Informacja dotycząca polityki plików cookies: Informujemy, iż w naszych serwisach internetowych korzystamy z informacji zapisanych za pomocą plików cookies na urządzeniach końcowych użytkowników. Dalsze korzystanie z naszych serwisów, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej oznacza, iż użytkownik akceptuje politykę stosowania plików cookies, opisaną w Polityce prywatności. Zamknij.

Polakowski: Piłka nożna moim życiem

2014-06-06 11:47:00 Patryk Pietrzala / fot. http://www.obozysportowe.info
Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Wojciechem Polakowskim, który kończy swoją bogatą w sukcesy piłkarską karierę.

Patryk Pietrzala: Na początku nie mogłoby zabraknąć pytania, jak zaczęła się pańska przygoda z piłką nożną?

 

Wojciech Polakowski: Wszystko zaczęło się w Darłowie. Cała moja rodzina zajmowała się rybactwem, włącznie z bratem i kuzynami. Mnie do morza nigdy nie ciągnęło. Każdą wolną chwilę starałem się spędzać na boisku, kopiąc piłkę.

 

Pierwszy piłkarski idol?

 

- To były czasy Grzegorza Lato, czyli 1982 rok, miałem wtedy osiem lat. Wówczas każdy chciał być jak Lato, Smolarek czy Boniek. Pamiętam te czasy, jakby to było wczoraj.

 

W swojej karierze grał Pan dla Gwardii Koszalin. Jak wspomina Pan występy w barwach trójkolorowych?

 

- Tak naprawdę w koszalińskiej Gwardii grałem najdłużej w swojej karierze. Tamte czasy wspominam z

uśmiechem na twarzy. Uczęszczałem wówczas do szkoły średniej. To był trudny wiek, okres dojrzewania. Przeszedłem wtedy ze szczeblu juniorskiego na seniorski. Otrzymałem sporo nauki sportowej, jak i tej czysto życiowej. Zdarzały się awanse oraz spadki, doświadczyliśmy wielu świetnych momentów, dlatego chętnie wracam do tamtych czasów.

 

Nie miał Pan żadnych oporów by zostać trenerem Bałtyku?

 

- W dzisiejszych czasach trener pracuje tam, gdzie go chcą. Bałtyk Koszalin, z Zenkiem Bednarkiem na czele, złożyli mi ofertę i doszliśmy do porozumienia. Nie miałem propozycji pracy w Gwardii. Miałbym siedzieć bezczynnie przez kilkanaście lat i czekać na telefon? Ta opcja nie wchodziła w grę. Nie widzę więc żadnego powiązania.

 

Jaki jest pański największy sukces w długiej sportowej karierze?

 

- Prawdę powiedziawszy, muszę przyznać, że mój największy sukces osiągnąłem grając w „plażówce”, wówczas awansowaliśmy z Dyskobolią do ekstraklasy. Na wyróżnienie zasługuje także epizod w ekstraklasie u trenera Laty, w profesjonalnym zespole, czyli Amice Wronki. Czerpałem także przyjemność z gry w takich klubach jak Odra Opole czy Śląsk Wrocław. To drużyny z piękną tradycją.

 

Wojciech Polakowski był także
szkoleniowcem kadry Polski beach soccera

Co spowodowało, że zaczął Pan grać na piaszczystych boiskach?

 

- Kompletny przypadek. Namówił mnie do tego kolega, miałem przyjechać na turniej do Ustki. To był 2005 rok. Myślałem, że to nie dla mnie, ponieważ nigdy nie grałem na plaży. Usłyszałem jednak, że powinienem dać sobie radę, bo w końcu pochodzę znad morza. Efekt? Zostałem królem strzelców tamtej imprezy. Tak właśnie wszystko się zaczęło.

 

Gdyby miał Pan możliwość obrania innej ścieżki w swojej sportowej karierze, co by Pan zmienił?

 

- Jeżeli chodzi o sportową ścieżkę, to obrałbym nieco inną drogę. Po dostaniu się do ekstraklasy i byciu pierwszym wchodzącym z ławki, złapałem kontuzję. Byłem strasznie niecierpliwy i chciałem grać, więc przeniosłem się do drugiej ligi, by utrzymać formę i spędzać więcej czasu na boisku. To nie gwarantowało mi jednak większej ilości minut. To ma związek z drogą życiową, bo gdyby to wszystko nie potoczyło się w ten sposób, to nie poznałbym mojej żony.

