Koszalin, Poland
wydarzenia

Śnieżny Księżyc nad Koszalinem. Pan Łukasz uchwycił wyjątkowy moment

Autor Ala, fot. Łukasz, Czytelnik 2 Lutego 2026 godz. 9:28
Zimowe niebo potrafi zaskoczyć nie tylko pogodą, ale i widokami, które na długo zostają w pamięci. Nad Koszalin pojawił się Śnieżny Księżyc — lutowa pełnia, która od lat kojarzy się z najchłodniejszą porą roku, skrzącym się śniegiem i krystalicznie czystym powietrzem. Tym razem udało się go uchwycić w szczególnej odsłonie dzięki naszemu Czytelnikowi.

Autorem zdjęcia jest Pan Łukasz, który w odpowiednim momencie spojrzał w górę i nacisnął spust migawki dokładnie wtedy, gdy Księżyc prezentował się najbardziej efektownie. Jak relacjonuje, wszystko wydarzyło się „w sam raz” — niebo było na tyle przejrzyste, że tarcza Księżyca wyraźnie odcinała się od tła, a zimowa aura dopełniła klimatu kadru.

 

Pełnia z zimowym charakterem

Śnieżny Księżyc to potoczna nazwa lutowej pełni, wywodząca się z tradycyjnych określeń używanych w Ameryce Północnej. Nazwa nawiązuje do obfitych opadów śniegu, które w tym miesiącu często występowały, oraz do surowych, zimowych warunków. W Polsce również doskonale oddaje atmosferę tej pory roku — szczególnie wtedy, gdy noc jest mroźna, a światło Księżyca odbija się od białego puchu.

To właśnie takie noce są wymarzone dla fotografów: zimne powietrze sprzyja przejrzystości, a jasna tarcza Księżyca potrafi „malować” krajobraz delikatnym, srebrzystym blaskiem. Zdarza się, że przy odpowiednich warunkach na zdjęciach widać też subtelne efekty optyczne — jak lekką poświatę czy rozświetlone obłoki w pobliżu tarczy.

 

Koszalin w księżycowym świetle

Ujęcie Pana Łukasza pokazuje, że nie trzeba wyjeżdżać daleko, by trafić na niezwykły widok. Czasem wystarczy chwila uważności, dobre miejsce i odrobina cierpliwości. Zimowe noce nad Koszalin mają w sobie coś wyjątkowego — ciszę, chłód i światło, które sprawia, że nawet dobrze znane okolice wyglądają inaczej.

Zrób zdjęcie i podziel się z nami

Jeśli również udało Wam się uchwycić ciekawy kadr — pełnię, nietypowe chmury, zachód słońca czy zimowy krajobraz — zachęcamy do przesyłania zdjęć. Takie ujęcia tworzą najpiękniejszą kronikę miasta: widzianego oczami mieszkańców.

Autor zdjęcia: Pan Łukasz (Czytelnik)

Dziękujemy za podzielenie się tym wyjątkowym kadrem!

 

Czytaj też

28 lutego 2026: sześć planet na jednym niebie. Kosmiczna „parada”, która (prawie) zmusza do wyjścia z domu

