Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

Za własne M trzeba będzie zapłacić więcej

2018-05-06 06:57:00 ekoszalin za newsrm.tv
Polska dopiero dołącza do europejskich wzrostów cen mieszkań. W takich krajach jak Islandia, Irlandia, Szwecja, Estonia, Norwegia, Austria czy Węgry niskie oprocentowanie kredytów już doprowadziło do przynajmniej 50-proc. podwyżek cen. „Nad Wisłą” ten pęd dopiero się zaczyna.

Boom na rynku mieszkaniowym w Polsce trwa już od niemal 5 lat, ale ceny nieruchomości zaczęły zdecydowanie rosnąć dopiero w 2017 roku. Najnowsze dane NBP sugerują, że pod koniec 2017 roku za metr mieszkania z drugiej ręki trzeba było w dużym mieście zapłacić prawie 7% więcej niż rok wcześniej. To oznacza, że ceny rosły dwa razy szybciej niż wzrost, który można by uznać za neutralny. Jest to wynik sporego wzrostu popytu na mieszkania czemu nie jest w stanie dorównać podaż. Dzieje się tak pomimo tego, że deweloperzy budują na potęgę bijąc co miesiąc historyczne rekordy skali prowadzonej działalności.

Jest tak dobrze, że aż za dobrze

Trzeba mieć świadomość, że jeśli sytuacja taka się utrzyma, to może to prowadzić do narastania bańki na rynku mieszkaniowym. Nie zmienia to faktu, że dalszemu wzrostowi cen sprzyjać może utrzymywanie się niskich kosztów kredytów hipotecznych i dalsza poprawa na rynku pracy, dzięki której coraz więcej osób może pozwolić sobie na zakup własnych „czterech kątów”. Nie bez znaczenia jest tu niskie oprocentowanie lokat bankowych, które powoduje, że na większości bankowych lokat traci się w ujęciu realnym, czyli po uwzględnieniu podatku i inflacji. Efekt? Zgodnie z szacunkami Open Finance Polacy zainwestowali w mieszkania na wynajem prawie 17 miliardów złotych i to tylko w trakcie zaledwie jednego roku (2017 r.).

Specustawa dla budownictwa

Presję na wzrost cen wywierają rosnące koszty robót budowlanych, materiałów i ziemi. Istnieje szansa, że ten ostatni element ze wspomnianej układani niedługo się wyłamie. Wszystko za sprawą specustawy, nad którą pracuje rząd, a która uruchomić ma sporo nowych terenów pod zabudowę i wprowadzić uproszczoną procedurę uzyskiwania zgód administracyjnych. To oznaczać może wymierne korzyści i obniżkę kosztów ponoszonych przez deweloperów, choć projekt budzi też obawy o nadużycia i utrzymanie ładu przestrzennego. Na drodze dalszej hossy stanąć mogą też perturbacje w gospodarce krajowej lub światowej czy chociażby mało dziś prawdopodobne stanowcze zacieśnienie polityki monetarnej prowadzonej przez rodzimą Radę Polityki Pieniężnej.

Polska w ogonie wzrostów cen

Wzrost cen mieszkań w okresie prowadzenia w największych gospodarkach świata polityki niskich stóp procentowych nie jest niczym nadzwyczajnym. W gronie 30 krajów starego kontynentu zdecydowanych podwyżek wycen nie widać tylko w trzech z nich. Jednym jest niespiesznie wychodząca z kryzysu Grecja, ale też do tego grona zaliczyć można Włochy i Cypr – wynika z danych europejskiego urzędu statystycznego i Banku Rozrachunków Międzynarodowych.

W pozostałych krajach starego kontynentu na rynkach nieruchomości niepodzielnie panują wzrosty cen – w niektórych przypadkach (np. Belgia, Niemcy) nawet od przynajmniej dekady. Do tego grona jeszcze do niedawna można też było zaliczyć Szwecję, ale pojawiają się już dane pochodzące od lokalnych pośredników (indeks HOX Sweden), które sugerują, że zaostrzenie kryteriów udzielania kredytów mieszkaniowych doprowadziło u naszych północnych sąsiadów do przeceny (styczniowe dane sugerują 3,7-proc. przecenę r/r). Dane europejskiego urzędu statystycznego jeszcze nie potwierdzają tych ruchów.

