Cała sprawa zaczęła się 7 lat temu, gdy na Delfi ukazał się artykuł, który przedstawił w negatywny sposób właściciela promów (spółki SLK). Pod w/w tekstem ukazało się wiele komentarzy, a niektóre z nich obrażały członka rady nadzorczej w/w firmy. Prawnicy spółki zażądali usunięcia wpisów (co Delfi zrobiło) oraz zadośćuczynienia finansowego.
Portal nie wypłacił odszkodowania, a sprawa trafiła do estońskich sądów. Uznały one, że rację ma pozywający, gdyż według nich za treści komentarzy umieszone na portalu, odpowiada portal. Im więcej wpisów, tym większy zarobek – więc Delfi nie mógł być uznany jedynie za pośrednika obraźliwych treści skierowanych ku członkowi spółki SLK.
Z tym wyrokiem zgodził się ETPC w Strasburgu. Dodatkowo stwierdził on, że komentarze internautów powinny być traktowane jako treści redakcyjne, a administrator strony jest jednocześnie jej wydawcą. W ten sposób podważono m.in. regulamin Delfi, w którym było zawarte stwierdzenie, że portal nie odpowiada za komentarze użytkowników.
Duże portale w większości zatrudniają profesjonalnych moderatorów, więc moderowanie i usuwanie nieodpowiednich komentarzy nie byłoby dla nich bardzo uciążliwe. Jednak małe portale, jak i blogi mogłyby dużo stracić, gdyż autorzy tekstów musieliby kontrolować wszystkie komentarze pod ich wpisami (zarówno tymi starymi, jak i nowymi).