Film Art, film: X/NASA - wczoraj, 03:23
Niebo potrafi robić się zaskakująco… uporządkowane. Bez fajerwerków, bez komety jak z plakatu, bez zorzy, której „na pewno nie będzie w Polsce”. Zamiast tego: spokojny łuk ekliptyki i sześć planet ustawionych tak, że można je oglądać jedna po drugiej, jakby Układ Słoneczny postanowił zrobić nam krótką lekcję geografii kosmicznej. 28 lutego 2026 r. po zachodzie Słońca czeka nas właśnie taka chwila: tzw. parada planet (w praktyce – pozorne „wyrównanie” planet na niebie). W jednym pasie nieba zobaczymy: Merkurego, Wenus, Saturna, Jowisza, Urana i Neptuna. To zjawisko nie polega na tym, że planety ustawiają się w idealnej linii w przestrzeni. One po prostu znajdują się po tej samej „stronie” Słońca z naszej perspektywy, więc na niebie układają się wzdłuż ekliptyki – tej samej „autostrady”, po której wędruje też Księżyc. I dlatego wygląda to tak efektownie. Cztery planety „dla każdego”, dwie dla cierpliwych Najlepsza wiadomość? Cztery z sześciu planet da się wypatrzyć gołym okiem: Wenus – najłatwiejsza, jasna jak latarnia, Jowisz – drugi „pewniak”, wysoko i wyraźnie, Saturn – widoczny, ale subtelniejszy, Merkury – teoretycznie widoczny, praktycznie: „polowanie” nisko nad horyzontem. Dwie pozostałe planety, Uran i Neptun, wymagają lornetki albo teleskopu – i wcale nie dlatego, że są „rzadkie”, tylko dlatego, że są po prostu zbyt ciemne na miejskie niebo i ludzkie oko bez wsparcia. Kiedy patrzeć w Polsce? Złota godzina po zachodzie W astronomii jest coś bezlitosnego: piękne zjawisko potrafi trwać długo, ale okno na najłatwiejszą obserwację bywa krótkie. Najlepiej wyjść 30–60 minut po zachodzie Słońca. Dla Warszawy zachód wypada około 17:13, więc sensowny przedział obserwacji to mniej więcej 17:40–18:40 (im wcześniej, tym lepiej dla Merkurego). I tu warunek kluczowy: czysty zachodni horyzont. Żadnych bloków, drzew i wzniesień, bo Merkury i część „zachodniej trójki” będą bardzo nisko. Gdzie patrzeć? Od zachodu do południowego wschodu, po łuku Wyobraź sobie, że robisz wzrokiem „przecinkiem” po niebie: Zachód / południowy zachód, nisko: Merkury, Wenus, Saturn (tu liczy się horyzont). Wysoko, bardziej na południowym wschodzie: Jowisz – jasny i „spokojny” (planety nie migoczą jak gwiazdy, to prosty trik dla początkujących). Bonus tej nocy: Księżyc będzie w fazie garbatej, ok. 89% oświetlenia, i pojawi się blisko Jowisza (kilka stopni). Wygląda to pięknie, ale ma też minus: rozjaśnia niebo i utrudnia „wyłuskanie” słabszych planet, szczególnie Urana. Jak to obejrzeć bez frustracji? Prosty plan „dla ludzi” Najpierw znajdź Wenus. To najjaśniejszy punkt wieczornego nieba w tej konfiguracji. Od Wenus „zejdź” wzrokiem w stronę horyzontu – tam czai się Merkury (krótko, nisko, czasem w poświacie). Potem przerzuć wzrok na drugą stronę nieba i znajdź Jowisza (jasny, wysoko). Jeśli masz lornetkę: dopiero wtedy poluj na Urana i Neptuna (i tu przydaje się aplikacja). Aplikacje typu Star Walk 2 albo inne mapy nieba naprawdę pomagają – nie dlatego, że „bez nich się nie da”, tylko dlatego, że oszczędzają 20 minut zgadywania, czy to planeta, czy kolejna gwiazda. Najbardziej „publicystyczna” puenta: to nie jest pokaz – to test na ciekawość W 2026 roku łatwo przegapić niebo, bo wszystko jest w telefonie: zdjęcie Wenus z filtrami, animacja orbity, filmik „jak wygląda Saturn”. A tymczasem 28 lutego dostajemy rzadki moment, w którym prawdziwe obiekty Układu Słonecznego układają się tak, że można je obejrzeć jak wystawę: od planety najbliższej Słońcu po lodowe olbrzymy, które zwykle są tylko nazwą w podręczniku. I nawet jeśli zobaczysz „tylko” Wenus i Jowisza – to nadal będzie spotkanie z czymś większym niż codzienny ekran. A jeśli złapiesz jeszcze Merkurego nisko nad horyzontem, to możesz spokojnie powiedzieć, że zaliczyłeś najtrudniejszy punkt programu. Powodzenia i czystego nieba!

