Koszalin, Poland

Demografia uderza w miasta. Likwidują żłobki i przedszkola, przygotowują się do zamykania szkół

2026-07-06 08:44:00 Ala za Newseria.pl, film: Newseria
W polskich miastach rodzi się coraz mniej dzieci, spada liczba kobiet w wieku prokreacyjnym, a społeczeństwo szybko się starzeje. Najnowszy „Raport o stanie miast” przygotowany przez Związek Miast Polskich pokazuje, że problemy demograficzne przestają być prognozą na przyszłość. Coraz częściej stają się codziennym wyzwaniem dla samorządów.

Według danych przywoływanych w raporcie, w pierwszym półroczu 2025 roku w polskich miastach urodziło się 82 786 dzieci. To o ponad 7 procent mniej niż rok wcześniej. W ponad 90 miastach odnotowano mniej niż 10 urodzeń, w 15 miastach mniej niż pięć, a w jednym mieście nie zarejestrowano ani jednego urodzenia.

Zmiany widać również w funkcjonowaniu placówek edukacyjnych. W roku szkolnym 2024/2025 działało 22,3 tys. placówek wychowania przedszkolnego, czyli o 200 mniej niż w poprzednim roku szkolnym. Uczęszczało do nich blisko 1,5 mln dzieci, co oznacza spadek o prawie 60 tys. rok do roku.

Eksperci wskazują, że to dopiero początek konsekwencji. Jeśli dzieci rodzi się mniej, w kolejnych latach spada zapotrzebowanie na miejsca w żłobkach, przedszkolach i szkołach. Samorządy już dziś muszą mierzyć się z pytaniem, jak utrzymać sieć placówek, gdy liczba najmłodszych mieszkańców systematycznie maleje.

Ryszard Grobelny, dyrektor Biura Związku Miast Polskich, podkreśla, że sytuacja demograficzna w kraju jest bardzo trudna. Liczba mieszkańców będzie spadać praktycznie w każdym mieście, choć skala tego zjawiska będzie różna. Największe problemy mogą dotknąć najmniejsze ośrodki, które w perspektywie kolejnych lat mogą stracić znaczną część mieszkańców.

Depopulacja oznacza nie tylko mniej dzieci. To także mniej osób w wieku produkcyjnym, trudniejszy rynek pracy i rosnąca liczba seniorów. W ponad 900 polskich miastach w 2024 roku zmniejszyła się liczba mieszkańców w wieku produkcyjnym — łącznie o 155 tys. osób. Jednocześnie wzrost tej grupy odnotowano w niespełna 100 miastach, ale był on zdecydowanie mniejszy.

Dla samorządów oznacza to poważne konsekwencje finansowe. Mniej pracujących mieszkańców to niższe wpływy z podatków, zwłaszcza z PIT. Jednocześnie rosnąć będą potrzeby związane z opieką nad osobami starszymi, transportem, dostępnością usług zdrowotnych, pomocą społeczną i dostosowaniem przestrzeni publicznej do starzejącej się populacji.

Problemem mogą stać się również pustostany. Autorzy raportu wskazują, że w dużych ośrodkach nadal może utrzymywać się deficyt mieszkań, natomiast w słabiej rozwijających się miastach rosnąca liczba niezamieszkanych lokali będzie coraz większym wyzwaniem strukturalnym. Już Narodowy Spis Powszechny z 2021 roku wykazał, że w Polsce było blisko 1,8 mln mieszkań niezamieszkanych.

Eksperci zwracają uwagę, że miasta nie mogą czekać z decyzjami. Konieczne będzie dostosowanie infrastruktury, sieci szkół, przedszkoli, transportu publicznego, kanalizacji, planów zagospodarowania przestrzennego i lokalnych usług do mniejszej liczby mieszkańców. Szczególnie dotyczy to średnich i małych miast, które będą musiały odpowiedzieć sobie na pytanie, jak funkcjonować w sytuacji spadku populacji o kilka, kilkanaście, a w niektórych przypadkach nawet kilkadziesiąt procent.

Z raportu wynika, że do 2035–2040 roku polskie miasta będą doświadczać pogłębiającej się depopulacji. Jej głównymi przyczynami są rekordowo niska dzietność oraz systematyczny spadek liczby kobiet w wieku prokreacyjnym. W wielu miastach udział seniorów może przekroczyć 40 procent ogółu mieszkańców.