 

Jak to się stało, że został Pan szkoleniowcem?

 

- Tak naprawdę nie czekałem na zakończenie mojej piłkarskiej kariery. Duży wpływ na to, że zostałem trenerem, miały...częste kontuzje, które przydarzały mi się dosyć często. Jeden z moich szkoleniowców wychwycił to, że interesuje mnie wszystko co się dzieje wokół drużyny. Zaproponowano mi, bym wpisał w kontrakt „grający asystent”. Miałem wówczas 26 lat. Cała przyszłość była przede mną, jednak już wtedy myślałem o pracy trenera. Pomógł mi też fakt, że przez całą karierę zwiedziłem wiele klubów i miałem do czynienia z różnymi szkoleniowcami, którzy pracowali na każdym poziomie, od ekstraklasy do A klasy. Od każdego mogłem się czegoś nauczyć.

 

Do poprawy warsztatu szkoleniowego, jeździł Pan na różne zagraniczne szkolenia.

Wojciech Polakowski
z Tomaszem Iwanem

 

- Szkolenia, nazwijmy to „mniej oficjalne”, były znacznie lepsze. Szczególnie miło wspominam pobyt w Madrycie u Jurka Dudka, a wszystko załatwił mi wówczas Paweł Kryszałowicz. Miałem wówczas możliwość oglądania najlepszych piłkarzy podczas treningów. Wszystko miałem jak na tacy. Oficjalne szkolenia przeważnie wyglądały tak, że zainteresowani trenerzy oglądają zajęcia zza płotu, tak jak kibice. Wiele mi dały staże u Czesia Michniewicza, gdy był szkoleniowcem Zagłębia Lubin. Byłem wówczas 24 godziny na dobę z drużyną. Analizowałem i wyrabiałem swoje zdanie. Podczas szkolenia w Feyenoordzie Rotterdam doceniłem mniej oficjalne szkolenia. Nie lubię się jednak tym chwalić.

 

Co pana łączyło z Ryszardem Forbichem (domniemany szef gangu działającego w polskiej piłce nożnej – przyp.red.)?

 

- Z Ryszardem Forbichem łączyło mnie to samo, co wszystkich trenerów i zawodników Amici Wronki. Tyczyło się to piłkarzy, którzy przeszli przez ten klub. Jak ja grałem we Wronkach, to Ryszard Forbich był

Podczas gry w Amice Wronki.

dyrektorem sportowym lub menadżerem. Trudno było przecież uniknąć jakiegokolwiek kontaktu, skoro ta osoba była odpowiedzialna za transfery i wypożyczenia w drużynie. Można więc powiedzieć, że byłem jego pracownikiem, bo to z Ryszardem Forbichem prowadziłem rozmowy, gdy podopisywałem kontrakt z Amicą.

 

Na przestrzeni całej pańskiej kariery, który z zawodników jakich miał Pan okazję trenować lub grać w jednej drużynie, zrobił na Panu największe wrażenie?

 

- Mam to szczęście, że przez moją karierę piłkarską przewijało się wielu znakomitych piłkarzy. Grałem nawet z Mirkiem Okońskim, następnie z Pawłem Kryszałowiczem. Był także kiedyś taki zawodnik w Darłovii Darłowo, mój idol z lat młodzieńczych – Jerzy Suwalski, piłkarz kompletny.

 

Czym jest dla Pana piłka nożna?

 

- Życiem. To w zasadzie pasja, ponieważ jako zawodnik nie dorobiłem się nie wiadomo jakiej fortuny. Wróciłem z żoną do Darłowa, ale nie miałem na koncie miliona złotych. Musiałem sobie znaleźć sposób na życie. Mam wspaniałą żonę i cudowną rodzinę, która pozwala mi się realizować. Jak wiadomo nie da się do końca wyżyć z trenowania na tym poziomie, więc nazywam to moją pasją. Robię to, co kocham. Póki mam chęci, siłę i zdrowie, to będę chciał przy tym zostać i wciąż trenować.

 

Żyjemy w niemal czterdziestomilionowym kraju, który wciąż ma problemy z wygrywaniem meczów na poziomie reprezentacyjnym. Na czym polega największy problem polskiej piłki?

