Są takie dni, kiedy człowiek ma wrażenie, że świat pędzi szybciej niż zwykle. Że wszystko jest „na już”: terminy, wiadomości, obowiązki, nerwy. A potem przychodzi 6 stycznia – data, która co roku stawia nam przed oczami obraz zupełnie inny: trzech ludzi w drodze. Bez pośpiechu, bez „lajków”, bez gwarancji sukcesu. Z uporem. Z wiarą. Z pytaniem, które brzmi wciąż aktualnie: za czym naprawdę warto iść?
W kalendarzu liturgicznym Kościoła katolickiego tego dnia obchodzimy Święto Objawienia Pańskiego, powszechnie znane jako uroczystość Trzech Króli. Ewangelia przypomina moment, w którym mędrcy ze Wschodu przybywają do Betlejem, by oddać pokłon nowonarodzonemu Jezusowi. Tradycja nadała im imiona: Kacper, Melchior i Baltazar. Przynoszą dary – złoto, kadzidło i mirrę – a każdy z nich niesie w sobie głęboką symbolikę. Ale najważniejsze jest co innego: oni nie przychodzą „z obowiązku”. Oni idą, bo coś w nich się poruszyło. Bo zobaczyli znak. Bo uwierzyli, że to ma sens.

I właśnie dlatego to święto jest tak mocne. Bo mówi jasno: Jezus objawia się całemu światu, nie tylko „swoim”, nie tylko wybranym. Ta historia ma w sobie niezwykłą otwartość – jakby Bóg od początku powtarzał: Nie bój się. Jest miejsce i dla ciebie.

Nieprzypadkowo Trzech Króli obchodzono uroczyście od wieków – modlitwy, kolędy, procesje, lokalne zwyczaje. To jedna z tych tradycji, które potrafią ocieplić zimę – nie temperaturą, ale wspólnotą. W Polsce szczególną formą świętowania stały się Orszaki Trzech Króli: uliczne jasełka, barwne przemarsze, sceny, śpiew, korony. Tak, jest w tym radość, rodzinny klimat, trochę dziecięcej magii. Ale jest też coś głębszego – publiczne przypomnienie, że wiara nie jest tylko sprawą prywatną, schowaną za drzwiami domów. Że można wyjść na ulicę z kolędą, z koroną na głowie i nie czuć się z tego powodu ani dziwnie, ani wstydliwie.

Także w naszym mieście Orszak Trzech Króli wyrósł już na prawdziwą tradycję. Od kilku lat styczniowy przemarsz gromadzi mieszkańców, którzy – niezależnie od wieku – idą razem, ramię w ramię. Orszak wyrusza z katedry i przechodzi ulicami miasta, zmieniając je na chwilę w coś więcej niż zwykłą trasę między sklepem a parkingiem. Nagle okazuje się, że te same ulice potrafią brzmieć kolędą. Że na chodniku można spotkać sąsiada nie tylko w biegu, ale w uśmiechu. Że ludzie – tak na co dzień podzieleni, rozproszeni, zmęczeni – potrafią być jedną wspólnotą.

W 2026 roku Orszak odbędzie się tuż po Mszy Świętej, która rozpocznie się o godzinie 10:00. Po jej zakończeniu uczestnicy wyruszą w kierunku kościoła pw. Podwyższenia Krzyża Świętego. - Hasło tegorocznego Orszaku Trzech Króli, czyli "Nadzieją się cieszą" wywodzi się ze słów drugiej zwrotki kolędy „Mędrcy świata, Monarchowie” - mówi ksiądz Wojciech Parfianowicz, rzecznik prasowy Kurii Biskupiej w Koszalinie. I znów pojawią się te drobne, a jakże ważne znaki: papierowe korony, chorągwie, śpiewniki i wspólne kolędowanie. Ktoś powie: „to tylko papier”. Ale każdy, kto choć raz szedł w takim orszaku, wie, że ten papier ma moc. Bo pozwala na chwilę wrócić do prostoty. Do radości, której nie trzeba tłumaczyć. Do dziecięcego „chodźmy!”, które w dorosłym życiu tak łatwo nam ucieka.

Najpiękniejsze w tej tradycji jest to, że ona niczego nie udaje. Nie jest spektaklem dla wybranych. Nie wymaga biletu ani specjalnych umiejętności. Wystarczy przyjść. Iść. Śpiewać – nawet jeśli nie idealnie. Uśmiechnąć się – nawet jeśli w środku bywa ciężko. Bo czasem człowiek najbardziej potrzebuje właśnie tego: wyjść z domu i zobaczyć, że nie jest sam.
Zwieńczeniem orszaku będzie oddanie hołdu Świętej Rodzinie. To moment, który porządkuje sens całego wydarzenia. Przypomina, że za koronami, barwami i śpiewem stoi konkretna treść: spotkanie z Tajemnicą Bożego Narodzenia, która wciąż mówi o bliskości, nadziei i światle. A to są słowa, których dzisiaj brakuje bardziej niż kiedykolwiek.
Można więc potraktować 6 stycznia jak kolejny dzień wolny. Można przespać go do południa, zrobić zakupy, przewinąć wiadomości. Ale można też zrobić coś zupełnie innego: wyruszyć za Gwiazdą – symbolicznie, razem z innymi. Założyć koronę i pozwolić sobie na odrobinę publicznej radości. Bo w tej zimowej wędrówce jest coś, co potrafi poruszyć nawet najbardziej sceptyczne serce.
Organizatorzy zapraszają wszystkich: rodziny z dziećmi, młodzież, seniorów, tych mocnych w wierze i tych, którzy dopiero szukają. Każdy ma swoje miejsce w tym orszaku. Wystarczy przyjść i dołączyć do wędrowców, którzy – tak jak mędrcy sprzed dwóch tysięcy lat – ruszają w drogę, by odnaleźć to, co najważniejsze.