To oznacza, że demografia stanie się jednym z najważniejszych tematów dla lokalnych władz. Nie będzie dotyczyć wyłącznie statystyk, ale realnych decyzji: które placówki utrzymać, gdzie inwestować, jak planować transport, jak organizować opiekę nad seniorami i jak finansować usługi publiczne przy mniejszych dochodach.

Zdaniem ekspertów coraz większa część samorządów może w przyszłości potrzebować wsparcia ze strony państwa. Bez dodatkowych mechanizmów finansowych wiele miast może mieć problem z utrzymaniem podstawowych usług publicznych na obecnym poziomie.

Demografia staje się więc jednym z najpoważniejszych testów dla polskich miast. To wyzwanie, którego nie da się rozwiązać jedną decyzją ani jednym programem. Wymaga długofalowego planowania, odwagi w podejmowaniu trudnych decyzji i przygotowania lokalnych społeczności na zmiany, które już się rozpoczęły.

Czytaj też

Koszalin w liczbach, czyli miasto po liftingu

Art, fot. FB/Patryk Brzeskot - Film i Zdjęcia - 17 Maj 2026 godz. 5:28
Co zmieniło się w Koszalinie? Koszalin 14 lat tem i teraz. Ponad dekadę temu opublikowaliśmy tekst „Koszalin w liczbach” . Był to rodzaj miejskiego zdjęcia rentgenowskiego: powierzchnia, drogi, szkoły, zadłużenie, mieszkańcy, firmy, autobusy, lasy, osiedla. Sucha statystyka, ale z tych danych można było wyczytać całkiem sporo o mieście. Dziś, w roku 2026, kiedy Koszalin świętuje 760-lecie istnienia, warto zrobić podobne ćwiczenie. Nie po to, by urządzać konkurs nostalgii, ale by sprawdzić, co się naprawdę zmieniło. A zmieniło się sporo. Choć nie zawsze tam, gdzie chcielibyśmy najbardziej. W 2012 roku Koszalin zajmował powierzchnię 9834 ha, czyli 98,34 km kw. Dziś, po włączeniu w granice miasta m.in. Starych Bielic i Kretomina, ma już 105,57 km kw., czyli 10 557 ha. Miasto jest więc większe terytorialnie. Na mapie przybyło przestrzeni, ale w statystykach ludności ubyło mieszkańców. W 2012 roku Koszalin liczył 109 343 mieszkańców. Według danych z Centralnego Rejestru Wyborców na koniec 2025 roku było ich 95 827. Symboliczna granica 100 tysięcy została przekroczona, ale niestety w dół. Jeszcze w 2021 roku Koszalin miał 100 150 mieszkańców, a dziś formalnie wypadł z grona stutysięczników. To jedna z najważniejszych zmian ostatniej dekady. Koszalin jest większy powierzchniowo, ale mniejszy demograficznie. Mówiąc felietonowo: miasto rozluźniło pasek, ale schudło. Widać to także w edukacji. W roku szkolnym 2012/2013 miasto prowadziło m.in. 19 przedszkoli, 14 szkół podstawowych, 13 gimnazjów, 5 liceów, 14 techników i 7 zasadniczych szkół zawodowych. Dziś system jest już inny, bo po reformie zniknęły gimnazja. Koszalin ma 20 przedszkoli, 13 szkół podstawowych i 9 szkół ponadpodstawowych, w tym 4 licea ogólnokształcące i 5 zespołów szkół. Do publicznych placówek uczęszcza 17 430 dzieci i uczniów, w tym 2765 przedszkolaków, 8528 uczniów szkół podstawowych i 6137 uczniów szkół ponadpodstawowych. Uczy ich 2145 nauczycieli. To pokazuje, że miasto nadal pełni ważną funkcję edukacyjną dla regionu. Ale demografia puka do drzwi każdej szkoły, przedszkola i żłobka. Koszalin nie może udawać, że to tylko problem statystyków. Ciekawie wygląda zieleń. W 2012 roku tereny zielone stanowiły 38,32 procent powierzchni miasta, a lasy zajmowały około 37 procent. Dziś grunty leśne oraz tereny zadrzewione i zakrzewione mają 37,48 km kw., czyli 3748 ha, co daje 35,5 procent