 

- Szczerze powiedziawszy, codziennie zadaję sobie to samo pytanie. Mam to szczęście, że mogę porównywać wszystko do lig zagranicznych. Bywałem na stażach we Francji, Hiszpanii, Holandii. Miałem styczność z zawodnikami, którzy grają poza krajem. Porównując poziomy organizacyjne, to, przepraszam za wyrażenie, jesteśmy w „czarnej dupie”. Mogę podać nawet konkretny przykład. Na zgrupowaniu reprezentacji Polski beach soccera, zobaczyliśmy autobus, który był wypełniony nie tylko sprzętem piłkarskim, ale i rowerami i innymi potrzebnymi przyrządami. Z autobusu wysiadło wówczas czterech trenerów, trzech masażystów i dwóch kierowników. Zapytałem: „Czy to jest zespół z ekstraklasy?!” Okazało się, że to byli juniorzy... W ostatnim czasie zepsuła nam się także mentalność, nasza młodzież jest niecierpliwa i po dwóch tygodniach treningów chciałaby strzelać piękne bramki. Na koniec apel do trenerów drużyn młodzieżowych: Przestańmy trenować, a zacznijmy szkolić! Nie zwracajmy uwagi na wyniki, a przywiążmy większą wagę do rozwoju młodzieży!

 

 

 

Skomentuj na Facebooku / Zobacz komentarze »
Zobacz popularne artykuły:
 

Koszalin wśród 10 najlepszych miast do życia w Polsce

19 Lipca 2021 godz. 17:52 Ala z mat. inf.
Koszalin został sklasyfikowany na 9 miejscu wśród 50 miast na prawach powiatu w Rankingu Polskich Miast Zrównoważonych 2021 przygotowanego przez firmę Arcadis we współpracy z naukowcami z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu oraz Uniwersytetu Zielonogórskiego. Zdaniem ekspertów "Miasto może poszczycić się wysokim udziałem terenów zieleni, w tym terenów leśnych, co sprawia, że postrzegane jest jako zielone i przyjemne miejsce do mieszkania. Szczególnie wyróżnia się las Góry Chełmskiej położony we wschodniej części miasta, w obrębie którego znajduje się wiele ścieżek spacerowych, park linowy oraz wieża widokowa. Kolejne cztery parki zlokalizowane są w centralnej części miasta. Niewątpliwym atutem miasta jest dobra, w porównaniu z innymi miastami z pierwszej dziesiątki, jakość powietrza, co przekłada się zarówno na korzystne warunki życia mieszkańców, jak również przyciąga turystów. Aktywnemu spędzaniu czasu w mieście służy rozbudowana sieć ścieżek rowerowych i liczne szlaki piesze, umożliwiające czynny wypoczynek w bliskości natury. Koszalin to również miasto, w którym można poczuć się bezpiecznie z uwagi na niski wskaźnik przestępczości i niewielką liczbę osób poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych. Duża liczba miejsc w żłobkach oraz przedszkolach plasuje miasto w gronie miast postrzeganych jako przyjazne dla rodzin z dziećmi." W stosunku do poprzedniej edycji Rankingu Koszalin awansował z 18 pozycji wyprzedzając takie ośrodki jak Szczecin, Gdynia czy Wrocław....
 

S11: We wtorek rozpoczęto budowę. S6: Podpisano umowy na na dokończenie obwodnicy Koszalina i Sianowa