Co więcej, gdyby przyjrzeć się sytuacji panującej w latach 2010 -2017, to okaże się, że od początku hossy do dziś ceny mieszkań wzrosły w 27 przebadanych krajach przeciętnie aż o 36%. Rodzime 11% wzrostu od „cenowego dołka” sugeruje więc, że nasza hossa wciąż jest dość wstrzemięźliwa.

Jest to też rzadka sytuacja, w której powinniśmy się cieszyć z faktu, że Polska jest w ogonie Europy. Już poprzedni kryzys symbolicznie zapoczątkowany przez upadek banku inwestycyjnego Lehman Brothers (wrzesień 2008 r.) dobitnie pokazał, że nadmierny boom w mieszkaniówce prowadzić może do bardzo dotkliwego pęknięcia bańki spekulacyjnej, która wpływa nie tylko na spadki cen samych nieruchomości, ale też poważne perturbacje w całej gospodarce.

Najmocniej w badanym okresie ceny nieruchomości wzrosły na Islandii. Nieruchomości w Reykjaviku są prawie dwukrotnie droższe niż w 2010 roku. Ten szalony boom napędzany jest przez turystów. Wystarczy przytoczyć dane Islandzkiej Izby Turystyki, z których wynika, że w 2017 roku na wyspie tej gościło prawie 2,2 mln osób – to o ponad 24% więcej niż rok wcześniej. Ten dynamiczny przyrost ruchu turystycznego trwa już od lat. Przybysze nie tylko skłonni są wynajmować nieruchomości słono za to płacąc, ale też część z nich tak urzeka malownicza przyroda tej wulkanicznej wyspy, że aż chcą kupić na jej terenie nieruchomość. Problem w tym, że ich podaż jest bardzo ograniczona. Efekt? ceny szybują w niekontrolowany sposób.

Do grona najdynamiczniej drożejących domów i mieszkań można też zaliczyć te położone w Irlandii, Szwecji, Estonii, Norwegii, Austrii i na Węgrzech. We wszystkich tych krajach w badanym okresie wzrosty cen zawierały się w przedziale od 50 do 70%. Powodów takich zmian upatrywać trzeba przede wszystkim w niskich stopach procentowych, a więc tanich kredytach i rachitycznie oprocentowanych lokatach. To jednak nie koniec powodów. Na przykład na Węgrzech wzrostom cen sprzyja polityka rządu. Obniżenie VAT-u na nowe mieszkania z 27% do 5% podniosło z kolan rynek deweloperski, a program dopłat do kredytów mieszkaniowych, podobny do zakończonego niedawno w Polsce „Mieszkania dla młodych”, promował większymi dopłatami nie tylko rodziny z dziećmi, ale też te, które dopiero planowały potomstwo.

W Irlandii, Estonii, mówi się natomiast o niedostatecznej podaży nowych nieruchomości, co przy dynamicznym wzroście gospodarczym i wysokich rentownościach wynajmu powoduje wzmożony popyt na nieruchomości. Przy niskim koszcie kredytów hipotecznych jest to prosta recepta na szalone wzrosty cen. Norwegia podobnie jak wcześniej wspomniana Szwecja, to kraje, gdzie ostrzejsza polityka kredytowa wyraźnie zahamowała boom mieszkaniowy. Nie zmienia to jednak faktu, że dziś w krajach tych za własne „cztery kąty” przyjdzie zapłacić o połowę więcej niż w 2010 roku.