powierzchni Koszalina. Proporcje są więc nadal imponujące. Koszalin pozostaje miastem zielonym, choć pytanie brzmi: czy umiemy tę zieleń mądrze wykorzystywać, chronić i urządzać? Bo zieleń w mieście to nie tylko ładny widok z drona. To cień, retencja, rekreacja, zdrowie i jakość życia. W czasach, gdy mieszkańcy coraz częściej pytają o koszenie trawników, sadzenie drzew czy betonowanie przestrzeni, liczby dotyczące zieleni powinny być traktowane nie jako ozdobnik w strategii, ale jako jeden z największych miejskich kapitałów. Motoryzacja? Tu Koszalin przeszedł sporą zmianę. W 2026 roku zarejestrowanych jest 63 551 samochodów osobowych oraz 9539 pojazdów ciężarowych. W 2015 roku samochodów osobowych było 49 405. To wzrost o ponad 14 tysięcy aut osobowych w ciągu dekady. Co ciekawe, samochodów ciężarowych jest dziś mniej więcej tyle, ile było wtedy, około 9,5 tysiąca. Najbardziej spektakularna zmiana dotyczy jednak aut elektrycznych. Dziesięć lat temu były w Koszalinie zarejestrowane 4 takie pojazdy. Dziś jest ich 526. Nadal nie jest to rewolucja na miarę cichego miasta przyszłości, ale kierunek jest oczywisty. Elektryki przestały być ciekawostką, a stały się częścią miejskiego krajobrazu. Tyle że im więcej samochodów, tym większy problem z parkowaniem, korkami i przestrzenią. Miasto może mieć więcej dróg, parkingów i rond, ale nigdy nie wygra wyścigu z nieskończonym apetytem na kolejne auta. Dlatego pytanie na następną dekadę brzmi nie tylko: ile samochodów będzie w Koszalinie, ale czy mieszkańcy będą mieli realną alternatywę. W 2013 roku MZK dysponowało 64 pojazdami, a sieć komunikacyjna obejmowała 14 linii o łącznej długości 156,29 km. Dziś ten temat warto zestawić z aktualną debatą o połączeniach powiatowych i dostępności komunikacyjnej regionu. Koszalin coraz wyraźniej musi myśleć nie tylko o transporcie wewnątrz miasta, ale też o swojej roli jako centrum dla okolicznych gmin. Autobus nie jest wyłącznie środkiem transportu. Jest też odpowiedzią na pytanie, czy miasto chce być dostępne dla ludzi, którzy pracują, uczą się, leczą i załatwiają sprawy w Koszalinie, ale mieszkają poza jego granicami. Gospodarka? Tu widać stabilny wzrost. W 2012 roku w Koszalinie było 18 373 podmiotów gospodarczych. W 2015 roku działało około 18 200 firm, pięć lat temu 18 903, a w 2025 roku już 19 230. To nie jest eksplozja, ale konsekwentny ruch w górę. Największe wrażenie robi jednak strefa ekonomiczna. Dekadę temu działały tam 22 duże firmy produkcyjne, zatrudniające 1830 osób. Dziś jest to 61 firm i około 3500 zatrudnionych. Do tego ponad pół miliarda złotych inwestycji. Strefa przechodzi także duży remont i rozbudowę za 90 milionów złotych, a nowe tereny sprzedają się bardzo szybko. To jedna z tych danych, które pokazują, że Koszalin nie stoi w miejscu. Owszem, miasto często lubi o sobie mówić z przesadną skromnością, czasem wręcz z kompleksami wobec większych ośrodków. Tymczasem gospodarczo ma argumenty, których nie powinno chować do szuflady. A teraz budżet, czyli miejsce, w którym kończy się poezja, a zaczyna księgowość. W 2012 roku dochody Koszalina wynosiły 425 mln zł, wydatki 460,4 mln zł, a zadłużenie miasta 219,9 mln zł. Dług na jednego mieszkańca wynosił wtedy 2013 zł. W 2026 roku dochody miasta mają wynieść 1 216 868 362,49 zł, wydatki 1 270 310 362,49 zł, a deficyt 53 442 000 zł. Na papierze wygląda to jak gigantyczny