20 Lipca 2021 godz. 3:23 Ala za GDDKiA
We wtorek odbyły się dwa wydarzenia drogowe. Rozpoczęto budowę S11 i to na aż trzech odcinkach oraz podpisano umowy na dokończenie realizacji obwodnicy Koszalina i Sianowa w ciągu drogi ekspresowej S6. O godz. 13:00 nastąpiła inauguracja budowy drogi ekspresowej S11 na odcinkach: Koszalin-Zegrze Pomorskie Zegrze Pomorske-Kłanino Kłanino-Bobolice W Delegatura Zachodniopomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Koszalinie nastąpi podpisanie umowy na dokończenie realizacji obwodnicy Koszalina i Sianowa w ciągu drogi ekspresowej S6.   S11 Koszalin Bobolice - budowa 48 km nowej drogi  W lutym i marcu ubiegłego roku GDDKiA podpisała umowy na zaprojektowanie i budowę trzech odcinków S11 między Koszalinem i Bobolicami, o łącznej długości 48 km. Wykonawcy zrealizowali prace projektowe i zgodnie z terminami kontraktowymi złożyli wnioski o wydanie decyzji ZRID.  Inwestycje te przechodzą z fazy projektowania do etapu robót budowlanych. W drugiej połowie czerwca, dla wszystkich odcinków, Wojewoda Zachodniopomorski wydał decyzje ZRID. Dziś ruszą prace. W pierwszej kolejności zostanie przeprowadzone rozpoznanie saperskie terenu i niezbędne inwentaryzacje.  W zakresie inwestycji  budowa obejmie m.in. pięć węzłów drogowych i dwie pary Miejsc Obsługi Podróżnych Dargiń Północ i Południe oraz Niekłonice Zachód i Wschód oraz Obwód Utrzymania Drogi Bobolice. Zakończenie inwestycji planowane jest na drugą połowę 2023 r  Przeprojektowany odcinek S6 to 7,9 km pomiędzy węzłami Koszalin Wschód i Sianów Wschód.  Obwodnica Koszalina i Sianowa w ciągu drogi ekspresowej S6 ma łączną długość 21,1 km. Od jesieni ubiegłego roku funkcjonują odcinki o łącznej długości około 13 km, od węzła Bielice do węzła Koszalin Wschód, połączenie z ulicą Szczecińską (S11) oraz końcowy fragment obwodnicy od węzła Sianów Wschód. Rozprowadzają one ruch z nowej drogi S6, jednak nie dają możliwości ominięcia Koszalina i Sianowa przez ruch tranzytowy. Dlatego konieczne jest dokończenie całości obwodnicy.  Przypomnijmy, na odcinku obwodnicy Koszalina i Sianowa, między węzłami Koszalin Wschód i Sianów Wschód (km 6,4 – km 14,3), wystąpiły skomplikowane warunki gruntowe, odmienne od wcześniej stwierdzonych. Podłoże, ze względu na bardzo specyficzną i rzadko spotykaną budowę związaną z występowaniem drugiego poziomu wód gruntowych pod ciśnieniem, nie nadawało się do zastosowania pierwotnie przewidzianej technologii budowy. Jak wyjaśnia GDDKiA, problemem były również samowypływy (wypływy artezyjskie), w których zwierciadło wody stabilizowało się nawet 2 m powyżej poziomu terenu.Próby zastosowania nasypu przeciążeniowego i mikrowybuchów nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Wykonano również szereg ekspertyz i badań podłoża, które prowadził między innymi Państwowy Instytut Geologiczny. Wobec braku porozumienia z dotychczasowym wykonawcą, odcinek między węzłami Koszalin Wschód i Sianów Wschód został wyłączony z pierwotnego kontraktu na budowę obwodnicy.  W roku 2019 rozpoczęło się opracowywanie aktualizacji dokumentacji projektowej dla obwodnicy, gdzie wzięto pod uwagę wyniki poszerzonych badań podłoża. W toku opracowywania dokumentacji przeanalizowano szereg rozwiązań, w szczególności przy obszarze Góry Chełmskiej i przecięcia z linią kolejową Koszalin – Słupsk. Ostatecznie zadecydowano o całkowitej zmianie rozwiązań projektowych w tym miejscu. Zamiast przejścia drogi pod linią kolejową i co za tym idzie zagłębienia się w skomplikowany geologicznie obszar, została zaprojektowana estakada o długości niemal 800 metrów. Obiekt ten będzie przechodził nad linią kolejową i obszarem o skomplikowanej strukturze podłoża. W grudniu tego roku została uzyskana nowa decyzja o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej (ZRID) i zmieniona wcześniejsza. Zakończenie dokumentacji i uzyskanie niezbędnych decyzji administracyjnych umożliwiło przeprowadzenie przetargu na dokończenie robót na tej inwestycji. W przetargu złożonych zostało pięć ofert. Najkorzystniejszą złożyło konsorcjum firm Polbud Pomorze (lider), Miejskie Przedsiębiorstwo Dróg i Mostów oraz Wibra Recycling (partnerzy). Oferta opiewa na 448,87 mln zł, a czas przewidziany na realizację to 19 miesięcy (z wyłączeniem okresów zimowych). Dziś nastąpi podpisanie umowy, a zakończenie prac na tym odcinku przewidywane jest natomiast na początek 2023 roku.     ...
 

