Obecnie tylko klika krajów Unii ściga kierowców bez względu na ich miejsce zamieszkania. Gry kierowcę złapie radar, policja ma tylko numery rejestracyjne pojazdu. Musi ustalić kto jest jego właścicielem, a także kto kierował i gdzie mieszka. Dlatego policja z większości krajów nie szuka kierowców przekraczających prędkość i nie wysyła mandatów za granicę, gdyż jest to proces długotrwały i nie daje pewności, że sprawca zapłaci.
W listopadzie br. ma zacząć działać w naszym kraju Krajowy Punkt Kontaktowy, który będzie udzielał informacji o właścicielu auta namierzonego przez fotoradar. Wymiana między państwami Unii będzie odbywać się na zasadzie wzajemności. Jeśli właściciel samochodu nie zapłaci mandatu, to zagraniczny sąd orzeknie grzywnę, a tę wyegzekwuje komornik.
Krajowy Punkt Kontaktowy powstanie przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, a podstawą do wydania informacji będzie m.in. zbyt duża prędkość, rozmowa przez telefon podczas prowadzenia auta, brak pasów, jazda na czerwonym świetle czy prowadzenie po alkoholu lub narkotykach. Koszt uruchomienia systemu w Polsce wyniesie ok. 3 mln zł.