 

Zmiany cen używanych domów i mieszkań w okresie 1 kw. 2010 – 3 kw. 2017

Lokalizacja

Zmiana cen domów i mieszkań

Od „dołka cenowego”
do dziś

W ciągu ostatniego roku

Islandia*

92%

15%

Irlandia

70%

13%

Szwecja

68%

8%

Estonia

66%

6%

Austria

55%

4%

Norwegia

54%

2%

Węgry

51%

10%

Łotwa

45%

9%

Litwa

42%

9%

Malta

42%

5%

Luksemburg

41%

4%

Wielka Brytania

36%

5%

Portugalia

35%

11%

Niemcy

34%

4%

Czechy

29%

12%

Dania

29%

4%

Słowacja

27%

6%

Bułgaria

23%

11%

Holandia

19%

8%

Rumunia

19%

7%

Belgia

18%

4%

Hiszpania

18%

7%

Słowenia

15%

8%

Polska

11%

4%

Francja

9%

4%

Chorwacja

7%

4%

Finlandia

7%

1%

Cypr

3%

0%

Włochy

0%

-1%

Grecja*

-1%

-39%

Opracowanie Open Finance na podstawie danych Eurostatu i Banku Rozrachunków Międzynarodowych
* szacunki zawierają już informację o 4 kw. 2017 r.

Skomentuj na Facebooku / Zobacz komentarze »
Zobacz popularne artykuły:
 

Rowerem z Mielna do Kołobrzegu

5 godzin temu Ekoszalin z mat. informacyjnych
Przez nadmorski las, w pobliżu plaży i wydm, rusza przebudowa drogi rowerowej na odcinku Pleśna (Ustronie Morskie) – Mielno. To niezwykle atrakcyjny i ważny fragment Velo Baltica, jednego z czterech głównych szlaków tworzących Sieć Tras Rowerowych Pomorza Zachodniego. Jutro 26 kwietnia, o godzinie 14 wicemarszałek Tomasz Sobieraj przekaże wykonawcy teren budowy. - Ten szlak w teorii istniał już od wielu lat, a jego atrakcją był mieleński las i pobliskie bunkry. Teraz, stanie się rowerową trasą z prawdziwego zdarzenia. Ruszamy z budową i chcemy jeszcze jesienią dojechać do mety. Narzuciliśmy sobie mocne tempo, bo tylko w ubiegłym roku zbudowaliśmy i oznakowaliśmy ok. 110 km tras. Ten nie będzie gorszy, a pamiętajmy, że bardzo wiele odcinków jest na etapie projektowania. – mówi wicemarszałek województwa zachodniopomorskiego Tomasz Sobieraj.   W sezonie suchym piaszczyste, a w sezonie deszczowym pełne kałuż i błota. Do tej pory były to drogi i ścieżki gruntowe, których stan z roku na rok się pogarszał. Teraz wypięknieją. Jesienią, po zakończeniu składającej się czterech odcinków inwestycji, będziemy mogli przejechać z Mielna do Kołobrzegu po asfalcie. W sumie powstanie liczący ponad 21,5 km odcinek, w tym 9,48 km nowej trasy. Rowerowi turyści będą mogli przejechać przez Mielno, Chłopy, Sarbinowo, Gąski, Ustronie Morskie i Sianożęty gdzie nie brakuje takich atrakcji jak przystań rybacka w Chłopach, Latarnia morska w Gąskach, czy 16 południk koło Chłopów. Wartość inwestycji przekracza 7 mln zł, z czego ponad 6,1 mln zł to dofinansowanie z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Zachodniopomorskiego 2014- 2020.   Realizowany przez Województwo Zachodniopomorskie projekt Sieci Tras, to prawdziwa rowerowa rewolucja na Pomorzu Zachodnim, która już niedługo będzie liczyła 1100km szlaków. Jest to możliwe dzięki temu, że nowobudowane odcinki łączą się ze ścieżkami rowerowymi, które zostały zbudowane, bądź są budowane przez lokalne samorządy. Rowerowi pasjonaci za szlak o największym potencjale turystycznym, często wskazują właśnie Trasę Nadmorską czyli Velo Baltica, prowadzącą wzdłuż Wybrzeża Bałtyku. Po połączeniu wszystkich istniejących i budowanych odcinków, na terenie zachodniopomorskiego trasa będzie liczyć około 240 km.   Tylko w bieżącym roku na całej Sieci Tras ruszyła budowa i oznakowanie ponad 270 km dróg. Równocześnie będzie prowadzona dokumentacja projektowa dla kolejnych 483 km szlaków. Postęp prac można śledzić na specjalnej mapce pod adresem: https://www.google.com/maps/d/viewer?mid=1b_sQF-bBj2qFfe7Hht3wt7oMf6vIJ_7u&ll=53.38587673957643%2C16.843154310842806&z=9   ...
 

