to także szatnia, prysznic, bezpieczne zaplecze i elementarny szacunek dla tych, którzy trenują bez względu na pogodę, porę roku i stan miejskiej infrastruktury.
Teraz trzeba zrobić to, czego nie zrobiono przez lata: doprowadzić sprawę do końca. Bez półśrodków. Bez kolejnego łatania. Bez udawania, że stary budynek da się jeszcze jakoś uratować. Młodzi sportowcy zasługują na bezpieczne, godne i nowoczesne warunki. Nie kiedyś. Teraz.