Koszalin, Poland
sport

Wójcik: Poprawiać niedoskonałości

Autor Patryk Pietrzala / fot. Artur Rutkowski 11 Maj 2014 godz. 16:51
Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Adamem Wójcikiem, legendą polskiej koszykówki i ambasadorem turnieju Energa Basket Cup. Były Mistrz Polski opowiada o metodach szkoleniowych, trenerach z naszego kraju oraz o wspomnieniach związanych z Koszalinem.

Patryk Pietrzala: Za co jest Pan odpowiedzialny podczas turniejów Energa Basket Cup?

 

Adam Wójcik: Jestem ambasadorem Energa Basket Cup. Jestem z tego powodu bardzo zadowolony, ponieważ opiekuję się tym turniejem trzeci raz z rzędu. Ta impreza ma spory potencjał, a z roku na rok zgłasza się coraz większa liczba uczestników. Widać ogromne zaangażowanie, nie tylko dzieci, ale również nauczycieli, trenerów i rodziców. To z pewnością największy turniej dla młodzieży w naszym kraju.

 

Czy szkolenie młodych koszykarzy w Polsce jest na wystarczająco dobrym poziomie?

 

- Szkolenie w Polsce to trudny temat. Wydaje mi się, że z biegiem czasu jest coraz więcej dzieci, które chce grać w koszykówkę. Jest lepsza selekcja, a im więcej zawodników lub zawodniczek, tym większa szansa, że odnajdziemy kilka perełek.

 

Jak Pana zdaniem wypadają polscy trenerzy na tle szkoleniowców z zachodniej europy? W końcu w fazie górnej szóstki jest tylko jeden Polak – Wojciech Kamiński, trener Rosy Radom.

 

-W pewnym sensie jest to problem polskiego basketu. Trenerów z naszego kraju jest jak na lekarstwo. Myślę, że więcej szkoleniowców, ale nawet i działaczy, powinno wysyłać się na campy, które są organizowane w Hiszpanii, Serbii lub we Włoszech. Tam można podpatrywać najlepszych na naszym kontynencie. W tamtych krajach są zupełnie inne metody szkoleniowe. Wiem, że nie każdy ma taką możliwość, jednak można także sprowadzać trenerów do Polski, którzy przez powiedzmy... dwa – trzy tygodnie służyliby pomocą. Ja, gdy czynnie uprawiałem ten sport, nie byłem alfą i omegą, zawsze starałem się poprawiać swoje niedoskonałości.

 

Kiedyś w Tauron Basket Lidze istniał przepis, dzięki któremu młodzi zawodnicy musieli biegać po parkiecie w drugich kwartach. Czy to był dobry pomysł promocji perspektywicznych koszykarzy?

 

- Każdy związek sportowy z danego kraju ma różne preferencje. Kiedyś w lidze hiszpańskiej dwóch młodzieżowców musiało być na ławce. W Grecji natomiast, dwóch młodych koszykarzy grało przez jakąś część spotkania. To sztuczne przepisy, które moim zdaniem nie zdają swoich egzaminów. Trzeba dawać szanse i możliwość rozwoju wszystkim młodym zawodnikom, po to by ogrywali się w meczach na najwyższym szczeblu. Są zespoły, które nie grają o mistrzostwo. W takich drużynach młodzi gracze powinni dostawać jak najwięcej szans, bo za parę lat odwdzięczą się z nawiązką. Wiadomo, że są sponsorzy i wymagania, kibice również chcą oglądać tylko zwycięstwa. Trzeba znaleźć najlepsze rozwiązanie, korzystne dla drużyny i dla wspólnego celu, jakim jest zwycięstwo.

 

W takim razie może należy zainwestować w drużyny rezerw?

 

- To jest rewelacyjny pomysł. Parę lat temu, razem z pierwszym zespołem jeździło dodatkowo siedmiu – ośmiu zawodników, którzy tworzyli drużynę rezerw. Następnie kilku z nich dołączało do ekipy grającej w ekstraklasie. To byłaby szansa również dla tych powracających po kontuzji. Problemem mogą być pieniądze. Nie sądzę by wszystkie kluby było stać na dodatkowe koszta.

 

Mateusz Ponitka czy Przemek Karnowski, który z nich jako pierwszy zagra w NBA?

 

- Przed nimi jeszcze daleka droga, ale jeżeli miałbym typować, to stawiam na Przemka Karnowskiego. Powód jest prosty, wysokiemu zawodnikowi łatwiej będzie się przebić, bo jest mniej sprawnych centrów niż koszykarzy na pozycjach rzucającego obrońcy lub niskiego skrzydłowego.

