W tej historii ważny jest też wątek personalnej ciągłości. Paweł Szefernaker – obecny Szef Gabinetu Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, ale również związany z naszym regionem (startował i zdobywał mandat poselski w okręgu koszalińskim oraz kierował lokalnymi strukturami PiS) – był w 2015 r. szefem internetowej kampanii Andrzeja Dudy, a w kampanii Karola Nawrockiego pełnił rolę szefa sztabu.
To właśnie Szefernaker w 2018 r. komentował medialne doniesienia na temat Cambridge Analytica, mówiąc, że sugestie o współpracy z podmiotami podejrzewanymi o używanie nielegalnie pozyskanych danych z Facebooka to „kompletna bzdura”. Dziś – w świetle ustaleń Frontstory – jego nazwisko wraca w naturalny sposób jako element szerszej opowieści o tym, jak profesjonalizują się kampanie online.
„Simion dał ludzi od sociali” – co opisuje Frontstory
Frontstory pisze o rumuńskich specjalistach, którzy mieli wspierać działania w social mediach (m.in. konfiguracje i narzędzia do budowania interakcji). W tle przewija się wypowiedź George’a Simiona, który publicznie twierdził, że jego środowisko „wspierało” Nawrockiego „instrumentami online”. Materiał opisuje także powiązania rumuńskiego ekosystemu polityczno-marketingowego, w tym firmę Follow Digital Solutions związaną z działaniami AUR i współpracą z Patrykiem Jakim (co Jaki potwierdza jako analizy i doradztwo komunikacyjne).
Kluczowy problem: „brak śladu” w PKW i pytania o formułę wsparcia
Najbardziej newralgiczny punkt, na który zwracają uwagę dziennikarze, to kwestia formalna: w dokumentach PKW ma nie być śladów współpracy komitetu Nawrockiego z rumuńskimi podmiotami. Jeśli więc jakiekolwiek wsparcie rzeczywiście miało miejsce, pojawia się pytanie, czy było ono odpłatne, nieodpłatne, czy miało charakter „koleżeńskiej pomocy” spoza oficjalnych rozliczeń.
Co mówi prawo: ryzyko „korzyści niepieniężnej”
Tu wchodzi w grę prawo wyborcze. PKW w swoich wyjaśnieniach podkreśla, że komitety mają ograniczone możliwości przyjmowania nieodpłatnego wsparcia – a profesjonalne usługi (np. obsługa kampanii w internecie) mogą zostać potraktowane jako niedozwolona korzyść niepieniężna. Za udzielenie lub przyjęcie takiej korzyści Kodeks wyborczy przewiduje grzywnę.
Dlaczego znów pada nazwa Cambridge Analytica?
Porównanie do Cambridge Analytica działa dziś jak skrót myślowy: przypomina, że polityczna komunikacja online to nie tylko „posty”, ale coraz częściej infrastruktura wpływu – automatyzacje, targetowanie, analityka, praca na emocjach i precyzyjne „domykanie” kontaktu z wyborcą. W tym sensie nowa historia nie musi oznaczać powtórki 1:1, ale uruchamia to samo pytanie: kto stoi za technologiczną przewagą i czy wyborcy widzą pełny obraz finansowania oraz wykonawców.
Co musiałoby się wyjaśnić, żeby temat domknąć
Żeby odebrać sprawie charakter „sensacji” i sprowadzić ją do faktów, potrzebne są odpowiedzi na trzy proste pytania: co dokładnie oznaczało „wsparcie instrumentami online”, kto je wykonał (osoby, firmy, kraj) oraz czy i jak zostało to rozliczone w ramach zasad finansowania kampanii.
Bez tego temat będzie się kręcił między politycznymi oskarżeniami a realnym sporem o standardy i legalność kampanii cyfrowych – w cieniu nazwiska Cambridge Analytica, które wciąż działa na wyobraźnię wyborców.
Link do artykułu
RUMUNI POMOGLI NAWROCKIEMU WYGRAĆ WYBORY - TUTAJ.