Mimo dotacji i pożyczki z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) w wysokości 201 mln zł (72 mln zł bezzwrotnej dotacji i 129 mln zł pożyczki), wykonawcy wyceniali prace znacznie drożej.
Nowy przetarg – co się zmieniło?
Prezydent Koszalina Tomasz Sobieraj przyznał, że kolejne otwarcie postępowania jest „wymuszone” i wiąże się przede wszystkim z przesunięciem terminu realizacji. „Tym razem dostaliśmy zgodę Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na wydłużenie terminu realizacji do 2029 roku. Mam nadzieję, że wpłynie to na zmianę ceny oraz liczbę ofert, które będziemy mogli rozpatrywać” - zapewnił.
W dokumentacji przetargowej podano, że wykonawca ma przygotować projekt, dostarczyć urządzenia i zrealizować roboty budowlane tak, aby instalacja powstała do 30 czerwca 2029 r.. To kluczowa różnica w stosunku do poprzednich przetargów, w których zakładano oddanie zakładu do końca 2026 r.
Zmieniono także podejście do budżetu. Choć wciąż oficjalnie nie podano górnej granicy, władze szacują koszt budowy na nawet 300 mln zł.
Podkreśla się, że finansowanie będzie pochodzić z NFOŚiGW – zarówno w formie dotacji, jak i preferencyjnej pożyczki – a brakującą część pokryje miasto. Dłuższy termin ma umożliwić wykonawcom rozłożenie robót w czasie i zaproponowanie niższych stawek.
Gdzie i po co ta spalarnia?

Projektowany zakład ma powstać na terenie Specjalnej Strefy Ekonomicznej w Koszalinie, na działkach przy ul. H. Cegielskiego. W odróżnieniu od dawnych planów (które zakładały lokalizację przy ul. Słowiańskiej), wybór strefy ekonomicznej zmniejsza konflikty społeczne, a jednocześnie zapewnia dogodny dojazd dla ciężkich pojazdów. Instalacja ma obsługiwać Koszalin oraz gminy powiatu koszalińskiego i kilka miast, które zadeklarowały przekazanie frakcji energetycznej odpadów – m.in. Kołobrzeg, Darłowo i Sławno. Zgodnie z założeniami inwestycji, spalarnia będzie przetwarzać ok. 30 tys. ton odpadów rocznie, wytwarzając jednocześnie ponad 100 tys. GJ ciepła i około 18 tys. MWh energii elektrycznej. Wyprodukowana energia ma trafiać do miejskiej sieci ciepłowniczej, co pozwoli ustabilizować ceny ogrzewania i prądu. Wprawdzie w Polsce spalarni wciąż jest niewiele, ale przykład Portu Czystej Energii w Gdańsku pokazuje, że nowoczesne obiekty nie tylko ograniczają składowanie odpadów, lecz także wzmacniają bezpieczeństwo energetyczne regionu.
Dlaczego Koszalinowi tak zależy?
Obecnie wszystkie koszalińskie śmieci wymagające spalenia trafiają do spalarni w Szczecinie, a miasto płaci za ich transport i utylizację „dość duże pieniądze”. Własny zakład pozwoliłby nie tylko zaoszczędzić na przewozie odpadów, lecz także odzyskać energię. Koszalin liczy, że inwestycja zmniejszy opłaty dla mieszkańców, ograniczy emisję CO₂ i wpisze się w strategię gospodarki obiegu zamkniętego.
Od 2013 do 2025 – historia niekończącej się inwestycji
Plany budowy spalarni w Koszalinie sięgają nawet 2013 roku, kiedy dzielono inwestycję na etapy i szacowano jej koszt na ponad 400 mln zł. W 2022 r. PGK Koszalin uzyskało 201 mln zł wsparcia z NFOŚiGW, co miało przyspieszyć prace. Jednak kolejne przetargi okazały się zbyt drogie – w jednym z nich najtańsza oferta wyniosła 277,6 mln zł. W 2025 r. władze miasta zapowiadały, że zmienią zakres i rozłożą zadanie w czasie, aby dopasować budżet do sytuacji na rynku budowlanym.
Co dalej?
Nowy przetarg jest otwarty dla jednego wykonawcy (zamówienie nie przewiduje podziału na części) i prowadzony w trybie przetargu nieograniczonego. Zgodnie z dokumentacją, oferta musi obejmować wszystkie elementy inwestycji – od projektu po montaż i rozruch instalacji – i zapewnić wykonanie prac w sposób zgodny z najlepszymi dostępnymi technologiami (BAT). PGK liczy na to, że dłuższy termin i klarowne zasady skłonią więcej firm do złożenia konkurencyjnych ofert.
Koszalińska spalarnia odpadów jest potrzebna i wyczekiwana. Jest również sprawdzianem dla lokalnej administracji – czy potrafi skutecznie zrealizować skomplikowaną inwestycję środowiskową. W czasach rosnących opłat za energię i zaostrzenia przepisów o gospodarce odpadami miasto nie może sobie pozwolić na kolejne lata bez własnego zakładu. Nowy przetarg jest więc nie tylko „kolejną próbą”, lecz także testem cierpliwości mieszkańców i skuteczności władz.