To przykład szerszego problemu, z którym polska gospodarka morska mierzy się od lat. Polska flota handlowa w dużej części funkcjonuje pod obcymi banderami. Statki należące do krajowych armatorów rejestrowane są m.in. w Liberii, Panamie, na Cyprze, Malcie czy Bahamach. Powód jest przede wszystkim ekonomiczny: niższe podatki, korzystniejsze zasady ubezpieczeń społecznych, prostsze procedury i większa konkurencyjność prowadzenia działalności.
Według danych przywoływanych w debacie o polskiej banderze, w 2023 roku tylko 0,6 proc. tonażu należącego do polskich podmiotów pływało pod biało-czerwoną banderą. Rząd zapowiada teraz zmiany, które mają odwrócić ten trend i zachęcić armatorów do powrotu do polskiego rejestru.
Program „Polskie Morze” i powrót bandery
Arkadiusz Marchewka przedstawił założenia programu „Polskie Morze”, którego jednym z kluczowych elementów ma być przywrócenie polskiej bandery na statki handlowe należące do krajowych armatorów.
Pakiet zmian zakłada przede wszystkim poprawę konkurencyjności polskiego rejestru. Rząd chce zastąpić klasyczny, 19-procentowy CIT podatkiem tonażowym, uzależnionym od wielkości statku. Takie rozwiązanie ma obniżyć obciążenia fiskalne firm żeglugowych zarówno tych, które posiadają własne jednostki, jak i tych, które zarządzają flotą.
Planowane są również zmiany korzystne dla marynarzy. Wiceminister zapowiedział zwolnienie ich z podatku PIT bez dotychczasowego warunku przepracowania co najmniej 183 dni na morzu. Ma to uprościć rozliczenia i zwiększyć atrakcyjność pracy pod polską banderą.
Częścią pakietu są także rozwiązania dotyczące składek na ubezpieczenia społeczne. Od 1 stycznia 2026 roku obowiązują przepisy, które mają zmniejszać koszty po stronie pracodawców i ułatwiać zatrudnianie marynarzy w polskim systemie.
Bariery, które trzeba usunąć
Zdaniem Arkadiusza Marchewki sama zmiana podatków nie wystarczy. Rząd chce również usunąć bariery regulacyjne, które przez lata zniechęcały armatorów do rejestrowania statków w Polsce.
Jako przykład wskazywane są przepisy dotyczące obrotu lekami. W praktyce utrudniały one zaopatrywanie statków w Polsce, ponieważ zakup leków na jednostki morskie mógł być traktowany jak ich wywóz za granicę. Takie rozwiązania, określane przez resort jako legislacyjne absurdy, mają zostać wyeliminowane.
Kolejnym elementem ma być uproszczenie procedur rejestracyjnych. Obecnie proces rejestrowania statków w Polsce bywa długi i skomplikowany. Rząd chce wprowadzić bardziej przyjazny model obsługi, określany jako system „one-stop-shop”, czyli możliwość załatwienia wielu formalności w jednym miejscu.
Dlaczego polskie statki uciekły pod obce bandery?
Powody są przede wszystkim finansowe. Rejestrowanie statków za granicą jest tańsze, a armatorzy zwracają uwagę, że w branży żeglugowej konkurencyjność kosztowa ma ogromne znaczenie.
Znaczenie mają także zasady finansowania budowy i eksploatacji statków. Banki chętniej kredytują inwestycje, gdy ich zabezpieczenia są silniejsze. W polskich realiach roszczenia instytucji finansowych mogą znajdować się za zobowiązaniami wobec ZUS i urzędu skarbowego, co dla banków oznacza większe ryzyko.
Przedstawiciele branży od lat podkreślają, że bez zmian systemowych powrót pod polską banderę byłby dla armatorów nieopłacalny. Właśnie dlatego rządowy plan nie ma być symbolicznym gestem, ale pakietem konkretnych rozwiązań ekonomicznych i prawnych.
Plan ambitny, ale rozłożony w czasie
Arkadiusz Marchewka studzi oczekiwania i zaznacza, że zmiana nie wydarzy się z dnia na dzień. Przepisy przez lata nie zachęcały do rejestrowania statków w Polsce, a działalność żeglugowa oznacza wielomilionowe inwestycje i długoterminowe decyzje biznesowe.
Pierwsze efekty mają być widoczne w 2027 roku. Wtedy, zgodnie z zapowiedziami pierwsze statki należące do polskich armatorów mogłyby zmienić banderę na biało-czerwoną. Warunkiem jest jednak sprawne przeprowadzenie procesu legislacyjnego i wejście w życie nowych przepisów.
Od interpelacji do odpowiedzialności za projekt
Marchewka zajmował się sprawą polskiej bandery jeszcze jako poseł opozycji. W 2021 roku pytał w Sejmie o zapowiadane przepisy, które miały zachęcić armatorów do powrotu pod biało-czerwoną flagę. Wskazywał wtedy, że statki polskich armatorów pływają pod banderami m.in. Liberii, Panamy, Cypru i Malty, bo daje im to przewagę konkurencyjną.
Dziś, jako wiceminister infrastruktury odpowiedzialny za gospodarkę morską, sam koordynuje prace nad rozwiązaniami, które mają tę sytuację zmienić.
Koszalin jako symbol większego problemu
Historia statku „Koszalin”, którego portem macierzystym jest Nassau, dobrze pokazuje skalę wyzwania. Nazwa jednostki odwołuje się do polskiego miasta, armator jest polski, ale bandera pozostaje zagraniczna. Dla wielu osób to symbol utraconej obecności biało-czerwonej na morzach.
Program „Przywracamy polską banderę” ma to zmienić. Zakłada obniżenie kosztów, uproszczenie procedur, poprawę warunków dla marynarzy i stworzenie bardziej konkurencyjnego systemu dla armatorów.
Jeśli harmonogram zostanie zrealizowany, pierwsze polskie promy i masowce mogą wrócić pod biało-czerwoną banderę już w 2027 roku. Wtedy nazwy takie jak „Koszalin” mogłyby znów być kojarzone nie tylko z polskim armatorem, ale także z polską flagą na rufie.