Lodowa kurtyna nad Bałtykiem. Zimowy klimat nad naszym morzem w obiektywie Czytelnika

Ala, fot. Czytelnik, Pablosito - 5 Lutego 2026 godz. 7:33
Zima nad morzem ma własny język. Nie krzyczy kolorami jak lato, nie kusi tłumem atrakcji, nie narzuca tempa. Mówi ciszą, wiatrem i surowym pięknem, które potrafi zatrzymać w pół kroku. Dokładnie taki klimat uchwycił Nasz Czytelnik Pablosito – na zdjęciach, które wyglądają jak kadry z krainy lodu, a jednocześnie są tak bardzo „nasze”, bałtyckie.

Dziś o 23:09 pełnia „na zimowo”: nadchodzi Śnieżny Księżyc

Art, fot. Dominik Wasilewski - 1 Lutego 2026 godz. 13:55
Luty zaczyna się z przytupem. I to dosłownie nad naszymi głowami. Śnieżny Księżyc, czyli lutowa pełnia, osiągnie w Polsce maksimum już dziś około 23:09. Brzmi jak gotowy pretekst, żeby choć na chwilę wyjść na balkon, przystanąć na spacerze albo po prostu odsunąć firankę i sprawdzić, jak wygląda noc, gdy Księżyc gra pierwsze skrzypce. Pełnia, która będzie trochę… mniejsza To nie będzie „superpełnia”, która wygląda jak reflektor nad miastem. Wręcz przeciwnie: w tym roku Śnieżny Księżyc wypada jako Mikroksiężyc, czyli pełnia przypadająca wtedy, gdy Księżyc jest w apogeum, najdalej od Ziemi. Efekt? Tarcza może wydawać się odrobinę mniejsza i nieco mniej jasna niż przy pełni blisko perygeum. To taka astronomiczna ciekawostka: „pełnia pełnią”, ale z subtelną różnicą, którą bardziej się czuje w klimacie niż mierzy linijką. Skąd w ogóle „Śnieżny”? Nazwa nie jest wzięta z poezji ani z aplikacji pogodowej. „Snow Moon” (Śnieżny Księżyc) wywodzi się z tradycji rdzennych społeczności Ameryki Północnej. W popularnym obiegu często przywołuje się plemiona algonkińskie, dla których luty oznaczał czas intensywnych opadów i trudniejszego dostępu do pożywienia. To piękne i surowe jednocześnie: nazwa pełni była w praktyce krótką „notatką z natury”  o tym, co w danym miesiącu jest najważniejsze do przetrwania. A jeśli ktoś lubi dodać do tego odrobinę symboliki… W astrologii (traktowanej jako sfera wierzeń i kultury, nie nauki) ta pełnia wypada w znaku Lwa, czyli w opowieściach o kreatywności, odwadze i chęci pokazania światu „to jestem ja”. Można więc potraktować tę noc jak sympatyczne przypomnienie: nawet w środku tak mroźnej zimy da się znaleźć coś, co rozświetla choćby na chwilę. Jak „złapać” Śnieżny Księżyc? Najprościej: spójrz wieczorem w niebo (w okolicach maksimum, czyli przed północą). Jeśli chcesz, dodaj mały rytuał dla poprawy nastroju: ciepła herbata w kubku, krótki spacer, zdjęcie „na pamiątkę”. Mikro czy nie mikro, pełnia ma ten urok, że na moment zwalnia tempo miasta.   Bo czasem najlepsza zimowa atrakcja jest darmowa. I świeci dokładnie wtedy, kiedy wszyscy już myślą o poniedziałku.