Uwaga na zły kierunek

19 Lipca 2021 godz. 1:39 Ala za GDDKiA
W kilku miejscach, przy drogach szybkiego ruchu zarządzanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad, ustawiliśmy charakterystyczne tablice informacyjne z ostrzeżeniem przed wjazdem pod prąd. To początek naszych działań. Analizujemy wszystkie potencjalne miejsca, a w pierwszej kolejności tablice pojawią się tam, gdzie kierowcy wjeżdżają pod prąd na drogę szybkiego ruchu. Kierowco - patrz na znaki, nie łam przepisów   Często słyszymy o przypadkach poruszania się po drogach szybkiego ruchu pod prąd. Mimo stosownego oznakowania i samego układu jezdni, która wymusza prawidłową jazdę, niektórzy kierujący pojazdami łamią przepisy i stwarzają ogromne zagrożenie w ruchu drogowym, dla innych jak i samych siebie. Zwracaliśmy już uwagę na ten problem – czytaj tutaj.    Podjęliśmy konkretne działania. Nowe tablice już są   Skorzystaliśmy z rozwiązań stosowanych w Austrii, Niemczech, Słowacji i Chorwacji. Charakterystyczne duże żółte tablice z napisem STOP Zły kierunek i symbolem dłoni z umieszczonym na niej piktogramem znaku zakaz wjazdu, ustawiono już na łącznicy węzła Głogów Południe na S3, a także na węźle Świlcza na S19. Nowe tablice pojawiły się również na autostradzie A4 na węzłach Opole Zachód, Rzeszów Północ i Przemyśl oraz przed granicą Polski z Ukrainą w Korczowej, gdzie zaobserwowano kierowców oczekujących na odprawę i zawracających przed granicą.     Ustawione tablice informacyjne nie są znakiem drogowym, a mają służyć jako wzmocnienie obowiązującej organizacji ruchu. Przypomnijmy, że umieszczanie znaków drogowych reguluje tzw. „czerwona książka”, która jest rozporządzeniem Ministra Infrastruktury w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach (Dz. U. z 2019 r. poz. 2311 z późn. zm.).   Wkrótce kolejne tablice   W najbliższym czasie takie tablice informacyjne pojawią się między innymi na węźle Patriotów na S2 w Warszawie, na węzłach Wypędy, Paszków i Mszczonów na S8, na większości węzłów na S3 pomiędzy Szczecinem i Zieloną Górą, na obwodnicy Wałcza w ciągu S10, a także na kilku węzłach na S1 i S52 w okolicy Bielska-Białej. ...
 