 

Zakończył Pan swoją sportową karierę kilka lat temu. Czy istniała możliwość całkowitego rozbratu z tą dyscypliną?

 

- Nie było takiej opcji, ponieważ moi synowie grają w koszykówkę (śmiech). Można więc powiedzieć, że jestem zarówno trenerem, jak i ojcem. Razem trenujemy, cieszymy się koszykówką, jeździmy na turnieje i wspólnie oglądamy mecze Tauron Basket Ligi.

 

Na koniec pytanie o nasze miasto. Jakie ma Pan wspomnienia związane z Koszalinem?

 

- Zawsze miałem dobre wspomnienia z Koszalina. Czułem pewien komfort psychiczny. Przyjeżdżając tutaj, wiedziałem, że rozegram dobre zawody (śmiech). Nie zawsze moja drużyna wygrywała, bo grało się tutaj naprawdę ciężko. Miło wspominam kibiców, jak i atmosferę jaka była podczas meczów.

Poprzedni artykuł

Czytaj też

Dwukrotna olimpijka Elżbieta Wójcik dołącza do Fight Club Koszalin. Cel: trzecie igrzyska i medal

Film Art, film: FB/Fight Club Koszalin - wczoraj, 15:36
Fight Club Koszalin oficjalnie poinformował o dołączeniu Elżbiety Wójcik. Jedna z najbardziej utytułowanych polskich pięściarek rozpoczyna w koszalińskim klubie kolejny etap kariery. Najważniejszym celem będą przygotowania do walki o trzeci start olimpijski i pierwszy medal igrzysk. – Setki stoczonych rund. Tysiące godzin treningów. Lata poświęceń, wyrzeczeń i walki o marzenia. Ale Ela nie przychodzi tutaj, żeby odpoczywać – podkreślili przedstawiciele Fight Club Koszalin. Dwa olimpijskie starty Elżbieta Wójcik reprezentowała Polskę podczas igrzysk olimpijskich w Tokio i Paryżu. W swoim debiucie w Tokio startowała w kategorii do 75 kilogramów. Cztery lata później ponownie wywalczyła olimpijską kwalifikację. Podczas igrzysk w Paryżu dotarła do ćwierćfinału. W walce o medal przegrała niejednogłośną decyzją sędziów 2:3 z reprezentantką Panamy Atheyną Bylon. Ostatecznie została sklasyfikowana na piątym miejscu. Jej dotychczasowe olimpijskie starty potwierdza profil zawodniczki w Polskim Komitecie Olimpijskim. Teraz pięściarka zamierza rozpocząć walkę o trzeci udział w igrzyskach. Samo dołączenie do Fight Club Koszalin nie oznacza jeszcze olimpijskiej kwalifikacji – przed zawodniczką pozostają miesiące treningów, startów i rywalizacji o miejsce w reprezentacji. Największy cel osiąga się razem Koszaliński klub podkreśla, że Wójcik nie przychodzi jedynie dzielić się doświadczeniem. Ma kontynuować własną karierę zawodniczą i przygotowywać się do największych sportowych wyzwań. – Cel jest jasny. Trzecie igrzyska. I upragniony olimpijski medal – zapowiedział Fight Club Koszalin. Dołączenie dwukrotnej olimpijki jest dużym wydarzeniem dla koszalińskiego środowiska bokserskiego. Jej doświadczenie zdobyte podczas międzynarodowych turniejów i igrzysk może być również inspiracją dla młodych zawodników trenujących w klubie. Elżbieta Wójcik w Paryżu znalazła się o krok od olimpijskiego podium. W ćwierćfinale kategorii do 75 kilogramów przegrała minimalnie, niejednogłośną decyzją sędziów – przypominał Polski Komitet Olimpijski. Nowy etap sportowej drogi Fight Club Koszalin zapowiada wspólną pracę podporządkowaną jednemu celowi – przygotowaniu zawodniczki do rywalizacji o trzeci olimpijski start. – Wierzymy, że największe cele osiąga się razem. Dlatego cieszymy się, że właśnie z nami Ela rozpoczyna kolejny etap swojej sportowej drogi – przekazał klub. Przed Elżbietą Wójcik długa droga, ale także szansa na napisanie kolejnego rozdziału kariery. Tym razem jej olimpijskie marzenie będzie związane również z Koszalinem.

ENERGA BASKET - dzień drugi

Artur Rutkowski - 11 Maj 2014 godz. 16:55
Drugi dzień zmagań - spotkania finałowe