skok. Dochody miasta w ciągu kilkunastu lat wzrosły niemal trzykrotnie. Ale każdy, kto prowadzi domowy budżet, wie, że wyższe wpływy nie zawsze oznaczają bogactwo. Ceny usług, inwestycji, energii, wynagrodzeń i utrzymania infrastruktury również poszły w górę. Samorządowy miliard robi wrażenie, ale miliard w 2026 roku to nie to samo, co miliard w wyobraźni mieszkańca z 2012 roku. Koszalin inwestuje. Na liście są m.in. przebudowa ul. Zwycięstwa, budowa żłobka przy ul. Lechickiej, Zakład Aktywizacji Zawodowej realizowany z Fundacją „Zdążyć z Miłością”, modernizacje boisk przy szkołach podstawowych nr 17, 10, 18 i 4, remont sali gimnastycznej w SP 6, modernizacja dróg w strefie ekonomicznej, modernizacja orlików, basenu przy ul. Głowackiego, przebudowa skateparku przy ul. Fałata, a w planach także przebudowa portu w Jamnie i ul. Młyńskiej. To są inwestycje różnej skali, ale razem tworzą obraz miasta, które próbuje równocześnie remontować, rozwijać, nadrabiać zaległości i odpowiadać na nowe potrzeby. A to zawsze kosztuje. Zmieniła się również polityczna mapa miasta. Od 2000 roku, według tekstu sprzed lat, Koszalin miał trzech prezydentów: Henryka Sobolewskiego, Mirosława Mikietyńskiego i Piotra Jedlińskiego. Dziś do tej listy trzeba dopisać Tomasza Sobieraja, obecnego prezydenta Koszalina. Zmieniła się też liczba radnych,  obecnie jest ich 23, a nie 25 jak w kadencji 2010–2014. Czy Koszalin jest dziś lepszy niż w 2012 roku? To zależy, kto odpowiada. Statystyk powie: większa powierzchnia, większy budżet, więcej firm, większa strefa ekonomiczna, więcej samochodów, więcej aut elektrycznych. Urbanista doda: więcej wyzwań komunikacyjnych i demograficznych. Nauczyciel spojrzy na liczbę uczniów. Przedsiębiorca na inwestycje. Senior na dostępność usług. Młoda rodzina na żłobek, mieszkania i pracę. Kierowca na parkingi. Rowerzysta na drogi rowerowe. A mieszkaniec po prostu zapyta: czy żyje mi się tu wygodniej? I to jest najważniejsze pytanie. Koszalin przez ponad dekadę nie zamienił się w metropolię. Nie stał się też miastem z pocztówki, w którym wszystkie problemy rozwiązano jednym programem rewitalizacji. Jest za to miastem bardziej rozległym, bogatszym w budżetowych liczbach, aktywniejszym gospodarczo, ale jednocześnie starszym demograficznie i mniejszym ludnościowo. Ma więcej przestrzeni, ale mniej mieszkańców. Więcej pieniędzy, ale też większe koszty. Więcej firm, ale nadal potrzebę przyciągania ludzi. Więcej aut, ale konieczność budowania transportu, który nie będzie skazywał każdego na samochód. Dużo zieleni, ale coraz większą odpowiedzialność za jej mądre utrzymanie. Gdyby dzisiejszy Koszalin przenieść do roku 1266, byłby potęgą. Ale mamy rok 2026. Miasto ma 760 lat i nie musi nikomu udowadniać, że istnieje. Musi za to odpowiedzieć na pytanie, jak chce żyć przez kolejne dekady. Bo liczby są ważne. Ale jeszcze ważniejsze jest to, co z nich wynika. A z liczb wynika jedno: Koszalin nie stoi w miejscu. Tylko czasem jeszcze sam nie może się zdecydować, czy chce być spokojnym miastem do życia, regionalnym centrum usług, zieloną alternatywą dla większych ośrodków, czy gospodarczym zapleczem Pomorza Środkowego. Najlepiej, gdyby był wszystkim po trochu. Ale z głową. Bo miasto, tak jak człowiek po siedemset sześćdziesiątce, powinno już wiedzieć, że rozwój nie polega wyłącznie na tym, żeby być większym. Rozwój polega na tym, żeby być mądrzejszym