Koszalin, Poland
wydarzenia

Grypa szaleje, a Polacy nie słuchają zaleceń. Eksperci alarmują.

Autor Art za MondayNews 22 Lutego 2025 godz. 5:18
Podczas przeziębienia lub grypy 40,1% Polaków mierzy temperaturę ciała dopiero po wystąpieniu objawów gorączkowych. 27,9% chorych robi to raz na dobę, a 21,3% – kilkakrotnie w ciągu 24 godzin. Do tego 77,5% rodaków nie notuje uzyskanych pomiarów. Zaledwie 7,4% badanych zapisuje je i 2,6% robi to dość sporadycznie. Eksperci komentujący wyniki raportu alarmują, że Polacy najwyraźniej nie słuchają zaleceń lekarzy.

Z kolei GIS informuje, że tylko w styczniu br. zachorowało na grypę ponad 300 tys. osób, a w lutym odnotowano już 295 tys. zakażeń. Od początku stycznia hospitalizowano z rozpoznaniem grypy i jej powikłań ok. 23 tys. pacjentów. Natomiast od września ub.r. zmarło z tego powodu ok. tysiąca osób. Jednak Polacy jakby nie do końca zdają sobie sprawę z powagi sytuacji.

W oczekiwaniu na objawy 

Jak informuje Marek Waszczewski, rzecznik prasowy Głównego Inspektora Sanitarnego, w styczniu mieliśmy w Polsce ok. 5 razy więcej zachorowań niż na początku sezonu grypowego, tj. w listopadzie ub.r. – Szacujemy, że tylko w styczniu zachorowało na grypę już ponad 300 tys. osób w Polsce. Sytuacja jest więc poważna. Z gabinetów lekarskich, za pośrednictwem systemów Centrum e-zdrowia, płyną informacje, że jesteśmy już w szczycie sezonu. W lutym było 295 tys. zakażeń – mówi Waszczewski.

Natomiast z najnowszego raportu UCE Research i Warmie pt. „Jak Polacy mierzą temperaturę ciała podczas choroby?”, opartego na specjalnym badaniu opinii publicznej, wynika, że podczas przeziębienia lub grypy 40,1% chorych mierzy temperaturę ciała dopiero po pojawieniu się objawów gorączkowych. Do badania zostały zakwalifikowane tylko i wyłącznie dorosłe osoby, które w ciągu ostatnich 6-12 ostatnich miesięcy były co najmniej raz chore i mierzyły temperaturę ciała. 

– Fakt, że ponad 40% społeczeństwa sprawdza gorączkę dopiero po wystąpieniu jej objawów, świadczy o braku świadomości dotyczącej znaczenia regularnego monitorowania temperatury podczas choroby. To niestety dowodzi, że Polacy nie są w tym zakresie wyedukowani. Tymczasem wczesne wychwycenie pierwszych sygnałów zaostrzenia choroby umożliwia wdrożenie odpowiedniego leczenia, jeszcze zanim infekcja się rozwinie, co pozwala na jej łagodniejszy przebieg – komentuje Katarzyna Linette z Warmie. 

Z kolei dr n. med. Krzysztof Karaś ze Szpitala Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie stwierdza, że w obliczu powszechnego dostępu do leków obniżających gorączkę, pacjenci mogą uznawać monitorowanie temperatury ciała za zbędne. – Jednak nie jest to bezpieczna praktyka. Warto promować świadomość znaczenia regularnego pomiaru temperatury, zwłaszcza na początku choroby, aby umożliwić szybszą reakcję na zmiany w stanie zdrowia i uniknąć potencjalnych, groźnych powikłań – alarmuje ekspert.

Uświadamianie zagrożenia

Z raportu wynika również, że 27,9% Polaków mierzy gorączkę raz na dobę, a 21,3% – kilkakrotnie w ciągu 24 godzin. Natomiast 4,3% osób nie zwraca na to w ogóle uwagi, a 6,4% nie pamięta, jak często sprawdza temperaturę. Autorzy raportu przekonują, że zwłaszcza w okresie drastycznego wzrostu zachorowań na grypę wiedza na ww. temat powinna być szerzona w społeczeństwie dla bezpieczeństwa zarówno osób już chorujących, jak i szczególnie na to narażonych. 

– Nadal w polskich szpitalach chorzy zmagają się z groźnymi powikłaniami po grypie, takimi jak zapalenie płuc, a nawet sepsa, która bywa śmiertelna. Część pacjentów przebywa na oddziałach intensywnej terapii. Od początku stycznia hospitalizowano z rozpoznaniem grypy i jej powikłań ok. 23 tys. osób. Natomiast od września ubiegłego roku zmarło z powodu grypy i jej powikłań około tysiąca osób. Wydaje się jednak, że Polacy nie do końca zdają sobie sprawę z powagi sytuacji, dlatego apelujemy o szczególną troskę i uważność na własne zdrowie. Grypa rozprzestrzenia się bardzo szybko i może być niebezpieczna również dla ludzkiego życia – dodaje Marek Waszczewski.