Mirosław Okoński potrzebuje pomocy

19 Kwietnia 2019 godz. 18:45 Art
 

Raport RIO: Żadna z gmin województwa nie jest zadłużona w instytucjach finansowych, które nie są bankami

23 Kwietnia 2019 godz. 17:45 Ala za ZUW Szczecin
Koszalin zajął pierwsze miejsce w kategorii miast na prawach powiatu w kategorii dochodów z tytułu otrzymanych środków europejskich w latach 2014-2018 w przeliczeniu na 1 mieszkańca. Joachim Brudziński, minister spraw wewnętrznych i administracji "dał ciała". Dziś w Szczecinie urzędnicy pokazali wyniki finansowe gmin za ubiegły rok. W klasyfikacji ujęto 48 gmin wiejskich, 55 gmin wiejsko-miejskich, 8 gmin miejskich, 3+1 miasta na prawach powiatu oraz 18 powiatów ziemskich. Zestawienie informacji finansowej dot. samorządów zachodniopomorskich za 2018 r., przygotowane przez Regionalną Izbę Obrachunkową było tematem dzisiejszej konferencji prasowej wojewody zachodniopomorskiego Tomasza Hinca i prezesa RIO Bogusława Staszewskiego. Koszalin znalazł się obok Szczecina, Świnoujścia i Województwa Zachodniopomorskiego w gronie miast na prawach powiatu oraz samorządu. Budżet Koszalina w ubiegłym roku co prawda zanotował ujemny udział dochodów własnych w dochodach ogółem (-1,92%), ale za to uzyskał najwyższą suma dochodów z tyt. otrzymanych środków europejskich w latach 2014-2018 w przeliczeniu na 1 mieszkańca. Kwota ta wyniosła 1370,23 zł. Dla porównania dodajmy, że Szczecin uzyskał kwotę 1314,29 zł, a Świnoujście 867,11 zł. Wśród gmin wiejskich na pierwsze miejsce z drugiego awansował Kołobrzeg. Największy awans, o trzynaście pozycji, zaliczyła gmina Manowo, która znalazła się na pozycji jedenastej. Największy spadek: gmina Brzeźno. Spadła o dwadzieścia dziewięć pozycji, na miejsce czterdzieste trzecie. Liderem wśród gmin miejsko-wiejskich jest Mielno, wśród gmin miejskich - Kołobrzeg, wśród powiatów ziemskich - gryfiński. - Sytuacja finansowa gmin w województwie zachodniopomorskim jest niezła, lepsza niż wcześniej, dzięki radykalnym działaniom nadzorczym oraz staranności samych gmin - przekonywał podczas spotkania z dziennikarzami  Bogusław Staszewski, prezes Regionalnej Izby Obrachunkowej w Szczecinie.   Urzędnicy tworząc raport wzięli pod uwagę udział dochodów własnych w dochodach ogółem, relację  nadwyżki operacyjnej do dochodów, udział wydatków inwestycyjnych, relację zobowiązań do dochodów, obciążenie wydatków bieżących wydatkami na wynagrodzenia i pochodne od wynagrodzeń oraz wskaźnik bezrobocia. Głównym celem tych informacji to zwiększenie przejrzystości finansów publicznych.   Biuro prasowe ZUW Szczecin zapowiadało, że na konferencji pojawi się minister spraw wewnętrznych i administracji Joachim Brudziński. Polityka jednak nie dotarł, a na Twitterze pojawiło się takie wyjaśnienie:   Pełen raport znajduje się  tu....