Mielno walczy o dobre imię wybrzeża

21 Lipca 2021 godz. 5:17 Ala za UM Mielno
Gmina Mielno to pierwszy samorząd, który oficjalnie sprzeciwił się przekazom medialnym bezpośrednio atakującym wypoczynek nad polskim Bałtykiem. W tym celu w 2020 r. powstała akcja #OdkłamujemyBałtyk, a jej drugą, tegoroczną edycję możemy obserwować m.in. w mediach społecznościowych. Każdego roku tuż przed wakacjami, jak i w trakcie lata, w mediach pojawia się mnóstwo informacji, które w opinii przedstawicieli mieleńskiego magistratu są krzywdzące dla wybrzeża.   Rekiny i mięsożerne bakterie – Niektóre media chyba prześcigają się w konkursie na najgłupszego newsa roku – mówi jeden z mieleńskich restauratorów. Czytając nagłówki o tym, że na nadbałtycki urlop stać tylko krezusów, a w morzu grasują rekiny i mięsożerne bakterie gotowe wręcz zjeść człowieka, można się zastanowić, czy autor na pewno jest dziennikarzem, a nie przypadkiem twórcą science fiction? – W ubiegłym roku nawet największe media powielały przekaz o rzekomo występujących w Bałtyku bakteriach przecinkowca, specjalnie nazywanych „mięsożernymi bakteriami”. Ostrzegano turystów przed kąpielami w morzu, gdyż miało to być niebezpieczne dla życia. Oczywiście nie miało to absolutnie nic wspólnego z prawdą, lecz zasiało ziarno niepewności wśród niektórych turystów, którzy zaczęli nas pytać: Jak to jest naprawdę? W tym roku temat ucichł, za to straszenia przyjezdnych sinicami nie ma końca. Pojawiło się też kilka artykułów przestrzegających przed rekinami, jakie mają czyhać w Bałtyku. Udowadniamy w mediach społecznościowych, że ostatni raz sinice wystąpiły u nas kilkanaście lat temu i zasadniczo nie są dla Gminy Mielno zagrożeniem, na co mamy twarde dowody z Inspekcji Sanitarnej. Z kolei temat rekinów ciężko w ogóle skomentować na poważnie – wyjaśnia Radosław Sobko, koordynator akcji.  Polskie wybrzeże Dubajem Europy? Przedstawiciele Gminy Mielno przytaczają nagłówki artykułów, według których ceny nad Bałtykiem są tak wysokie, że na spędzanie tam urlopu stać wyłącznie najbogatszych. Dowodem na drożyznę mają być tzw. paragony grozy. – Nie możemy biernie przyglądać się wprowadzaniu ludzi w błąd. Publikowanie zdjęć paragonów, z których nawet nie wynika, dla ilu osób zakupiono obiad, jest – mówiąc delikatnie – drobną manipulacją. Dobrze wiemy, że podejmując decyzje zakupowe, kierujemy się m.in. cenami, które przecież znamy przed wyborem danej usługi. Idziemy do takiego lokalu, w którym ceny nam odpowiadają, a zapewniam, że w Gminie Mielno mamy dużą rozpiętość w sferze wyżywienia: możemy wybrać ekskluzywną i drogą restaurację, ale w tym samym czasie możemy zjeść tani i pyszny posiłek. Gmina Mielno charakteryzuje się bardzo rozbudowanym sektorem gastronomii, który każdego roku stara się walczyć o klienta jakością, ale także i relatywnie najniższą ceną – mówi Olga Roszak-Pezała, burmistrz Mielna. Turyści bronią wybrzeże Odzew turystów na akcję odkłamywania Bałtyku nie zmienił się od ubiegłego roku. Zdecydowana większość komentarzy w mediach społecznościowych potwierdza słuszność inicjatywy. Niektórzy umieszczają wpisy z konkretnymi kwotami, za jakie przyszło im zjeść posiłek i trzeba przyznać, że tzw. paragony grozy wydają się przy tym całkowitą abstrakcją. Gmina Mielno wspólnie z Ekowspólnotą Lokalną Organizacją Turystyczną umieściła ostatnio w mediach społecznościowych sporo zdjęć ukazujących ceny konkretnych dań w mieleńskich restauracjach. Władze gminy twierdzą, że prawda zawsze się obroni, ale trzeba ją po prostu pokazywać. Większość mieleńskich przedsiębiorców zapytanych o ten temat potwierdza, że to nie może być przypadek, aby tuż przed wakacjami, jak i w ich trakcie pojawiało się tyle newsów uderzających w nadbałtyckie gminy. – Robią nagonkę na wybrzeże, bo chcą turystów zabrać poza granicę Polski. To oczywiste, że chodzi o pieniądze – przekonuje hotelarz z Sarbinowa.  ...
 

Nielegalne wyścigi samochodowe - działania zachodniopomorskiej drogówki

26 Lipca 2021 godz. 13:42 Ala za KWP, fot. youtube,com
Policjanci zachodniopomorskiej drogówki podczas weekendu prowadzili działania zapobiegające organizacji nielegalnych wyścigów samochodowych. Pojazdy, które pojawiły się na spotkaniach w kilku miejscach naszego województwa, poddane zostały kontroli. Niestety, wiele z nich w ogóle nie powinno poruszać się po drogach publicznych. Policyjne kontrole pojazdów miały przede wszystkim działanie prewencyjne i zapobiegające przeprowadzeniu nielegalnych wyścigów. Doświadczenia nie tylko z naszego regionu, ale także z kraju pokazują, że tego rodzaju wydarzenia stwarzają niestety nawet śmiertelne zagrożenie dla ich uczestników jak i tych którzy je obserwują. Podczas weekendowych działań policjanci ujawnili 427 wykroczeń, w tym 220 polegających na przekraczaniu dozwolonej prędkości. Skontrolowali 700 pojazdów i wylegitymowali 813 osób. Mundurowi  zatrzymali 17 praw jazdy oraz 44 dowody rejestracyjne.  Równolegle funkcjonariusze prowadzili przesiewowe badania trzeźwości. Wykonali ponad 1749 badań na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu  i ujawnili 16  kierowców, którzy prowadzili  pojazdy pod wpływem alkoholu. Ponadto jeden z kierujących znajdował się pod wpływem środka odurzającego. Po raz kolejny ostrzegamy i przypominamy, że możliwy jest  jedynie udział  w legalnych rajdach tylko na oficjalnych imprezach, które są  organizowane po spełnieniu określonych wymagań. Przestrzegamy  zatem młode osoby, aby nie zamieniały jezdni w tor wyścigowy, bo może  to skończyć się  tragedią....