Według raportu, zdecydowana większość Polaków nie notuje też wyników temperatury podczas choroby. Łącznie dotyczy to 77,5% rodaków. Wśród nich 27,4% raczej tego nie robi, a 50,1% zdecydowanie nie ma tego w zwyczaju. Zaledwie 7,4% ankietowanych prowadzi takie notatki, przy czym 2,6% raczej je wykonuje, a tylko 4,8% – zdecydowanie to robi. Do tego 2,6% sporadycznie stosuje ww. praktykę. 10,4% nie widzi takiej potrzeby, a 2,1% nie pamięta, czy kiedykolwiek to robiło.

– Wielu lekarzy informuje pacjentów o potrzebie monitorowania temperatury ciała, zwłaszcza w przypadku chorób, które mogą prowadzić do poważnych komplikacji. Regularne zapisywanie wyników może pomóc w szybszym wykryciu infekcji bakteryjnych czy nasilenia się stanu zapalnego. W tym kontekście wyniki ww. badania mogą świadczyć o nieprzestrzeganiu zaleceń medycznych i o braku zaangażowania w zarządzanie własnym zdrowiem. Może to również sugerować, że system opieki zdrowotnej niedostatecznie promuje samodzielną troskę o siebie – mówi dr n. med. Krzysztof Karaś.

Cenne dla zdrowia notatki

Do tego Katarzyna Linette dodaje, że regularnie prowadzone zapisy mogą być cenne dla lekarza już na pierwszej wizycie, czyli zanim je zleci. Na ich podstawie lekarz może lepiej ocenić charakter choroby, ewentualnie stwierdzić, czy konieczne są dodatkowe badania. 

– Należy wspomnieć również o chorobach przewlekłych, przy których szczegółowy zapis temperatury dostarcza lekarzowi cennych danych o codziennym stanie zdrowia pacjenta. To pomaga dostosować leczenie. Przy zapisywaniu wyników temperatury warto robić dodatkowe notatki, np. uwzględniając moment przyjęcia leków czy pojawienie się nowych objawów. To pozwoli na jeszcze dokładniejsze monitorowanie przebiegu choroby i ułatwi diagnozę lekarzowi – stwierdza ekspertka z Warmie. 

Natomiast dr n. med. Karaś zauważa, że wielu pacjentów przyjmuje postawę, że jeżeli nie występuje wysoka gorączka, to monitorowanie temperatury nie jest konieczne. – Tego rodzaju podejście może wynikać z przeświadczenia, że lekarze i system ochrony zdrowia są w stanie poradzić sobie z chorobą, a samodzielne prowadzenie takich zapisów jest zbędne – zaznacza ekspert ze Szpitala Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie.

Autorzy raportu podkreślają również, że istnieje duża potrzeba edukowania społeczeństwa o tym, jak ważne jest regularne monitorowanie stanu zdrowia, szczególnie podczas choroby. – Promowanie prostych narzędzi, służących do tego, może przyczynić się do zwiększenia świadomości obywateli. Takie inicjatywy mogą też pomóc w przekonaniu ludzi, że prowadzenie zapisów, w formie papierowej lub elektronicznej, może poprawić ich bezpieczeństwo. Edukacja społeczeństwa, w ramach publicznych kampanii zdrowotnych i przez system ochrony zdrowia, jest niezbędna, by przekonać ludzi o znaczeniu tej prostej, ale skutecznej praktyki obserwowania zmian temperatury ciała – podsumowuje dr n. med. Krzysztof Karaś.

 

Czytaj też

Sezon grypowy przyspieszył: Koszalin liczy chorych i zaciska procedury

Ala za Ogólnopolski Program Zwalczania Chorób Infekcyjnych - 10 Lutego 2026 godz. 4:54
Województwo zachodniopomorskie, w tym Koszalin, doświadcza szczególnie dynamicznej fali zachorowań. Dane Wojewódzkiej Stacji Sanitarno‑Epidemiologicznej w Szczecinie pokazują, że w pierwszych dwóch tygodniach stycznia potwierdzono w regionie 1174 przypadki grypy, a w drugiej połowie miesiąca liczba ta wzrosła ponad czterokrotnie, do 5200. W ostatnim tygodniu stycznia zarejestrowano 170 tys. zachorowań w województwie zachodniopomorskim, podczas gdy tydzień wcześniej było ich niewiele ponad 60 tys.. W obliczu tej sytuacji Szpital Wojewódzki im. Mikołaja Kopernika w Koszalinie od 3 lutego skrócił czas odwiedzin do 15 minut, ograniczył liczbę odwiedzających do jednej osoby przy pacjencie, wprowadził obowiązek maseczek i zalecił rezygnację z wizyt osobom z objawami infekcji. W wyjątkowych przypadkach lekarz może przedłużyć odwiedziny, a przy hospitalizowanym dziecku może przebywać jeden opiekun. Decyzja szpitala wynika z rosnącej liczby przypadków grypy i infekcji grypopodobnych w mieście oraz ma chronić pacjentów przed dodatkowymi zakażeniami. Lekarze z Koszalina przyznają, że pacjentów grypowych przybywa. Koordynator oddziału obserwacyjno‑zakaźnego, dr Jacek Wróblewski, poinformował, że w lutym przebywało w oddziale dwóch pacjentów z grypą, a choroba przebiega u nich ciężko – są to głównie osoby starsze lub z chorobami współistniejącymi, wśród których zdarzają się zgony. Liczne przypadki grypy obserwuje się też w SOR‑ze i oddziale dziecięcym; wielu pacjentów po diagnozie wraca do domu. Mimo to medycy podkreślają, że nadal jest czas na szczepienie – koszt dla osób spoza grupy ryzyka to ok. 30 zł, a seniorzy i dzieci mogą skorzystać z darmowych programów.     W pierwszym tygodniu lutego w Polsce obserwuje się gwałtowny wzrost zachorowań na grypę. Według danych z systemu e‑Zdrowie wskaźnik zapadalności osiągnął 397,2 zachorowań na 100 tys. osób, czyli przekroczył maksymalny poziom z ubiegłego sezonu (365,5 na 100 tys.). Dla porównania, na początku stycznia odnotowywano ok. 70 przypadków na 100 tys. mieszkańców, co oznacza kilkukrotny wzrost w ciągu trzech tygodni. Główny Inspektor Sanitarny (GIS) podkreśla, że w trwającym sezonie dominują wirusy grypy typu A(H3N2) o podtypie K. Ten wariant nie jest bardziej zjadliwy, ale jako nowa mutacja łatwiej przenosi się w populacji, w której brakuje odporności. Eksperci zwracają uwagę na dużą liczbę zachorowań, ale także na mniejszą śmiertelność niż przed rokiem. Od 1 września 2025 r. do 1 lutego 2026 r. z powodu grypy zmarło 1061 osób – o 477 mniej niż w analogicznym okresie poprzedniego sezonu. Spadek ten wiąże się z mniejszą liczbą zachorowań (ok. 430 tys. przypadków wobec 693 tys. rok wcześniej) i większym zainteresowaniem szczepieniem – w sezonie 2025/2026 zaszczepiło się 2,2 mln osób (w poprzednim – 1,8 mln). Mimo to wskaźnik 397,2/100 tys. sygnalizuje, że utrzymuje się epidemiczne nasilenie grypy, a szczyt zachorowań spodziewany jest w drugiej połowie lutego i w marcu. Podtyp K i zalecenia sanitarne GIS wyjaśnia, że dostępne w tym sezonie szczepionki wykazują 50–70 proc. skuteczności wobec podtypu K. Urząd zachęca do szczepień, zwłaszcza osoby z grup ryzyka (dzieci do 14 lat, osoby powyżej 50 roku życia, chorzy przewlekle, kobiety w ciąży oraz pracownicy ochrony zdrowia). Ze względu na szczyt zachorowań zaleca się też częste mycie rąk, noszenie maseczek w miejscach publicznych, utrzymanie dystansu i pozostanie w domu w razie choroby. W wielu szpitalach, w tym w Koszalinie, wprowadzono czasowe ograniczenia odwiedzin, aby ograniczyć transmisję infekcji.   Podsumowanie i zalecenia dla mieszkańców Koszalina Zarówno krajowe, jak i regionalne dane wskazują, że sezon grypowy 2025/2026 osiąga właśnie szczyt. W Polsce wskaźnik zachorowań przekroczył 397 przypadków na 100 tys. osób, a w Zachodniopomorskiem liczba infekcji w ciągu dwóch tygodni wzrosła ponad czterokrotnie. W Koszalinie rosnąca liczba zachorowań skłoniła szpital wojewódzki do wprowadzenia ograniczeń odwiedzin, a lekarze obserwują ciężkie przebiegi u osób starszych i z chorobami towarzyszącymi. Mieszkańcy powinni traktować grypę poważnie: zaszczepić się, jeśli jeszcze tego nie zrobili, przestrzegać higieny, nosić maseczki w miejscach publicznych, unikać zgromadzeń i pozostawać w domu w przypadku infekcji. Szczególnie osoby z grup ryzyka – dzieci, seniorzy, kobiety w ciąży oraz chorzy przewlekle – powinny skorzystać z rekomendacji sanepidu i z dostępnych programów profilaktycznych. Sytuacja w Koszalinie dowodzi, że ostrożność i odpowiedzialność społeczna są kluczowe, aby zmniejszyć liczbę zachorowań i chronić osoby najbardziej narażone.